X

Pobierz aplikację OvuFriend

Zwiększ szanse na ciążę!
pobierz mam już apkę [X]
Pamiętniki starania uciekająca nadzieja...
Dodaj do ulubionych
1 2
WSTĘP
uciekająca nadzieja...
O mnie: Mam 25 lat, jestem szczęśliwą małżonką od 4 lat, tyle samo czasu trwają nasze starania:) Zawsze chciałam mieć męża, piękny dom, fajną pracę no i cudowne dzieci! Dziś mieszkam z moją rodzinką:/ , pracuje w sklepie osiedlowym;/, nie mam dzieci i jedyne co się spełniło to posiadam cudownego męża:)
Czas starania się o dziecko: Jak wspomniałam staramy się odkąd pobraliśmy się. Jesteśmy ze sobą 6 lat. Mojego M poznałam jak miałam 18:) był moim pierwszym poważnym chłopakiem i został mężem. Jesteśmy ludźmi wierzącymi dlatego staraliśmy się żyć w czystości przed małżeństwem. Kiedy dowiedziałam się, że jest "problem". Wtedy wszystko się zaczęło...
Moja historia: ... Wszystko tak naprawdę legło w gruzach. Zawsze kpiłam z ludzi, którzy swoje nieszczęścia przypisywali Bogu... a mnie co się przytrafiło?! Sama stałam się jedną z nich. Spotkało mnie coś strasznego! Więc zaczęłam szukać winowajcy. Najłatwiej jest to zwalić na Boga. Nie byłam wyjątkiem. Przeszłam różne etapy. Od rozpaczy, obrazy na Boga, aż doszłam do szantażu. To była nauczka dla mnie. Jednak dziś wiem, że to nie kara od Boga. To pewnego rodzaju droga, która zmieniła moje postrzeganie świata. Bo kiedy dosięgłam dna, a pamiętam bardzo dobrze ten moment, moja przyjaciółka zaszła w ciążę, którą zaplanowała i to w drugim cyklu starań. Ja przecież też planowałam, miałam lepsze warunki dla dziecka, lepszą sytuację finansową a jednak nie mam dzieci. "Więc dlaczego jej się udało??" Po wielu dniach rozpaczy... poprosiłam Boga o ratunek, przeprosiłam i wyspowiadałam się. Wtedy dopiero wszystko zrozumiałam. Może nie do końca. Bo na początku myślałam - ok, skumałam o co Ci chodzi to teraz daj mi dziecko;)). Niestety Bóg to nie maszyna do cukierków, że jak wkładasz pieniążek to wyskakuje batonik. Może muszę przejść jeszcze jeden etap?? Ale o szczegółach później:))
Moje emocje: Moje emocje??? Kiedyś - złość, nienawiść, poczucie niesprawiedliwości, odrzucenia, smutek, żal. Dziś - spokój, zaufanie, poczucie opieki i troski. Dzięki jednej z dziewczyn na tym portalu pozwalam sobie to wrzucić: "Nie płacz kochana Mamo ja patrzę na Ciebie co rano. Jak tylko oczka otworzę i skrzydła anielskie rozłożę to zaraz lecę do Ciebie pomimo, że jestem tu- w Niebie Lecę, by Ciebie utulić, do serca mego przytulić głaskać Twe włosy rozwiane i skleić serce złamane. I znajdziesz mnie w listku na drzewie I wiatru ciepłym powiewie I w jasnym słońca promieniu I w patku co siadł na ramieniu. W tatrach i szumie morza W tęczy łuku, barwnym jak zorza W tatusia czułym uścisku Bo jestem tak bardzo blisko... I śpiewam Ci liści szelestem I kocham - przy Tobie jestem W zachodzie i wschodzie słońca Ja będę z Tobą do końca..."

