Pamiętniki Nie sądziłam, że mnie to spotka... 2 ivf,4 lata walki z G-Basedowem, endometriozą i słabym nasieniem
Dodaj do ulubionych
‹‹ 5 6 7 8 9

11 września, 18:17

Nareszcie po wizycie. Dzidzia rośnie, walczy moje kochane szczęście najsilniejsze na świecie ❤️. Wciąż mamy opóźnienie około 8 dni także wg usg 8+2 ale patrząc tylko na badania usg to rośnie w miarę w normie. Mamy prawie 2 cm małej słodkiej krewetki. Widziałam jakies kikutki nóżek i wielgaśny łeb, cudo 🥰. Serce zasuwa 140/min. Krwiak wciąż jest ale mniejszy i jeszcze jeden obok? Nowy? Cholera wie... Ale nie krwawie i to dobry znak. Naleśnik pęcherzyk też wciąż płaski ale dzieć się położył w tym naleśniku więc jakoś sobie radzi.
Za 2 tyg kolejna wizyta. Jeśli będzie dobrze to założymy kartę ciąży.

Z estrofemu mam zejść już w ciągu kilku dni. Oczywiście boję się ale doktor wie co robi. Reszta leków bez zmian.
Dostałam też jakiś jednorazowy lek do wypicia bo pokazały mi się bakterie w moczu ale doktor mówiła, że w ciąży to norma takie zapalenie.

Wracamy do domku... Co chwilę jakiś wypadek na A4. Najgorszy w stronę Katowic więc po drogiej stronie ale i na naszym pasie jakieś co chwilę stłuczki i lekkie korki. Do bramek jeszcze daleko, a tam też wiecznie coś...

Wiadomość wyedytowana przez autora 11 września, 18:18

26 września, 10:16

Jestem po wizycie. Maluszek ma już 3,9 cm. Gigant 😍 serduszko pięknie bije ❤️ krwiaki są mniejsze, a pęcherzyk wciąż spłaszczony ale też wygląda dużo lepiej.
Wciąż mamy tydzień spóźnienia. Chyba tak już zostanie. Najważniejsze, że od wizyty do wizyty wzrost jest dobry więc nie ma jakiegoś zatrzymania rozwoju. Chcę być dobrej myśli... Muszę być...
Bakterie i leukocyty z moczu już powoli znikają. Także nie dostałam kolejnego antybiotyku. Mam to co jakiś czas kontrolować.
Acofil już można odstawiać. Trochę się boję. Przyznaje, że myślałam, że dłużej będę to brała. Mam w lodówce jeszcze całe 7 zastrzyków. Teraz brałam całą dawkę co 3 dni. Kusi mnie żeby jeszcze chociaż 2 zastrzyki rozlać na pół i brać 4 zastrzyki po pół dawki. Nie wiem, muszę to przemyśleć. Dzisiaj wypada mi kłucie więc do wieczora mam czas na zastanaiwenie się.
Dostałam magiczną kartę ciąży! Oficjalnie jestem w ciąży. To taki dowód rzeczowy ❤️ cudne uczucie odebrać taki papier 🙂
To tak jak z prawem jazdy... Jak zdajesz to już masz uprawnienia ale dopóki nie odbierzesz plastiku to się nie liczy.
Poza tym oddałam krew na pappe, usg mam 05.10 więc wyniki z krwi już będą na wizytę.
Zobaczymy jak wyjdą badania. Jeśli dobrze to mam nadzieję, że w końcu odetchne i oficjalnie ogłosimy w rodzinie dobrą nowinę.
Jak wynik wyjdzie wątpliwy to wtedy robię Nifty lub jeśli doktor każe to i amniopunkcje. Mam nadzieję, że jednak nie będę musiała się tym martwić i wyniki wyjdą eleganckie 🙂

6 października, 15:29

12+2 wg usg, według OM i transferu wciąż tydzień opóźnienia bo powinniśmy być tydzień dalej. No cóż... W końcu muszę przestać o tym myśleć o skupić się na tym co jest, a nie co powinno być.
https://naforum.zapodaj.net/a963b28fbb2c.jpg.html
Zaczynam wchodzić w ten bezpieczny okres ciąży i cudownie mi z tą myślą. Zaczynam się też lepiej czuć. Myślę, że duży wpływ na to ma też odstawienie acofilu.

