Pamiętniki straciłam drugie maleństwo w ciągu 6 miesięcy..
Dodaj do ulubionych
1 2 3 4

25 lutego 2014, 09:06

Dzwoniłam rano do profesorki, i jutro przed 8 mam zgłosić się na izbę przyjęć ginekologiczno-położniczą.. Mam nadzieję, że w czwartek już wyjdę :) choć nie obraziłabym się wcale, gdybym wyszła w ten sam dzień <3 ;)
Nie lubię szpitali, zresztą co tam jest do lubienia.. Nigdy wcześniej nie byłam ani chwili w szpitalu-jako pacjent..mój pierwszy raz to było po pierwszym poronieniu 2,5 dnia..teraz mam nadzieję, że 1,5 dnia to góra :) Mam nadzieję, że dam radę..przy pobieraniu krwi ;) bo nie cierpię tego, a w szczególności jak ktoś nie umie tego delikatnie-umiejętnie robić..np. w luxmedzie jak byłam ostatnio na hcg- to bolało przy wkłuwaniu, pobieraniu krwi-jednej próbki, wyciąganiu igły, i potem pół dnia bolała mnie i piekła ręka-nie pójdę już tam nigdy! A w diagnostyce byłam na kilku badaniach pobierano mi 6 albo 7 próbek i czułam tylko wkłucie igły-i nim się obejrzałam było już po.. :) mam nadzieję, że w szpitalu też tak będzie..choć w to wątpię..ale dam radę..igła w porównaniu do tego co przeszłam to pikuś ;)
Słonecznego dnia kochane <3 <3 <3

28 lutego 2014, 19:05

Hej kochane <3 <3 <3
Dziękuje za Wasze wsparcie i wszystkie kciuki <3
Niedawno co wróciłam, może zacznę od początku :)
Środa, wyjechaliśmy rano po 7, na izbie byliśmy po 7.20, kilka osób już czekało na przyjęcie.. o 7.40 zostałam przyjęta, potem trzeba było poczekać pół godziny, wrócić do rejestracji z dowodem i odpowiedzieć na kilkadziesiąt pytań, po tym wszystkim wskoczyć na fotel i ginekolog pobrała wymaz z pochwy. Następnie zostałam zaprowadzona do pokoju gdzie można się przebrać, po przygotowaniu się pani salowa zaprowadziła mnie na oddział i tam na końcu korytarza mieliśmy czekać na krzesełkach na przyjęcie..-aż się zwolni jakieś łóżko..sale przepełnione,mnóstwo osób leżących na korytarzu..ok.9.30 powiedziałam mężowi żeby już pojechał bo bez sensu było żeby czekał ze mną-bo jak pytałam ile to potrwa to nikt nie potrafił odpowiedzieć.
O godzinie 11 panie stażystki robiły ze mną "wywiad" wypełniając tysiące pytań..potem zostałam poproszona do gabinetu zabiegowego, i tam pobrano mi na pewno ze 13 dużych probówek krwi..myślałam, że tam padnę..na szczęście pani potrafiła pobierać krew..bolało tylko jak się wkłuwała..a potem luzik..heh
i potem z powrotem na krzesełka..w między czasie dołączyły do mnie 3 inne panie czekając także na przyjęcie na oddział..wolne łóżko zwolniło się ok 14! Tyłek już mnie bolał od tego siedzenia w jednym miejscu..no i zostałam pokierowana na łózko na korytarzu pod ścianą..a obok tuż za rogiem była sala operacyjna gdzie wykonywano cesarki a potem obok mnie przewożono panie po zabiegu na położnictwo i noworodki..zajebisty widok nie ma co.. :( tamtędy również wychodziły panie do domu z maluszkami-przez nasz oddział..więc depresja gwarantowana szybciej niż będąc w domu! :( (tam spędziłam te 3 dni)..więc pierwszego dnia została mi pobrana jedynie krew! a miałam mieć jeszcze usg i konsultację reumatologa..
Następnego dnia-a to był już 2 dzień więc chciałam tą konsultację i usg by móc wyjść, rano złapałam profesorkę i mówię co i jak, to stwierdziła, że spróbuje to załatwić..
Na obchodzie okazało się, że usg będę miała, ale konsultacje reumatologa dopiero w piątek bo w czwartek miała inne ważniejsze sprawy! :( i jeszcze dodatkowe badania krwi, bo skonsultowali się z kimś innym i postanowili jeszcze je zrobić..więc szykował mi się 3 dzień w szpitalu :(
Usg miałam około 15 i wyszło że macica jest ok..więc te poronienia to nie przez to..do końca dnia cholerne nudy..
Dzisiaj rano kolejne 7 probówek krwi oddałam..dziś też nie bolało bo pobierała ta sama pani ;) potem obchód, o 11 konsultacja i jak reumatolog nic nie zleci to wyjdę do domu..
godzina 11 idziemy razem z koleżanką z oddziału na konsultację..tam czekamy prawie godzinę :( no i najpierw weszła ona-po pół godziny wyszła, potem pół godziny przerwy no i ja..
reumatologicznie tzn.immulogicznie z wywiadu i badań które mam nic nie wynika, jedynie napisała propozycję badań krwi-ale rano już poszły-bo miałam je pobrane, do tego rtg klatki piersiowej lub ewentualnie usg jamy brzusznej..i proponuję konsultację gastroenerologiczną..bo mam podwyższoną troszkę bilirubinę..ale powiedziała, że mogę iść do domu bo nic mi nie jest..
Zaniosłam dokumenty do lekarza i mówię, że mogę wyjść..kazał zostawić i wyszłam, poszłam się przebrać..minęło ok.godziny i pytam go czy jest mój wypis on mówi że jeszcze nie,za 15 minut przychodzi i mówi, że zostaję w szpitalu bo mam napisane na kosnsultacji reumatologicznej zaproponowane rtg i usg jamy brzusznej i tą konsultację, to mówię mu że sama mogę to wykonać np. w luxmedzie a że chcę wyjść bo i tak mi tu przez te 3 dni było ciężko pod względem psychicznym..ciągły widok ciężarnych, noworodków itd..miesiąc temu straciłam drugie dziecko..więc sorry :( a dodatkowych 3 dni bym nie wytrzymała..bez sensu to..bo w weekendy nic nie robią a znając życie to dopiero bym wyszła w środę..bo im się nie spieszy! więc w poniedziałek by mi nie dali zlecenia na to..i znowu by się przesunęło wszystko! więc stwierdził, ze może mnie wypisać na własne żądanie więc się zgodziłam..trudno..może profesorka mnie nie zjebie za to jak pójdę do niej za 3 tygodnie na wizytę jak już będę mieć wyniki ze szpitala..ale zrobię to rtg klatki bo i tak miałam iść uaktualnić książeczkę sanepidową, a na usg jamy brzusznej pójdę wezmę od rodzinnego skierowanie no i poszukam tego gastroenerologa..więc będzie ok ;)
Także to tyle, trochę chaotycznie opisane więc przepraszam za to ;)
Badania wszystkie porobione więc ok, ale 3 dni męczarni pod względem psychicznym..strasznie ciężko mi tam było.. :( w głębi serca zazdrościłam im wszystkim, że są w ciąży..i była jedna dziewczyna 18 lat skończyła w lutym i jest w 5 miesiącu ciąży i opowiadała jak to się nie cieszyła, bo a to szkoła, matura na studia chciała iść i co ona zrobi..itd... :(

