X

Pobierz aplikację OvuFriend

Zwiększ szanse na ciążę!
pobierz mam już apkę [X]
Pamiętniki starania Wrzucić na luz i czekać na cud
Dodaj do ulubionych
1 2 3

30 sierpnia 2016, 08:54

Termin w szpitalu udało się przesunąć na piątek, ale co z tego jak @ nadal brak. Dziś zrobiłam pierwszy test od bardzo dawna, bo "a może jakimś cudem się udało" i niestety nawet malutki cień cienia się nie pojawił. A i jeszcze temperatura wystrzeliła w górę jak nigdy dotąd, mam nadzieję, że jutro zaliczy duuuży spadek.

2 września 2016, 10:50

Jest :D w końcu przyszła @. I teraz trapi mnie dlaczego się tak cieszę?
przez ostatnie dni czułam się jak nastolatka, która boi się ciąży. I szczerze bałam się, że jestem w ciąży, niby trochę miałam nadzieję, ale jednak bardziej się bałam. Tylko pytanie dlaczego? przecież od roku się staramy i chcę, tak przynajmniej mi się wydawało. Może dlatego, że się nie nastawiałam psychicznie na to, zrobiłam inne plany? może jakbym nie miała takich plamień i krwawień to by było inaczej, bo już miałam wizję poronienia?
Głupia głowa. Głupia ja.
Teraz tylko czekam na informację od gin, czy udało jej się znaleźć dla mnie termin w szpitalu. I jak prawdziwy hipochondryk cieszę się wizją badań :D

8 września 2016, 12:16

Jest, nareszcie, witam się że szpitalnego łóżka :D pierwsze USG za mną i już zonk. Lekarz na podstawie USG z kwietnia zapytał czy mam podejrzenie pco. No żesz kurde nikt nic wcześniej o tym Nie wspomnial :( a na dzisiejszym USG też nie widać żeby jakiś pęcherzyk planował urosnąć.
Mam nadzieję że te 3 dni teraz i dwa dni pod koniec cyklu wyjaśnia wszystko i doprowadzi to mnie do ciąży. Oby. A póki co czeka mnie przez te 3 dni, dziewięć razy pobranie krwi. Przebadam się wzdłuż i wszerz :D

Wiadomość wyedytowana przez autora 8 września 2016, 12:16

13 września 2016, 14:35

Zawsze ku... coś :/ jakimi ludzie potrafię być gnidami. Robimy mnóstwo zakupów przez internet, wszystko ładnie pięknie, praktycznie każdą rzecz do mieszkania kupiłam przez neta. Raz dałam się nabrać, ale w ciągu 2 dni odzyskałam pieniądze. Aż do teraz :( mąż szukał nowego telefonu, znalazł fajną ofertę, gość przekierował go do swojego sklepu internetowego (strona wygląda profesjonalnie), wszystko cacy, tylko po dokonaniu wpłaty sprzedawca się rozmył. Oczywiście ze mną jako potencjalnym kupującym ma kontakt, ale co ja mogę zrobić, ale męża olał...i 1000 zł poszło w.... :/
Zgłosimy sprawę na policję, ale nie chce mi się wierzyć, że cokolwiek odzyskamy :(

27 września 2016, 13:39

Mam dość, nie mam już siły się badać :( może czas się pogodzić z tym, że nie będzie mi dane zajść w ciążę, a nawet jeśli okaże się, że zostanie nam tylko in vitro, to wtedy politycy zrobią wszystko, żeby i to nam odebrać.
Progesteron z wczoraj 4,093, czyli kolejny cykl z rzędu nie było owulki. Dziś wyszłam ze szpitala, wyniki dopiero za 2 tygodnie i wtedy dopiero się dowiem co mi jest. Na pożegnanie zrobiono mi usg piersi i żeby nie było tego wszystkiego dość, to wyszły liczne torbiele, niby mam się tym nie martwić, ale jak niby to zrobić?
Coś w tym jest, jak powiedziałam przy usg, że u męża jest problem z nasieniem i poprawy brak mimo tego, że bierze leki, nie pali, nie pije i uprawia sport...to usłyszałam słowa pełne gorzkiej ironii: tak jest, że każdy dobry uczynek musi być ukarany, a inni piją, palą itd i nie wiedzą nawet ile mają dzieci...

