Pamiętniki Nie sądziłam, że mnie to spotka... 2 ivf,4 lata walki z G-Basedowem, endometriozą i słabym nasieniem
Dodaj do ulubionych
‹‹ 7 8 9 10 11

11 września 2020, 18:17

Nareszcie po wizycie. Dzidzia rośnie, walczy moje kochane szczęście najsilniejsze na świecie ❤️. Wciąż mamy opóźnienie około 8 dni także wg usg 8+2 ale patrząc tylko na badania usg to rośnie w miarę w normie. Mamy prawie 2 cm małej słodkiej krewetki. Widziałam jakies kikutki nóżek i wielgaśny łeb, cudo 🥰. Serce zasuwa 140/min. Krwiak wciąż jest ale mniejszy i jeszcze jeden obok? Nowy? Cholera wie... Ale nie krwawie i to dobry znak. Naleśnik pęcherzyk też wciąż płaski ale dzieć się położył w tym naleśniku więc jakoś sobie radzi.
Za 2 tyg kolejna wizyta. Jeśli będzie dobrze to założymy kartę ciąży.

Z estrofemu mam zejść już w ciągu kilku dni. Oczywiście boję się ale doktor wie co robi. Reszta leków bez zmian.
Dostałam też jakiś jednorazowy lek do wypicia bo pokazały mi się bakterie w moczu ale doktor mówiła, że w ciąży to norma takie zapalenie.

Wracamy do domku... Co chwilę jakiś wypadek na A4. Najgorszy w stronę Katowic więc po drogiej stronie ale i na naszym pasie jakieś co chwilę stłuczki i lekkie korki. Do bramek jeszcze daleko, a tam też wiecznie coś...

Wiadomość wyedytowana przez autora 11 września 2020, 18:18

26 września 2020, 10:16

Jestem po wizycie. Maluszek ma już 3,9 cm. Gigant 😍 serduszko pięknie bije ❤️ krwiaki są mniejsze, a pęcherzyk wciąż spłaszczony ale też wygląda dużo lepiej.
Wciąż mamy tydzień spóźnienia. Chyba tak już zostanie. Najważniejsze, że od wizyty do wizyty wzrost jest dobry więc nie ma jakiegoś zatrzymania rozwoju. Chcę być dobrej myśli... Muszę być...
Bakterie i leukocyty z moczu już powoli znikają. Także nie dostałam kolejnego antybiotyku. Mam to co jakiś czas kontrolować.
Acofil już można odstawiać. Trochę się boję. Przyznaje, że myślałam, że dłużej będę to brała. Mam w lodówce jeszcze całe 7 zastrzyków. Teraz brałam całą dawkę co 3 dni. Kusi mnie żeby jeszcze chociaż 2 zastrzyki rozlać na pół i brać 4 zastrzyki po pół dawki. Nie wiem, muszę to przemyśleć. Dzisiaj wypada mi kłucie więc do wieczora mam czas na zastanaiwenie się.
Dostałam magiczną kartę ciąży! Oficjalnie jestem w ciąży. To taki dowód rzeczowy ❤️ cudne uczucie odebrać taki papier 🙂
To tak jak z prawem jazdy... Jak zdajesz to już masz uprawnienia ale dopóki nie odbierzesz plastiku to się nie liczy.
Poza tym oddałam krew na pappe, usg mam 05.10 więc wyniki z krwi już będą na wizytę.
Zobaczymy jak wyjdą badania. Jeśli dobrze to mam nadzieję, że w końcu odetchne i oficjalnie ogłosimy w rodzinie dobrą nowinę.
Jak wynik wyjdzie wątpliwy to wtedy robię Nifty lub jeśli doktor każe to i amniopunkcje. Mam nadzieję, że jednak nie będę musiała się tym martwić i wyniki wyjdą eleganckie 🙂

6 października 2020, 15:29

12+2 wg usg, według OM i transferu wciąż tydzień opóźnienia bo powinniśmy być tydzień dalej. No cóż... W końcu muszę przestać o tym myśleć o skupić się na tym co jest, a nie co powinno być.
https://naforum.zapodaj.net/a963b28fbb2c.jpg.html
Zaczynam wchodzić w ten bezpieczny okres ciąży i cudownie mi z tą myślą. Zaczynam się też lepiej czuć. Myślę, że duży wpływ na to ma też odstawienie acofilu.

Wczoraj byliśmy na wizycie w Katowicach i wciąż jestem w ciąży, a maleństwo moje rośnie! 🥰 Mamy już 5,8 cm, serduszko biło 167/min. Ma obie rączki, nóżki, zgrabny nosek i ogromniaste stopy 👣 (mąż ma rozm. 46, a ja 36 więc mam nadzieję, że się wyrówna, póki co kajaki).
Badania podstawowe prenatalne wyszły średnio ale po pappie Pani doktor powiedziała, że ryzyka są niskie. Jedynie co to mam ryzyko zatrzymania rozwoju płodu przed 37 tyg. 1:113. Nie wiem czy patrzeć na to, że dużo czy mało. W sumie doktor nic nie mówiła na ten parametr.
Długo myślałam o nifty czy sanco ale ostatecznie uznałam, że uzależnię to od pappy, a że ona wyszła ok to nie będę kombinować. Wierzę, że rośnie we mnie piękna, zdrowa wojowniczka.
Wciąż jakoś nierealne wydaje mi się to, że jestem w ciąży. Jednak patrzę w lustro i zaczynam to widzieć. Może w dżinsach i swetrze jeszcze da się ukryć brzuszek jednak jak dziś założyłam sukienkę, taką przyległą to nie ma zmiłuj... Albo to od żarcia albo to ciąża ale brzuch jest 🤰jakoś w ciąży od niczego mnie spożywczo nie odrzuciło, apetyt mi wcale nie zmalał, na mdłości najlepsze było jedzonko i ciągle pełny brzuszek więc już sama nie wiem co to za wypukłości 🙂
Cycki też trochę dają mi żyć. Mogę się już chociaż umyć bez łez w oczach. Oby już więcej nie rosły balony. Normalnie noszę rozmiar 65F. Chciałabym żeby tak zostało 🙂

