Musze przyznac, ze lepiej sie czuje chodzac do pracy. Okej, wyszlam wczoraj wykonczona, z bolem glowy, ale dzieki temu nie mam juz czasu uzalac sie nad soba (co i tak robie sporadycznie).
Dzisiaj dostalam od szefa ogroooomny bukiet kwiatow:) Mam najlepszego szefa na swiecie:) Troszczy sie o nas niesamowicie, a my poszlibysmy za nim w ogien:) Mam farta po prostu:)
Swoja droga to troche smieszny przypadek, ze o raku dowiedzialam sie w Black Friday, a o wynikach dalszej terapii w ostatni dzien kalendarza Majow:) Nie jestem przesadna, ani nic z tych rzeczy, ale z drugiej strony daty latwe do zapamietania.
Dla mnie osobiscie by sie wydawalo, ze poprzedni rok nie byl dobry, ale tak naprawde to byl. Z rakiem chodzilam juz wedlug lekarza od 2 lat, w pierszym roku byl za maly by go wykryc, w tym roku byl juz wystarczajaco duzy, by maszyny go dostrzegly... i to ze dostrzegly, ze poszlam na badania to tylko znaczy jedno, NIESAMOWITY fart. Bo na badania takie nigdy wczesniej nie chodzilam, wiec co to oznacza, farta:)!
Wiec tamten rok byl dobry, bo problem zostal wykryty i usuniety, a ten rok mam nadzieje, ze bedzie jeszcze lepszy, bo zupelnie wypleni ze mnie kazda najmniejsza jego pozostalosc:)
Ogolnie jestem juz po pierwszej chemii, narazie mozna powiedziec, ze czuje sie dobrze, relatywnie oczywiscie do sytuacji. Jestem zmeczona, slaba, ale spie jak susel, wiec znow, nie moge narzekac. Mogloby byc gorzej:)
Sciskam was dziewczynki, cieszcie sie kazdym dniem i z radoscia planujcie kolejne staranka, ktores w koncu wypala;)
Ogolnie czuje sie dobrze, jedynie bym pozarla caly swiat na sniadanie... jestem ciagle potwornie glodna!!! Do tego stopnia, ze jesli nie zjem czegos tresciwego co dwie godziny, to robi mi sie slabo, niedobrze i wogole do kitu. No cos, przynajmniej nie mam problemu w zaopatrywaniu organizmu w co tam mu potrzeba;) Jak widac uboczna strona raka nie zawsze jest cienka talia... no coz...
Z tymi markerami to jest tak, ze one moge sobie skakac raz w gore raz w dol, ale prawde mowiac malo mnie to interesuje... hahah, moje byly w normie:)
Wiadomość wyedytowana przez autora 16 stycznia 2013, 15:57
Mauysia pyta jak pierwsza "sesja"... ano bylo to tak, ze w szpitalu zjawilam sie rano. Od razu popodlaczali mi kolejnosci rozne torebki foliowe z jakimis wodnymi roztworami. Byly to sterydy i tym podobne. Potem przyszedl lekarz i podlaczyl lek wlasciwy, ktory wywolal u mnie reakcje alergiczna (lekarz caly czas przy mnie byl). Wygladala ona tak, ze zrobilam sie cala czerwona, w piersi zrobilo mi sie ciezko, jakby mnie ktos kamieniem przygniatal i nie moglam oddychac (podobnie podobno jak przy alergii na ukaszenia pszczol)... akcja byla szybka, pielegniarka biegiem zrobila mi zastrzyk, lek odlaczono i czekalismy, az mi przejdzie. Potem przy drugim podejsciu to samo. Znow zastrzyk i tym razem dali mi tez cos na uspokojenie, ze niby jestem wewnetrznie zdenerwowana. Nie czulam zdenerwowania, ale niech im bedzie. Odczekalismy i doszlismy do trzeciej proby, ktora sie powiodla. Gdyby sie nie udalo, odeslaliby mnie do domu i kazali przyjsc za kilka dni. Tego nie chcialam, chcialam to miec za soba.
