X

Pobierz aplikację OvuFriend

Zwiększ szanse na ciążę!
pobierz mam już apkę [X]
Pamiętniki starania Wrzucić na luz i czekać na cud
Dodaj do ulubionych
1 2 3
WSTĘP
Wrzucić na luz i czekać na cud
O mnie: My: 28 i 31 lat, plan na życie "prawie idealny" - cel na każdy rok: studia, ślub, własne mieszkanie, stabilna praca i dziecko, a za jakiś czas drugie. Póki co dotarłam do etapu pracy i tu utknęłam, a przecież po ciąży miałam kolejne plany.
Czas starania się o dziecko: Zaczynam pamiętnik w przededniu rozpoczęcia 12 cyklu. Obecnie 10 miesiąc starań, czyli zgodnie z "planem" powinnam wrócić już z porodówki.
Moja historia: Wiedzieliśmy, że może być jakiś problem, bo 3 miesiące przed rozpoczęciewm starań lekarz rozpoznał u mnie Hashimoto, ale nie ma tego złego, bo przecież lepiej teraz niż w ciąży. Znalazłam swoją idealną dr gin-endo do prowadzenia ciąży, pierwsza wizyta i na usg widoczny pęcherzyk, który lada moment pęknie. Dostałam Pregnyl i usłyszałam słowa: po tym musi być Pani w ciąży, ale jakby nie wyszło, to proszę przebadać partnera. I nie wyszło...dokładnie w Nowy Rok. I tu zaczynają się nasze schody, badanie nasienia - morfologia 2%, 3 miesiące leczenia i morfologia nadal 2%, ale cała reszta jeszcze gorsza, teraz mamy kolejne 3 miesiące leczenia i zobaczymy co dalej. Na tym etapie jesteśmy teraz...zobaczymy co nam przyniesie los. Cieszę się, że znalazłam swoją dr, bo w 10 miesiącu starań wiem już tak dużo i mogę próbować to zmienić i cały czas gdzieś w głowie mam jej słowa: proszę mi uwierzyć, będzie Pani w ciąży (chociaż ostatnio wspomniała, że skieruje nas na iui)
Moje emocje: Moje emocje zmieniają się jak w kalejdoskopie. Obecnie mogę porównać do wygranej w lotka. Nie wierzę, że się kiedyś uda, ale próbuję, bo mam nadzieję. ps. nie znoszę rad: wrzuć na luz, bo jak niby to zrobić, skoro jest jeszcze tyle rzeczy, które mogę zrobić, żeby się udało, a to przecież wymaga skupienia się na celu. Wrzucić na luz, to można jak już nic się nie da zrobić i wtedy po prostu sobie czekać na cud.

7 czerwca 2016, 18:46

W przededniu 12 cyklu.
Obiecałam sobie, że każdy cykl musi się czymś charakteryzować, bo przecież jeśli w tym cyklu się nie udało, to czemu ma się udać w kolejnym, który jest identyczny. I to jest cykl, w którym zaczynam prowadzić pamiętnik, a jednocześnie 3 cykl po hsg. Podobno przez 3 cykle od badania jest większa szansa na ciążę, więc mam wrażenie jakby moja ostatnia. Chociaż kolejny cykl, to będzie cykl urodzinowy, a na kolejne jeszcze wymyślę nazwę :)

Zaplanowałam sobie na początku starań, że jak tylko potwierdzę ciążę, to kupię sobie książkę "ciężarówką przez 9 miesięcy" i będę czytać, tak jak ogląda się serial: jeden odcinek tygodniowo, odpowiedni rozdział do wieku ciąży. Mam nadzieję, że jeszcze zdążę zanim zniknie z księgarni...

Wiadomość wyedytowana przez autora 7 czerwca 2016, 18:50

8 czerwca 2016, 22:02

I zaczęłam 12 cs.

Nie udało się kolejny raz, trudno się mówi, zaczynamy nowy miesiąc. Teraz miesiąc liczy się od pierwszego dnia cyklu i dzieli się na dwa, do owulacji i po owulacji. Cóż, pewnie kiedyś mi to minie, skoro jest tzw. mózg ciążowy, to pewnie jest i mózg staraczkowy :)

Z pozytywnych rzeczy dzisiaj: odebrałam wyniki badań męża i po prostu wow, 60 mln/ml plemników, morfologia nadal poniżej normy, ale podskoczyła do 3%. Tzn, że w każdym mililitrze mamy prawie 2 miliony małych zdrowych plemniczków :D a podobno wystarczy tylko jeden :D