Dziś z mężem byliśmy u teściowej powiedzieć o ciazy. Bardzo się cieszyła. Super było zobaczyć taką prawdziwa i szczerą radość. Niestety ani my ani moja rodzina nie mielismy elementu zaskoczenia. Moi bliscy wiedzieli od początku o ivf, o transferze, a później od początku wiedzieli, że jest ciąża z kłopotami więc tej radości nie było ani niespodzianki.

Mam nadzieję, że z drugim zaliczymy szybką wpadkę i poznamy co to za cudowne uczucie 🙂
Jejku o czym ja myślę? Niech ta pierwsza ciąża szczęśliwie się skończy i będę najszczęśliwsza na świecie 💞

Poza tym chyba złapałam jakąś infekcje. Ciężko określić czy to Pęcherz czy jakis grzybek. Wydaje mi się, że się zatatlam na stacji benzynowej ale też biorę ciągle luteine dopochwowo więc i to ponoć często powoduje infekcje.
Zrobiłam badanie moczu. Wyszły b. Liczne bakterie ale leukocyty w normie. Wynik wysłałam do doktor i czekam na info.
Póki co ratuje się też gynoflorem dopochwowym, który może pomóc jeśli to jednak infekcja intymna, a nie Pęcherz. Oby się uspokoiło bo im mniej takich rzeczy tym człowiek śpi spokojniej.

Wiadomość wyedytowana przez autora 6 października 2020, 17:39

8 października 2020, 20:55

Leżę plackiem. Od 3 dni trochę plamie. Jest brąz i to stosunkowo lekki więc staram się nie panikować.
Ale ta infekcja... Piecze i swędzi, że można ocipiec. Stosuje globulki gynoflor 2 razy dziennie. Tabletek w opakowaniu jest 12 więc mam kurację na 6 dni i stosuje od 4 ale zero poprawy. Może przez luteine i wypływanie nie wchłania się tak jak powinno? Poszłam do apteki i wyżebrałam drugie opakowanie na receptę farmaceutyczna, musiałam za nią zapłacić 20 zł ale lek jest w domku.
Myślałam, że może uda mi się dostać jeszcze do kogokolwiek tylko po receptę na jakiś konkretny lek albo pobranie wymazu ale można zapomnieć. Rejestrację tylko telefoniczne i nikt nie odbiera. Raz na infolinii byłam 60 w kolejce, a jak po 3h doszłam do pozycji 3 to mnie rozłączyło. No jprdole! Mam dość. Wiem, że kuracja czasem może dłużej potrwać więc mocno liczę na ten gynoflor. W aptece też mówili, że to dobry lek. Jak już wariuje to zewnętrznie odrobinę smaruje clotrimazolem. Zdania co do niego są podzielone. Jedni mówią, że można, a inni, że w 1 trymestrze lepiej odpuścić. No ale mojej siostrze w DE na infekcje dali maść i globulki od samego transferu, a że ona ma tendencje do grzybka to co chwilę się smarowała. Zresztą brałam acofil i tyle chemii w siebie człowiek ladowal żeby utrzymać ciążę, a co wg ulotki nie jest w ciąży dozwolone, że ta odrobina clotrimazolu chyba mi nie zaszkodzi.
Tym bardziej, że już za rogiem koniec 1 trymestru, a drugiego wypatruje jak 5latka prezentów pod choinką.
Co jeszcze u mnie? Niepohamowany głód. No zachowuje się jak świnia jakas. Ja już nie jem... Ja żre... Non stop. Nie ma godziny żebym czegoś nie zjadła. I jeszcze jakbym jadła sałatę... Przed transferem i po nim tak pięknie się odżywiałam...zupki, owocki, soczki z warzyw i owoców? A teraz? Parówki, tosty z serem, ciasto, ciastka, ciasteczka, pasztet i wszystko co normalnie raczej nie jest moimi stałymi pozycjami w menu. Mam wyrzuty sumienia ale i tak żre. Właśnie najadłam się żółtego sera z majonezem, a już myślę o śledziach w lodowce. I nie żebym była głodna... Po prostu żre.
Może to z nudów. Zawsze myślałam, że tak do 4 miesiąca to sobie na spokojnie popracuje. Będę z dumą nosić brzucha w biurowych spódnicach, a tu siedzę na kanapie. Jak tylko zaczyna być ciut lepiej to uruchamia się sinusoida, jakieś plamienia i znowu zostaje na kanapie. Wiadomo, że jak będzie trzeba to tu korzenie zapuszczę na 9 miesięcy ale nie chciałabym żeby mnie do porodu musieli dźwigiem przez okno wyciągać.
Dobra kończę to pisanie, myśl o śledziach nie daje mi spokoju...