Wczoraj byliśmy na wizycie w Katowicach i wciąż jestem w ciąży, a maleństwo moje rośnie! 🥰 Mamy już 5,8 cm, serduszko biło 167/min. Ma obie rączki, nóżki, zgrabny nosek i ogromniaste stopy 👣 (mąż ma rozm. 46, a ja 36 więc mam nadzieję, że się wyrówna, póki co kajaki).
Badania podstawowe prenatalne wyszły średnio ale po pappie Pani doktor powiedziała, że ryzyka są niskie. Jedynie co to mam ryzyko zatrzymania rozwoju płodu przed 37 tyg. 1:113. Nie wiem czy patrzeć na to, że dużo czy mało. W sumie doktor nic nie mówiła na ten parametr.
Długo myślałam o nifty czy sanco ale ostatecznie uznałam, że uzależnię to od pappy, a że ona wyszła ok to nie będę kombinować. Wierzę, że rośnie we mnie piękna, zdrowa wojowniczka.
Wciąż jakoś nierealne wydaje mi się to, że jestem w ciąży. Jednak patrzę w lustro i zaczynam to widzieć. Może w dżinsach i swetrze jeszcze da się ukryć brzuszek jednak jak dziś założyłam sukienkę, taką przyległą to nie ma zmiłuj... Albo to od żarcia albo to ciąża ale brzuch jest 🤰jakoś w ciąży od niczego mnie spożywczo nie odrzuciło, apetyt mi wcale nie zmalał, na mdłości najlepsze było jedzonko i ciągle pełny brzuszek więc już sama nie wiem co to za wypukłości 🙂
Cycki też trochę dają mi żyć. Mogę się już chociaż umyć bez łez w oczach. Oby już więcej nie rosły balony. Normalnie noszę rozmiar 65F. Chciałabym żeby tak zostało 🙂

Dziś z mężem byliśmy u teściowej powiedzieć o ciazy. Bardzo się cieszyła. Super było zobaczyć taką prawdziwa i szczerą radość. Niestety ani my ani moja rodzina nie mielismy elementu zaskoczenia. Moi bliscy wiedzieli od początku o ivf, o transferze, a później od początku wiedzieli, że jest ciąża z kłopotami więc tej radości nie było ani niespodzianki.

Mam nadzieję, że z drugim zaliczymy szybką wpadkę i poznamy co to za cudowne uczucie 🙂
Jejku o czym ja myślę? Niech ta pierwsza ciąża szczęśliwie się skończy i będę najszczęśliwsza na świecie 💞

Poza tym chyba złapałam jakąś infekcje. Ciężko określić czy to Pęcherz czy jakis grzybek. Wydaje mi się, że się zatatlam na stacji benzynowej ale też biorę ciągle luteine dopochwowo więc i to ponoć często powoduje infekcje.
Zrobiłam badanie moczu. Wyszły b. Liczne bakterie ale leukocyty w normie. Wynik wysłałam do doktor i czekam na info.
Póki co ratuje się też gynoflorem dopochwowym, który może pomóc jeśli to jednak infekcja intymna, a nie Pęcherz. Oby się uspokoiło bo im mniej takich rzeczy tym człowiek śpi spokojniej.

