Pamiętniki "Life is a rollercoaster, just gotta ride it"
Dodaj do ulubionych
1 2 3 4
WSTĘP
"Life is a rollercoaster, just gotta ride it"
O mnie: Rocznik 86' Skończyłam wymagające studia, od kilku lat pracuję w zawodzie. Lubię dzieci dlatego swoje życie zawodowe związałam z nimi. W pracy otaczają mnie bardzo chore dzieci, bywa ciężko ale nie zamieniłabym jej na inną :) Jestem pogodną osobą, kocham życie i mojego męża, z którym znam się już 9 lat. Mam dosyć silny charakter a przy tym jestem niekonfliktowa. Lubię żartować. Nie lubię się stresować. Opanowana - ale jak się zdenerwuję to klnę jak szewc. Cierpliwa. Realistka. Trochę rozrzutna. Zadowolona z życia. Wady? Bywam niepewna, czasem brak mi dystansu do siebie i nie wiem czego chcę, mam swoją skorupkę, w której się ukrywam i trudno mnie poznać :-) Tytuł mojego pamiętnika pochodzi z piosenki "Life is a Rollercoaster" Ronana Keatinga. Polecam :)
Czas starania się o dziecko: Po 22 miesiącach starań, 9.12.2014 ujrzałam dwie kreseczki na teście ciążowym! 18 sierpnia 2015 zostałam szczęśliwą mamą Natalki :-)
Moja historia: Niech da nadzieję wszystkim staraczkom - nie znacie dnia ani godziny, szczęście uśmiechnie się do Was w niespodziewanym momencie.
Moje emocje: Zmienne - z dnia na dzień, z miesiąca na miesiąc. Staram cieszyć się życiem :) Z biegiem czasu co raz bardziej uchodzi ze mnie nadzieja.` Co raz częściej myślę : a co jeśli nigdy nam się nie uda? Jeśli nigdy nie będę mamą - co wtedy? Boję się tego...

25 stycznia 2014, 19:58

Dzisiaj @, jak w zegarku...28 dni, ideał, ech...Przez chwilę w poprzednim cyklu łudziłam się, że może się udało, miałam wielką nadzieję że jednak. Ale nie :( Jestem na ovu już 3 cykl i troszkę pomalutku, powolutku fiksuję. Dziś zaczęliśmy oficjalnie 11 cykl starań. Są chwile gdy mnie to dobija, chyba najgorzej tuż przed @ gdy uświadamiam sobie, że znów się nie udało a jeszcze muszę czekać do @. Dzisiaj gdy przyjaciółka mnie nawiedziła byłam w pełni przygotowana i tylko parę łez się pojawiło. W tym wszystkim najgorsze jest, że NIBY wszystko jest z nami w porządku a jednak przez niemal rok nic się nie wydarzyło. Owszem parametry nasienia są w normie, bliżej dołu jednak, owszem cytologia, hormony i usg jest ok ale coś tam jakby polip? w jamie macicy. Gin nie jest pewny, w czwartek tuż po @ idę na kolejne usg sprawdzić co to, czy to w ogóle coś. Bo jeśli polip to przynajmniej bym wiedziała, że jest jakaś przyczyna, że coś można zrobić i medycyna nie jest bezsilna...Najgorsza zawsze jest ta idiopatyczność - czyli medycyna rozkłada ręce nad przyczynami tego i owego. Okropieństwo.
Ogólnie jestem na huśtawce, czasem ze mną lepiej, czasem gorzej. Trend jest jednak taki, że moje podejście się zmieniło. Gdy zaczynaliśmy starania jakoś nie bardzo wierzyłam w sukces, w to, że będę mamą, czułam że łatwo nie będzie, nie za 1 razem, to może za 3, a może za 5. Nie wyobrażałam sobie siebie w ciąży...Od kiedy jestem na ovu, mierzę temperaturę i zaklinam los na wszelkie sposoby zmieniłam to negatywne myślenie. Nie wiem czy mam silny charakter, porażki mnie raczej demotywują i nie czerpie z nich siły a jednak od kiedy tu jestem i co miesiąc odwiedza mnie stara, dobra, znajoma po chwili załamki myślę - co by tu zmienić, co zrobić żeby nie stracić nadziei i nie stać w miejscu. Plan na następny cykl daje mi nadzieję i siłę do pozytywnego myślenia.
Te 11 miesięcy na pewno sprawiły, że dojrzałam...do macierzyństwa ale też chyba ogólnie. Może po to właśnie tak jest, temu służą te miesiące oczekiwania. Może nie byliśmy przygotowani do tego? Człowiek uczy się cierpliwości i pokory wobec losu gdy z miesiąca na miesiąc boleśnie pozbywa się złudzeń i tak samo mozolnie miesiąc po miesiącu odradza się w nim ziarenko nadziei. Bo czym byśmy byli gdyby nie ona? To ONA odróżnia człowieka od reszty przyrody. Tylko człowiek jest w stanie patrzeć w przyszłość i czekać z nadzieją na odmianę losu...
Ale cóż, prawda jest taka, że gdyby to wszystko było takie proste nie pisałabym dziś tych słów....

