Pamiętniki Projekt Junior (napro)
Dodaj do ulubionych
1 2

11 grudnia 2013, 09:31

Nie mogę się czasem nadziwić swoim przemyśleniom.
Bezdyskusyjnie pragniemy dziecka, staramy się o nie, modlimy się o nie.
Tylko pojawiła się taka wątpliwość... odkąd wiem jak boli niemożność posiadania dziecka i oglądanie wszystkich ciężarnych koleżanek nie wyobrażam sobie, że mogłabym zrobić moim starającym się znajomym takie świństwo i zajść w ciążę.

Kuzynka P. poroniła w 6 tygodniu ciąży. Jak przy świątecznym stole mogłabym ją dobić?
Koleżanka z pracy P. stara się ponad dwa lata i to na nią spadłyby moje obowiązki gdybym poszła na macierzyński. Czy to fair, żeby zachodzić przed nią skoro stara się dłużej?

Wyższy poziom empatii w stosunku do tych którzy odczuwają tą samą niemożność co ja.
A może da się jakoś zajść w ciążę i nie ranić przy tym bliskich? nie dawać im rad, które ja muszę teraz wysłuchiwać np. "my wyluzowaliśmy i od razu w drugim cyklu się udało", "koniecznie wyjdźcie, wszystkie nasze dzieci spłodziliśmy na wakacjach", nie dopytywać się ciągle tylko o bezpłodność (tak jakbym nie miała pracy i pasji, o których można porozmawiać), nie patrzeć z taką litością.

17 grudnia 2013, 12:45

Porada
Porady o. Grzegorza Sroki

Zalecenia praktyczne:

1. Zasięgnąć porady lekarza specjalisty po upływie roku od rozpoczęcia starania się o potomka. (Najlepiej tego znającego się na naprotechnologii- przypis autora). A jeżeli będzie to konieczne wykonać dodatkowe badania – dotyczy to zarówno męża jak i żony.

2. Rzucić palenie, dotyczy to obojga małżonków, choć kobiecie palenie szkodzi bardziej.

3. Zaleca się by małżonkowie jedli dużo nasion słonecznika (zawierają witaminę E), kiełki pszenicy i surówki oraz owoce (zwłaszcza te o kolorze czerwonym mp. aronia, porzeczka, borówka czarna, ciemne winogrona). Owoce te zawierają w swoim składzie przeciwutleniacze, które neutralizują wolne rodniki. Można też stosować przeciwutleniająco działającą witaminę C.

4. Łoże powinno być odpromieniwane (położyć skórę baranią lub koc wełniany).

5. Oboje małżonkowie powinni stosować miód pszczeli z pyłkiem pszczelim i propolisem. (Ojciec Grzegorz zalecał Bonimel pyłkowo-propolisowy dla żony oraz Bonimel pyłkowo – propolisowy z dodatkiem wyciągu z korzenia żeń-szenia dla męża- przypis autora).

6. Dobrze mieć pożycie między godziną 2 a 5 rano - to bardzo korzystny czas na poczęcie.

7. Lepsze jest pożycie gdy oboje małżonkowie są głodni. Są silniejsi.

8. W miesiącu swego urodzenia kobieta jest najbardziej płodna, najlepiej skorzystać z pożycia pod koniec jajeczkowania.

9. Dobrze by było poczynać dzieci między nowiem a pełnią księżyca, jeżeli wystąpi jajeczkowanie. Nie poleca się poczęcia na zmniejszającym się księżycu. Dzieci poczęte na „starym”, kończącym się księżycu często są słabe i częściej chorują.

10. Wygoda życia u żony utrudnia poczęcie i donoszenie ciąży. Żona przed pożyciem powinna być zmęczona, upracowana, głodna (urządzić pranie, sprzątanie, długą meczącą przechadzkę).

11. Nie sprzyja poczęciu alkohol i powoduje opłakane skutki, nie trzeba tego udowadniać.

12. Silne nerwice, pragnienie posiadania potomstwa, lęki, przesądy, uprzedzenia, obawy, nieświadomości, nie sprzyjają łatwemu poczęciu.

