Pamiętniki o obawach i nadziejach
Dodaj do ulubionych
1 2 3

25 lutego 2015, 09:30

@ Ołowiana wrona - monitoringu nie miałam. Mój ginekolog podszedł do mnie tak lajtowo jakbym miała "zaskoczyć" w ciążę przy pierwszym dmuchnięciu. Z każdą wizytą dostarczam mu nowych badań, on zleca mi kolejne i myślę, że on zdaje sobie sprawy, że moja "naiwność" że zajść w ciąże jest łatwo (a tak mnie o tym zapewniał)- już się kończy.

Zakazał mi pozyskiwania wiedzy od Doktora Google i położnej Wikipedii.

U mnie skala problemu jest wieloskładnikowa i myślę, że przyczyna mojego "nie- zajścia" jest wieloskładnikowa, a jestem dopiero na szczycie tej góry i z każdym miesiącem będę się dowiadywać nowych rzeczy, które będą mnie zabijać z miesiąca na miesiąc.

Póki co z moich schorzeń zebrało się już:
1. bliżej nieokreślona cukrzyca - chociaż póki co jestem bez leków bo cukry mam w normie jedynie poranne bywają podwyższone.
2. AZS - czyli atopowe zapalenie skóry ( teoretycznie choroba z której się wyrasta - ja nie wyrosłam - choroba z autoimmunoagresji. Mój organizm sam się zwalcza i przy okazji wpływa to na ogólną odporność)
3. alergie (wszelakie, pokarmowe, wziewne, kontaktowe 0 generalnie na psa, kota, bylicę, kurz, pyłki traw, chwastów i krzyżowo na milion innych rzeczy)
4. dodatkowe niewyjaśnione skurcze w sercu - moim zdaniem to wynik rozregulowania hormonalnego
5. hiperprolaktynemia - dotychczas zdiagnozowana od maja 2015 - chociaż na podstawie badań które miałam zrobione ostatnio wychodzi ze PRL mam w dolnej granicy (w dziwnych jednostkach to podali i nie umiem się do końca do tego odnieść)
6. miałam endometriozę - przerośnięte endometrium wycięto mi podczas operacji w sierpniu 2013 r kiedy usunięto też 2 cysty, każda po 8 cm średnicy.
7. po inwazji w jamie brzusznej - zrobił mi się wodniak i kolejne cysty na jednym z janików. Ginekolag kazał nie ruszać.
8. ostatnio podczas badania wyszło mi ze mam jeszcze jakieś gówno, a dokładnie: chlamydie, ureoplasme i mycoplasmę.
9. krótka faza lutealna - skłoniła mnie do zbadania FSH, PRL i LH - no i hop hop hop wskoczył mi lojeny kamyczek do ogródka zmartwień. FSH - za niskie. Stosunek LH do FSH = 1,39. Niby to nie PCOS, ale też nie jest to liczba 1.



Jak nie urok to sraczka i przemarsz wojsk Tureckich.
Myślę, że im dalej w las .... tym więcej problemów się znajdzie.

A podobno to takie proste zajść w ciążę. U niektórych jest tak, że chłop rzuci tylko jalesony na łóżko , a baba już zachodzi w ciążę. Czemu u mnie się tak pierd... ???

26 lutego 2015, 12:45

7 DC

Wczoraj nic nie zapowiadało "tragedii".

Ale żeby wszystko zrozumieć trzeba znać "podstawy". Podstawy wyglądają tak - mój T to tyran pracy i z własnej woli i z ... musu. Bo to alimenty na syna i rata za kredyt, utrzymanie domu etc ... Skutek tej jego tyrady jest taki ze pracuje od 8 do 20. Tzn pracuje ... hmm pracuje od 8 do 15, a z racji tego, że jest sportowcem od 14 do 20 ma trening ze swoim "uczniem" - jazda konna, skoki.

Żeby było mało soboty ma tylko te swoje konie....
Jak są zawody to od czw do pozna nd nie ma go w domu.

A teraz .. teraz k... co 2 tygodnie wyjazdy do Belgii.

No i ja mam dość tej jego ciągłej nieobecności.
W domu nic nie jest zrobione bo jego nie ma non stop.

Jak mi powiedział, że znowu jedzie do Belgii (a nie było go w ten weekend kiedy miałam urodziny) to nie krew zalała.

Zalała mnie po same uszy i odpłynąć nie chciała i mu wyrzygałam. Ze nic w domu nie jest zrobione, ze on chyba jaj nie ma skoro nie odmawia propozycji wyjazdu do Belgii, ze światło nie świeci w dużym pokoju i jak kur.. nie umie zrobić to niech na youtube film instruktażowy poogląda.
Dolałam oliwy do ognia ... Marcinem. Jest taki Marcin z którym znamy się od ponad 5 lat. Kiedyś tam świrowaliśmy, ale Marcin nigdy nie zadeklarował się oficjalnie, a ja nie będę czekać 100 lat az chłopak odwagi nabierze. On miał potem dziewczynę. W wakacje przed poznaniem T. jakoś nam się znajomość odświeżyła ale ostatecznie nic z tego nie wyszło bo on jak zwykle nic nie zrobił w tym kierunku.