Wiadomość wyedytowana przez autora 27 września 2016, 14:47

29 września 2016, 14:34

W ramach pogodzenia się z tym, że w ciążę szybko nie zajdę, postanowiłam wrócić do regularnej siłowni i fitnessu. I póki mój zapał nie minął wykupiłam karnet na najbliższy 6 miesięcy :) mam nadzieję, że w związku z tym, że moje popołudnia będą wypełnione naprzemiennym angielskim i fitnessem, to nie będę miała czasu skupiać się aż tak na "staraniach" i moja głowa trochę odpocznie.

4 października 2016, 20:06

Fitness zaczął robić swoje :) jestem zmęczona, ale szczęśliwsza. Nawet mąż stwierdzil, że tego mi bylobtrzeba, mimo, że wcześniej słowem nie wspomniał że "kapcieje". Ddorzcilam do tego jeszcze jedno postanowienie, zapisuje co jem :D i dzięki temu nie siegam, aż tak często po poprawiacze humoru, bo wiem, że będę je musiała wpisać do dzienniczka :)
Tak więc walczę z moim niewidzialnym wrogiem, który zaczął robić ze mnie zwierzaka kanapowego. Nie mogę inwestować w dziecko, to będę inwestować w siebie :D

11 października 2016, 17:10

W końcu się doczekałam. Po 2 (a na połowę po 4) tygodniach mam w ręku komplet badań. Niewiele mi to pomoże, bo moja gin jest na urlopie jeszcze przez miesiąc, więc muszę odwiedzić kogoś zupełnie nowego. Oczywiście żeby nie było tak pięknie już pod samym domem zorientowałam się, że nie dostałam opisu usg piersi i tarczycy, więc muszę tam wrócić ktęregoś pięknego dnia :(

W związku z tym mam prośbę do moich stałych czytelniczek, a może i przypadkiem ktoś tu zajrzy i dorzuci coś od siebie, o jakieś uwagi co jest nie tak, a myślę, że mam w wynikach kilka perełek, których się nie spodziewałam. A więc tak:
zacznę od tego co mnie cieszy: TSH 1,39, ft4 18,96 (99,1%), moje leczenie w końcu przynosi efekty, ale żeby nie było tak pięknie to aTPO 313,73 przy normie <5,6, i aTG 3420,67 przy normie <4. Moje Hashimoto jest jak stąd na Alaskę.

Wracając do wyników z 7 dnia cyklu:
FSH: 4,33 (norma faza folikularna 3,03-8,08)
LH: 5,23 (norma faza folikularna 1,8-11,78)
Estradiol: 38 (norma faza folikularna 21-251)
testosteron: 0,46 (norma: 0,14-0,53)
DHEA-SO4: 13,49 (norma: 2,6-13,9)
SHBG: 34,9 (norma: 19,8-155,2)
17-OH Progesteron: 3,14 (norma faza folikularna 0,2-1,3) i nie wiem co to może znaczyć,
AMH: 6,58 (norma dla wieku 25-29 lat: 1,8-9,16) z tego co już doczytałam to na tym poziomie może świadczyć o PCO, może ktoś mi coś podpowie?
I tu ciekawostka:
Prolaktyna (norma: 5-35)
godz. 23.00 - 18,79
godz. 2.00 - 58,66
godz. 8.00 - 46,00
a do tej pory w poradni wychodzila mi prolaktyna w normie...

