Pamiętniki Bezsilna
Dodaj do ulubionych
1 2

11 czerwca, 17:40

I po wizycie. Pierwszy dzień stymulacji jest wyznaczony na 25 czerwca. Od dziś też co drugi dzień Gonapeptyl. Cóż, przeżyłam to raz, przeżyje i drugi, choć emocje znów dają o sobie znać. Choć przyznam, że jestem trochę spokojniejsza- wiem przecież co mnie czeka. Do 25 czerwca musimy zapłacić za program plus dodatkowe procedury i Bogu dziękuję, że mieszkam w Gdańsku i drugi raz mogę skorzystać z dofinansowania miasta.
Podpisaliśmy wszystkie dokumenty jeszcze raz. Muszę jeszcze dosłać certyfikat szczepienia- przynajmniej nie będę musiała znów przechodzić testów przed punkcja i transferem no i zawsze 600 zł. w kieszeni ;)
Zaraz się pakuje i jedziemy na weekend nad jezioro. Pospedzam aktywnie czas, oby wyszło na zdrowie i jajeczka niebawem rosły w siłę ;) I wypije sobie trochę czerwonego wina, mam nadzieję, że nie zaszkodzi ;)

14 czerwca, 18:29

Właściwie to cały czas byłam pewna, że w końcu w ciążę znajdę. Ja nigdy na zdry nie narzekałam, a wyniki zawsze miałam wzorowe. Słabe nasienie męża nas trochę zdołowało, no ale wierzyliśmy, że suplementami i zmianą diety jakoś damy radę. I właściwie to jak podchodziliśmy do IVF to w sumie było we mnie dużo nadziei. Pierwszy szok, że podczas punkcji uzyskano tylko 3 komoreczka, drugi szok, że przetrwała jedna (to był też szok pozytywny, bo już wtedy byłam na etapie załamania, że się nie uda w ogóle), no a trzeci... Że się nie udało... Z czym nie mogę się pogodzić, bo ja jak już zobaczyłam tę morulę to już się zakochałam...
Zrobiłam teraz badanie na trombofilie. I tu znów szok. Bo byłam pewna, że wszystko będzie w 100% dobrze, a tu jednak nieprawidłowości w zakresie mthfr667c i Pai1 4h... Trochę zajęło mi rozszyfrowanie co to znaczy i niestety wcale mnie to nie uspokoiło, a wręcz przeciwnie- znów jestem przerażona. Nawet nie wiem do jakiego lekarza iść, aby dopytać się o te wyniki... Do mojego ginekologa? Genetyka? Hematologa? Nic o tym nie wiem, bo nigdy nie przypuszczałam, że coś może być nie tak ...
Póki co to co drugi dzień Gonapeptyl. Niebawem zaczynamy od nowa. Ciekawe, czy te dodatkowe wyniki coś zmienia. Ech ..

20 czerwca, 16:37

Dziś ostatni dzień brania anty i od piątku rozpoczynamy stymulację. Strach nadal we mnie jest, ale bardziej przesłonięty wielkim pragnieniem posiadania dziecka. Tym bardziej, że w sobotę byliśmy na urodzinach bardzo dobrej koleżanki. Ogólnie unikam spotkań z koleżankami w ciąży lub z małym dzieckiem. Cóż, jest to silniejsze ode mnie. Boje się, że wybuchnę płaczem więc wolę oszczędzić tego sobie i koleżance. Ale w związku z t, że ćwiczę pozytywne myślenie to uznałam, że te uroczy jakoś przeżyje. Myliłam się i jednak nie jestem taka silna. Gośćmi były same młode matki, same maleństwa gaworzyly w tle, a ja modliłam się w duchu by to jakoś przetrwać. Tematy o laktatorach, ubrankach, karmieniu to były tematy przewodnie. A ja czułam się okropnie. Dziś jakoś próbuje się pozbierać, ale ciężko. Nie wiem co ze mną będzie jak to drugie podejście do IVF się nie powiedzie.
Czas mi się niemiłosiernie dłuży. Chciałabym na teraz, na już być w ciąży. Ech, żeby mieć pewność, że teraz się uda... Że w lipcu wynik będzie już pozytywny... Trzymam się myśli, że gdy widziałam się z koleżanką w zeszłym roku to miesiąc później była w ciąży. Może będzie teraz na odwrót ;)