Wiadomość wyedytowana przez autora 8 października 2020, 21:59

11 października 2020, 10:02

Uruchomiłam plan ratunkowy w walce z infekcja.
Odstawilam luteine. Brałam 3x2 dopochwowo i jeszcze doustnie besins. Łącznie dobowo przyjmowałam 1000 mg proga. Doktor mówiła, że można pomału schodzić z proga ale przy plamieniach nie miałam odwagi. Jednak minęło kilka dni, a plamienie jest tylko kiedy wylatuje ze mnie tynk z tabletek. No nie ma co ukrywać, że to błoto piasku jest delikatne dla nas. Nie jest.
Żeby ten gynoflor na grzybka miał większe szanse to odstawiam całkowicie luteine i biorę więcej besins doustnie. Na 3 dni mi wystraczy żeby całkowicie odstawić luteine, będę brała 800 mg a 3 dnia 600. Później nie wiem. Będę musiała znowu pchać piguły ale może zejdę z dawki jeszce bardziej. A może te 3 dni wystracza żeby leki zadziałałaby jak trzeba.
Kupiłam nowy clotrimazol, żel provag i 2 razy dziennie aplikuje ten gynoflor, mam go jeszcze na 5 dni kuracji. Mam świadomość, że to czasem musi potrwać. Oby było lepiej. Wvzensiej odczuwałam takie kłucia w szyjce, które też miałam często przy infekcji pęcherza i kiedy miałam krwotok, teraz wydaje mi się ciut lepiej. Kłuję ale rzadziej.
Jeszcze jedna sprawa... Internety mi podpowiedziały, że na grzyba, bakterie i ogólnie cały syf tam na dole można dokupić aplikator dopochwowy i psiknac się octeniseptem 😲😳 Sprawdziłam, mam to psikadło ale bez tego aplikatora. Kusi mnie żeby psiknac chociaż zewnętrznie bo jakoś do środka i tak nie miałabym odwagi. Ale czy mi psioszki nie wypali żywym ogniem? A jak mi wargi uschna? Octenisept? Brzmi jakbym się miała denaturatem podmyć. Sama tego nie widzę... Ale czuję desperację. Nie wiem czy się nie skuszę.
Normalnie pewnie obalilabym butelkę wina na odwagę i jakoś by poszło, a teraz? Hmmm... Muszę to przemyśleć.
No i mniej internetów Ewa! Już zero czytania jak się ratować.

Wiadomość wyedytowana przez autora 11 października 2020, 10:03

16 października 2020, 19:00

No jak w zwykle idealnie nie jest.
Leki na grzybka w końcu damy efekt, uruchomiłam wszystko, nawet to czego się bałam ale nie pytajcie... Ważne, że coś w końcu pomogło. Teraz musiałam wrócić do dopochwowe luteiny więc zobaczymy czy efekt się utrzyma.
Jednak z uwagi na zawirowania to dziś zrobiłam badania żeby wykluczyć problem z pęcherzem. Nie ukrywam, że ostatnio przed snem chodzę do kibelka 4 razy w przeciągu pół godziny albo i krótszym.
Zrobiłam kilka badań i posiew moczu. Niestety na wynik posiewu czeka się 7 dni roboczych więc nieprędko się dowiem konkretów.

Za to wlasnie odebrałam podstawowe wyniki.
Hemoglobina i hematokryt poniżej norm więc chyba wpadam w anemię.
Ku*wa zawsze miałam nisko żelazo i ferrytyne ale morfologia jeszcze trzymała się w ryzach. Teraz czuję, że to poleciało na łeb na szyję. No ale włosy od 2 tyg lecą mi garściami. Może to tutaj leży przyczyna.

Cukier co wcześniej był wysoki to teraz tylko 74. Takie skoki też chyba nie są zbyt dobre. Tendencja jest jednak spadkowa. Zaczęłam od 98,98,87,82,80,74... Jednak czeka mnie krzywa? Czuję takie zjazdy energetyczne. Po jedzeniu albo zasypiam albo muszę zjeść coś słodkiego bo aż mnie telepie. No ale bądźmy szczerzy, przykluta jestem do kanapy to mam wrażenie, że spanie i żarcie to moja jedyna rozrywka.
Tyle, że czuję się jak wrak... No ale jak mam się czuć? Z domu wyjść się nie da. Pogoda do dupy, ludzi mam unikać... No czekolada to moja najlepsza przyjaciolka, a kocyk przyjaciel.

No i mocz podstawowy. Bakterie wyszły nieliczne (jakimś cudem?) ale znowu pokazały się leukocyty i erytrocyty. Wcześniej doktor z kliniki pisała, że jak nie ma leukocytow to nie infekcja pęcherza. To nie wiem jak to traktowac teraz.
Nie wiem jakim cudem co tydzień szczam do kubka i co tydzień inny wynik. No kosmos jakiś.
No i moja ukochana tarczyca... Wyniki w miarę ale tsh cały czas spada (0,57) jednak wolałam jak trzymał się w okolicy 1-1,5 także muszę tego pilnować, żeby znowu nie popaść w nadczynność bo jej leczenie w ciąży jest bardzo niebezpieczne dla dziecka. Zostawiam to do kontroli i najwyżej spróbuję manewrować dawką. Ale to dopiero po kontroli.
Akurat mam endo 29.10 więc jeszcze zbadam przed samą wizyta chociaż tsh.

