X

Pobierz aplikację OvuFriend

Zwiększ szanse na ciążę!
pobierz mam już apkę [X]
Pamiętniki Wszystko się może przytrafić
Dodaj do ulubionych
1 2

11 lipca, 09:50

No cóż... po tym jak dostałam złe wyniki badań od razu zadzwoniłam do Salve i umówiłam wizytę u dra Malinowskiego, od razu na drugi dzień. Pomimo tego, że jeszcze nie zrobiliśmy KIR-ów i HLA-C dr Malinowski skierował nas do dra Paśnika. Działamy szybko, jak najszybciej się tylko da. W tym momencie czekam na telefon w sprawie wizyty u dra P., ale niestety telefon na razie milczy :(

W najbliższy czwartek robimy: KIR + HLA-C oraz ANA3
Ponadto, w głowie mam już listę kolejnych badań, które chcę zrobić, muszę to wszystko sobie zanotować i po kolei jechać z tą listą. Coraz więcej nerwów, coraz więcej kasy, coraz więcej czasu to pożera. Jestem około 2 dni przed okresem i to też nie sprzyja, psychicznie czuję się słabo.

Mam oficjalną diagnozę: N97
Mój plan: zrobić listę badań, z którymi chcę się pojawić u dra Paśnika, w najbliższy czwartek zrobić badania w Salve i po tym odstawić czytanie, myślenie i gadanie o tym wszystkim. Moja głowa musi odpocząć i będę robić to, co do mnie należy, ale nie będę tym żyć i takie jest moje postanowienie. Życie się nie kończy, ono trwa dalej i jest pełne pięknych rzeczy pomimo tego wszystkiego.

15 lipca, 09:15

Wczoraj byliśmy w Salve - zrobiliśmy KIR + HLA-C no i ANA3. Wczoraj też dostałam oczywiście okres, no oczywiście nie byłam zdziwiona ;-) To jest pierwszy raz w moim życiu, kiedy boję się wyników badań, dziwne uczucie.
Czekam wciąż na info w sprawie HSG, moja gin milczy. Co prawda nie jest to badanie z którym mi się śpieszy (też czuję dużą obawę akurat przed samym badaniem i bólem), ale chciałabym mieć już konkretny termin i mieć świadomość, że na jesieni będę już mieć większość badań zrobionych.
Czy zajdę w ciążę naturalnie? Czy to jest w ogóle możliwe w moim przypadku, żeby W OGÓLE mieć dziecko? Nie wiem dlaczego dostaliśmy takie kopy od losu, rok temu wyniki mojego męża - tragiczne, ja na pierwszy rzut oka - okaz zdrowia. Minął rok i okazuje się, że on wyzdrowiał, ale ja ... czy ja w ogóle mam szansę, żeby to wyprostować? Mam różne dziwne myśli w głowie. Zaczęłam czarno widzieć, narzekać, przygasłam. Od odebrania wyników badań codziennie mam męczące sny - że jestem w ciąży/że zachodzę w kolejną ciąże, rośnie beta i zaraz spada/że mam dużo płaczących małych dzieci i próbuję je opanować/że mam dziecko, tak małe jak szczur i ono leży w łóżeczku i wygląda dziwnie, nie do końca jak człowiek. I ja wiem, że nie jest moje, że ja go nie urodziłam, ale wszyscy dookoła mówią mi, że to moje dziecko! Muszę z tego wyjść, bo nie chcę tak żyć - niepłodność nie zabierze mi tego najważniejszego, co zawsze miałam w środku. Co to, to nie.

Wiadomość wyedytowana przez autora 15 lipca, 09:25

19 lipca, 09:22

Porada
ANA3 - wszystko negatywne, OPRÓCZ:
DFS70 +++ (silnie pozytywny)
Kontrola (Ws) +++ (silnie pozytywny)

19 lipca, 09:28

Cieszę się, że ANA3 większość wyszła negatywnie, jedynie to DFS70 jest silnie pozytywne, ale z tego co czytam, to nie jest jakaś tragedia raczej... Czekam na te wyniki genetyki i się doczekać nie mogę, tak bardzo już bym chciała wiedzieć na czym stoję. W niedzielę przyszły mi wyniki ANA3 i od niedzieli mam tak, że jak tylko zjem jakiś posiłek to boli mnie żołądek - jem i nagle czuję ścisk żołądka. Mam wrażenie, że to jest na tle nerwowym. Dużo spaceruję, teraz jeszcze powoli dokładam jogę i basen, bo muszę jakoś się uspokajać. Mam trudność z tym, żeby się wyciszyć, czuję poddenerwowanie. Niby jestem w pracy, jest ok, wydaje mi się, że jestem wyluzowana, ale jednak widocznie gdzieś w środku mam napięcie. Chcę się go pozbyć, bo ten stres to samo nakręcająca tę spiralę maszyna. Nie powinnam się stresować, tylko jak to zrobić?