27 czerwca, 17:59

W piątek rozpoczęłam stymulację. Gonapeptyl a także w większej niż ostatnio dawce Menopur. Hormony ok, USG też. W 3dc widać było 8 pęcherzyków. Od 2 miesięcy nie pije kawy i czarnej herbaty więc liczę, że będzie to miało wpływ na jakość jajeczek, lekarz powiedział, że to dobra opcja i powiedział, że mogę jeszcze łykać koenzym Q10 i l-karnitynę. Kupione- już łykami ;) Dodatkowo pokazałam mu wyniki badania na trombofilię- również mnie uspokoił i nakazał ocenić kwas foliowy na inny i co mutacji pai-1 powiedział, że przy embriotransferze podadzą mi heparynę, no i potem clexane. Póki co, do tego czasu nie mam nic robić.
Tym razem nawet fajnie rozmawiało mi się z doktorem. Kilka razy się nawet uśmiechnal- a to u niego rzadkość ;)
Teraz podchodzę do procedury zupełnie inaczej. Pewnie dlatego, że wiem co mnie czeka i wiem jak negatywnie wpływał na mnie stres. I - trochę boje się powiedzieć to glosno- ale czuję, że będzie dobrze. Czuję, że dobrze się przygotowuje i da to efekt. Czuję, że już musi się udać i będzie dobrze.
Byłam dziś w kościele, i podczas ewangelii ksiądz zaakcentował zdanie :"Nie bój się! Wierz!". I tak dobitnie usłyszałam to zdanie, że wierzę, że zostało skierowane do mnie.
Pozytywne myślenie ćwiczę nadal. Nie jest to łatwe, ale krok po kroku zmieniam myślenie i zaczynam wierzyć w moc podświadomości ;)
A za Was dziewczyny trzymam kciuki. Będzie dobrze! :*

2 lipca, 14:54

Dziś 8 dzień stymulacji. W lewym jajniku 2 małe pęcherzyki. Nie zareagował za bardzo na stymulację :( W prawym sześć sztuk: 12, 10, 8,8,6,6 mm, szału nie ma, ale są... Stymulacja przedłużona i w poniedziałek kolejna wizyta.
Czuję, że ten ogromny strach znów czai się za moimi plecami ... W ostatnich dniach trzymałam się dzielnie, ale dziś coś czuję że coś pęka... Postaram się nie dać temu okropnemu uczuciu. Dalej powtarzam jak mantrę, że będzie dobrze, że damy radę, że w sumie to dlaczego ma się nie udać :)
W ostatnich dniach zastrzyki mocno bolą. Nie wiem dlaczego. Po lewej stronie mam wielkiego, fioletowego siniaka. Cieszyłam się ostatnio, że już mam wprawę w zastrzykach, a jednak chyba nie ;)
Przede mną wizyta w poniedziałek, potem punkcja i pełne strachu oczekiwanie. Jeśli będzie dobrze to po embriotransferze znów strach. Muszę się jakoś trzymać. Nie dać się temu strachowi. Musi się udać. Musi.

Wiadomość wyedytowana przez autora 2 lipca, 18:03

5 lipca, 17:14

Cóż, komórki nie chcą za bardzo rosnąć, więc póki co są dwie duże, które nadają się do punkcji obydwie mniejsze, które można, może... Puknkcje mam w czwartek. Dziś zapodałam sobie ostatni zastrzyk z Menopur, a jutro ostatni z Gonapeptylu. I tak oto wyczyszcze się do cna, ostatnio został mi gonapeptyl, a teraz wszystko co do sztuki zostanie zużyte ;) może to znak, że nie będę już tego nigdy potrzebować.
Drugie podejście do IVF jest już spokojniejsze. Odczyt dres jest, ale poprzednio to dosłownie trzęsłam się że strachu. Teraz też czasem dopadają mnie czarne myśli, ale staram się powtarzać sobie, że przecież nic nie jest przesądzone, że w sumie dlaczego ma się nie udac? 😉Skoro mam "piękne endometrium" jak to usłyszałam dziś z rana :) do tego podejścia trochę inaczej się przygotowywałam. Dużo wody, rezygnacja z kawy i herbaty. Unikałam stresujących sytuacji, nie oglądałam tv, słuchałam fajnych podcastów o pozytywnym nastawieniu...trzymam się trochę lepiej, ale nie będę też ukrywać, że z tyłu głowy czasem odzywa się strach ...
Lecę zaraz do apteki po ovitrelle (rany, jak on jest trudno dostępny! Ostatnio musiałam jechać do innego miasta, a dziś na koniec miasta bo nigdzie bliżej nie ma). Pogoda robi się ciut lepsza, choć deszczowe chmury krążą :)

7 lipca, 12:40

Jutro punkcja. Oby ostatnia w moim życiu, gdyz wierzę w powodzenie tej drugiej procedury ;) Staram się nie skupiać na negatywnym myśleniu więc robię wszystko by uśmiechać się jak najwięcej. Oglądam Bridget Jones, słucham fajnej muzyki, skupiam się na pracyba wieczorami podczytuję książkę SECRET i ćwiczę wiarę w to, że jak czegoś zapragniesz to to dostaniesz ;). No i Włosi są w finale euro więc i to sprawia mi radość ;) choć nie wiem czy stres, który przeżywałam przy karnych był wskazany ;) Dziś też umówiłam się do lekarza aby dał mi zwolnienie na kilka dni, abym się trochę wyciszyła przed i po transferze.

