Pamiętniki oczekiwanie na serce pod sercem - zaczynamy z in vitro
Dodaj do ulubionych
WSTĘP
oczekiwanie na serce pod sercem - zaczynamy z in vitro
O mnie: lat 35, zakochana bez pamięci, z wzajemnością.
Czas starania się o dziecko: od października 2017 na poważnie z mierzeniem temperatury
Moja historia: Długo czekałam na miłość mojego życia, powoli traciłam nadzieję, że spotkam kogoś z kim będę mogła i będę chciała założyć rodzinę. Udało się z dużą pomocą pewnego portalu (okazuje się, że tam na prawdę można kogoś poznać). Do pełni szczęści brakuje tylko owocu naszej miłości... i już wiemy, że nie będzie łatwo; edit: wyniki badań nasienia - oligoasthenozoospermia
Moje emocje: Strach, że nigdy nam się nie uda, lęk przed upływającym czasem, a po wynikach badań kompletne załamanie, złość

20 kwietnia 2018, 10:01

Od momentu, poznania mojego P wiedziałam, że istnieje jeden problem, a mianowicie brak jednego jądra w mosznie... Myślałam, że jedno "działające" jądro jest w stanie poradzić sobie z tym problemem, ale z każdym kolejnym miesiącem starań moje obawy rosną. Do tej pory nie udało mi się namówić P na badanie nasienia, chociaż wiem, że jest to konieczne nie tylko ze względu na informację dotyczącą możliwości posiadania dzieci, ale także ze względu na jego zdrowie.

23 kwietnia 2018, 13:26

Mam nadzieję, że uda mi się przekonać P, że badania są konieczne, teraz trzeba tylko poszukać dobrego lekarza. Serce podpowiada mi, że musi być dobrze, ale im dłużej czytam wpisy na forum i różne historie to moja nadzieja gaśnie. Przeszukałam "cały internet" i nie znalazłam informacji czy mamy jakiekolwiek szanse na dziecko. Wychodzi na to, że mężczyźni z dwoma jądrami mają problem, a my musimy poradzić sobie z jednym. Wiem, że jedyną odpowiedzią będą badania. Najgorsze jest to, że P też to wie, ale chyba z obawy o wynik woli żyć w nieświadomości, tylko, że ja muszę wiedzieć, nie będę potrafiła normalnie żyć nie mając takiej wiedzy, nie chcę co miesiąc czekać na pozytywny test, a później znowu się rozczarować. Jeśli nie jest nam dane posiadanie dziecka to ja muszę to wiedzieć, ta niepewność mnie męczy...

24 kwietnia 2018, 08:34

Wczoraj po powrocie do domu cały dzień przeleżałam w łóżku, dopiero wieczorem trochę mi się humor poprawił. Chyba pisanie trochę mi pomaga, jakoś tak lżej na sercu. Kilka dni temu moja przyjaciółka została mamą, cieszę się jej szczęściem, ale też zazdroszczę jej. Wstydzę się tej zazdrości, ale nic z nią nie mogę zrobić. Oni nawet się nie starali, udało im się przypadkiem, bo się raz nie zabezpieczyli. Dlaczego tak jest, że jednym przychodzi to tak łatwo, a innym nie jest dane posiadać dzieci?

26 kwietnia 2018, 08:47

Dzisiaj wstąpiła we mnie jakaś nowa nadzieja, bo wczoraj był okropny dzień, nie dość, że w pracy same problemy, zmokłam jak wracałam do domu to jeszcze z P jakieś problemy, nie rozmawialiśmy wczoraj ze sobą, cały dzień tylko się mijaliśmy. Przynajmniej kwestię badań mamy ustaloną, teraz trzeba tylko poszukać gdzie robią badania i umówić się na wizytę. Pewnie na forum znajdę jakieś informacje :) Temperatura idzie w górę, ale jeszcze za wcześnie, żeby robić test. Nie nastawiam się, żeby się znowu nie rozczarować, nie pozostaje nic innego jak tylko czekać ;)

30 kwietnia 2018, 07:26

No i niestety, wczoraj przyszła @. Smutno mi było przez cały dzień, ale trzeba walczyć dalej. Po majówce robimy chwilę przerwy i idziemy z P na badania. W czwartek jedziemy nad jezioro, P będzie łowić ryby więc nie mogę go pozbawić możliwości wypicia piwa w tym czasie, a przed badaniem nie wolno pić alkoholu, więc chwilę jeszcze odczekamy. Dobrze, że wyjeżdżamy przynajmniej moje myśli na kilka dni będą zajęte czymś innym i głowa trochę odpocznie :)

