X

Pobierz aplikację OvuFriend

Zwiększ szanse na ciążę!
pobierz mam już apkę [X]
Pamiętniki Po usunięciu jajowodów...
Dodaj do ulubionych
1 2 3 4 5

3 grudnia 2021, 22:01

Lekarz doradził nam sprowadzenie leków z Francji, już same Granocyty są o połowe tańsze, znalazłam aptekę która realizuję recepty z Niemiec, ma same dobre opinie, jedyna rzecz która mnie martwi to bank spermy w którym są zamrożone nasze blastki który do dzisiaj nie dał znaku życia :/

Muszę przyznać, że nieco zaniepokoił mnie poziom moich leukocytów 3 tys. to jednak trochę poniżej normy, sprawdzałam wyniki męża on ma ich 11tys. Wykopałam wyniki z przed ostatnich dwóch lat i na każdym z nich leuko są obniżone, dziwne, że do tej pory nikt tego nie zauważył, lekarze tłumaczyli to tym, że pewnie jestem po infekcji wirusowej... Taaa przez dwa lata, za każdym razem stan po infekcji wirusowej...
Z tego co zrozumiałam zarodek nie ma wystarczającej ochronny do tego te podwyższone nk i nie miał szansy przetrwać.

Wiadomość wyedytowana przez autora 3 grudnia 2021, 22:07

7 grudnia 2021, 21:28

Skompletowałam leki, nawet te z Francji przyszły dzisiaj. 16 grudnia transportujemy nasze blaski z jednej kliniki do drugiej.

23 grudnia 2021, 20:54

Od tygodnia blastki już w nowym kriobanku. Leki skompletowane, zobaczymy kiedy przyjdzie @ i czy da się to połączyć z przerwą świąteczną w klinice. Planowo @ za tydzień, jeśli się trochę przeciągnie to będzie mi nawet na rękę.

Nadchodzą święta, trudny a niekiedy nawet bolesny czas dla staraczek. Fb już od wczoraj bombarduję zdjęciami wesołych rodzinek ze swoimi "pociachami" przed choinką z napisem - rodzina.... życzy wesołych świąt... blee
Ah gdyby Ci ludzie wiedzieli ile przykrości sprawiają tym, którzy od lat walczą o dziecko.

Poprzez media społecznościowe w czasie tych kilku lat naszej walki poznałam kilka dziewczyn, którą idą tą samą drogą. Jednej z nich się udało, wczoraj po raz pierwszy pozytywna beta po 4 latach walki, dzisiaj rano dostaję zdjęcie testu na którym widać wyraźną kreskę (6 dpt blastki)- pierwszy transfer przeprowadzony w czechach- A. ciesze się Twoim szczęściem, wymarzony prezent na święta:D
Ktoś pisze o depresji, chyba w moim życiu też był taki etap po drugim nieudanym transferze wtedy czułam się najgorzej... Ktoś dopiero co przeszedł poronienie, serce nigdy nie biło. M. postanowiła po drugim nieudanym transferze próbować naturalnie, odwiedza swojego synka urodzonego w 19 tyg na cmentarzu.
Wiele uczuć towarzyszyło nam w tej drodzę mimo, że wciąż jeszcze wierze i walcze coraz bliżej mi do akceptacji...
Życzę wszystkim starczką żeby w końcu nastał moment w krórym będzimy tuliły nasze wyczekane maleństwa. Kochane dużo siły w te święta!!! Nie traćmy nadziei.

Wiadomość wyedytowana przez autora 23 grudnia 2021, 20:55

5 stycznia, 15:49

2dc
Zaczynamy cykl przygotowujący do transferu - pierwsza próba w nowej klinice z lekami immuno. Plan wygląda następujaco
od 3dc Progynova (Estradiol) 15mg Prednisolon (Encorton)
10dc Intralipid
od 13dc Utrogest 2x200 mg (Progesteron)
około ET Granocyte 13 Mio. (Accofil)
ET Prednisolon (Immunoglobuliny) i Ovitrell

Tym razem transferujemy 1 blastocyste. Plan wydaje się być obiecujący, aczkolwiek trochę boje się tych leków...

6 stycznia, 22:29

Kiedy zaczynałam pisać ten pamiętnik nigdy nie pomyślałam, że będę go pisać latami... Często zadaje sobie pytanie - dlaczego muszę przez to przechodzić? Czy to jakaś kara? Tęsknota za dzieckiem, którego nigdy nie było jest ogromna, czuję ją w głębi serca wypala mi dziurę w sercu. Tak trudno jest nie móc się z nikim tym podzięlić...

