Hmm... miało być tak pięknie, a okazało się inaczej ...
zacznijmy od początku, po nieudanych podejściach do starań, tzn. 3 cykle stymulujące na lekach i działaniach naturalnych, odnieśliśmy "porażkę" następnie otwarła nam się szansa na zdobycie dzieciątka przez inseminację
byłam pełna nadziei że to jest nasza szansa i że się uda, niestety były trzy podejścia, każde zakończone rozczarowaniem, płaczem i lękiem,że nie jest mi dane być mamą ... po wszystkich trzech próbach udało nam się zakwalifikować do programu NFZ - w klinice Gameta Kielce do in vitro ... oczywiście szczęście,że kolejna wielka szansa przed nami, przygotowanie do wielkiego dnia były bolesne i ciężkie momentami do przeżycia, ale dałam radę, najpierw pikuś wszystkie formalności, badania. Z 14 badań (w tym 7 moich i 7 męża) zapłaciliśmy tylko za 2, następnie jak wszystko było ok gin przeszedł do stymulacji, tu zaczęły się schody, pierwsza seria zastrzyków przerosła nasze możliwości finansowe, ale mówimy że tyle do przeżycia, następna wizyta przyniosła drugą serię zastrzyków co mnie przeraziło jeszcze bardziej nie dość, że jeszcze droższe to musiałam o jednej porze dać sobie dwa zastrzyki jeden po drugim, gdzie już miałam tak brzuszek skuty że gdzie nie dotkłam bolało, ale dałam radę, potem punktacja... Udało się 2 zarodki są dobre, trzeci słaby (niestety nie rozwinął się) i został jeden eskimosek zamrożony ... Nadszedł dzień transferu, gdy zobaczyłam na monitorze moją/naszą kropeczkę o mało co się nie rozpłakałam, widziałam każdy ruch lekarza podczas wprowadzania kropeczki we mnie
teraz tylko leki i najdłuższe dwa tygodnie mojego życia ... Po dwóch tygodniach zrobiłam test wyszła I kreska, poleciałam odrazu na bete HCG bo może za wcześnie na test. Gdy odebrałam bete, zawaliło się wszystko.. niestety nie udało się ... Odstawiłam leki i czekam na okres ... Tylko jedno mnie ciekawi dlaczego przy mierzeniu temperatury ona ciągle szła do góry wskazując na ciążę, jak jej nie ma ... Teraz pozostaje mi tylko czekać na @ umówić się na kolejną wizytę i przetrwać przygotowania do drugiego transfera mojego małego eskimoska, być może on zostanie z nami ...
Nie cierpię walentynek, a one mnie ...
dziś cały dzień przeleżałam w łóżku z bólem brzucha, i pięknym dla tego dnia kolorze w gaciach.. dobrze że wymyślili tabletki ...
ale mniejsza z tym, już się przyzwyczaiłam po tylu wizytach ... Na usg wykazało,że mam end 5 mm. Gin przepisał mi tabletki "Estrofem" aby mieć lepsze
mam brać przez 14 dni. Kolejna wizyta 4.03 na usg ... Najprawdopodobniej 8.03 będzie transfer
ja sie ciesze bo to dzień kobiet, może mi mała kobietkę podadzą i zostanie z nami
zrobi mamusi prezent :p ale nie będę zapeszać, co ma być to będzie
mam ochotkę na sexik ale mój mówi,że go zamęczę ... to mówię,że po transferze znów będę miała abstynencję ...
i koło się zamyka... nawet dziwne rzeczy mi się śnią ... matko co się dzieje ....
Boli mnie kręgosłup i jestem cały dzień senna ... miałam tyle w domu zrobić, a wkońcu nic nie zrobiłam. Wzięłam się za filctrzaki i zrobiłam słonika... nawet mi się nie chce obiadu zrobić ...
