w końcu przyszła @. I teraz trapi mnie dlaczego się tak cieszę?przez ostatnie dni czułam się jak nastolatka, która boi się ciąży. I szczerze bałam się, że jestem w ciąży, niby trochę miałam nadzieję, ale jednak bardziej się bałam. Tylko pytanie dlaczego? przecież od roku się staramy i chcę, tak przynajmniej mi się wydawało. Może dlatego, że się nie nastawiałam psychicznie na to, zrobiłam inne plany? może jakbym nie miała takich plamień i krwawień to by było inaczej, bo już miałam wizję poronienia?
Głupia głowa. Głupia ja.
Teraz tylko czekam na informację od gin, czy udało jej się znaleźć dla mnie termin w szpitalu. I jak prawdziwy hipochondryk cieszę się wizją badań
pierwsze USG za mną i już zonk. Lekarz na podstawie USG z kwietnia zapytał czy mam podejrzenie pco. No żesz kurde nikt nic wcześniej o tym Nie wspomnial
a na dzisiejszym USG też nie widać żeby jakiś pęcherzyk planował urosnąć.Mam nadzieję że te 3 dni teraz i dwa dni pod koniec cyklu wyjaśnia wszystko i doprowadzi to mnie do ciąży. Oby. A póki co czeka mnie przez te 3 dni, dziewięć razy pobranie krwi. Przebadam się wzdłuż i wszerz
Wiadomość wyedytowana przez autora 8 września 2016, 12:16
jakimi ludzie potrafię być gnidami. Robimy mnóstwo zakupów przez internet, wszystko ładnie pięknie, praktycznie każdą rzecz do mieszkania kupiłam przez neta. Raz dałam się nabrać, ale w ciągu 2 dni odzyskałam pieniądze. Aż do teraz
mąż szukał nowego telefonu, znalazł fajną ofertę, gość przekierował go do swojego sklepu internetowego (strona wygląda profesjonalnie), wszystko cacy, tylko po dokonaniu wpłaty sprzedawca się rozmył. Oczywiście ze mną jako potencjalnym kupującym ma kontakt, ale co ja mogę zrobić, ale męża olał...i 1000 zł poszło w.... 
Zgłosimy sprawę na policję, ale nie chce mi się wierzyć, że cokolwiek odzyskamy
może czas się pogodzić z tym, że nie będzie mi dane zajść w ciążę, a nawet jeśli okaże się, że zostanie nam tylko in vitro, to wtedy politycy zrobią wszystko, żeby i to nam odebrać.Progesteron z wczoraj 4,093, czyli kolejny cykl z rzędu nie było owulki. Dziś wyszłam ze szpitala, wyniki dopiero za 2 tygodnie i wtedy dopiero się dowiem co mi jest. Na pożegnanie zrobiono mi usg piersi i żeby nie było tego wszystkiego dość, to wyszły liczne torbiele, niby mam się tym nie martwić, ale jak niby to zrobić?
Coś w tym jest, jak powiedziałam przy usg, że u męża jest problem z nasieniem i poprawy brak mimo tego, że bierze leki, nie pali, nie pije i uprawia sport...to usłyszałam słowa pełne gorzkiej ironii: tak jest, że każdy dobry uczynek musi być ukarany, a inni piją, palą itd i nie wiedzą nawet ile mają dzieci...
Wiadomość wyedytowana przez autora 27 września 2016, 14:47
mam nadzieję, że w związku z tym, że moje popołudnia będą wypełnione naprzemiennym angielskim i fitnessem, to nie będę miała czasu skupiać się aż tak na "staraniach" i moja głowa trochę odpocznie.
jestem zmęczona, ale szczęśliwsza. Nawet mąż stwierdzil, że tego mi bylobtrzeba, mimo, że wcześniej słowem nie wspomniał że "kapcieje". Ddorzcilam do tego jeszcze jedno postanowienie, zapisuje co jem
i dzięki temu nie siegam, aż tak często po poprawiacze humoru, bo wiem, że będę je musiała wpisać do dzienniczka 
Tak więc walczę z moim niewidzialnym wrogiem, który zaczął robić ze mnie zwierzaka kanapowego. Nie mogę inwestować w dziecko, to będę inwestować w siebie