3 marca 2014, 21:20

Sobota zleciała dość szybko..do 9-10 sobie pospałam, trzeba było odespać pobyt w szpitalu.. ;) a potem poszłam do męża na działkę do naszego nowego domu(do 31 marca się mamy wprowadzić) by trochę posprzątać, pomyć płytki..potem wieczorkiem podjechaliśmy po zakupy..i sobota zleciała.. :)
W niedzielę, pojeździliśmy trochę po sklepach meblowych, żeby pooglądać stoły do jadalni..ale nic konkretnego nie znaleźliśmy..potem jak co niedzielę do mojej mamy na obiad, wieczorem przyjechała siostra z chłopakiem i następny dzień zleciał..
Dziś natomiast przed południem pojechałam do lekarza rodzinnego po skierowanie na rtg klatki piersiowej, usg jamy brzusznej i skierowanie do gastrologa..i przy okazji zapisałam się na środę na to usg,a rtg wykonali mi od razu :)
Jedynie problem będzie z gastrologiem bo najbliższy termin to 31 marca..a za jakieś 3 tygodnie chciałam iść na wizytę do profesorki..nic jutro może podzwonię po innych gastrologach i może coś znajdę wcześniej..
Teraz czekam na wyniki ze szpitala..ciekawe czy coś z nich wyjdzie.. ;)
Ciekawe czy w tym miesiącu będzie owulka..? bo z tego co wiem to po poronieniu czasem są cykle bezowulacyjne..po 1 poronieniu tak miałam.. :(

5 marca 2014, 21:24

Jeździłam dziś na usg jamy brzusznej..i wszystko jest ok, wątroba cała :) i brak kamieni w nerkach.. więc nie wiem skąd ta podwyższona bilirubina..ale to dobrze, ze wszystko jest ok, że nic złego nie wyszło..odebrałam przy okazji rtg klatki piersiowej-i też jest ok.. :)
Jeszcze tylko wizyta u gastrologa..ale to dopiero 31 marca..i tak szybko bo jak dzwoniłam po innych to najbliższy termin an czerwiec..haha ;)
Podobno niektórym wychodzi delikatnie podwyższona bilirubina, mimo, iż wszystko jest ok.. więc się tym nie martwię..
Nie wiem czy te moje testy owulacyjne..są dobre..czy nie są jakieś przestarzałe..bo kupiłam je w listopadzie..a w grudniu test wyszedł pozytywny..więc do marca leżały..ale myślę, że są ok, tylko dlaczego ciągle negatywy..?! śluz rozciągliwy, ból owulacyjny..tempka leci w dół więc lada chwila pewnie będzie owulka..a testy jej nie wykrywają..
..ale nie przejmuję się tym w tym cyklu..bo ten cykl jest na luzie..co ma być to będzie.. <3 <3 <3
Dobrej nocy kochane <3