25 marca 2014, 12:43

Zawsze bałam się pierwszych wpisów, bo kiedy po jakimś czasie wracam do nich uświadamiam sobie, że popełniłam wiele błędów i napisałam coś od rzeczy;) Dlatego też przeszłam wiele prób powstawania pamiętników, ale z różnym efektem. Z drugiej strony chyba każdy z nich zaczynałam od podobnego wstępu. To pewnie tak w ramach usprawiedliwienia;) Moją skróconą historię już znacie. Dlatego będę w miarę możliwości starać się pisać na bieżąco.
Dziś dzień jak co dzień. Praca, potem obiad dla rodziny i popołudnie pewnie w ogrodzie, bo wiosna już swoje pierwsze oznaki ukazała. Uwielbiam wiosnę. Jest tą najlepszą porą roku dla mnie, kiedy wszystko budzi się do życia, świeci słońce, ale jeszcze nie tak bardzo jak w upalne lato ani zbyt słabo jak w jesień. Ptaki śpiewają, a koty "umawiają" się na randki;)) To jest to czego mi potrzeba... harmonii i spokoju.. bo już wkrótce kolejny okres, kolejny zawód, kolejne rozczarowanie. Piersi bolą, brzuch też, chęć na czekoladę wróciła, nerwy na strzępku... tak to już niedługo.

Wiadomość wyedytowana przez autora 23 maja 2014, 11:15

31 marca 2014, 17:40

37 dc a okresu nie ma;( nie nie, nie tym razem... nie dam się wkręcić w wir przypuszczań i domysłów... w kolejną złudną nadzieję. Chcę dotrwać do okresu godnie, bez łez, użalania się nad sobą... mam iść do przodu a nie stać w miejscu. Więc robię krok mówiąc - STOP rozpaczy!!! Dziś wykonałam badanie. Za tydzień wyniki i w końcu rejestracja na laparoskopię:DDD Boję się, ale jednocześnie cieszę:) bo to jest konkret. Coś w końcu zaczęło się dziać:D

1 kwietnia 2014, 21:29

a okresu nadal nie ma i nic się nie zapowiada na niego. Mam tylko nadzieję, że nie przeciągnie się do 45 to mój rekord;) Co d pamiętników to zdradzę wam, że piszę taki prawdziwy z krwi i kości dla moich dzieci. Mój tata tak zrobił. Kiedyś śmiałam się z niego ale dziś kiedy go nie ma z nami jestem mu za to wdzięczna. Zastrzegł sobie, żeby go przeczytać dopiero po jego śmierci. Tak też się stało. Pamiętniki zawierały całe jego życie odkąd zginął jego szwagier, to było jak miał 21 lat. Postanowił, że chce coś zostawić dla dzieci, nie tak jak szwagier który zginął w wypadku motocyklowym. Dzięki temu poznałam ból jego życia, ale i radości. Np. dzień moich narodzin, pierwszego pójścia do przedszkola i momentów które dziecku umykają. A dzięki takim zapiskom są uwiecznione na kartkach papieru, jednocześnie tworząc niesamowitą więź z czytającym. Dlatego ja też postanowiłam pisać o tym co czuje, czego się boje, jak moje życie wygląda, jak bardzo już kocham dziecko które się pojawi i jak bardzo czekam na niego. Polecam zrobienie tego samego;)

3 kwietnia 2014, 15:42

dziś 39 dc.. temp 37,2 a @ nie widać;/ jak trzeba to jej nie ma! Brzuch wogóle nie boli za to piersi urosły i tkliwe więc myślę, że już niedługo... kurcze to już 3 dni po terminie no ale zawsze to może być ta jedna z wyjątkowo długich, które każą na siebie czekać ;/

7 kwietnia 2014, 18:57

no i Małpa przyszła w 41 dc... eh... Muszę coś zmienić w moim życiu. Muszę znaleźć jakiś cel, zainteresowanie, hobby... cokolwiek bo zwariuje. Mam nadzieję, że laparoskopia to będzie krok do przodu. Przynajmniej w mojej psychice. Bo to dla mnie maximum możliwości. Invitro i inseminacja odpada. W wakacje jeśli po laparoskopii nic nie zaskoczy wybierzemy się do OA, tak rozpoznawczo:)) Może tego właśnie chce Bóg... muszę zaakceptować też opcje nr. 2 - dzidzi w naturalnym wykonaniu nie będzie. Ale na to jeszcze nie pora. Jeszcze mam jeden ruch w tych moich życiowych szachach.

