
Co do staran to nawet nie wiem czym powinnam pisac skoro z staran o dziecko to juz raczej nici ...kolejna ciaza martwa ...nikt nie może sobie wyobrazić mojego bolu takiego który doprowadzal do szalu ...na wierzchu płacz a w środku telepka ktora rzucala mną po ścianach...bezsilnosc strach ze nigdy nie będę matka...jeszcze do tego wyniki badan gen stwierdza zespol autoimunologiczny i odrzut plemników męskich..i wiem ze nie powinnam sie starać o dziecko bo jak mi ktos powiedział ze narazilam swoje kolejne dziecko na śmierć...te słowa mnie dobily bo wiem ze ja je nie zabilam nie miałam pewności czy będzie dziewczynka czy nie ..o ciazy dowiedziała sie późno serce bilo wiec jak moglam sie nie zdecydować je usunąć...poza tym lek przepisal mi w tym cyklu antyki żeby wyregulować cykl a tu zaszlam w ciaze..
Nie będę tu was zasmucać proszę tylko pomódlcie sie o syneczka koleżanki Karoli z IVf.. który urodził sie w 25 tyg ciąży...zeby przetrwal
i byl zdrowy
Jedyne co mam pewność ze mój mąż jest najlepszym czlowiekiem na świecie...powiedzial mi takie zdanie ...kochanie kilka lat temu uratowalas mi życie ..to teraz my uratujemy razem inne...nie mogliśmy własnego malenstwa uratować ...ale wiem ze nigdy nie dopuścimy do tego zeby nasz dom byl pusty...bez dzieciaczka...
Wiadomość wyedytowana przez autora 5 września 2014, 23:32
Adoptowany?Oznacza,że wyrosłem nie w brzuchu mamy a w jej serduszku... Cos w tym jest...
..
Wiadomość wyedytowana przez autora 8 września 2014, 22:26
Zrobiłam cos dobrego dla ludzkości..po pracy poszlam do siostry ona mieszka z mama ..panienka i zaciagnelam ja do pracy ..wysprzatalysmy cala kuchnie ...mama Malo ma czasu bo pracuje na dwa etaty jako pielegniarka i to jeszcze w Dps ...a cale życie ciężko pracowala bo tata zginął w wypadku samochodowym jak miałam 3 lata ...ciezko bylo ale ...moze nie miałam firmowych ciuchów itd na wszystko tez musiałam sobie sama zarobić jak i mój kochany mąż.. na studia dom i to co mam...nawet w pracy ..pamietam jak wracałam z płaczem bo umieraly dzieci młodzi ludzie..mimo to przetrwalam i dumna jestem z tego co osiagnelam jako pielegniarka....mozna mówić co to za zawód zwykla pielegniarka...tylko kiedys ktos przy cieciu cesarskim mi pow w krytycznej sytuacji pani nie jest zwykla pielegniarka jest pani aż pielegniarka bo do tego trzeba się nadawać...miec powołanie a ja to kocham...kocham jak się dzieci rodzą..jak lzy szczęścia tym kobieta lecą i wierze ze mi tez kiedys poleca !!
Troche refleksji nad zyciem ale wiem jedno moja mama została mloda wdowa z 3 dzieci i w tym z niepełnosprawna corka której wywalczyla to ze chodzi spędzając w kazda chwile na rehabilitacje...nie poddala sie chodź zycie dalo jej w kość...
Dlatego tez ja się NIE PODDAM...bede zyc dla mojego dziecka..i postaram byc sie taka matka chodź w połowie jaka byla dla mnie moja mama i zawsze będzie
Wiadomość wyedytowana przez autora 11 września 2014, 00:47
Dzis mieliśmy gości ....znajomi z maluszkiem 6 miesięcznym ...tak grzecznie spal ...mama jego stwierdziła ze dobra aurę mamy w domu bo dziecko spi i sie nie budzi...nawet fajnie bylo a troche sie balam tego spotkania bo kurczę taki maluch i w ogóle pewnie mnie rozumiecie...ale bylo ok...bo tak na ogol to nasi znajomi maja większe juz dzieci...takie 3-7 lat...