Co jeszcze? U nas czerwona strefa... Ach... Mi to jakoś różnicy nie robi ale dziś byłam rano w przychodni i siedziałam dość długo i na własne oczy widziałam wyłączony telefon. Sama próbowałam się tydzień dodzwonić. Jak mi się udawało po 8 to się Pani na mnie darła, że trzeba dzwonić o 7.
Wczoraj dzwoniłam 74 razy. W końcu dodzwoniłam się o 8 i udało się uzyskać wizytę telefoniczną i skierowanie. A dziś na badnaich widziałam jak Panie piły kawę w grobowej ciszy w przychodni, a telefon włączymy od 7.50 bo po 8 zaczęli się schodzić lekarze do pracy.
Cyrk... Nie wiem czy tak jest wszędzie. Nie oceniam... A chociaż może jednak oceniam. Uważam, że to nie fair, a składki na NFZ powinny być na ten czas skasowane lub porządnie zmniejszone skoro świadczenia nie są realizowane.

Mój tato od marca czeka na operację ratującą życie. Gdzie? W szpitalu na koszarowej we Wrocławiu, który jest szpitalem zakaźnym. Nie przyjmują. A jego lekarz słynny w TV prof Simon ma czas na ciągle wywiady ale pacjentow swoich olał.
Moja mama od 3 tyg próbuje się dostać na oddział neurologiczny ale albo lekarze na kwarantannie albo oddział zamknięty i tak w koło macieja.
Ja nie mogę znaleźć ginekologa...
No mam dość! Wierzę w tego covida i wychodzę z założenia, że lepiej zabezpieczać się niż leczyć ale służba zdrowia mnie po prostu wkurwia.

20 października 2020, 21:59

14 tydzień 3 dzień

Maluszek ma całe 8 cm, a może trochę ponad? Różnie się układał do mierzenia. Raz doktorowi wychodził równo 14 tydz ale od ostatniej wizyty powinno być 14+3 i tak mówił żeby się trzymać.
W końcu znalazłam lekarza u siebie, który mnie będzie prowadził.
Oczywiście rano przed wizytą była ostra analiza co powiedzieć, No i jak się przygotować 🙂
Uruchomiłam mój zaschnięty tusz do rzęs i szpilki i ruszyłam na łowy doktorka 🤩
Żeby go nie wystraszyć pokierowałam rozmową tak żeby zrobił typowy wywiad. Czyli która ciąża, przebieg operacji, choroby itd.

Tak więc powiedziałam, że to ciąża z invitro ale już nie mówiłam, że z drugiego i że nie uzyskiwaliśmy zarodków czy coś bo jego to chyba i tak by nie obchodziło. Trzeba zamknąć ten etap i iść do przodu.
Musiałam powiedzieć o laparo, histero i endometriozie, o infekcji, o tym, że mogę mieć kamień w moczowodzie. Pytał tylko czemu te histero tak jedna po drugiej. No to wytłumaczyłam, że mi się szyjka zamknęła jak sejf.

Na Pęcherz dostałam zalecenie innego antybiotyku, Duomox odstawiam, mam ponownie monural. No i spoko bo to lek na raz 🙂
Odstawiam też już całkiem luteine. Nie chcę tam nic pchać do środka, czuję że jestem już mega podrażniona od tego tynku. Dzisiaj odpuściłam sobie luteine i od razu swedziawka była mniejsza. Zostaje na besins 600 mg na dobę. Za miesiąc schodzę na 400. Żelazo które dał mi ogólny na anemię 100 mg mówił żeby brać ale co drugi dzień żeby mnie nie wykończyły zaparcia.

Ominęłam całkiem historie o niskich betach, opóźnieniu wzrostu zarodka, przyjął datę porodu która mi Pani doktor z kliniki wpisała na kartę ciąży i już nic nie sprawdzal, nie mówiłam o acofilu bo przecież i tak już go nie biore. A to myślę, że też by było całkiem poza jego wiedzą.
Wspomniałam tylko, że na początku miałam krwiaki i byłam chwilę hospitalizowana ale to było w 6 tyg i od tamtego czasu tylko miałam czasami brązowe plamienia. Nie dopytywał.
P tarczycy wie tyle, że na nią choruje ale jestem pod opieką endikrynkloga.

Usg robił delikatnie i szczegółowo zarówno przezpochwowo jak i przez brzuch. Szukał co tam maluch ma między nogami ale nie było widać. Natomiast wspomniał, że skłaniałby się ku kobietce 🙂 no to przecież nie musiał mi mówić, ja to wiem od pierwszej bety 🙂 mówiłam, że tylko baby są takie silne 🙂 no ale nie nakręcam się, poczekam na potwierdzenie.

Wrocilam do domu i od tamtego czasu bardzo boli mnie w pachwinie. Teraz chciałabym wierzyć, że to jest to rozciąganie. Facet tłumaczył, że jestem chuda więc ten mięsień jest krótki, a macica idzie do góry i to moze powodować ból. Jednak dobrze byłoby sprawdzić i obserwować. A przy endometriozie ponoć naprawdę potrafi boleć jak są zrosty.

