Pamiętniki Czekanie na tęczę po burzy
Dodaj do ulubionych
1 2

30 października 2020, 11:19

8cs po cp 1dc
Zaczynam 8 cykl starań. W życiu nie powiedziałabym że tak długo będę czekać. W pierwszą ciążę zaszłam w 7 cyklu, w następną po 3 cyklach. Teraz mam wrażenie, że starania ciągną się w nieskończoność. Kiedy w maju mówiłam znajomej, że wracamy do starań, stwierdziła, że nie liczy mnie do alkoholu na jej wesele, bo będę już w zaawansowanej ciąży. Ślub jest za 2 tygodnie. A ja zaczynam okres.
Może po operacji już mi się nie uda nigdy?
Nawet nie byłam smutna jak przyszedł okres. Nawet na niego czekałam. Skoro mam zaczynać kolejny cykl, to na co czekać?
Zrobiłam wczoraj testy, bardziej dla zabawy. Na jednym druga kreska od razu się pokazała i zaraz zniknęła. Fajnie było popatrzeć na nią chociaż przez chwilę.
Wiem, że muszę czekać i być cierpliwa, że wiele osób czeka dłużej albo nigdy nie widzieli drugiej kreski, ale co poradzić, kiedy w głowie myśli, że skoro i tak siedzę w domu to mogłabym siedzieć z dzieckiem?
Ostatnio mamy dużo problemów z psem, musimy jechać go zbadać na Śląsk. To jest teraz moje zajęcie, pilnowanie tabletek, wizyt, telefonów. Ale przecież na dziecko też starczyło by mi czasu 🤷

Wiadomość wyedytowana przez autora 30 października 2020, 11:22

17 listopada 2020, 13:30

8cs, 4/5 dpo
Jestem po wczorajszej wizycie w klinice.
Dostałam leki, pani ginekolog od razu powiedziała, że z wynikami męża kwalifikujemy się do in vitro. Mamy próbować przez pół roku, a jeśli nic nie wyniknie to podchodzimy do procedury. Największy spokój mam w głowie, bo mój mąż w końcu się określił i stwierdził, że zgadza się na in vitro jeśli nie uda się naturalnie.
Jesteśmy totalnie spłukani przez koronę, wydaliśmy wszystkie oszczędności na badania i leczenie psa, a jak na złość w tym roku moje miasto przestało dofinansowywać in vitro. Muszę wziąć na siebie ile się będzie dało i próbować odkładać, może w pół roku się uda. Oczywiście super by było gdyby udało się naturalnie, ale fajnie mieć plan B.
Mam robić w dniu miesiączki betę i przy negatywie odstawiać leki, ale jestem już tak wykończona tymi pobieraniami krwi, że nie wiem czy nie będę zwykłych sikańcy robić. Chyba, że będę robić jakieś ponowne badania to dorzucę betę.
Mam jakieś przeczucie, że moje dni niebycia w ciąży są już policzone :)

26 listopada 2020, 14:05

9cs po cp 1dc

Zaczynam 9 cykl starań. W grudniu powinnam mieć owulację z dobrej strony, jestem obstawiona lekami i mam kontakt do lekarki w klinice, obietnice heparyny też mam. Mąż jest na suplach i z nastawieniem, więc a nóż widelec uda nam się w tym miesiącu? Podliczam nasze wydatki i nie jest kolorowo, jeśli udałoby się uniknąć in vitro to byłoby coś super. Ale z drugiej strony nastawiam się już na ivf, czytam, liczę i mam zamiar być przygotowana :D
Grudzień jednak jest miesiącem spędzania czasu z rodziną, miłości i radości.
Leki? są. Ciepłe skarpety? są. Testy owulacyjne? są. Wspaniały mąż? jest. Ananas? jest. To spróbujmy jeszcze raz stworzyć dzieciaka <3

