Pamiętniki Trudna droga do spełnienia marzeń.
Dodaj do ulubionych
1 2
WSTĘP
Trudna droga do spełnienia marzeń.
O mnie: Lekko zwariowana, ale też spokojna, 28-letnia optymistka. Ze skłonnością do kompleksów i niewiary w siebie. Zdecydowanie zbyt wrażliwa. Z głową pełną marzeń. Nerwus, ze słomianym zapałem. Kochająca swojego męża nad życie. Przywiązana do rodziny i rodzinnego miasta. Pragnąca być szczęśliwą żoną i matką.
Czas starania się o dziecko: O dziecko zaczęliśmy się starać w grudniu 2012 r.
Moja historia: Od zawsze chciałam dzieci. Nie jedno, ale całą gromadkę. Dwoje to minimum, najlepiej czwórkę. Mój entuzjazm podziela mój mąż. Jeszcze przed ślubem zakładaliśmy, że będziemy mieli liczną rodzinę. Ślub wzięliśmy w sierpniu 2012r. Chcieliśmy pół roku nacieszyć się sobą, a potem zaraz zabrać się za powiększanie rodziny. We wrześniu poszłam na kontrolę do ginekologa, bo przyplątała mi się jakaś infekcja. Lekarz - ordynator na oddziale ginekologicznym w naszym miejskim szpitalu, wybitny specjalista, szeroko polecany - przyjmował tylko prywatnie, na dodatek godzinę drogi od nas. Pacjentki waliły do niego drzwiami i oknami. Zapisy na wizyty co najmniej 3-4 tygodnie wcześniej trzeba było robić. Pomimo wizyty na określoną godzinę i tak co najmniej 60 minut czekało się na wejście do gabinetu. Kobiety w recepcji tak odpychające, że nawet ciężko to w kilku zdaniach opisać, chociaż niektórzy pokusili się o to na różnych forach o lekarzach. No i ten cudowny lekarz stwierdził u mnie infekcję bakteryjną i grzybiczą - silny antybiotyk poszedł w ruch. Po miesiącu - kolejny. Po następnych 3 tygodniach - powtórzony ten pierwszy. Dodatkowo zlecił badania męża, bo wspomniałam, że chcemy starać się o dziecko. Na kolejnej wizycie zostałam potraktowana w taki sposób, że do dzisiaj denerwuje się na samo wspomnienie. Ów cudowny lekarz, na moje "dzień dobry" i szeroki uśmiech odburknął: "to się okaże, czy dobry". Stropiłam się. Następnie dowiedziałam się, że mam całą możliwą florę bakteryjną, a mąż nie ma żywych plemników. I wypisał kolejna receptę. Resztkami sił opuściłam gabinet i poryczałam się na schodach. Mój kochany mąż stwierdził, że więcej do tego chama nie pojadę, a on pójdzie się przebadać do normalnego lekarza. Załamał się i bardzo to przeżywał, chociaż starał się tego nie pokazywać. W grudniu poszłam prywatnie do ginekologa, który osłupiał po mojej opowieści o jego koledze po fachu. Nie miałam już żadnych bakterii, wszystko wyglądało bardzo prawidłowo. Kazał się starać i nie martwić. W lutym mój mąż poszedł do naszego obecnego lekarza - ginekologa, androloga i specjalisty od leczenia niepłodności. Pan doktor nie stwierdził żadnych nieprawidłowości w budowie męża i trybie życia. Nie było podstaw do stwierdzania niepłodności. Kazał się starać i jak po roku nie wyjdzie, to przyjść we dwoje. I tak mijały miesiące prowadzenie kalendarzy na ovu, mierzenie temperatury, jedzenia kwasu foliowego i pestek dyni (maż) - nie było efektu. Na własną rękę posprawdzałam hormony, które okazały się być w porządku. Cykle zawsze miałam regularne. Śluz rozciągliwy. Teoretycznie wszystko w porządku. We wrześniu udaliśmy się na wspólną wizytę. Jednym z pierwszych badań zleconych przez lekarza był test penetracji, czyli za jednym zamachem sprawdzenie jakości chłopaków i tego jak sobie radzą w moim śluzie. No i niestety... okazało się, że mąż ma idealne wyniki, dużo ponad normę, jednak ja mam wrogi śluz. Zrobiłam też badanie na przeciwciała we krwi i tam na szczęście było czysto. W grudniu zrobiłam HSG - obydwa jajowody drożne, prawidłowej budowy. Ginekolog zaproponował dwa wyjścia: odczulanie przez pół roku (czyli stosunki tylko w prezerwatywie) albo od razu inseminacja. Pod koniec stycznia 2014 roku zdecydowaliśmy odpocząć od starań i się odczulić. W międzyczasie stosowaliśmy różne wynalazki medycyny naturalnej. W maju, z ciekawości chcieliśmy powtórzyć test na wrogość, jednak przyszłam za późno na wizytę - było już po owulacji i nie można było zrobić badania. W sierpniu sytuacja ze spóźnieniem się powtórzyła z powodu wyjazdu na wakacje. We wrześniu podczas badania okazało się, że jest lekka poprawa, ale nie na tyle, żebym mogła naturalnie zajść w ciążę. Na dodatek zrobił mi się polip i miałam infekcję. Załamałam się. Lekarz przepisał mi antybiotyki i leki na pozbycie się polipa. Po @ miałam się zgłosić, żeby sprawdzić, czy dziad się złuszczył, czy będę musiała iść na histeroskopię. Dwa tygodnie nerwów. 17 września zdałam egzamin na prawo jazdy i pomyślałam, że dobrze by było gdyby oznaczało to początek dobrej passy. 18 września na wizycie lekarz oznajmił, że po polipie i infekcji nie ma śladu, a cykl wygląda bardzo ładnie. Zdecydowaliśmy się na inseminację. 22 września poszłam na zastrzyk z pregnylu, a 23 września nasz lekarz wykonał inseminację. Teraz czekamy na jej efekty.
Moje emocje: Strach, oczekiwanie, złość, smutek, nadzieja.