I teraz .. nie z gruszki ni z pietruszki nagle wychodzę z pracy a Marcin stoi przy moim samochodzie. Tak bez zapowiedzi poprostu. Myślałam, że ma jakieś czynności w terenie i wpadł mnie przy okazji odwiedzić. Ale on mi mówi, że on przyszedł do mnie. Wyznał mi miłość i zapytał się czy możemy być ze sobą.
Odpowiedź była nie.
Ale ostatnio znowu się odezwał powiedział, że chce się pożegnać, że zawsze będzie mnie kochał etc etc

Powiedziałam o tym mojemu T a on wziął to na klatę, że niby ok.

Ale nie było ok.. i tym właśnie Marcinem dolałam oliwy do ognia bo ostatecznie powiedziałam, że chyba z Marcinem byłoby mi lepiej.

Zaczęliśmy się regularnie kłócić i T zasugerował, żeby się rozstać. Powiedział ok. kiedy mam się wyprowadzić.
No a ze rozmowa przetoczyła się na smsy bo pojechał do tych koni ... to stwierdziliśmy ze dokończymy w domu jak wróci.

Wrócił, ale ja w tzw międzyczasie zemdlałam.

Pogotowie i o ):30 w domu byliśmy.
Chyba mu głupie pomysły z rozstawaniem się minęły.

Żeby tego było mało - była przerwa w dostawie gazu a my dom na gaz mamy ogrzewany. Zimno jak w psiarni bo coś się zepsuło i panowie z Pogotowia Gazowniczego o 2 gaz włączyli.
Do tego czasu po powrocie ze szpitala siedziałam na dywanie pod kocem. T rozpalił kominek i grzał mi w czajniku elektrycznym wodę do kąpieli (bo jak piec nie działa to wody ciepłej też nie ma).
Z mikrofalówce podgrzał mrożone pizze i tak minął wczorajszy dzień.



Dzisiaj idę do Salonu Kosmetycznego - czas zadbać o dłonie i twarz, a jutro fryzjer.



27 lutego 2015, 08:55

Porada
Jeśli masz problemy z jajeczkowaniem, lekarz może zaproponować Ci stosowanie leków zawierających cytrynian klomifenu (np. Clomid). Z uwagi na fakt, że ok. 95% poczęć następuje podczas pierwszych 6 cykli brania leku (potem ta liczba się zmniejsza), nie zaleca się stosować go dłużej niż 6 cykli. Pamiętaj również, że lekarz oprócz przyrostu pęcherzyków powinien także w czasie brania tego typu leków bacznie monitorować Twoje endometrium (błonę śluzową macicy), ponieważ efektem ubocznym stosowania cytrynianu klomifenu może być zbyt cienka błona śluzowa uniemożliwiająca zagnieżdżenie się zapłodnionej komórki jajowej w macicy.

27 lutego 2015, 11:27

Wczoraj byłam u kosmetyczki zrobić sobie pazury. W końcu wyglądają jakoś bo już były odrośnięte na maxa. Dzisiaj czeka mnie fryzjer. Ale po pracy chce wpaść do IKEI po żyrandol. Może uda się kiedyś dokończyć sypialnię.

Niestety mam gdzieś z tyłu głowy fakt, że póki nie wymażemy byłej zony Tomka z naszej przyszłości to ona zawsze będzie jego przeszłością.

Niech się pinda odpisze od domu, żeby robić w nim remont tak na 100 procent a nie prowizorkę.

My musimy odpisać ją od kredytu i będzie spokój.

Ale nie o tym chciałam pisać. Ta głupa baba spędza mi sen z powiek. A najbardziej wkurwia mnie fakt, że ona w ciąże zaszła z moim T. w pierwszym cyklu po odstawieniu pigułek. A ja...

Ahh powinnam czuć obawy bo wiem, że nie jest ze mną dobrze, ale cieszę się na wizytę u ginekologa. Może uda się ruszyć, coś się będzie działo może będzie już krok bliżej do mojego "bycia - mamą".

Myślę, że bez pomocy psychologa się nie obejdzie. Znalazłam wspaniały pamiętnik "ciążowy" jednej z dziewczyn ba BESTBELLY - ebrzozowska. Wyciszyłam się .. Ta dziewczyna jest wyciszająca. I mam postanowienie - nauczę się szydełkować.

2 marca 2015, 09:51

11 DC

Wpisując temperaturę nie zaznaczyłam najpierw, żeby mi ją ignorowało (bo noc przerywana wstawaniem na siku), poza tym wypiłam przed snem nalewki, rano głowa bolała (do teraz właściwie) i generalnie kiepsko się czułam.