13. Tragedie, smutki, płacz, żałość, boleści, kataklizmy sprzyjają poczęciu.

14. Po klimakterium kobieta nie zachodzi w ciążę (u nas 48-56 lat).

15. Po pożyciu poczęciowym nie należy mieć kolejnego stosunku. Najmniej przez 8 dni trzeba wstrzymać się od pożycia. Inplantacja następuje dopiero w 6-8 dni od poczęcia. Często pożycie wcześniejsze powoduje trudności w zagnieżdżeniu się zarodka.

16. Plemnik ma żywotność najczęściej 5-48 godzin. (Ich żywotność zwiększa się gdy w diecie stosuje się produkty z dużą zawartością selenu np. grzyby, brokuły i orzechy brazylijskie. Ruchliwość i żywotność plemników wzrasta także wtedy gdy zmniejsza się stres antyoksydacyjny, dlatego warto stosować zalecenia z pkt. nr 3 - przypis autora).

17. O ile możliwe, należy często jadać młodą baraninę i owcze sery (nie bryndzę) i mleko.

18. Żywność ma być zdrowa, naturalna, z dużą ilością mikroelementów, nie zabrudzona chemicznie. Ma zawierać dużo pełnowartościowego białka. Jeść często, a mało.

19. Raz na tydzień ubić zapłodnione przez koguta jajko z jedną łyżeczką miodu. Posiada dużo witamin i życia. UWAGA: jak rozpoznać, że jajko jest zapłodnione? Można to rozpoznać w ten sposób, że jajko będzie się podświetlać silnym snopem światła. Promienie światła przechodzące przez skorupkę uwidocznią mały ciemny punkt lub plamkę. W odróżnieniu od takiego jajka, jajko niezapłodnione będzie miało jednolity kolor. Jajka takie najlepiej kupować w gospodarstwach wiejskich – czyli z miejsc, gdzie żyją zarówno kury jak i kogut.

20. Nosić obuwie na średnim obcasie – szpilki szkodzą.

21. Unikać bielizny osobistej wykonanej z tworzyw sztucznych. Używać mydła: szarego np. biały jeleń (bez dodatków zapachowych), można także do mycia używać Bonidermu czyli Pomady O. Grzegorza. Możliwe do wykorzystania są także mydła dla dzieci. (Mydła takie nie wywołują uczuleń, podrażnień, a zawarte w nich łagodne substancje zapachowe nie wpływają negatywnie na organizm kobiety – przypis autora).

22. Obojgu małżonkom nie wolno pić wina swojej roboty – zakwasza.

23. Wzajemna służba sobie, pomoc, zaufanie, delikatność, modlitwa, oddanie, wierność, unikanie stresów sprzyja poczęciu.

24. Stosować mieszankę ziołową, recepturę której przedstawiamy powyżej.

25. Poczęciu sprzyja intensywne i długie nasłonecznienie np. pożycie w Tunezji w lipcu lub sierpniu w okresie jajeczkowania.

17 grudnia 2013, 12:55

Wczoraj przeszłam samą siebie.
Realizując zalecenie nr 10, objuczona torbami z prezentami i owocami natachałam się niczym muł (no minimum 5 kg na jedno ramię!), wysprzątałam mieszkanie, zrobiłam pranie, ugotowałam obiad na 2 dni.
Z bólem kręgosłupa i wszystkich mięśni ułożyłam się w łożu w pozie wyczekującej, ale pilna sytuacja w pracy Małża sprawiła, że dotarł do domu b. późno. Tym samym czekając na niego do 2 w nocy zrealizowaliśmy również punkt 6. :D

Powiem tak: Co te starania robią z człowiekiem! Może nawet porządek będę miała w domu...
Tylko trochę główka mi się kiwa w pracy. :)

21 grudnia 2013, 16:22

Jak zwykle po owulacji zaczynam się doszukiwać objawów...
Czyżby pogorszenie stanu ceru (i nie ważne, że mam tak przed okresem)
Czyżby większe zmęczenie (i nie ważne, że mam tak przed okresem)
Czyżby nerwowość i płaczliwość (i nie ważne, że mam tak przed okresem)

Najlepszy objaw to łupanie brzucha po lewej stronie u dołu. Od 4 dni. Tylko po tym dźwiganiu toreb i przedświątecznej harówce to równie dobrze może być przepuklina :)

Test czeka w gotowości. 12 w ciągu tego roku. Nadal żyję w świętym przekonaniu (tak jak co miesiąc), że tym razem musi się udać.

