Pamiętniki Czekanie na tęczę po burzy
Dodaj do ulubionych
WSTĘP
Czekanie na tęczę po burzy
O mnie: 27 lat. Anglistka. Zakochana w psach, zwłaszcza w moim prywatnym adopciaku. Od 3 lat żona najlepszego faceta na świecie.
Czas starania się o dziecko: Staramy się o dziecko od roku, w tym czasie mieliśmy 2 straty.
Moja historia: Nigdy nie planowałam być matką, co najwyżej dla miliona psów. Po ślubie zaczęłam się nad tym zastanawiać i 2 lata później zaczęliśmy się starać. Coś, co nigdy nie było moim marzeniem, stało się dosłownie moim życiem. Dużo czytałam, więc miałam świadomość jak często zdarzają się poronienia, ale jak chyba każdy naiwnie wierzyłam, że wszystko będzie dobrze. Po pół roku zaszłam w ciążę i byliśmy okropnie szczęśliwi... przez chwilę. Po kolejnych miesiącach starań zaszłam w ciążę pozamaciczną, przez którą wycięto mi jajowód. Staramy się dalej. Wierzę, że jesteśmy bliżej celu niż dalej i staram się być wdzięczna za wszystko co mnie spotyka w tej dziwnej podróży.
Moje emocje: Codziennie inne. Radość, smutek, zawieszenie. Pogodzenie z wszystkim i znowu bunt.

9 czerwca, 10:58

19dc
Kolejny cykl, staram się już ich nie liczyć. W tym miesiącu przesunęła mi się owulacja. Testy 3 dni pod rząd pozytywne, tydzień wcześniej bóle owulacyjne, test prawie pozytywny, a potem cisza. Jakby jajnik próbował wypuścić komórkę, ale nie był co do tego przekonany.
Staram się nie fiksować, podejść do tematu na chłodno. W tym miesiącu i tak mamy małe szanse, bo owulacja z jajnika "po złej stronie". Nie chodzę na monitoring, bo tyle się naczytałam, że mówili, że cykl bezowulacyjny, a jednak ciąża. Mam jednak bóle owulacyjne naprzemiennie co miesiąc i potwierdzałoby to się w moim ciążach.
Czekam na mocniejszy skok temperatury. Wiedziałam, że jak będę chciała żeby ten cykl się szybko skończył to on złośliwie się wydłuży, ale co zrobić.
Jutro mam wizytę u endokrynologa, na którą czekałam od marca. Dawkę Letroxu mam dobrą, ale zrobiłam niedobory witamin, zobaczymy czy poleci mi coś na niską ferrytynę i jak odczyta selen, bo podobno dla Hashimoto są inne widełki. Zobaczymy co powie po USG, bo jeszcze nigdy nie miałam robionego.
Dzisiaj nie mam zupełnie nic do zrobienia, może posprzątam mieszkanie. Przez koronawirusa do września jestem bezrobotna, więc mam czas na długie spacery z psem i panowanie nad stresem.
Nie wiem czy ten pamiętnik jest dobrym pomysłem, ale może przyda się w gorszych momentach...