Nasz syn miał by juz 3:( mam nadzieje ze kiedys i ja będę miała taka 3 latke

Dobra koniec urzalania sie nad sobą ...gin pozwolił serduszkowac oczywiście delikatnie ...nie staramy sie bo musi minąć troszkę czasu ...i nie wiem czy zdecyduje sie na własne chodź wiem ze może osiągnę swój cel...za 10 dni rocznica ślubu ....
Mogl by przyjść ten okres ...bo za tydzień wesele.. A dzis bylam na dwóch ślubach byly piękne...
Teraz leze w łóżku i oglądam mistrzostwa w siatkówkę ....o 22 kogel mogiel jest ale moj mąż sie smieje ze w sypialni tez mam tv....
Nie ogarniam juz tej kuwety...znaczy swojego zycia
czy to sie kiedys zmieni i kiedys skonczy ....chyba nigdy...Wiadomość wyedytowana przez autora 13 września 2014, 20:47
Choroba depresja jakiś koszmar ...czy ja kiedys sie ogarne .
Jak to mówią życie nie je bajka;)
Zamierzam sie dzis dobrze bawić ...w końcu kolejna rodzina powstaje ...moze nowe dziecię...bo pani mloda juz dawno mowila ze starają sie
oby im sie udalo szybko i nie musieli tyle przechodzić...
nie wiem czy nie musze odejść zrezygnować z wszystkiego z ovuf ...szczegolnie ...nie chce nakręcać sie dalej ...ze może się uda jak sie nie udaje...
Wiadomość wyedytowana przez autora 21 września 2014, 21:16
tylko teraz jest pytanie walczyc dalej odpuscic sobie co ja mam robic obawiam sie ze jestem z tymi moimi myslami sama..wiem ze za mnie nikt decyzji nie podejmie...dzis w pracy znieczulalam pacjenta ktorego zona w ciazy w 7 mies czekala na korytarzu a jemu szyli raczke a on mowi ma Pani dzieci a ja ze nie mam ...a on widzi Pani ja z zona walczylem 7 lat inseminacje in vitro to tamto ...zylismy jak kroliki doswiadczalne...wkoncu doszlo do nas ze nie bedziemy rodzicami...i co zona zaszla w ciaze i bede mial 2 corki bliźniaczki dlatego warto wierzyc i warto marzyć !!! Tak mnie to podbudowalo ze pomyslalam ze moze wlasnie przeciw temu co powiedza inni...i kolezanki te "uprzejme" co nigdy nie musialy sie spotkac z takim dylematem powiem bede walczyc...tylko nie tak na sile nie z lataniem po lekarzach bo od mojego bialego fartucha mnie odrzuca na sama mysl...tylko zamierzam zyc dbac o dom meza nie skupiac sie tylko na tym ze bo ja chce to musze mieć...i nie tylko myslec bo tylko ja przezywam ...nie ranic bliskiej mi osoby...
Wiadomość wyedytowana przez autora 25 września 2014, 00:37
Dzisiaj miałam podly dzien ...zebralam bure za swoich podwładnych i potem muialam zwrócić uwagę im. Bylo mi bardzo głupio ze musze kogoś opiep...yc...jakos poszlo ...potem zamknęłam sie w gabinecie i wylam jak kot...wylam bo tak naprawde czułam winę w sobie ze nie zegralam zespołu do pracy....
Dzis moja przyjaciolka przekazala mi nowinę ze jest w ciąży z drugim dzieckiem...ciesze sie ale niestety cos peklo we mnie ...nie chodzi mi o nią bo jej życzę najlepiej z całego serca tylko miałam myśli ze to ja jestem ta niedorozwinieta baba troche przed 30 i nie mogę dać mężowi dziecka...czuje sie jak wybrakowana niewartosciowa kobieta...trzymam sie zasady ze sie uda kiedys ale nie wytrzymałam...wsiadlam w samochod jeździłam po miescie ...myslalam...zostawilam samochod pod domem i poszlam do mamy...rozbeczalam sie w drzwiach ...i tak nie mogłam słowa wyksztusic...wkoncu zapytałam czy ma fajki a nie pali ale ma na czarna godz ...dala mi nigdy nie paliłam przy niej przez te 28 lat ....posiedzialam pomilczalam zapytałam jej co ja w zyciu zrobiłam....ze taka kare mam...pow ze nie daje rady...zadzwoniłam do męża ze śpię u mamy nie chciałam żeby mnie widział w takim stanie ..