Uda się, prawda?

24 grudnia 2013, 12:03

Obiecywałam sobie, że święta będą wesołe, że nie będę się stresowała.

Telefon leży przede mną i nie mogę się zdobyć na to żeby go włączyć.
Czemu nikt nie potrafi zrozumieć, że wolałabym usłyszeć mniej personalne "Wesołych Świąt i Szczęśliwego Nowego Roku" zamiast "Życzymy wam dziecka"?

7 stycznia 2014, 11:47

Postanowienie noworoczne.
Przemyślałam to i nie mogę żywić negatywnych uczuć do wszystkich ciężarnych i dzieciatych kobiet, które spotkam na swojej drodze...
Może ona też się starała tak długo?
Może ona też cierpiała i walczyła z niepłodnością?
Może to dziecko śpiące w wózku to długo wyczekiwany adopcyjny skarb?

Tylko jednego nie potrafię w swoim myśleniu naprostować - co z negatywnymi uczuciami do tych mniej lub bardziej znajomych dziewczyn, które dziecka nie chciały a mają, albo które zaszły w ciążę w pierwszym cyklu i teraz tłumaczą mi, że "wystarczy wyluzować"?
To temat do przerobienia na nowy rok. Pozbyć się wszystkich złych emocji!

14 lutego 2014, 14:16

Nosi mnie! Chcę coś robić, chcę działać. A później zalegam na kanapie i nie mam siły ani ochoty ruszyć ręką ani nogą.

Zaczęliśmy leczenie napro. Czy coś to da, nie wiem?


Za jakieś 2 tygodnie będę miała więcej wolnego czasu, więc wszem i wobec obiecuje sobie, że uzupełnię ten pamiętnik o wszystkie najważniejsze informacje! (co planuje już ze 2 miesiące...)

28 lutego 2014, 13:07

W nadchodzącym czasie będę miała trochę wolnego, więc może uda mi się nadrobić moje wpisy :)
Mam już nawet plan o czym chciałabym napisać:

1. Plany i marzenia
2. A trzeba było trzymać język za zębami
3. Praca
4. Opis dotychczasowego leczenia
5. Początek napro
6. Duszpasterstwo
7. Kwestia adopcji

28 lutego 2014, 13:33

PLANY I MARZENIA

Od zawsze chciałam mieć dzieci. Dużo. Najlepiej całą gromadkę. Jednak musiałam cierpliwie poczekać aż na horyzoncie pojawi się odpowiedni po temu kandydat.
No i trafiłam idealnie. Już na pierwszej randce rozmawialiśmy z małżem o dzieciach. :)

Za czasów narzeczeństwa nigdy nie ukrywaliśmy naszego uwielbienia dla dzieci i z radością "straszyliśmy" znajomych, że już niedługo zakopiemy się w pieluchach i tym samym wypadniemy z obiegu. Trójka? To minimum! Szóstka? Bylibyśmy zachwyceni!

Zbliżał się dzień ślubu a wraz z nim pytanie: Staramy się od razu czy odkładamy to na jakiś czas? Co ma być to będzie. Przez pół roku nie zabezpieczaliśmy się w żaden sposób, ale też nie staraliśmy się jakoś specjalnie utrafić w owulację.

-Ile będziecie mieli dzieci?
-Tyle ile Pan Bóg da.

Od stycznia zaczęliśmy się starać z prowadzeniem obserwacji na ovu. Po roku wykresów, lekarzy, przeróżnych leków i witamin uderzyła mnie jedna myśl:

- a jeżeli w "ile Pan Bóg da" zawiera się też opcja "NIE DA"?

Wiadomość wyedytowana przez autora 28 lutego 2014, 13:35

3 marca 2014, 10:04

A TRZEBA BYŁO TRZYMAĆ JĘZYK ZA ZĘBAMI

Wszyscy od zawsze wiedzieli o naszych optymistycznych bąblowych planach. Tym, którzy już zaszli mówiliśmy „ poczekajcie, poczekajcie już was gonimy”. W części towarzystwa wzbudzaliśmy okrzyki zgrozy: „Ale jak to? Tacy młodzi i już dzieci! Nie spieszycie się za bardzo?!”

