Środa
Wróciłam. Zostawiłam u babci potomka, przywiozłam przeziębienie


W poniedziałek wizyta. A tym czasem herbata z miodem, cytryną, malinowym babcinym sokiem i imbirem...
6t2d
Wczoraj już bardziej optymistycznie spojrzałam w przyszłość. Gardło przestało boleć, kataru jakby mniej... Za to dzisiaj rano obudził mnie niewiarygodny ból ucha

Zadzwoniłam do szpitala, do mojego laryngologa, kazał przyjechać, zapisał Duomox bezwzględnie

Wyć mi się chce...


I prawdą jest, że mimo słabszych momentów, to jakaś taka spokojna jestem, że dobrze będzie... A kto mnie czyta, to wie, że z moją intuicją nie ma sie co sprzeczać

Tak więc - łykam i mam nadzieję, że do poniedziałku stanę na nogi i zacznę powoli zapominać o tej paskudzie, która mnie dopadła... I że zobaczę na oczy swe żywe, że młode ma się dobrze

Poniedziałek
Katar nareszcie odpuszcza


Na myśl o dzisiejszej wizycie u ginekologa skręca mnie lekko w żołądku. Jeszcze 4,5h...
Malutki taki... CRL 0,53cm, co odpowiada 6t2d. Serce głośno i wyraźnie pukało 115 ud/min.
Słabego małego serducha lutowego Fasola nawet doppler nie łapał...
Na chwilę obecną wszystko wygląda dobrze

Pan doktor karał zrobić badania i przyjść z nimi jeszcze w tym tygodniu. Mówi, że chce sprawdzić jak się ma moja tarczyca. Umówiłam się na piątek.
Dziś po raz pierwszy zupełnie szczerze ucieszyłam się z tej ciąży



http://iv.pl/images/73627052274219342196.png
Wiadomość wyedytowana przez autora 3 sierpnia 2015, 18:37
Poniedziałek
Nie pisałam bo:
- po ostatniej wizycie u gina mam do napisania rzeczy, których w ogóle mi się nie chce werbalizować, a co dopiero uwieczniać
- nic kompletnie mi się nie chce w tej temperaturze... NIC!!!!! Dzisiaj w Krakowie 32 stopnie w cieniu, ale odczuwalna 10 stopni więcej
No to może od początku. Na wizycie w piątek dowiedziałam się, że:
- Młode urosło tyle, ile urosnąć powinno (w piątek miało 8,5mm, co daje 6t6d (różnica w terminie z ostatniej miesiączki - 3 dni)
- Serce bije, przyspieszyło, czyli wygląda na to, że wszystko jest ok
Ale....
- w macicy jest krwiak. Wprawdzie, jak to pan doktor określił "częściowo zorganizowany", czyli, że się już zaczął wchłaniać
- pęcherzyk żółtkowy winien być okrągły, a taki nie jest, co może świadczyć o jego niewydolności
Podsumowując - dostałam Acard na ten krwiak, biorę Duphaston i Luteinę, żeby wspomóc pęcherzyk... I czekam... Lekarz zapytał o plany na urlop - jak mu obwieściłam swoje wrześniowe plany wyjazdu do Albanii, powiedział: "Na chwilę obecną absolutnie nie ma mowy"




Liczę trochę na to, że za 3 tygodnie zmieni zdanie... Ale nie ukrywam, że mi przykro... A najbardziej dlatego, że Majce obiecałam morze... A może się okazać, że nigdzie nie pojedziemy

Trzeba było nie cisnąć tak na tego Grocha, pojechać na wakacje i dopiero wtedy zadziałać! Ale nie sądziłam, że się tak szybko uda... No przez myśl mi nie przeszło! To teraz będę w domu siedzieć


Wiadomość z ostatniej chwili - moja kuzynka, ta sama, która ślub brała w czerwcu jest w ciąży. 2 dni młodszej od mojej. Fajnie