27 stycznia 2014, 20:28

Nie wiem skąd ten dobry nastrój...to 3 d.c. a ja mam świetny humor, wierzę jak nigdy, że uda się. Może nie już, teraz - ale się uda. Może nie w 2014 - to w 2015.
Będzie dobrze. Życie jest piękne, szkoda go na dołowanie się:)
Tak myślę, że nasze nastawienie jest bardzo ważne w życiu codziennym a co za tym idzie w staraniach. Pozytywna energia, którą z siebie dajemy wraca do nas :) dlatego pora skończyć ze smutaniem i otworzyć się na radość :)
Poza tym mam parę planów na ten cykl i z nimi wiążę nadzieję, bo przecież trzeba coś robić żeby nie zwariować :)
Do tego relax, fitness, sen, kino i planowanie wiosennej podróży gdzieś przed siebie :)

28 stycznia 2014, 21:22

Codziennie mam kontakt z dziećmi, moja praca to przebywanie z nimi non stop. Sama wybrałam ten zawód. Czasem jest mi ciężko, z odpowiedzialnością, ciągłą nauką i stawianiem zawsze jednej nogi przed drugą. W chwilach kryzysu myślę, że trzeba było skończyć inne studia, albo i nie kończyć jakichkolwiek...pamiętam upalne dni czerwcowe gdy uczyłam się do kolejnego egzaminu a za oknem przedszkole i dzieci wesoło krzyczące. Myślałam wtedy...może zostać przedszkolanką :D teraz też jestem przedszkolanką tylko taką trochę inną...Teraz zdarza się gdy przebudzę się w nocy, nie mogę zasnąć i myślę o moich małych pacjentach...
Jest mi ciężko ale jednocześnie praca z dziećmi dużo uczy. Na mojej twarzy często jest uśmiech bo koło dziecka nie da się przejść obojętnie :) Przebywanie z dziećmi sprawia, że jestem pogodna. Dzieci to cudowne małe istotki :) Do pracy z dziećmi trzeba mieć powołanie :)
Często też niestety oglądam dramaty, historie rozrywające serce. Ciężko jest patrzeć na cierpienie małego ciałka, często rodzice zawodzą..czasem jest smutno. Historie, które są w mojej pracy na porządku dziennym w zwykłym życiu są spełnieniem koszmarów rodzica.
I w tym wszystkim ja - niemal rok bezskutecznie usiłująca zajść w ciążę. Można by rzec chichot losu...Ja tak nie myślę. Wiem co to znaczy być rodzicem, widzę jak bywa ciężko. Do oczy nie napływają mi łzy z każdym dzieckiem, które widzę i każdą kobietą w stanie odmiennym, która mnie mija. Staram się zaakceptować to jak jest i uczę się radości od tych maluchów, które codziennie widuję :)
Wierzę, że gdzieś tam w przyszłości jest moje małe szczęście.
Proszę o tą małą (zieloną) kropkę nad "i" mojego życia :)