A tu proszę - mój OVU PRZYJACIEL zaznaczył mi, że owulację miałam w ... UWAG UWAGA ... 8 DC ( w piątek)

Stwierdzam, że mój organizm ma schizofrenię - raz cykl prawie 50 dni a teraz niby co cykl 14 dni ?

NO nic ... czekamy do czwartku i piątku. W czw idę na USG a w pt do Ginekologa.
Mam w sobie już takie przekonanie, że teraz się zacznie leczenie a nie błądzenie.

3 marca 2015, 16:21

12 DC

Temperatura znowu szaleje.
Najpierw mi wyznacza owulację na 8 dzień a teraz spadek temp poniżej 36.
Oby do czwartku i piątku.... obyyyy.

Dzisiaj wodniak chyba się uaktywnił tzn opróżnił. Normalnie potom szwedzki w majtkach. Pełno płynu lekko brązowego.

Ciekawe co USG pokaże. Liczę, ze nie zmartwi mnie moim prawnym jajnikiem i jajowodem i że potwierdzi ze lewy jajnik i jajowód są wzorcowe.

Czy pisałam, że chce się nauczyć szydełkować ? jeśli nie to właśnie informuję wszystkich. kupiłam włóczkę i szydełko i póki co uczę się wszystkich rodzajów ściegów (ścieg - tak to się nazywa ?????)

Prace ręczne zawsze mnie relaksowały. W okresach największego napięcia muszę coś robić. Wcześniej decoupage - ale do tego trzeba mieć spore zaplecze, zeby rozłożyć te farby pędzelki serwetki gazety ... jeśli robie to w kuchni to nie ma jak gotowac obiadu. Szydełko jest pod tym względem wygodniejsze.

Jak się naucze to zrobię "bamboszki" może to jakoś będzie zaklinać ten mój "nieurodzajny" brzuch.

5 marca 2015, 10:07

14 DC

Dzisiaj książkowo powinnam mieć owulację. Ale jak wiadomo teopria odstaje od praktyki.

Od 8 DC robiam testy owulacyjne, przez pierwsze 3 dni ( czyli w 8 , 9 i 10 DC)c pojawiały sie na teście "drugie kreski" - oczywiście bledsze od kontrolnej więc uznawałam, że takiego wyniku nie można uznać za pik LH ale przez kolejne 3 dni tj 11, 12 i 13 DC na teście owulacyjnym nie mam już żadnych drugich kresek.

Albo miałam już owu ... albo ... albo znowu się pierdaczy i owulacja będzie niewiadomo kiedy.

Idę dzisiaj na USG to może będzie na USG widać co z tą moją owulacją.
Denerwuje się. Czuje, że dowiem się znowu jakiś ciekawostek o nowych wodniakach o nowych torbielach albo coś jeszcze.


no i po USG - wiadomości od lekarza - tak jak się spodziewałam - ZŁE.

14 DC - krwawienie
trzon macicy w przodozgięciu o regularnych zarysach i jednorodnej echostrukturze o wymiarach 56 x 45 x 38 mm

Endometrium symetryczne, jednorodne z echem środkowym szerokości 6 mm (!!!!!!! - [email protected]#$$%% 6 mm ?????)

Lewy jajnik - 27 x 16 mm z zatartym pęcherzykiem o sr 12 mm. W rzucie lewych przydatków zmian patologicznych nie stwierdzam ( TO NAJWAŻNIEJSZE - JEŚLI JEST DROŻNY TO CHOCIAŻ ON BĘDZIE MOŻE MOTOREM MOJEJ DALSZEJ WALKI)

i teraz uwaga uwaga - trzymamy suspens bo oto wieści o złej treści:
w rzucie prawych przydatków podługowata przestrzeń płynowa dł 85 mm o sr do 40 mm 3 x zagięta mogąca odpowiadać zmianie typu sactosalpinx ( CZYTAJ: WODNIA).
Prawy jajnik o wym 24 x 16 w bezpośrednim kontakcie z wcześniej opisywaną zmianą płynową.

Miednica mniejsza bez cech wolnego płynu.
Pęcherz moczowy o gładkich zarysach ścian bez ech wewnętrznych.

WNIOSKI - SACTOSALPINX DX.

WSKAZANIA - LAPAROSKOPIA
I teraz kolejna Uwaga - mam bliznę od pepka w dół po poprzedniej operacji usuwania torbieli i laparoskopii raczej się u mnie nie da zrobić z uwagi na prawdopodobne zrosty. Inaczej można mnie okaleczyć (przekłuć mi pęcherz albo jelita) - dlatego pewnie czeka mnie normalna operacja.

