Wlasnie rozpoczelam drugi miesiac mierzenia temperatury. Przez ten ostatni miesiac naczytalam sie o plodnosci, bezplodnosci, jak to wszystko dziala... I stwierdzilam, ze poczecie to jest po prostu cud nad cudami.
Przez kilka dni myslalam, ze moze jednak sie udalo (chociaz dziwilam sie, ze tak latwo by poszlo) i zaczelam sie przyzwyczajac do mysli, ze moze bede mama. I powoli strach zaczal przegrywac z ogolnym poczuciem szczescia. Potem okazalo sie, ze jednak nie wyszlo... lekko sie rozczarowalam. Ale to uczucie radosci z perspektywy posiadania dziecka pozostalo.
Mam nadzieje, ze sie uda w tym miesiacu
Wiadomość wyedytowana przez autora 29 września 2012, 16:30
Na szczescie smutki minely, panika minela i od dzisiaj stosuje 30 minut medytacji dziennie. Znalazlam specjalna medytacje z przewodnikiem, wiec robie wszystko, co przewodnik kaze i to naprawde pomaga. Juz to zreszta stosowalam przy depresji, gdy cierpialam na bezsennosc. Byl to jedyny sposob na to, bym przespala chocby godzinke. Tym razem na szczescie jest to zwykla profilaktyka

Poniewaz jakis czas temu zostal u mnie wykryty dosc niski poziom zelaza, postanowilam czyms sie podkurowac i znalezlismy mleczko pszczele. Od wczoraj zaczelam je brac. Do tego zaczelam tez bardziej dbac o swoja diete, gdyz cale lato przez ten ukrop nie chcialo mi sie stac przy kuchni no i byly tego efekty. Do tego biore folik od poprzedniego cyklu.
A w srode wizyta u lekarza... jest to nowy lekarz i prawde mowiac jestem bardzo ciekawa co powie.
Nawet jesli sie nie uda, to przynajmniej jest to cos, co nas bardzo do siebie zbliza... wiec zawsze jakis plus calego tego starania jest.Zaczelam wczoraj badac szyjke macicy. Trudno mi stwierdzic, czy jest twarda czy miekka, czy otwarta czy zamknieta jesli nie mam porownania... Najtrudniejsze jednak to ocenic czy jest ona nisko czy wysoko. Cos tam w ovu wpisalam, zobaczymy za kilka dni. Podobny problem mialam wczesniej ze sluzem, a w miere uplywu czasu wszystko stalo sie jasne i mam nadzieje, ze tak bedzie rowniez i tym razem.
Nie wiem, moze zaczyna sie produkcja. Pewnie tak. Jutro ide do ginekologa, o ile w pracy nie przyjdzie mi zostac dluzej, bo wtedy nie zdarze... i wizyte bedzie trzeba przelozyc.

Jesli nie zajdziemy przez kolejnych 6 miesiecy, mamy zrobic wszystkie badania. To glownie przez moj "zaawansowany" wiek, hehehe. Z tym wiekiem to tez jest roznie, bo pisza ze plodnosc spada dramatycznie po 35 roku zycia... no ale ludzie sie miedzy soba roznia, tak samo jak jedna kobieta dostanie klimakterium bardzo wczesnie, a inna bardzo bardzo pozno... tak samo jest wydaje mi sie z ta plodnoscia. Wiec zlewka i olewka, nie przejmuje sie swoim wiekiem. Tutaj gdzie mieszkam wiekszosc kobiet rodzi po 30r.z., wiec jest to najzupelniej normalne.
Dzisiaj, wedlug wykresu zaczynaja sie moje plodne dni... wiec pozostaje tylko kontynuowanie staran, a na reszte juz nie mam wplywu
Wiadomość wyedytowana przez autora 4 października 2012, 06:55
Sercowe starania rozpoczete, wiec zapowiada sie fajny weekend. Ogolnie w pierwszej fazie cyklu mam taki super humor... chcialabym, zeby ta faza trwala i trwala, bo potem czeka mnie comiesieczna meka peemesowa... albo i nie;) hehehe.
Wiadomość wyedytowana przez autora 5 października 2012, 10:41
Wczoraj moj maz wyczytal, ze sa jakies badania nad zywotnoscia nasienia. Wedlug nich nasienie jesli sie nie dostanie do szyjki w ciagu 20-30minut to ginie. Wiec, nie zaszkodzi po stosunku polezec te 30min, ale dluzej juz nie trzeba, mozna normalnie isc i sie umyc. To co wyplynie i tak by juz na nic sie nie zdalo.
Druga rzecz to jak czesto powinien byc stosunek by zwiekszyc szanse zajscia... Wedlug tych badan ejakulacja kazdego dnia moze nie daje duzej ilosci nasienia, ale za to plemniki sa duzo lepszej jakosci, niz przy ejakulacji co dwa, trzy dni, a nawet rzadszej. Powodem jest tutaj ich utlenianie sie, ktore prowadzi do ich uszkodzenia. I rzadszej ejakulacji moze ilosc nasienia jest wieksza, ale ich jakos jest niska. Szanse na zajscie w ciaze zwiekszaja sie 30% przy codziennym stosunku w dni plodne.