13 stycznia, 16:30

3 h spędziłam dzisiaj w klinice. Rozmowa z lekarzem i potem 2,5h intralipid. Przed wizytą przejrzałam po raz kolejny wyniki badań od pani immunolog i zastanawiałam się czy aby na pewno nie potrzebuję heparyny z powodu mutacji
Faktor II 19911A>G heterozygota ↑. Lekarz stwierdził, że nie jest to nic złego ale lepiej wziąć heparynę, czyli od jutro dochodzą jeszcze zastrzyki z heparyny.
Za tydzień w piątek transfer.

22 stycznia, 16:54

Rok temu w styczniu zaczęłam diagnostykę immunologiczną. Masa badań, skomplikowanych wyników, które nie tak łatwo zrozumieć. Immunolog zaleca encorton, accofil, klinika w której się leczymy za nic w świecie nie chce się na to zgodzić, nakłaniają nas na test era. Endometrium receptywne, znowu nic nie mamy. Trudno uwierzyć w powodzenie, podchodzę do kolejnego transferu, po raz szósty klapa. Przekopuję internet szukam lekarza który ma pojęcie na temat immunologii. Umawiam nas na wizytę, czekamy tygodniami, dzień przed wizytą umiera moja kochana babcia :( zbieram się do kupy, jedziemy. Lekarz zaleca dwumiesięczną terapię intralipidem ze względu na wysokie komórki nk po czym po raz kolejny sprawdza status immunologiczny. Niskie leuko i granulocyty. Dostaję encorton, accofil, heparynę, privigen i po raz kolejny intralipid. Transportujemy dwie ostatnie blaski do nowej kliniki. Lekarz wyznacza transfer na 21. 1 - rycze gdy dociera do mnie, że to dzień babci... Czuję, jej wsparcie:(
21.1 podano mi móją kropeczkę 4.2.3 boje się czy jest wystarczająco silna. Błagam zostań ze mną.

28 stycznia, 20:01

Królowa niepłodności!!! 7 transferów, 12 zarodków, wszystkie skutecznie wyeliminowane na samym początku, a jednak jestem w czymś kur... perfekcyjna!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

6 lutego, 12:41

Zrobiłam jeszcze kilka testów, żeby powoli odstawiać lekki. Najpierw odstawiłam heparynę, potem encorton, strasznie się po nim czułam puls miałam ponad 100, czułam ogromny stres, koleżanka w pracy powiedziała, że zauważyła, że się trzęse. 4.2 miałam zrobić bete, nie chciałam jechać 4 h do kliniki na jedno badanie krwi, którego wynik i tak już znam. Zapytałam lekarza rodzinnego czy może sprawdzić moją wartość hcg dla kliniki w której się leczę, powiedziałam, że zapłacę. Zaproponowano mi termin tydzień później niż było to zaplanowanie. What the fuck? ....brak słów. Zadzwoniłam do kliniki powiedziałam, że odstawiam leki i że nie mam bety. Dostałam taki ochrzan, że nie mogłam opanować ataku płaczu a byłam w pracy.
Musiałam jechać do domu... Ryczałam cała drogę. Nie wiem jak to jutro wyjaśnię w pracy, zachowuję się jak jakaś niestabilnie emocjonalnie wariatka. Zaczynam plamić jutro pewnie zacznie się kolejny cykl. Czy dam radę spróbować po raz kolejny, co mówić w pracy..... Nie wiem

Wiadomość wyedytowana przez autora 6 lutego, 12:46

21 marca, 11:24

Dzisiaj o 12.30 miałam odebrać mojego ostatniego kropka. To miała być nasza ósma próba, mówiłam sobie, że ostatnia, że pora zacząć żyć normalnym życiem. W tym cyklu jakiś dziwny spokój mnie ogarniał być może przyczyniła się do tego akupunktura, którą zaczęłam praktykować na zlecenie mojego lekarza. O 9 rano zadzwonił telefon, "zarodek się nie rozwija". Ile bólu musi wytrzymać jeden człowiek... Boże gdzie jesteś .....

Wiadomość wyedytowana przez autora 21 marca, 18:14

21 marca, 18:21

Nigdy bym nie pomyślała, że to mnie spotka... Po południu miałam video konferencje z lekarzem, zdziwiło mnie, że jeszcze dzisiaj chciał ze mną rozmawiać , że tak szybko znalazł czas. Otóż owa blastocysta, która miała zostać mi dzisiaj podana wcale nie zatrzymała się w rozwoju, jej po prostu tam nie było, ktoś ją kur... zgubił prawdopodobnie podczas konserwacji w poprzedniej klinice... Brakuje mi słów...