23 września 2014, 19:56

Tyle rzeczy powinnam opisać. Tyle myśli mam w głowie. Tyle emocji. Dzisiaj skupiam się tylko na jednym - o 17:30 miałam pierwszą inseminację. Przede mną dwa tygodnie oczekiwania na wynik. Wydaje się to niczym w porównaniu z tym ile już czekaliśmy. Damy radę. Musimy. Dziwne uczucie wiedzieć, że być może dokonuje się cud i spełnia największe marzenie :)

24 września 2014, 19:24

Dzień pierwszy oczekiwania.

Miałam się nie denerwować, ale przy mojej pracy jest to trudne do zrealizowania :(
No i pojawiły się natrętne, pesymistyczne, pełne strachu myśli - a jeżeli było już za późno? Jeżeli się pomyliłam w swoich odczuciach i owulację miałam dużo wcześniej? Komórka jajowa tylko 6 godzin jest zdolna do zapłodnienia. Czy chłopaki zdążyły na czas? Na wcześniejszej wizycie lekarz mówił, że za inseminację bierze 500 zł. Od nas chciał 400 zł i jak zajdę w ciążę to mamy mu dopłacić 200zł, a jak nie, to zostaje tyle. Czy to oznacza, że wie, że już było za późno i dlatego tak policzył? Wie, że nic z tego nie będzie? :(
Matko... świrować zaczynam. I smęcę strasznie. I zimno mi na dodatek...

25 września 2014, 21:30

Drugi dzień oczekiwania.

W pracy nadal napięta sytuacja i stres. Uwielbiam swój zawód, ale nie znoszę nowego miejsca pracy. Na szczęście to tylko do końca stycznia. Muszę przetrwać.