7 grudnia 2020, 11:22

9cs po cp 12 dc
Ten rok był pełen zawirowań i trudności. Rozpoczął się informacją o ciąży, ale szybko dowiedziałam się, że jest ona pozamaciczna. Potem szpital, wycięcie jajowodu, dochodzenie do siebie. Od maja wstąpiła we mnie nowa nadzieja - staramy się na nowo, nie mam już zniszczonego jajowodu, teraz musi się udać. Minęły wakacje, a moje testy ciążowe blade jak moja dupa. We wrześniu mąż poszedł na badania nasienia i to okropne 38% na fragmentacji, który do tej pory siedzi mi w głowie. Październik złapaliśmy oboje Covida i byliśmy okropnie słabi. Myślałam, że wirus nie podziałał na moje płuca, bo zero kaszlu czy bólu, ale mój ostatni wyjazd w góry szybko mnie ocucił - normalnie chodzę po Tatrach, a tutaj w drodze na Rysiankę ledwo oddychałam.
Listopad to wizyta w Angeliusie i decyzja - pół roku starań, a później in vitro.
Takie starania nie są fajne. Psują strasznie psychikę, sprawiają, że nic nie liczy się oprócz badań, wizyt, owulacji i testowania. Zatracamy się w tym i nie widzimy innego źródła szczęścia. Jestem już zmęczona tym wszystkim, dlatego bardzo się cieszę, że rok 2021 będzie rokiem odpowiedzi.
Może uda się naturalnie? Może pomocą okaże się in vitro?
Jeśli wszystko nas zawiedzie to odpuszczam. Wszystko. Przemeblowuję głowę i uczę się życia we dwójkę. Kupuję drugiego psa i chodzę częściej w góry. Wyjeżdżam z mężem na wakacje dwa razy w roku. Nie chcę tego, ale nie będę całe życie żywić się nadzieją. Co ma być to będzie - najważniejsze, że kocham mojego męża najbardziej na świecie i jest moim światem.
W 2020 pobrałam krew 25 razy. W przyszłym roku zrobię wszystko co trzeba, ale później żegnam się z laboratoriami.

Owulacja chyba idzie ze złej strony. Jeśli w takim stylu ma się zakończyć ten rok to proszę bardzo, ale nich się już kończy.

20 grudnia 2020, 13:01

Postanowienie zajścia w ciążę w 2020 mogę zaznaczyć jako nieudane. Nie miałam za dużych nadziei na ten cykl - znam już chyba aż za dobrze swoje ciało. Mój mąż był pewien, że grudzień. Ja jestem pewna że 2021.
Coraz więcej myślę i czytam o in vitro. Tak bardzo chciałabym żeby się udało. Jesteśmy już oboje wykończeni psychicznie. Ten rok był okropny dla wielu ludzi i na prawdę czuję potrzebę żeby się skończył.
2021 - bądź dla nas łaskawy. Styczeń powtarzamy badania i jedziemy do androloga. Luty ja mam wizytę w klinice. I w idealnym scenariuszu w marcu staramy się o dofinansowanie, a w kwietniu podchodzimy do procedury. Jak będzie? Okaże się.
A teraz już na spokojnie, bez wmawiania sobie symptomów mogę odpocząć w święta. Życzę Wam wszystkim dużo radości, wspaniałego, rodzinnego czasu i mnóstwo nowego zapału do walki w nowym roku <3

5 stycznia, 12:04

10 cs po cp, owulacja(?)

Zaczynam coraz częściej myśleć żeby zrobić sobie przerwę od forum, ale prawda jest taka, że i tak czytam, sprawdzam. Zaczynam coraz bardziej odczuwać stres. W piątek mamy wizytę w klinice, ale z naszym psiakiem, bardzo się boję, bo tyle rzeczy może pójść nie tak. Po pierwsze czy w ogóle zdecydują się go uśpić do badania (ma chore serce, czterokrotnie przerośniętą jedną komorę), czy jego serducho wytrzyma i co tam znajdą. Aktualnie jest na mocnych psychotropach i strasznie nie chcę go ciągle ćpać, ale inaczej się męczy.
W poniedziałek eMek idzie na ponowne badania nasienia. Tutaj boję się każdego scenariusza. Jeśli wyjdzie, że suplementy nic nie poprawiły to będę załamana. Z drugiej strony jeśli wyjdzie poprawa i nie będziemy już się kwalifikować do in vitro, a dalej w ciążę nie będę zachodzić? I tak źle i tak niedobrze.
Chciałam odłożyć jakieś pieniądze na in vitro, ale wszystkie oszczędności idą na leczenie psa. Nie wyobrażam sobie nie leczyć go, nie przejmować się, nie jeździć z nim po lekarzach. Ja wiem, że ma swoje lata, ale to nie zmienia faktu, że od dnia kiedy wzięliśmy go ze schroniska podjęliśmy się opieki nad nim i dopóki się da, będziemy walczyć.
Mam myśli czy nie olać starań, nie dać sobie więcej czasu, ale potem zaraz myślę, że nie chcę w nieskończoność czekać.
W grudniu odpoczywałam od badań, ale w tym miesiącu już trzeba wrócić. Najpierw homocysteina i kwas foliowy, zobaczymy czy metyle pomagają.
Wdech i wydech. Jakoś to będzie.