8 lipca, 12:53

Jestem już w domu. Podczas punkcji udało się pobrać dwa jajeczka. Niech się tam teraz dobrze sprawują, zapładniają i rosną w siłę ;) Transfer mam wyznaczony na wtorek, 13 lipca. Ogólnie do dzisiejszego pick- up podchodziłam bez stresu, choć podczas zakładania wenflonu zemdlałam :) To wszystko dlatego, że z pierwszym było coś nie tak, i gdy zakładano mi drugi to już odjechałam totalnie. Jak mnie Panie cucily, to myślałam, że to już po wszystkim ;) Ech, okropne uczucie :/ Na szczęście już jest po, jestem już w domu i odpoczywam. Wierzę w moc tych dwóch jajeczek, wierzę w ich siłę. I, że wszystko będzie dobrze.

9 lipca, 13:23

Moje ręce wyglądają strasznie. Od wkłuwania wenflonow raz w jedną, raz w druga- obie ręce pokrywają wielkie siniaki. Na dworze upał, a ja w długim rękawie bo wyglądam jakby mnie ktoś pobił. Do tego siniaki na brzuchu od wcześniejszy zastrzyków. Ofiara pobicia- jak nic. Dziś rano wyjechaliśmy na Kaszuby- do jutra. Chwila oddechu nim stres mnie dopadnie. Wróciłam właśnie z lasu, miałabym chęć się wykąpać w jeziorze, ale z tymi siniakami trochę nie za bardzo. Chyba, że wieczorem, jak ludzi nie będzie...
Ach, moje maluszki. Walczcie dzielnie, co we wtorek rozgościcie się we mnie na dobre. Bądźcie dzielne, bo bardzo na Was czekamy ♥️

12 lipca, 10:50

Jutro transfer ♥️ Trochę przeraża mnie fakt pełnego pecherza, bo ostatnim razem mocno mnie ten pęcherz bolał podczas transferu. Trudno uwierzyć że to już, że przeżyłam pierwsza procedurę, że od razu rozpoczęliśmy przygotowania do drugiej, no i że to już prawie koniec. Teraz wszystko wyglądało inaczej, od przygotowań, od samopoczucia, nawet punkcja, po moim uprzednim omdleniu, wywołała inne emocje ;) Dziś zabieram się za sprzątanie, aby głupie myśli nie przychodziły mi do głowy. Póki co z invicty nikt nie dzwonił, więc wierzę, że moje maluchy dzielnie walczą :) wierzę, że teraz się uda, bo w końcu musi. Bo dlaczego nie? Włosi wygrali Euro więc to dobry znak :)

Wiadomość wyedytowana przez autora 12 lipca, 10:51

13 lipca, 14:42

Transfer za mną 🙂 Tym razem było ok, i króciutko! Ostatnim razem doktor tak długo tam gmerał, że ledwo wytrzymałam, a teraz był inny lekarz, raz dwa i po wszystkim. Z moich dwóch oocytów do piątej doby przetrwał jeden 2.2.3. Wierzę jednak, że nie podda się tak łatwo ♥️
Na razie znów jestem pełna wiary, ale ostatnio też tak było, aż około 5dpt dopadło mnie załamanie. Teraz muszę być silna. Przecież nic nie jest przesądzone. Będzie dobrze 🙂
Frytki w Maku ☑️
Skarpety w ananasy ☑️
Wierzę, wierzę, że maluch się wybroni. Że będzie dobrze. Bo dlaczego nie? Nie bój się! Wierz!

14 lipca, 13:03

Chociaż się staram usilnie, to jednak trudno nie stresować się i nie myśleć cały czas czy maluszek walczy i czy rozpoczyna implementacyjny bój. Wzięłam sobie wolne do końca tygodnia, choć w sumie w pracy by mi szybciej czas zleciał. A tak mam za dużo czasu na rozmyślanie. Dla odstresowania spaceruję z psem, rano byłam na plaży, woda w morzu cieplutka!
W piątek po pierwszej weryfikacji chyba znów pojedziemy na Kaszuby, może tam moja głowa trochę odpocznie.