4 lutego 2014, 17:26

Czarne myśli mnie dzisiaj naszły. Mam dołek. Jedna z dziewczyn na OF pisała o wrogim śluzie...brr. I takie myśli - a co jeśli my to mamy? Tak po prostu - natura mówi nam - nie możecie mieć razem dzieci. Z kimś innym tak, razem nie. Trochę mnie to zdołowało. Nie wiem skąd ale nabrałam porąbanej pewności, że to może być nasz problem. Tak bardzo chciałabym żeby w końcu jednak się udało bez poruszania tej medycznej machiny, wizyt i pierdyliarda badań. Bycia po drugiej stronie szczerze nie cierpię. Unikam jak mogę, wolę sama się przebadać i poleczyć. Ale kwestie związane z niepłodnością są całkowicie poza moim zasięgiem.
W tym cyklu moją nadzieją jest Conceive +. Co prawda wielkich problemów ze śluzem nie dostrzegłam u siebie ale kto wie, może akurat tego nam trzeba. Jeśli się nie uda, to też mam plan - jak zawsze ;) wizyta u nowej ginekolog - aktualny gin po świetnie zapowiadającej się 3 miesiące temu pierwszej wizycie kompletnie mnie rozczarował. Ok, rozumiem, że może niepłodność to nie jego działka ale opowiadanie bajek, mówienie mi jak to jestem jeszcze młoda i mam czas, że pewnie stres w pracy, a może na wiosnę stymulacja Clostribegytem (bez wskazań??)... że jak nie będzie wychodziło 2 lata to wtedy badania bez zaproponowania mi choćby monitoringu jednego cyklu - no proszę, przecież to porażka na całej linii.Jestem całkowicie rozczarowana. Ostatnia wizyta u niego- mam wrażenie, że chciał się mnie pozbyć jako niewygodniej pacjentki- nic nowego nie wniosła poza moim upewnieniem się, że następnym razem już się nie spotkamy. Pokiwałam parę razy głową "tak, tak, oczywiście" i do widzenia, nie będę marnować czasu.
Jestem teraz na neonatologii. Ciekawe miejsce dla osoby bezskutecznie starającej się zajść w ciążę od niemal roku, nie powiem. Pewnie gdybym nosiła pod serduszkiem moje własne szczęście byłoby inaczej. Nie jest źle, nie załamuje się nad każdą kobietą w ciąży czy każdym noworodkiem. Życie jest jakie jest, nie zawsze jak byśmy chcieli i nie wiadomo co tam jeszcze ma dla nas. Może razem z mężem też będziemy drżącymi dłońmi obejmować malucha i płakać ze szczęścia? Musi tak być, chyba nie ma innego scenariusza?
Narodziny to coś...intymnego i pięknego. Żadne szpitalne warunki, lepsze czy gorsze tego nie potrafią odebrać ani zapłacenie za poród 16 tys. nie upiększy tego bardziej. Kiedy po godzinach wysiłku pojawia się na świecie nowy człowiek, zapewniam, wszystkim, łącznie z personelem, robi się tak miło na sercu a wzruszenie rodziców udziela się wkoło. Może nie za bardzo wypada nam to okazać ale patrzymy z czułością na tego malucha - przecież to ten mały człowiek jest tu najważniejszy. Naprawdę, nie ma słów by opisać tą radość i wzruszenie, które się czuje.

10 lutego 2014, 16:05

No i juz po, owulka wyznaczona, wg progamu już 4 dpo. Serduszek było dość i po raz pierwszy z Conceive plus. Pokładam w tym nadzieję choć bardzo boję się rozczarowania. Seksik był na luzie i bardzo przyjemny, polecam Conceive ;) ale jak zwykle po owulce każde ukłucie, wrażliwe piersi stają się objawem. To chyba silniejsze ode mnie, nie potrafię wyluzować w dni przed @. Ech... miało być bez myslenia o tym, który dzień i czy może się udało ale niestety chyba się nie da...dziś dużo kremowego śluzu, jakby kłucie jajników i podbrzusza. Porównując ten cykl z poprzednim widzę podobieństwa więc chyba tym bardziej nie ma co. Bez ciśnienia!
Staram się mysleć, i w sumie do owulacji mi to wychodzi, że brak ciąży to nie katastrofa. Jesteśmy we dwoje, żyje się fajnie. Nie czuję się gorsza czy coś z tego powodu że nie ma z nami dziecka. Przy tak długich staraniach podchodzi się do wszystkiego spokojniej. Od kilku miesięcy chodzę regularnie na fitness. Oczywiście myślałam żeby się zapisać już dużo wcześniej ale jak to bywa stwierdziłam, że po co się zapisywać, pewnie wkrótce się uda...ta, jasne. W końcu się zapisałam i nie żałuję. Szlifuję formę, zgrabną sylwetkę. A jak się uda? będę przeszczęśliwa:) ale oczywiście po owulce zapala się w główce światełko - a jak ćwiczenia uniemożliwią implantację itepe o czym 95% kobiet w ogóle nie mysli. I chyba tak trzeba - co ma być to będzie. A z resztą, jak nie chodziłam i tak się nie udawało ;) Podobnie ostatnio zrobiłam zakupy bieliźniarskie, kupiłam ładne staniki. Podobnie kiedyś myslałam, ze może lepiej teraz nie kupować "no bo jak się uda" bla bla bla. Cóż, nie udało się 10 miesięcy, w sumie nie wiem czemu ma udać się teraz?
Uff, luz, tego mi trzeba. Od dzisiaj wchodze na OF rano zapisac temp i wieczorem. Koniec i basta. Muszę sobie nałożyć ograniczenia bo ześwirowac można od tego wlepiania się w wykresy.
Mój mąż od jakiegoś czasu modli się do św. Rity :) piękne to :D

