Pamiętniki Już nie czekam na cud...
Dodaj do ulubionych
1 2
WSTĘP
Już nie czekam na cud...
O mnie: 29 latka, cztery lata po ślubie . Choroba Leśniowskiego-Crohna, dwie starty, co dalej....
Czas starania się o dziecko: Od 2017 z przerwami na rekonwalescencje po zabiegach
Moja historia: Jak wiele z nas postanowiłam pisać tutaj żeby wyrzucić z siebie to wszystko o czym nie chce nikomu mówić. Z K jesteśmy od 7lat , po slubie 4. Mamy na chwilę obecną wszystko do czego dążyliśmy dom pracę stabilizację finansowa... odstawaliśmy zabiezpieczenie pojechaliśmy na wakacje..udało się jednak nasza radość trwała tylko 8 tyg... krew ból.. szpital poronienie w trakcie.. zabieg powrót do domu ból smutek jednak tłumaczymy sobię że przecież to pierwsza próba, że się uda. Zaczęliśmy znów starania w drugim cyklu udało się pamiętam ten dzień doskonale był 15 sierpnien zrobiłam test...druga kreska była mega blada,na drugi dzień beta 120 wszystko wskazuje na ciążę .. Biegiem do lekarza jednak nic nie widać jeszcze za wcześnie...czekam biorę leki na podtrzymanie jednak podświadomie czuję że nic z tego nie będzie, chociaż maz już snuje plany kiedy się urodzi gdzie postawimy łóżeczko... nadchodzi dzień USG... lekarz patrzy na monitor na mnie... niestety puste jajo płodowe... wstaje ubieram się nie wiem co powiedzieć...niby nie jestem zaskoczona bo podświadomie czułam to , a jednak rycze jak bóbr.. odstawiam leki czekam tydzień na samoistne poronienie..nie przychodzi znów szpital zabieg... przechodze przez oddział noworodków... odwracam wzrok nie patrze, słyszę tylko płacz dzieci...chce mieć to za sobą.. powrót do domu jak zwykle ciężki płacze codziennie,mąż nie ma już argumentów żeby mnie postawić do pionu..tak jest kilka miesięcy. Później znów trochę siły badania... staramy się znów...ale każdego miesiąca kolejne rozczarowanie. Mój stan psychiczny jest kiepski płacze na widok kobiety w ciąży...nie umiem rozmawiać z nikim. Patrząc na małe dzieci czuję rozgoryczenie i żal nie gratuluję nikomu szczerze potomstwa...czuję że jestem złym człowiekiem ale nie umiem tego zmienić. Jestem zmęczona pytaniami kiedy my...na co czekamy dlaczego jeszcze nie...nie potrafię już wie uśmiechać i mówić że wszystko w swoim czasie...mam ochotę wykrzyczeć prawdę żeby raz na zawsze się odczepili.... czasem przy kłótni z mężem czuję że i on kiedyś wykrzyczy mi , że nie mogę dać mu dziecka... chociaż znosi to wszystko wiem, że bardzo mu to ciąży.
Moje emocje: Złość, rozgoryczenie poczucie niesprawiedliwości.... sztuczny uśmiech na który brakuje już sił

30 lipca, 14:14

Możliwość napisania tutaj sprawia, że jest mi lżej. Czytam pamiętniki każdej z Was dodaję mi to otuchy i wiele zrozumienia....wiem jak wiele jest tu osób które czują dokładnie to co ja, daję mi to poczucie bezpieczeństwa.
19 DC cyklu w piątek wizyta i nowego giną. Mało nadzieji jest we mnie... ostatnio dużo kłócimy się z mężem jest zły, rozdrażniony... czepia się o głupoty czasem mi tak po prostu przykro, że tracimy czas na sprzeczki o pierdoły...a tego straconego nikt nam nie odda. Z drugiej strony patrząc ja też jestem okropna chciałabym żeby cały świat przeżywał moje problemy... żeby wszystkim było smutno tak jak mi... często łapie się na tym , że jestem zła na K że śmieje się żartuje...to okropne wiem być może potrzebuje pomocy specjalisty , a być może wiele osób tak ma tylko nikt otwarcie o tym nie mówi. Patrzę przez okno..jest pięknie zielono, a w sercu mam lodowatą śnieżycę... codziennie powtarzam sobie, że inni nie mają już szansy zobaczyć blasku słońca, usłyszeć szumu morza. Tak wiele nieszczęść i tragedii wokół nas, tak wiele niesprawiedliwości i cierpien... Dziękuję Bogu za to co mam... Może nie zawsze tak jak powinnam, ale jestem wdzięczna za każdy dzień, nawet ten smutny.
Zwycięzca nie jest ten kto wygrywa. Zwycięzca jest ten kto walczy do końca.