Taka szczerość poniekąd była błędem, ale kto mógł się spodziewać, że nasza skuteczność będzie taka marna?

Jednak najgorsze spotkało mnie ze strony z której nigdy nie spodziewałabym się takiego ciosu. Prawie dwa lata temu dowiedziałam się, że Z. jest w ciąży. Hip hip hura! Właśnie rozpoczęliśmy starania (a zakładałam jeszcze wtedy, że to pierwszy cykl i hop!) więc perspektywa koleżanki-„towarzyszki niedoli” bardzo mnie ucieszyła.
Tego wieczoru spotykałam się z W., wielką fanką ciąż i dzieci. Nie zastanawiając się zbyt długo popłynęłam:
- Wiesz, zaczynamy się starać. Taka jestem tym podekscytowana. Jakby się teraz udało to termin będziemy mieli na lipiec. W sam raz – zamkniemy sprawę studiów, może coś z pracą się wyklaruje…
Nigdy wcześniej nie widziałam W. tak złej (trafiłam na jej gorszy dzień? Była zła bo sama odkładała jeszcze starania?):
- Wy jesteście jacyś nieodpowiedzialni. Chcesz dziecko bez ojca wychowywać? Przecież wiesz, jak dużo wysiłku trzeba włożyć w pracę na początku kariery. Nie będzie go w domu a ty co - sama z dzieciakiem będziesz siedziała? Nie macie mieszkania ani samochodu. To takie nie-od-po-wie-dzial-ne!
Siedziałam jak trusia i coraz bardziej kuliłam się w sobie. Wielka fanka teorii wpływu psychiki na możliwość poczęcia dziecka zmieszała mnie z błotem. Spotkanie skończyło się spięciem. Przez jakiś czas nieodzywałyśmy się do siebie.
Starań nie odkładałam , ale parę razy gdy przychodziła @ przypominały mi się słowa W.
Minęły dwa lata. W. w między czasie zaszła w ciążę i urodziła śliczną córeczkę. Wspólne towarzystwo oraz sama W. bardzo się dziwili czemu nie okazuję entuzjazmu związanego z jej puchnącym z dnia na dzień brzuchem a po rozwiązaniu czemu nie chcę brać na ręce jej kruszynki…

Za każdym razem gdy patrzę na jej maleństwo myślę: To miało być NASZE dziecko!

4 marca 2014, 12:02

PRACA

Jedyne miejsce, w którym nikt nie wiedział o naszych „dzieciowych” planach. Z wiadomych względów nigdy nie ogłaszałam wszem i wobec rozpoczęcia starań, ale z drugiej strony nie stroniłam też od rozmów z ciężarnymi koleżankami albo od komentarzy typu: „a my szukamy mieszkania 3 pokojowego. W końcu jak będą maluchy to dobrze mieć dla nich oddzielny pokój”. Stąd też chyba wzięło się przekonanie współpracowników (słuszne), że starania w planach bliższych czy dalszych mamy.

Jednak mój koszmar zaczął się gdy K., kolega z pokoju ogłosił: Jesteśmy w ciąży! 3 miesiąc. Nie chodzi o to, że nagle musiałam częściej wysłuchiwać ciążowych opowieści (kolega ma dar opowiadania i każdego dnia miał do ogłoszenia jakąś nowinę ws. mdłości, USG, zakupu wózka i innych) tylko nagle wzrok wszystkich skupił się na mnie.
Co drugi dzień słyszałam „To teraz twoja kolej”, „a wy kiedy się szykujecie?”, „Szybko, szybko, musicie dogonić K.” Na początku śmiałam się z tych komentarzy. Po paru tygodniach ta sytuacja przestała być śmieszna i zaczęła być przykra, wiec postanowiłam ją ukrócić.
- Jesz sushi? Wiesz, że kobietom w ciąży nie wolno?
- W ciąży nie jestem, więc nie wiem dlaczego komentujesz mój obiad. Przestań, proszę.

- K. zaraz będzie miał dziecko to teraz Twoja kolej.
- Jak będę w ciąży to będę. Nie wywieraj na mnie presji.

