Nie mam zielonego pojecia dlaczego byl tam tez glut, ale na moje oko nie jest to normalne, ani pozadane. Coz, poczekam jeszcze z dzien, dwa i jak nie przejdzie to zaprzyjaznie sie na troche z globulkami. Narazie czekaja.
A ogolnie czekam. No i staram sie nie myslec za duzo. Mam duzo zajec, tak wiec jakos jakos ciagniemy ten wozek.
Jutro maraton w miescie:) Ulice beda zamkniete i z m bedziemy kibicowali szwagierce, ktora biegnie... zeby nie to, iz juz o 9 musimy wyjsc z domu, to bym sie bardzo tym cieszyla. A tak to klops. Mniej czasu na sen.
Pozbylam sie juz zludzen, ze cialo mi pokaze wczesniej, ze to jest TEN miesiac... juz mnie oszukalo w ostatnich miesiacach uzywajac roznych sposobow. Raz @ spozniala mi sie tydzien (ale wtedy nie mierzylam, wiec nie wiem, kiedy byla owu, moze to ona sie przesunela), potem tempka pieknie rosla, i byla caly czas na wysokim poziomie, a @ przyszla. W ostatnim miesiacu juz zludzen nie mialam, opadla mi po 5 dniach, zeby juz pozostac na nizszym poziomie.
Jedyne co pozostalo, to czekac. Jesli nie wyjdzie w tym miesiacu, ide na badania. Tak dla swietego spokoju. Lubie miec wszystko pod kontrola. Nawet jesli jest to kontrol pozorna.
Wiadomość wyedytowana przez autora 12 listopada 2012, 12:41
Ciesze sie, ze mam troche zajec na ten tydzien, rozne terminy mnie gonia, wiec tylko w przerwach moge sie nakrecac, by potem znow wracac do normalnego zycia;)
Moj m codziennie rano pierwsze co robi to prosi o raport z temperatur i objawow... on chyba tez czeka.
Oby do niedzieli...
Dzisiaj rano moj m, obeznany z wykresami, stwierdzil, ze przeciez to moze byc ten jednodniowy spadek. I ze zobaczymy. Noooo wiem, ma racje...
...ale nadal jestem wkurzona resztka progesteronu.
Teraz boli mnie z lekka glowa, jest mi niedobrze, chetnie bym sie polozyla i to by bylo na tyle.
Nic to, zagadka dlugo zagadka nie pozostanie.
No coz, fajnie bylo, ale sie skonczylo... jeszcze nie definitywnie, ale nie czuje nic, ani nadchodzacego okresu, ani jakiejs ciazy... czuje sie jak w pierwszej fazie cyklu: spokoj, brak jakis boli, itp. Czy to normalne?
Czy normalne nie wiem, ale jakos mnie to dzisiaj nawet nie zdolowalo. Nie tym razem to moze w kolejnym cyklu sie uda:)
Dzisiaj tempka poszla troche w gore, ale pewnie w desperacji nie wie co robic;) No coz. Dzisiaj rano mialam bol glowy straszne mdlosci, bardziej niz zwykle, ale juz takie kiedys mialam, gdy wykres byl ladny... wiec zaden to symptom-przepowiadacz. Poczekamy zobaczymy. Teraz na szczescie juz mi przeszlo... nie wiem, tak nagle mnie to zlapalo, a teraz sie uspokoilo, mimo ze mdlosci z lekka czuje.
No coz, pewnie to ciaza urojona;)
Jutro dzwonie umawiac sie na przeglad techniczny mojego organizmu. Jest to super sprawa, bo wszystkie wizyty u lekarza, badania i testy robi sie w jednym szpitalu jednego dnia. Nareszcie zebralam sie i dowiedzialam o tym wiecej, koszt tej przyjemnosci pokrywa mi moje pracowe ubezpieczenie, wiec super, akurat przyda sie idealnie.
