Pamiętniki straciłam drugie maleństwo w ciągu 6 miesięcy..
Dodaj do ulubionych
1 2 3 4
WSTĘP
straciłam drugie maleństwo w ciągu 6 miesięcy..
O mnie:
Czas starania się o dziecko:
Moja historia:
Moje emocje:

3 lutego 2014, 19:39

Kilka miesięcy po ślubie zdecydowaliśmy razem z mężem, że zaczniemy starać się o dziecko..
Pierwsza próba była w kwietniu..niestety, ale nie przejęłam się aż tak bardzo, bo komu udaję się za pierwszym razem?wiem, że są takie szczęściary wśród nas, ale nie każdy ma takie szczęście..2cykl starań-maj-test ciążowy pokazuje 2 kreseczki choć nie dowierzam w to co widzę..Następnego dnia powtarzam test i są znowu dwie magiczne kreseczki..badanie krwi to potwierdza.. Jesteśmy tacy szczęśliwi, że zostaniemy rodzicami..choć gdzieś tam w głębi serca boje się..jak to teraz będzie i w ogóle, ale wierzę, że damy radę..
17.07 kolejne usg i zła wiadomość..dzidziuś nie żyje..nie ma widocznej akcji serca.. :(
Jestem załamana..wyszłam z gabinetu zapłakana..gin proponowała zabieg w szpitalu, ale odmówiłam..czekałam aż samo się zacznie
23.07 było już po wszystkim..jednak 2 dni po poronieniu wylądowałam na izbie przyjęć z potwornym bólem brzucha..i okazało się, że zostały resztki po poronieniu..musiałam podjąć decyzję czy zostaję w szpitalu czy ryzykuję i czekam aż samo się może oczyści..postanowiłam zostać-choć bardzo tego nie chciałam.. Zabiegu odmówiłam, poprosiłam o tabletki (cytotec)..
Leżałam na patologii ciąży z ciężarnymi kobietami..ten widok strasznie mnie dołował..na szczęście po 2 dniach na usg wyszło, że już się oczyściło..więc mogłam wyjść do domu..
Po 2 tygodniach miałam się zgłosić do kontroli u mojej gin..okazało się, że mam czekać aż spadnie mi hcg..a spadało bardzo wolno..ponad miesiąc, więc musieliśmy czekać by znów móc się starać..w między czasie przyplątała mi się infekcja, która trwała też dosyć długo..
Październik-1 nasz cykl starań..nieudany..za to listopad okazał się już dla nas szczęśliwy..
Z racji tego, że pracowałam fizycznie musiałam pójść na zwolnienie od momentu pojawienia się 2 kreseczek na teście..a był to 7 grudnia.. :)
Dużo leżałam, odpoczywałam, nie przemęczałam się..robiłam wszystko co możliwe, żeby tylko tym razem było dobrze.. Przyjmowałam większa dawkę duphastonu- bo miałam dość niski progesteron..i każdego dnia prosiłam Boga, żeby nie zabierał mi kolejnego maleństwa..
23 grudnia pęcherzyk ciążowy-odpowiada wielkości ciąży..więc wszystko ok i mogę na spokojnie przezywać święta.. W sylwestra poczułam swędzenie i zaniepojona tym, że to infekcja zadzwoniłam do gin, zapytała czy mam macmiror-miałam więc kazała go wziąść i przyjść 2 stycznia po nowym roku na wymaz.. Na wizycie przepisała mi pimafucin i pobrała wymaz, przy okazji zajrzeliśmy do dzidziusia..był malutki zarodek..
11 stycznia następna wizyta- od razu idziemy podglądać dzidziusia i okazuję się, że dzidziuś jest ale mniejszy niż wg terminu i nie bije mu serduszko.. :( z racji tego, że do zapłodnienia mogło dojść później kazała odczekać i przyjść za 7 dni... Wiedziałam, ze nie będzie dobrze..czułam to..czułam, że następna wizyta będzie tylko potwierdzeniem moich obaw.. W ciągu tygodnia w środę poszłam zbadać poziom hcg po 2 dniach sprawdziłam czy przyrasta..i niestety spadło ponad 1500..więc przygotowywałam się psychicznie na jutrzejszą wizytę, że usłyszę same najgorsze rzeczy.. Moje obawy się potwierdziły choć dzidziuś troszkę urósł to nadal nie biło mu serduszko..a na tym etapie już zdecydowanie powinno bić..
Załamałam się całkiem..moje obie ciąże skończyły się w tym samym tygodniu i w tym samym dniu.. 9t4dz :(
W ciągu 6 m-cy straciłam moje dwa kochane maleństwa..
Moje życie straciło sens, wszystkie plany, marzenia legły w gruzach..nie ma już nic..
(pracę również straciłam-bo miałam umowę zlecenie przedłużaną co miesiąc.. więc tej styczniowej nawet nie szłam przedłużać, bo i tak nikt by mi jej nie przedłużył)
W marcu przeprowadzamy się do nowego domku..miałam tyle planów..jak urządzę pokój dla maleństwa, gdzie postawię jego łóżeczko itd...
Czasami odechciewa mi się żyć..bo przecież nic dobrego mnie już w życiu chyba nie spotka.. skoro Bóg zsyła na mnie takie cierpienie.. :(
Najchętniej to położyłabym się..żeby już się nie obudzić..ale wiem, że mąż cierpiał by podwójnie..a do tego chęć posiadania dziecka jest tak wielka, że chyba wytrzymam wszystko, wszystko zniosę by móc w końcu zostać mamą..