- Nie idziesz z nami na piwo? Aaa… chyba wszyscy wiemy dlaczego.
- To moja osobista sprawa. Daj spokój, proszę. Męczą mnie te komentarze.
2krzeslo.gif
Moje prośby i próby ignorowania zaczepek nie przynosiły żadnych skutków. Wychodziłam z pracy trzęsąc się ( a był to czas gdy zaczynałam odwiedzać pierwszych lekarzy i powoli stawało się jasne, że coś musi być nie tak skoro dziecko jeszcze się nie pojawiło).

Pewnego dnia miarka się przebrała. Powiedziałam znajomym z pokoju (oraz szefowi!), że ich zachowanie jest niegrzeczne i że w ten sposób podchodząc do kobiet mogą je zranić. Nie zrozumieli. Wściekła wypisałam listę i powiesiłam ją na drzwiach.

„ Dlaczego nie powinno się wypytywać kobiety o to czy jest w ciąży:
1. Nie jest to śmieszne.
2. Jest to niegrzeczne.
3. Jest to męczące.
4. Co w sytuacji gdy kobieta przytyła? Można w ten sposób obniżyć jej samoocenę!
5. Co sytuacji gdy małżeństwo nie chce mieć jeszcze dzieci i decyzję tą odkłada na później?
6. Co w sytuacji gdy małżeństwo W OGÓLE nie chce mieć dzieci?
7. Co w sytuacji gdy małżeństwo NIE MOŻE mieć dzieci np. z przyczyn medycznych?”

Wszyscy podchodząc do listy chichotali i czytając ją na głos komentowali. Jednak w okolicy punktu 7 miny nieco im zrzedły 30icon_woot_gif.gif i patrząc na mnie jak na trędowatą każdy w ciszy wrócił do swojego biurka.
- Właściwie to po co robiłaś tą listę? Nie wystarczyło powiedzieć, że przeszkadzają Ci nasze komentarze?

036.gif 28icon_wall.gif

0shoot.gif

Wiadomość wyedytowana przez autora 4 marca 2014, 12:07

5 marca 2014, 10:17

DOTYCHCZASOWE LECZENIE

czyli strzelanie na oślep.
Każdy lekarz, do którego trafię ma swoją teorię. Czego natomiast nie mają? Czasu i chęci dogłębnej analizy mojego stanu zdrowia.
Ja też nie mam czasu, bo z każdym dniem jest coraz ciężej i coraz bardziej boli.
Kiedy patrzę na stan mojego zdrowia z odległości kilku-kilkunastu miesięcy widzę, że zdiagnozowanie u mnie problemów z tarczycą czy prolaktyną nie wymagało nawet badań. Moje wypadające włosy (garściami!), apatia, zmęczenie, bóle głowy, suchość skóry itd. itp.

- Słucham, co Panią sprowadza?
- Od roku staramy się o dziecko…
- To mają jeszcze Państwo czas.

- Od 1,5 roku staramy się o dziecko.
- To mają jeszcze Państwo czas.

- Prawie od dwóch lat staramy się o dziecko.
- To mają jeszcze Państwo czas.

Przepisywali pojedyncze badania. Nie znając aktualnych wyników dodawali kolejne tabletki.
Z moją psychiką natomiast jest z miesiąca na miesiąc gorzej i śluz jakiś dziwny i temperatury jakieś płaskie a plamienia przed okresem niepokojące.

- Pani prowadzi wykresy i po co? Kochać się a nie mierzyć temperaturę.

Po roku stukania w drzwi różnych gabinetów ostatni lekarz zdobył się na szczerość:
- Proszę Pani, ale my w ramach abonamentu w Luxmedzie nie leczymy niepłodności. Mogę Pani zbadać tarczycę, zapisać jakieś proszki, ale nikt tu nie zleci Pani obserwacji owulacji ani bardziej złożonej diagnostyki.
Proszę poszukać Kliniki leczenia niepłodności. W jednej z naszą kartą ma Pani zniżki…

To po co to było? Po co przez rok mnie szarpali i faszerowali na chybił trafił jakimiś świństwami? Później pójdę do Kliniki i tam spotkam tych samych lekarzy. I co? Wtedy już będą mieli wizję mojego leczenia? Czy może od razu zaproponują inseminację albo in vitro?