18 lutego 2014, 18:55

Dzisiaj 10 dpo. Oczywiście jak w każdym cyklu początkowo obiecywałam sobie, że nie będę sobie robić zbyt dużo nadziei bo upadek z wysokości boli mocniej, no i oczywiście parę dni wyższych temperatur trochę mnie nakręciło. Zaczęłam myśleć, że może w końcu..ale dzisiejszy spadek przywrócił mi trzeźwe myślenie. Niestety, temperatura podobna jak w poprzednich cyklach, do tego pojawiły się na razie delikatne bóle miesiączkowe i już wszystko jasne. Ech...na horyzoncie kolejny, 12 już cykl. Dziewczyny na forum pocieszają się, że nadzieja jest póki nie ma @ ale ja uważam inaczej. Nie ma co się oszukiwać, wmawiać sobie kiedy wszystko -przeczucia, testy i temperatury mówią, że nic z tego. Chociaż nadzieję trzeba mieć zawsze - tylko taką kontrolowaną, na mocnym łańcuchu i trzymać ją krótko. Ciężko jest mieć optymistyczne nastawienie kiedy starasz się rok i nic a wszystko wskazuje na to, że powinno się udać.
Plus tego spadku dzisiejszego jest jeden - zmobilizował mnie do szybszego umówienia się do nowej gin, która zajmuje się niepłodnością. Niestety wizyta dopiero 12.03 ale wiąże z nią nadzieje i liczę na profesjonalne podejście :)

23 lutego 2014, 18:39

Witam się w nowym, jubileuszowym cyklu nr 12 :( Niestety, ale dzisiaj w nocy pojawiła się [email protected]@, zgodnie z oczekiwaniami. Jak zwykle około 10 dnia po owu trochę się nakręciłam, że może się udało ale również jak zwykle nic z tego...powoli przestaje mnie to dziwić :( Ogólnie ostatnie 3 dni przed @ miałam ciężkie, płaczliwe chyba też jak zawsze gdy wiem, że nic z tego a jeszcze muszę czekać na nowy cykl te parę dni. Najgorsza jest ta bezczynność.

Mam doła ostatnio, tak długo już to trwa, ile jeszcze? Kiedy o tym myślę, jak długo nam się nie udaje, to nie mogę uwierzyć że mnie to dotyczy, jakby nie docierało, było nieprawdopodobne, że moje życie może być tak ch..owe w tym aspekcie :( źle mi z tym. Dlaczego inni mają łatwiej w życiu a my wiecznie pod górę? Nawet pierdzielone rozmnażanie przychodzi nam z trudem. To smutne, rozczarowujące. Tak jakbym sama się na sobie zawiodła, gorzej być nie może.

Coraz częściej nachodzą mnie myśli czy nam się w ogóle uda? I kiedy? Czy każda radość w naszym życiu musi być okupiona ciężką pracą, łzami i smutkiem? Nie możemy choć raz być szczęśliwi na kredyt? Po prostu zwyczajnie szczęśliwi? Taki kurna promyczek od życia, do spłacenia później? Czemu nie mamy nikogo po swojej stronie?

Źle mi bardzo, rok starań, nadziei i jedno wielkie NIC. Co miesiąc tylko czerwona żałoba po marzeniach i tak od nowa, od nowa. Nie wiem ile jeszcze wytrzymam tej karuzeli :(...

W związku z tym wszystkim w tym cyklu temperaturę mierzę w dniach 6-20 d.c., po 20 dc termometr ląduje w szufladzie!18 dc idę do nowej ginekolog, mam nadzieję że coś zaproponuje, to moje światełko w tunelu i już teraz jedyna nadzieja jaką mam. Poza tym jeszcze jak poprzednio: Coneive Plus, kwas foliowy, witamina D,sport, Salfazin dla męża, może wiesiołek dla mnie? Zastanawiam się. Nie chcę za bardzo ingerować w organizm bo wydaje się, że funkcjonuje wzorcowo - kurde, regularne te moje @ jak w mordę strzelił :/

A i jeszcze, w tej desperacji co dostrzegłam, ach desperatka :D cykl zaczęłam 23 lutego a zakończę (lub nie ;) ) 23.marca. 23 to od wielu lat moja ulubiona, szczęśliwa liczba :) proszę, proszę, proszę...... :)

3 marca 2014, 15:36

Kolejny dzień cyklu. W sumie który to...7 lub 8. Szczerze mówiąc jakoś w tym miesiącu olewam to wszystko. Od kilku dni mierzę temperaturę, chciałabym żeby owulkę dobrze wyznaczyło. Ale już "po" chyba znów przestanę mierzyć, lepiej mi, nie wkręcam się aż tak. Od wczoraj też znów kwas foliowy i wit D, zrobiłam sobie "wakacje" od tych specyfików i ten brak "obowiązków" do wypełnienia sprawił, że za bardzo nie kojarzę, który mam dziś dzień cyklu ;)