3 lutego 2014, 19:41

31 stycznia 17:11

Dzisiaj pojechałam na kontrolne hcg...ciekawe do ilu spadło...bo na pewno nie całkiem.. ;(
wieczorkiem się okaże..
A jutro wizyta u byłej gin..kontrolne usg..i ciekawe co z tą moją niby infekcją..?bo niby dalej odczuwam swędzenie..ale w wymazie wyszło, że wszystko ok..dzisiaj kupiłam test ph..i wyszło, że ph jest dobre.. ;) więc sama już nie wiem..stosuję lactovaginal, lacibios femina i doustnie dostałam ostatnio fluconazole..zobaczymy co powie jutro..bo mam dość już tego..i chciałabym po 1 okresie zacząć starania..
Porobiłam część badań i niektóre wyniki już mam:
tsh 2,100 (0,270-4,200)
ft3 2,98 (2,00-4,40)
ft4 1,25 (0,93-1,70)
anty TPO 6,95 (0,00-34,00)
anty TG 10,00 (0,00-115,00)
Toxoplazmoza IgG 0,13 IgM 0,228
różyczka IgG >500,0 IgM 0,61
CMV IgG 0,15 IgM 0,20
antykoagulant toczniowy- ujemny
Czekam na p/ciała kardiolipinowe..i jeszcze muszę zrobić wymazy na chlamydie, mykoplasme i ureaplasme..
7.02 mam wizytę niby u specjalisty od poronień..zobaczymy..;)
a 28 kwietnia(najwcześniejszy wolny termin) idziemy do genetyka na badanie kariotypu..
W ogóle dzisiaj znowu wszystko do dupy.. :(
powoli mam dość takiego życia..każdy dzień taki sam..
dzisiaj przypadkiem natknęłam się na profil na fb byłej mojego męża..i co widzę, jedno dziecko 4 lata..drugie kilka miesięcy..a my? 2 aniołki.. (*)(*)
Może gdyby nie był ze mną..to miałby już chociaż jedno dziecko.. :( ..taka myśl przeszła mi przez głowę..
nie wiem jak wytrzymam to wszystko..? staram się być dzielna..ale czasami nie potrafię..
Wykańczamy dom-bo pod koniec marca się wprowadzamy i a to trzeba do sklepu pojechać coś kupić, wybrać..jaki kolor? jaki model itd...a ja nie mam na to siły, nie mam do tego głowy..
do tego mnóstwo pań z brzuszkami przewijające się między alejkami.. :( mam dość!!!
Mam już wyniki hcg...spada to fakt..jest 44,5 mUl/ml w poprzedniej ciąży spadał ponad miesiąc od poronienia.. ;(

Wiadomość wyedytowana przez autora 8 lutego 2014, 14:55

3 lutego 2014, 19:43

1 lutego 12:22
Mam już wyniki p/ciał kardiolipinowych IgG 5,71 a IgM 5,58..
Więc raczej nic z tych wszystkich badań nie wynika.. :(
Zaraz jadę na wizytę do gin..mam na 13.30 zobaczymy co powie, co mi zaoferuje i w ogóle..

3 lutego 2014, 19:43

Wizyta u gina w sobotę nic nie wniosła..bo z wyników badań które zrobiłam nic nie wynika..więc gin stwierdziła, że jak chce sprawdzić wszystko, to da mi kolejną listę z badaniami..
p/ciała p/beta2 glikoproteinie-1 IgG IgM, antytrombina III aktywność, homocycsteina, białko S, białko C, czynnik krzepnięcia II i V-aktywność, nadkrzepliwość wrodzona (czynnik V leiden+ mutacja20210 G-A genu protombiny)..póki co poczekam do piątkowej wizyty u specjalisty od poronień..zobaczymy co ona powie-jakie badania zaleci.. ;)
Za 2 tygodnie mam również zrobić hcg sprawdzić czy całkiem już spadło.. no i w miedzy czasie czekam na okres..
Ciekawe kiedy będziemy mogli rozpocząć starania...tak bardzo chciałabym być znów w ciąży..i żeby tym razem było wszystko ok.. :) póki co to moje jedyne marzenie...