5 marca 2014, 10:34

Może teraz coś optymistycznego. Bez udziału lekarzy udało nam się poprawić wyniki nasienia.



Data badania.............30.11...........29.01
objętość.................3,67..............4
ph.........................8...................7,8
l. plemn. w ejak........51............172 <3
koncentracja w 1ml.....17..............43
ruch progresywny A......2%...........23% <3 !
ruch progresywny B......3%............3%
żywotność.....................?.............54
morfologia....................8.............16
aglutynacja...................brak..........?

A tu suplementacja, którą wdrożyliśmy po przeanalizowaniu porad na forum "Męskie sprawy" (największe podziękowania dla Fedry :* ):

salfazin, maca (niebieska, zawiera też różne witaminy), selen, witamina c 1000mg, kwas foliowy 400mg (ale jest też w mace, więc łącznie 800mg) , l-karnityna, witamina E 100mg, Q10 30mg, magnez

Ponad to:
- rezygnacja ze słodyczy, alkoholu, słonych przekąsek
- wzbogacenie diety ( 2 razy dziennie owoce/warzywa, zamiast kartofli i pieczywa dużo roślin strączkowych, makaron pełnoziarnisty, ryż brązowy, kasze)
- rezygnacja z b. ciepłych kąpieli na rzecz prysznica
- więcej ruchu (3 razy w tyg ćwiczenia w domu ok. 30 min./dzień)
- codziennie garstka orzechów - migdały, orzechy włoskie i 2 orzechy brazylijskie
- masaż raz w tygodniu (masaż w pełni profesjonalny, ale wykonywany przeze mnie w domu :))


Po miesiącu od wdrożenia suplementacji lekarz widział wyniki Małża z listopada. Co zlecił? Profertil lub mieszankę witamin, która będzie odpowiadała mu składem. Czyli nic ponad to co sama już wymyśliłam przy pomocy dziewczyn z forum. Żadnych badań, żadnych innych zaleceń...

14 marca 2014, 13:30

.

Wiadomość wyedytowana przez autora 28 marca 2014, 11:26

28 marca 2014, 11:28

POCZĄTEK NAPRO

Różne życiowe sprawy mamy już przemyślane. Nie chcemy nigdy podchodzić nigdy ani do in vitro ani do inseminacji. Po prostu. W końcu mamy do tego prawo. Gdzie w takim razie szukać pomocy skoro kliniki „leczenia” niepłodności nie są w stanie zaoferować mi efektywnej diagnostyki i leczenia a jedynie środki zastępcze?

W obecnym momencie jedyne co medycyna jest nam w stanie zaproponować to leczenie naprotechnologiczne.
Postanowiliśmy spróbować. Ze względu na rozwiniętą diagnostykę i zwracanie uwagi na obserwacje organizmu mam nadzieję, że nie będzie to leczenie takie jak zwykle, czyli na oślep.

Kartę uzupełniam naklejkami codziennie od miesiąca i już niebawem dowiem się od instruktora czy coś się tam zaczyna wyjaśniać. Pierwsze spotkanie z lekarzem, na którym będzie mógł podjąć jakieś konkretne decyzje odnośnie leczenia dopiero po wypełnieniu pełnych 3 cykli…

Jedno co mnie już zaniepokoiło to kwestia śladowych ilości śluzu! W całym cyklu miałam tylko pojedynczy epizod z pojawieniem się śluzu płodnego. Prowadząc własne obserwacje mniej naukowymi metodami też zauważałam, że od ½ roku śluz stopniowo mi zanika, ale lekarze gin i endo uspokajali i mówili, że skoro wydaje się, że owulka się odbywa to śluzem mam się nie przejmować. A teraz przejmuje się. I to bardzo.
Mam nadzieję, że nowy lekarz też się przejmie.