Ogólnie dołek z początku cyklu trochę mnie opuścił, mam wrażenie, że przeszedł w fazę przewlekłą. Teraz mam już tylko poczucie, że chyba naprawdę nigdy nam się nie uda, przestaję już w to wierzyć. Żyję z dnia na dzień. Skupiam się na ćwiczeniach, mam karnet open na fitness i staram się go wykorzystywać. Poza tym zamarzyła mi się wycieczka w jakieś egzotyczne, piękne miejsce i tak rozmyślamy z mężem o urlopie w Kenii ale to dopiero około grudnia-stycznia 2015 (teraz tam zaczyna się pora deszczowa). Ach piękne, piękne plaże :)


Zaglądam na owu, przeglądam wykresy dziewczyn i gęba mi się cieszy ilu się udaje :) Boże ta zielona kropa to coś dla czego warto żyć :):) nie znam Was dziewczyny ale to coś wspaniałego gdy marzenia się spełniają i to czasem wbrew wszystkiemu...autentycznie gratuluję wszystkim i cieszę się Waszym szczęściem :) Czasem myślę czy i ja kiedyś wstawię tu zieloną kropę i niestety tego nie wiem :(

6 marca 2014, 17:32

W końcu się udało, 2 krechy....na teście owulacyjnym :P po raz pierwszy ewidentnie +. Wczoraj serduszko, dzisiaj też. Na nic się nastawiam, przez ten rok się nauczyłam, że nasze plany i oczekiwania nic nie znaczą. A w ogóle zajście w ciążę to raczej mission impossible czy co, nawet sobie nie potrafię wyobrazić, że ktoś może zajść w ciążę za 1, 2 czy nawet 3 razem. Czuję się jak jakiś beznadziejny przypadek gdzie wszystkie zasady i reguły nie znajdują zastosowania. Jak jakiś dinozaur na chwilę przed uderzeniem asteroidy. To chyba oznaka totalnego zrycia beretu :(

11 marca 2014, 17:44

Panna owulka była, na moim wykresie pięknie jak na razie. Tak bym chciała żeby w końcu się udało...Dzisiaj dopiero 4 dpo a ja od wczoraj mam takie dziwne uczucie w podbrzuszu, jakby bóle miesiączkowe ale nie do końca, ściskania, kłucia, czasem ból krzyża. Nigdy tak nie miałam. I piersi wrażliwe na dotyk ale to u mnie normalne po owu. Wiem, że na jakiekolwiek objawy jest duuuużo za wcześnie, zawsze zaczynałąm świrować koło 10 dpo... Miałam się nie nakręcać w tym cyklu ale żeby to robić to chyba bym musiała w śpiączkę zapaść i obudzić się w dniu spodziewanej @ ;)

Na forum tyle dziewczyn z zielonymi kropkami ostatnimi czasy, aż zazdrość zbiera. Czemu nie ja?? :( Mam wrażenie, że wszystkim się udaje tylko nie mi...

Jutro wizyta u nowego ginekologa, dr zajmuje się pacjentkami z niepłodnością. Ciekawe co mi powie?

19 marca 2014, 18:00

Dzisiaj 12 d po owulacji. Juto może się skuszę na test,zastanawiam się. Fajnie byłoby wiedzieć - w tą czy w drugą stronę. Poza tym w pt w planach impreza i dobrze byłoby wiedzieć czy można coś wypić czy lepiej nie :) @ planowo koło soboty. Temperatury mniej więcej jak zawsze więc chyba nie ma co się napalać...

Sama nie wiem co myśleć o tym cyklu. Na pewno w FL trochę inaczej niż zwykle - od 3 dpo bóle miesiączkowe,mega ból piersi,senność i zmęczenie,które po 3 dniach minęły. Później już spokojniej. Piersi raz bolą, raz nie, coś tam gdzieś zakuje w podbrzuszu, głownie popołudniami, parę razy brzuch jak na @ zaboli...śluzu kremowego bo ja wiem czy więcej? jeśli już to minimalnie...Wolę sobie nie robić nadziei ale wiadomo jak to jest ;) czeka się na ten jeden cykl...zwłaszcza że już rok :(

No niby wiem, że rok to nie tragedia ale...no właśnie.

Wizyta u ginekologa....w sumie nie wniosła niczego odkrywczego poza tym, że jak do maja się nie uda to robimy hsg bo wg pani dr tylko to jeszcze pozostało do zrobienia na ten moment. Jesteśmy zdrowi, młodzi i staramy się krótko (tu bym dyskutowała czy rok to krótko...) więc rokujemy dobrze...Ech łatwo się mówi...

Właśnie jak zdrowi,młodzi itp itd to chyba rok to długo?? Bo jak ktoś ma problemy ze zdrowiem i okres 1/2 roku to wiadomo że może zejść dłużej. A co z ludźmi,którym się udaje za 1 razem? Też krótko?