6 marca 2014, 09:22

Przepraszam za takie słowa z samego rana, ale po prostu już nie mogę.. :(
Chyba przestanę wchodzić na facebooka, bo wkurwia mnie dodawanie przez małolaty, które zaliczyły wpadki zdjęć z usg :( i głupie ich teksty, opisy itd..
Dlaczego to jest tak kurwa niesprawiedliwe, że człowiek tak bardzo się stara, pragnie tego maleństwa,chce mu zapewnić wszystko co najlepsze..i gdy się to udaje, to potem je traci..i jeszcze żeby to było jedne dziecko, ale nie.. dwa po kolei :( a taka gówniara po jednym razie, bądź sobie myślą, że może im się uda nie wpaść..zachodzi..i co najgorsze donosi bez żadnych problemów itd!!! Mam dość takiego życia..znowu wyć mi się chce :(
:( :( :(

8 marca 2014, 07:43

Mam dość :( wszystko jest bez sensu.. jestem mega wkurwiona..i nic już tego nie zmieni.. :(
Nie mam już żadnych złudnych nadziei..pierwszy cykl starankowy poszedł się jebać!
A ja-jestem bezsilna, bo przecież nic nie mogę zrobić.. :( i to jest najgorsze, bo zrobiłabym wszystko by mieć upragnione maleństwo przy sobie.. <3 tak bardzo go pragnę..może aż za bardzo..i to wszystko moja wina..?! :(
Wkurwiłam się wczoraj na męża, bo oczywiście <3 <3 były ale co z tego jak nie skończył :( on wie jak bardzo mi zależy, jak bardzo tego pragnę..i może to przeze mnie..? może czuje presję?i nie chce mnie zawieść..a stres robi swoje.. :( wiem, że to nie jego wina..ale sama dziecka przecież sobie nie zrobię!!! Przepłakałam pół nocy, wyrzuciłam mu trochę..i się nie odzywam do niego..nie mam już siły..na to wszystko! Gdyby dni płodne trwały cały cykl, chociaż pół to ok..ale to jest naprawdę mało dni, więc chciałabym móc je w pełni wykorzystać..każdego dnia..bo przecież z jednego <3 dziecka na pewno nie będzie..ani samo do mnie też nie przyjdzie! bocian jego też nie przyniesie..chociaż tak byłoby zdecydowanie łatwiej :) A może on już mnie nie kocha??, nie pociągam go..nie wiem już sama.. :(
Nie wiem czy nie lepiej się poddać :( może mam nie mieć dziecka?! i dlatego też tak się dzieje..skoro Bóg dwójkę mi już zabrał :( nie potrafię już tak żyć..na każdym kroku myślę o moich maleństwach (*)(*)
Boże.. nigdy niczego tak bardzo nie pragnęłam..jak teraz dziecka..a Ty mi go nie chcesz dać..dlaczego ja tak muszę cierpieć? nie zniosę ani dnia dłużej patrzenia z zazdrością na inne kobiety w ciąży, na matki spacerujące z maluszkami..nawet jak wchodzę sprawdzać skrzynkę e-mailową na wp.pl to na głównej stronie są newsy..Wodzianka w ciąży, Kożuchowska w ciąży...wszystkie tylko nie ja.. :( !!!
Nie wiem co będzie dalej, wolałabym chyba położyć się i już nie wstać..przynajmniej bym już nie musiała tego przezywać, cierpieć..
Nie wiem jak Wy wszystkie dajecie radę..ale ja nie potrafię..myślałam, że sobie poradzę po dwóch poronieniach..ale nie, teraz to wszystko wychodzi.. :(
Nienawidzę tych wszystkich kobiet w ciąży, a w szczególności tych małolat po jednorazowych wpadkach, również tych które palą, piją w ciąży..Boże dlaczego im dałeś dziecko..?a mi zabrałeś aż dwoje??! :( i wciąż muszę czekać na kolejne? na moje pierwsze ziemskie dziecko..a one nie doceniają tego, że go mają..że dostały takie szczęście, taki cud, taką możliwość bycia mamą.. <3

8 marca 2014, 08:55

Mąż gdy pojechał rano po kolegę, bo ten mu pomaga wykańczać dom, potem przyszedł do domu, przeprosił mnie, i chciał <3 pewnie mu było głupio za wczoraj..-(wiem, że to nie jego wina, ale gdy bardzo się czegoś chce to się tego nie ma..)-ja nie chciałam, bo po co tak na siłę, żeby tylko było, bo może owulka jest, była lub będzie....no ale w końcu wyszło, że było <3
Po wszystkim go przeprosiłam za wczoraj za te słowa które powiedziałam, wiem, że on też chce tego dziecka..i chce jak najlepiej, ale czasami tak jest, że się tak po prostu nie da..

13 marca 2014, 09:42

Oj trochę mnie tu nie było..bo jak zwykle u mnie nadeszły gorsze dni :(
Wczoraj poszłam do innego gina, bo myślałam, że jakaś infekcja mnie łapie bo od czasu do czasu odczuwałam pieczenie.. ale całe szczęście on nic nie widział, kupiłam vitagyn c i zobaczymy..
Odebrałam również wyniki ze szpitala przy okazji, bo zadzwoniłam rano zapytać czy już są no i były.. Miałam mieć zrobione wszystkie badania z trombofili, immunologii, no ale po odebraniu zobaczyłam, ze jednak nie wszystkie zrobili.. :(
Nie mam czynników krzepnięcia II, V ani wyniku Leiden..i chyba będę musiała je zrobić na własną rękę..zresztą poczekam do wizyty u profesorki..dzisiaj dzwonie się umówić na możliwie jak najszybciej..
A z tych co mam to p/ciała p/jądrowe wykryto 1:160 typ świecenia homogenno-plamisty, z tego co wyczytałam w necie to jeszcze to o niczym to nie świadczy ale może być jakaś choroba immunologiczna (związane z zespołem antyfosfolipidowym) no i p/ciała antykardiolipinowe IgG mam 18,4 więc wynik wątpliwy, dodatni jest >20 (więc to też może świadczyć o tym zespole)
A reszta jest niby ok..
Więcej będę wiedzieć jak pójdę do profesorki..i pewnie czeka mnie jeszcze mnóstwo dodatkowych badań..