Do tego umowie sie dodatkowo do endokrynologa. W mojej najblizszej rodzinie pelno przypadkow choroby Gravsa, czyli nadczynnosci tarczycy, wiec lepiej sie przebadac. Mam nadzieje, ze mnie to nie dopadlo, no ale coz, wadliwe geny czasem tez sie dostaje z prezencie.
I oczywiscie dentysta, ktorego odkladalam, juz zamowiony na srode:)
Tak wiec czas przed owu mam juz zaplanowany. Lubie takie zadaniowe podejscie do tematu, bo inaczej to bym za duzo niepotrzebnie myslala. A tak to sie koncentruje na tym, co zrobic trzeba, czyms konkretnym nad czym autentycznie mam kontrole. Najgorsze by bylo dla mnie dzisiaj usiasc i plakac, ze okres jednak przyszedl.
Mialam rowniez robic specjalne badania sprawdzajace stan mojej plodnosci ze wzgledu na wiek, ale to jednak sobie narazie odpuszcze. To bedzie moj plan, gdyby w tym cyklu tez sie nie udalo. A teraz zrobie tylko prolaktyne i progesteron, ktore wydaja mi sie wazniejsze.
Co do samych staranek, to tak jak w poprzednich cyklach, seduszkowanie codziennie od pierwszego do ostatniego dnia plodnego sluzu. A ze wiemy, kiedy owu mniej wiecej nastapi to traktujemy tez czas z m jako czas naszego niby randkowania:), gdy do niego przyjezdzalam na kilka dni i trzeba bylo ten czas wykorzystac na maxa, az do kolejnej wizyty pod palmami;)
No, nie ma zalamywania rak, trzeba dzialac:)
Wiadomość wyedytowana przez autora 19 listopada 2012, 15:10
W piatek mam kolejne badania, tym razem u roznych lekarzy, do tego badanie krwi, moczu, mamografie, usg narzadow rodnych, ekg itc., a w poniedzialek czeka mnie wizyta u endokrynologa. Powoli spisuje wszystkie pytanie, ktore chce zadac kazdemu lekarzowi z osobna, z naciskiem na endo;)
No coz, zobaczymy. Troche sie boje, ale to chyba normalne.
W przyszly weekend zaczynamy nasze plodne dni, wiec chce juz byc gotowa ze wszystkimi lekarzami do tego czasu. I w miedzyczasie odpoczywam od mierzenia tempki.
A jutro badania w szpitalu. Troszenke sie boje o wyniki, no ale coz, trza byka wziac za rogi. To cale koncentrowanie sie na badaniach, pracy, nauce bardzo mi pomaga... czuje, ze sie oderwalam troche od staran o dziecko.
Mam nadzieje, ze jutro kardiolog wypisze mi karteczke o braku przeciwskazan chodzenia na basen. Potem jeszcze dermatolog i moze od grudnia zapisze sie i bede chodzila plywac. Bardzo by mi sie to przydalo, bo ciagle boli mnie glowa, a wiem, ze jest to od kregoslupa. Do tego po serduszkowych gimnastykach boli mnie rowniez dolna czesc kregoslupa... nic tylko szykowac sie na emeryture. Basen bylby wiec wybawieniem, bo po nim zawsze czuje sie swietnie. Mysle, ze dermatologa odhacze w przyszlym tygodniu. Jak maraton to maraton;)
Ogolnie czuje sie dobrze i jestem dobrej mysli:)
Nie ma wiec tego zlego, co by na dobre nie wyszlo. Tumor jest jeszcze maly, wiec mam nadzieje, ze jakos uda mi sie z tego wykaraskac.
Tak wiec prosze was o jedno, badajcie sie. Glupie USG piersi wystarczy.