30 lipca, 17:12

Kochane dziewczyny ❤️ nie wiem jak dopisać komentarze, więc zredaguje je w nowym wpisie. Bardzo dziękuję za słowa otuchy i wsparcia. Co do badań mamy już trochę za sobą. Nasienie, kariotypy, trombofilia, cały panel tocznia,hormony,choroby przenoszone drogą płciową.
Jakie wnioski nasienie w porządku w genetyce VR2 nieprawidłowy oraz MTHVR, oba w heterozygocie toczeń wątpliwy...musze powtórzyć za jakiś czas. Hormony były ok, jednak od kilku miesięcy towarzyszy mi niedomoga lutealna.

30 lipca, 17:12

Kochane dziewczyny ❤️ nie wiem jak dopisać komentarze, więc zredaguje je w nowym wpisie. Bardzo dziękuję za słowa otuchy i wsparcia. Co do badań mamy już trochę za sobą. Nasienie, kariotypy, trombofilia, cały panel tocznia,hormony,choroby przenoszone drogą płciową.
Jakie wnioski nasienie w porządku w genetyce VR2 nieprawidłowy oraz MTHVR, oba w heterozygocie toczeń wątpliwy...musze powtórzyć za jakiś czas. Hormony były ok, jednak od kilku miesięcy towarzyszy mi niedomoga lutealna.

31 lipca, 15:24

Byłam dziś u rodziców, sprawdziłam trochę czasu z siostrą i jej córeczką
Byliśmy w galerii później na lodach, na chwilę oderwałam się od tego wszystkiego. Lubię jeździć do rodzinnego domu❤️ tutaj gdzie mieszkam teraz czuję się obco choć to niecałe 30 km od rodzinnych stron.
Jest to piękna okolica, wymarzona kiedyś dla nas... marzyliśmy o domku tutaj i jest... aczkolwiek ani mnie ani K nie ciągnie tutaj... traktujemy go bardziej jak hotel, a kiedyś był spełnieniem naszych marzeń... może jest dlatego tak bo kiedyś inaczej sobie wszystko wyobrażaliśmy. Duży dom, ogród , pokoje dla dzieci duża sypialnia żeby było miejsce na łóżeczko. I mamy to wszystko... szkoda tylko że ciągle jest to własnie tylko puste miejsce.
Większość życia spędzilismy i spędzamy w sumie w Holandii, to mój drugi dom, a może pierwszy? Gdybym mogła mieć tam rodziców nie wracała bym tutaj ani na urlop...ten dom przypomina mi o wszystkich ciężkich chwilach...o ironio każda ciąża o każdy zabieg miał miejsce właśnie w Polsce, właśnie w tym domu. To strasznie paradoksalne być nieszczęśliwym w miejscu wymarzonym, wyczekanym. Kiedyś K powiedział , że może lepiej było by go sprzedać wybudować nowy, w nowym miejscu ale co to zmieni wydaje mi się że teraz nie ma dla mnie miejsca a ziemi w ,którym było by mi lżej. Na razie mam urlop chociaż są momenty w których wróciła bym już do Holandii...praca dobrze na mnie działa,ludzie wokół.
Nie pisze o staraniach bo wmawiam sobie,że się nie staramy. Moja podświadomość wtedy lepiej działa, łatwiej znieść rozczarowanie.