4 lutego 2014, 11:46

Wszystko do dupy.. :( wczorajszy dzień był beznadziejny..nie wiem może to początki depresji??na nic nie miałam siły ani ochoty, przez cały dzień byłam zdołowana :(
Dzisiaj może jest troszkę lepiej ;) za oknem pięknie świeci słońce..z dachu spada rozpuszczony śnieg..a piętro niżej słychać krzyki i wrzaski 3 letniego dziecka szwagierki :(
Mam dość..wiem, ze lepiej dla mnie byłoby gdbybym nie musiała codziennie wysłuchiwać krzyków, pisków, wrzasków, płaczu, słuchać jak mamusia z synusiem się bawią i w ogóle..
Ale jeszcze tylko 2 miesiące i wyprowadzka..nie będę musiała już tego wszystkiego dodatkowo przeżywać..i oglądać jej..bo po pewnym wydarzeniu mam do niej ogromny żal..
Po pierwszej stracie, któregoś dnia szwagierka wypaliła z takim tekstem: żebym się nie przejmowała i w ogóle..bo oni tez starają się o kolejne dziecko a tu znowu dostała okres....ja jej na to: sorry ale ty nie straciłaś dziecka..! a ona do mnie- Karolina, przecież to jeszcze nie było dziecko..(!)
Nie wiem jak może tak powiedzieć kobieta, która jest matką..i ma już dziecko..! że to nie było jeszcze dziecko..no a co to kur..wa było??!
Masakra, nienawidzę jej po tych słowach :( jest wredna i myśli tylko o sobie..
Po drugim moim poronieniu..nic nie usłyszałam z jej ust (ani współczuję, bardzo mi przykro itd..) może to i lepiej..?bo znowu by wypaliła z jakimś nowym tekstem :(
zresztą zachowuje się tak jakby nic się nie stało.. dla niej nie..a dla mnie to druga tragedia..
Za kilkanaście dni wypada termin pierwszego porodu 18.02.. :( nie wiem jak to będzie..nie wiem już nic
Nigdy tak się nie czułam..żadnych planów, marzeń..nie ma już nic..jedyne to czego chcę to dziecka..
Ale po 2 poronieniu strasznie się boję..niby raz może przytrafić się każdemu..ale dwa, tzn. że coś jest nie tak..tylko co..bo z badań póki co nic nie wynika :( już bym wolała żeby coś wyszło..przynajmniej można by było to jakoś leczyć..a tak?w tej chwili nie mogę nic..
tylko czekać na okres, na piątkową wizytę u pani profesor..a potem?potem rozpocząć starania, choć cholernie się boję..boję się tego czekania..mierzenia temperatury,czekania na owulację,robienia testów owulacyjnych, kochania się w wyznaczone dni itd..
nie wiem jak to będzie..czy będę potrafiła..wiem, że trzeba byłoby wrzucić na luz..ale tak nie potrafię :( bo ja chcę już..chcę jak najszybciej tulić swoje maleństwo..

5 lutego 2014, 18:18

Dzisiejszy dzień był nawet całkiem,całkiem.. Ciepło, piękne słońce..tak jakby miała wiosna przyjść ;) szkoda tylko, że w sercu nie tak wesoło :(
Od dzisiaj czuje w podbrzuszu takie dziwne pobolewanie..tak jakby owulacja się zbliżała..hmm czy to możliwe..? raczej tak..
Z ciekawości wczoraj w necie poczytałam o owulacji po poronieniu, kiedy wraca..to niby 2-4 tygodnie po poronieniu przed pierwszym krwawieniem..zresztą niektóre z Was mile przekonały się o tym na własnej skórze..i to z "efektem" którym jest zdrowo rozwijająca się ciąża.. :)
Hmmm, jeśli to owulka to mogłaby poczekać jeszcze kilka dni..bo obecnie przyjmuje tabletki dopochwowe..-niby żadna infekcja nie została wykryta ale odczuwam swędzenia a wcześniejszy doustny fluconazole mi nie pomógł..gin coś wspominała, że może to być przez podrażnienie śluzówki..bo w wymazie nic nie wyszło, tak samo podczas badania nic nie zauważyła..albo to po lactovaginalu jakieś skutki uboczne..?
Biorę lacibios femina już drugi tydzień..no i czekam na efekty ;).. Dzisiaj zakupiłam w aptece żel lacibios femina..niby opinie ma dobre..zobaczymy czy coś da ;)
Jeszcze dwa dni i wizyta u tej profesorki.. Przy okazji jak pojechałam po odbiór wyników do diagnostyki to spytałam ile kosztują badania "z mojej nowej kartki" no i po podliczeniu wyszło ponad 700zł za kilka badań..
Boję się, ze one znowu nic nie wykażą..no i co wtedy?! jak leczyć żeby tym razem było dobrze..?!

5 lutego 2014, 19:49

Jesteście nieocenione..tu zawsze mogę wejść, wygadać się, popłakać..a Wy wszystkie to rozumiecie jak nikt inny.. <3
Pocieszycie, wesprzecie..dodacie otuchy i od razu jakoś lepiej na sercu..

7 lutego 2014, 17:00

Niedawno wróciłam z wizyty u specjalisty od poronień.. no i szczerze to troszkę się załamałam.. :(
Niby wszystko ok, oprócz tych badań które zrobiłam dostałam od byłej gin jeszcze inne..na trombofilie, no i w związku z tym że jeszcze ich nie robiłam to ta nowa pani profesor zaproponowała, że położy mnie na oddział na 1-2 dni wykona je, te na trombofilie, autoimunologię,oprócz tego zrobi usg..no ale to wszystko jak dostanę pierwszy okres po poronieniu..mam zadzwonić do niej i umówić się to mnie przyjmie do szpitala..więc zaoszczędze jakieś 800zł.. ;)
Póki co zakaz współżycia i starań..(nie przyznałam się jej ale wczoraj i dzisiaj rano współżyliśmy ) ale sądzę, że raczej z tego ciąży nie będzie..choć podobno owulacja jest przed pierwszym krwawieniem..ale z jednego razu..? ciąża?wątpie..choć wśród nas są takie przypadki, które od razu po poronieniu zaszły :)
co do starań to powiedziała, że może po jakiś 4 okresach..będziemy mogli.. - w lecie.. no a jeśli się nie uda a przyjdzie sezon zimowy to znowu będziemy mieli zakaz bo to czas chorób, gryp, wirusów.. i wtedy też łatwo o poronienie..
Niby dobry specjalista..ale nie wiem co mam o tym myśleć..
Ja bym chciała już... być znowu w ciąży,mieć maleństwo..
Jak się nam teraz uda to będzie super..a jak nie..to zobaczymy..
a może warto zaczekać te kilka miesięcy?choć nie jestem do tego przekonana..żebym wiedziała, że po tych 4 miesiącach od razu w 1 cyklu nam się uda, to bym zaczekała..a tak?! nie wiadomo ile przyjdzie nam się starać.. :(