22 lipca, 09:47

Rok temu 22 lipca dostaliśmy, jak się wtedy wydawało, wyrok. Badania mojego męża - wszystko bliskie 0 i paniczna nadzieja, że może jakimś cudem da się to poprawić. Okazało się, że nasze prośby zostały wysłuchane, prawie rok zajęło mu dojście do normospermii. Rok później - badanie KIR + HLA-C, otwierając wyniki modliłam się, żeby tylko nie AA... Niestety.

u mnie KIR AA
u męża HLA-C C1C2

W toku badania u pacjentki wykryto obecność następujących genów KIR:
2DL1, 2DL3, 2DL4, 2DS4del, 3DL1, 3DL2, 3DL3, 2DP1, 3DP1.

Nie chcę się użalać, ale potrzebuję gdzieś to wylać... Ten tydzień mnie tak rozjechał (z wielu powodów), że naprawdę momentami odechciewa mi się żyć. Czuję, że coś jest nie tak, staram się, żeby moja głowa nie wariowała. Chcę żyć spokojnie, a wszystko w moim życiu jest niespokojne, nerwowe. Zastanawiam się dlaczego los nas tak doświadcza? Co jest nie tak ze mną? Chciałabym osiągnąć spokój.

Wróciła mi nad głowę ta czarna chmura. Może psycholog byłby dobrym wyjściem?

Wiadomość wyedytowana przez autora 22 lipca, 09:48

15 sierpnia, 17:39

Urlop dobiega końca. W tym roku wakacje pod kątem urlopowym były ekstra. Psychicznie (różne rodzinne perypetie - na co miał wpływ mój kiepski stan psychiczny) bardzo ciężko, ale wygląda na to, że wszystko się normuje. Przez dwa tygodnie nic nie sprawdzałam/czytałam/nie wnikałam w temat niepłodności.

Do tego stopnia żyłam beztrosko, że wynik posiewu sprawdziłam dopiero po powrocie i okazało się, że mam bakterie! Nie miałam nigdy żadnych objawów, nic na to nie wskazywało. Z tego powodu termin HSG przesunięty na kolejny (wrześniowy) cykl. Z dobrych wiadomości - 20 sierpnia telewizyta u dra Paśnika. Duże zaskoczenie, bo przygotowywałam się, że może być to i w październiku, czy nawet w listopadzie, tyle się naczytałam o tych terminach u niego.

Od jutra wracamy do rzeczywistości i normalnego życia - znów sok pomidorowy, suple, czarnuszka... trzeba spasować z alkoholem, słodyczami, jedzonkiem, poukładać się od nowa. Ten urlop zrobił mi bardzo dobrze na głowę, bardzo dobrze.

25 sierpnia, 11:16

No i jednak nie wróciliśmy do supli, diety itd. - zrobiliśmy sobie przerwę na cały miesiąc, a dopiero od września wracamy do naszego zdrowego trybu. Spacery i ruch był przez cały czas :)
Nie wiem jak to jest, jakie możliwości ma człowiek sam w sobie - że potrafi sobie tak przestawić głowę.
Ten miesiąc pomógł mi otrząsnąć się z wyników badań, jestem znów spokojna. Co więcej - widzę i wiem, że życie jest naprawdę piękne - lubiłam moje życie bez dziecka, dlaczego więc nagle miałoby być inaczej?

Zrozumiałam, że nie chcę czekać na lepszy czas, obudziłam się i zobaczyłam ile rzeczy jest które lubię robić, moje plany, marzenia, przyjaciele. Spojrzałam na swoje życie z boku i myślę sobie: jest naprawdę spoko, budzę się i czuję szczęście. Dziecko, jeśli się kiedykolwiek pojawi, będzie jego pięknym dopełnieniem.

Nie jest to zaklinanie rzeczywistości, naprawdę czuję wewnętrzny spokój i zadowolenie. Planuję, cieszę się, widzę, że każdy dzień jest wyjątkowy. Jestem ciekawa, co przyniesie mi przyszłość! Ciekawa, a nie przerażona. Wróciłam do siebie !!! :D

9 września, 12:03

Moich wertepów z HSG ciąg dalszy 😉 Znów przesunie się o miesiąc, bo żeby badanie doszło do skutku musi się zgrać kilka czynników, czyli: moja wspaniała (naprawdę) gin przyjmuje w środy, badania HSG w szpitalu są robione w czwartki, mój cykl troszkę się skrócił (ze względu na wakacje/wyjazdy/tryb życia), muszę wyleczyć bakterię, a zanim zrobię posiew i przyjdzie wynik - już będę po owulacji, więc znów HSG nie wchodzi w grę, bo musi być wykonane przed owulacją.

Dlatego - na spokojnie, badanie przełożone na październik, a ja w tym miesiącu robię posiew oraz ponawiam ASA z krwi dla dra Paśnika. Gdy wyszły mi bakterie w posiewie, zagoniłam męża mojego, żeby się przebadał i też wyszły mu w wymazie bakterie. Starania więc kolejny miesiąc odpadają, bo musimy się zaleczyć, żeby nie przenosić tego dziadostwa na siebie 😉 Ja już jestem po antybiotykoterapii, on przed.