A więc tak, jest antybiotyk, jest lek na infekcje. Kolejna wizyta za 2 tyg 🙂 mam do niego nr telefonu i jakby się coś działo to mogę dzwonić.
Ogólnie jestem zadowolona. Poświęcił mi tyle czasu ile było trzeba. Nie musi też znać mojej 5 letniej historii leczenia niepłodności, on ma mi prowadzić ciążę 🙂
Chciałoby się aby lekarz patrzył na nas jako na całokształt ale uznałam, że mentalnie też muszę odciąć te ciągle myśli o tym leczeniu które przeszłam. Przez to że wciąż żyje niepłodnością nie potrafię cieszyć się ciąża.
A ciąża, choć trudna to nie ma znaczenia czy naturalna czy z ivf. Tutaj opieka jest już taka sama.

Wiadomość wyedytowana przez autora 20 października 2020, 22:23

4 listopada 2020, 09:56

Wciąż łapiemy kolejne opóźnienie, po wczorajszej wizycie o kolejne 3 dni. Robi się niebezpiecznie. To już około 10 dni od właściwego wieku ciąży. Na poważnie zaczynam obawiać się hipotrofii albo, że dziecko źle się rozwija bo ma wady. Chyba nie da się odetchnąć spokojnie. Wiem, że hipotrofie ostatecznie diagnozuje się na późniejszym etapie, a i dzieci z niska waga urodzeniowa rozwijają się zdrowo. Ja wagi jeszcze nie znam. Doktor mówił, że maluszek jest mały i jeszcze nie ważymy.
Jednak muszę się trzymać, muszę myśleć pozytywnie. Jak wyszłam z gabinetu to jak mantrę powtarzałam, że moja królewna? może nadrabia tym, że ma długie nogi jak modelka, a korpus krótki, a oni przecież mierzą od główki do pupci, a może też głowę przysunęła do klatki i już kilka mm wyszło mniej? Ja też w sumie jestem niska bo mam może 163 cm ale każdy mi zawsze mówił, że jest wysoka 😲dlaczego? Bo mam właśnie długie nogi efekt wizualny jest zakłamujący i optycznie wydaje się wyższa 🙂 jeszcze szpilki i nogi do nieba 😛
Ostatnio mam też dużo wydzieliny, takiej przezroczystej, kałuża w gaciach, zmieniam galoty 3 razy dziennie. Znowu panika, że to wody ale lakarz sprawdził papierkiem lakmusowym i powiedział, że jest dobrze. Papierki zamówiłam na necie. Czekam i też będę to kontrolować.
A co z pozytywnych wieści? Wciąż nie widać żadnego kutaska więc moje marzenie o córce i to przeczucie od samego transferu naprawdę może się ziścić. Spełnienie marzeń 😍😍 mąż też się cieszy. Pewnie jako facet wolałby syna ale nie daje tego po sobie znać 🙂 zresztą już mu powedzialam, że skoro tak to trzeba się będzie o chłopaka postarać i nie skomentował, a wczensiej jak mówiłam, że z pewnością spróbuję zawalczyć o rodzeństwo to kategorycznie mówił, że on w to nie wchodzi i koniec kropka.
A moja królewna ma już 10 cm. No trochę mało jak na ten tydzień... Ale ważne, że urosla. Myślę że więcej dowiem się dopiero na prenatalnych w Katowicach za miesiąc. Niby 300 km podróży ale cieszę się, że tam pojedziemy. Chciałabym oficjalnie podziękować mojej czarodziejce doktor i pożegnać się z kliniką. Może to wcześnie bo jeszcze różnie może być ale najważniejsze to pozytywne myślenie. No i wątpię, że będę miała okazję się tam jeszcze wybrać. 3 prenatalne i tak trzeba płacić więc pewnie zrobię na miejscu bo podróż z brzuchem już mi raczej nie wypali.
Teraz wciąż nie mam jakiegoś dużego bandziocha ale to też zależy co ubiorę. Opieta spódnica zaczynająca się spod cyckow to i bez ciąży uwidoczni brzuszek. W leginsach wyglądam jak po większym obiedzie. Waga nie wiem. Wczoraj próbowałam się ważyć ale te elektroniczne wagi to jakiś shit. Potrafiły mi pokazywać 3 kg różnicy. W dupe z tym. Widzę w lustrze, że jest ok.
Łożysko wciąż bardzo nisko, nie podnosi się i naciska na szyjkę. Doktor mówił, że ma jeszcze czas ale obserwujemy to. Także zakaz na seks wciąż obowiązuje. Jednak mozemy się pobawić bez penetracji. Dzisiaj zrobię mężowi niespodziankę. Póki jestem choć trochę seksi 🤫

Wiadomość wyedytowana przez autora 4 listopada 2020, 09:59

30 listopada 2020, 16:43

20+1 tc, +5 kg

Wciąż czekam na ruchy maleństwa. Już zaczęłam popadać w panikę ale możliwe, że zaczynam czuć jakieś smyrnięcia.
Jestem szczupła (w miarę) więc nie powinno być problemów, a jednak... Jeszcze kilka dni do połówkowych, muszę wytrzymać.
Walczę z rwą kulszową. Masuje, ugniatam, rozciągam. Na dzień przed połówkowymi udało mi się umówić do fizjoterapeutki uroginekologocznej, mam nadzieję, że coś pomoże. Nie chciałabym żeby to była tylko gadka o tym, że mam ściągnąć miednicę do przodu. Potrzebuję porządnej pomocy. Zastanawiam się też co ile będę musiała do niej chodzić i czy podołamy finansowo. No ale muszę coś zrobić żeby nie było gorzej.