Wiadomość wyedytowana przez autora 6 października, 17:39

8 października, 20:55

Leżę plackiem. Od 3 dni trochę plamie. Jest brąz i to stosunkowo lekki więc staram się nie panikować.
Ale ta infekcja... Piecze i swędzi, że można ocipiec. Stosuje globulki gynoflor 2 razy dziennie. Tabletek w opakowaniu jest 12 więc mam kurację na 6 dni i stosuje od 4 ale zero poprawy. Może przez luteine i wypływanie nie wchłania się tak jak powinno? Poszłam do apteki i wyżebrałam drugie opakowanie na receptę farmaceutyczna, musiałam za nią zapłacić 20 zł ale lek jest w domku.
Myślałam, że może uda mi się dostać jeszcze do kogokolwiek tylko po receptę na jakiś konkretny lek albo pobranie wymazu ale można zapomnieć. Rejestrację tylko telefoniczne i nikt nie odbiera. Raz na infolinii byłam 60 w kolejce, a jak po 3h doszłam do pozycji 3 to mnie rozłączyło. No jprdole! Mam dość. Wiem, że kuracja czasem może dłużej potrwać więc mocno liczę na ten gynoflor. W aptece też mówili, że to dobry lek. Jak już wariuje to zewnętrznie odrobinę smaruje clotrimazolem. Zdania co do niego są podzielone. Jedni mówią, że można, a inni, że w 1 trymestrze lepiej odpuścić. No ale mojej siostrze w DE na infekcje dali maść i globulki od samego transferu, a że ona ma tendencje do grzybka to co chwilę się smarowała. Zresztą brałam acofil i tyle chemii w siebie człowiek ladowal żeby utrzymać ciążę, a co wg ulotki nie jest w ciąży dozwolone, że ta odrobina clotrimazolu chyba mi nie zaszkodzi.
Tym bardziej, że już za rogiem koniec 1 trymestru, a drugiego wypatruje jak 5latka prezentów pod choinką.
Co jeszcze u mnie? Niepohamowany głód. No zachowuje się jak świnia jakas. Ja już nie jem... Ja żre... Non stop. Nie ma godziny żebym czegoś nie zjadła. I jeszcze jakbym jadła sałatę... Przed transferem i po nim tak pięknie się odżywiałam...zupki, owocki, soczki z warzyw i owoców? A teraz? Parówki, tosty z serem, ciasto, ciastka, ciasteczka, pasztet i wszystko co normalnie raczej nie jest moimi stałymi pozycjami w menu. Mam wyrzuty sumienia ale i tak żre. Właśnie najadłam się żółtego sera z majonezem, a już myślę o śledziach w lodowce. I nie żebym była głodna... Po prostu żre.
Może to z nudów. Zawsze myślałam, że tak do 4 miesiąca to sobie na spokojnie popracuje. Będę z dumą nosić brzucha w biurowych spódnicach, a tu siedzę na kanapie. Jak tylko zaczyna być ciut lepiej to uruchamia się sinusoida, jakieś plamienia i znowu zostaje na kanapie. Wiadomo, że jak będzie trzeba to tu korzenie zapuszczę na 9 miesięcy ale nie chciałabym żeby mnie do porodu musieli dźwigiem przez okno wyciągać.
Dobra kończę to pisanie, myśl o śledziach nie daje mi spokoju...

Wiadomość wyedytowana przez autora 8 października, 21:59

11 października, 10:02

Uruchomiłam plan ratunkowy w walce z infekcja.
Odstawilam luteine. Brałam 3x2 dopochwowo i jeszcze doustnie besins. Łącznie dobowo przyjmowałam 1000 mg proga. Doktor mówiła, że można pomału schodzić z proga ale przy plamieniach nie miałam odwagi. Jednak minęło kilka dni, a plamienie jest tylko kiedy wylatuje ze mnie tynk z tabletek. No nie ma co ukrywać, że to błoto piasku jest delikatne dla nas. Nie jest.
Żeby ten gynoflor na grzybka miał większe szanse to odstawiam całkowicie luteine i biorę więcej besins doustnie. Na 3 dni mi wystraczy żeby całkowicie odstawić luteine, będę brała 800 mg a 3 dnia 600. Później nie wiem. Będę musiała znowu pchać piguły ale może zejdę z dawki jeszce bardziej. A może te 3 dni wystracza żeby leki zadziałałaby jak trzeba.
Kupiłam nowy clotrimazol, żel provag i 2 razy dziennie aplikuje ten gynoflor, mam go jeszcze na 5 dni kuracji. Mam świadomość, że to czasem musi potrwać. Oby było lepiej. Wvzensiej odczuwałam takie kłucia w szyjce, które też miałam często przy infekcji pęcherza i kiedy miałam krwotok, teraz wydaje mi się ciut lepiej. Kłuję ale rzadziej.
Jeszcze jedna sprawa... Internety mi podpowiedziały, że na grzyba, bakterie i ogólnie cały syf tam na dole można dokupić aplikator dopochwowy i psiknac się octeniseptem 😲😳 Sprawdziłam, mam to psikadło ale bez tego aplikatora. Kusi mnie żeby psiknac chociaż zewnętrznie bo jakoś do środka i tak nie miałabym odwagi. Ale czy mi psioszki nie wypali żywym ogniem? A jak mi wargi uschna? Octenisept? Brzmi jakbym się miała denaturatem podmyć. Sama tego nie widzę... Ale czuję desperację. Nie wiem czy się nie skuszę.
Normalnie pewnie obalilabym butelkę wina na odwagę i jakoś by poszło, a teraz? Hmmm... Muszę to przemyśleć.
No i mniej internetów Ewa! Już zero czytania jak się ratować.