I teraz druga faza cyklu:
progesteron z 25 dc 4,093 ;(faza lutealna norma: 1,2-15,9) jednak wiem, że mojej owu mogę powiedzieć bye, bye :(
;i progesteron z 26 dnia cyklu: 1,954 ??
prolaktyna: 36 (norma 5-35)

A i jeszcze jedno - biopsja endometrium: "endometrium w fazie niepełnej sekrecji" co to znaczy, nie mam pojęcia, pewnie nic dobrego, ale może też nie bardzo złego.
Jakieś pomysły? rady? wszystko przyjmę, żeby mieć głowę pelną pomysłów na wizytę u gin :D

Wiadomość wyedytowana przez autora 11 października 2016, 17:11

12 października 2016, 21:56

Kolejny wpis z cyklu: zagadka :)
Od dwóch dni odczuwam kłucie w podbrzuszu, obstawiam, że to może być prawy jajnik. Obecnie 14 dc, temperatura spada, więc mam nadzieję, że zaliczy skok i tak już się utrzyma. Czy to możliwe, że moja owu w tym cyklu postanowiła się nawrócić i objawić? Wiem, że dwa poprzednie cykle były bez owu, jeszcze wcześniejsze nie wiem jakie, bo tego nie sprawdzałam...czy się jednak przetrenowałam i dlatego coś mnie kłuje/ciągnie? A i jeszcze śluz ładny jak ta lala :) już dawno takiego nie było...
tylko jeden problem, mąż zamiast mnie woli film, a ja go prosić nie będę ::(

14 października 2016, 22:47

Jest w końcu jakas dobra wiadomość :) w tym cyklu byla owu, wiec moze sytuacja sie unormuje i owu juz ze mna zostanie.
Niwstety to koniec dobrych wiadomosci, bo szanse na ciaze = 0. Tylko dlatego ze moj m. nie mial natchnienia i zamiast <3 byla kłótnia i ogromny żal. To ja staram sie zrobic wszystko, a m. nie potrafi sie wysilic na minimum <3 przez moje dni plodne. Potrafil tylko stwierdzic "juz taki jestem i się nie zmienię". Jedyne co mi przyszlo ma mysl, ale nie powiedzialam glosno: skoro ty sie nie zmienisz to ja wymienie Ciebie na innego :(
Bylam u nowej dr i to kolejny lekarz, ktory mi powiedzial ze glowna przyczyna leży w nasieniu, wiec moglby sie szanowny maz poczuc troche i zaangazowac. ale prawda jest ze jak ktos chce to szuka sposobu, a jak nie chce to szuka powodu.
Do dr pewnie nie wroce, ale potwierdzila wszystko co do tej pory mowila moja dr, a i niestety potwierdzila ze mam pco i insulinoopornosc :(

18 października 2016, 08:41

Dlaczego facetowi trzeba zafundować "terapię wstrząsową", żeby coś do Niego dotarło? Mam nadzieję, że pomogło i starczy mu silnej woli przynajmniej do kolejnej owu, ale obiecał, że już nie nawali i taka sytuacja się więcej nie powtórzy :) i bierzemy się za dokładną diagnostykę męża, skoro kolejny gin twierdzi, że moje problemy to nic z tym co mamy u męża, a przy tempie diagnostyki obecnego androloga to jeszcze przez 5 lat nic się nie zmieni.

20 października 2016, 22:07

A jednak nie mam pco i insulinoopornosci. Tak przynajmniej twierdzi druga gin u której byłam. Pracuje razem z moją zaufana i ukochaną dr więc jej bardziej ufam niż tej która chciała mnie szprycowac lekami. Oczywiście nie jest wykluczone że kiedyś rozwinę insulinoopornosc ale póki co powinna wystarczyć dieta i ruch.
Plan działania został nakreślony, ale póki co nie będę głośno mowic o szczegółach zgodnie z zasadą "chcesz rozśmieszyć Boga to powiedz mu o swoich planach".
I jeszcze kilka słów pochwały dla meza, bo przestał marudzić i chce się badać. Dziś miał bardzo dokładnie USG, które nic złego nie pokazało, we wtorek badanie fragmentacji dna. W połowie listopada androlog i kolejne badania nasienia i już ustaliliśmy że jeśli nie zleci badań hormonalnych to mąż zrobi prywatnie i szukamy nowego androloga. Koniec tego lenistwa :)