13 marca 2014, 20:10

Ale się mogłam wkurwić dzisiaj.. :( jak się wali to dosłownie wszystko!
(Od razu przepraszam za brzydkie słowa) :)
Po godzinie 14 zadzwoniła do mnie babka od genetyka-bo byliśmy umówieni na 28 kwietnia, i mówi mi, że kilka dni temu mieli zebranie i nfz nie refunduje wszystkich badań tylko określoną liczbę w miesiącu..i z tego względu nasz termin znacznie się przesunie! uwaga!!! na 21 lipca! noż kurwa mać-od stycznia czekałam do końca kwietnia a teraz mam czekać do lipca!
Wstępnie się zapisałam, będę dzwonić po innych miastach i pytać jak z terminami.. :(
A potem zadzwoniłam do gabinetu gdzie przyjmuje profesorka i chciałam się umówić na wizytę-mówię co i jak, że ja po diagnostyce w szpitalu..itd, i, że właśnie odebrałam wyniki badań, a ta mi mówi, że do końca kwietnia nie ma wolnych terminów! że od 1 kwietnia można dzwonić zapisywać się na maj..ewentualnie dzwonić we wtorki lub czwartki i pytać czy się coś zwolniło...
I bądź tu człowieku mądry i rób se co chcesz!!!
Najwidoczniej sama mam sobie zinterpretować wyniki badań..w dodatku nie wszystkich badań!

14 marca 2014, 15:40

Ale dzisiaj piękna pogoda u nas w Lublinie ;)
Poszłam trochę na działkę do nowego domku, podłogi trochę umyć, przetrzeć, choć i tak jeszcze będzie się kurzyło.. Dół już skończony, kuchnia, jadalnia, salon, pokój, łazienka i kotłownia.. Chłopaki kręcą płyty na górze.. zostały jeszcze dwa pokoje do wieszania płyt a potem docieranie.. nasza sypialnia już się kończy robić..i będzie na bank skończona do czasu wprowadzenia, no a te dwa pokoje chciałabym, żeby były już dotarte, żeby potem się nie kurzyło..a malowanie i ułożenie paneli to mąż spokojnie będzie sobie robił jak się już wprowadzimy..łazienka na górze skończona ;)
W następnym tygodniu mają przyjechać panowie od schodów, żeby zrobić-zamontować balustrady i polakierować schody, panowie od wstawienia drzwi, no i meble kuchenne..oj tyle jeszcze roboty jest, i wszystko na ostatnią chwilę będzie się robiło..okna od środka umyte, z zewnątrz miałam je przetrzeć, ale na razie daje sobie spokój bo po 1-jest szansa, że mogę być w ciąży, i nie chce się przeziębić ani za bardzo forsować, a po drugie za jakieś półtora tygodnia ma być kładziony tynk, więc i tak potem trzeba byłoby je znowu myć..więc bez sensu..
Powoli będzie trzeba zacząć pakować tutaj wszystko..najpierw zacznę od swoich ciuchów..heh bo jest ich trochę.. ;)
Oj wszystko miało być nie tak...mieliśmy się wprowadzić we trójkę..z naszym maluszkiem które miałoby już prawie miesiąc <3
Potem jak zaszłam drugi raz w ciążę zastanawiałam się kto to wszystko zrobi, posprząta, popakuje itd..niestety..to też już nieaktualne..
Choć głęboko wierzę, i bardzo chciałabym wprowadzić się tam nie tylko z mężem..ale i naszym maleństwem u mnie w brzuszku <3 <3 <3
Nic zobaczymy, czas pokaże co przyniesie mi ten cykl <3
Jeszcze 5 dni brania duphastonu i 6 dnia testowanie..chyba, że tempka pokaże inaczej.. :(
Ale jestem dobrej myśli <3 <3 <3

19 marca 2014, 19:21

11dpo test negatywny - można się było tego spodziewać.. :( ale także beta <2 .. :( więc dupa, dupa i jeszcze raz dupa!!!
Wiem, że to dopiero 1 cykl staraniowy po 2 poronieniu..ale miałam tam gdzieś nadzieję, że jednak się uda..bo podobno wtedy jest zwiększona płodność (do 3 miesięcy po ciąży)..
Ale najwidoczniej nie u mnie.. :(
Kurcze jest mi po prostu przykro.. wierzyłam, że się uda..ale najwidoczniej tak miało być..
A jeśli dalej tak będzie, to nie wiem czy kiedykolwiek się nam uda :( bo powoli zaczynam mieć czarne myśli.. :( i zastanawiać się czy zostaniemy rodzicami? kiedy? itd..
Wszystko znowu powraca.. :( i wyrzuty, że przy drugiej ciąży nie znalazłam-nie poszłam do lekarza ze szpitala na Jaczewskiego..tam przepisują po 1 poronieniu heparynę zapobiegawczo..i robią badania..a ja głupia zostałam u swojej byłej gin :( jestem zła na siebie, że gdybym wiedziała o tym jak postępują tamci lekarze, to może byłabym teraz w 18 tyg ciąży .. :( bo może jednak mam zespół antyfosfolipidowy..i organizm za wszelką cenę chce się pozbyć ciąży.. teraz sobie mogę gdybać... :( ale czuję, że u mnie to robił za pomocą choroby..w obu ciążach łapało mnie przeziębienie, straszny ból gardła, nie chciało przejść..a gdy okazało się, że ciąża obumarła..przechodziło jak ręką odjął.. :( już bez żadnych leków czy domowych sposobów..!