Wiadomość wyedytowana przez autora 7 lutego 2014, 17:01

8 lutego 2014, 12:25

Od rana krzyki, wrzaski..jak ja tego nie lubię.. dołuje mnie to jeszcze bardziej :( ale już niedługo..koniec marca i wreszcie spokój..rano, w dzień i wieczorem.. Cały dom dla nas..bo tutaj już czasami nie da się wytrzymać z tym dzieckiem szwagierki..ja wiem, że to tylko dziecko i nie jest ono niczemu winne..ale szwagierka czasami przegina..czuję, że robi mi to na złość.. w ogóle teściowie jak i siostra męża zachowują się tak jakby nic się nie stało :( dla nich może nic..a dla mnie..straciłam drugie już dziecko..to cholernie boli..i kto tego nie przeżył nie jest w stanie zrozumieć kobiety po stracie..nawet gdyby bardzo się starał..bo tak się nie da.. Od żadnego z nich nie usłyszałam ani jednego słowa typu jak się czuję albo współczuję Ci, bardzo mi przykro..nic zupełnie nic :(
Każdy lata i skacze nad małym 3 letnim Michałkiem-który został tak wychowany, że wszystko mu wolno..jak babcia-moja teściowa chce wejść do niego na górę to się drze i nie chce jej wpuścić i ją wygania..teksty typu idź sobie, idź stąd :( no sorry..
Szwagierka na moich oczach oczach jak np. wychodzę z domu (od nas z poddasza) i na korytarzu jak widzi że idę to robi wszystko, żebym poczuła się "gorsza"? że nie mam dziecka?żebym jej zazdrościła, nie wiem sama ale przytula, chwali go przy mnie jaki to Michałek mądry chłopczyk itd..że sam już robi kupkę do nocniczka..trochę nie na miejscu..szczególnie, że wie jak bardzo chcemy mieć dziecko a dwójkę już straciłam w ciągu pół roku.. :( jest mi cholernie ciężko i przykro w takich chwilach.. Jacy ludzie potrafią być złośliwi i bez serca..ale wierzę, że los się kiedyś odwróci..i Ci co cierpią będą w końcu szczęśliwi..a Ci co mają aż za dobrze poznają co tzn. ból, cierpienie..wiem, że może jestem wredna mówiąc w ten sposób..ale teraz inaczej nie potrafię..życie mnie uczy, żeby martwić się tylko o siebie..tak jak inni to robią..
Jak człowiek cierpi, to nikt mu nie chce pomóc..nawet się nie stara.. :( a jak komuś coś trzeba to wtedy kto ma pomóc? Karolinka.. :( wtedy to ja jestem pierwsza na liście..
Jak trzeba było zamówić przez internet różne sprzęty do nowych domów typu kuchenka, zmywarka, okap, pralka itd..to kto ma to zrobić?ja..bo przecież nikt inny nie umie zamówić przez internet! A nikt nie pomyślał, że może nie jestem w stanie bo to było zaraz po poronieniu..że nie mam siły albo ochoty..
Albo np. z mężem zamówiliśmy sobie żarówki led do podbitki na zewnątrz domu to szwagierka i jej mąż tez tak chcą mieć jak my..i co wczoraj mąż przynosi kartkę a tam lista żarówek ile sztuk,ile led, ile wat, jaki kolor..a co ja jestem?! taka mądra E. nie umie sama zamówić na allegro?wystarczy założyć konto i już.. Karolinka jest dobra jak komuś coś trzeba..a tak? :(
Oj dziewczyny zazdroszczę Wam, Wy pewnie nie macie tak jak ja.. z tego co czytam Wasze pamiętniki to wszyscy wokół Was są życzliwi itd..a ja niestety nie mam aż tak dobrze..
Boli to, cholernie to boli..ale cóż trzeba żyć dalej..
Po 1 poronieniu było jakoś inaczej, może przez to, że to było lato..i jakoś tak leciało..potem wakacje nad morzem, nowa praca..a teraz..zima, zimno, ponuro, śnieg..choć z każdym dniem słońce świeci coraz bardziej :)
Ale nie ma takiego dnia bym nie płakała :( zawsze znajdzie się taka chwila, że łzy same płyną mi do oczu..ale zaraz mi przechodzi..
Nigdy nie myślałam, że spotkają mnie takie tragedie w życiu..że stracę dwójkę moich dzieci..
Niestety takie jest życie..i trzeba sobie jakoś radzić..nawet jak się nie umie, nie potrafi.. Trzeba wziąść się w garść i walczyć o swoje szczęście..marzenie- które mam tylko jedno-tak bardzo wyczekiwane przez nas DZIECKO :) <3