11 czerwca 2016, 23:03

W końcu mam czas na kolejny wpis :) poprzednie dni były tak zakręcone i zabiegane, że wieczorem nie miałam, ani czasu, ani siły pisać cokolwiek.
Minęło zaledwie 4 dni od założenia pamiętnika, a już widzę, że mogłabym edytować opis np. emocji, ale zostawię, kiedyś jak już mi się uda zajść w ciążę, przeczytam wszystko od początku i zobaczę jak mój nastrój się zmieniał :) dziś jest dość pozytywny.
Dziś miałam wielkie sprzątanie, a jak to zwykle wtedy bywa, pracując fizycznie mam czas na przemyślenia i wspomnienia :) i tak rozmyślałam sobie o testowaniu moim i nie tylko. Podsumowując moje testowanie na dzień dzisiejszy, to przez te 10 miesięcy zrobiłam 4 testy i żadnej bety, chyba "tylko", a nie "aż" i to 2 testy w pierwszym cs :) moja wiara w ciążę była tak ogromna, że pierwszy test był może 3 dni po owu, ale miałam oczywiście uzasadnienie, że idę do dentysty i powiem mu, że nie mogę dostać znieczulenia, bo jestem w ciąży :D
Do testowania dopiszę jeszcze jeden test zrobiony 4 lata temu i to fałszywy pozytyw, jedyne w życiu dwie kreski, które zobaczyłam. Oj jak ja wtedy nie chciałam być w ciąży...a ile bym teraz dała za pozytyw (tylko prawdziwy).
ps. zrobioną wtedy betę mam do dziś i ten wynik <0,1 brak ciąży. Chyba czas ją wyrzucić, bo to może ona mi przynosi pecha. :)

Wiadomość wyedytowana przez autora 11 czerwca 2016, 23:04

12 czerwca 2016, 18:58

Miłość to naprawdę są małe gesty, nie piękne słowa.
Mój mąż zagorzały kibic piłki nożnej, już od gwiazdki był przygotowany do euro :) tak więc zaplanował ze dzisiejszy mecz obejrzymy u kolegi. Coś mnie tknęło żeby spytac kto jeszcze będzie z żoną i kto? I nikt...tzn. tylko mój mąż :)
A teraz wracając do pierwszego zdania, to moj mąż chciał jako jedyny iść z żoną żeby nie było mi smutno że siedzę sama, a ja planowałam pójść mimo, że nie jestem fanką piłki, bo tego chciał mój mąż :)
Efekt oczywiście taki, że mąż zadowolony poszedł sam, a ja zadowolona sama siedzę w domku i upiekszam się na nowy tydzień :D ktoś może stwierdzić że to nic nie znaczy, ale to są właśnie takie małe gesty, na które często nie zwracamy uwagi...

19 czerwca 2016, 21:12

Czas na kolejny wpis w moim pamiętniczku :) przymierzałam się do niego już od kilku dni, ale ciągle coś mi przeszkadzało :)
U mnie mała odmiana od codzienności. Zrobiliśmy sobie z mężem długi, 4-dniowy, weekend, na romantyczny wyjazd do Krakowa, niby jeszcze kilka dni do owu, ale gdzieś z tyłu głowy krążyły myśli, że to dobry czas na starania. Zawsze taki wyjazd to jakaś odmiana od typowych starań sypialnianych. Nie przewidziałam tylko jednego...całodzienne zwiedzanie, przemierzone kilometry, spowodowały, że jedyne o czym marzyliśmy wieczorem, to słodki sen. Jednak to już nie są lata młodości, <3 "przed ślubem", że energia była zawsze, a szczególnie na "wakacjach". Jakieś siły udało się am wykrzesać, zobaczymy czy dało to jakiś efekt...za 2 tygodnie. Mogę stwierdzić, że starania o dziecko potrafią odrzeć <3 z romantyzmu i namiętności :(
I to co mnie zdziwiło, dziś of wyznaczyło mi owu na pierwszy dzień naszego wyjazdu, a 9 dc. Dość dziwne, bo zawsze miałam owu 13-14 dc. Podejrzewam, ze jest to jedynie efektem braku regularności, ciągłym budzeniem się w nocy i te moje temperatury z ostatnich 4 dni, to nie są ani trochę wiarygodne.
Zobaczę przez kolejne dni co się będzie działo z temp., chociaż nie pogniewałabym się jakby już było po owu :D
I to co wiem na pewno: chciałabym aby to mój mąż zajął się wyliczaniem dni, celowaniem z <3 w owu, tak abym ja mogła wyłączyć głowę, czyli to kochane przez wszystkich: wrzucić na luz.

20 czerwca 2016, 21:38

Dziś jest mi źle :( nienawidzę powrotów do pracy po urlopie, nawet takim krótkim...bardziej odczuwam to że nie znoszę swojej pracy, że mam dość i chciałabym ją rzucić z dnia na dzień,a przed wyjściem powiedzieć wszystkim co myślę :( ale nie zmieniam, bo nie mam odwagi? Bo nie mogę znaleźć? Bo nie chce? I tak trwam w pracy której nienawidzę z nadzieją że zajde w ciążę i to moje ostatnie miesiące pracy w ym miejscu :( bo jak zmienić pracę i zajść w ciążę a co później jak nie będzie do czego wrócić?
Tylko co jeśli nasze starania będą trwać 5 czy 10 lat...