Jedna dobra rzecz, ze trafilam do jednego z najlepszych lekarzy w temacie i bardzo nowoczesnym szpitalu. Nie wiem, ze to mi jakos pomoze, ale warunki bede miala luxusowe. W pracy mam duze wsparcie, wiec przynajmniej nie musze sie martwic przyziemnymi sprawami;-)
Od jutra nie bedzie wiec podstawiania jedzenia pod nos i sprzatania po mnie i za mnie, heheh=)

Zycie toczy sie nadal. Czekaja mnie naswietlania, a po nich terapia hormonalna, ktora bedzie trwala pewnie ze dwa lata... no chyba ze 5, sama jeszcze nie wiem. Co do chemii to sie okaze za jakies dwa tygodnie czy jej potrzebuje, gdy przyjda wyniki mojego guza ze Stanow po tescie zwanym Oncotype. Oncotype test sprawdza 21 genow guza i pokazuje prawdopodobienstwo nawrotu choroby w ciagu 10 lat. Jesli okaze sie, ze prawdopodobienstwo nawrotu istnieje, czeka mnie chemia... jesli jakims cudem test pokaze male prawdopodobienstwo, to wiadomo, unikne chemii. Pozyjemy zobaczymy.
Ogolnie wyniki nie sa zle, tumor byl maly, ogolna jego charakterystyka jest tez w miare dla mnie przychylna.
Na poczatku bardzo trudno bylo mi sie pogodzic, ze moze nigdy nie bede miala jednak swojego dziecka. To mi tez w pewnym sensie pomagalo i odrywalo od mysli wirujacych gdzies w tematach zycie-smierc, wieczny strach przed nawrotem choroby. Teraz juz sie w miare z tym pogodzilam, dziecko nie jest wykluczone, adopcja raczej tez nie. Ale o tym bede myslala, gdy przyjdzie na to czas. A teraz staram sie raczej koncetrowac na tym co jest, i cieszyc tym co mam. A mam przeciez bardzo wiele, chociazby wspanialego meza, ktory nie opuszczal mnie na krok, gdy bylam w szpitalu, ktory wspiera mnie niesamowicie, dzieki ktoremu moja choroba nie przybiera jakiegos kolosalnego monstrum, z ktorym przegram.
Ale o smierci mysle. Staram sie pogodzic z mysla, ze moze nie beda mi dane kolejne 35 lata, tak jak mialam nadzieje w tegoroczne urodziny. Ludzie boja sie o tym myslec, odsuwaja takie mysli na bok, gdy zaczynam o tym mowic staraja sie mnie zagluszyc, bym "nie gadala glupstw", ale mi osobiscie to bardzo pomaga, bo jak ja mam teraz zyc z wiecznym strachem? Jak moge byc szczesliwa, majac caly czas swiadomosc, ze moze to sie skonczy za chwile. A gdy czlowiek sie pogodzi z tym, to strach mija... i wtedy mozna sie cieszyc po prostu tym, co jest tu i teraz.
Wiadomość wyedytowana przez autora 11 grudnia 2012, 16:09
Fizycznie czuje sie dobrze. Mimo, ze wycieli mi duzy kawalek piersi, okolo 6cm na 6cm to chirurg zrobil rekonstrukcje piersi, tak ze WOGOLE nie widac, ze cokolwiek bylo wyciete. Psychicznie natomiast czasem czuje sie kiepsko... przychodzi czasem uczucie niesamowitej paniki, ze chocbym nie wiem jak blagala i prosila i plakala i wszystko oddawala, nikt nie jest mi w stanie zagwarantowac, ze od tej pory juz wszystko bedzie okej. I chyba to jest najgorsze w tym wszystkim. Moje szanse sa "doskonale", sama wierze w to, ze bedzie dobrze... ale ta mysl, ta niewiadoma napedza mi najwiecej strachu.
Jak z tym zyc? Planuje wizyte u psychologa... moze psycholog da mi rade, jak sobie radzic z tym uczuciem.
Czasem placze nad swoimi wlasnymi zdjeciami... tej zdrowej Klamki, ktorej juz nie ma.
Juz nie moge sie doczekac!!!Teraz czekam na wyniki Oncotype testu i wtedy bedziemy wiedziec czy chemia bedzie czy nie. W kazdym badz razie pewnie zaczne ja juz po swietach.
Jestem w dobrym nastroju dzisiaj. Czuje sie, jakby nic sie nie stalo. Rak? Jaki rak?
Wiadomość wyedytowana przez autora 17 grudnia 2012, 19:14