Depresyjnie się czuję dzisiaj. Jak kupa. Może to jakieś jesienne przesilenie?

Gardło mi wysiada. Codziennie piję siemię lniane (wczoraj zapomniałam), ale pobolewa mnie co jakiś czas od trzech tygodni.

Znowu smęcę.

26 września 2014, 16:49

Trzeci dzień oczekiwania.

Dzisiaj samopoczucie o niebo lepsze niż przez ostatnie dwa dni :) W końcu! Pomimo paskudnej pogody.

Martwi mnie trochę, że od dnia inseminacji, który też był dniem owulacji, nadal mam rozciągliwy śluz. W prawdzie w małej ilości i tylko na papierze, ale bywa lekko podbarwiony krwią. Nie wiem co o tym myśleć. To normalne?

Weekend u teściów, więc nie będzie czasu na odliczanie i myślenie o efekcie końcowym :)

30 września 2014, 18:07

Porada
Zmartwiona kobieta udała się do ginekologa i powiedziała:
"Doktorze, mam poważny problem i bardzo potrzebuje twojej pomocy! Moje dziecko nie ma nawet 1 roku, aja jestem ponownie w ciąży. Nie chcę mieć dzieci w tak małym odstępie czasu. "
Tak więc lekarz powiedział: "Ok, a co chcesz, abym czynił?"
Powiedziała: "Chcę, żebyś zakończył moją ciążę i liczę z tym na twoją pomoc."
Lekarz pomyślał trochę i po chwili milczenia powiedział do pani: "Myślę, że lepszym rozwiązaniem dla tego problemu, jest to mniej niebezpieczne dla Ciebie. "
Uśmiechnęła się, myśląc, że lekarz zamierza przyjąć jej prośbę.
Następnie kontynuował: "Widzisz, abyś nie musiała zajmować się 2 dzieci w tym samym czasie zabij to jedno, które trzymasz w ramionach. W ten sposób będziesz mogła odpocząć trochę, zanim narodzi się drugie. Jeśli mamy zamiar zabić jedno z nich, to nie ma znaczenia, które to jest. Nie byłoby ryzyka dla ciała jeśli wybierzesz to, które trzymasz w ramionach. "
Ta pani przeraziła się i powiedziała: "Żaden lekarz! Jakie straszne! Zabicie dziecka to przestępstwo! "
"Zgadzam się", odpowiedział doktor. "Ale wydajesz się skłaniać ku temu rozwiązaniu, więc pomyślałem, że może to najlepsze wyjście."
Doktor uśmiechnął się, wiedząc, że miał już za sobą punkt.
Przekonał matkę, że nie ma różnicy w zabiciu dziecka, które już się narodziło a takimi, które jest jeszcze w łonie matki. Przestępstwo jest takie samo!
Jeśli się zgadzasz, proszę UDOSTĘPNIJ.
Razem możemy zaoszczędzić cenne życie!
Miłość mówi: "Poświęcenie siebie dla dobra drugiej osoby." Aborcja mówi: "Poświęcenie drugiej osoby, dla dobra samego siebie."

2 października 2014, 17:17

Dziewiąty dzień oczekiwania.

Ogrom i nawał zajęć spowodował, że nie miałam czasu ani nic naskrobać na ovu, ani zbytnio myśleć o zbliżającym się "dniu 0" ;)
Weekend u teściów minął bardzo sympatycznie. W poniedziałek moja Babcia obchodziła swoje 80-te urodziny. Rodzinka się zjechała i było świetnie :) We wtorek - Dzień Chłopaka, ale nawet nie było zbytnio czasu, żeby świętować, bo musiałam mnóstwo rzeczy do pracy przygotować. Wczoraj, w środę, zaraz po pracy udałam się na poszukiwania materiału i do krawcowej, bo 18-go października idziemy na wesele, a w sklepach bida z nędzą i koszmarem podparta - albo nic mi się nie podoba, albo nic nie ma, albo jak już jest to ni chu chu nie leży. A wieczorem spotkałam się z moją przyjaciółką, która pracuje we Włoszech i akurat na kilka dni przyleciała. Dzisiaj wstałam skoro świt, przed pracą zaliczyłam Wydział Komunikacji i odebrałam swoje prawo jazdy (jupi!!) i podjechałam do psiapsióły pożyczyć torebkę do sukienki na rzeczone wesele. A po pracy na pierwszą przymiarkę do krawcowej.
Muszę jeszcze dzisiaj posprzątać, bo syf się zrobił w mieszkaniu straszny. Będzie ciężko, bo katar mi się zaczyna, nos mam zapchany i zmęczona jestem okrutnie, bo za krótko spałam.