Z tego wszystkiego przepłakałam pół wieczora ale potem zebrałam się w sobie i zrobiłam na szydełku 1,5 dziecięcego bucika. Muszę być dobrej myśli, nie mogę się poddawać. Będę robić miliony dziecięcych bucików. Aż wkońcu ta klątwa się odkreci i nam się uda.

no i ostatnia nowina.

Krwawię. Wygląda to jak okres. Ale w 14 dc ?
Sama nie wiem czy mam zaznaczyć kolejny cykl ? Czy co to jest ?

Wiadomość wyedytowana przez autora 6 marca 2015, 10:42

7 marca 2015, 13:04

Jest 3 dc... nowego cyklu. Bo to co zaczelo się dziać w 14 dniu ubiegłego cyklu nie było jakimś tam krwawieniem tylko miesiączka. Leci ze mnie jak z kranu. Czuje się podle a AZS mi dokucza na maxa.

Juz wiem na czym stoję. Do maja czekam w zawieszeniu... co nie oznacza ze w bezczynności. Leczymy z T. jakieś infekcje bakteryjne. Antybiotyk od dzisiaj do pn. potem po 3 tygodniach ponowne badanie. A potem czekamy na okres bo po okresie lekarz podjął się zrobienia mi jednak laparoskopii, żeby zobaczyć ten wodniak i te moje jajniki i jajowody. Boże żeby okazało się ze chociaż lewy da rade współpracować. Opitolil mnie dinekolog za czytanie wszystkich treści w necie. Po operacji zacznie się stymulacja ale nie wcześniej. Teraz tylko została mi wizyta u endokrynologa.

Wiadomość wyedytowana przez autora 9 marca 2015, 09:56

17 marca 2015, 13:59

Wkurwiaja mnie ciężarne... wprowadzają kurwa terror u ginekologa.

23 marca 2015, 09:22

Porada
Załóż, że staranie się o dziecko to proces a nie zdarzenie. Spośród wszystkich par aktywnie starających się o dziecko tylko 30% par zachodzi w nią w pierwszym cyklu. Po 3 cyklach w ciąży będzie około 59% wszystkich starających się par, po 6 cyklach 80%, po 12 cyklach 85%, a w przeciągu 4 lat zajdzie w ciążę około 95% wszystkich starających się par. Około 5% par będzie starało się o dziecko dłużej niż 4 lata.

I TEGO SIĘ BĘDĘ TRZYMAĆ - będę w tej szczęśliwej puli, która się stara max rok !!!!!

25 marca 2015, 10:38

5 cykl i 21 DC

T. dzisiaj przyjeżdża pewnie w nocy będzie "dzika jazda" - szkoda tylko, że mamy "zakaz starania się".

Cały czas mam nadzieje, że infekcje które mnie dopadły zostały skutecznie wytłuczone antybiotykiem i badania które zrobię po świętach wyjdą wszystkie tak jak sobie życzę.

Chyba jestem egoistyczną świnią i nie ma we mnie za grosz empatii - ale jak czytam wpisy dziewczyn - " ojej jak się ciesze 2 cykl starań i jestem w ciąży" to mnie krew zalewa.
Super - ja się nie cieszę tak jak Ty.

Jestem egoistką to pewne bo widzę wroga w każdej "zaciążonej" kobiecie.

27 marca 2015, 10:18

23 dc , 5 dpo

Hmm nie ma nic z przypadku.

Musiałam widocznie dostać po głowie i musiałam mieć wprowadzoną obowiązkową "wstrzemięźliwość" żeby przekonać się, że moje wykresy czy się staram czy nie w fazie lutealnej wyglądają tak samo.
Tym samym każda dotychczasowa obserwacja moich starań na wykresie w fazie lutealnej postrzegana jako syndrom ciąży tak naprawdę była wyimaginowana bo ... obecny wykres właśnie "bezstaraniowy" jest po prostu książkowo - ciążowy. Ślicznie temperatura rośnie :) gdyby nie fakt, że nie było <3 to bym uznała że jest bajka.

Morał - przestań kobieto szukać syndromów ciąży i podobieństw do wykresów ciążowych.
Wykres to jedynie narzędzie pomocne przy poznawaniu własnego ciała a nie wyrocznia ciąży.

Odliczam sobie kolejne dni do końca cyklu.
* kwietnia mam iść na badania, a jak otrzymam wyniki decyzja co dalej czy dalej leczenie czy już można mnie "wylaparoskopować."