Dzisiaj przyszło mi płacić OC i z racji obcierki parkingowej mam wzwyżki na 5 lat!, cena zwaliła mnie z nóg. Objeździlam kilka ubezpieczalni i żadnej taniej propozycji.

Ostatnio wybiegam trochę w myślach w przyszłość i zastanawiam się nad urządzeniem pokoiku dziecięcego.
Chciałbym tam wstawić szafę gdzie zmieszczę wszystkie szpargały, komodę na której będę mogła położyć przewijak, łóżeczko. Mamy kanapę i chce żeby tam została. Jest praktycznie nieużywana, a gdy mąż będzie wracał z nocek to mu zwolnię sypialnie i też będę miała miejsce gdzie wyciągnąć nogi.
Poza tym myślę o dostawce do sypialni na te pierwsze miesiące.
No nie wiem... Jak się dowiemy dokładnie jaka płeć to pewnie pomyślimy nad odświeżeniem ścian i jakoś pomału czas się urządzać. Pokoik jest teraz miętowy. Jedna ściana biała na którą możemy naniesc naklejki lub kolor pod płeć maluszka.

4 grudnia 2020, 15:31

20+5 wg usg, 21+1 wg OM
Połówkowe!

Mamy to! Będzie dziewczynka! Wiedziałam od pierwszej bety, a teraz pokazała piękną cipeczke na pierwszym planie 😍😍
Jest cudowna 🥰
Waży 385g i wszystko wygląda całkiem ok. Rozmiarem też nadrobiła więc przestaje tak się tym zamartwiać i spróbuję cieszyć się tym stanem ciążowym bo przecież została mi już tylko połowa!
Coś tam zaczyna mnie w brzuchu smyrac ale doktor też mówiła, że to łożysko na przodzie amortyzuje kopniaki i dlatego mogę czuć ledwo ledwo. Jednak z każdym dniem jak mała będzie rosła to i kopniaki będą bardziej wyczuwalne.

Kocham, kocham, kocham 💗💗💗

7 grudnia 2020, 19:06

21+1
Poczuliśmy z mężem pierwsze kopniaczki 🥰

9 grudnia 2020, 15:02

Pęcherz... Boli podbrzusze i sikam po kropelce co 5 min. Po konsultacji z lekarzem na początek mogę się ratować uroseptem i żurawiną. Mam nadzieję, że pomoże bo brałam już 2 razy antybiotyk wczensiej więc wolałabym tego uniknąć.
Malutka wczoraj szalała w brzuszku i już nie dało się tego pomylić z niczym innym. Parę kopniaków przyprawiało mnie o mdłości bo czułam jakby mi się flaki przewracały.
Ale to jednak mega uspokaja... Każdy ruch w środku jest na wagę złota... Uwielbiam 🥰

22 grudnia 2020, 19:17

Co tu dużo pisać... Nienawidzę tych smutnych postów. Wolę pisać o tym, że mam już kreacje do zdjęcia z brzuszkiem przy choince... Ale zdjęcia nie będzie.
Jestem w szpitalu.
Z usg 22 tc, z OM 23
Wczoraj wizyta, kontrola. Mała rośnie, ma prawie 480g. No i teraz idźmy dalej... Szyjka 1,9 cm. W 2 tygodnie spadła z ponad 4 cm. Malutka ułożona główkowo i dodatkowo na szyjkę napiera.
Kurwa! Zaczęłam rodzic! Moje dziecko jest takie malutkie, takie zbyt malutkie żeby przeżyć. Szybka akcja szpital.
Taki z 3 st referencyjności do jakąś godzina jazdy. Przyjmą jeśli wynik na covid wyjdzie negatywny. Jeśli pozytywny to trzeba szukać szpitala covidowego z oddziałem ginekologicznym.
15 min pakowania, leki, majtki, dokumenty heja.
Test, przyjęcie i leżę. Od wczoraj mam podawany magnez w kroplówce, non stop bez przerwy. Do tego lekarz naciągnął trochę zasady i podał sterydy na płucka dla dziecka, bo zazwyczaj chyba podają od 24 tygodnia. Pobrano mi wymazy z pochwy i mocz na posiew. Jeśli wyniki będą dobre to może pessar pomoże ale muszą mieć najpierw wyniki. A co z nimi? Może będą po świętach. Do tej pory leżę i modlę się o cud. Znowu.
Ręka boli od ciągłej kroplówki, a druga jest kłutą co 4h, mam już 5 dziur. To nie wiem, która boli bardziej. Pierwszej nocy nie zmrużyłam oka. Dziś w dzień też nie. Nie wiem co mnie trzyma, chyba nerwy i stres. Patrzę na brzuch i widzę jak znowu się skurczył i jaki jest mały. Dziecka też praktycznie nie czuje, jest tam tak niziutko....
Nie mogę jej stracić, nie potrafię już bez niej żyć. To moje dziecko i zrobię wszystko żeby je zatrzymać w bezpiecznym miejscu aż urośnie.
Dziś był ksiądz, pytał czy chciałabym chcrzcic jakby coś... Boze nawet nie wiem. Wyspowiadałam się i wyrzygałam cała złość na kościół nie akceptujący invitro. Powiedziałam, że mój cud to też cud lekarzy, że nie żałuję i to nie ejsr dla mnie grzech. O dziwo dostałam rozgrzeszenie oraz namaszczenie chorych. Jak trwoga to do Boga, niech nas ma w opiece.
Błagam o każdy dzień, o życie dla mojego dziecka. Moja mała wojowniczka już tyle wytrzymała, już tyle zniosła, a wciąż musi walczyć. Mam nadzieję, że się nie podda. Tak bardzo ją kocham.