W związku z tym mam prośbę do moich stałych czytelniczek, a może i przypadkiem ktoś tu zajrzy i dorzuci coś od siebie, o jakieś uwagi co jest nie tak, a myślę, że mam w wynikach kilka perełek, których się nie spodziewałam. A więc tak:
zacznę od tego co mnie cieszy: TSH 1,39, ft4 18,96 (99,1%), moje leczenie w końcu przynosi efekty, ale żeby nie było tak pięknie to aTPO 313,73 przy normie <5,6, i aTG 3420,67 przy normie <4. Moje Hashimoto jest jak stąd na Alaskę.
Wracając do wyników z 7 dnia cyklu:
FSH: 4,33 (norma faza folikularna 3,03-8,08)
LH: 5,23 (norma faza folikularna 1,8-11,78)
Estradiol: 38 (norma faza folikularna 21-251)
testosteron: 0,46 (norma: 0,14-0,53)
DHEA-SO4: 13,49 (norma: 2,6-13,9)
SHBG: 34,9 (norma: 19,8-155,2)
17-OH Progesteron: 3,14 (norma faza folikularna 0,2-1,3) i nie wiem co to może znaczyć,
AMH: 6,58 (norma dla wieku 25-29 lat: 1,8-9,16) z tego co już doczytałam to na tym poziomie może świadczyć o PCO, może ktoś mi coś podpowie?
I tu ciekawostka:
Prolaktyna (norma: 5-35)
godz. 23.00 - 18,79
godz. 2.00 - 58,66
godz. 8.00 - 46,00
a do tej pory w poradni wychodzila mi prolaktyna w normie...
I teraz druga faza cyklu:
progesteron z 25 dc 4,093 ;(faza lutealna norma: 1,2-15,9) jednak wiem, że mojej owu mogę powiedzieć bye, bye

;i progesteron z 26 dnia cyklu: 1,954 ??
prolaktyna: 36 (norma 5-35)
A i jeszcze jedno - biopsja endometrium: "endometrium w fazie niepełnej sekrecji" co to znaczy, nie mam pojęcia, pewnie nic dobrego, ale może też nie bardzo złego.
Jakieś pomysły? rady? wszystko przyjmę, żeby mieć głowę pelną pomysłów na wizytę u gin

Wiadomość wyedytowana przez autora 11 października 2016, 17:11

Od dwóch dni odczuwam kłucie w podbrzuszu, obstawiam, że to może być prawy jajnik. Obecnie 14 dc, temperatura spada, więc mam nadzieję, że zaliczy skok i tak już się utrzyma. Czy to możliwe, że moja owu w tym cyklu postanowiła się nawrócić i objawić? Wiem, że dwa poprzednie cykle były bez owu, jeszcze wcześniejsze nie wiem jakie, bo tego nie sprawdzałam...czy się jednak przetrenowałam i dlatego coś mnie kłuje/ciągnie? A i jeszcze śluz ładny jak ta lala
już dawno takiego nie było...tylko jeden problem, mąż zamiast mnie woli film, a ja go prosić nie będę :
w tym cyklu byla owu, wiec moze sytuacja sie unormuje i owu juz ze mna zostanie.Niwstety to koniec dobrych wiadomosci, bo szanse na ciaze = 0. Tylko dlatego ze moj m. nie mial natchnienia i zamiast
byla kłótnia i ogromny żal. To ja staram sie zrobic wszystko, a m. nie potrafi sie wysilic na minimum
przez moje dni plodne. Potrafil tylko stwierdzic "juz taki jestem i się nie zmienię". Jedyne co mi przyszlo ma mysl, ale nie powiedzialam glosno: skoro ty sie nie zmienisz to ja wymienie Ciebie na innego 
Bylam u nowej dr i to kolejny lekarz, ktory mi powiedzial ze glowna przyczyna leży w nasieniu, wiec moglby sie szanowny maz poczuc troche i zaangazowac. ale prawda jest ze jak ktos chce to szuka sposobu, a jak nie chce to szuka powodu.
Do dr pewnie nie wroce, ale potwierdzila wszystko co do tej pory mowila moja dr, a i niestety potwierdzila ze mam pco i insulinoopornosc
i bierzemy się za dokładną diagnostykę męża, skoro kolejny gin twierdzi, że moje problemy to nic z tym co mamy u męża, a przy tempie diagnostyki obecnego androloga to jeszcze przez 5 lat nic się nie zmieni.
Plan działania został nakreślony, ale póki co nie będę głośno mowic o szczegółach zgodnie z zasadą "chcesz rozśmieszyć Boga to powiedz mu o swoich planach".
I jeszcze kilka słów pochwały dla meza, bo przestał marudzić i chce się badać. Dziś miał bardzo dokładnie USG, które nic złego nie pokazało, we wtorek badanie fragmentacji dna. W połowie listopada androlog i kolejne badania nasienia i już ustaliliśmy że jeśli nie zleci badań hormonalnych to mąż zrobi prywatnie i szukamy nowego androloga. Koniec tego lenistwa
Wiadomość wyedytowana przez autora 23 października 2016, 22:34