12 stycznia, 15:06

10cs po cp, 7dpo
Ostatni czas to jakaś tragedia. Jesteśmy załamani problemami z psiakiem i odbija się to na nas okropnie. Zdecydowaliśmy, że nie zrobimy mu badania. Weterynarz stwierdził, że i tak nie nadaje się do leczenia chirurgicznego, więc nic w leczeniu nie zmienimy. Nie będę dla samej diagnostyki ryzykować jego życia. Chcemy jeszcze zasięgnąć jednej opinii, chociaż mamy świadomość, że wiele już się nie zrobi. Postanowiliśmy, że dopóki pies biega, je i domaga się głaskania to zostawiamy go w spokoju (leki oczywiście będziemy dawać). Nie wiem ile mu zostało, ale dopóki nie cierpi to nie dam go uśpić.
Wczoraj odebraliśmy połowę wyników badań nasienia. Poprawa po suplach bardzo delikatna, więc podejrzewam, że nie dieta jest problemem, tylko genetyka albo choroby. W piątek najważniejsze wyniki czyli fragmentacja. Jeśli będzie beznadziejna to zaczynam się szykować do in vitro. A propos właśnie odebrałam z paczkomatu "In vitro Rozmowy intymne" napisaną przez Małgorzatę Rozenek-Majdan. Strasznie jestem ciekawa tej książki. Przy moich staraniach czytałam "Nadzieja na nowe życie. Poradnik dla marzących o dziecku" ale czułam, że in vitro autorki potraktowały jak zło konieczne, coś co lepiej zostawić w spokoju i nie próbować. Czuję, że ta książka bardziej do mnie przemówi.
Niech ten styczeń jak najszybciej minie, bo jest dla nas okropny.

18 stycznia, 10:48

10cs po cp, 13dpo
Fragmentacja wyszła gorzej niż myślałam - 37% czyli poprawa o marny 1%. Przeczytałam trochę wątków o fragmentacji i dużo osób pisze, że przy takiej powyżej 30% wiele zarodków się nie rozwija. Zaczynam się stresować in vitro. Nie stać nas na więcej niż jedno, więc jeśli to nie wypali to zostaniemy z niczym. Czytałam też dużo o żylakach powrózka nasiennego, podobno często one powodują złą fragmentację. W piątek mamy wizytę u androloga to zrobimy USG i wykluczymy albo potwierdzimy. Znowu paradoks - chcę żeby był zdrowy, ale jeśli to byłyby żylaki to można by zoperować.
Ja oczywiście biel na teście. Nawet nie wyciągam tych droższych, robię te z Allegro, dorzucane do owulaków.
Książkę Rozenkowej polecam w 100%. Naprawdę fajnie się czyta, jedyny problem to taki, że przeczytałam ją praktycznie od razu i zostałam z niczym :D Dlatego zamówiłam "In vitro Bez strachu Bez ideologii" zobaczymy czy też przypadnie mi do gustu.
Pojutrze idę na pobranie krwi, sprawdzimy czy droższe witaminy działają, czy znowu mam za wysoki poziom kwasu foliowego (tak, biorę metylowy, ale chyba muszę zmienić na inny). Mam już zapisane jakie witaminy kupić tym razem, chyba że okaże się, że tamte działają to nie będę zmieniać.
Zaczynam odliczać do piątku, chcę już jakieś informacje. 1 lutego mam wizytę w klinice, chciałabym podejrzeć na USG z której strony będzie owulacja, zobaczymy czy się uda :)
1 2
Fundusze Europejskie: Inteligentny Rozwój Narodowe Centrum Badań i Rozwoju Europejski Fundusz Rozwoju Regionalnego