8 kwietnia 2014, 12:51

Bardzo się cieszę bo dziś w końcu ustaliliśmy termin laparoskopii - 15 kwiecień. Trzymajcie kciuki:)) Trochę się boje bo nigdy nie leżałam w szpitalu... no ale musi być kiedyś ten pierwszy raz:))

8 kwietnia 2014, 22:25

"Uciekająca nadzieja"... nie myślałam długo nad nazwą ... ot tak przyszło:) ale jakby tak się dłużej nad nią zastanowić to ona naprawdę jest uciekająca... Bywają dni, że chcę walczyć.. modle się o cud, zdrowe, piękne i mądre dziecko.. ale są też takie w które sobie nie radzę. Emocje biorą górę. Rezygnuje i pytam dlaczego? Co mam jeszcze zrobić? Co zrozumieć mój Boże?? Błagam o pomoc.. o spokój serca bo to mnie przytłacza.. zagłusza, przerasta. Płacze. Ale tym razem cicho, tak żeby nikt nie wiedział, nie słyszał.. bo nie wiedzą jak mają reagować na kolejny płacz. Nie potrafią ze mną rozmawiać. Boją się. A ja tak bardzo potrzebuje wsparcia, zrozumienia, uwagi. I właśnie wtedy czuje to... samotność. Tak jestem bardzo samotna. Mimo, że mieszkam z czterema kochającymi mnie osobami, to czuje się samotna.

9 kwietnia 2014, 12:53

No i zmiana terminu laparoskopii na 15 maja. A już myślałam ze będę mieć to za sobą:)

10 kwietnia 2014, 11:45

Dziś mam dzień buntu:) nic mi się nie chcę i wszystkim rzuciłabym w cholerę. Już po @, ale to pierwszy cykl, w którym po prostu nie chce mi się walczyć. Chyba zbyt wiele zawodów doznałam. Jestem osobą, która szybko się poddaje jeśli nie widzi efektów. A to już 4 lata! Jestem niecierpliwa i lubię mieć wszystko zorganizowane. Więc tym bardziej moja niepewna sytuacja mnie dobija. Nic nie jest pewne i wiadome;/

14 kwietnia 2014, 10:45

Eh Święta Wielkanocne:) Kojarzą się z Nowym Życiem... 6 lat temu w tym czasie zaczęłam chodzić z moim M:) miło to wspominam... Wtedy wszystko wydawało się takie proste. Plany obejmowały dwójkę lub trójkę dzieci:)) ale życie jak w tej piosence "Życie jest małą ściemniarą, wróblicą, wygą, cwaniarą. Plącze nam nogi i mówi idź! Nie wierz, nie ufaj mi!"

22 kwietnia 2014, 22:08

Życzenia są najlepsze - przewrotne "błogosławieństwa, szczęścia, tego co najlepsze i ... wnuka", albo "powiększenia rodziny". Wtedy z moim M wymieniamy się spojrzeniami i uśmiechamy przez zaciśnięte zęby. Ale mimo tego co jest coraz większym obciążeniem, bo czas nie działa na naszą korzyść. Odczuwam spokój.. mam wrażenie, że mózg każe mi myśleć - okaż emocje, płacz!, albo motywuj się do działania - a serce jest bez ruchu, obojętne. Nie robi nic. To nowe doświadczenie. Grześ tam w środku czuje, że powinnam płakać i mieć depreche bo to już połowa cyklu, ale nie dzieje się nic. Dziwne. Ale przyjemne.