Wiadomość wyedytowana przez autora 19 marca 2014, 19:20

23 marca 2014, 22:57

Oj znowu kilka dni mnie tu nie było :(
Zapisałam nas do Łodzi do genetyka na badanie kariotypu, podzwoniłam i znalazłam coś na wcześniej..bo u mnie to dopiero na 21 lipca..a w Łodzi mamy na 12 maja..więc dużo szybciej..
Jutro idę do gina- żeby mi zinterpretowała wyniki- bo przecież u profesorki dopiero na maj muszę się zapisać..bo brak wolnych terminów.. :( a muszę wiedzieć mniej więcej co i jak, czy coś jeszcze robić?jakieś badania itd.. muszę wziąść też receptę na duphaston lub luteinę..i zapytać o acard- bo niektórzy też biorą go na łatwiejsze zagnieżdżenie..a ile w tym prawdy to nie wiem..
W ogóle teraz będę rzadziej, bo w środę już przeprowadzka..tyle jeżdżenia po sklepach, pakowania, rozkręcania i przewożenia mebli..itd... ledwo co dzień się zaczyna a już się kończy.. ;)
Muszę załatwić sobie jakiś dobry bezprzewodowy internet..żeby być z Wami na bieżąco.. :)
Nowy cykl zaczęty.. :( mam nadzieję, że będzie on owocny..i ostatni.. <3 <3 <3
..bo mam już dość..
..ja chcę już być mamą.. <3 <3 <3

2 kwietnia 2014, 21:24

Dawno mnie tu nie było :( i nic nie pisałam.. bo dużo rzeczy się wydarzyło.. :(
W środę ubiegłego tygodnia mieliśmy się przeprowadzić do nowego domu..a w poniedziałek w nocy było włamanie :( pokradli sprzęty agd, grzejniki..największe straty w domu szwagierki..u nas najmniejsze.. We wtorek po włamaniu sprzątaliśmy z mężem i zarazem pilnowaliśmy żeby nie wynieśli reszty..siedzieliśmy do 4 nad ranem..a w środę się przenieśliśmy..cały czas prawie jeszcze robimy coś tutaj..
Najgorsze to, że nie mam stałego neta, więc trochę mnie tu nie było..ale teraz mam tymczasowego z playa na kartę, więc na razie jest ok ;)
Odebrałam resztę badań ze szpitala..wyszły mi jakieś p/ciała mitochondrialne? byłam także na wziycie u innej gin ze szpitala, i patrząc na wyniki powiedziała, ze będę brała leki przeciwzakrzepowe (zapewne heparyna, acard) ale mam skonsultować się z reumatologiem bo może zechcieć włączyć leki już w czasie starań.. no i poszłam ale żałuję babka po 60...masakra..już ja wiedziałam więcej niż ona..i cały czas patrzyła na wyniki i powtarzała w kółko jak się nazywam.. :( 9 kwietnia idę do innego..podobno ktoś przed 40stką, bo chciałam młodszą osobę.. ;) zobaczymy co powie i co zaleci, doradzi.. ;)
! kwietnia zadzwoniłam do gabinetu profesorki bo były zapisy na maj..no i dzwonie o 14 zajęte lub wyłączony telefon...dzwonię potem..i się wkurwiłam to mało powiedziane.. ! najbliższy wolny termin to 24 czerwiec!!! chyba ich pojebało...miały być zapisy na maj a nie na czerwiec! nie wiem co teraz mam robić.. :(
12 maja genetyk w Łodzi..
W nowym domku mieszka się ok.. :) przynajmniej nie muszę słuchać krzyków itd, syna szwagierki... ;) ale powiem Wam, że trochę mi smutno i przykro..bo dom taki pusty..a nas jest tylko dwoje przecież...tak bardzo bym chciała, żeby nam w końcu się udało.. <3 tak bardzo bym chciała mieć moje maleństwo.. <3 <3 <3 mogło by nawet bez przerwy krzyczeć płakać itd..byleby tylko było z nami.. <3 <3 <3