5 maja 2018, 12:52

Wychodzi na to, że łowienie ryb idzie nam tak samo jak robienie dzieci, czyli na razie bez sukcesów ;) Może dzisiejszy dzień przyniesie coś nowego. @ się skończyła więc teraz czekamy na owulację, a że zawyczaj mam późno to jeszcze trochę poczekamy :)

11 maja 2018, 07:50

Dziwna sprawa, bo ovu wyznaczyło mi już owulację, a ja nigdy tak wcześnie nie miałam. Niby bolał mnie trochę jajnik, ale nie wzięłam tych objawów jako zbliżającej się owulacji. Temperatura też się podniosła, czyli ten cykl chyba możemy spisać na straty... No trudno i tak musimy zrobić badania żeby wiedzieć co dalej. P jest już całkowicie przekonany do badań, chociaż strasznie boimy się wyników, boję się, że one całkowicie odbiorą nam nadzieję.

21 maja 2018, 08:27

Tak jak myślałam ovu zmieniła mi termin owulacji, w związku z tym nie robię sobie żadnych nadziei, bo nie bardzo trafialiśmy, trochę zmęczenie też miało na to wpływ. Temperatura strasznie się wacha i nie widać wyraźnego skoku, więc nie pozostaje nic innego jak czekać na @. 26.05 jesteśmy umówienie na badanie nasienie, P sam już naciskał, żeby nas umówić, bo chce mieć to już za sobą. Widzę, że jest przerażony, nie bardzo wiem jak mam mu pomóc i co zrobimy jeśli okaże się, że nasze pragnienie zostanie przekreślone. Wiem, że nie powinnam jeszcze o tym myśleć, ale to siedzi głęboko w głowie. Wczoraj na spotkaniu nasi przyjaciele rozmawiali o posiadaniu dzieci, wszyscy chcą i planują, ale jeszcze nie zaczęli starań, a nam się nie udaje i być może nigdy się nie uda, aż łzy same cisną się do oczu....

24 maja 2018, 14:33

Patrzę sobie na ten mój wykres i jest jakiś dziwny, temperatura jest bardzo niska, nic mnie nie boli, może w tym miesiącu owulacji wcale nie było? Boję się tych sobotnich badań, przeczytałam kilka pamiętników gdzie główną przyczyną niepowodzeń jest problem męski i zazwyczaj nic z tego nie wychodzi, trochę mnie to załamało. Na dodatek P w tym tygodniu pracuje po 12h, co na pewno nie pomaga. Nie chcę za bardzo wybiegać do przodu, ale rozmawialiśmy ostatnio co zrobimy jeśli nadzieja zostanie nam odebrana i już wiemy, że na pewno nie zdecydujemy się na nasienie dawcy, adopcja jak najbardziej wchodzi w grę, ale procedury adopcyjne są skomplikowane no i jeszcze kwestia stażu związkowego gdzie póki co wypadamy słabo. Szkoda mi moich rodziców, bo oni marzą o wnukach, a to marzenie może się nigdy nie spełnić. Mam starszą siostrę, która też stara się o dziecko i oni też nie mogą mieć dzieci, szwagier jest zdrowy, ale moja siostra ma problemy i tak starają się już 8 lat.

29 maja 2018, 11:53

Nie wytrzymałam i zrobiłam dzisiaj test, chociaż zazwyczaj żadnych nie robię przed terminem spodziewanej @ tylko grzecznie czekam, ale dzisiaj w nocy obudziły mnie straszne zawroty głowy i od rana źle się czuję, więc pomyślałam, że może to dobry znak, ale niestety na teście biel czysta jak śnieg. W sobotę byliśmy z P na badaniach, wyniki będą dopiero w poniedziałek, więc musimy czekać jeszcze cały tydzień. P się trochę załamał i powiedział, że nawet nie musimy odbierać tych badań, bo on wie jaki jest wynik. Próbowałam go pocieszać, ale stwierdził, że jest beznadziejny i że do niczego się nie nadaje...
Chciałabym, żeby jego wyniki były dobre i żebyśmy musieli szukać innej przyczyny, może wina leży gdzieś po mojej stronie?

5 czerwca 2018, 08:08

Wczoraj odebrałam wyniki badań nasienia P. Po przeczytaniu się załamałam - oligoasthenozoospermia, brzmi jak wyrok. Nadal nie mogę się pozbierać, wyniki są tak słabe, że nawet nie mogli zrobić badania rozszerzonego. Starałam się wczoraj trzymać i prawie mi się udało, aż do momentu kiedy P nie zaczęły lecieć łzy. Chciałam być silna dla niego, ale nie potrafię, moje wsparcie wczoraj zostało odepchnięte. P nigdy nie miał łatwego życia, cały czas pod górkę, jemu nigdy nic nie przychodziło łatwo, wczoraj zapytał mnie dlaczego jego to wszystko spotyka, dlaczego chociaż ten jeden jedyny raz nie może być dobrze, a ja nie wiem, nie znam odpowiedzi na to pytanie, nie wiem co mamy dalej robić... Chyba pierwszy raz w życiu się załamałam, nawet nie mam z kim o tym porozmawiać, nikt nie wie o naszych problemach.