22 kwietnia, 14:40

Ostatnie wydarzenia wywołały sporo negatywnych emocji, nie mogłam spać, zaczęłam sobie wyobrażać, że moja zaginiona blastka została podana komuś innemu. Stymulacja, punkcja, hodowla do blastocysty, transport między klinikami, przygotowanie do mrożonego transferu to wszystko sporo kosztuje o emocjach już nawet nie wspomnę... wszystko na marne... Zadzwoniliśmy do crio banku i poprosiliśmy o wyjaśnienia. Pani embriolog z którą rozmawialiśmy była bardzo kompetentną osobą, wyjaśniła nam, że może się tak zdarzyć, że zamrożony zarodek odpadnie od tego "Straw", zdarza się to jednak bardzo rzadko...
Klinika mimo wszystko wystawiła dość spory rachunek. Uważam, że w takim przypadku można by było być człowiekiem i darować nam koszty chociażby kultywacji której tak naprawdę w ogóle nie było (bo nie było co kultywować), ale wszystko zostało już do tego przygotowane...
Gdyby nie to, że mam w domu masę leków immunologicznych których nie zużyłam bo do transferu nie doszło prawdopodobnie nie podchodziłabym do kolejnej procedury.
Tydzień temu byliśmy w klinice omówić 3 procedurę. Mam w sobie mnóstwo negatywnych emocji, myślę, że dało się to odczuć. Nie wierzę już lekarzom, że potrafią nam pomóc. Coraz częściej myślę, że będę musiała się z tym pogodzić. Nie mam już tyle siły co kiedyś. Chciałabym spróbować w Czechach, ale logistycznie nie damy rady :(

Wiadomość wyedytowana przez autora 22 kwietnia, 14:41

19 czerwca, 20:25

Nie udzielałam się tutaj ostatnio za bardzo. To już 4 rok od kiedy staramy się o dziecko, powoli próbowałam zaakceptować to, że być może nie uda nam się zostać rodzicami. Za nami 7 transferów, do 8 nie doszło. Decydujemy się na ostatnią procedurę w Niemczech, planujemy ewentualnie później gdyby się nie udało spróbować w Czechach, aczkolwiek na chwilę obecną logistycznie niewyobrażalne. Tym razem lekarz przepisuje mniejsze dawki leków do stymulacji, poprzednio za każdym razem ocierałam się o hiperkę. Pierwszy podgląd tylko sześć dużych pęcherzyków na drugim jajniku spora cysta ogranicza wzrost - tylko 4 małe pęcherzyki. Podczas punkcji pobrano 10 komórek, tylko 5 dojrzałych. Tak mało nie miałam jeszcze przy żadnej procedurze. Wszystkie 5 się zapładniają, hodujemy do blastocysty. Mamy dwie blastki, jedna wczesna - embriolodzy nacinają jej otoczkę tzw. assisted hatching, druga wylęgająca się z otoczki. Lekarz zgadza się na transfer dwóch, ale tylko dla tego, że to już ósma próba i nigdy nie doszło do implantacji. W dzień punkcji dostaję intralipid. Od punkcji biorę encorton, heparynę, progesteron i estrofem. Po transferze dostaję immunoglobuliny, prosto z kliniki jedziemy na akupunkturę. Dość szybko po transferzę zaczynają dokuczać mi mdłości. 7 dpt robię pierwszy test z moczu. Po raz pierwszy w życiu lekka kreska na teście ciążowym. Mdłości się nasilają, powtórzyłam test jeszcze dwa razy, kreska za każdym razem wyraźniejsza. Jestem w ciąży! Po raz pierwszy w życiu przy ósmy podejściu transfer w końcu się udał. Nie sadziłam, że to się kiedykolwiek wydarzy. To dopiero 11 dpt, w środę pierwsza beta. Na dzień dzisiejszy myślę, że trzeba trafić na właściwego lekarza, być może jakość komórek była lepszą bo po raz pierwszy nie było hiperki, immunoglobuliny i być może w jakimś stopniu akupunktura.
Wiem, że są tutaj jeszcze dziewczyny które nadal walczą, trzymam z całej siły kciuki, wszystkie zasługujemy na to żeby się udało.

25 czerwca, 08:59

Dziewczyny dziękuję z całego serca za komentarze pod poprzednim postem, nie sądziłam, że tyle osób to czyta. Środowa beta wyszła bardzo ładnie 1500. Mimo to inaczej wyobrażaliśmy sobie ten dzień kiedy po raz pierwszy w życiu z krwi wychodzi pozytywna beta. W drodze do kliniki mieliśmy wypadek samochodowy, bardzo to przeżyłam, baliśmy się że stracimy kropka... Byłam w szoku, w korku wielokrotnie uderzył w nas tir, nic nam się nie stało, ale emocje były straszne. Nawet nie chce myśleć jak mogło się to skończyć.... Piątkowa beta 3200 progesteron 125. 🙏 Od dzisiaj mam wychodzić z encortonu co bardzo mnie niepokoi bo wszędzie czytam, że dziewczyny biorą go do 8-12 tyg. Kazano mi też zwiększyć dawkę L-Thyroxin ze 100 na 125. W pon kolejna dawka intralipidu, za 3 tyg immunoglobuliny i pierwsze usg. Bardzo się boję😥