A teraz z innej bajki ... T. wczoraj doprowadził mnie do łez tak się kłóciliśmy - na szczęście udało się zakończyć tą farsę i pogodziliśmy się. Przywiózł mi perfumy z Holandii a jak wiadomo, perfum nigdy nie mam za dużo :)

ahhh

27 marca 2015, 10:21

Porada
Zacznij brać kwas foliowy (przynajmniej 0.4 mg dziennie). Zmniejszy on nie tylko ryzyko wad wrodzonych u Twojego dziecka jak już zajdziesz w ciążę, ale ostatnie badania pokazują, że również może pomóc Ci szybciej zajść w ciążę.


ha ha kwas foliowy jem od .... listopada 2014 - jakoś nie widzę pomocy z jego strony w szybszym zajściu w ciążę. Chyba napiszę ze skarga do producenta, że kwas foliowy nie chce mi pomagać i jest samolubny :P

1 kwietnia 2015, 09:49

28 DC i 10 DPO

Wieczorem powinnam dostać okres. przynajmniej dotychczas faza lutealna była bezbłędna i wieczorem w 10 dniu po owulacji nastawał ten "radosny" moment.

Podsumowanie - cykl ewidentnie bez starań bo przeciwwskazań stanowczo za dużo.

Ja mam obawy, że tych wszystkich bakterii nie dało się wytępić sumamedem przez 3 dni. Ale żeby to definitywnie stwierdzić muszę poczekać jeszcze 2 tygodnie, bo 8 kwietnia idę na badania i ok tygodnia czeka się na wyniki.

Daleka droga przede mną. Uczy mnie to pokory. Im bardziej czegoś chcę na " już i teraz" tym życie bardziej przyciera mi nosa i kiwa palcem.
Póki co uzbrajam się w cierpliwość i ćwiczę pozytywne myślenie. Negatywne na pewno nie pomoże.
Nadal jestem pełna nadziei i oby zwątpienie nigdy mnie nie dopadło.

9 kwietnia 2015, 09:58

6 CS - licząc od listopada, przy czym tak naprawdę jeden cykl wypadł bo był 14 dniowy więc nie wiem czy w ogóle go liczyć ? W listopadzie się tak naprawdę nie staraliśmy ... no i cykl marcowy też odpadł bo był "zakaz" starania... zatem - 3 cs ? no ta to wychodzi, że de facto 6 cykl na Ovufriend, 6 cykl obserwacji ale tylko 3 cykle były faktycznych starań.

Wracając do sedna .. ten cykl też nie będzie "staraniowy". Mieliśmy iść na badania, żeby stwierdzić czy wyleczona jest infekcja czy nie. Ale ... ja mam cały czas okres, a Tomek nie mógł bo jak zwykle te cholerne konie zawody etc etc etc ...
Idziemy 14-go kwietnia.

U mnie 7 dc - dzisiaj po nocy mam wrażenie, że wodniak się opróżnił bo znowu pełno płynu.

Niby jestem spokojna, ale cały czas mam głowę nabitą myślami, a co jeśli ... mam wrogi śluz. Choruję na AZS a to choroba z autoimmunoagresji - czyli mój własny organizm "się zwalcza" - a co jeśli przy okazji zwalcza plemniki ?
Od wczoraj nie daje mi to spokoju.

Najbardziej mnie irytuje to, że to leczenie tak długo trwa, że tyle trzeba czekać. To uczy pokory ale ... ja się nie robię z każdym dniem młodsza.

W końcu doktor K., który prywatnie zainkasował 150 zł i generalnie nic nowego do leczenia nie wniósł "łaskawie" zapisał mnie do dr. W. na ... ( uwaga, uwaga ) 15- go maja.
Mam nadzieję, że nie wypadnie mi wtedy szpital .. chociaż pal licho - wolę mieć usuniętego tego wodniaka.

15 kwietnia 2015, 09:15

13 dc

Owufriend coś kombinuje z owulacją w okolicach 8 i 10 dnia ? Jak to ? czy tak wcześnie można mieć owulację skoro u mnie miesiączka trwała 7 dni ?

Coś chyba się pierdaczy. Ja myślę, że owulacja się dopiero zbliża. Wczoraj pobolewały mnie jajniki. Poczekamy - zobaczymy - chleba z tej mąki nie będzie - bo nie może być ... mam się uczyć własnego ciała, obserwować, a ono nie chce współpracować i co cykl to inaczej się zachowuje.

Wczoraj byłam z T. na badaniach kontrolnych (wyniki po 22.04 - muszę zapamiętać). Było... zabawnie :) Ja to tradycyjnie musiałam usiąść na fotelu, pobrali to co mieli pobrać za pomocą "patyczka" i już ... ale u T. nie miałam pojęcia jak będzie przebiegać badanie.
Okazało się, że . musi oddać do badania .... achtung achtung - nasienie. Nic mu żadnym patyczkiem nie pobierano - miał sam się zmobilizować do oddania ... w oddzielnym pokoju bez świadków.

Był nie mniej zaskoczony ode mnie - ale był twardy .. wziął to na klatę i o dziwo poszło SZYBKO. A myślałam , że w takich warunkach to będzie mało możliwe :)


Mam nadzieję, że wyniki będą prawidłowe ... bo jeśli nie to znowu antybiotyki :( i laparoskopia przesuwa mi się ... na "niewiadomo-kiedy".