6 kwietnia 2014, 18:22

Dzisiaj już 16dc a owulki dalej brak :( testy owu też negatywne, niby 2 kreski są ale to nie są pozytywne testy :( mam tylko nadzieję, że to nie cykl bezowulacyjny :( niech przyjdzie owulka.. może być i później.. ;)
Ostatnio jak byliśmy w głupim leroy merlin wyciągając portfel z torebki wyleciało mi lusterko i oczywiście się rozsypało.. a podobno zbicie lusterka to 7 lat nieszczęść.. :( ale to część tych zabobonów..w które ja nie wierzę.. a jak faktycznie tak będzie..?! :( ale skoro jestem osobą wierząca w Boga, to nie powinnam wierzyć w takie przesądy..
Czas leci, a ja dalej nie jestem mamą..nie jestem nawet w ciąży.. :(
Smutno mi w nowym domu..brakuje tu krzyków, płaczu itd.. nie lubię takiej ciszy..ale obcych dzieci też bym nie zniosła..
Boże proszę Cię, wysłuchaj moich próśb i modlitw i daj nam możliwość zostania rodzicami..niczego innego tak bardzo nie pragnę jak tego.. <3 <3 <3
Już dosyć długo jesteśmy z mężem razem, więc nacieszyliśmy się już sobą..teraz chciałabym cieszyć się z tego, że jestem mamą.. <3 mąż tatą, że jesteśmy rodzicami <3
Nie potrafię cieszyć się już z innych rzeczy.. :( smutne to trochę..jak nic człowieka nie cieszy..itd, inni ludzie mają tyle planów, marzeń..ja mam tylko jedno: zostać mamą <3 i niczego więcej nie pragnę.. nie potrafię o niczym innym myśleć..
Gdy chodzę po sklepach, jest mi cholernie przykro jak widzę osoby z wózkami, z maleństwami..czasami to są patologie..aż żal patrzeć..i wtedy czuję złość, tą niesprawiedliwość losu..dlaczego to właśnie mnie spotkało tyle złego? dlaczego Bóg musiał zabrać akurat moje dzieci?odpowiedzi niestety nie znam.. :(
Wierzę, i mam głęboką nadzieję, że Bóg wysłucha w końcu moich próśb...i da nam ten cud-szczęście jakim jest dziecko <3 <3 <3

7 kwietnia 2014, 21:02

Właśnie przed chwilą się dowiedziałam, że kuzynka męża-teraz nasza sąsiadka wychodzi za mąż w czerwcu..niedawno były zaręczyny.. Laska kilka dni temu skończyła 18 lat... jest w ciąży.. :( i powiedzcie mi jeszcze, że życie jest sprawiedliwe!!!! :(
Czuję się jak jakiś wybrakowany towar... :( :( :( jak wadliwa rzecz.. :(
nie mam już sił..
jak to cholernie boli..

16 kwietnia 2014, 12:05

Wczoraj miałam jakiś przypływ energii, i nawet dobry humor.. ;) jak tylko wróciliśmy z mężem z zakupów to wzięłam się za robienie ciasta z kremem truskawkowym..bo miałam jakoś ochotę..wyszło pyszne.. :)
Potem reszta dnia jakoś zleciała.. W nocy jak zwykle jakieś głupie sny.. że dostałam mandat za szybką jazdę i jakieś punkty karne.. ;) heh
Poranna tempka nie zachwyciła mnie..choć dobrze, że nie poleciała bardziej w dół..tylko trochę do góry.. ten wykres jest inny, mam jakieś niższe tempki..może to i lepiej bo poprzedni do ostatniej chwili narobił tylko nadziei.. :( a niskie tempki nie są złe..takie miałam w cyklu w którym się udało.. <3
Bardzo bym chciała zielona kropeczkę na zielone święta.. <3 :) ale tylko Bóg wie jak będzie..choć mam malutką nadzieję, ze się udało.. ;) bardzo wierzę, w to :)
A dzisiaj od rana jakaś zła jestem, nerwowa, jajniki mnie bolą..w dodatku przyszła po 10 ta kuzynka męża z narzeczonym co wpdali- co pisałam ostatnio o niej.. :( przyszli dać zaproszenie na ślub..7 czerwca.. :( wcale mi się nie chce tam iść.. była w kurtce ale brzuszek już było widać.. :( :( :(
Niedługo święta..a mi się wcale ich nie chce..nie mam ochoty siedzieć przy stole z teściami, szwagierką i słuchać "pierdolenia" o Michałku..o michałek to michałek tamto...michałek sramto :( nic tylko michałek.. wolałabym całe święta spędzić u mnie..u mnie w rodzinie nie mam małych dzieci..więc by mi było trochę lepiej ;) No chyba, że zatestuje dzień wcześniej-jeśli tempka będzie ładna i wyjdą 2 kreseczki..to wtedy michałek będzie mi obojętny.. bo będę miała własne szczęście <3 i nawet to pierdolenie o nim zniosę.. :)
Ale póki co jestem na nie co do świąt.. :( nie mam z czego się cieszyć i w ogóle.. a udawać szczęścia też nie mam zamiaru.. ;( Choć mam nadzieję, że Bóg sprawi nam radość <3 <3 <3