23 kwietnia 2014, 08:12

Miałam sen... piękny sen. Byłam na wakacjach z moimi dziećmi! Dziewczynka była starsza a chłopiec młodszy. Byliśmy w Egipcie i zgubiłam na basenie kartę do pokoju. Długo razem szukaliśmy ale nic z tego nie wyszło. Wpuścili nas do pokoju i tam rozmawiałam sobie z moimi dziećmi od tak:)) Oczywiście potem jakimś cudem znalazłam kartę. Pamiętam, że nie było z nami mojego M. Powtarzałam, że jak się dowie, że zgubiłam ją to mnie udusi;) bo on zawsze pilnuje takich rzeczy. Ale wiecie co było najwspanialsze w tym śnie?! Zwyczajność. To było takie naturalne. Ich obecność. "Mamo" było muzyką dla moich uszu:) Eh lubię takie poranki:) od razu chce się żyć. A co do snów to przyznam się, że miałam ten jeden najważniejszy w moim życiu. To było dość dawno temu. W ogóle zawsze chciałam żeby moja córcia miała na imię Lilianna. Teraz zmieniłam zdanie. Dlaczego... no właśnie po tym śnie. Ale po kolei. Miałam na rękach dziecko. Lili była śliczną czarnowłosą dziewczynką z ciemnymi oczami, co mnie zdziwiło bo ja i mąż mamy niebieskie. Ale analizowałam to dopiero później. Spacerowałyśmy sobie po naszej kochanej wiosce:)) I tyle. Cały sen. Ale najlepsze jest to, że w niedługim czasie po tym dowiedziałam się, że dziewczyna z drugiego osiedla urodziła dziewczynkę i dała jej na imię Lili. Dziwne. Ale wtedy myślałam w kategoriach - ktoś ukradł moje imię!! Miało być wyjątkowe i niepowtarzalne! Ale teraz z myślą o Agusia246 stwierdzam, że może ona miała trafić do kogoś kto bardziej jej potrzebował. A może to po prostu szukanie dziury w całym. Tak czy inaczej imię znikło z mojej listy:))

26 kwietnia 2014, 14:02

Jeszcze tylko trzy tygodnie. Tylko martwię się czy nie dostanę okresu wcześniej albo jak będę już w szpitalu. Nie mogłam w necie znaleźć nic na temat wystąpienia okresu w dniu laparoskopii. Cykle mam nieregularne więc wyznaczyli mi taki a nie inny termin. Ale gdyby był to jeden z tych cykli mega długich to właśnie 15go maja dostanę okres. I co wtedy? Zadzwonić czy jechać i liczyć, że sami sobie jakoś z tym poradzą?? Eh... Bo kolejne przesunięcie terminu stresuje mnie. Tym bardziej, że liczę na ok 3 cykle przed wrześniem, które mogą uczynić cud. Postanowiliśmy, że po wakacjach czyli ok września-października jeśli laparoskopia nie pomoże udamy się do OA.

Dziś jest jakiś niewyraźny dzień i ja taka sama.

29 kwietnia 2014, 22:01

Odwiedziła mnie dziś moja chrześniaczka:) Cudowne, piękne, mądre dziecko mojego brata. Jest słodka i szczera jak wszystkie dzieci. Pomagała mi w porządkach domowych. Ma 6 lat:)) Wkładałyśmy pranie do pralki i nagle ona przestała, popatrzyła się na mnie i zapytała: "Ciociu dlaczego w twojej wannie nie ma zabawek dla dzieci? Ja mam ich pełno". Zacisnęłam zęby żeby się nie popłakać i spokojnie odpowiedziałam, że w naszym domu nie ma takich dzieciaczków jak ty i twoja siostrzyczka dlatego nie mamy zabawek w wannie. Zrobiło mi się tak przykro i smutno jak nigdy.

***

Nawiązując do dzisiejszego artykułu, który wy wyświetlił się na moim fb - dotyczył zamordowanej Lilianki przez matkę, 21-letnią kobietę, która próbowała zrobić to już wcześniej. Gdzie tu sprawiedliwość? Ile ja bym dała za taką małą istotkę!!! Mogła ją chociaż oddać... Niech jej duszyczka spoczywa w spokoju w niebie...