7 czerwca 2018, 09:38

Dziewczyny bardzo dziękuję za słowa wsparcia i pomoc. Postanowiłam porozmawiać z P, nie chcę na niego naciskać, ani do niczego zmuszać, ale sam zaczął tą rozmowę, najpierw przeprosił mnie za to, że nie może mieć dzieci i serce mi znowu pękło, powiedziałam mu żeby przestał tak mówić, bo to nie jest jego wina. Postanowiliśmy odczekać parę miesięcy i zrobić ponowne badania (zwłaszcza, że te były robione po bardzo intensywnym tygodniu, praca fizyczna po kilkanaście godzin dziennie) potem razem z badaniami udamy się do androloga i on nam powie co dalej i albo odbierze nam nadzieję, albo da nam cień szansy na znalezienie chociaż jednego sprawnego żołnierzyka. Nadal jest mi bardzo ciężko i chciałabym schować się gdzieś gdzie mnie nikt nie znajdzie i tam krzyczeć i płakać... Jestem zła, bo prawdopodobnie przyczyną jest zaniedbanie rodziców P i jego nieleczone wnętrostwo. Czasu nie cofniemy... Nie pozostaje nam nic innego jak walczyć, bo każda z nas zasługuje na szczęście.

14 czerwca 2018, 11:27

Według ovu rozpoczęły się dni płodne, owulacja jeszcze nie została wykryta, ale czuję, że czai się tuż za rogiem. Zazwyczaj nie myślę o wynikach i próbuję żyć dalej tylko czasem łapie mnie taki strach i ból, że aż zatyka mnie w płucach i nie mogę złapać oddechu, a do oczu same lecą łzy. Staram się radzić sobie z tym. Postanowiłam nadal prowadzić obserwacje swojego cyklu, może kiedyś taka wiedza mi się przyda. Obserwuje wykresy innych dziewczyn i czytam ich pamiętniki i tak bardzo fascynujące jest to, że czasami tak długo się nie udaje, a potem nagle następują szczęśliwe zakończenie, jest tu tyle walki, potu i łez, a potem najpiękniejszy zielony finał, to napawa optymizmem.

Wiadomość wyedytowana przez autora 9 lipca 2018, 13:02

20 lutego 2019, 09:21

Ponad dwa lata starań za nami w tym 16 miesięcy na poważnie. Dużo i mało. Mało dla tych co się starają po kilka lat i dużo dla tych, którym udaje się zajść od razu. W tym czasie kilka bliskich mi osób zaszło w ciąże i urodziło. W pracy kolejne osoby przechodzą na zwolnienie w związku z ciążą, a my nadal tkwimy w tym samym miejscu. Cały czas mierzę temperaturę i nasze starania nadal trwają, ale moja nadzieja na to, że się uda naturalnie już chyba umarła. Wiemy, że naszą jedyną szansą jest ivf. P bardzo wierzy, że nam się uda, a ja chyba powoli zaczynam się przyzwyczajać do myśli, że być może już zawsze będziemy tylko we dwójkę. Bardzo się kochamy i uwielbiamy spędzać ze sobą czas, więc poradzimy sobie jeśli nam się nie uda. Najważniejsze jest to, żeby starania nie oddalały nas od siebie, tylko jeszcze bardziej zbliżały. W pracy ciężki okres, ilość obowiązków zwiększyła się okropnie, bo koleżanka zaraz będzie rodzić, więc cały czas żyję w stresie, co nie pomaga na płodność. Na dodatek pozostałe koleżanki cały czas tylko rozmawiają o dzieciach i staraniach, nie są w stanie zrozumieć , że ktoś nie może mieć dzieci, każdej udało się od razu i uważają, że jedynym powodem braku potomstwa jest to, że w dzisiejszych czasach kobiety zbyt późno decydują się na macierzyństwo, nie rozumieją tego, że istnieją także inne problemy. Oczywiście o naszych problemach nic nie wiedzą, bo nie czuję potrzemy mówienia im o tym. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że ja też czuję się już stara, za kilka miesięcy skończę 33 lata i wiem, że zegar biologiczny tyka. Chciałabym już zacząć procedurę, ale umówiliśmy się z P, że jeszcze trochę musimy poczekać. Cieszy mnie jedynie to, że trochę minęła mi obsesja, już nie wpatruję się w swój wykres z nadzieją, że zobaczę coś niesamowitego i nie przeraża mnie wizja życia bez dzieci. Każdy mój wykres wygląda podobnie, na początku cyklu temperatura zawsze niska, potem następuję skok i temperatura szybuje w górę o kilka kresek, a potem następuję spadek. Może kiedyś zdarzy się cud i temperatura nie spadnie ...