23 marca 2014, 12:05

Tak się składa, że w piątek, parę dni przed planowanym dniem M przywitałam nowy cykl.Poprzedni rekordowo krótki (26 dni)odszedł więc w zapomnienie. Prawdę mówiąc, nie powiem żeby mnie to zmartwiło - cieszę się, że skończył się szybciej, nie musiałam przynajmniej zbyt długo przeżywać goryczy nadciągającej kolejnej porażki. W czwartek myślałam, że jeśli T nie spadnie to zrobię test. No więc spadła a test leży już któryśtam miesiąc w szafce. Ulga że go nie zrobiłam.

Tak naprawdę to ta cała sytuacja z naszymi nieudanymi staraniami już mnie nie wkurza - wcześniej denerwowałam się. Teraz już mnie to tylko coraz bardziej martwi, jest mi smutno. Nie wołam już "czemu to życie/ ten świat jest taki niesprawiedliwy, dlaczego innym pijakom/kryminalistom się udaje a nam nie" dotarło do mnie w końcu, że sprawiedliwość jest wytworem człowieka a nie natury. Jest założeniem, czymś umownym czemu my sami nadaliśmy granice - to sprawiedliwe a to nie. To zwykła definicja. Sztuczny twór. To nam się wydaje, że zasługujemy na sukces na dziecko bo młodzi, normalni, wykształceni...Ale tak naprawdę to bzdura. W ogóle to naiwne, myśleć, że coś Ci się należy - w nagrodę? Nikt z nas nie ma na to wpływu - musimy tylko grać jak najlepiej takimi kartami jakie dostaliśmy. I tyle. Bo czy antylopa na sawannie ma żal do lwa, że na nią poluje? Nie, takie jest życie. Jednym się udaje,innym nie. Tylko nam ludziom trudno to zaakceptować bo oddaliliśmy się od natury, zapomnieliśmy, że sami jesteśmy jej częścią i podlegamy jej prawom jakkolwiek chcemy wierzyć, że to my mamy nad nią władzę. To ona rządzi nami czy tego chcemy czy nie. I właśnie w takich sytuacjach to widać - problemy z płodnością, nieuleczalna choroba. Można mieć mnóstwo pieniędzy i piękny dom ale przeznaczenia się nie oszuka. Tak bardzo chcemy mieć wpływ na nasz los, planujemy go i marzymy - ale często zapominamy, że może nasza przyszłość będzie inna niż chcemy.

Dlatego właśnie mi smutno. Bo uświadamiam sobie, jak wiele jest poza mną. Jak mało ode mnie zależy. Staram się, próbuję i nic. Te starania odzierają z człowieczeństwa tak myślę, pokazują nam, że jednak nie jest tak jak nam się wydaje. Zabierają poczucie komfortu, bezpieczeństwa, że teraz będzie dobrze bo byliśmy grzeczni. Życie jest niesprawiedliwe, było i będzie. Trzeba żyć i cieszyć się tym co mamy, nie mieć w sobie tej goryczy. Nie zazdrościć. Skupić się na sobie.

Ale jest mi cholernie smutno gdy o tym myślę...

27 marca 2014, 17:58

Kolejny cykl trwa. Dzisiaj samopoczucie kiepskie, senność i lekki ból głowy. To pewnie pogoda. Od dzisiaj mierzę temperaturę, trochę się od tego odzwyczaiłam przez ten tydzień ;) Teraz chcę zobaczyć jak się sprawy mają z owulką i też odstawiam termometr. Ogólnie powoli odpuszczam, przestaję wyczekiwać, nadzieja coraz mniejsza. Robię się zrezygnowana. Co ma być to będzie. Trochę mi smutno kiedy myślę, że pewnie znów nam się nie uda ale cóż...takie życie, trzeba iść do przodu. Kwiecień zleci szybko bo wiele atrakcji zaplanowanych, odwiedziny u znajomych, rodziny, wiele wyjazdów. Cieszę się, będzie się działo :) Poza tym wiosna, znów będzie pięknie. Skupmy się na tym :)

3 kwietnia 2014, 14:53

Może by się tak w końcu udało? Bardzo na to czekamy :)
Dzisiaj 14 dc, owulka tuż tuż, test ovu +. Serduszka są :)
Mój wykres piękny jak na razie,delikatna fala, zmierzająca mam nadzieję w stronę szczęśliwego finału. Serio, patrzenie na nią mnie relaksuje ;) i oczywiście gdzieś z tyłu głowy pojawiają się myśli, że z tak pięknego wykresu to już musi się coś urodzić ;) To mój 5 wykres na OF i najładniejszy no ale starczy tych zachwytów...