23 października 2016, 22:33

Pamiętnik to jednak fajna sprawa, znalazłam ostatnio ciekawy blog: nieplodni.blox.pl czyli męskie spojrzenie na niepłodność. Czytam od początku, trochę jak książkę, od pierwszego wpisu o decyzji o szukaniu przyczyny niepowodzeń...oczywiście nie mogłam sobie odpuścić przeczytania najnowszych wpisów, żeby zobaczyć czy to opowieść z happy endem czy nie. Mam nadzieję, że pozwoli mi to trochę zrozumieć męską psychikę i to co się dzieje w głowie mojego męża...w końcu nigdy nie myślałam, że w głowie faceta może być taka gonitwa myśli i emocji jak u nas...

Wiadomość wyedytowana przez autora 23 października 2016, 22:34

25 października 2016, 15:55

Dziś zaczynam kolejny, 17 cykl. Juz nawet nie czuję rozczarowania, niby nadzieją na cud sie gdzieś w sercu tlila, ale kolejna @ jest jak standard, tak jakbym się przyzwyczaiła że nieważne Co zrobię to ona zawsze przyjdzie. Co ciekawe nie mam żadnych plamien przed @, zniknely ot tak, bez lekow, bez jakiejkolwiek interwencji :)

w piątek czeka mnie kolejna wizyta w szpitalu i kolejna seria pobrań krwi, żeby wyjaśnić skąd taki wysoki wynik 17-oh progesteronu, więc może i dobrze że @ przyszła na czas, to przynajmniej na spokojnie wyjadę do rodziców ;)

23 listopada 2016, 16:39

Dawno nic nie pisałam, ale co tu pisać jak nic się nie dzieje. Mieliśmy robić w tym miesiącu iui, ale znowu posiew na to nie pozwala i mimo, że bakteria nie jest groźna i normalnie się jej nie leczy To ja muszę brać antybiotyk, żeby uzyskać jałowy posiew. Tak więc o kolejny miesiąc wszystko się przesuwa, ale już się nauczyłam, że uzyskanie ciąży wymaga cierpliwości.
Poza tym wyniki męża z jednej strony sie poprawiaja, a z drugiej pogarszają. Na najbliższe 3 miesiące mąż ma pokaźny zapas lekow przez co w aptece zostawiłam majątek, ale jeśli pomogą to nawet nie będzie żal. I co ciekawe, zrobiliśmy na własną rękę sporo badań u męża i jeden dr mówi że są ok, a drugi że hormony za niskie, więc chyba zostaniemy przy chodzeniu do dwóch lekarzy, to przynajmniej będzie porownanie.

7 grudnia 2016, 22:28

Dziś zdecydowanie nie jest mój dzień...dopadł mnie kryzys...a co jeśli nigdy się nam nie uda? teraz żyję nadzieją i oczekiwaniem na iui, a co później? przecież nikt nie dał mi gwarancji, że się uda, a doktor mówiła, co zrobimy po dwóch nieudanych iui...
Nie potrafię sobie wytłumaczyć też, dlaczego mój kryzys aż tak pogłębiła zerkająca na mnie z każdej strony uśmiechnięta Lewandowska i te wszystkie tytuły ociekające radością: CIĄŻA!!!!!!