Wiadomość wyedytowana przez autora 22 grudnia 2020, 19:18

23 grudnia 2020, 09:30

Jestem po obchodzie i badaniu no i niestety wciąż wyników nie ma. Jutro mam jeszcze zwykle badanie moczu. Pessar jak coś to dopiero po badaniach, lekarz potwierdził, że musi być czysto.
Zbadali mi nerki ale nie widać żeby coś było nie tak. Choć mówił, że on kamicy wykluczyć nie może tym bardziej, że ja już miałam.
Krzyż może mnie boleć bo szyjka jest zgieta to kości krzyżowej. Nie skróciła się od 2 dni. Ma nawet wg dzisiejszego pomiaru 2 cm ale nie mógł jej za bardzo znaleźć. Także mówił, że po bez zmian. Poprosiłam żeby zerknął na wydzielinę bo mam bardzo mokro, mówił, że jest prawidłowa. Szyjka sama jest miękka więc i tak leżymy i czekamy. Badanie było bolesne, to od razu czuć, że coś jest nie tak. Jeśli zaczęło by się coś dziać to atosiban ale póki co jeszcze nie widzi takiej potrzeby. Mam zgłaszać wszystkie dolegliwości. Przyznałam się, że nie byłam na dwójce od 3 dni to mam dostać jakiś syropek bo mówił, że bóle mogą być też od jelit.
Mój wczorajszy krwiomocz to chyba jednak były buraczki z obiadu bo dziś jest już tylko rozowo, a nie czerwono.
Oby tak dalej.
Iza uparta wciąż siedzi głowa na szyjce, a tak ja proszę żeby wlazła do góry pod serduszko do mamusi.

28 grudnia 2020, 10:48

Wczoraj przyszła mnie odwiedzić mama małej wojowniczki urodzonej w 25 tygodniu. Maleństwo dzielnie walczy od 11 grudnia.
Niesamowita historia ale też straszna.
Ogólnie kobieta przyszła do swojego lekarza, który pracuje też tu w szpitalu, że boli ja kręgosłup ale ona ogólnie tak jak ja ma problemy z rwą kulszową więc lekarz po dobroci i znajomości wziął ja na konsultacje do szpitala. No i to miał być 1 dzień badań.
Później wyszło, że może ma cukrzycę ciążową więc warto zrobić krzywą. To ja zatrzymali na badania.
Na start dostała tak jak ja kroplówki z magnezem i wykonali wszelkie badania.
Posiew z moczu czysty jednak w zwykłym badaniu liczne bakterie.
No nie wiem czy to ma aż takie znaczenie. Mam tak w sumie cała ciążę. Też mam bakterie, brałam 2 antybiotyki i ostatnio też leki na pęcherz. Czy to ma związek? Nie wiem.
Jej ogólnie nic nie wyszło nie miała skurczy ani nic. Leżała już ponad tydzień i miała mieć zakładany pessar. Szyjka miała 3 cm ale ze względu na wiek i znajomość z lekarzem uznali, że lepiej założyć. Bo miała też w pierwszej ciąży też profilaktycznie. Jednak ona zaczęła lekko plamić, mówiła, że naprawdę bardzo znikomo ale po każdym badaniu. Więc w końcu uznali, że nie będą tam zaglądać kilka dni żeby się uspokoiło. W tym czasie brała 3 różne antybiotyki żeby wybić ewentualnie wszystko co może być z bakterii.
Plamienie ustało, miał być pessar i do domku, a nagle skurcze i poród. Znikąd. Bez wvzensiej szych objawów.

Jej córka to mała wojowniczka. Ona zresztą też. Codziennie ja odwiedza i patrzy jak rośnie.
Po calej rozmowie trzęsłam się jak galareta. Leżę i myślałam, że jak nie mam skurczy to jest lepiej, a to jednak może lawina pójść w każdej sekundzie. Nie ma żadnej gwarancji ani pewności, że będzie dobrze.
Tak bardzo współczuje tej kobiecie, a jednocześnie tak bardzo nie chce powtórzyć jej historii.

A co dzisiaj?
A więc tak. Wyszła mi ta infekcja pochwy. Od 3 dni dostaje nystatyne dopochwowo i dziś dołożono mi jeszcze antybiotyk doustny. Gdyby tej infekcji nie było to pewnie dziś lub jutro by mi zakładali pessar ale, że gówno wyszło to jest dupa, trzeba to najpierw wyleczyć. Ile to będzie trwało? Nie wiem, ale później chyba znowu wymazy i pewnie tydzień czekania na wynik.
No i dziwna sytuacja. Oni w kartę na przyjęciu wpisali mi, że szyjka ma 2,8 cm.
A ja mówię, że ja mam usg że mam 1,8 cm, a lekarz do mnie mówi, że liczy się ich usg i tak ma w karcie 😮 No to ja już kurwa nie wiem o co chodzi. Przecież nie mogła się różnić o 1 cm w 3 h. Czy ona była dłuższa kiedy badał mnie mój doktorek czy ktoś się jebnął na klawiaturze wpisując pomiar w szpitalu? Tego się nie dowiem. Wciąż szału nie ma.
Tak czy siak dziś ma 2,4 mm więc i tak według nich się skraca. A przecież leżę i mam tonę leków.
Pytają o dolegliwości. No niby nic mi nie jest, nie mam skurczy (ale mama małej wojowniczki też nie miała) więc zgłosiłam to co mam w sumie od początku ciąży co jakiś czas i uważałam, że to normalne. Czasami takie prądy mnie przechodzą przez szyjkę, że aż mnie podnosi, skręca. Wiem, że to szyjka bo miałam takie odczucia po hegarowaniu przy histero. Zatem lekarz zlecił ostatnie co może mi dać, a mianowicie atosiban.Kroplówka będzie szła 48h non stop. Nie wiem czy dobrze, że to już dają. Jakby się coś działo to nie ma więcej możliwości ale mam nadzieję, że lepiej to dać wczensiej niż za późno. Teraz mam rozjazd w mózgu. Czy dobrze zrobiłam, że to biorę czy może lepiej było to trzymać na gorszy okres? No ale lekarz podjął decyzję. Wierzę, że wie co robi.
Tej mamie maluszka też to podawali mimo, że nie miała skurczy ani skróconej szyjki.
No ale jej nie pomogło. Urodziła... Jejku tak cholernie się boję. Martwię się jak nie wiem co.