23 kwietnia 2014, 15:19

Jak byłam tu ostatnio to obiecałam sobie, że będę pisać częściej..no i co.. :(
Święta, święta i po świętach..1 dzień świąt-11dpo test negatywny, 2 dzień świąt 12dpo-negatyw, dzisiaj 14dpo test też negatywny a tempka nadal ładna 36,97.. aż nie wytrzymałam i skoczyłam na betę..bo ile można przedłużać dupka.. Wyniki pewnie jak zwykle koło 18 albo nawet i po..i pewnie też mnie nie zaskoczą..bo coś czuję, że będzie jak ostatnio beta <2 .. :( a tempka robi tylko głupie złudne nadzieje..
Słońce pięknie świeci, bardzo ciepło..wszędzie wokół dużo mam spacerujących z wózkami :( i tak już niestety będzie..a tego nie da się niestety nie widzieć- nie zauważyć, czy też nie zwracać uwagi na to..
Zimno źle, ciepło też źle.. wszystko mnie denerwuje :( bo czuje co mnie czeka..za te 3 godziny.. zapewne to będzie płacz..bo cóż innego mogłoby mi się przytrafić po świętach..? na pewno nie nic miłego :( oj nie wiem jak to będzie dalej..
Zastrzyki już bolą coraz mniej..dzisiaj będzie już 7..a mam tylko dwa małe siniaczki na brzuchu..po prawej stronie brzucha bardziej boli..nie wiem może tam mam mniej tłuszczyku?heh samo wkłucie już nie boli, tylko jak wpuszczam clexane..strasznie piecze i czuje jak "rozlewa mi się po kichach"..ale jest ok.. rano acard, wieczorem clexane..i tak w kółko.. dopóki nie zajdę w ciążę..clexane 0,2 od pozytywnego testu clexane 0,4..więc zastrzyki będą na porządku dziennym.. żeby tylko szybko udało mi się zajść.. Niektórzy biorą acard na łatwiejsze zagnieżdżenie zarodka..zobaczymy jak to będzie.. ;)
Nie wiem, czy któraś z Was mając owulację brała CLO? na wzmocnienie owulki?np. po pół tabletki? bo ja chciałabym chwycić się wszystkiego..by tylko ułatwić mi zajście..tylko nie wiem czy można te wszystkie leki mieszać..?!
Póki co czekam..najpierw na wyniki, potem ewentualnie na @ i nowy cykl..a jak skończą mi się zastrzyki i pójdę po recepte na następne to najwyżej zapytam gin o clo.. choć chciałabym żeby udało się w tym nowym cyklu..jeśli oczywiście będzie.. ;)

23 kwietnia 2014, 19:06

Niestety beta <2,0 tak jak ostatnio.. :( miałam rację, że nic z tego..to po co tak rośnie?zamiast lecieć w dół??!!!!
Mam dość dziewczyny.. :( wiem, że to dopiero 2cs..ale za dużo już przeszłam.. :(
Najpierw 1 poronienie..lipiec 2013r. listopad 2013r.-2cs ciąża <3 , styczeń 2014r -2 poronienie.. teraz 2 cykle starań nieudane..dodatkowo leki acard, clexane-zastrzyki których nienawidzę.. nawet nie mogę się upić z powodu takiej zajebistej bety..bo przecież biorę leki p/zakrzepowe :(
powoli tracę nadzieję.. :( kiedy się uda?
wszyscy wokół ci co maja dzieci, to nawet nigdy głupiego duphastonu nie musieli brać na podtrzymanie ciąży..a co mówić zastrzyki w brzuch przed ciążą..itd..potem w trakcie..
małolaty te które nie chciały zajść zaszły..a teraz spacerują koło mojego domu z dziećmi.. :( smutne to.. szwagierka także mnie wkurza..choć o tyle dobrze, że nie mieszkamy już w jednym domu ;) i w ogóle wszystko do dupy..
chyba powoli znowu łapie jakąś depresję.. :( nic mi się nie chce.. bo bez dziecka nic nie ma sensu :(
tak bardzo bym chciała je mieć <3 <3 <3 i tulić <3

4 maja 2014, 20:31

Lecą te dni jak szalone..niedawno czekałam aż @ przyjdzie..a dziś już 10dc.. póki co testy owulacyjne wychodzą negatywne..więc pewnie owulka będzie jak ostatnio od 17dc wzwyż..
Wszystko ostatnio jest nie tak :(
W tym cyklu mieliśmy starać się co drugi dzień, no i zaczęliśmy 7dc więc następny raz miał być wczoraj..no i co? dupa :( nic nie było..mąż coś oglądał ja leżałam aż w końcu usnęliśmy..po 2 się przebudziłam bo nie mogłam spać..i tak się wierciłam, a że mąż się przebudził to ja do niego z wyrzutami..że dobrze wiedział, że w tym cyklu <3 będą co drugi dzień a on to olał :( itd itd, ponarzekałam sobie wyrzuciłam mu wszystko co myślałam na ten temat..że to ja zawsze mam zaczynać czy jak?że to tylko mi najwidoczniej zależy na tym dziecku..itd, że on nie rozumie jak ja się czuję, co czuję i dalej podobne tego typu teksty..że to nie tylko ja straciłam dwójkę dzieci, bo zarówno ja byłam matką a on ojcem tych dzieci..ale najwidoczniej on zapomniał już o tym..bo przecież to wg.szwagierki nie były jeszcze dzieci więc po co pamiętać, lepiej zapomnieć.. :( i dopóki on nie zrozumie tego wszystkiego, co czuję, i tego, że oboje byliśmy-jesteśmy rodzicami naszych aniołków..to nic z tego nie będzie.. Bóg nie da nam możliwości zostania rodzicami.. <3
Co z tego, że ja robię wszystko co w mojej mocy, chodziłam na badania krwi-których nie cierpie! by wiedzieć dlaczego tak się dzieje,poszłam do szpitala na diagnostykę-choć nie chciałam bo wiedziałam, ze będzie mi tam źle-ten widok ciężarnych i noworodków..ale zniosłam to..teraz te codzienne zastrzyki-a boję się igieł i nie lubię ich :( i w dodatku sama muszę robić te zastrzyki..zrobiłabym wszystko co w mojej mocy by tylko zajść w ciążę i urodzić to maleństwo..czytam różne artykuły co może pomóc itd..łapię się wszystkich możliwości, by tylko było dobrze i co z tego mam? :( że to wszystko "przeze mnie i moje gadanie"..no tak tylko gdybym nic nie mówiła to nie wiem kiedy by coś było itd, nie to że marudzę non stop, tylko mówiłam, że w tym cyklu będzie co drugi dzień..więc co mówię-źle, nie mówię też źle.. :( ja pierdolę to co w końcu mam robić? nic? czekać na cud?aż w końcu zaskoczę-rok?dwa? ile?gdybym mogła to sama bym zrobiła sobie dziecko..i wtedy byłoby na luzie bez nerwów itd!!!
Nie chce <3 na siłę..bo to nie na tym polega :( dziecko ma przyjść na świat z miłości..a nie z wyliczeń :( choć wiem, ze czasami trzeba dopomóc..bo ile można czekać?czasami taka przyjemność staje się męcząca gdy nie osiągniemy tego co chcemy, na czym nam zależy..ale sex ma być z miłości i przyjemności..a nie bo dziś jest ten dzień i tak trzeba, bo inaczej nic z tego nie będzie :(
Zaczęliśmy dopiero 3 cykl..a ja mam już dość..to wszystko wina męża..jego nastawienia itd.. gdyby był inny, zachowywał się inaczej, bardziej okazywał swoje uczucia..to byłoby dużo lepiej..a tak..ja już nie mam siły :(