20 kwietnia 2015, 09:20

18 DC

no dobra Owufiernd zdecydował się i ostatecznie przerywaną krechą zaznaczył, że owulacja była w 12 DC.
Może i się zgadza bo tego dnia "pikały" alarmowo od czasu do czasu jajniki, chociaż dawno już tego nie robiły. Miło z ich strony ze teraz teoretycznie owulacja miała miejsce w dniu 12, a nie jak ostatnio 18 czy nawet 34 ...Ciekawa jestem czy faza lutealna znowu się wydłuży i będzie długością przypominała tą książkową ( czyli 14 dni) czy znowu będzie wyrywna i okres zaskoczy (właściwie to nie zaskoczy) mnie po 9 dniach od rzekomej owulacji.

Ostatnio trochę zaniedbuję mierzenie temperatury bo .. a to szkolenie ... a to weekend i o 6 rano nie chce mi się z termometrem snu rozbudzać.
Byle do środy --- w środę będą wyniki badań - ponieważ czuję ze będą do d... to czeka mnie kolejna antybiotyko-terapia i chce jak najszybciej zacząć, zeby pozbyć się tej francy i spokojnie iść na laparoskopie by ocenić te moje jajniki , jajowody, wodniaki i inne ...

23 kwietnia 2015, 09:09

21 dc


1. zarówno ja, jak i T. pozbyliśmy się tych bakterii> odebrałam wyniki wczoraj. odetchnęłam z ulgą.
2. zauważam u siebie syndrom "wędrującej owulacji". W tym cyklu owufriend zaznaczałam mi już kilkukrotnie owulację na wykresie- 8,10 ,12 i teraz ostatecznie 18 dc.
Hmm mnie osobiście najbardziej ten 12 pasował ale .... hmmm kto wie kto wie ... czekamy.
Chleba z tej mąki nie będzie więc czekam jedynie na okres.


Ale na szczęście mogę się już umówić na laparoskopię.

4 maja 2015, 09:03

Porada
ukradłam to od OŁOWIANEJ WRONY ... wydrukuje to i dam do przeczytania mojemu T.


Szczypta psychoanalizy.
Nie jest łatwo radzić sobie z kolejnymi nieudanymi próbami bez upragnionych dwóch kresek na teście ciążowym. Aby to przetrwać potrzeba dużej dojrzałości, umiejętności radzenia sobie w trudnych sytuacjach, ale przede wszystkim zdolności do wspierania się nawzajem.
Zdarza się, że to zaczyna parę przerastać i zamiast pomagania sobie nawzajem stopniowo się od siebie oddalają czując coraz większe wzajemne rozczarowanie.
Dlaczego tak czasami bywa? Ponieważ sposób radzenia sobie w trudnych sytuacjach często jest odmienny u mężczyzny i u kobiety. Kiedy para nie zdaje sobie z tego sprawy może stopniowo się od siebie oddalać czując wzajemne rozczarowanie.
Czym zatem się różnią?

Mężczyzna zwykle przekonuje swoją partnerkę, że wszystko będzie dobrze, że przecież kiedyś im się uda, bo dlaczego miałoby być inaczej? I faktycznie ma rację, bo tylko niewielki procent osób nigdy nie doczeka się własnego dziecka.
Celem mężczyzny jest rozwiązanie problemu i tak było od początku naszego istnienia. To mężczyzna miał zapewnić rodzinie środki do przetrwania i jego działanie skierowane jest na to jak ten cel osiągnąć. Do braku dziecka zatem także podchodzi w sposób zadaniowy. Jeśli coś się nie udaje trzeba znaleźć inne rozwiązanie i liczyć, że to kolejne powinno się udać. Często jednak nie potrafi tego kobiecie jasno wytłumaczyć,że według niego to najskuteczniejszy sposób zmagania się z problemem.
Co zwykle słyszy kobieta?
„ Mój mąż mówi, że wszystko będzie dobrze, po to, żeby mnie na chwilę uspokoić, chociaż wcale tak nie uważa. To puste słowa pocieszania, za którymi nic nie stoi. Bagatelizuje problem. Nie rozumie co ja przeżywam. A może tak naprawdę wcale mu nie zależy na dziecku? Czasami czuję się w staraniu o dziecko zupełnie osamotniona.

To niebezpieczny moment dla związku, ponieważ ich odmienne sposoby radzenia sobie mogą doprowadzić do niezrozumienia i zamiast wzajemnego wspierania do konfliktów w parze, które nie będą sprzyjały trudnemu leczeniu.
Często dopiero w trakcie rozmowy z terapeutą uświadamiają sobie jak myśli i co tak naprawdę czuje druga strona i, że nic nie jest wymierzone przeciwko drugiej stronie.

