Cześć dziewczyny,
Nakreślę z grubsza moją historię:
Mam 31lat, w wieku 27lat urodziłam zdrową córkę. Od zawsze miałam dość krótką fazę lutealną dlatego od owulacji lekarz zalecał mi Duphaston. Zaszłam w ciążę, doszły plamienia, potem krwawienia, dopiero po zmianie Duphastonu na Luteinę wszystko ustąpiło. Córka z 38+5, wszystko ok. W wieku 29lat zaczęliśmy starać się o kolejną ciążę, ale miałam wtedy strasznie krótką fazę lutealną -7-8dni. Prawdopodobnie ze względu na to że zawsze miałam do tego tendencję plus zawsze byłam szczupła a po pierwszej ciąży dodatkowo schudłam i starając się o drugą miałam niedowagę. Lekarz wypisał mi Luteinę z ktorą w pierwszym cyklu stosowania zaszłam w ciążę. Syn urodził się z wadą serca i losową mutacją genetyczną powodującą głęboką niepełnosprawność intelektualną i fizyczną. Nie mogę sobie poradzić z myślą, że to przez "sztuczne" podtrzymywanie poziomu progesteronu, może mój organizm dawał jasne sygnały że nie jest gotowy na ciążę? Czy spotkałyście się z tym, że stosowanie Luteiny przy krótkiej fazie lutealnej zwiększa ryzyko wad u płodu? Może ten niski progesteron pokazywał, że jakość komórki jajowej jest marna. Czy któraś z Was ma tak krótkie fazy a mimo to przy wspomaganiu luteiną zaszła w ciążę i urodziła zdrowe dziecko? Za jakiś czas chcielibysmy starać się o kolejną ciążę, teraz fazę lutealną mam około 10-11dni i tu znów dylemat, niby dłuższa niż wtedy ale jednocześnie prawdopodobnie za krótka, żeby zająć w ciążę bez wspomagania.