1 sierpnia, 10:36

Pisze tutaj zaledwie kilka dni, a sama się zastanawiam jak to było gdy nie miałam tej apki,gdy nie przelewam tego wszystkiego co mną targa tutaj.
Kiedyś będąc nastolatka pisałam pamiętniki, dotyczyły one głównie rozczarowań miłosnych , wydarzeń ze szkoły oraz kłótni z rodzicami. Lubiłam do niego wracać po czasie..były to takie chwile refleksji jak było kiedyś a jak jest teraz. Często te zapiski powodowały uśmiech na twarzy bo problem nie był aż takim problemem. Czasem dumę, że z czymś tak świetnie sobie poradziłam, a czasem szczęście bo to o czym pragnęłam spełniło się. Chciała bym kiedyś czytając te zapiski czuć sie tak samo...
Dziś jakoś szaro, ponuro smutno. K wybył z domu na cały dzień pojechał do teściów pomóc przy budowie. Aktywnie spędzany urlop to jego tradycja, nie lubi marnować czasu, a pracę w jego rodzinnym domu go odprężają chociaż wieczorem wraca padnięty mam wówczas niewielki pożytek z niego bo marzy tylko o piwku o prysznicu. Stara się co prawda wywiązywać z szeroko pojetego starania o dziecko, jednak wiadomo jak to wygląda gdy robi się to "bo trzeba"w sumie moje libido też ostatnio wacha się w granicach zera więc akurat dobraliśmy się w tym cyklu.
Mam w planach zabrać się za robienie przetworów, relaksuję mnie to i odpręża mimo że jest z tym trochę pracy. Lubię mieć pełną spiżarnię słoików chociaz w efekcie mnóstwo zostaje bo nie jesteśmy w stanie tego przejść.
Jutro wizyta u nowego gin. Czy jadę z jakąś nadzieja? Hmm jedynie z taką żeby nie zlecal milionów badań które już w większości mam za sobą... bardzo źle reaguje na szpitale... nawet na punkty pobrań. Ostatnio K robił podstawowe badania w tym na bolerioze w szpitalu bo narzeka na ból kości ciągle. Jednak do czego zmierzam...w szpitalu zalewały mnie poty było mi słabo, wywracalo żołądkiem. Widzę od razu siebie siedząca... czekającą na wyniki bety.... idącą korytarzem na zabieg. To chore wiem.. ale żeby można było wyłączyć umysł nie myśleć nie czuć. Może to bierze się test z tego, że moja mama dużo przebywała w w szpitalach i pewnie jeszcze nie jeden raz tam będzie,. choruje przewlekle i niestety nie będzie lepiej.

2 sierpnia, 12:24

Wizytę już mam za sobą, cytologia pobrana, pęcherzyk rośnie w przypadku ciąży od razu mala dawka heparyny
i w sumie tyle informacji. Nowy gin synaptyczny...ale bardzo ekspreswo załatwia wizytę..nie zdążyłam się wypytać o wszystko. Jestem taka nieogarnięta ostatnio , że głowa mała
We wtorek mam sprawdzić progesteron. Jeśli będzie niski zażywać duphaston będzie to ok 2 dni po owulce. Zawsze brałam 16-25. Teraz jakoś dziwnie...sama nie wiem co robić. Tak dużo we mnie niepokoju no chciała bym nie zaszkodzić, ale też szkoda marnować kolejny cykl jeśli problem faktycznie w progesterononie

3 sierpnia, 09:50

Dziś rano obudził mnie silny ból jajnika, już dawno nie miałam takiej bolesnej owulacji, ale nie narzekam dobrze ,że w tym całym poplątanym stanie chociaż ona jest.
Dziś jadę do siostry na noc opiekować się jej córeczką, starzy mają wychodne na wesele więc ciotka dziś się przyda. Na początku były plany żeby mała szła nimi , ale po dłuższym zastanowieniu siostra stwierdzila , że to nie czas jeszcze na takie imprezy. Mała ma 2 lata, ale jest z tych dzieci bardziej ciekawych świata i nie usiedzi ani na moment.
Od rana zabrałam się za porządki, obiad. W między czasie K przyszedł z zapytaniem"działamy coś" ah ta spontaniczność i namiętność...w sumie trochę mi się nie dziwię ostatnio ciężko mu mnie rozgrysc i zauważyłam, że ostrożnie pyta prawie o wszystko.
Skorzystalam z propozycji ale ja wspomniałam bez fajerwerków.
Mam dziś nadzieje na spotkanie z moją najbliższą przyjaciółką, przyjechała na2tyg na urlop i chrzciny swojej córeczki. Kiedyś byłyśmy nierozłączne...jako dzieci snulysmy plany o domkach wybudowanych obok siebie, o rodzeniu dzieci w jedynym czasie itd. czas jednak zweryfikował nasze plany. Ja w Holandii ona w Niemczech... bardzo mi jej brakuję chociaż kiedy tylko możemy spotykamy sie, ona jako jedna mnie rozumie,wspiera. Sama długo starała się o dwie kreseczki także dokładnie wie co teraz mam w głowie. Mam ochotę na wino i babskie płoty.
K dziś też umówił się na piwko z kolegami. Od czasu do czasu każde z nas potrzebuję resetu. Jednak mi jest ciężko przestać myśleć o tym co mnie trapi nawet na moment.
Jezu Ty się tym zajmij... czytam codziennie ten akt zawierzenia....