Mężczyzna faktycznie czasami nie rozumie napięcia jakie pojawia się u jego żony, która wpada w pułapkę comiesięcznej paniki. Kobieta potrzebuje w tym trudnym momencie zupełnie innego wsparcia, niż jej mąż stara się jej zapewnić. On chce wymyślić jakieś rozwiązanie, kiedy tak naprawdę ona potrzeba przytulenia i wysłuchania bez dawania rad. Jej zamartwianie się wydaje mu się stratą czasu. Na pytania „Co będzie jeśli znowu nam nie wyjdzie? najczęściej odpowiada: „Wtedy się zastanowimy.” Kobieta zazwyczaj nie traktuje tego jako konstruktywne rozwiązanie bo jej psychika potrzebuje zupełnie czego innego. Przede wszystkim chce zwentylować emocje, wypłakać strach, a potem przeanalizować setki scenariuszy, zwykle tych najgorszych, które mogłyby się zdarzyć. Konsekwentnie wraca do analizowania spotkań z lekarzem, zamartwia się badaniami, zastanawianiem się „co by było gdyby”. Kobieta zwykle czuje się bezpieczniej kiedy ma w głowie ułożony jakiś plan działania na każdą okoliczność. Wtedy łatwiej jej funkcjonować.
Kiedy oboje uświadomią sobie, że tak naprawdę każde na swój sposób przeżywa ten sam problem nie robiąc niczego przeciwko sobie przede wszystkim mogą łatwiej wzajemnie się zrozumieć, ale także dać to, co potrzebne drugiej stronie. Do tego jednak potrzebna jest przede wszystkim szczera rozmowa.
Słowa, które mogą zabrzmieć znajomo
Myśl o niepłodności przenika do każdej sekundy Twojego życia. Testy ciążowe z uporczywą tylko jedną kreską zdają się piętrzyć i tworzyć mur odgradzający Cię od całej radości tego świata. Masz poczucie, że utknęłaś. Twoje ciało staje się Twoją obsesją. Stale skupiasz się na jego reakcjach, wyczekujesz sygnałów okresów płodności i – oczywiście! – ciąży. Odwiedzasz ginekologa, endokrynologa, poddajesz się medycznym zabiegom i farmakoterapii. Twoja dusza cierpi, ale wydaje Ci się, że podczas leczenia niepłodności wsparcie psychoterapeutyczne byłoby zbędną fanaberią.


Trudniej o jednak jaskrawszy przykład sprzężenia zwrotnego między ciałem a umysłem niż w przypadku terapii niepłodności. Skorzystanie z profesjonalnej psychologicznej pomocy – doradztwa, warsztatów, psychoterapii – może okazać się kluczowe dla odzyskania życiowej harmonii, naprawienia relacji z partnerem, odzyskania radości życia. Badania Alice Domar, badaczki zagadnień niepłodności pokazują ponadto, że wsparcie takie zwiększa znacząco prawdopodobieństwo zajścia w ciążę i szczęśliwego jej donoszenia.

Dlaczego nie powinnyśmy skakać na bungee próbujac zajść w ciążę?
Stresujące wydarzenia pociągają za sobą wydzielenie się w naszym organizmie „hormonu stresu“, czyli kortyzolu i enzymu alfa-amylazy. Zbyt wysokie stężenie tego ostatniego zmniejsza prawdopodobieństwo zajścia w ciążę. Naukowcy z Uniwersytetu w Oksfordzie przebadali 247 zdrowych kobiet starających się zajść w ciążę. Kobiety, w których ślinie stwierdzono najwyższe stężenia alfa-amylazy miały o 12% mniejsze prawdopodobieństwo zajścia w ciążę niż kobiety z najniższymi stężeniami tego enzymu.
Analogicznego związku nie wykazały badania nad kortyzolem. To bardzo ciekawe, bo to kortyzol jest reakcją organizmu na stres chroniczny, długotrwały, alfa-amylaza pojawia się zaś w naszej krwi w odpowiedzi na presję krótkotrwałą i towarzyszący jej wyrzut adrenaliny1. Według opisanych badań długotrwały stres w miejscu pracy nie powinien obniżać zatem znacząco płodności. Na drodze ku szczęśliwemu poczęciu stać zaś mogą m.in. sporty ekstremalne i jednorazowe traumatyczne przeżycia (np. śmierć bliskiej osoby).

Pamiętajmy jednak, że wysokie stężenie kortyzolu wpłynąć może na obniżenie popędu płciowego, co w oczywisty sposób pośrednio może zaważyć na efektach starań o poczęcie dziecka. Naukowcy odkryli też związek między stresem, zaburzeniami lękowymi i depresją a gorszymi wynikami zapłodnienia pozaustrojowego.