30 kwietnia 2014, 22:19

Czuję obojętność. Dziś 26 dc. Wczoraj pojawił się mętny czop śluzu. Dziś jest przeźroczysty i jest go DUŻO. Tylko czy to nie za późno na owulację. Podobno ich nie mam, więc po co ten co miesięczny śluz. Po co mnie oszukuje mój organizm?? Lubi się ze mną droczyć. A to temperatura skoczy, a to śluz się pojawi... a co niech sobie głupia wmówi objawy ciąży... będzie zabawniej... Niech już ten weekend minie. Jakby było mało złego jutro i w piątek jestem w pracy:D Reszta rodzinki ma normalną pracę więc siedzą 4 dni na dupskach. A ja się będę męczyć. Eh czuje, że moje życie jest nijakie. Nie mam dziecka, celu do którego mogę dożyć. Niby to szkicuje, zajmuje się ogrodem, domem, ale to wciąż nie zajmuje mojej głowy. Ciągle myślę o tym zabiegu. Chciałabym, żeby było już po. Żebym dowiedziała się albo tego dobrego albo najgorszego. Wiedziała na czym stoję.

A tak naprawdę to mam już dość. Chyba chcę udowodnić sobie samej, że dziecka nie ma i nie będzie. A laparoskopia ma to potwierdzić. Ma dać mi poczucie, że zrobiłam wszystko co w mojej mocy. Że to już koniec walki. Obiecałam sobie do września i koniec. Będę myśleć już wtedy tylko o adopcji. Muszę mieć jakąś granice. Dla samej siebie. Żeby nie zwariować. Żeby nie czuć się jak gówno, jak wybrakowany człowiek, bezsensu, celu, ciągle licząc dni i czekając na ten pieprzony okres. Przestać się starać w łóżku, kombinować tak żeby mąż się nie zorientował, że tym razem to chyba owulacja i sex dla dziecka a nie tylko przyjemność. Żeby się nie znudził. Potem odetchnę i będę kochać się nawet co pół roku bo może akurat w tym miesiącu nie mam ochoty na to. Odpocznę. Zapalę fajkę, napiję się wina... od tak... bo mam ochotę. A nie tylko nie mogę tego albo tamtego bo przecież może noszę już dziecko. "Nie dźwigaj! Dbaj o siebie! Jedz zdrowo! Wzięłaś leki?!" - dość.

11 maja 2014, 18:41

Dziś 37 dc. Brak bóli jakichkolwiek, które chociażby dały cień przypuszczeń, że okres nadchodzi. Jeszcze trzy dni do laparoskopii. Oby mój organizm kolejny raz nie zrobił mi wrednej niespodzianki. Weekend minął mi bardzo przyjemnie. Kino, zakupy, kochany mężuś sprawiłby mi gwiazdkę z nieba. Czasami nie doceniam jego dobrego serca i miłości. Chyba pojawił się u mnie etap - masz dobrze, chcesz lepiej - muszę się zresetować i docenić te małe rzeczy.

11 maja 2014, 18:41

Dziś 37 dc. Brak bóli jakichkolwiek, które chociażby dały cień przypuszczeń, że okres nadchodzi. Jeszcze trzy dni do laparoskopii. Oby mój organizm kolejny raz nie zrobił mi wrednej niespodzianki. Weekend minął mi bardzo przyjemnie. Kino, zakupy, kochany mężuś sprawiłby mi gwiazdkę z nieba. Czasami nie doceniam jego dobrego serca i miłości. Chyba pojawił się u mnie etap - masz dobrze, chcesz lepiej - muszę się zresetować i docenić te małe rzeczy.

18 maja 2014, 19:12

Już po. Pobyt w szpitalu był koszmarny. Nie wspominając, że w dzień przyjęcia szpital wstrzymał wykonywanie laparoskopii z powodu braku środków. No i gdyby nie znajomości to odesłaliby mnie do domu. Eh potem zaczął się koszmar. Ale chcę już zapomnieć o tym. Mam tylko nadzieję, że było warto. Dziś czuje się obolała, zmęczona i krwawiąca.