PS. Chodzi dzisiaj za mną cały dzień chłodnik rzodkiewkowo-ogórkowy... Nie chce mi się ruszyć po składniki, bo już bym robiła...
Wiadomość wyedytowana przez autora 10 sierpnia 2015, 18:53
Umówiłam się na konsultację z innym lekarzem. Potrzebuję drugiej opinii... Bo zaczynam kwestionować działania Dziadziusia... Nic mi właściwie nie mówi. Nic. Każdą jedną informację wyciskam z niego niemal siłą. Zasiał małą panikę, ale nie tłumaczy właściwie skąd ona się bierze... W tamtej ciąży mówił, że wszystko jest OK, a od początku nie było... Teraz sieje panikę, pytanie, czy rzeczywiście ma powody, czy profilaktycznie przez wzgląd na to poronienie... Nie wiem co mam myśleć. Nie potrafię być spokojna, jak NIC właściwie nie wiem...
Podejmuje jakieś ruchy, które wydają się bez sensu (np. każe mi powtarzać badanie moczu, które robiłam tydzień wcześniej i było OK. Albo TSH - od miesiąca nie drgnęło. A on mi każe je oznaczać po raz kolejny... Po co??? Nie mam pojęcia... No nic. Pójdę do Roberta (znajomy lekarz, prowadził na początku moją ciążę z Majką). Zapytam, co on ma do powiedzenia w tym temacie. Może się lepiej poczuję. Może przynajmniej będę wiedzieć, jak sytuacja wygląda. Głupięję lekko... Może to ten upał...
8t6d (przynajmniej wg ostatniej miesiączki)
Po piątkowej wizycie wieści są następujące:
- krwiak się zmniejszył znacznie, do następnej wizyty 28.08 powinno go już nie być
- Małe urosło, choć mniej niż powinno (wiek ciąży lekarz określił na 7w3d, a w stosunku do poprzedniego USG powinno być 7w6d). Kolejne 3 dni obsuwy


- W kwestii wakacji lekarz mówi, że jeśli ten krwiak się wchłonie i żadne nowe problemy się nie pojawią to możemy jechać

- aaaa i jeszcze mocz wyszedł nieprawidłowy, ale szczezrze podejrzewam błędny wynik (normalnie czuję infekcję, a tym razem NIC. I siuśki są przezroczyste, a z takimi parametrami raczej mało to prawdopodobne. Mam powtórzyć badanie w innym labie. Zjem trochę żurawiny i tak właśnie zrobię.
Poza ty nuda. W sobotę odebrałam Żabę od babci. Dom ożył


Wtorek
I dzień szkoły. A właściwie I dzień przedszkola. Odstawiłam pierwszego Potomka dzisiaj rano. Z jednej strony płaczące maluszki, z drugiej rozgadane średniaki, przekrzykujące jedno przez drugie

Mama wreszcie zorganizuje trochę czasu dla siebie

Taaaa... Wakacje... Temat pytajnik


Jak już ginekolog łaskawie wyraził zgodę na nasz wyjazd, pojawił się nowy kłopot. USG genetyczne. powinno się je wykonać między 11t0d a 13t6d. Taka jest teoria. W praktyce spora część lekarzy nie bierze się za to USG przed 12t0d. Sądząc po pomiarach z wcześniejszej wizyty, umówiłam się na luzie na 21.09. I wszystko byłoby super, gdyby nie to, że wiek ciąży się przesunął i to sporo.
I tak przed wyjazdem może być jeszcze nieco za wcześnie na badanie, a po powrocie będzie już za późno. Nie ukrywam, że ta sprawa spędza mi sen z powiek


Jeśli chodzi o ciążę to:
- mdłości ustępują (obecnie dokuczają już tylko wieczorami (jak na poranne mdłości przystało)
- brzuch coraz bardziej odstaje do przodu (wieczorem wyglądam jak w ciąży)
- chodzę spać z kurami, ale budzę się w nocy i nie śpię po 2h
- żrę potworne ilości luteiny, od czego cycki mnie bolą dramatycznie, lekarz się nie określił DO KIEDY mam tyle tego jeść...
NIC poza tym jeszcze nie ogarniam, nie kupuję, nie planuję... Wicie gniazda zostawiam sobie na potem