9 lutego 2014, 19:05

Niedawno wróciliśmy do domu.. Pojechaliśmy najpierw na cmentarz jak co niedzieli do mojego taty, siostry, dziadka..a potem zaszliśmy do mnie-do mojego byłego domu na obiad i deserek :)
Posiedzieliśmy tam trochę, a jak wracaliśmy do nas to zajechaliśmy na działkę pozamykać wszystkie okna, i rzuciłam okiem na nasz nowy domek :)
Dzisiaj miałam jakiś lepszy humor..nawet się nie smuciłam jak zawsze..a to nowość.. Bardzo bym chciała, żeby z każdym dniem było coraz lepiej..wiem, że nigdy nie zapomnę o tym co mnie spotkało..bo tak się nie da..ani o moich aniołkach(*)(*) <3 ale postanowiłam, że postaram wziąść się w garść..być silna-choć to nie jest łatwe, bo łatwo się rozklejam.. ;( no ale zacząć jakąś żyć, zacząć się cieszyć życiem, mężem..bo przez to co nas spotkało..czuję, że między nami jest jakoś inaczej..coś jakby się popsuło? :( nie wiem sama..wiem, że to moja wina, bo ciągle jestem zła, smutna, płaczę itd..ale jakoś inaczej nie potrafię :( wiem przecież, że to nie wina męża, że takie rzeczy nas spotykają..ale jakoś nie potrafię teraz się cieszyć z niczego..
Zaznam spokoju i będę w pełni szczęśliwa jak znowu zajdę w ciążę i będę mogła tulić swoje maleństwo.. <3 <3 <3 ale wiem, że muszę zmienić swoje zachowanie i postępowanie..bo jak tak będzie dłuższy czas to jaki facet to wytrzyma?! ja sama bym chyba miała dość.. :(

12 lutego 2014, 13:20

Nie robiłam żadnego wpisu przez 2 dni..bo o czym tu pisać..?! :(
Już myślałam, że jest troszkę lepiej, ale gdzie tam..jest nawet gorzej.. W domu już nie wytrzymuje..jedyna moja rozrywka to jazda samochodem, którym uwielbiam jeździć..gdy wsiadam i jadę to jest jakoś inaczej..chociaż przez chwilę nie myślę o tym wszystkim.. W poniedziałek z samego rana wybrałam się do lidla.. była super oferta z ciuszkami dla maluszków..wiem, wiem, że jeszcze nie jestem w ciąży..ale postanowiłam coś kupić na poprawę humoru..a ciuszki prędzej czy później się przydadzą..(kolor beż-brąz)
Wczoraj musiałam podjechać na pocztę opłacić rachunek..więc też się trochę rozerwałam..ale tak po za tym jest do dupy..
Męża praktycznie cały dzień nie widuję..bo kończy wykańczać dom więc wychodzi rano po 6 a wraca różnie 18,19..zależy..a jak przychodzi to idzie się myć, zje obiad, ewentualnie coś obejrzy w tv i idzie spać..nawet ostatnio za bardzo nie rozmawiamy ze sobą..on jest zmęczony,mi w głowie tylko dziecko..tak bardzo go pragnę.. Wszędzie dookoła mnie ktoś zachodzi w ciążę, albo czytając w necie różne artykuły też bardzo często pojawiają się ciąże..non stop..ciąża, ciąża i ciąża..tylko nie moja :( strasznie to boli i strasznie cierpię..nie wiem co będzie dalej..
Muszę chyba zacząć szukać jakiejś pracy..bo długo tak nie wytrzymam :(
Miałam fajna pracę, ale niestety to była umowa zlecenie przedłużana co miesiąc..więc niestety jak zaszłam w ciążę..to nie mogłam już pracować bo ciąża zagrożona itd.. no i teraz zostałam bez niczego.. A nienawidzę takiej bezczynności..
Masakra jakaś..
Do tego okresu jeszcze nie dostałam po poronieniu..myślałam, że szybciej przyjdzie..bo chciałabym już pójść do szpitala na te badania, i mieć już wyniki, żebym wiedziała na czym stoję..no i chcę zacząć starania..
Kurcze, strasznie to ciężkie wszystko..nigdy nie myślałam, że będę w takiej sytuacji..że nic mnie nie będzie cieszyć i wszystko będzie mi takie obojętne..
a może to depresja..? nie wiem sama.. :( ja już nic nie wiem..
co mi z takiego życia? takie życie jak dla mnie jest bez sensu..
Tylko bym wyła i użalała się nad sobą..i nad tym, że nikt mnie nie rozumie.. :(

Wiadomość wyedytowana przez autora 12 lutego 2014, 13:22

12 lutego 2014, 18:37

Za każdym razem jak to oglądam, nie mogę powstrzymać łez.. <3 <3 <3
Tak bardzo tęsknie za Wami (*)(*)
http://www.youtube.com/watch?v=2O9Ao6GaK_A

Wiadomość wyedytowana przez autora 12 lutego 2014, 18:37

14 lutego 2014, 09:06

Zaraz jadę na kontrolne hcg.. mam nadzieję, że już spadło..bo 2 tygodnie temu było coś ponad 40..a potem umówiłam się z koleżanką, więc mam nadzieję, że dzisiejszy dzień póki co zapowiada się dobrze..bez żadnych smutków.. <3