Wiadomość wyedytowana przez autora 3 sierpnia, 21:59

30 lipca, 19:54

Dwa tygodnie temu pierwszy raz zobaczyłam moje maleństwo na usg, słyszałam jak bije mu serduszko 🙏 Przedwczoraj mieliśmy kolejne usg - ostatnie w klinice, maleństwo rozwija się prawidłowo, oficjalnie pożegnaliśmy się z lekarzem prowadzącym. Pojadę tam już tylko na kroplówkę z intralipidu i immunoglobuliny. Mam anemię Hb 9,8 żelazo w normie :/ mimo to jedynym zaleceniem jest przyjmowanie żelaza. W między czasie pojawiło się delikatne plamienie, omal na zawał nie umarłam, lekarz wszystko sprawdził i powiedział, że nie widzi nic co by mogło je powodować i że to może być od heparyny. Zaliczyłam już pierwszą wizytę u gina, założono mi książeczkę ciąży, pobrała cytologie, już podczas badania zaczełam krwawić czerwoną krwią, gin uprzedzała, żebym się nie przestraszyła i że to przez to, że jestem tak dobrze ukrwiona. Plamię już drugi dzień, ale tylko minimalnie brązową krwią, myślę, że to pozostałości to po tej cytologii tak jak uprzedzała.

Wiadomość wyedytowana przez autora 30 lipca, 19:57

18 sierpnia, 16:58

12+6
Nie ma dnia, żeby nie dziękowała Bogu za to, że jesteś 🙏 jesteś największym cudem, jaki mi się przytrafił, mimo to każdego dnia boje się, że możesz odejść.
Tydzień temu wracając z kliniki, tuż po kroplówce z intralipidu zasłabłam na dworcu. W pewnym momencie zrobiło mi się tak słabo, moje serce waliło tak mocno, oddychałam coraz szybciej, że poprosiłam kobietę, która stała obok mnie o pomoc. Kazała mi usiąść, w tym momencie zrobiło mi się biało przed oczami, gdyby nie ona to bym upadała. Leżałam tak jakiś czas na peronie z nogami do góry, aż ktoś w końcu zadzwonił po karetkę. Od tego momentu boję się jeździć zatłoczonymi pociągami.

Hemoglobina spadła do 9,3, żelazo mam już tak wysokie, że lekarz kazał odłożyć. Co a idiotyczny pomysł lekarza przepisując mi, żelazo gdy jest w normie. Mam iść do hematologa, mam nadzieję, że szybko dostane termin. Martwi mnie to, oby anemia nie zaszkodziła maluszkowi🙏.
Codziennie się czegoś boje, już pewnie świruje, martwię się każdym ukłuciem, każdym ciągnięciem w brzuchu, za dużo mam do stracenia, za bardzo o to walczyłam...

Wiadomość wyedytowana przez autora 18 sierpnia, 17:00

5 września, 20:06

15 tc
Z każdym badaniem hemoglobina spada. Pomiar z dzisiaj wynosi 8.7. Hematolog do tej pory nie ustalił powodu anemii. Dzisiaj robiono mi badania genetyczne na mutacje hemoglobiny. Hematolog zaczyna wspominać o transfuzji krwii. Martwie się o maleństwo :(

Wiadomość wyedytowana przez autora 5 września, 20:07

23 września, 12:15

18 tc
Od ponad tygodnia czuje ruchy dziecka, najczęściej rano i wieczorem. Czasem nawet ich wyczekuję leżąc spokojnie na kanapie. W poniedziałek idę na badania krwi, żeby sprawdzić co z anemią. Myślę, że powinno być nieco lepiej, gdyż ja czuję się całkiem dobrze. W tym tygodniu dopadło mnie przeziębienie i jestem na l4. Fajnie będzie w poniedziałek znowu wyjść do ludzi. Nie wiem co robią kobiety, które całą ciąże są na zwolnieniu. Przeziębienie strasznie mnie męczy, chyba najgorzej z katarem, nie wolno mi używać kropli do nosa a inhalację z solą bądź rumiankiem pomagają na krótko przez co ciężko mi się sypia w nocy. Trochę się zaokrągliłam :D kupiłam już sobie parę ciuchów ciążowych, szczególnie spodnie ciążowe zdecydowanie ułatwiają życie. Nieśmiało zerkam też na te maleńkie ciuszki, ale nie mam jeszcze odwagi, żeby coś kupować. To właśnie w 18 tyg moja znajoma poroniła:( Mam nadzieję, że nie sprawie nikomu przykrości tym wpisem. Codziennie dziękuję Bogu za ten cud, który nas spotkał i proszę Go, żeby każda kobieta, która walczy o swoje maleństwo kiedyś go doczekała.
1 2 3 4 5