Wtorek
I dzień szkoły. A właściwie I dzień przedszkola. Odstawiłam pierwszego Potomka dzisiaj rano. Z jednej strony płaczące maluszki, z drugiej rozgadane średniaki, przekrzykujące jedno przez drugie

Mama wreszcie zorganizuje trochę czasu dla siebie

Taaaa... Wakacje... Temat pytajnik


Jak już ginekolog łaskawie wyraził zgodę na nasz wyjazd, pojawił się nowy kłopot. USG genetyczne. powinno się je wykonać między 11t0d a 13t6d. Taka jest teoria. W praktyce spora część lekarzy nie bierze się za to USG przed 12t0d. Sądząc po pomiarach z wcześniejszej wizyty, umówiłam się na luzie na 21.09. I wszystko byłoby super, gdyby nie to, że wiek ciąży się przesunął i to sporo.
I tak przed wyjazdem może być jeszcze nieco za wcześnie na badanie, a po powrocie będzie już za późno. Nie ukrywam, że ta sprawa spędza mi sen z powiek


Jeśli chodzi o ciążę to:
- mdłości ustępują (obecnie dokuczają już tylko wieczorami (jak na poranne mdłości przystało)
- brzuch coraz bardziej odstaje do przodu (wieczorem wyglądam jak w ciąży)
- chodzę spać z kurami, ale budzę się w nocy i nie śpię po 2h
- żrę potworne ilości luteiny, od czego cycki mnie bolą dramatycznie, lekarz się nie określił DO KIEDY mam tyle tego jeść...
NIC poza tym jeszcze nie ogarniam, nie kupuję, nie planuję... Wicie gniazda zostawiam sobie na potem

Piątek
USG genetyczne I trymestru mamy za sobą. Kosztowało mnie to prawie zawał (bo jakby się dzisiaj nie udało, to urlop by stanął pod znakiem zapytania, a niewiele brakowało, bo umówiłam się na dzisiaj na 17:30, a wczoraj wieczorem zadzwoniła pani z recepcji i powiedziała, że jej przykro, ale USG będzie w dniu dzisiejszym niemożliwe, bo zepsuła się głowica. Myślałam, że się popłaczę!! Dziś od rana wydzwaniałam, żeby gdzieś znaleźć miejsce. Chwała Bogu mieszkam w dużym miejście! Udało się na 13:00 - kolejny problem, bo szef nas dziś nawiedził i musiałam odstawić niezłą akcję, żebym mogła zwiać z biura o 12:00). Tak, czy siak - jest załatwione. Małe zdrowe. Pani doktor mówi, że gdyby miała spekulować, to dziewczynka

Ostanie słowo na niedzielę, przed odlotem...
Dziękuję Wam za to, że Was tu mam. Mało miałam czasu ostatnio, żeby się tu udzielać, ale myślę Ciepło o Was.
Kehlana - żeby Młode grzecznie swoją obecność światu ogłosiło, zanim się zwolnienie skończy. I powodzenia z niemieckim - będę do Ciebie na konwersacje dzwonić, jak się w końcu sama zabiorę!
Julita - niech Ci ta córa szbyko i sprawnie z brzucha wyskoczy. I niech się grzecznie zachowuje po przyjściu na świat. Pamiętam tą ekscytację na końcu, kiedy to lada moment miałam poznać Majkę. Powodzenia!
Sikork@ - spokoju


Dżejn - aaaaa, zaszalej moja droga


Madzik - wiem, że Cię nie ma, ale jakbyś była... To wiedz, że oczekuję na wieści od Ciebie.
Wiedźmy Moje - O Was też nie zapominam, tylko żywcem nie mam kiedy nawet do Was zaglądać... Wrócę, usiądę w spokoju i nadrobię... A tym czasem będę o Was myśleć ciepło mocząc pupę (w nowym zupełnie rozmiarze) w lazurowym Adriatyku...

Paaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa
Wtorek
Szczęśliwie powróciłam na Ojczyzny łono... Ale zanim o wakacjach, trzy słowa nt. USG genetycznego z 4.09. Cudem niemalże udało się je zrobić tuż przed wyjazdem. Dzidziuś zdrowy, dorodny, prawidłowo wyrośnięty. A prezentował się następująco:

A teraz nieco o urlopie. Było cudnie! Pogoda wakacyjna. Ciepłe noce, gorące dnie... Albania, kraj bunkrów, mercedesów i ... marihuany


Brzuch coraz wyraźniej ciążowy. W głowie coraz częściej pojawia się wizja niemowlaka w domu... Wczoraj w Tesco przemknęłam przez dział a ciuchami dla niemowlaków i uświadomiłam sobie, że już całkiem niedługo trzeba będzie tam przystanąć na dłużej...

Kończę tym czasem... Wracam do pracy... I do rzeczywistości...
Wiadomość wyedytowana przez autora 23 września 2015, 13:14
Wtorek
Pogoda smutno-jesienna nie nastraja mnie szczegóolnym optymizmem. Czuję przygnębienie i marazm który poza pogodą w zasadzie nie ma swojego uzasadnienia. No, może fakt, że w pracy nie szczególnie się układa... Wprawdzie już niedługo i tak będę się musiała z pracą na jakiś czas pożegnać, więc nie powinno mnie to bardzo przygnębiać, ale czuję niepokój o to, co będzie, jak już przyjdzie czas na powrót do pracy. Ech... Nie mogę teraz o tym myśleć... To na tyle odległy temat, że rozmyślanie o nim teraz jest zupełnie pozbawione sensu.
Cóż poza tym? Niewiele. Budzę się codzień z większym brzuchem


W sobotę odwiedziliśmy kuzyna P. Jego żona Jadwiga, nie dość, że wręczyła mi torbę ciuchów dla mojej pierworodnej (chwała jej za to, bo Majka w wakacje urosła tak bardzo, że po odłożeniu rzeczy letnich i za małych, jej szafa świeci pustką), to jeszcze podarowała (jako że są szczęśliwymi posiadaczami dwójki dzieci i większej ilości potomstwa nie przewidują) graty dla mojej młodszej latorośli. Dostałam wypasiony elektryczny laktator - znając moje możliwości laktacyjne - sprzęt pierwszej potrzeby, matę edukacyjną, leżaczek (ale nie byle jaki, tylko cudowny Babybjorn, który stanowił nieodłączny element życia małej Majki i bez którego nasze życie było by zdecydowanie bardziej skomplikowane. Mam nadzieje, że z drugim dzieckiem również uczyni cuda), zabawki dla niemowlaków, jakieś ciuchy... Mówi, że w marcu spokojnie może oddać łóżeczko i komodę z przewijakiem. Wózek niestety oddała zupełnie niedawno do domu samotnej matki, więc wózek wciąż jest potrzebny, ale myślę, że do marca i wózek się znajdzie