Nie wiem, wydaje mi sie to logiczne, do tego caly czas poznajemy jak to wszystko dziala... W tym miesiacu dzialalismy wedlug tej metody... zobaczymy czy beda jakies rezultaty.
Wiadomość wyedytowana przez autora 11 października 2012, 05:50
To jest moj drugi miesiac z folikiem, do tego tez biore to mleczko pszczele... i musze przyznac, ze byl to pierwszy miesiac od wielu lat, kiedy w czasie fl moglam normalnie funkcjonowac. Owszem, byl jeden gorszy dzien, kiedy bylam zmeczona i zrobilam w domu z tego powodu hece;), ale byl to tylko jeden dzien! Poza tym prawie nie czuje nic z tych negatywnych objawow, ktore zwykle mnie dopadaja.
Mimo nizszej temperatury w porownaniu z miesiacem poprzednim, wczoraj i dzis tempka mi troche wzrosla, wiec niby jest jakas nadzieja... do tego czuje mdlosci, co oznacza, ze prawdopodobnie sie na wyzszym poziomie w tej chwili nadal utrzymuje. No nic, musze byc cierpliwa i poczekac jeszcze troche. Nie chce czuc tego niesamowitego rozczarowania, jesli okres mi przyjdzie, dlatego staram sie nie nakrecac jakos ekstremalnie. Wiadomo, nadzieja jest, jak w kazdym miesiacu. Wiec czekam.
Wiadomość wyedytowana przez autora 20 października 2012, 17:43
Nic to, zaczynamy nowy cykl.
Dostalam 5kg maki prosto z mlyna... wiec czas zimowych wypiekow czas zaczac:)
Wiadomość wyedytowana przez autora 27 października 2012, 14:39
Z m jestesmy planowaczami, wiec dni staran na ten cykl juz mamy ustalone. Takie ustalanie, poniewaz dopiero jest to 3 miesiac z mierzeniem temperatury, nam absolutnie nie przeszkadza. Nie wplywa jakos ujemnie na nasze checi do serduszkowania. Coz, mamy oboje cel i chcemy go osiagnac:)
Podziwiam jednak dziewczyny, ktore walcza o ten "cel" juz bardzo dlugo i dalej nic nie wychodzi. To jest dopiero determinacja! Mam nadzieje, ze i mi jej nigdy nie zabraknie.
Nic to, trzeba kontynuowac starania i czekac, bo i tak sama nic nie wymysle.
***
Nie wiem dlaczego, dzisiaj czuje sie fatalnie... tak jakbym juz byla w drugiej polowie mojego cyklu. Czuje, jakby depresja zaczynala obejmowac mnie swoimi ramionami - takie glupie uczucie. Nie wiem czym to jest spowodowane, ktorym z hormonow, ale mam nadzieje, ze mi szybko przejdzie. Chce mi sie plakac, wydaje mi sie, ze wszyscy mnie ignoruje, nie znosza... beznadzieja po prostu.
Ide na spacer na slonce, moze to pomoze. Na cale szczescie mamy ponad 20stopni i bez deszczu. Jedyna pociecha.
***
Wiadomość wyedytowana przez autora 5 listopada 2012, 13:33
To okropne uczucie depresji minelo mi dzisiaj. Wczoraj zastosowalam moja metode polepszacza humoru: zjadlam dobry obiad, usiadlam na sofie przed kompem, okrylam sie moim kochanym kocykiem i ogladalam seriale. No coz. To mi pomaga. Pozniej wrocil moj m, caly usmiechniety. A na koniec dnia dostalam bardzo milego maila od mojej przyjaciolki, ktora rozsmieszyla mnie w nim do lez.
I wydaje mi sie, ze tajming z serduszkowaniem mielismy bardzo dobry w tym miesiacu. Jeszcze dzisiaj pewnie przybijemy kropke nad i i pozniej mozna kontynuowac, ale juz przyjemnosciowo:)
W tym cyklu rowniez serduszkowalismy kazdego dnia od pierwszego dnia pojawienia sie plodnego sluzu, az do ostatniego. Moj m sie bardzo zaangazowal, co mnie bardzo cieszy, gdyz dzieki temu nie czuje sie osamotniona ze swoja checia wykorzystania kazdego plodnego dnia;)
No coz, mysle, ze dzis mam 1 dzien fl. Moja faza liczy 11 dni, wiec odliczanie czas zaczac:)
No nic, ja wiem swoje, moze jeszcze sie przesunie na kiedy indziej. Poza tym korzystam tez z innego programu wyznaczania owu, wiec ciekawa jestem, jak tam mi pokaze.
Najwazniejsze, ze i 15 i 16 i 17 mamy zaserduszkowane:)
Wiadomość wyedytowana przez autora 8 listopada 2012, 14:39