Wiadomość wyedytowana przez autora 11 października, 10:03

16 października, 19:00

No jak w zwykle idealnie nie jest.
Leki na grzybka w końcu damy efekt, uruchomiłam wszystko, nawet to czego się bałam ale nie pytajcie... Ważne, że coś w końcu pomogło. Teraz musiałam wrócić do dopochwowe luteiny więc zobaczymy czy efekt się utrzyma.
Jednak z uwagi na zawirowania to dziś zrobiłam badania żeby wykluczyć problem z pęcherzem. Nie ukrywam, że ostatnio przed snem chodzę do kibelka 4 razy w przeciągu pół godziny albo i krótszym.
Zrobiłam kilka badań i posiew moczu. Niestety na wynik posiewu czeka się 7 dni roboczych więc nieprędko się dowiem konkretów.

Za to wlasnie odebrałam podstawowe wyniki.
Hemoglobina i hematokryt poniżej norm więc chyba wpadam w anemię.
Ku*wa zawsze miałam nisko żelazo i ferrytyne ale morfologia jeszcze trzymała się w ryzach. Teraz czuję, że to poleciało na łeb na szyję. No ale włosy od 2 tyg lecą mi garściami. Może to tutaj leży przyczyna.

Cukier co wcześniej był wysoki to teraz tylko 74. Takie skoki też chyba nie są zbyt dobre. Tendencja jest jednak spadkowa. Zaczęłam od 98,98,87,82,80,74... Jednak czeka mnie krzywa? Czuję takie zjazdy energetyczne. Po jedzeniu albo zasypiam albo muszę zjeść coś słodkiego bo aż mnie telepie. No ale bądźmy szczerzy, przykluta jestem do kanapy to mam wrażenie, że spanie i żarcie to moja jedyna rozrywka.
Tyle, że czuję się jak wrak... No ale jak mam się czuć? Z domu wyjść się nie da. Pogoda do dupy, ludzi mam unikać... No czekolada to moja najlepsza przyjaciolka, a kocyk przyjaciel.

No i mocz podstawowy. Bakterie wyszły nieliczne (jakimś cudem?) ale znowu pokazały się leukocyty i erytrocyty. Wcześniej doktor z kliniki pisała, że jak nie ma leukocytow to nie infekcja pęcherza. To nie wiem jak to traktowac teraz.
Nie wiem jakim cudem co tydzień szczam do kubka i co tydzień inny wynik. No kosmos jakiś.
No i moja ukochana tarczyca... Wyniki w miarę ale tsh cały czas spada (0,57) jednak wolałam jak trzymał się w okolicy 1-1,5 także muszę tego pilnować, żeby znowu nie popaść w nadczynność bo jej leczenie w ciąży jest bardzo niebezpieczne dla dziecka. Zostawiam to do kontroli i najwyżej spróbuję manewrować dawką. Ale to dopiero po kontroli.
Akurat mam endo 29.10 więc jeszcze zbadam przed samą wizyta chociaż tsh.

Co jeszcze? U nas czerwona strefa... Ach... Mi to jakoś różnicy nie robi ale dziś byłam rano w przychodni i siedziałam dość długo i na własne oczy widziałam wyłączony telefon. Sama próbowałam się tydzień dodzwonić. Jak mi się udawało po 8 to się Pani na mnie darła, że trzeba dzwonić o 7.
Wczoraj dzwoniłam 74 razy. W końcu dodzwoniłam się o 8 i udało się uzyskać wizytę telefoniczną i skierowanie. A dziś na badnaich widziałam jak Panie piły kawę w grobowej ciszy w przychodni, a telefon włączymy od 7.50 bo po 8 zaczęli się schodzić lekarze do pracy.
Cyrk... Nie wiem czy tak jest wszędzie. Nie oceniam... A chociaż może jednak oceniam. Uważam, że to nie fair, a składki na NFZ powinny być na ten czas skasowane lub porządnie zmniejszone skoro świadczenia nie są realizowane.

Mój tato od marca czeka na operację ratującą życie. Gdzie? W szpitalu na koszarowej we Wrocławiu, który jest szpitalem zakaźnym. Nie przyjmują. A jego lekarz słynny w TV prof Simon ma czas na ciągle wywiady ale pacjentow swoich olał.
Moja mama od 3 tyg próbuje się dostać na oddział neurologiczny ale albo lekarze na kwarantannie albo oddział zamknięty i tak w koło macieja.
Ja nie mogę znaleźć ginekologa...
No mam dość! Wierzę w tego covida i wychodzę z założenia, że lepiej zabezpieczać się niż leczyć ale służba zdrowia mnie po prostu wkurwia.