No i mam już wyniki hcg, ale niestety nie spadło do zera..jest jeszcze 10 mUl/ml..(ale i tak spada szybciej niż w poprzedniej ciąży),więc pewnie owulacji nie było..ciekawe kiedy przyjdzie okres..mógłby jak najszybciej ;)

Wiadomość wyedytowana przez autora 14 lutego 2014, 17:30

15 lutego 2014, 22:05

Wczoraj poszliśmy wieczorkiem ze znajomymi w miasto na piwko..wróciliśmy kolo 2 nad ranem ;) niby trochę się oderwałam od rzeczywistości..ale powiem szczerze, że zamiast chodzić po barach i pić piwko..wolałabym chodzić z maleństwem na spacery... Już chyba się wychodziłam po różnego typu imprezach ;( teraz mi się po prostu tego nie chce.. mam inne priorytety.. <3 Dziecko <3

Dzisiaj byłam z wynikami hcg u mojej można powiedzieć byłej gin..w sumie nie wiem po co poszłam..zrobiła jak zwykle usg..wszystko ok.. teraz kazała przyjść z wynikami badań i po okresie zrobić ostatnie hcg by sprawdzić czy całkiem spadło.. Gdy czekałam na poczekalni to było mi cholernie ciężko i smutno..bo prawie wszystkie panie były w widocznych ciążach..tak bardzo chciałabym być na ich miejscu...
Co do pani doktor to już raczej się z nią nie spotkam..bo po co..mam nowego, bardziej kompetentnego lekarza..który chce mi pomóc za wszelką cenę znaleźć przyczynę poronień.. więc będę się już jej trzymać.. Ta nowa wypytywała o choroby..bo niektóre mają podłoże immunologiczne..i powiedziała, że będziemy działać.. teraz tylko czekam na okres...i potem do szpitala na badania ;) następnie wyniki i będę już chyba wszystko wiedzieć..mam taką nadzieję..
A jak będę miała już wyniki to zamierzam zacząć starania..bo kto wie ile nam się zejdzie..a co ma być to i tak będzie..i tak tego nie unikniemy.. ;) Ale wierzę, że tym razem będzie dobrze <3 <3 <3

18 lutego 2014, 14:15

Dziś jest 18.02.2014r. termin mojego pierwszego porodu.. mogłabym Cię już mieć przy sobie, trzymać Cię na rękach, tulić, całować <3 patrzeć na Twoje piękne oczka, malutkie rączki i stópki <3 wpatrywać się w Ciebie godzinami..
Dziś bylibyśmy pełną rodziną..Ty, Twój tatuś i ja-Twoja mamusia <3 <3 <3
Niestety to wszystko zostało nam odebrane..w ciągu jednej chwili straciliśmy wszystko :( nie mogę powstrzymać łez pisząc to..
W dodatku miesiąc temu dołączył do Ciebie Twój braciszek albo Twoja siostrzyczka... więc nie jesteś już tam kochany aniołku sam.. To my zostaliśmy teraz sami.. ;( bez Was..
Jest mi cholernie smutno i ciężko..nie wiem co mam ze sobą zrobić..w dodatku w taką piękna pogodę.. Od samego rana świeci piękne słońce, jest cieplutko..jakby to już była wiosna..
Dzisiaj z Twoim tatusiem pojechaliśmy do sklepu wybrać farbę do pomalowania salonu..w sklepie oczywiście przemknęło mi przed oczami kilka ciężarnych..rodzice z maleństwami w nosidełku..a po drodze jak wracaliśmy mnóstwo mam z wózkami ze swoimi maleństwami wyszło na spacer..widząc to poczułam ogromny ból, żal w sercu..i taką zazdrość..że dlaczego to ja musiałam Cię - Was <3 <3 stracić..dlaczego to spotkało właśnie mnie? niestety odpowiedzi na to pytanie nie znam..i chyba nigdy nie poznam..
Pogoda jest tak piękna aż żyć się chce.. a ja najchętniej nie patrzyłabym na nią, bo nie mam siły ani ochoty..ja nie mam nic..a miałam tyle planów, marzeń..i nie zostało z nich zupełnie nic.. nawet nie potrafię dokładnie wyrazić tego co czuje, bo tego się nie da chyba opisać..
Dlaczego musiało mnie spotkać tyle bólu, cierpienia..?! w dodatku nie wiem co będzie dalej..boję się tego co może mnie jeszcze w życiu spotkać..
Nie wiem czy jest sens mieć dalej jakieś marzenia, czegoś bardzo pragnąć..skoro znowu może czekać nas porażka..
Nie chcę, nie pragnę czegoś nierealnego, chcę tylko mieć dziecko, jedno malutkie różowiutkie dziecko..nic więcej.. <3