Samo przyjmowanie chemii nie boli. Gdyby nie alergiczna reakcja mojego ciala, to nawet bym sie nie zorientowala, ze dostaje jakis ciezszy lek.
Potem wrocilam do domu. Otumaniona tymi przeciwalergicznymi zastrzykami i lekiem na uspokojenie, ktory byl ciezszego kalibru. Poszlam spac i spalam caly dzien. Wieczorem sie obudzilam (to byl 31 grudnia), wykapalam, ubralam, wymalowalam i poszlam witac Nowy Rok.
Nastepnego dnia spalam caly czas i czulam ogolne zmeczenie.
Na trzeci dzien poszlam do pracy. Nie zebym jakos sie przepracowywala, wszyscy byli na urlopie, wiec wzielam ksiazke i ja sobie czytalam, hehehe. Pozniej wczesniej z pracy wychodzilam, albo gdy czulam sie bardzo zmeczona, a po tygodniu wytrzymywalam 8 godzin.
Przez kolejne dni odczuwalam rozne skutki uboczne. Popoludniami glownie spalam, po jakims tygodniu nie czulam smakow, co nastepnie przeobrazilo sie w wilczy apetyt. Po dwoch tygodniach dostalam nudnosci i niestety wszystko co zjadlam nie chcialo pozostac w zoladku.
A teraz zaczely mi powoli wychodzic wlosy. I okresu nie dostaje, co mnie troche smuci, bo przypominam sobie, jak bardzo czekalam na jego znikniecie kilka miesiecy temu, a jak bardzo czekam teraz na jego pojawienie sie. Nie wiem dlaczego, ale wydaje mi sie, ze jesli on bedzie sie pojawial, to znaczy ze moje jajniki dzialaja, co wiem, jest glupie, no ale coz.
I tak to wyglada. Jakiejs tragedii nie ma, mozna normalnie funkcjonowac bez wiekszego rozczulania sie nad soba.
Obecnie czekam na druga sesje, w przyszly poniedzialek.
Wiadomość wyedytowana przez autora 16 stycznia 2013, 10:49
I musze przyznac, ze nie idzie mi zle.
Moj okres przyszedl wczoraj, nareszcie!, po 53dniach ciszy. Owulacje odczulam BARDZO bolesnie, tak samo jak okres, ktory jest niesamowicie obfity i ktory niestety przy mojej anemii zupelnie zabiera mi wszystkie sily. Ale to przejdzie. Tak samo jak i odrosna wlosy.
Nauczylam sie wiazac chustki, a poniewaz brwi i rzesy mi narazie nie wypadly (mam nadzieje, ze tego nie zrobia do konca terapii), to wygladam jakbym zmienila styl na bardziej bohemiczny. Co poniektorzy podejrzliwie na mnie patrza, ale komentarze sa sporadyczne.
Nie zawiadamialam i nie zawiadamiam wszystkich naokolo, ze jestem chora. To z tego powodu, ze nie chce by ludzie na mnie patrzyli przez pryzmat choroby. Chce byc traktowana jak ja-klamka, a nie ja-chora na potwora. Wole pokazywac, ze rak nie do konca musi byc najwieksza tragedia jaka nam sie dzieje, tylko ze z tego mozna rowniez wyjsc i kontynuowac swoje zycie... moze z ta roznica, ze wtedy to zycie nie wydaje sie juz takie oczywiste, takie nudne, codzienne, a zamiast tego latwiej sie cieszyc kazdym ofiarowanym nam dniem.
Bo zycie jest piekne. I nawet w najgorszych chwilach to jakie ono jest zalezy od tego jak my je widzimy. Moje jest szczesliwe. I rakiem, czy bez.
Jestem po trzeciech chemii, w poniedzialek ide na ostatnia chemo-sesje.