Jak to zrobić żeby całkowicie nie myśleć? Jak to zrobić żeby widząc inne zielone kropy nie marzyć o swojej? O tych uczuciach emocjach, ach...marzę. Chyba już taki charakter, cholera...pewnie znowu nic z tego, pewnie znowu...muszę powtarzać bo zawsze jednak jest ta cholerna nadzieja. Co miesiąc to przerabiam. Czekam i marzę. Ciężki przypadek ;)

Ogólnie nastrój ostatnio dobry, żyję życiem codziennym i nadzieją. Rozsądek podpowiada, że będzie jak zawsze ale...tyle cudów wszędzie widać. Czekam na mój :) Aktualnie jestem na oddziale gdzie chyba z połowa dziewczyn w ciąży, ewidentnie wirus krąży ;) Tylko ja to niestety z tych co rzadko chorują, odporność dobra ;) Ale może w końcu się poszczęści <3

Czekam...

8 kwietnia 2014, 16:02

Jak zwykle w 2 fazie cyklu przeglądam wykresy w galerii, ciążowe i owulacyjne. I jedna myśl się nasuwa - nigdy nie wiadomo - wykres z d...może być tym szczęśliwym a idealny wykres, piękne wzrosty może się skończyć @. Chociaż wydaje mi się, że jednak wykresy ciążowe charakteryzują się ogólnym wzrostem temperatury nawet jeśli zaliczają spadki. Najgorsze to czekanie.

Wg owu jestem dzisiaj w 4 dpo ale pierwotnie wyznaczył owulację dzień wcześniej, wtedy kiedy ona była rzeczywiście - najniższa temperatura, szczyt śluzu, ból owulacyjny i + test. Także dzisiaj 5 dpo. Dziś rano odnotowałam spadek aż do linii podstawowej co mnie trochę zdziwiło. Wiem, że nic nie wiem.

Właściwie nie nastawiam się na nic, póki co jestem spokojna i zdaję się na los - co ma być to będzie. Objawów brak za co jestem bardzo wdzięczna! Jedynie piersi troszkę wrażliwsze i nic poza tym a jest to mój normalny objaw poowulacyjny. Luz luz luz.

Chociaż podoba mi się mój wykres, fajnie gdyby tak pojawił się w galerii wykresów ciążowych ;)

12 kwietnia 2014, 17:37

Czekania ciąg dalszy - tylko na co? Oby na || a nie wredną @. Dzisiaj 9 dpo (wg OF 8). Przez ostatnie 2 dni a zwłaszcza wczoraj intensywnie odczuwałam kłucie w podbrzuszu i jajniki, na zmianę prawy i lewy, dosyć męczące to było. Do tego uczucie ciężkości w podbrzuszu. Dolegliwości tak intensywne, że to nie mogą być urojenia wywołane wsłuchiwaniem się w swój organizm (pamiętam jak w poprzednich cyklach "wydawało mi się że coś czuję", teraz było inaczej).

Także wczoraj po południu zaliczyłam spore osłabienie, uderzenia gorąca a za chwilę zimna. Od kilku dni około 15 jestem też bardzo senna ale nie traktuję tego jako objaw. Wykres póki co obiecujący ale w galerii nie takie widziałam, które kończyły się @...

Dzisiaj spokojniej, podbrzusze i jajniki tylko parę razy dokuczyły z samego rana, śluzu kremowego jak zawsze, piersi lekko bolesne przy dotykaniu jak zawsze. Bólu na @ na razie brak - zawsze pojawia się około 9-10 dpo.

Jeśli tendencja się utrzyma to może zrobię test - myślę o czwartku wtedy byłby 14 dpo więc powinien już coś powiedzieć.

Oczywiście już sprawdziłam, że gdyby się udało to termin wypadałby na Boże Narodzenie :)
Wobec tego czekamy na małego koziorożca :) Oby <3

16 kwietnia 2014, 15:06

Teraz pozostało mi już tylko czekanie na @ - dzisiaj beta negatywna, czarno na białym. Refleksja? Hmm trzeba wziąć podpaski na świąteczny wyjazd ;) <czarny humor...a raczej czerwony>

Wykres ładny ale co z tego? No nic, ciąży nie ma i już wątpię czy kiedykolwiek będzie. Trochę mi przykro bo przecież co miesiąc jest ta iskierka nadziei. Ale z miesiąca na miesiąc łez co raz mniej.

Wg prognozy cykli następny okres płodny na początku maja, później @ w połowie a po niej robię stopień czystości pochwy i pod koniec czerwca HSG. To daje jeszcze 2 cykle szansy bez ingerencji medycznych. Jak przez wakacje wciąż bez zmian to już pozostaje nam klinika leczenia niepłodności.
A z resztą, kto to wie...bez planu na życie to cały mój plan.

Żyjemy dalej... we 2 <3 <3

27 kwietnia 2014, 22:03

Dawno mnie tu nie było...
Jest jak zawsze - kolejny cykl starań. 15. Chyba.