15 lipca, 18:15

Gdy otrzymałam wyniki, stwierdzające nieprawidłowości w PAI 1 i MTHFR lekarz powiedział, że nie będziemy nic zmieniać w protokole, ewentualnie przy ET podamy heparynę. Wizyta przed punkcją odbyła się u innego lekarza, gdyż mój był nieobecny. Poprosiłam wtedy i o info co do tej heparyny, ale doktor powiedział, że zostawi tę informację mojemu lekarzowi. Potem była punkcja znów przez innego lekarza, podczas której dostałam rozpisane leki i heparyny tam nie było. ET wykonywał ten sam lekarz i znów się go pytałam o tę heparynę, a on, że muszę to skonsultować z moim lekarzem... Nie żebym była jakaś przewrażliwiona, no ale skoro wcześniej lekarz o czymś takim wspominał, to gdzieś mi to w głowie siedziało... Napisałam więc do opiekuna, i otrzymałam info, że dopyta się lekarza ale nie dziś, bo go nie ma ( z jednej strony dobrze bo przynajmniej transfer wykonywał mi inny lekarz któremu wyszło to szybko i sprawnie). No i wczoraj otrzymałam telefon że jednak tę heparynę mam wykupić i robić sobie z niej zastrzyki. Wczoraj więc zrobiłam pierwszy zastrzyk i mam teraz wielkiego siniaka na brzuchu. Dodać do tego moje wielkie siniaki na rękach od wenflonów to wyglądam jak ofiara napaści :(
Nie wiem czy ta heparyna coś pomoże, ale chcę mieć świadomość, że robię wszystko aby tym razem się udało. Bardzo bym chciała żeby to już było to. Oczyma wyobraźni już widzę jak rośnie mi brzuch i jak dzieje się magia.
Aktualnie czytam "Potęgę podświadomości" i ćwiczę się w wizualizacjach ;)
Wierzę, że maleństwo już się rozgościło i delikatnie wgryza się we mnie 🍍

Wiadomość wyedytowana przez autora 15 lipca, 18:15

19 lipca, 16:33

Jutro czeka mnie druga weryfikacja. Dziś mija 6dpt. Dolegliwości żadnych. Ostatnim razem czułam mocno jak ciągnęły mnie jajniki, teraz natomiast jest cisza. Weekend spędziłam poza domem, aby jak najmniej myśleć, jednak już dziś czuję poddenerwowanie przed jutrzejszym badaniem krwi.
Wdech, wydech. Tylko spokój może mnie uratować.

20 lipca, 17:37

"Jestem dobrej myśli" to dziś właśnie usłyszałam z ust lekarza. 3dpt beta hcg wynosiła 20,9, no ale to wiadomo- ovitrelle. Dziś 7dpt wynosi 20,1 :) spadek jest, ale nadal wysoko jak na 7 dni :) Mój optymizm umiarkowany. Wiem, że w niepłodności zawsze jest ten głos z tyłu głowy, który sprowadza na ziemię. Błąd jaki dziś zrobiłam to niepotrzebnie przeglądałam fora internetowe, bo tam jak zawsze są historie, które szybko mogą zetrzeć uśmiech.
Dziękuję za Wasze rady, za trzymane kciuki. Co ma być to będzie, ale miło mieć świadomość, że gdzieś są osoby, które choć przez ułamek sekundy pomyślą o mnie :*
W piątek ostateczna weryfikacja. Ostatnio widziałam bociana, który stał w swoim gnieździe, nagle podniósł kuperek i wystrzelił w dal olbrzymią kupę 😁😉 oby ten widok przyniósł mi szczęście 🍀

23 lipca, 21:01

Dzień trzeciej weryfikacji i 10dpt. W ostatnich czas dziwnie się czułam, bolał mnie brzuch i humor nie dopisywał, choć cały czas powtarzałam sobie, że jest dobrze, wyobrażałam sobie siebie z coraz to większym brzuszkiem, a potem malenst przy piersi... Tak więc nie dawałam się czarnym myślom. Tylko wczoraj coś we mnie pękło i popłakałam sobie dziesięć minut, ale później znów wzięłam się w garść :) Beta HCG dziś wyniosła 60 . Coś się dzieje 😉 Musi być dobrze! Musisz walczyć maluchu! 🍍🍍🍍
1 2
Fundusze Europejskie: Inteligentny Rozwój Narodowe Centrum Badań i Rozwoju Europejski Fundusz Rozwoju Regionalnego