Majka smarka. Dziś idziemy na basen. Tydzień temu uczyła się skakać na główkę. Doskonale sobie radzi w wodzie. Nie mogłabym być bardziej dumna!
Środa
Rozpoczynam oficjalnie tydzień SZESNASTY!! Dokładnie za miesiąc połowa... Dżizas... Jak to się stało??
Mam konwulsyjno-obsesyjne napady zachcianek żywieniowych (temat z poprzednich ciąż zupełnie mi obcy). Gotuję jak opętana (ku zdumieniu ogromnemu całej rodziny, gdyż gotowanie nigdy nie było moją ulubioną formą spędzania wolnego czasu). Osiągnięcia minionego tygodnia: bigos (a właściwie gigantyczny gar bigosu, którego osobiście pochłonęłam połowę), zupa z soczewicy, gołąbki z sosem grzybowym, barszcz czerwony, sałatka z tuńczyka, zapieknka makaronowa z wędzonym łososiem i brokułami... Dodatowo łazi za mną gulasz wołowy z kaszą gryczaną i krucha tarta ze śliwkami. Jutro??? Matko jedyno... Przez ostatnie pół roku nie ugotowałam tyle. Niewątpliwie to się na wadze uwidoczni całkiem wkrótce (póki co ok 4kg na plusie, co nie jest osiągnięciem wybitnym, ale w zgrabnej dyszce na bank się nie zmieszczę, a tak by było miło nie mieć nic do zrzucana PO. Po ostatnim porodzie, gdy wróciłam do domu i stanęłam na wadzie, oczom mym ukazało się 12 zbędnych kilogramów. 12!! Niektóre dziewczęta tyle przybierają razem z 4kg dziecka. No cóż... Będzie, co będzie. Jak to mawiała Scarlet O'hara - nie będę teraz o tym myśleć. Pomyślę jutro. Dobranoc.
Piątek
Czuję się mizernie. W nocy nie mogę spać, rano nie mogę się dźwignąć, wciąż miewam mdłości (wieczorem dramat), czuję jak macica się rozpycha, a wnęczności (w tym płuca i żołądek) mają mniej i mniej miejsca na swobodne funkcjonowanie... No i boli mnie gardło. Od tygodnia. Nic nie pomaga. Marudzę. Wiem. Ale czuję zniecierpliwienie z powodu złego samopoczucia, które z niewielkimi przerwami utrzymuje się od lipca. Zadziwiało mnie zawsze, jak niektóre kobiety mogą lubić być w ciąży. Ja nie lubię. Nie lubiłam nigdy. Nigdy nie polubię. I definitywnie jest to ciąża moja ostatnia. Amen.
Byłam dziś na wizycie. Małe rośnie. Obecna szacowana waga to 151g. Niestety mam e.coli w pochwie, w związku z czym dostałam antybiotyk. Po raz kolejny usłyszałam: "raczej dziewczynka, ale głowy nie dam". Jako że jeszcze nigdy nie padło "raczej chłopiec" zaczynam się powoli przyzwyczajać do myśli, że będę matką dwóch córek. Majki i Matyldy. Wprawdzie powierdzenie pewnie dopiero za 3 tygodnie (na usg genetycznym), do tego czasu pewności mieć nie będę... Ale Matylda została zaplanowana jeszcze długo przed jej poczęciem

Poza tym oficjalnie wczoraj ogłosiłam radosną nowinę swojemu szefostwu. Zareagowali bardzo pozytywnie. Mam oficjalną zgodę na pracę z domu, kiedy tylko mi się zechce (prawdę mówiąc pracuję z domu sporo, ale oficjalnej zgody nie miałam). No i dobrze. Wobec tego popracuję jeszcze jakiś czas. Z powodów finansowych nie opłaca mi się zupełnie iść na L4. Poza tym zwyczajnie jeszcze mi się nie chce. Może do końca roku? Zobaczymy...
A tym czasem prezentuję brzuch w 17tygodniu:

Wtorek
Zerkam od czasu do czasu za okno i wciąż (od wczorajszego poranka) nie mogę uwierzyć w to, co widzę. Śnieg! W połowie października! Oszalała ta zima?? Wczorajszy poranek za sprawą tegoż nieoczekiwanego zjawiska pogodowego, był wyjątkowo chaotyczny. W popłochu przekopywałam szafę w poszukiwaniu szalików i czapków, odkowpywałam z czeluści Majki śniegowce (całe szczęście te zeszłoroczne są jeszcze dobre, inaczej poszłaby do przedszkola, brodząc w śniegu, w trzewikach, a wieczorem zapewne opieka społeczna zapukała by do mych drzwi). Dziś aura nieco lepsza. Śnieg stopniał, temperatura się dźwignęła (i osiąga obecnie nieco ponad 3'C). W sobotę ma już być 20! Cudnie!
Poza tym bez większych zmian. Mdłości jak były, tak są