Jest mi tak bardzo źle... :(

Wiadomość wyedytowana przez autora 7 grudnia 2016, 22:25

13 grudnia 2016, 21:55

Kolejny wpis z cyklu "jaka jestem nieszczęśliwa..."
Coraz częściej myślę żeby powiedzieć do męża: odpuśćmy sobie te całe starania, nie ma nic na siłę, może nie jest nam dane w tym dziesięcioleciu doczekać się dziecka...a może przyjdzie jak będzie na to czas, a nie tu i teraz, bo tak chcemy,
odebrałam dziś posiew, który z założenia miał być piękny i jałowy, i miał być przepustką do iui tuż po świętach, a odebrałam posiew na całą stronę i z jednej bakterii w listopadzie zrobiły się już dwie plus grzybek. Umówiłam się na dziś (los mi chociaż tutaj sprzyja) do mojej gin. Moja dr nie mogła uwierzyć w to co zobaczyła i nie miała pomysłu w ogóle jak mnie leczyć (miałam wrażenie, że powie: nie wiem co z Panią zrobić teraz), ale ostatecznie dostałam dwa antybiotyki doustny i dowcipny i kategoryczny zakaz <3 do kolejnego posiewu. A Nowy 2017 Rok zacznę właśnie od...posiewu.
I jak tu zajść w ciążę, jak kolejny cykl będzie bez <3 chociaż patrząc na to wszystko to nawet chęci na <3 brak.
Z tego wszystkiego to chce mi się po prostu płakać :(

13 grudnia 2016, 21:55

Kolejny wpis z cyklu "jaka jestem nieszczęśliwa..."
Coraz częściej myślę żeby powiedzieć do męża: odpuśćmy sobie te całe starania, nie ma nic na siłę, może nie jest nam dane w tym dziesięcioleciu doczekać się dziecka...a może przyjdzie jak będzie na to czas, a nie tu i teraz, bo tak chcemy,
odebrałam dziś posiew, który z założenia miał być piękny i jałowy, i miał być przepustką do iui tuż po świętach, a odebrałam posiew na całą stronę i z jednej bakterii w listopadzie zrobiły się już dwie plus grzybek. Umówiłam się na dziś (los mi chociaż tutaj sprzyja) do mojej gin. Moja dr nie mogła uwierzyć w to co zobaczyła i nie miała pomysłu w ogóle jak mnie leczyć (miałam wrażenie, że powie: nie wiem co z Panią zrobić teraz), ale ostatecznie dostałam dwa antybiotyki doustny i dowcipny i kategoryczny zakaz <3 do kolejnego posiewu. A Nowy 2017 Rok zacznę właśnie od...posiewu.
I jak tu zajść w ciążę, jak kolejny cykl będzie bez <3 chociaż patrząc na to wszystko to nawet chęci na <3 brak.
Z tego wszystkiego to chce mi się po prostu płakać :(

19 grudnia 2016, 13:19

No żesz kurde, jak można na facebooku ogłaszać poprzez wstawienie zdjęcia usg ok. 7-tygodniową ciążę?
wiem, jestem okropna i zawistna, ale mam dość tego szczęścia dookoła, czemu wszyscy muszę nim tak emanować na prawo i lewo, żeby dobijać tych, którym nie wychodzą najbardziej "ludzkie" rzeczy na świecie jak zajście w ciążę. Aż nie chcę myśleć co poczuje mój mąż, bo widzę, że takie wiadomości dobijają go jeszcze bardziej niż mnie.

22 grudnia 2016, 22:31

Jestem jak emerytka, taki wniosek na dziś. Wróciłam od endokrynologa z całą siatą leków. Plusy są takie, że pierwszy raz od 1,5 roku wizyta nie zakończyła się zwiększeniem dawki euthyroxu, bo tsh jest troszkę poniżej 1, a ft4 ok 100% czyli takie wyniki jak dr chciał otrzymać.
Jak się okazuje mam insulinoopornosc i wg dr pco (a moja gin stwierdziła że wszystkie wyniki mam w normie i ani insulinoopornosc ani pco nie mam), więc dziś zaczynam brać metformine. Mam nadzieję że teraz mój fitness przyniesie efekty i zacznę chudnąć, tak przynajmniej mówił dr, że to może być przyczyną braku spadku wagi. Niby BMI mam na granicy normy dla wagi prawidlowej a czuję się jak słoń.
I dostałam jodid, który mam zacząć brać w ciąży :D mam nadzieję że się nie przeterminowane do tego czasu, bo wykupilam już dziś razem z pozostałymi lekami.
Chyba zaczyna mnie to trochę przerastac...

Wiadomość wyedytowana przez autora 22 grudnia 2016, 22:29

1 2 3