Ach, jaka zapracowana kobieta ze mnie się zrobiła...kto by pomyślał :P

5 października 2014, 10:39

No i cóż, nawet nie doczekałam do "dnia 0", @ postanowiła mnie całkowicie zaskoczyć i przyjść po 22 dniach. To mój najkrótszy cykl w życiu. Nie podoba mi się to. Jestem chora, jest mi smutno, jest mi źle, czuje się jak kupa i boję się, że coś jeszcze jest nie tak :(

8 października 2014, 11:39

Dzisiaj pierwsze CLO... mam nadzieję, że mój organizm nie będzie po nim wariował, bo generalnie leków nie toleruje. Po hormonach we wcześniejszym cyklu czułam się jak słoń, tak napuchłam. W ciągu 7 dni moje cycki urosły 7 cm, a już normalnie są spore i nie mieściły się w żadnym staniku! W dwa dni po odstawieniu hormonów wróciły do normy i z wagi też 2 kg zleciały.

Wizytę u gina mam w poniedziałek, 13-go. Kazał mi brać CLO od 5 do 9 dnia cyklu, więc mam nadzieję, że wie co robi, bo z tego co wyczytałam, przy krótkich cyklach (a takie ostatnio miewam) bierze się już od 3dc. No ale w końcu to on jest lekarzem, wielu kobietom pomógł zajść w ciążę, zajmuje się tym od lat, więc chyba wypada mu zaufać.

Napiłam się w niedzielę czerwonego winka, na które miałam już ogromną ochotę, bo mój mąż nie pozwolił mi nawet przed IUI sobie chlapnąć (brzmi jak wyznanie alkoholika na odwyku...fajnie) i co?! I nie smakowało mi wcale :( Zwalam to na przeziębienie i chore gardło... no bo cóż innego? Dramat jakiś ;)

9 listopada 2014, 17:33

Warunki do drugiej IUI były idealne: dwa pęcherzyki prawie identycznej wielkości (20mm i 20,8mm), które podczas zabiegu nie były jeszcze pęknięte, a sądząc po bólu, pękły jakieś 2-3 godziny później. Endometrium 14mm. I też się nie udało :(
Strasznie to dobijające, że nawet w tak idealnych warunkach nie wychodzi :(

W tym cyklu jak się uda i dobrze złoży, chcemy podejść znowu, ale coraz mniej w nas wiary, że kiedykolwiek się uda.

Dzisiaj dowiedzieliśmy się, że siostra męża (3 lata młodsza od nas) jest w kolejnej ciąży. Mają już ponad dwuletniego syna. W maju poroniła, ale teraz jest już w 3 miesiącu i wszystko póki co w porządku. Cieszę się razem z nią, bo wiem, że zawsze chciała mieć dużo dzieci, ale... no właśnie, to paskudne "ale"... też zawsze marzyłam o dużej rodzinie. Dlaczego nam to nie jest dane?

23 listopada 2014, 11:55

Nie jest ciekawie.
Na zmianę ogrania mnie wściekłość, bezradność i objętość.
Nie mamy już siły. Obydwoje.
Jest źle.

