No dobra dziś świruje. Chyba moim hormonom odbija. Miałyście kiedyś taki dzień, w którym zastanawiacie się jakby to było gdyby....
... gdybym wyszła za innego?
... gdybym wybrała inną szkołę?
... gdybym była zdrowa?
... gdybym miała inną pracę?
... inne życie
więc tak. Dziś mam taki dzień. I muszę się kontrolować żeby nie zrobić jakiejś głupoty. Bo mogę stracić zbyt wiele. A z drugiej strony może powinnam coś zmienić? Nie mówię o mężu ale może praca? Jakaś nowa szkoła? Nowa perspektywa? Coraz częściej zastanawiam się nad przeprowadzką. Kurcze sama nie wiem. Jakieś rozstrojenie mnie dopadło.
Wczoraj pierwszy raz po laparoskopii były przytulanki. Dziś 14 dc licząc dzień laparoskopii jako pierwszy dc. Nic nie czuję więc nie mam pojęcia czy owulacja wystąpi w tym cyklu. Mój lekarz kolejny raz się wycofał. Ale ja postanowiłam, że w ciągu tych 6 miesięcy nie odwiedzę żadnego lekarza. Mam ich po dziurki. W następnym cyklu wykupię clo i spróbuję celować bez monitoringu. Tak naprawdę to chcę żeby był już październik, żeby czas minął i wiedziałabym na czym stoję. Eh i znów rozchodzi się o jedno - czas. Ale "dojrzewam" więc powinnam myśleć inaczej. Za tydzień pobyt nad naszym morzem. Czyli odpoczynek. Na tym trzeba się skupić. Wtedy będzie już połowa miesiąca;) Pamiętajcie - ludzie się nie zmieniają. Oni tylko "dojrzewają" i "kształtują się"
Jak ja nie cierpię tego czasu przed tą wredna@! Dość, że jestem wredna dla męża to nachodzą mnie mega głupie i wredne myśli. A mój kochany mężuś to wszystko dzielnie znosi. Ale dziś to mnie zmiażdżył

) pierwszy raz opowiedział mi taki sen. Bo wiecie kobiety mój mężuś należy do większości czyli do tych co problem z ciążą traktują z dystansem a nie tak jak my chcą faflać o tym w kółko:) Śniło mu się, że jestem w ciąży i że modlił się o to do Maryi a Ona mu odpowiedziała. Wiem crazy, ale to było piękne. Szczególnie, że to mówi facet. Eh i jak go tu nie kochać. A czy sen okaże się prawdą zobaczymy. Jak na razie piersi pobolewają, humory dają o sobie znać, apetyt rośnie wiec pewnie @ niedługo nadejdzie. Eh tak bym chciała, żeby te objawy były ciazowe;) ale jak na razie cieszę się wakacjami z moim meżusiem:)
Okresu nie ma. Dziś 33 dc. Test negatywny. A w cholerę bym to wszystko wzięła. To całe czekanie, testowanie, domyślanie się i wyczajanie każdego wymyślonego objawu ciąży już mi bokiem wychodzi. Miałam być taka wyluzowana, ale siłą rzeczy liczyłam podświadomie na "coś". Miałam nadzieję, że chociaż okres mi się skróci do 28 dni jak u "normalnych" kobiet. Ale nie... ja muszę mieć w cholerę pod górkę!!! Z drugiej strony wiem, że objawy - ból piersi, jajników, brzucha, moje humory - to nadchodząca @, a nie dzidziuś. Przed zabiegiem miałam takie objawy góra 7 dni przed @ a teraz zamiast lepiej, jest gorzej bo to już trwa dwa tygodnie!!! Złość i frustracja narastają we mnie. Mąż daje mi już do zrozumienia, że moje wybuchy złości niczego dobrego w nasz związek nie wnoszą, ale mam poczucie, że to jest ponad mną i że jak zaraz nie wybuchnę złością to mnie rozsadzi w środku. Byliśmy na 7 dni nad naszym polskim morzem. Było cudnie. Kochaliśmy się prawie codziennie. Wszystko było idealnie - pogoda, mieszkanie, pyszne jedzenie i cudownie