Tak, tak, miałam zacząć antykoncepcje przed stymulacją do invitro. Ale przecież nie byłabym sobą, gdybym nie odwaliła jakieś samowolki.
M. zrobił badania nasienia w ramach programu i wyniki wbiły nas w fotel. Morfologia i ruch bez zmian, dalej kolejno 1 i 10 procent, ale ilość! Przekroczyliśmy 130 mln! A zaczynaliśmy od 27 mln. Po tych wynikach przyszły kolejne, wyniki fragmentacji DNA. Zaczynaliśmy od 40%, a w tym momencie spadła ona do 21% 🥹🥹🥹 Byłam taka wzruszona i dumna. To wszystko naładowało nas nadzieją, że musimy się jeszcze ten jeden cykl postarać się naturalnie. Tak też zrobiliśmy.
Dziś 29 dzień cyklu i ogarnęło mnie to paniczne uczucie, że znowu się nie udało i że pewnie znowu cykl będzie trwał dwa miesiące. Ciężko bylo mi wyłapać jakiekolwiek symptomy owulki, życie w ciągłych rozjazdach i “połowiczne” mieszkanie u teściów też w tym nie pomaga.
W sumie w każdym cyklu mam taki jeden dzień, kiedy dopada mnie takie uczucie “pustki”, w sumie dosłownie uczucie pustej macicy 😂 I wiem, po prostu wiem, że nie jestem w ciąży. Dziś poczułam to samo, dodatkowo znowu miałam sny, że robię test, jest oczywiście pozytywny, ale ja wiem, że to tylko sen, więc się wybudzam i potem mam drugi raz to samo… taka incepcja, rozumiecie 😂 M. zarzuca mi, że muszę zmienić mindset, że zbyt negatywnie podchodzę, dlatego się nie udaje. Ech gdyby wiedział ile nadziei potrafię sobie zrobić w ciągu jednego cyklu… Ci mężczyźni, tacy nieświadomi, pewni swojej nieomylności 😂
W środę idę do ginekolog, docelowo miała być to wizyta na rozpisanie stymulacji do ivf. Wciąż gdzieś w środku nie mogę się pogodzić, że musiało do tego dojść. Z drugiej strony jestem już taka zmęczona i nie mam nadziei na naturalsa kompletnie. Wiem, że to może być jedyna nadzieja, cokolwiek słyszę w konfesjonale/na mszy.
Wiadomość wyedytowana przez autora 11 stycznia, 10:03
Po wizycie w klinice - owulacja była, ciałko żółte jest na lewym jajniku, endo ładne 12,5 mm. Biorąc pod uwagę ból, który czułam, owulka była prawdopodobnie w 24 dniu cyklu. Strasznie się cieszę, może zmieścimy ten cykl poniżej 40stu dni. Ciąży oczywiście żadnej nie widać, a test zrobię chyba najwcześniej w sobotę, chociaż uczucie “pustej macicy” dalej mi towarzyszy.
Pech jest taki, że okres dostanę prawdopodobnie będąc w Katarze, a z wwiezieniem leków do stymulacji może być ciężko, dlatego czekamy do następnego cyklu. Tylko teraz dylemat: wdrożyć sobie antykoncepcje, po powrocie uderzyć od razu na USG i działać na cyklu sztucznym, czy jednak zdać się na te swoje powalone cykle naturalne i zaryzykować, że może trwać 50-60 dni?
M. zawiedziony, był pewien że teraz to już wszystko kliknie bez jakichkolwiek problemów. A mówiłam, a tłumaczyłam. Ech 🤷♀️ Zresztą co ja się go czepiam, sama jestem zawiedziona, a przecież wiedziałam 🥴
Wiadomość wyedytowana przez autora 16 stycznia, 08:16
Stymulacja rozpisana, czekam na okres. Być może powinnam być podekscytowana, ale na razie przeżywam żałobę po tym czymś co straciłam przez ostatnie dwa lata. Coś w środku mnie, czego nie potrafię nazwać.
Mega się wstydzę, że to tutaj pisze, ale brakuje mi takiego… poklepania po plecach od M? Jakiegoś “jesteś dzielna”, “podziwiam że się na to decydujesz”, “dziękuję”, “jak się czujesz po tej wizycie”. Wiem, że się czepiam, ale to zwykłe “co tam” i jakiś taki brak zainteresowania, a z drugiej strony wywoływanie u mnie wątpliwości i trochę, pewnie niecelowe, zrzucanie odpowiedzialności na mnie… no nie tego dzisiaj potrzebowałam. Ale wstyd mi że w ogóle tak myślę, on też ma naprawdę teraz sporo problemów na głowie. Nie chce być taka nieporadna przylepą.