19 lutego 2014, 19:08

"Kochana mamo,
wiem, że mnie nie widzisz, nie słyszysz i nie możesz dotknąć. Ale ja
jestem...istnieję ...w Twoim życiu, snach, Twoim sercu...Istnieję.
Kidy byłem tam na dole ,w Twoim ciepłym brzuchu godzinami
zastanawiałem się,
jak to będzie kiedy będę już przy Tobie, w tym miejscu o którym
opowiadałaś
gładząc się po brzuchu wieczorami kiedy chyba nie mogłaś zasnąć.
Ja wsłuchany w Twoje opowieści i kojący głos chłonąłem każde
słowo ,każdą
informację, a potem cichutko, że by Cię nie obudzić, kiedy wreszcie
zasypiałaś...marzyłem. Wyobrażałem sobie te wszystkie cudowne
miejsca i Ciebie
,jak wyglądasz...
Patrzyłem na swoje dziwne nóżki i rączki u których nie wiem czemu
było po
dziesięć palców i zastanawiałem się czy jestem do Ciebie podobny.
Chyba nie –
myślałem – bo Ty pewnie jesteś piękna, a ja taki dziwny..
pomarszczony...no i
po co mi te dziesięć palców?
A potem się wszystko jednego dnia zmieniło.
Płakałaś głośno głaszcząc brzuch i już nie było opowieści. "To nie
może być
prawda" -mówiłaś godzinami. Słuchałem teraz jak płaczesz, krzyczysz,
prosisz i
błagasz.. A ja nie wiedziałem o co i dlaczego?
Chciałem Cię bardzo pocieszyć więc wywracałem fikołki, żebyś
poczuła, że ja tu
jestem i Cię kocham. Ale wtedy ty płakałaś jeszcze bardziej.
A potem nadszedł tez straszny dzień. Zobaczyłem, że ktoś świeci mi
po oczach,
straszne światło wpadło w głąb Ciebie. I nagłe wszystko zrobiło się
czarne. A
mnie coś wyciągnęło. I zrobiło się cicho. Ktoś trzymał mnie na
rękach, ale to
nie byłaś Ty. A potem usnąłem i kiedy otworzyłem oczy, wszystko
wokoło mnie
zalewał błękit we wszystkich odcieniach. Byłem ten sam, mały
pomarszczony, z
dziesięcioma palcami u rąk. Ale Ciebie nigdzie nie było.
Obok mnie siedział mały rudy chłopczyk. Witaj – powiedział i
uśmiechnął się do
mnie.
Gdzie moja mama? - zapytałem. On wtedy opowiedział mi wszystko. Że
nie każde
dziecko trafia do swoich rodziców. Że to nie ma związku z tym jak
bardzo mnie
chcieli i kochali, że teraz tu jest moje miejsce, pośród innych
małych Aniołków.
Że będzie mi teraz Ciebie Mamo, brakowało, ale musimy oboje nauczyć
się żyć
bez siebie. I musiałem nauczyć się tak żyć. Nie, nie było mi łatwo.
Płakałem
tak jak Ty. I cierpiałem tak jak Ty.
Ale jest mi tu naprawdę dobrze. Mam tu wielu przyjaciół, wiele
zabawy i
radości. Ale nie szalejemy całymi dniami na łące, mamo. Pomagamy
starszym
ludziom przeprowadzić ich na spotkanie tu w niebie. Znajdujemy ich
rodziny,
mężów, dzieci, żeby mogli się spotkać tu w niebie. Możesz być ze
mnie dumna,
mamo. Jestem grzecznym Aniołkiem, naprawdę. No...czasami tylko
robimy sobie
psikusy i troszkę rozrabiamy..
Wiesz kiedy się tu znalazłem jeden Aniołek ,mój Przyjaciel
wytłumaczył mi że
nie mogę się skontaktować z Tobą osobiście. Czasem tylko wolno mi
pojawić się
w Twoich snach ...nic więcej.
Ostatnio jednak zacząłem się robić przeźroczysty. I skrzydełka mi
nie działają
tak jak kiedyś. Mój Przyjaciel popatrzył na mnie smutny i...zabrał
mnie na
ziemię. Usiedliśmy na białym krzyżu i nagle Cię zobaczyłem.
Wiedziałem że to
Ty. Poznałem Twój głos. Stałaś tam w deszczu i płakałaś. Powtarzałaś
ze bardzo
cierpisz...tęsknisz... Przyjaciel popatrzył na moje skrzydełka i
powiedział że
musimy coś z tym zrobić, bo nie możesz tak dalej cierpieć. Musisz
żyć, bo
wobec Ciebie jest jeszcze wiele planów. Bo są gdzieś dzieci którym
musisz
pomóc przejść przez życie i otoczyć je miłością tak wielką, jak tą
która
powoduje teraz Twój wielki ból. Więc piszę, mamo ten list. Pierwszy
i ostatni.
Musisz wziąć się w garść, uśmiechać ,żyć. Ja Cię bardzo mocno kocham
i wiem że
to z mojego powodu płaczesz ale tak nie można. Każda Twoja łza
powoduje, że
moje skrzydełka znikają. Kiedy Ty się poddasz, ja też zniknę. Tu na
górze
istnieję dzięki tobie i Twoim myślom o mnie. Ale tylko tym dobrym
myślom. Mamo
uśmiechaj się częściej. Każdy Twój uśmiech to dla mnie radosna
chwila. Dzięki
Tobie mogę jeszcze zrobić tyle dobrego.
Proszę, mamo, żyj dalej. Nie jesteś sama ...pamiętaj o tym. Nie smuć
się bo
smutek powoduje, że znikam. Pamiętaj, że ja jestem cały czas przy
tobie.
Kocham Cię mamo..."
<3 <3 <3