Wiadomość wyedytowana przez autora 13 października 2014, 00:27
Dzis jestem w pracy ...mam nadzieje ze zleci jakos ten dzień...od rana mnie mdli chyba się czymś zatrulam ...chodz jadłam tylko swoje...albo poprostu nerwica sie odezwała...ale od jutra 6 dni wolnego to odpocznę sobie ...
maz kupił mi samochod bo mój juz się rozpadał...byla rozmowa na ten temat ale nie sądziłam ze trafi sie tak szybko ...ja duże samochody lubię i teraz duży mam...juz wózek wejdzie hehe. .dobra co ma być to bedzie...trzeba dziękować za każdy dzień...i taka zamierzam byc...
Jutro ide sobie zrobic paznokcie ...swoje mam długie ale nie chce mi się malować tyle razy w tygodniu zrobie hybrydę i będę miała spokój ..
Dzis mi sie spac chce chyba 11 dc przestalam liczyć juz...
W niedziele odwozilam siostrę na przystanek ...i tak mnie naszła chęć zjedzenia zapiekanki ze mowie kupie sobie...a za mna stal chłopak facet może ze 36 lat i patrzył na ta moja zapiekankę i pyta babki czy mu zrobi za 2.50 (kosztowała 3 zl) ona ze nie...wiec wygrzebalam drobne dalam mu 3 zl tak jadl ze łzami w oczach i kleknal ze dziekuje ...ja mowie Pan poczeka poszlam kupiłam chleb pasztet i pomidory bo wędlin nie bylo a on rozplakal sie i skąd Pani taka dobroć bo ja sama kiedys miałam ciezko...a on mówi nie mam się czym podzielić ale dam pani cos i wyjal obrazek Jezusa i kobiety klęczące w ciąży i mówi ...wszystko zostanie pani wynagrodzone...rozplakalam sie ...
wczoraj kol z pracy przyniosla usg 14 tydzien ...takie sliczne ryczala bym jak koza gdy by mi sie udalo dotrwac...polozyla reke mi na brzuchu i mowi zarazaj sie ...gdyby to bylo takie proste ...
wczoraj robilismy ciecie blizniaki ...pani byla zestresowana okropnie postanowilam z nia gadac zeby ja oderwac o pokoiku lozeczkach wozku itp...potem pow dzieki tej rozmowie nie denerwowalam sie ze tam cos robia...nazwalam to leczeniem stresu przez zagadanie...jak jej pow ze ma brzuch juz rozciety to sie usmiechnela i mowi tak nie mozliwe nie czulam...i wszystko dobrze sie skonczylo czekala na nich 6 lat...moze i u mnie tak bedzie ...ze doczekam sie Cudu jakim bedzie zdrowa ciaża...
dzis w necie znalazlam modlitwe i historie kobiety...
http://www.dominikanki.republika.pl/pasek_sw_dominika.html ...........wzruszyla mnie cos w tym jest wiara czyni Cuda trzeba wierzyc ze sie uda

jestem glodna ....calymi dniami...to nie raczej objaw ciazy ale teraz moj zoladek przechodzi samego siebie....i kregoslup mnie napiepsza ...7 lat pracy na intensywnej robi swoje....a moze poprostu robie sie popsuta...i cos musi mnie podreperowac...moze kiedys II kreski
Wiadomość wyedytowana przez autora 13 października 2014, 00:26

Spac spac i jeszcze raz spac ...ale zawsze mam tak przed małpiszonem;(
Wiadomość wyedytowana przez autora 14 października 2014, 12:57


Nie zasmucasz nas, dobrze że możesz się tutaj wygadać. Ludzie często gadają bez zastanowienia i nie pomyślą jak to boli. A o synku Karoli tak dużo dziewczyn się modli że musi się udać
Byłam krótko na watku o clo i miałam szansę nieco dowiedzieć się o Waszej walce o dzidzię, przykro mi, że nie dość, że tyle nieszczęść Cię spotkało to jeszcze musisz sluchać głupich ludzi, dałaś szansę dziecku na życie i tak powinnaś o tym myśleć