3 sierpnia, 09:50

Dziś rano obudził mnie silny ból jajnika, już dawno nie miałam takiej bolesnej owulacji, ale nie narzekam dobrze ,że w tym całym poplątanym stanie chociaż ona jest.
Dziś jadę do siostry na noc opiekować się jej córeczką, starzy mają wychodne na wesele więc ciotka dziś się przyda. Na początku były plany żeby mała szła nimi , ale po dłuższym zastanowieniu siostra stwierdzila , że to nie czas jeszcze na takie imprezy. Mała ma 2 lata, ale jest z tych dzieci bardziej ciekawych świata i nie usiedzi ani na moment.
Od rana zabrałam się za porządki, obiad. W między czasie K przyszedł z zapytaniem"działamy coś" ah ta spontaniczność i namiętność...w sumie trochę mi się nie dziwię ostatnio ciężko mu mnie rozgrysc i zauważyłam, że ostrożnie pyta prawie o wszystko.
Skorzystalam z propozycji ale ja wspomniałam bez fajerwerków.
Mam dziś nadzieje na spotkanie z moją najbliższą przyjaciółką, przyjechała na2tyg na urlop i chrzciny swojej córeczki. Kiedyś byłyśmy nierozłączne...jako dzieci snulysmy plany o domkach wybudowanych obok siebie, o rodzeniu dzieci w jedynym czasie itd. czas jednak zweryfikował nasze plany. Ja w Holandii ona w Niemczech... bardzo mi jej brakuję chociaż kiedy tylko możemy spotykamy sie, ona jako jedna mnie rozumie,wspiera. Sama długo starała się o dwie kreseczki także dokładnie wie co teraz mam w głowie. Mam ochotę na wino i babskie płoty.
K dziś też umówił się na piwko z kolegami. Od czasu do czasu każde z nas potrzebuję resetu. Jednak mi jest ciężko przestać myśleć o tym co mnie trapi nawet na moment.
Jezu Ty się tym zajmij... czytam codziennie ten akt zawierzenia....

4 sierpnia, 08:57

Miałam nocować u siostry, jednak wróciłam o 3 do domu. Nie lubię spać w obcym miejscu, ogólnie od zawsze mam problem ze snem a w innym łóżku otoczeniu już wogole. Poza tym chciałam wrócić mała dala ostro popalić ma charakterek dziewczyna i niespożytą energię. Droga była niezbyt przyjemna bo padało , mgła , ciemno..nie lubię takiej samotnej jazdy w środku nocy.
Moja temperatura strasznie świruje... wzrasta, spada.. wczoraj wyraźnie czułam owulke do tego śluz, ale apka nie wykrywa jej . Może ta nieprzespana noc na to wpłynęła. Żałuję teraz że nie kupiłam testów owulacyjnych ale to dlatego, że sobie wmawiałam"przecież się nie staramy" głupia ja... czasem się czuje jakbym miała rozdwojenie jaźni...
Od jutra zaczynam brać duphaston do 25dc. Do tej pory nie pomógł, a brałam kilka cykli wstecz. Macie jakieś dobre doświadczenia z nim, pomógł na 2 kreseczki? Bo różne opinię krążą... ech spróbuję, muszę próbować