10 czerwca, 21:09

Byłam dzisiaj u endokrynologa. Boże, co za kochana kobieta. "Tyle już pani przeszła" powiedziała z widocznym zatroskaniem. Zrobiła mi USG i usłyszałam to na co tak bardzo liczyłam "Są zmiany na tarczycy, ale nie ma dużych guzków, więc na razie biopsji nie musimy robić". Alleluja! Dostałam też żelazo, więc kolejna tabletka do łykania, ale będę brać co 2 dni, bo nie ma tragedii z tym moim żelazem.
Mam wrażenie, że moje ostatnie złe wspomnienia z wizyt lekarskich spaczyły mi psychikę. Czekając pod gabinetem cała się trzęsłam ze strachu, chociaż wiedziałam, że nic złego mnie nie czeka. Chyba zaczynam mieć jakieś fobie od pobytu w szpitalu, muszę jakoś nad tym zapanować.
Aplikacje dalej nie wyznaczają mi owulacji, może po jutrzejszej temperaturze coś ruszy? Oby bo już zaczynam mieć dosyć tego cyklu. Aczkolwiek dzisiaj przyszła paczka z testami owulacyjnymi - mam ich 100, więc mogę robić kiedy tylko mi się zapragnie.
W weekend rodzinny wyjazd w góry. Z jednej strony mogłabym pić, bo w tym cyklu szanse są malutkie, z drugiej strony jakaś nadzieja istnieje, więc chyba zostanę przy piwie bezalkoholowym.
Czasami wydaje mi się, że czekanie na dwie kreski jest jak czekanie na zdanie jakiegoś trudnego testu. Oczywiście chcę go zdać dla siebie, ale też dla mamy, taty, męża, rodziny i przyjaciół, żeby nie musieli już na mnie patrzeć z tym smutkiem w oczach i nie musieli mówić "następnym razem na pewno zdasz". Już chyba wolę słuchać "a nie mówiłem, że w końcu zdasz?"

Wiadomość wyedytowana przez autora 10 czerwca, 21:10

15 czerwca, 10:07

Weekend w Karpaczu - tego mi było trzeba. Nawet to, że spaliłam się przy wchodzeniu na Śnieżkę nie było mi w stanie zepsuć wyjazdu. Piękne widoki, dużo zwiedzania i atmosfera luzu - potrzebowałam sobie przypomnieć, że moje życie może być dobre nawet bez dziecka.
Ten cykl spisuje na straty. Co prawda dalej robię wykres, pamiętam ile jestem dpo i nie piję alkoholu, ale przynajmniej skupiam się na każdym dniu, a nie myślę tylko "żeby ten dzień jak najszybciej się skończył, bo będzie bliżej testowania". Chcę się pozbyć tej narracji z mojej głowy. Ten cykl, jako, że owulacja była ze strony, z której nie mam jajowodu, uważam za stracony. Wiem, że czasem się udaje drugiemu jajowodowi przechwycić, ale nie będę się trzymać usilnie tej nadziei tylko po to, żeby przy testowaniu kopnęła mnie z całej siły w brzuch. Jeśli się uda? Super! Przecież i tak tego chcemy. Ale nastawiam się na biel na teście i przerzucam całe nerwy starania na lipiec.
Teraz chce się skupić na ruchu. Dzisiaj pierwszy raz od kilku miesięcy pójdziemy na siłownie na Zumbę, wcześniej idziemy na rowery. Trampoliny odpuszczam sobie do okresu (wiem, że i tak przyjdzie, ale mimo wszystko będę chuchać na zimne).
Za oknem piękna pogoda. Strasznie się cieszę z tego słońca, sprawia, że mniej ciemnych myśli w mojej głowie.

21 czerwca, 20:43

2dc
Okres jak zwykle przyszedł i rozwiał wszystkie nadzieje. Nie dość, że bolał mnie dzisiaj niemiłosiernie brzuch, to jeszcze wszedł mi jakiś stan zapalny w nadgarstek i czuje się okropnie. Pogoda jest beznadziejna. Truskawki się zepsuły.
Ale ja nie jetem negatywnie nastawiona. Nastawiam się na ciążę w tym cyklu. Za długo czekamy, za długo planujemy. To już czas. Teraz czekanie na owulacje. Bierzemy się do roboty i robimy tego dzidziusia.
Pozytywne nastawienie i jakoś to będzie. Bo musi być.