spędzony czas. Ale musiało mnie coś najść żeby zrobić awanturę o nic!!! Jak już się wydarłam i rozpłakałam (już sama nie pamiętam dlaczego) od razu ciśnienie i serce uspokoiły się. Miałam po prostu wybuch agresji. Nigdy wcześniej aż tak NPM na mnie nie miało wpływu. Owszem byłam drażliwa, ale żeby aż tak?! I jeszcze ta @ nie chce przyjść! No po prostu skończę się nerwowo. Żebym tak jeszcze miała coś na głowie. Ale praca, obowiązki domowe nie zajmują w niej zbyt dużo miejsca. Nie mam żadnego hobby. Dlatego jak wchodzę na neta sprawdzam w pierwszej kolejności fb, ovu i pocztę, czasami ewentualnie parę stron z inspiracjami do domu, ogrodu itp. Więc jak tu się nie nakręcać kiedy codziennie tu zaglądam i patrzę jak ta głupia, że może na ekranie wyskoczy informacja "jesteś w ciąży". Jestem naiwną idiotką. Żal mi siebie. Gdybym spotkała taką osobę jak ja poklepałabym ją i powiedziała: "Szkoda mi ciebie, musisz wsiąść się w garść, iść do przodu, pogódź się z tym, że nie urodzisz dziecka. To koniec. Daj już spokój." A wtedy jak za sprawą magii właśnie by się tak stało. Straciłabym pamięć i wszystkie wspomnienia przepłakanych nocy, nieudanych testów, upokarzających wizyt u lekarzy, tego dnia kiedy doktor stwierdził u mnie to cholerstwo. Byłabym uleczona. odczułabym tak upragniony spokój ducha.
W końcu @ raczyła się zjawić. Ale to i dobrze bo lepiej teraz niż w 45 dc. Więc pierwszy sukces - cykl krótszy:) mąż zakupił już CLO więc czekam do 5dc i zaczynamy powtórkę z rozrywki. Ciekawe co z tego wyniknie:))
Nic nie wynikło. Dziś 17dc. Ulotka mówi, że owulacja powinna pojawić się (jeśli cykl jest 32 dniowy - tak jak mój teraz) między 12 a 14 dc. Eh... W 10 dc skończyłam brać CLO, oprócz mega bólu jajników żadnego śluzu ani widu ani słychu. Chciałabym już dostać okres, skoro wiadomo, że si.ę nie udało;/ A dziś znów miałam pokręcony sen. Początek pamiętam wyrywkowo. Ale w pewnym momencie szłam przez jakieś miasto i usłyszałam skomlenie takie jakie wydają malutkie kocięta. Na początku kiedy okazało się, że były w śmietniku było to zwiniątko i byłam przekonana, że to kociaczki ale jakimś cudem w moich rękach znalazły się dwa bliźniaki - skośnookie:DD Zabrałam je i zaopiekowałam się nimi. Może to znak. Może mam być mamą ale nie taką naturalną

jeszcze pare miesięcy i moje wątpliwości same się rozwieją.
Bo ja już wiem co mi jest....
To całe pragnienie dziecka to nic innego jak wołanie o szczęście. TAK! Moja cudowna psychika daje mi do zrozumienia, że całe życie chciałam jednego - szczęścia! Szkoła - "ja muszę mieć dobre oceny" - bo chce być szczęśliwa, Studia - "muszę iść na nie" - bo chcę być szczęśliwa!, małżeństwo - "chcę tego! Kocham Go!" - i znów, pragnienie bycia szczęśliwą, dziecko - "czas na nie" - bo przecież to kolejny etap życia by być szczęśliwą, praca - "nie daje mi satysfakcji, żadna nie jest tą właściwą" - bo żadna mnie nie uszczęśliwia. Eh czy w takim razie moje życie jest przepełnione smutkiem i brakiem szczęścia?! Czy może po prostu jestem nienormalną i neurotyczną maniaczką analizowania swojego życia, szukania dziury w całym i maniaczką użalania się nad sobą. Widzę wady i pokręcone zasady tego świata, a może po prostu to ze mną coś jest nie tak?