słodkie lenistwo obiadek mąż zrobił
a ja cały dzionek łóżeczko, filmik
potem kąpiel
Mmm...Wczorajszy wieczór też dodaję do moich ulubionych
nie ma to jak wieczór z trzema mężczyznami, cały wieczór granie w gry planszowe
jej... czasy dzieciństwa się przypomniały
tylko że tutaj dodatkowo dla mnie winko, dla panów wódeczka
haha ale było pięknie
oby więcej takich wieczorów
))
Jestem czwarty dzień po podaniu mi eskimoska .. zero objaw jakich kolwiek, leki biorę jak należy.. ale ... nie mam już takiego podejścia jakie miałam przy pierwszym podejściu ... oczywiście uważam na siebie, dbam, nie przemęczam się, nie dźwigam itd. Natomiast wogółe nie czuje, że miałam podaną kropeczkę ... nie myślę o tym nie miziam się po brzuchu przed snem, nie rozmaiwam z nią - tak jak było to pierwszy raz .. teraz to jeżeli ktoś zapyta się mnie (jeżeli wie o tej mojej drugiej próbie) jak się czuje.. to wtedy zapala mi się lampeczka - Ooo.. rzeczywiście ja jestem już po drugim transferze ...i oczywiście odp dobrze się czuje, nic mi nie dolega ... więc może dobre to podejście, widzę że mąż również nie przeżywa tak jak wcześniej.. chyba już to wszystko nas przemęczyło i uważamy te starania jak monotonność ... nie wiem ...
1dpt ( 1 dzien po transferze) .. Blastocyst wychodzi z otoczki
2dpt.. Blastocysta zaczyna wczepiac sie w sciany endometrium
3dpt.. Proces implantacji sie rozpoczyna, blastocysta zaczyna "zakopywac" sie w endometrium
4dpt. Proces implantacji jest kontynuawny gdy and zarodek wnika glebiej w endometrium
5dpt. Zarodek jest juz zaimplantowany
6dpt...Zaczyna byc produkowane HCG
9dpt...HCG jest na tyle duzo, ze mozna spokojnie zrobic sikacza
1dpt ( 1 dzień po transferze) Embrion się dzieli
2dpt. Embrion staje sie blastocystą
3dpt. Blastocysta wychodzi z otoczki
4dpt. Blastocysta zaczyna wczepiać sie w ściany endometrium
5dpt. Proces implantacji sie rozpoczyna, blastocysta zaczyna "zakopywać" się w endometrium
6dpt. Proces implantacji jest kontynuowany, zarodek wnika głębiej w endometrium
7dpt. Zarodek jest juz zaimplantowany
8dpt. Zaczyna być produkowane HCG
11dpt. HCG jest na tyle duże, że można spokojnie robić sikacza
bo u mnie w aptece same 25 mlU/ml
od soboty wszyscy piszą do mnie czy już testowałam, ja wiem że przeżywacie to razem ze mną, lub czasem mocniej niż ja... kibicujecie mi z całego serca, ale proszę Was nie naciskajcie na mnie abym zrobiła test .. bo to jest męczące ... ja nie czuję się na siłach testować, bo i tak znam wynik, a po co mam znów przyśpieszyć moją załamkę i płacz ... skoro mam dobry humor, nie myślę wogółe o transferze,że był, że mam testować ... moja głowa jest zajęta innymi sprawami, osobami .. jest mi z tym dobrze
jeżeli będę gotowa na test to zrobię, i tak prędzej czy później wszystko wyjdzie na jaw jeżeli nie jestem w ciąży przyjdzie @ ... jeżeli jestem to kiedy bym nie zrobiła to i tak wyjdzie - nie ucieknie kropeczka jak się zagnieździła ... jeżeli znów będę płakać i się załamywać nie ma nikogo przy mnie .. nie ma mnie kto przytulić wtedy kiedy tego potrzebuje ... powiecie a gdzie mąż .. w pracy, a po pracy siedzi przed kompem i gada przez ts z kolegami grając .. ja naprawdę mam dość wypłakiwania się w poduszkę ... potrzebuję ramienia do wypłakania się ... mąż przytuli mnie przed snem i po usłyszeniu wyniku ... ale to nie to samo ...
Nikt mi nie zabierze tego co już mam za sobą, nie.
Do przodu idę z podniesioną głową stawiając czoła kolejnym problemom i trwogom...
Wiadomość wyedytowana przez autora 21 kwietnia 2014, 17:31
Trzymam za Was bardzo mocno kciuki. Trzeba byc dobrej mysli,ze wszystko dobrze sie ulozy.
kurcze,a tak Ci kibicowałam na enpr.A tu klops.Trzymam kciuki dalej
znam ta historię ale czytając to wszystko nie dało się nie poryczec :-(:-(:-(
powodzenia na kolejnym podejsciu!!!
:*:*:*