Patrząc na mój wykres widzę 3 rozwiązania:
1. jutro zaliczę spektakularny spadek temperatury i we wtorek zawita @
2. temperatura nie spadnie i we wtorek zawita @
3. temperatura spadnie dopiero we wtorek i zawita @

Nie widzę innej możliwości, bo wygląda to tak jak w innych cyklach. Zero objawów, mało kremowego śluzu (tylko przy szyjce), no i szyjka nie jest wysoko. Dodatkowo czasami odezwie się jajnik prawy, z którego była owulacja, ale też lewy, który pewnie przygotowuje się na kolejny cykl :/ jednym słowem: dupa :(

29 listopada 2014, 10:21

No i moje przeczucia znowu okazały się prorocze (niestety). Trzy nieudane inseminacje... to jest jakaś masakra. To miało być rozwiązanie naszego problemu! No a za 3 razem to już nie miało prawa nie wyjść :( Progesteron w 8 dpo miałam ponad normę, więc lekarz stwierdził, że musiała być piękna owulacja i rewelacyjny pęcherzyk, no więc ja się pytam dlaczego nie jestem w ciąży?! Co jeszcze do cholery ciężkiej jest nie tak?!
Strasznie zła, rozgoryczona i zdołowana byłam pod koniec poprzedniego cyklu... Teraz już trochę mi przeszło, bo znowu zapaliła się ta głupia nadzieja w głowie "może tym razem"...

Początkowo chcieliśmy podejść w tym cyklu do IUI po raz 4 i umówić się do kliniki na rozmowę kwalifikującą do ivf, ale zadzwoniłam do lekarza z pytaniem kiedy mam przyjść po recept na clo i pregnyl, a on mi zalecił cykl przerwy na wyluzowanie, skupienie się na świętach i odpoczynek, bo 3 IUI to już bardzo duże obciążenie dla psychiki. Więc mam cykl bez wspomagaczy, ale wątpię, że uda mi się oderwać myśli od pragnienia zajścia w ciążę. Da się w ogóle?! Jak?!

Dodatkowo mąż zapewnił nam niekończącą się atrakcję i zajęcie - w poniedziałek przytargał do domu szczeniaka :) Owczarek niemiecki długowłosy - Velvet :) To jest po prostu diabeł wcielony, a nie słodkie szczenię - gryzie wszystko co tylko znajdzie się w zasięgu jego zębów, więc generalnie większość czasu spędzamy na odganianiu go od rzeczy, których gryźć nie powinien i padamy wieczorem totalnie wykończeni ;)

1 czerwca 2015, 11:39

Dzisiaj jest źle. Może to przez Dzień Dziecka, może przez przeziębienie, które się do mnie przypałętało nie wiadomo skąd, może dlatego, że męża od dwóch dni nie widziałam, bo służbowo wyjechał, nie wiem, ale jest źle. Dzisiaj jest właśnie ten dzień, kiedy jest mi smutno i mam ogromny żal, żal, że nie mamy dziecka. Dzisiaj jest ten dzień, kiedy łzy same płyną widząc uśmiechnięte koleżanki chwalące się, że są w drugiej ciąży... drugiej! A kiedy my? Czy w ogóle kiedyś...? :(