Moja żyła... Musi przetrwać. Moje dziecko musi ze mną zostać. Ja muszę być twarda.
Takze leżę. Sylwester oczywiście też spędzam w szpitalu 🎉🎊

Dzis 24+1

Wiadomość wyedytowana przez autora 28 grudnia 2020, 12:17

31 grudnia 2020, 11:08

Dzisiaj założono mi pessar. Nic strasznego na szczęście. Krążek do środka hop siup, 10 sekund i po strachu.
Niestety nie miałam usg ani nic więc nie mam pojęcia ile ma szyjka, czy się skróciła czy trzyma. Mam nadzieję, że jest dobrze.
Jesli wszystko bedzie bez komplikacji to jest szansa, że jutro wyjde do domku.
No ale nie nastawiam się.

Za tydzień mam iść zrobić krzywa dopiero. Ten pierwszy tydzień leżeć plackiem. Później w sumie też ale na badania mogę wyskoczyć.

Wiadomość wyedytowana przez autora 31 grudnia 2020, 11:09

1 stycznia, 13:58

No i miałam sie nie nastawiać na wyjście,a dziś o 7 rano już spakowałam walizkę, a że wczoraj miałam mocne boleści, gazy, wzdęcia i brzuch jak balon to o wypisie mogę zapomnieć 🤦‍♀️

No ale trudno. Nie wyjdę dopóki będzie bezpiecznie i ktoś mi nie zrobi usg, a. Dziś był taki gbur na obchodzi obrażony, że wogole musiał przyjść więc nie było szans nawet na rozmowę. Może jutro ktoś zrobi podgląd albo dopiero w poniedziałek jak będzie normalny tydzień.

3 stycznia, 18:55

Dziś rozsypałam się na kawałki. 💔
Nasza oddziałowa mała wielka wojowniczka odeszła dziś do nieba i jest wśród aniołków.
Serce pęka, dusza krzyczy, a oczy płaczą... Ona i jej mama były cudownymi i silnymi kobietami. Spotkałam jej mamę w tak trudnym dla mnie czasie, a jeszcze trudniejszym dla niej i okazała się tak dobra, tak wspierająca i tak mi bliska, że chciałabym jej jakoś pomóc, ulżyć... A nie ma ratunku w tej tragedii jaką teraz przeżywa.
Nie ma ukojenia...

Przykro mi, że przyszło nam się pożegnać w tak smutnym czasie. Mam nadzieję, że jeszcze spotkamy się w lepszym.

4 stycznia, 14:44

Właśnie wracam do domku. 25+1
Po dwóch tygodniach w szpitalu gdzie spędziłam święta i sylwestra dostałam zgodę na powrót na swoją kanapę.
Oczywiście leżymy do samego końca, leki i kontrolę co tydzień ale wierzę, że z każdym dniem będzie lepiej.
Teraz Odliczam do 30 tygodnia. W okolicach walentynek może odetchne, a później zobaczymy co dalej.

Wiadomość wyedytowana przez autora 5 stycznia, 15:02

8 stycznia, 09:04

Szlag Szlag Szlag!
Łapie mnie jakąś infekcja intymna. Tydzień od założenia pessaru i raptem 3 dni od wyjścia że szpitala.... Dlaczego?
Co 3 dni mam brać na wszelki wypadek czopki na grzybka, wzięłam przedwczoraj w środę i przez to, że mnie swędziało to wczoraj powtórzyłam. Nie wiem co robić. Próbowałam się dodzwonić do szpitala ale bez szans. Mój lekarz w poniedziałek, 3 dni czekania.
Nie chce wracać do szpitala. Mam nadzieję, że mi przejdzie bo przecież te globulki są na infekcje bądź z moim gienkiem zrobimy posiew i wyjdzie jakimś cudem czysty.
Boje się jak cholera, oczywiście cała moc nie spałam ale zdążyłam przeczytać cały internet w tym temacie i wiem, że nic nie wiem.
Infekcje powodują skracanie szyjki i przedwczesne porody jednak pessary też powodują infekcje i jest szansa, że globulki pomogą.
‹‹ 7 8 9 10 11
Fundusze Europejskie: Inteligentny Rozwój Narodowe Centrum Badań i Rozwoju Europejski Fundusz Rozwoju Regionalnego