7 września, 12:37

Wracam po tak długim czasie. Niestety bez tej idealnej, wymarzonej wiadomości, nadal nie jestem w ciąży. Wszystko się przesunęło w czasie, covid spowodował, że straciliśmy kolejny rok starań. Jedyne co udało nam się osiągnąć, to poprawiliśmy wyniki męża. Z 3,2 mln osiągnęliśmy 11,5 mln, uznajemy to za ogromny sukces. Dzięki temu w końcu udało się zrobić badanie rozszerzone i już wiemy, że jakieś żywe plemniki są, więc może będzie z czego wybrać. Będziemy podchodzić do pierwszego IVF. Długo walczyliśmy z myślami (zdecydowanie za długo, bo zmarnowaliśmy dwa lata), czy to dla nas, czy podołamy, nigdy nie przypuszczałam, że będziemy musieli stanąć przed taką decyzją (ciągle liczyłam na cud, oj ja głupia). I oto jesteśmy i zaczynamy. Na początek cała morfologia i wszystkie wyniki podstawowe. Później kolejna wizyta już z wynikami i dowiemy się co dalej. Pani doktor powiedziała, że nie ma na co czekać i może już w przyszłym miesiącu zaczniemy procedurę (starość nie radość, więc trzeba się spieszyć). Wyniki męża ma jeszcze obejrzeć androlog, zobaczymy co on powie.
Strasznie się boję, może nie samej procedury, ale tego, że się nie uda, że zbyt duże nadzieje sobie robimy, że to nasza ostatnia możliwość, że potem nie ma już nic co mogłoby nam pomóc. Staram się o tym jak najmniej myśleć, ale to cały czas wraca jak mucha, która nie chce się odczepić. Jednak mimo wszystko chcielibyśmy spróbować, chcielibyśmy zrobić wszystko co możliwe, żeby mieć dziecko. W międzyczasie wyremontowaliśmy prawie całe mieszkanie, nie zapominając o małym przytulnym pokoju, który być może kiedyś stanie się idealnym pokojem małego człowieka, a póki co jest tylko gościnnym dla odwiedzających nas rodziców i moim prywatnym pomieszczeniem do układania puzzli :)

13 września, 12:34

Boję się jeszcze bardziej, Internet to zło... 🙈 Naczytałam się na temat IVF , ile procedur się nie udaje, ile procent dzieci rodzi się z różnymi chorobami. Wiem, że ten odsetek jest większy niż przy naturalnym poczęciu, ale to wynika z tego, że i wiek kobiet starających się jest wyższy. Mój wiek niestety też. Zaczynam mieć wyrzuty sumienia, że nie podeszliśmy do procedury wcześniej, ale czasu nie cofnę. Boję się też kwestii religijnych, jestem osobą wierzącą, a wiadomo jakie jest zdanie kościoła na ten temat i ostatnia rzecz jakiej się boję, tak całkowicie wybiegając w przyszłość i licząc na to, że się uda, to jak powiedzieć o tym dziecku i czy wogóle mówić. Mój P uważa, że nie powinniśmy nikomu mówić, żeby nikt się nie naśmiewał z dziecka, a mi się wydaje, że to nic złego i dziecko powinno wiedzieć i ukrywanie, może przynieść więcej złego niż dobrego. Nie wiem dlaczego ciągle o tym myślę, skoro jeszcze nawet nie wiadomo czy się uda, ale od tygodnia moja głowa jest wypełniona tylko tym tematem i o niczym innym nie jestem w stanie myśleć.
A tak poza tym, to jesteśmy po pierwszych badaniach:
FSH 6,18 norma 3,5-12,5
LH 5,61 norma 2,4-12,6
Prolaktyna 16,2 norma 3,4-24,1
TSH 2,42 norma 0,27-4,2
Wydaje mi się, że jest w miarę ok. P jest po badaniach u androloga i lekarz powiedział, że z takim wynikiem spokojnie podchodzimy do IVF, jest jeden mały żylak, ale on w niczym nie przeszkadza. Moglibyśmy walczyć o lepsze parametry i próbować naturalnie, ale to trwało by zbyt długo, P czekałaby operacja usunięcia jądra (i tak go to nie ominie, ale po IVF i tylko ze względu na to, że takie jadro często rakowacieje). Teraz przede mną kolejne badania i wizyta pomiędzy 18 a 25 dc, nie mogę się już doczekać 😊
Fundusze Europejskie: Inteligentny Rozwój Narodowe Centrum Badań i Rozwoju Europejski Fundusz Rozwoju Regionalnego