22 czerwca 2015, 12:34

Szlag mnie trafi i krew zaleje!
W piątek dostaliśmy informacje z kliniki, w której byliśmy (w marcu!) zapisać się do programu in vitro, że nie mają już miejsc i nie będą mieć do końca trwania programu :| Zadzwoniłam do innej kliniki najbliżej naszego miejsca zamieszkania i uzyskałam tę samą odpowiedź, no więc zadzwoniłam do kolejnej i tam w końcu okazało się, że mają jeszcze miejsca, ale musimy najpierw zrezygnować z dotychczasowego realizatora, u którego nawet nie było jeszcze wizyty kwalifikacyjnej. Na stronie ministerstwa stoi jak byk, że rezygnacje z usług realizatora składa się pisemnie, w związku z czym napisałam wniosek, już chciałam drukować, ale coś mnie tknęło, postanowiłam zadzwonić i się dopytać, czy nie mają wzoru wniosku, a kobieta mi mówi, że żeby zmienić realizatora musimy przyjechać osobiście :/ :/ :/ Ilość przekleństw, która przeszła przez moje usta po zakończeniu rozmowy zawstydziłaby pewnie niejednego szewca... Nie dość, że ponad 3 miesiące mamili obietnicą leczenia, to teraz jeszcze nie mają zamiaru spełnić formalnego wniosku zgodnie z wytycznymi ministerstwa!! No i jak tu się nie wkurzać?! Oczywiście zapytanie do ministerstwa o zgodność takiego postępowania z regulaminem świadczonych usług już też wysłałam. Ciekawe czy i co odpiszą... A tym czasem czeka nas "wspaniała" wycieczka, a potem czekanie na "łaskawe" przekazanie do innej kliniki... biorąc pod uwagę ilość chętnych, pewnie nie zdążymy już się załapać na rządowy program :(

22 lipca 2015, 00:35

Udało nam się zmienić realizatora, chociaż trwało to 3 tygodnie.

Byliśmy wczoraj na wizycie w nowej klinice, która miała być wizytą kwalifikacyjną, ale tak się niestety nie zakończyło... Dostaliśmy stos papierów do wypełnienia, pooglądaliśmy zdjęcia dzieci, które dzięki klinice pojawiły się na świecie i w końcu byliśmy gotowi do wizyty. Lekarz spokojny, rzeczowy i bardzo konkretny. Ciekawe czy będzie nas cały czas prowadził? Zrobił mi wymazy, usg, stwierdził, że jajniki są w porządku, ale nie wie jak macica wygląda i będę musiała zrobić (najprawdopodobniej) histeroskopię. Dzisiaj nie mógł nas zakwalifikować, bo nadal czekam na wyniki amh, no i muszę jeszcze zrobić lh, fsh i estradiol. Z tym wszystkim mamy się zgłosić za ok. 2 tygodnie i jak wyniki będą w porządku to mąż do badania, a ja w nowym cyklu na histeroskopię. Ogólnie według niego za 2-3 miesiące powinniśmy ruszyć z procedurą...

No cóż, zobaczymy jak będzie, póki co szykują się niemałe wydatki na badania i wizyty przed kwalifikacją. Iskierka nadziei jest :)

Koszty na dzień dzisiejszy:
amh, antygen hbs i hvc - 159,00 zł
wizyta i wymazy - 465,00 zł

Wiadomość wyedytowana przez autora 23 lipca 2015, 17:20

23 lipca 2015, 10:26

No i zaczęłam wczoraj 29 cykl starań. Dzisiaj byłam zrobić zlecone badania, czyli lh, fsh i estradiol.

W sobotę jedziemy na wakacje i fajnie by było trochę odpocząć psychicznie od tego wszystkiego, ale w środę mam dzwonić po wyniki i umawiać się na wizytę, więc tak całkiem się nie da.

Lubię słońce, lato, ciepło, ale te upały mnie kiedyś wykończą... nawet w nocy nie da się spać (pomimo otwartego okna). Jeszcze brzuch od @ mnie tak bolał, że wstawałam po no spę nad ranem - nieprzytomna dzisiaj jestem, a tu tyle domowej roboty przede mną... Nic to, parzę kawkę i biorę się za pranie, prasowanie i inne sprzątania ;)

Koszty:
lh, fsh i estradiol - 75,00 zł

29 lipca 2015, 20:06

Dzwoniłam do laboratorium po wyniki amh -9,8ng/ml. Masakra!! Jak to możliwe? Mam pcos?? Nie mam żadnych innych objawów i nigdy na żadnym usg nie wyszły nieprawidłowości... Wizyta dopiero 12 sierpnia. Mogłam poczekać z tą informacją do po urlopie :/

10 sierpnia 2015, 23:37

Bóg mnie chyba nienawidzi. Kiedy tylko pojawia się u mnie cień nadziei, jakaś drobna myśl, że może tym razem się uda, że zajdę w ciążę, to zaraz potem dostaje obuchem w łeb... Kolejna ciąża w rodzinie, tym razem kuzynka męża, na której ślubie byliśmy 20 czerwca (w 8 tygodniu jest). To jak szyderczy śmiech... znowu sobie zrobiłaś nadzieje, głupia ty, głupia...