Po rozmowie z dr. Paśnikiem jest konkretny plan, który myślę, że uda się wdrożyć do końca tego roku. Jeśli ASA z krwi wyjdzie mi znów dodatnie (pomimo wyleczenia infekcji bakteryjnej w pochwie) to idę najpierw w leczenie immunosupresyjne. Jeśli ASA wyjdzie ujemne to od razu idę w accofil. Będą zastrzyki, masakra 😨😨😨 No nie nie mam wyjścia - dam sobie radę.

Mimo wszystko, mojej dobrej passy ciąg dalszy. Nie wiem co się ze mną stało, ale jestem taka... pogodna? Cieszę się, gdy się budzę - idę do kuchni, piję kawę, przytulam mojego psa, w pracy mam fajnych ludzi - przyjemnie z nimi być, lato minęło - szkoda, to prawda, bo kocham lato - ale przyszła jesień i teraz będą jesienne długie spacery po lesie, zbieranie grzybów, ma wrócić joga od października, więc będę chodzić razem z moją psiapsi, czekają mnie też koncerty i planujemy kolejny wypad z mężem w nasze ukochane miejsce.

Cieszę się, kiedy wieczorem zasypiam i on mnie przytula i czuję wtedy ogromny spokój. Jedyne, co mnie podstępnie męczy to obawa, że nasze małżeństwo się rozpadnie, bo ja nie będę mogła zajść w ciążę. Boję się tego, chciałabym o tym nie myśleć, ale tak jest. Mój mąż nigdy nie dał mi powodu, żebym tak myślała, wręcz przeciwnie, wspieramy się bardzo wzajemnie od początku tej sytuacji, ale ten strach we mnie siedzi i koniec. Jestem realistką i wiem, że nigdy nie mam 100% pewności co do czegokolwiek. Staram się przestawić moje tory myślowe i tłumaczę sobie, że co by nie było, to ja to przetrwam, bo taka już jestem, mam w sobie siłę i czuję to bardzo mocno.

Ta niepłodność nauczyła mnie tak wielu rzeczy, paradoksalnie dodała dużo wiary w siebie i zaufania sobie. Doceniam każdy dzień tak jakoś mocno wewnętrznie i czuję, że życie jest serio piękne i pełne... wszystkiego. Czuję szczęście i takie ciepło w środku.
Życzę każdej z Was tego spokoju i dobrych wieści <3

22 września, 08:07

W tamtym tygodniu robiłam posiew - wynik ujemny!! Pozbyłam się bakterii, więc jeśli okres mi się jakoś drastycznie nie przesunie to może uda się to hsg zrobić w końcu na początku października.

Posiew miałam akurat w dniu spodziewanej owulacji i Pani Dr powiedziała, że ja ogólnie mam dobre owu, ale teraz było podobno wow, super śluz i w ogóle. Niestety na nic to, bo kolejny miesiąc starań nie ma przez te nasze bakterie. Zastanawiałam się skąd aż taki super śluz - zmieniłam suplement (miovelia), więc może to to? Diety jakoś drastycznie nie zmieniłam, a wręcz uważam, że powinna być o wiele wiele lepsza...

Dziś rano zrobiłam w labie ASA (p/c przeciwplemnikowe) i za kilka dni dowiem się na czym stoję.
Lubię tu pisać, bo zauważyłam, że jak sobie tu opiszę co i jak to mam poczucie, że mam poukładane te wszystkie badania, wyniki i kolejne kroki - pisanie porządkuje mi w głowie. No i można zawsze wrócić, zobaczyć jak co było i po kolei - nie wiem ile ta droga potrwa, ale taki pamiętnik pamięta za mnie ;)

Ja cały czas chodzę zadowolona albo przynajmniej pogodna - najczęściej trapi mnie myśl, że coraz bardziej chcę zmienić pracę, ale wiem że to jeszcze nie jest dobry moment - chociaż szukać i planować co dalej jak najbardziej mogę i powinnam. Wiele rzeczy mi się w głowie pojawia, a ja sama nie wiem co chciałabym w życiu robić...

Dziś dżdżysty wrześniowy dzień, mży i pada, nic się złego nie dzieje, a ja czuję taki spokój w serduszku - może właśnie dlatego, że nie dzieje się nic spektakularnego, ale jestem bezpieczna, jestem w ciepłym domu z kubkiem kawy i wiem, że mam wokół siebie ludzi na których mogę liczyć.

1 października, 16:36

ASA z krwi - wynik ujemny. Wyleczyłam infekcję i ASA zniknęły :)
Omijam więc etap leczenia immunosupresyjnego.
Plan na najbliższe miesiące: 6 października HSG.
Dr Paśnik zdecydował, że w tym cyklu HSG, a w przyszłym listopadowym cyklu Accofil + monitoring.
Muszę wyrwać ósemkę i to mi trochę koliduje, ale może te dwa cykle z Accofilem przeczekam i wyrwę zęba jeszcze do końca roku, nie jest to na szczęście pilna sprawa.
Jest dobrze, podchodzę do tego spokojnie - przede wszystkim żyję, a pobocznie robię swoje, czyli leczę się.
Życie jest piękne - niezależnie od tego, co będzie dalej!

Wiadomość wyedytowana przez autora 1 października, 16:37

1 2