5 sierpnia, 17:54

Dzisiejszy dzień minął szybko. Byłam na zakupach z moją kochana P. Później obiad u rodziców, a teraz akcja przetwory. Jak wspominałam to jedna z moich ulubionych form relaksu, dzisiaj mało myślałam... dopóki nie mijałam milionów kobiet w ciąży podczas spacerów w galerii...P. wtedy brała mnie za rękę i wciągała do najbliższego sklepu, a ja oczywiście bez chęci na cokolwiek połykam łzy udając że jest ok.
Czasem najtrudniejsze bitwy toczysz sam ze sobą....
Dziś zaczęłam brać duphaston jak zwykle bez nadzieji , że on coś zmieni...
Do tego od piątku zaczęły się plamienia generalnie zaraz po cytologii..i była bym skłonna zwalić to na nadżerkę, która mialam bardzo długo jednak gin upiera się, że wszystko jest super zagojone. Jestem już całkiem skołowana bo na niedomogę to za wcześniej. Zawsze plamienia pokazywały się tydzień przed @ no ale jak nie urok to....już czuję , że z tego cyklu nic nie będzie

6 sierpnia, 15:42

Mój urlop mija w zwrotnym tempie... Niby jeszcze 3 tygodnie ale już czuję , że ani się obejrzę i trzeba będzie pakować walizki. Lubię swoją pracę, lubię moja ekipę, lubię Holandię i nasze mieszkanie,ale... kocham rodziców z całego serca i najbardziej żal mi ich zostawiać tym trudniej jak spędzę z nimi trochę czasu i widzę jak czas nie działa na ich korzyść. Gdyby była ciąża pewnie poważnie byśmy zastanawiali się nad powrotem tutaj. Nie pokładamy jednak nadzieji i żyjemy tym , że niebawem opuścimy ojczyznę. Mój K powtarza,że tylko do końca roku...i tak od 7 lat zjeżdżamy do Polski niby chcemy,a niby nie. Ma to jednak swoje plusy bo z racji tego,że jesteśmy tu rzadko, pytania o powiększanie rodziny, "dlaczego jeszcze nie", "pora najwyższa" , i standardowe "a wy kiedy" ograniczamy do minimum. Chociaż moja teściowa przy każdej okazji do składania życzeń rozpoczyna: no i dzieciątka w końcu bo co to za rodzina bez dziecka bla bla.... Wtedy już nie jestem smutna tylko mega wkur... Bo każdy przecież ma najlepsze dobre rady, każdy jest taki dumny jak powie" no bierzcie się do roboty" szkoda ,że nikt nie wie jak ciężka jest walka ,jak trudno połykać łzy i mówić przyjdzie pora...jak boli gdy koleżanka, kuzynką, siostra i nawet córka sąsiadki która nawet nie ma 18 lat

Czuje to ten, kto ten chleb sam przeżył
Komu nie było dane wszystko na talerzu...

7 sierpnia, 09:41

Kurczę jeszcze nigdy nie byłam w niczym tak systematyczna jak w pisaniu tego pamiętnika, zazwyczaj szybko się do wszystkiego zniechęcam , ale nie tym razem.
Moje samopoczucie jest okropne istna huśtawka...niby czuję się spokojna pogodzona z tym co będzie, ale chwilami zachowuje się jak histeryczka. Wczoraj sprzątałam sobie kuchnie i włączyłam tv , myślę obejrzę coś wartościowego przy okazji, akurat K nie było więc zawsze to raźniej. Lecę po kanałach nic nie ma no i zostawiłam na pierwszym lepszym, zaczyna się extra program z cyklu tych jak moja siostra zdradziła mojego szwagra że swoim przyjacielem...no i oglądam mimochodem i co...i rycze. Każdy przy zdrowych zmysłach zapyta dlaczego? No właśnie dobre pytanie, czasem zdaje mi się , że mam jakieś braki emocjonalne. Ogólnie chyba powinnam iść do jakiegoś specjalisty, ale chyba boję się diagnozy. Może to też efekt mojego okropnego samopoczucia wczoraj popołudniu, głową mi pękała, jakieś zawroty głowy, uderzenia gorąca masakra. Podejrzewam,że to od brania dupka, chociaż nigdy nie miałam takich skutków ubocznych, jednak dlaczego by teraz miało tak nie być...?