13 sierpnia 2015, 10:40

Wczorajsza wizyta w klinice była krótka, a nawet powiedziałbym, że bardzo krótka ;) Bałam się co lekarz powie na moje wyniki, czy wymazy dobrze wyszły, jak badania męża i ile jeszcze będziemy musieli czekać. Mąż ma niestety mocno średnie wyniki, głównie przez niska ruchliwość, ale ilość jest bardzo duża, więc ogólnie lekarz zadowolony. Wymazy wyszły bardzo dobrze, żadnego leczenia antybiotykami nie będzie, ponadto stwierdził, że lepiej mieć za wysokie amh niż za niskie i nie mam się tym martwić, po prostu trzeba będzie uważać, żeby do hiperstymulacji nie doszło :) Dostałam tabletki anty od nowego cyklu, czeka mnie histeroskopia, a potem zaraz zaczynamy stymulację!! :D Ale mi ulżyło :) Od wczoraj chodzę i się uśmiecham non stop! W końcu! W końcu dobre wieści, coś ruszyło i tak mi się lekko zrobiło :)
Za wizytę nic nie zapłaciliśmy, bo lekarz uznał, że za krótka była ;)

Koszty:
- badanie męża - 240 zł
- tabletki antykoncepcyjne - 25,90 zł

Wiadomość wyedytowana przez autora 13 sierpnia 2015, 10:40

26 sierpnia 2015, 10:42

Poniedziałkowa histeroskopia zdecydowanie nie była warta tego całego stresu, który odczuwałam na samą myśl. Jedyną nieznośną, ale do wytrzymania rzeczą było to, że musiałam być bez picia 10 godzin. Koniec końców przeciągnęło się to do 12 godzin i byłam już nieźle odwodniona ;) W klinice wszyscy są przesympatyczni i mili. Pani pielęgniarka bezboleśnie założyła wenflon i równie sprawnie mnie go pozbawiła po badaniu. Zasnęłam sobie smacznie i po 20 minutach już byłam po badaniu, gotowa do wyjścia ;) Wszystko wyszło dobrze :)

Zaraz po wyjściu z kliniki pojechaliśmy z psem do weterynarza i na spacer po lesie, bo czułam się bardzo dobrze, ale pod domem przy wychodzeniu z auta zakręciło mi się mocno w głowie i uznałam, że lepiej dzień spożytkować na lenistwo :D Dlatego tez pospałam popołudniu 2 godziny.

Kolejna wizyta 1-go września, tuż przed końcem brania antyków. Mamy na tym spotkaniu podpisywać umowę i dostać wytyczne co do stymulacji.

Koszty:
- histeroskopia - 1100 zł
- antybiotyk - 9,90 zł

4 września 2015, 12:28

Od wtorkowej wizyty jakoś czas mi szybciej płynie ;) A może to z powodu powrotu do pracy?

Jesteśmy w końcu oficjalnie zakwalifikowani :) Dostaliśmy umowy do podpisania, mężowi zrobiono wirusologię, a ja dostałam rozpiskę leków do stymulacji :)

Dzisiaj biorę ostatnią tabletkę ovulastanu i czekam na @ z nadzieję, że nie będzie się ociągała, bo od 2dc zaczynam stymulację :D Jestem podekscytowana i przerażona zarazem.
Proszę o kciuki i modlitwę :)

Koszty:
- Menopur i Gonal - 571,78 zł
1 2