W niedzielę byłam w domu. Spotkałam się z moją ciężarnę kuzynką. Ona oczywiście nie ma ŻADNYCH ciążowych dolegliwości, a waga jej podskoczyła póki co o 0,5kg! NIC NIE WIDAĆ!! NIC!! Mnie brzuchol odstaje już od dawna, a ona NIC! Spokojnie paraduje w swoich własnych dźinsach. Ja mam 4kg na plusie, które zdecydowanie zmodyfikowały mi figurę, a po niej nie ma jeszcze śladu. No nie fair!!
Rozbawiło mnie dzisiaj:



Tata nieco zawiedziony (??!), bo sobie siebie wyobrażał jako bohatera swoich małych dziewczynek... Normalny chłop by się z syna ucieszył, ale P jak widać normalny nie jest...
Ja od razu pomyślałam o tych sukienuniach, które będę musiała oddać, gdyż nigdy ich już nie założę i też nieco posmutniałam... Ale tylko na krótką chwilę

Byliśmy nastawieni na dziewczynkę, bo do tej pory lekarze sugerowali, że raczej baba... Zaskoczyła nas zmiana koncepcji i trzeba ją teraz nieco przetrawić

Najbardziej mnie martwi Majka. Mimo, że cały czas jej mówiliśmy, że dzidziuś jest albo dziewczynką, albo chłopcem, to jednak czekała na siostrę. Rozpłakała się dzisiaj. Zaskoczyła mnie. Wiedziałam, że nie będzie zachwycona, że urodzi się brat, ale nie spodziewałam się, że tak poważny to dla niej problem...

Wiadomość wyedytowana przez autora 31 października 2015, 09:08
Niedziela
Ktoś przywlókł do domu zarazę... Nie bardzo miałam okazję zarazić się poza domem, gdyż od wtorku prawie się z domu nie ruszam. Choram ja, chory małż... Tylko Majka - super twardziel mały - się chorobie nie daje. Jeśli chodzi o objawy, to postawowy zestaw standardowy jesiennej infekcji wirusowej, czyli gardło, mega-katar, pokaszliwanie i ogólne osłabienie organizmu całego


Ugotowałam nawet obiad. Wczoraj ze względu na absolutny brak smaku i węchu wolałam się za gotowanie nie brać. A dziś powstał wielki gar czerwonego barszczu. Lubię... Bardzo... A przy okazji zadbałam o moją obniżoną hemoglobinę. Niestety jak w zegarku, w połowie ciąży pojawiła się anemia. A że suplementy żelazowe wywołują u mnie wymioty, to dietę siłą rzeczy musiłam zmodyfikować tak, żeby te niedobory naturalnie uzupełniać. Czyli penne z łososiem i szpinakiem, krem z brokułów z grzankami razowymi i prażonymi migdałami, barszcz czerwony, sardynki w pomidorach, pestki dyni, pistacje... W planie na jutro gulasz wołowy z kaszą gryczaną...
Do pracy już nie chodzę. Odbyłam rozmowę z szefem pod koniec tygodnia i ustaliiśmy, że lepiej dla wszystkich, żebym pracowała z domu. No i dobrze. Pogoda za oknem marna, wstawać mi się nie chce, dojazdy mnie stresują (należę do gatunku kierowców nerwowch. Jadąc wrzeszczę, klnę, wymachuję na opieszałość innych uczestników ruchu. A z kolei stojąc w korkach niecierpliwię się i złoszczę...). No i zaoszczędzę na paliwie

Jako że znam już płeć nowego potomka, który mi w brzuchu siedzi, rozglądam się nieśmiało za wyprawką. Nic mi się nie podoba. Gdybyś tak był dziewczynką... Sprawa wyglądała by zupełnie inaczej. A że jesteś chłopcem, to chyba potrzebuję jeszcze trochę czasu, żeby piękno w chłopięcych ubraniach dostrzec. Szukałam po raz kolejny. Nie kupiłam nic. Cóż... Może nasępnym razem