Wiadomość wyedytowana przez autora 7 sierpnia, 09:46

8 sierpnia, 16:13

Odebrałam wyniki progesteronu, w 18 dniu cyklu wynosi 14.07 ng/ml
normy od 1.50-20.00. wydaje się być w normie ...zastanawiam się tylko skąd te plamienia?niby od dwóch dni ich nie zauważam, ale podejrzewam że po ❤️ pokażą się znów. Ostatnie 2 czuję się lepiej przeszły już zawroty głowy uderzenia gorącamyślę ,że to może jakaś jednorazowa reakcja na branie dupka. Dzisiaj szłam sobie miastem przystsnełam na chwilę przy witrynie z akcesoriami dla dzieci... Prześliczna kołyski, łóżeczka ,wózki ,malutkie ubranka. Musiałam oczywiście szybko z tamtad uciec żeby nie zrobić sceny...miałam przez chwilę ochotę wejść, żeby pokonać samą siebie, żeby udowodnić sobie,że dam radę...nie dałam, nie potrafię. Dajemy sobie czas do końca roku jeśli nie uda się próbujemy szukać pomocy w klinice...
To dziwnie uczucie, do tej pory paraliżował mnie strach na myśl co będzie jak znajdę...a jak znów nie donoszę... opcji że nie uda się wogole nie było. Czas jednak weryfikuje wszystko...

9 sierpnia, 09:40

Jest spokojnie, nie rozmawiamy już z K o ciąży, o tym czy się udało...nie gdbamy. Myślimy o powrocie do pracy, o zakupach, o tym kogo jeszcze odwiedzić, co załatwic. Wiem powinno się rozmawiać o wszystkim, ale mi jest tak łatwiej, nie czekam...
Na nic już nie mamy wpływu. Wiem , że zrobiłam w tym cyklu tyle ile mogłam, chciałabym trochę spokoju, oddechu, chciałabym nie zadręczać się milionami spraw na które nie mam i nigdy nie będę miała wpływu...

10 sierpnia, 15:13

Czuję się kiepsko, ból głowy miesza się z zawrotami i uderzeniami gorąco...nigdy nie czułam się tak po dupku, jeszcze 3 dni jakos muszę wytrzymać. W poniedziałek planuje zrobić podstawowe badania, może problemy z elektrolitami? Zawsze u mnie potas byl pod kreską. Za tydzień chrzciny córeczki mojej Patrycji mam nadzieję że @ akurat nie wypadnie na ten dzień... chociaż z moim szczęściem.
Dni mijają tak szybko, ciągle gdzieś jeżdżę, biegam, załatwiam generalnie to dobrze nie mam czasu na głupie analizy. Nim się ogarnę trzeba będzie pakować walizki i wracać i tak przetrwamy kolejny cykl....
Może we wrześniu wyskoczymy gdzieś na weekend odpocząć i oderwać się od tego wszystkiego...K by chciał do Paryża, ale perspektywa zaśmieconego przepełnionego bezdomnymi miejsca jakoś mnie odrzuca, może uda mi się namówić go na coś bardziej ciepłego... chociaz na te 3 dni. Nie planuje jednak zbyt wiele..." Chcesz rozśmieszyć Boga? Opowiedz mu o swoich planach na przyszłość"

11 sierpnia, 13:45

Nadal czuję się kiepsko. Jestem słaba i rozdrażniona @ się będzie zbliżać czuję to. Zdążyłam już pokłócić się z K . Dostaliśmy zaproszenie na kawę do jego kuzynki oczywiście w ciąży i powiedziałam żeby jechał sam i nawet nie dlatego ,że chce mi się ryczeć na jej widok co nie mam siły odpowiadać na głupie pytania ciotki... Gotuję się we mnie od razu i nie wiem jakiego słowa użyć zamiast "odpier..ol się ode mnie" K pojechał sam nie powiedział ani słowa, chociaż wiem co będzie kiedy wróci... kazanie dlaczego się odcinam, dlaczego nigdzie z nim nie pójdę itd...a ja standardowo się rozpłacze bo moje nerwy są ciągle na granicy.
Teraz siedzę na tarasie i zasypiam..nie wiem jak przetrwam kolejny cykl z dupkiem ,musząc wtedy pracować i mieć jakis w miarę otwarty umysł.

Wiadomość wyedytowana przez autora 11 sierpnia, 13:46

12 sierpnia, 08:01

Także tego...tempka w dół, brzucha pobolewa... wkurza mnie wszystko. Jutro odstawiam dupka i miesiąc jak każdy...
Może dam radę nie ryczeć przez 3 dni..