Zdystansowałam się do ovu całkowicie, wchodzę aktualizować wykres i tyle. Wcześniej podczytywałam dziewczyny na forum, a że nie jestem bardzo aktywną społecznościowo osobą to się szczególnie nie udzielałam. Po ostatnim obiecującym a jakże rozczarowującym cyklu zrezygnowałam i z tego mojego minimalnego udziału w życiu portalu. Zaczęło mnie boleć gdy widziałam, że co rusz przychodzą dziewczyny i po kilku miesiącach im się udaje, a my nadal nic...zamiast radości jak zawsze, zaczęłam czuć zawiść i coraz większy żal :(

Teraz żyję dalej, trochę zobojętniałam, bardzo pragnę dziecka ale zrozumiałam, że tak niewiele od nas zależy w tej materii...zwróciłam się w stronę wiary, modlitwa daje mi spokój i poczucie,że jest tak bo istnieje jakiś plan a nie po prostu to życie takie ch....owe :( i nadzieję, że gdzieś w przyszłości czeka na mnie moje dziecko...

Póki co robię to co lubię, sporo ćwiczę i cieszę się tym co mam - wspaniałym mężem, udanym małżeństwem a jeśli się pojawi ktoś malutki tym więcej powodów do radości :)

5 maja 2014, 20:49

Życie toczy się dalej, dziś 19 dc, owulacja planowo 14/15 dc ale OF uparcie przestawia ją po wpisaniu dzisiejszej temperatury na 16 dc a to by było źle - mam nadzieję, że naprawdę była w nocy z 14/15 dc bo wtdy było <3 i ból owulacyjny. Więc dzisiaj byłby 4 dpo.

Czas leci bardzo szybko, od cyklu do cyklu - dlatego tak szybko. Porażka - Spokój - Spokój - Spokój - Nadzieja - Zwątpienie - Desperacja - Znów Porażka. Tak co miesiąc. Ehh w tym wszystkim jeszcze normalne życie, smutki i radości - bo przecież życie to nie tylko bezowocne starania. Zdecydowanie zbyt dużo jak na jedną osóbkę.

Obiecałam sobie, że poprzedni cykl,w którym się dosyć napaliłam, że nam się W KOŃCU udało był ostatnim takim świrem z mojej strony. Trzeba trzymać fason. To trochę śmieszne ale rzeczą, która mnie najbardziej oprzytomniła <jak kubeł zimnej wody> była mina kobiety w laboratorium wydającej mi wynik beta hcg < 0.1 - taka mieszanka smutku i zażenowania - chyba nie bardzo potrafiła spojrzeć mi w oczy. Ehh pani kochana, ja to przechodzę co miesiąc od ponad roku, sam fakt niepowodzenia nie jest niczym nowym dla mnie, głowa do góry.

Abonament premium poszedł se, się wziął i skończył. Przyznam szczerze,że nieźle mi bez niego, do niczego mi niepotrzebne te detektory oznak ciąży - chyba co najwyżej urojonej ani prognozy @,która i tak przyjdzie.

Tak więc żyję, jedna noga przed drugą, powolutku i pomalutku, drobne kroki. Liczy się dzisiaj i ewentualnie jutro jeśli dzisiaj jest piątek ;)

Bardzo chcę wierzyć, że najlepszy dzień mojego życia jest jeszcze przede mną <3

https://www.youtube.com/watch?v=Y66j_BUCBMY

Wiadomość wyedytowana przez autora 5 maja 2014, 20:51

9 maja 2014, 16:00

Jednak naprawdę nie lubię 2 fazy cyklu. Co miesiąc tak samo złe samopoczucie - jestem senna, bolą piersi, boli głowa, libido spada - kupka nieszczęść. My kobiety to z sobą mamy...ech.

Dzisiaj 8 dpo i czuję się jak zawsze czyli j/w. Lekki ból głowy, senność rano, senność po południu, cycochy jak 2 kamienie. Normalnie bym sobie może ciążę wkręcała ale już przestałam. Jakoś wyjątkowo w tym miesiącu jestem na nie - widzę po swojej temperaturze, że znów się NIE udało. Po owulacji wzrosła o 0.3 stopnia na 1 dzień a później cały czas marne 0.2 st.C ponad kreskę i stoi sobie w miejscu. Nie wróży nic dobrego. Patrze na ten wykres i wkurza mnie po prostu - nuda i brak perspektyw. Inne dziewczyny mają piękne dające nadzieję wzrosty a mój w tym miesiącu jakiś taki niedorobiony. No żal.

Także poza tym nudnym wykresem brak czegokolwiek co można by podciągnąć pod tzw. objaw.

Jeszcze tydzień do @. A później zobaczymy.
1 2 3 4