20 października, 21:59

14 tydzień 3 dzień

Maluszek ma całe 8 cm, a może trochę ponad? Różnie się układał do mierzenia. Raz doktorowi wychodził równo 14 tydz ale od ostatniej wizyty powinno być 14+3 i tak mówił żeby się trzymać.
W końcu znalazłam lekarza u siebie, który mnie będzie prowadził.
Oczywiście rano przed wizytą była ostra analiza co powiedzieć, No i jak się przygotować 🙂
Uruchomiłam mój zaschnięty tusz do rzęs i szpilki i ruszyłam na łowy doktorka 🤩
Żeby go nie wystraszyć pokierowałam rozmową tak żeby zrobił typowy wywiad. Czyli która ciąża, przebieg operacji, choroby itd.

Tak więc powiedziałam, że to ciąża z invitro ale już nie mówiłam, że z drugiego i że nie uzyskiwaliśmy zarodków czy coś bo jego to chyba i tak by nie obchodziło. Trzeba zamknąć ten etap i iść do przodu.
Musiałam powiedzieć o laparo, histero i endometriozie, o infekcji, o tym, że mogę mieć kamień w moczowodzie. Pytał tylko czemu te histero tak jedna po drugiej. No to wytłumaczyłam, że mi się szyjka zamknęła jak sejf.

Na Pęcherz dostałam zalecenie innego antybiotyku, Duomox odstawiam, mam ponownie monural. No i spoko bo to lek na raz 🙂
Odstawiam też już całkiem luteine. Nie chcę tam nic pchać do środka, czuję że jestem już mega podrażniona od tego tynku. Dzisiaj odpuściłam sobie luteine i od razu swedziawka była mniejsza. Zostaje na besins 600 mg na dobę. Za miesiąc schodzę na 400. Żelazo które dał mi ogólny na anemię 100 mg mówił żeby brać ale co drugi dzień żeby mnie nie wykończyły zaparcia.

Ominęłam całkiem historie o niskich betach, opóźnieniu wzrostu zarodka, przyjął datę porodu która mi Pani doktor z kliniki wpisała na kartę ciąży i już nic nie sprawdzal, nie mówiłam o acofilu bo przecież i tak już go nie biore. A to myślę, że też by było całkiem poza jego wiedzą.
Wspomniałam tylko, że na początku miałam krwiaki i byłam chwilę hospitalizowana ale to było w 6 tyg i od tamtego czasu tylko miałam czasami brązowe plamienia. Nie dopytywał.
P tarczycy wie tyle, że na nią choruje ale jestem pod opieką endikrynkloga.

Usg robił delikatnie i szczegółowo zarówno przezpochwowo jak i przez brzuch. Szukał co tam maluch ma między nogami ale nie było widać. Natomiast wspomniał, że skłaniałby się ku kobietce 🙂 no to przecież nie musiał mi mówić, ja to wiem od pierwszej bety 🙂 mówiłam, że tylko baby są takie silne 🙂 no ale nie nakręcam się, poczekam na potwierdzenie.

Wrocilam do domu i od tamtego czasu bardzo boli mnie w pachwinie. Teraz chciałabym wierzyć, że to jest to rozciąganie. Facet tłumaczył, że jestem chuda więc ten mięsień jest krótki, a macica idzie do góry i to moze powodować ból. Jednak dobrze byłoby sprawdzić i obserwować. A przy endometriozie ponoć naprawdę potrafi boleć jak są zrosty.

A więc tak, jest antybiotyk, jest lek na infekcje. Kolejna wizyta za 2 tyg 🙂 mam do niego nr telefonu i jakby się coś działo to mogę dzwonić.
Ogólnie jestem zadowolona. Poświęcił mi tyle czasu ile było trzeba. Nie musi też znać mojej 5 letniej historii leczenia niepłodności, on ma mi prowadzić ciążę 🙂
Chciałoby się aby lekarz patrzył na nas jako na całokształt ale uznałam, że mentalnie też muszę odciąć te ciągle myśli o tym leczeniu które przeszłam. Przez to że wciąż żyje niepłodnością nie potrafię cieszyć się ciąża.
A ciąża, choć trudna to nie ma znaczenia czy naturalna czy z ivf. Tutaj opieka jest już taka sama.

Wiadomość wyedytowana przez autora 20 października, 22:23

‹‹ 5 6 7 8 9
Fundusze Europejskie: Inteligentny Rozwój Narodowe Centrum Badań i Rozwoju Europejski Fundusz Rozwoju Regionalnego