13 sierpnia, 07:11

25dc
Wiem,że to całkowicie bez sensu ale skinęłam dzisiaj z rana... Oczywiście tylko biel... Nie wiem co chciałam zobaczyć. Może myślałam że wydarzy się ten tytułowy cud, a ja odstawie dupka i tylko zaszkodzę. Cudu nie będzie dzisiaj biorę ostatnie tabletki i czekam na @
Nawet nie wiecie jaka byłam wczoraj podekscytowana jak kupiłam ten test... oglądałam go jak dziecko nowa zabawkę. Nie wiem co chciałam tym osiągnąć , może wmówić sobie że teraz będzie inaczej echh...sama dodaje sobie cierpien
Z tego wszystkiego cała noc snily mi się malutkie dzieci,nie był to jednak sen proroczy.
Nie oczekuj niczego,a nigdy nie będziesz zawiedziony...

Wiadomość wyedytowana przez autora 13 sierpnia, 07:20

14 sierpnia, 06:55

Niewiele spałam dzisiejszej nocy. Może dlatego,że było u nas wyjątkowo burzowo.
Jednak obudziłam się przed 6 i jestem już na nogach. Pobolewa mnie brzuch i prawy jajnik, wieczorem pokolicilam się z K o głupotę jak zawsze w tej części cyklu. Za oknem pochmurno o deszczowo także dzień zapowiada się świetnie. Wybieram się do rodziców, później jakieś zakupy...
Jutro czeka mnie rodzinny obiad u teściowej 😕 co roku na 15 sierpnia zjedzaja się ciotki...myślę jak przetrwać, jak się uśmiechać i odpowiadać na pytania.
Teściowa czasem jest bardzo ciężka,ale nie chcę jej robić przykrości...nawet gdybym musiała łyknąć coś na uspokojenie żeby nie ryczeć podczas pytań o nasze życie.
Może to trochę głupie,ale zawsze robiłam i robię tak żeby innym było dobrze, zapominam często w tym wszystkim o sobie.
Moją babcia zawsze powtarzała" jak sama siebie nie poszanujesz, to nikt tego nie zrobi" ,że ludzie patrzą tylko na to żeby im było dobrze...to było dawno,ale wartość tych słów doceniam po latach.
W sobotę chrzciny córeczki mojej Patrycji, obiecałam jej pomóc przy jakis przekąskach do domu, bo część oficjalna to tylko obiad,a później girl.
Mam nadzieję ,że @ będzie w miarę laskawa i dam radę wstać z łóżka bez garści prochów,bo szczerze mam ochotę na kilka lampek wina.


Potrzebuje resetu od życia....

Wiadomość wyedytowana przez autora 14 sierpnia, 06:56

15 sierpnia, 07:21

Kolejna niespokojnie przespana noc...leżę jeszcze w łóżku czuję,że padam ale nie jestem w stanie zasnąć.
Nowy dzień... czuję się zrezygnowana, bez sił i bez chęci. Generalnie ostatnio zauważam u siebie tylko kiepskie samopoczucie... wszystko mnie drażni i to nie tylko przez zbliżająca się@.
Wmawiam sobie, że jestem pogodzona z tym co jest co będzie... ale to nie prawda, walczę sama ze sobą pełna obaw,bólu niepewności.
Są dni ,że nic mnie nie cieszy. Czuję się pusta w środku choc taka pełna goryczy.

O 12 wizyta u teściów, naszykowalam juz sobie valused, trochę mnie otumani i będzie mi łatwiej, patrząc na moje niewyspanie może nie spadnę głową do talerza.
Zawsze myślałam,że historię o rodzinnych obiadach to tylko przekolorowane opowieści.. dzisiaj sama muszę łyknac coś na uspokojenie żeby zachować resztki klasy i nie zrobić siary mężowi.
1 2
Fundusze Europejskie: Inteligentny Rozwój Narodowe Centrum Badań i Rozwoju Europejski Fundusz Rozwoju Regionalnego

Projekt OvuFriend: "Opracowanie nowych w skali światowej rozwiązań w obszarze uczenia maszynowego wspierających w planowaniu rodziny i pokonywaniu problemu niepłodności" współfinansowany przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju w ramach programu Inteligentny Rozwój 2014-2020.

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)