29 czerwca, 13:43

10dc
Pogoda jest okropna, non stop pada, a ja czuję ból w stawach. Wczoraj siedziałam w komisji wyborczej i nawet tam usłyszałam, że "chyba czas zrobić sobie dziecko". Czasem się zastanawiam czy ludzie serio są takim betonem umysłowym, czy po prostu nic złego ich w życiu nie spotkało.
Jestem kilka dni przed owulacją, więc zaczynam mieć spadek psychiczny. Bo co jak "zmarnuję" ten cykl? Jak będziemy się kochać w złym dniu, jak coś wypadnie co przeszkodzi nam w staraniach? Czuję, że jeśli w tym cyklu znowu się nie uda to dostanę mocnego doła. Bo sierpniowy cykl też będzie na straty, a do września tak daleko... Na szczęście pobolewa mnie lewa strona i pokładam duże nadzieję, że owulacja będzie z tej strony.
Dałam sobie czas do listopada. Jeśli do tego czasu nie będę chodzić z brzuszkiem to idę do lekarza, może przepisze mi jakieś leki? Sam mówił, że mam jak najszybciej zajść w ciążę, ale to nie takie łatwe jak wycięli mi jajowód. Nie wiem też czy te leki na owulacje w ogóle będzie chciał mi dać, skoro mam książkowy cykl i owulacje w każdym miesiącu. Już sama nie wiem co o tym myśleć, wiem, że powinnam wyluzować, ale jest to nierealne. Planuję sobie więc jak co miesiąc, co będę robić jak już będę w ciąży, jak powiem rodzinie itd. I tak sobie w tym trwam.
Ciążo przyjdź!

3 lipca, 20:39

Dziwny ten lipiec. Niby lato, a wiecznie deszcz.
To miało być moje lato. Miałam urodzić dziecko (córkę, jak to zarzeka się mój mąż) i uczyć się bycia mamą. Na jutrzejszy dzień miałabym termin (prawdopodobnie). A dzisiaj? Test owulacyjny wyszedł pozytywny. Może to znak?
Nie jestem jakoś smutna. Cykl zaczyna mi wracać do normy po cp, robię testy owu jak szalona, bo kupiłam ich aż 100.
Dzisiaj staraliśmy się o dziecko, za półtorej godziny idziemy na nocne wędrowanie ze znajomymi. Pierwsza moja myśl to oczywiście, że jak wrócę koło 3 to nie zmierzę temperatury o 6, a przecież to ma być dzień owulacji. Na szczęście od razu otrząsnęłam się z tego i powiedziałam sobie, że nie będę marnować przyjemności za zadręczanie się mierzeniem temperatury. Pójdę na wędrówkę, będę się dobrze bawić, a wstanę jak się wyśpię i znowu spróbujemy stworzyć człowieka.
Patrzę na pozytywy - owulacja będzie jutro, to oznacza, że do poniedziałku uwiniemy się ze staraniami i mogę jechać odwiedzić mamę nad morzem. Tam będę miała czas dla siebie, na odpoczynek i smacznego gofra, a co! Po powrocie pójdę do komisji wyborczej, a potem to już 2 dni i testowanie.
Staram się na nic nie nastawiać, jak się nie uda, to owulacja wypadnie jak będę na wakacjach z mężem i tam też będziemy się starać tak dużo, jak nam się tylko zachce.
Mężowi nie chcieli dzisiaj sprzedać witamin prenatalnych dla mnie, bo podobno vat się zmienia i nie zmienili jeszcze ceny. Więc szybciutko zamówiłam zapas na pół roku po taniej cenie przez internet. Mam już dość tego, że wszystko jest coraz droższe.
Lipcu, proszę bardzo ładnie - daj mi dziecko. Obiecuję, że będę się starać być najlepszą mamą na świecie!
Fundusze Europejskie: Inteligentny Rozwój Narodowe Centrum Badań i Rozwoju Europejski Fundusz Rozwoju Regionalnego

Projekt OvuFriend: "Opracowanie nowych w skali światowej rozwiązań w obszarze uczenia maszynowego wspierających w planowaniu rodziny i pokonywaniu problemu niepłodności" współfinansowany przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju w ramach programu Inteligentny Rozwój 2014-2020.