Depresyjne koło zamachowe niepłodności
Gdy umysł zalewają negatywne myśli i uczucia, od razu reaguje na to ciało. Wystarczy samo wspomnienie porannej kłótni z partnerem, by serce zaczęło nam szybciej bić, mięśnie karku napięły się bezwiednie, zęby zacisnęły. Podobnie jest w przypadku niepłodności, już sama myśl o niej (zwłaszcza jeśli uporczywie powraca) powodować może bardzo silne emocjonalne reakcje na poziomie naszego ciała (łzy, płytki oddech, ból głowy itp.). Czujemy się coraz gorzej, a dla naszego umysłu to sygnał, że jest nam źle. Nie możemy zajść w ciążę > zadręczamy się myślami > nasze ciało cierpi > im bardziej cierpi, tym bardziej nam źle... i tu koło się zamyka, koło najczęściej prowadzące do depresji lub innych zaburzeń nastroju.

W badaniu obejmującym 200 par zamierzających poddać się zabiegowi in vitro, 48% kobiet wskazało zmagania z niepłodnością jako najbardziej przygnębiające doświadczenie w ich życiu2. Spójne jest to z wynikami otrzymanymi przez Alice Domar, które wykazały, że kobiety doświadczające niepłodności odczuwają depresję porównywalną do stopnia, w jakim doświadczają jej osoby chore na nieuleczalne choroby. Powyższe wyniki pokazują, że zagadnienia płodności stoją często w centrum kobiecego funkcjonowania psychicznego.

Ponad 20% kobiet poddających się zabiegowi in vitro cierpi na depresję. Powszechnie (i potocznie) uważa się, że odpowiada za to terapia hormonalna towarzysząca temu zabiegowi. Według doktor Miki Blocha z Uniwersytetu w Tel Avivie, bardziej prawdopodobny wpływ na depresję mają wcześniejsze lęki kobiet związane z leczeniem niepłodności niż sama ekspozycja na hormony. Tak jakby nasz umysł, zmęczony długotrwałym cierpieniem emocjonalnym i paraliżująca niepewnością, wraz z dokonaniem zabiegu in vitro nie miał już zasobów, by walczyć dalej3.

Długość bezskutecznych starań o dziecko przyczynia się do intensyfikacji uczuć depresyjnych. W badaniach przeprowadzonych Domar najintensywniej doświadczały depresji kobiety, które próbowały zajść w ciążę co najmniej 2-3 lata. Domar wyjaśnia to następująco: To ma sens z punktu widzenia klinicznego. Pierwszy rok kobiety te próbowały zajść w ciążę bez pomocy lekarzy. Drugiego roku odwiedziły lekarza, mając nadzieję, że jego wsparcie pomoże im w ich staraniach. Ale po kolejnym takim roku zaczynały myśleć, że już nic nie pomoże. A to może być bardzo przygnębiające.

Czy chroniczny smutek zmniejsza szansę na zajście w ciążę?
Niepłodność może przyczynić się do depresji, to nie ulega wątpliwości. Czy możliwy jest związek odwrotny? Poniżej dwa ważne wyniki badań:

Kobiety, które doświadczyły w przeszłości objawów depresji, 2 razy częściej - niż kobiety, które nigdy depresji nie doświadczyły - zmagały się z niepłodnością;
U kobiet, które przed zabiegiem in vitro, doświadczyły przynajmniej jednego wcześniejszego niepowodzenia związanego z tą metodą i które zmagały się z depresją przed zabiegiem, procent ciąż wynosił jedynie 13 (u kobiet bez symptomów depresyjnych było to 29%).

Domar nie wskazuje jednak na występowanie zero-jedynkowego związku pomiędzy depresją a niepłodnością. Mówi ona jedynie o tym, że może ona obniżać jakość komórek jajowych, obniżać i/lub destabilizować poziom potrzebnych hormonów czy sabotować kobiecy układ odpornościowy. A każdy z tych czynników może w potężny sposób stanąć na drodze do upragnionej ciąży.

6 maja 2015, 09:55

7 cykl starań ... 12 dc

Owulacja albo się zbliża, albo jest utajona ? albo ... sama nie wiem

W piątek idę do ginekologa, przedstawię mu wyniki badań (na szczęście wyszły dobrze) i w końcu wydębiłam ze szpitala protokół zabiegu, który będzie potrzebny mu do laparoskopii o ile się jej podejmie.

Z protokołu wynika, że już w 2013 r mój prawy jajowód był "pogrubiony" więc być może już wtedy nie był drożny, ale nikt mi wtedy nic nie powiedział o tym, a ja nieświadoma myślałam, że to problem tylko jajników.

Wniosek jest taki, że oba jajniki mam mocno nadszarpnięte i no i z pewnością jeden jajowód jest niedrożny bo z wodniakiem.
Zastanawiam się jak ta moja endometrioza - bo była usuwana ale może nadal jest bo te krwawienia (szczególnie po <3 są niepokojące.

Na razie czekam, póki co do piątku. A potem - zobaczymy.
1 2 3