Wielki TEST kobiecej płodności!

Sprawdź swoją płodność i otrzymaj spersonalizowane wskazówki

Rozpocznij test
X

Pobierz aplikację OvuFriend

Zwiększ szanse na ciążę!
pobierz mam już apkę [X]
Pamiętniki Bezsilna
Dodaj do ulubionych
1 2 3

21 sierpnia 2021, 11:01

Nie wiem co się ze mną dzieje. Nadal nie mogę się podnieść. Teraz to już nawet zaczęłam płakać bezwiednie, widzę jakieś dziecko- łzy same płyną, wspomnę cos smutnego- łzy płyną, myślę o przyszłości- znów łzy. Same nagle pojawiają się w moich oczach i nie jestem w stanie tego kontrolować. Nie mogę wziąć się w garść, a chce. Nie wiem, jak sobie pomóc. A wiem, że tej pomocy potrzebuje.
Jakoś w przyszłym tygodniu umawiam się do lekarza, aby ustalić kiedy robimy badanie receptywnosci endometrium. No a po badaniu znów wchodzimy w okres przygotowań do ivf. Ostatni raz póki co. Moje konto bankowe będzie już wyszyszczone do zera. Zero oszczędności. Już zresztą nie pamiętam kiedy kupiłam sobie cokolwiek, kiedy wypiłam kawę na mieście. Przy okazji to nie pamiętam nawet kiedy spotkałam się z jakąkolwiek koleżanka.. ech, nie tak to życie miało wyglądać, nie tak...
Najgorsze jest to, że we mnie nie ma w ogóle wiary. Nie wierzę w to trzecie podejście, myślę już o kredycie, aby zrobić tak jak sugerował lekarz, stymulacja po stymulacji...
Jak się zmotywować? Jak znów uwierzyć?

28 grudnia 2021, 15:01

Dawno się nie odzywałam. Musiałam poukładac sobie trochę w głowie. Jakoś ledwo ledwo, ale od listopada zaczęłam się przynajmniej uśmiechać. Zrobiłam receptywność endometrium i profil antyfosfolipidowy. Zdecydowaliśmy o kolejnym podejściu do ivf w grudniu. W wigilię miałam punkcję. Dziś w czwartym dniu otrzymałam telefon, że zarodek słabo się rozwija- podzielił się tylko na sześć komoreczek. Jutro miał być transfer.... A nie będzie nic. Trzy podejścia do ivf- wyczerpałam już możliwość dotacji z miasta i dofinansowania leków.
Nie mam już nic. Nadziei, wiary i pieniędzy.

Wiadomość wyedytowana przez autora 28 grudnia 2021, 15:03

8 marca, 11:12

W myśl zasady, że tylko martwi nie mają nadziei, podjęłam decyzję o zmianie kliniki. Gdańską invicte zamieniłam na gdyńską Gamete. Czy to coś pomoże? Nie wiem. Dziś oficjalnie rozpoczęłam długi protokół. Od stycznia daję z siebie wszystko. Totalna zmiana diety, codzienne długie spacery, dużo wody. Więcej już z siebie dać nie mogę. Póki co schudłam już cztery i pół kg. I wiem że daję z siebie 100%. Jeśli teraz się nie uda to nie wiem co mogę zrobić innego. Jestem pełna wiary i nadziei, ale oczywiście przychodzą gorsze dni kiedy zamartwiam się co będzie gdy i tym razem się nie uda. Staram się szybko odganiać te myśli, skupiam się na tym co pozytywne bo boję się że jak teraz się nie uda to już sobie z tym nie poradzę. Więc innej możliwości nie dopuszczam do myśli, jak tylko pozytywne zakończenie tej historii.
Nie wiem czy zmiana kliniki coś pomoże, ale ostatnia wizyta w invicta dała mi wiele do myślenia. Po kilku latach leczenia w tej klinice tak naprawdę wiem że nic nie wiem. Nadal nie wiemy co jest przyczyną naszych niepowodzeń. Nadal nie wiemy dlaczego była taka słaba odpowiedź na stymulacje. Zobaczymy może inna klinika i inne podejście lekarza co się zmieni. To prawda dopiero w przyszłym tygodniu otrzymam rozpiskę protokołu ale może po prostu sama zmiana środowiska już coś pomoże.
Trzymajcie za mnie mocno kciuki, tak jak i ja trzymam za Was.

18 kwietnia, 20:37

Trochę czasu minęło. W Gamecie podeszłam do czwartej procedury. Pobarni 6 kummulusow. Na 5 dobę transferowano mi blastocyste 4.2.2, reszta została do obserwacji. W wielką sobotę miałam transfer. Dziś mija 2 dpt, a ja jestem kłębkiem nerwów. Staram się jakoś uspokoić. Tak bardzo się boję, że znowu się nie uda, a wtedy już chyba nie dam rady tego wytrzymać. W tyle głowy mam, że zrobiłam wszystko co mogłam. Dieta i sport. Blastka dobrej jakości. Endometrium wg doktora- bardzo ładne. Powtarzam sobie, że będzie dobrze, ale w środku mega stres. Trzymajcie kciuki i wspomnicie o mnie w swoich modlitwach. Ściskam mocno!