4 maja 2014, 20:31

Lecą te dni jak szalone..niedawno czekałam aż @ przyjdzie..a dziś już 10dc.. póki co testy owulacyjne wychodzą negatywne..więc pewnie owulka będzie jak ostatnio od 17dc wzwyż..
Wszystko ostatnio jest nie tak :(
W tym cyklu mieliśmy starać się co drugi dzień, no i zaczęliśmy 7dc więc następny raz miał być wczoraj..no i co? dupa :( nic nie było..mąż coś oglądał ja leżałam aż w końcu usnęliśmy..po 2 się przebudziłam bo nie mogłam spać..i tak się wierciłam, a że mąż się przebudził to ja do niego z wyrzutami..że dobrze wiedział, że w tym cyklu <3 będą co drugi dzień a on to olał :( itd itd, ponarzekałam sobie wyrzuciłam mu wszystko co myślałam na ten temat..że to ja zawsze mam zaczynać czy jak?że to tylko mi najwidoczniej zależy na tym dziecku..itd, że on nie rozumie jak ja się czuję, co czuję i dalej podobne tego typu teksty..że to nie tylko ja straciłam dwójkę dzieci, bo zarówno ja byłam matką a on ojcem tych dzieci..ale najwidoczniej on zapomniał już o tym..bo przecież to wg.szwagierki nie były jeszcze dzieci więc po co pamiętać, lepiej zapomnieć.. :( i dopóki on nie zrozumie tego wszystkiego, co czuję, i tego, że oboje byliśmy-jesteśmy rodzicami naszych aniołków..to nic z tego nie będzie.. Bóg nie da nam możliwości zostania rodzicami.. <3
Co z tego, że ja robię wszystko co w mojej mocy, chodziłam na badania krwi-których nie cierpie! by wiedzieć dlaczego tak się dzieje,poszłam do szpitala na diagnostykę-choć nie chciałam bo wiedziałam, ze będzie mi tam źle-ten widok ciężarnych i noworodków..ale zniosłam to..teraz te codzienne zastrzyki-a boję się igieł i nie lubię ich :( i w dodatku sama muszę robić te zastrzyki..zrobiłabym wszystko co w mojej mocy by tylko zajść w ciążę i urodzić to maleństwo..czytam różne artykuły co może pomóc itd..łapię się wszystkich możliwości, by tylko było dobrze i co z tego mam? :( że to wszystko "przeze mnie i moje gadanie"..no tak tylko gdybym nic nie mówiła to nie wiem kiedy by coś było itd, nie to że marudzę non stop, tylko mówiłam, że w tym cyklu będzie co drugi dzień..więc co mówię-źle, nie mówię też źle.. :( ja pierdolę to co w końcu mam robić? nic? czekać na cud?aż w końcu zaskoczę-rok?dwa? ile?gdybym mogła to sama bym zrobiła sobie dziecko..i wtedy byłoby na luzie bez nerwów itd!!!
Nie chce <3 na siłę..bo to nie na tym polega :( dziecko ma przyjść na świat z miłości..a nie z wyliczeń :( choć wiem, ze czasami trzeba dopomóc..bo ile można czekać?czasami taka przyjemność staje się męcząca gdy nie osiągniemy tego co chcemy, na czym nam zależy..ale sex ma być z miłości i przyjemności..a nie bo dziś jest ten dzień i tak trzeba, bo inaczej nic z tego nie będzie :(
Zaczęliśmy dopiero 3 cykl..a ja mam już dość..to wszystko wina męża..jego nastawienia itd.. gdyby był inny, zachowywał się inaczej, bardziej okazywał swoje uczucia..to byłoby dużo lepiej..a tak..ja już nie mam siły :(
1 2 3 4