Czuje sie wypompowana. Chodze do pracy normalnie, ale siedze tylko i czytam jakies bzdury na necie. Na nic wiecej po prostu nie mam sily. Mam jakies przeblyski super energii, kiedy to gotuje, sprzatam, udzielam sie towarzystko, ale poza tym spie, spie, spie i jeszcze raz spie. Wydaje mi sie, ze wyniki badan krwi mam kiepskie (dzisiaj je robilam, odbiore po poludniu) i stad to obnizenie formy.
Wlosy na czubku glowy mi rosna, jak szalone. Troche sie pospieszyly, nie wiedza, ze je bedzie kolejna trutka. Brwi wychodza, zaczelam je domalowywac i nawet dobrze wyglada, bo nikt jeszcze nie zauwazyl zmiany. Rzesy tez niestety zaczynaja wymarsz, ale tylko ja go widze, dla innych jest to nadal niedostrzegalne.
Skolegowalam sie z pania od pobierania krwi:) Pamieta mnie po zielonej torbie, ktora zawsze mam ze soba:)
Ogolnie nie jest zle. Czuje sie dobrze psychicznie, chociaz planuje wizyte u psychologa po skonczonej terapii. Mialam isc wczesniej, ale czuje sie na tyle mocna, ze zupelnie nie czuje narazie potrzeby psychologicznej spowiedzi... Wszyscy mowia, znaczy kobiety na forum dotyczacym raka piersi, ze najgorsze jest po skonczonej terapii. Wtedy bowiem czlowiek zostaje sam ze swoimi myslami, strachem, ktore nie sa juz rozpraszane wizytami u onkologa, terapia i skutkami ubocznymi... pozostajemy same ze strachem.
Czytuje fora kobiet ze Stanow. Szukalam jakiegos polskiego forum w temacie, ale sa tak przytlaczajace, ze nie stanowia dla mnie zadnej pociechy. A te amerykanskie czy angielskie maja zupelnie inna atmosfere, gdzie rak nie jest traktowany, jak wyrok i nie ma tam oczekiwania na smierc. Nie wiem, moze nie znalazlam odpowiedniego polskiego forum, ale to co znalazlam bylo z lekka przerazajace. Moze jest to wynikiem nieswiadomosci ludzi, niewiedzy na temat tej choroby, ktora kojarzy sie z rychla smiercia. Smutne to.
Dzisiaj znalazlam informacje na temat surogatek w Indiach. Poniewaz lubie byc przygotowana na wszystkie sytuacje, przygotowuje sie na mozliwa adopcje, a takze na niemoznosc jej przeprowadzenia ze wzgledu na moja przewlekla chorobe. Surogatka to po kolejna opcja. Wedlug lekarza za dwa lata zrobimy przerwe w terapii hormonalnej, w ktorej to bede mogla sie starac o dziecko. Dodam, ze narazie jajniki mi dzialaja, mam okres, mam jajeczkowanie, co jest pozytywna wiadomoscia. Zobaczymy czy moje biedne jajniki przetrwaja tez ta ostatnia chemie. Oby.
Gratuluje dobrego szefa!!! i Cieszę się że wracasz do ludzi!!!;-)
No juz czas najwyzszy:). Chociaz moja mama i maz trzesa sie nade mna, jak nad jakims jajkiem, no ale... dopoki mam sily, to chce zyc w miare normalnie.To baaardzo pomaga!
Klamuś, widzę, że jesteś już w pełni sił, a nawet masz ich zapas. Tak trzymać! W okresie międzyświatecznym na pewno będziesz miała okazję na spokojnie wdrożyć się w pracę. A wyniki już dotarły?
mauysia, wynikow jeszcze nie ma, maja przyjsc w tym lub przyszlym tygodniu. Lekarz obstawial ten tydzien... no ale zobaczymy. :)
Klamka też czekam na wyniki z niecierpliwością...trzymam kciuki , wszystkie trzymamy...fajnie, że już w pracy działasz...a szef, widać facet na poziomie;-)