21 kwietnia, 15:44

Dziś mija 5 dpt. Resztkami sił powstrzymuje się, by nie zrobić test, choć dobrze wiem, że to może być za wcześnie. Postanowiłam, że zrobię go w sobotę. Akurat będzie to 7 dpt, może siódemka okaże się szczęśliwia. Tym razem już nie miałam siły, na magiczna zaklęcia w dniu transferu. Zero ananasów, frytek z Mc i tym podobnych.
Jak się czuje? No właśnie normalnie. Zero ciągnięcia w brzuchu, zero skurczy, które pamiętam z poprzednich transferów. Tylko brzuch cały w siniakach po clexane :(
Wyciszam się. Modlę. Staram się wierzyć, choć i te mniej optymistyczne myśli natrętnie krążą wokół mnie.
Ściskam Was i trzymam kciuki za wszystkie razem i każda z osobna. Może te dobre myśli wytworzą energię, która zdziała cuda ❤️

23 kwietnia, 22:13

Boziu, Boziu dziś 7 dpt. Rano zrobiłam test. Cień cienia cienia (już wiem co to znaczy 😉). Potem poleciałam na badanie krwi. Beta 62!!!! Przed wynikiem jeszcze podjechałam z mężem pod figurę Matki Bożej Brzemiennej w Matemblewie z modlitwą oby było dobrze. Oby beta rosła. Aby było serduszko i ciąża i zdrowe dzieciątko. Tak bardzo boję się biochemicznej. Ech, trudny czas nie mija. Stres, czekanie i modlitwy o cud.
Nadal nieodmiennie trzymam za Was kciuki! Bo niepłodność to straszna rzecz. Oby było tylko dobrze!

26 kwietnia, 19:27

10 dpt - chwilą prawdy. Rano zrobiłam badanie krwi. Do 15 czekałam na wynik. W pracy na niczym się nie mogłam skupić, a od 13 to już w ogóle stres mnie zżerał. Ale doczekałam się! Beta 205 mIU/ml! Rośnie! Hura!
Strach pozostaje. Czy będzie rosnąć nadal? Czy wszystko będzie dobrze? Ale strach i stres są ze mną od momentu rozpoczęcia przygody z in vitro. Wcześniej też się stresowałam, ale było jakoś spokojniej. In vitro natomiast to już taki wachlarz emocji, że dotąd nie znałam się z tej strony.
Oczywiście nadal trzymam za Was kciuki, za badania, bety, USG, stymulacje 😘

4 maja, 13:18

Dziś mija 18 doba po transferze, czas w którym jedyne odczucia jakie się we mnie kłębią to strach, stres, niedowierzanie i nieśmiała odrobinka radości ❤️ Jutro mam wizytę u Pana doktora, dziś robiłam natomiast badania krwi - beta wyniosła 3910! Nigdy nie czułam czegoś takiego, bo nigdy nie byłam w ciąży. Pomijając tę krótką chwilę, kiedy w lipcu beta podskoczyła do 80 i zaczęła już spadać 12 dpt to teraz zaczynam wierzyć, że może rzeczywiście wszystko będzie dobrze ❤️
Przed majówką również robiłam badanie, postanowiłam wtedy, że sprawdzę poziom bety za pomocą kalkulatora. Ten cały stres spowodował, że pomyliłam daty i wyniki, w związku z czym kalkulator oznajmił mi że przyrost jest nieprawidłowy. Oczywiście załamałam się, popłakałam i naprawdę spadłam na samo dno rozpaczy. Dopiero po jakichś 40 minutach olśniło mnie, że wpisałam złe daty badań. Zmierzyłam te wyniki jeszcze raz i wszystko wyszło w normie 🙂 morał z tego taki, że stres nie przyczynia się do niczego dobrego i lepiej nie działać pod jego wpływem.
Ściskam Was wszystkie i trzymam kciuki. I nigdy nie przestanę ❤️❤️❤️

12 maja, 12:47

W zeszły piątek byłam na wizycie u Pana doktora. Na USG pokazał mi pęcherzyk żółtkowy, zarodka nie widać, ale to był dopiero początek 6 tygodnia. Dostałam własną kartę ciąży. Pierwszy raz trzymałam coś takiego w ręce. Ale jakby nie dochodzi do mnie, że to moje. Jak wróciłam do domu to schowałam ja głęboko w szufladzie. Nie dowierzam. Wizytę serduszkową mam 20 mają. Nie wiem jak dotrwam. Ostatnie dwa miesiące to mega stres. Czy kiedyś w końcu odetchnę? Teraz zaczęłam się stresować, że może zarodka nie będzie. Nawet zaczęłam o tym czytać w internecie i nakręcać się niepotrzebnie. Tak bardzo się boję :( zamiast cieszyć się ta chwila to chodzę zupełnie bez humoru.
Dwa razy mi się śniło, że słyszę serduszko dziecka. Sen piękny,kojący. Rytm serduszka nadal dźwięczy mi w uszach. Może maleństwo daje mi znać, że już jest i nie mam się bać?
Póki co muszę w tej niepewności wytrwać. Nie wiem jak, bo cokolwiek robię to myśli krążą wokół jednego.
Ale z drugiej strony dlaczego ma się nie udać? Przecież w końcu musi być dobrze ❤️
1 2 3