w piątek czeka mnie kolejna wizyta w szpitalu i kolejna seria pobrań krwi, żeby wyjaśnić skąd taki wysoki wynik 17-oh progesteronu, więc może i dobrze że @ przyszła na czas, to przynajmniej na spokojnie wyjadę do rodziców
Poza tym wyniki męża z jednej strony sie poprawiaja, a z drugiej pogarszają. Na najbliższe 3 miesiące mąż ma pokaźny zapas lekow przez co w aptece zostawiłam majątek, ale jeśli pomogą to nawet nie będzie żal. I co ciekawe, zrobiliśmy na własną rękę sporo badań u męża i jeden dr mówi że są ok, a drugi że hormony za niskie, więc chyba zostaniemy przy chodzeniu do dwóch lekarzy, to przynajmniej będzie porownanie.
Nie potrafię sobie wytłumaczyć też, dlaczego mój kryzys aż tak pogłębiła zerkająca na mnie z każdej strony uśmiechnięta Lewandowska i te wszystkie tytuły ociekające radością: CIĄŻA!!!!!!
Jest mi tak bardzo źle...
Wiadomość wyedytowana przez autora 7 grudnia 2016, 22:25
Coraz częściej myślę żeby powiedzieć do męża: odpuśćmy sobie te całe starania, nie ma nic na siłę, może nie jest nam dane w tym dziesięcioleciu doczekać się dziecka...a może przyjdzie jak będzie na to czas, a nie tu i teraz, bo tak chcemy,
odebrałam dziś posiew, który z założenia miał być piękny i jałowy, i miał być przepustką do iui tuż po świętach, a odebrałam posiew na całą stronę i z jednej bakterii w listopadzie zrobiły się już dwie plus grzybek. Umówiłam się na dziś (los mi chociaż tutaj sprzyja) do mojej gin. Moja dr nie mogła uwierzyć w to co zobaczyła i nie miała pomysłu w ogóle jak mnie leczyć (miałam wrażenie, że powie: nie wiem co z Panią zrobić teraz), ale ostatecznie dostałam dwa antybiotyki doustny i dowcipny i kategoryczny zakaz
do kolejnego posiewu. A Nowy 2017 Rok zacznę właśnie od...posiewu.I jak tu zajść w ciążę, jak kolejny cykl będzie bez
chociaż patrząc na to wszystko to nawet chęci na
brak.Z tego wszystkiego to chce mi się po prostu płakać
Coraz częściej myślę żeby powiedzieć do męża: odpuśćmy sobie te całe starania, nie ma nic na siłę, może nie jest nam dane w tym dziesięcioleciu doczekać się dziecka...a może przyjdzie jak będzie na to czas, a nie tu i teraz, bo tak chcemy,
odebrałam dziś posiew, który z założenia miał być piękny i jałowy, i miał być przepustką do iui tuż po świętach, a odebrałam posiew na całą stronę i z jednej bakterii w listopadzie zrobiły się już dwie plus grzybek. Umówiłam się na dziś (los mi chociaż tutaj sprzyja) do mojej gin. Moja dr nie mogła uwierzyć w to co zobaczyła i nie miała pomysłu w ogóle jak mnie leczyć (miałam wrażenie, że powie: nie wiem co z Panią zrobić teraz), ale ostatecznie dostałam dwa antybiotyki doustny i dowcipny i kategoryczny zakaz
do kolejnego posiewu. A Nowy 2017 Rok zacznę właśnie od...posiewu.I jak tu zajść w ciążę, jak kolejny cykl będzie bez
chociaż patrząc na to wszystko to nawet chęci na
brak.Z tego wszystkiego to chce mi się po prostu płakać
wiem, jestem okropna i zawistna, ale mam dość tego szczęścia dookoła, czemu wszyscy muszę nim tak emanować na prawo i lewo, żeby dobijać tych, którym nie wychodzą najbardziej "ludzkie" rzeczy na świecie jak zajście w ciążę. Aż nie chcę myśleć co poczuje mój mąż, bo widzę, że takie wiadomości dobijają go jeszcze bardziej niż mnie.
Jak się okazuje mam insulinoopornosc i wg dr pco (a moja gin stwierdziła że wszystkie wyniki mam w normie i ani insulinoopornosc ani pco nie mam), więc dziś zaczynam brać metformine. Mam nadzieję że teraz mój fitness przyniesie efekty i zacznę chudnąć, tak przynajmniej mówił dr, że to może być przyczyną braku spadku wagi. Niby BMI mam na granicy normy dla wagi prawidlowej a czuję się jak słoń.
I dostałam jodid, który mam zacząć brać w ciąży
mam nadzieję że się nie przeterminowane do tego czasu, bo wykupilam już dziś razem z pozostałymi lekami.Chyba zaczyna mnie to trochę przerastac...
Wiadomość wyedytowana przez autora 22 grudnia 2016, 22:29
Hmm ciekawa sprawa z tym brakiem @ dobrze ze udało się przesunąć termin w szpitalu. Wiem ze testy rzadko kłamią ale jednak cień nadzieji jest ze skończy się to plusikiem;)
W końcu nam się uda Mała :* Przeczucie mi mówi że może i w tym samym czasie :D <3