23 maja 2014, 11:36

Kiedy wchodzę na stronę mojego pamiętnika łapię się na tym, że czytam go kolejny raz od początku:) Mam kiepską pamięć, albo jak to mówi moja przyjaciółka - skłonność do wypierania złych wspomnień:) więc takie przypominanie co pisałam wcześniej i docenianie, że pewne etapy mam już za sobą poprawiają mi humor. Dziś ostatni dzień wolnego. Mimo, że L4 mam do końca miesiąca muszę jutro iść do pracy. Uroki pracy u brata;) Zasiedziałam się w domu. Ale naprawdę odpoczęłam. Jest piękna pogoda. Uwielbiam przechadzać się po ogrodzie. Oglądać jak rosną roślinki, które posadziłam. Szpinak ma już 3 cm:DD Z jednej strony mieszkanie na wsi to dużo więcej pracy w domu i na zewnątrz, ale z drugiej przywilej bycia tak blisko przyrody, świeżego powietrza, zwierząt i poczucia spokoju i wolności. Tak. Właśnie dla takich chwil przeprowadziliśmy się na wieś. Może do kina i teatru mamy godzinę drogi, ale nie zamieniłabym tego na życie wolniejsze i bez zgiełku miasta. Eh się rozpisałam.

Moje samopoczucie jak wyżej można zaobserwować jest dziś dość pogodne. Przestałam krwawić. Przeczytałam, że pierwszy dzień po zabiegu to pierwszy dzień nowego cyklu. Czyli krwawienie trwało 5 dni, czyli bez zmian. Teraz czekam do następnego. Odpuścimy sobie starania w tym cyklu. We wtorek wizyta kontrolna i zdjęcie szwów. Zastanawiam się nad założeniem swojej firmy. Może doradzicie coś?? Jestem osobą z duszą artysty - można tak powiedzieć;) z zawodu jestem kosmetologiem, choć już rok nie praktykuje tego. Mąż twierdzi, że powinnam otworzyć firmę właśnie w tym kierunku. Usługi kosmetyczne z dojazdem do klienta. Ale ja nie jestem pewna. To nie jest coś co kocham robić. A taką bezpłciową pracę to ja już mam. Lubię szkicować, pracować z różnego rodzaju materiałami, tworzyć kolaże, biżuterię, sama szyje i przerabiam ubrania, czuję że mam wyczucie estetyczne, lubię też pracę w samotności, ale obecnie jestem skazana na kontakt z innymi ludźmi. Sama nie wiem jaką firmę mogłabym sklecić z tego chaosu:)) Może jakiś pomysł??

28 maja 2014, 09:11

Więc byłam u mojego doskonałego i bezbłędnego gina:DDD Żeby ściągnąć szwy musiała zainterweniować pielęgniarka;)Zrobił to tak nie delikatnie, że zobaczyłam gwiazdki. Krew się polała. A pierwsze co usłyszałam, to że chyba wiem, że teraz to już pozostaje zrobić badania męża, bo i tak się dziwi, że wogóle zrobili mi laparoskopię bez nich - gdzie przy skierowaniu nawet nie wspomniał o tym! A w szpitalu już na stole zapytali mnie o badania męża:O Rozłożył ręce i stwierdził, że mówi się o 3 do 6 miesięcy na zajście po laparoskopii ale no wie pani różnie to może być. Jakież było moje zdziwienie, że nie zagrał va bank. Mógł od razu powiedzieć, że nie ma szans. Przynajmniej zaoszczędziłabym czas. Wymusiłam receptę na clo, podziękowałam i wyszłam. Szczęśliwa, że prędko do niego nie wrócę. Jeśli chodzi o prowadzenie ciąży to podobno jest świetny, ale jeśli wychodzi się poza jego kompetencję to koleś wymięka. Więc pozostałam z receptą w ręku i L4 na kolejne dwa tygodnie. Ale pozostaje przy swoim. Teraz luzzzz i dystans do sprawy. I zobaczymy co tym zdziałamy:)
1 2