Wiem, że jak już się urodzi, to przez myśl mi nie przejdzie, że mógłby być dziewczynką. Będę się cieszyć jak wariatka, że jest chłopcem. Moim małym synem. Swoją drogą, ciekawe jak będzie wyglądać chłopak z połową moich genów? Dziewczynka - wiadomo - taka ja, trochę jak z tych moich zdjęć z dzieciństwa. Ale chłopak?? Hmmm...
Poniedziałek.
Wyzdrowiałam. Ale dwa tygodnie choroba się wlekła, dwukrotnie odwiedzałam internistę, co by się upewnić, że ten kaszel to nie jest czasem oznaka zapaleń oskrzeli, bądź płuc... No bo do zestawu objawów dołączył kaszel. Nie dziwota, gdyż chorba, która nas zaatakowała okazała się UWAGA!! kokluszem!! Dlatego Majka nie zachorowała. Zaszczepiona zupełnie niedawno, odpornoś miała doskonałą. A nas i teściów przeczołgało ostro. W tym miejscu, drogie moje Belly psiapsiułki, przyszłe, lub obecna matki apeluję i proszę - SZCZEPCIE SWOJE DZIECI! Koklusz był w zasadzie już za chorobę wymarłą uznany, a tym czasem od jakiegoś czasu zachorowań jest więcej. I pod moją strzechę to paskudztwo rówież trafiło narażając mojego nienarodzonego syna i przyspażając mi wielu niepotrzebnych zmartwień. Szczepienia są ważne. Bo powrót chorób ze średniowiecza jak błonica czy ksztusiec, odra czy gruźlica, o których wiedziałam w zasadzie głównie z literatury to nie propaganda producentów szczepionek. To fakt. Smutny. Niebezpieczny.
Cóż poza tym? Rosnę. Ja. Młody rośnie. Waga pokazuje +7kg. Czuję się ciężka, kondycję mam żadną, brzuch mi przeszkadza, kręgosłup mnie boli, jest mi niewygodnie... A przede mną jeszcze dłuuuugie 16 tygodni. Na szczęście mamy grudzień (już za kilka godzin). Zdecydowanie ulubiony miesiąc w roku

Zestaw taki:

Jeśli chodzi o manualne robótki... Mnie też dopadło. Trochę chyba przy okazji. A zaczęło się od kiermaszu świątecznego, który się w przyszłym tygodniu ma odbyć w przedszkolu. I należy coś na ten kiermasz własnoręcznie z dzieckiem zrobić. Wymyśliłam świecznik. Jak zaczęłam grzebać w necie za materiałami do wykonania świecznika, pomyślałam "a może by tak kartki świąteczne w tym roku też samemu...?". Obkupiłam się we wstążki i brokaty, ozdoby wszelakie oraz niezbędny papier i koperty i pomysł w mej głowie nabiera coraz wyraźniejszych kształtów. I cieszę się jak dziecko na samą myśl...

A świecznik wygląda tak:

Aaaa i znalazłam na Allegro całkiem uroczy zestaw małych chłopięcych ubranek. Licytuję


Wiadomość wyedytowana przez autora 30 listopada 2015, 22:57
kuruj sie - duzo zdrowka
Wypoczywaj kochana! Herbatka i do łóżeczka. Zrelaksuj się przy dobrym filmie albo książce i przegon źle myśli!! Trzymam kciuki żeby szybko przeszło <3
Wypoczywaj kochana! Herbatka i do łóżeczka. Zrelaksuj się przy dobrym filmie albo książce i przegon źle myśli!! Trzymam kciuki żeby szybko przeszło <3
nie gadaj głupot, wszystko będzie dobrze! odpoczywaj
Ralpina, spokojnie, małe na pewno nawet nie zauważy Twojego przeziębienia. A Ty, jak sama mówisz, do łóżeczka z herbatką i wyleguj się do poniedziałku. Dobrze, że niedługo masz wizytę, mam nadzieję, że Cię uspokoi :)