Moja ocena metody po 2 miesiącach od pierwszej wizyty:
1. b. dobra diagnostyka (na samym wstępie zamiast przypadkowych leków dostałam skierowanie na wszystkie ważne hormony)
2. zwracanie uwagi na sposób życia, odżywiania i suplementację (już po pierwszym spotkaniu dostałam zalecenie zażywania jodu i selenu, ze względu na tarczycę oraz żelaza, ponieważ jego poziom był dość niski)
3. duże zaangażowanie lekarza i instruktorów
4. z minusów natomiast bardzo wywindowana cena :( . Wiem, że to prywatne leczenie i musi z tego tytułu kosztować, ale mam porównanie z dziewczynami z innych miast w Polsce i niestety Warszawskie ceny za jedno spotkanie są ok. 50-100 zł wyższe :/

Wiadomość wyedytowana przez autora 13 kwietnia 2014, 22:09

31 marca 2014, 14:19

DUSZPASTERSWO

Małżeństwu, które bezskutecznie stara się o poczęcie dziecka jest ciężko. Jest cholernie ciężko. Po parunastu miesiącach psychika siada i już nie tylko ja, wrażliwa kobieta, ryczę, ale i u mojego Małża zakręciła się ostatnio łza w oku.
Kto ma nam pomóc?
Rodzina? Tak ciężko im powiedzieć, co jest grane. Tak ciężko prosto w twarz to rzucić i zniszczyć ich marzenia na zostanie dziadkiem czy babcią. „Kochani rodzice, wnuka nie będzie. Przynajmniej nie teraz. A może biologicznie to nigdy?” Nie mamy ani siły ani odwagi włączać ich w tą bolesną część naszego życia.
Znajomi? Oni sami mają dzieci, więc jak mają nas zrozumieć? Od tych ciężarno-dzieciatych najczęściej słyszę „Wyluzujcie”, „Wyjedźcie gdzieś”, „My wyluzowaliśmy i udało się w pierwszym cyklu”. Do tego ten ich wzrok pełen litości… a może tego już sama się dopatruję?
Psycholog? Kiedyś spróbowałam. Raz. Po wysłuchaniu, Pani podała mi opakowanie chusteczek i rzekła „Będzie dobrze.” 100 zł w portfelu mniej. :/

Dlatego z wielką radością odkryliśmy Duszpasterstwo Niepłodnych Małżeństw. Mi chyba było ono potrzebne bardziej niż M. Tu mogę się wypłakać, wyżalić i powiedzieć o wszystkich okropnościach, które mi siedzą w głowie. Tu nikt nie ocenia ani nie jest szczególnie zdziwiony, w końcu każde z małżeństw, które tam spotkaliśmy jest na różnym etapie walki z niepłodnością i dobrze znają wszystkie stany i uczucia, o których rozmawiamy.

Poniżej zamieszczam zaproszenie na spotkania. Może komuś pomogą. Mi pomogły.

"Serdecznie zapraszamy małżeństwa mające problem z poczęciem dziecka na Msze święte w tej intencji, które będą odprawiane w każdą drugą niedzielę miesiąca o godz. 15.00 w kościele księży Marianów p. w. Matki Bożej z Lourdes w Warszawie przy ul. Wileńskiej 69 (wejście od ul. Równej)

Najbliższa Msza święta 13.04.2014 o godz. 15.00. Po Mszy zapraszamy na spotkanie do naszej salki."

Bardzo polecam tę Mszę a także spotkanie, które odbywa się po niej. Dużo rozmawiamy, możemy usłyszeć wiele cennych wskazówek nt. leczenia a także po prostu poprzebywać wśród osób, które dobrze rozumieją na czym polega nasz problem.
Pojawiają się też małżeństwa dotknięte niepłodnością wtórną (posiadające już biologiczne dzieci) oraz takie, które zdecydowały się na adopcję.
Niestety problem niepłodności boli zawsze niezależnie od okoliczności, więc wszyscy są mile widziani.

Dodaję jeszcze link do strony, na której wspomniane są Msze św. dla niepłodnych w innych miastach.
http://adonai.pl/nieplodnosc/

Wiadomość wyedytowana przez autora 31 marca 2014, 15:23

31 marca 2014, 20:00

Ciąża rozpoczęta 2 marca 2014
Przejdź do pamiętnika ciążowego i czytaj kontynuację mojej historii
1 2
Fundusze Europejskie: Inteligentny Rozwój Narodowe Centrum Badań i Rozwoju Europejski Fundusz Rozwoju Regionalnego