Wiadomość wyedytowana przez autora 19 lutego 2014, 19:08

21 lutego 2014, 19:43

Nareszcie...zawitał do mnie pierwszy okres po poronieniu..tyle się na niego naczekałam...ale w końcu jest.. Teraz tylko czekać aż się skończy i do szpitala na dzień dwa na badania..potem wyniki..i jak już je będę miała to będziemy mogli zacząć starania <3 choć profesorka kazała poczekać 3-4 cykle.. :( no ale zobaczymy co wyjdzie z wyników.. Doszłam do wniosku, że co mi da jak poczekamy 1 cykl a jak np.4 cykle...będzie lepiej? czy jak? co ma być to i tak będzie.. nie da się oszukać tego co nas czeka.. :(
Czasami ciąża z pierwszego cyklu jest mocniejsza, silniejsza niż ta po pół roku czekania..
A wiadomo ile teraz przyjdzie nam się starać? nie..nikt tego nie wie.. więc wolę zacząć wcześniej.. i tak już straciliśmy dużo czasu..jakbym wiedziała, że tak właśnie będzie..to byśmy zaczęli starać się o maleństwo co najmniej 3 lata wcześniej.. bo i tak w sumie długo już ze sobą jesteśmy.. ale kto to mógł przewidzieć..?!

22 lutego 2014, 13:02

Wczoraj było zdecydowanie lepiej niż dzisiaj.. :( Wiem, że non top piszę o tym samym w kółko..ale nie potrafię sobie radzić z tym.. Każdego dnia zastanawiam się dlaczego taka tragedia spotkała właśnie mnie..?! Czy tak dalej będzie wyglądało moje życie? ja o niczym innym nie myślę..nic mnie nie obchodzi.. tylko to dlaczego tak się stało.. i czemu niektórzy w tym ja, musimy tak cierpieć?jest mnóstwo ludzi którzy tak naprawdę tego słowa nie poznali..nie odczuli na własnej skórze..więc dlaczego to życie jest tak nie sprawiedliwe?? inni nie cierpią w ogóle a inni nawet za kilkoro osób.. :( i jaki tu jest sens..?
Dobrze, że jest ten pamiętnik tu przynajmniej mogę wygadać się - napisać co czuje, z czym sobie nie radzę itd.. w dniu codziennym mało jest osób które rozumieją mnie, moją sytuację..
Niektórzy pocieszają, inni udają, że nic się nie stało..bo przecież życie trwa dalej- i robią mi na złość..(tu o mojej szwagierce), inni zajmują się swoją rodziną-bo mają małe dzieci i wnioskuję, że mnie już mają daleko gdzieś.. :( przykre to ale prawdziwe.. (w takich chwilach można poznać kto jest prawdziwym przyjacielem <3 ) i dosłownie może ze dwie osoby które dają mi do zrozumienia, że mogę na nich liczyć, na ich pomoc..-choć nie przeżyli tego co ja..dziękuję im za to <3
Tak więc moje życie nie jest takie kolorowe..kiedyś może było, bez tych wszystkich zmartwień, cierpień, smutków, żalu..tęsknoty za maluszkami <3 <3
Nigdy już nie będzie jak dawniej.. A czy będzie lepiej? to nie ode mnie już zależy..tylko od Boga, czy zechce dać mi szczęście-moje dziecko <3 czy też nie..
Tak więc my bardzo nic nie możemy..pozostaje nam tylko wiara i modlitwa..aby to się spełniło.. <3

23 lutego 2014, 10:29

Ale pogoda <3 chyba jest cieplutko..bo takie słoneczko świeci u mnie..i wchodzi do domu przez każde okno.. :)
Póki co jestem pozytywnie nastawiona..a to u mnie nowość ;) bo zawsze od samego rana mam doła.. ale nic poczekamy dalej..bo dzień dopiero się rozpoczyna..heh
Dziś jak w każdą niedzielę jedziemy do mojej mamy na obiad..a potem może spacerek? ;)
Jeszcze dzień, dwa i chyba będzie po okresie.. a co z tym się wiąże? szpital.. :( ale mam nadzieję, że zleci szybciutko..ciekawi mnie to czy przy wypisie dostanę od razu wyniki badań?jak myślicie? bo ja myślę, że chyba tak :) bo jak się robi samemu to na niektóre czeka się dość długo..ale w szpitalu..raczej szybciutko..więc może za kilka dni będę wiedziała co mi jest...albo i nie.. :( jak nic nie wyjdzie..ale jestem dobrej myśli :)
Miłej niedzieli kochane <3 <3 <3

24 lutego 2014, 21:12

Okres już się kończy..już jest tylko delikatnie plamienie tylko podczas wizyt w toalecie..więc jutro z rana dzwonię do profesorki..i zobaczymy co mi powie..czy jutro do szpitala, czy następnego dnia..nie wiadomo czy będą wolne miejsca..
Dobrej nocy kochane <3
Ja zapewne nie będę mogła spać..będę się wierciła i myślała o szpitalu..ale chcę już być po :(
Wierzę, że najgorsze już minęło..a teraz będzie już tylko lepiej..i niedługo nam się uda <3
Nam tutaj wszystkim się uda <3 <3 <3
1 2 3 4