21 czerwca 2016, 22:56

Czas uwiecznić moje kolejne przemyślenia:
Pierwsze jest takie, że zdecydowanie za dużo myślę, szczególnie o ciąży.
Natomiast drugie, dotyczy tego, że zawsze mi się wydawało, że jak już zajdę w ciążę, to sukces osiągnięty, w końcu dookoła same zdrowie ciąże i piękne bobasy :) może jedno poronienie i jeden przypadek problemu z donoszeniem, ale to tyle co wiem...więc ja też przez 9 miesięcy sobie spokojnie doczekam do porodu i dopiero zacznie się hardcore. A tu czytam i czytam, i własnym oczom nie wierze, dopiero ovu uświadomiło mi, że te 9 miesięcy to ciągły stres o zdrowie maluszka, całe mnóstwo cb, poronień...tylko niewiele osób o tym mówi...
i właśnie to mnie w ostatnim czasie najbardziej przeraża, więc ja może nie jestem gotowa na ciążę? ale czy na coś takiego można się przygotować...?

Wiadomość wyedytowana przez autora 21 czerwca 2016, 22:55

25 czerwca 2016, 22:25

Dziś czas na kolejny ponury wpis.
Ostatnie dni były kiepskie dla nas. To jest nasz pierwszy cykl w którym nie mamy szansy na pozytywne zakończenie i to dlaczego? Bo mój M. Czekał na natchnienie i uważał z mamy czas i w ciążę można zajść w każdym dniu tygodnia/miesiaca/cyklu. Więc ostatnie <3 było na 4 dni przed owu, więc tylko jakiś mały chuck norris by tyle przeżył, a nie żaden zolnierzyk mojego m. Których jakość pozostawia trochę do życzenia...
I w związku z tym i fatalna atmosferą w pracy nie wytrzymałam tego i pierwszy raz w życiu wyniosłam się na kanapę, a on nawet nie zareagował :( co z tego że mąż po dwóch cichych dniach przeprosił i obiecał poprawę i że mam mu mówić kiedy mam dni plodne i mamy się staraćjak, ja mam zwyczajnie dość...nie mam ochoty z nim rozmawiać, nie mam ochoty się starać...jedyne co mnie pociesza to że kolejna owu jest za jakieś 3,5 tygodnia więc może mi przejdzie do tego czasu :(

28 czerwca 2016, 21:12

To jest pierwszy cykl od początku naszych starań, w którym z takim utęsknieniem czekam na @. Chciałabym żeby przyszła jak najszybciej, a patrząc po wyznaczonym terminie owu, to będzie długi cykl (d ługi to u mnie 28 dni :)).
Kolejny wpis z serii tych marudnych...
mam kryzys, taki ogólnożyciowy.
W pracy nie mam chęci nawet patrzeć na szefa, a co mówić o jakichkolwiek rozmowach, nie wiedziałam nawet, że można tak kogoś znienawidzić, że ja potrafię to zrobić...wszystko mnie wkurza, po co ja tam w ogóle chodzę? Kiedyś jak widziałam takie osoby jak ja, będąc z drugiej strony biurka, to myślałam sobie, że przecież łaski nikt nie robi, że pracuje, jak się nie podoba, to droga wolna i można zmienić, a teraz sama się taka stałam :(
a w domu wcale nie jest lepiej, wszystko jest mi obojętne, torba po weekendzie, jak zostawiłam tak leży, uprane ubrania tak samo, nawet mi się ich nie chce schowac do szafy, dobrze, że mąż ogarnął większość rzeczy jak pranie, zmywanie, odkurzanie, bo ja nawet palcem nie ruszyłam :/
Może to początek depresji, a może jakieś przesilenie mnie dopadło? najchętniej poszłabym spać (ale przecież zrobiłam to po pracy...)

4 lipca 2016, 20:39

Mój pamiętnik ma już jeden cykl :) dziś zaczęłam cykl nr 13, będzie on pod nazwa urodzinowo-imienionowo-rocznicowy. Mam nadzieję że zadziala tu jakas msgis i będzie to ostatni cykl. Chociaż szczerze mówiąc, to za bardzo w to nie wierze.
Natomiast skończyłem cykl w którym bylam pewna że ciąży z niego nie będzie. I stwierdzam, że bardzo mi brakuje tego uczucia beztroski, tego żeby nie czekać na to czy @ przyjdzie czy nie. Tylko sobie spokojnie żyć, tym razem nawet moja temp się wyluzowala i zamiast gwałtownych skoków zwyczajnie falowala :)

7 lipca 2016, 22:27

@ dobiega końca, nastrój całkiem dobry i nowe postanowienie. Poprzedni cykl mimo, że na początku, a raczej w połowie dość nerwowy, bo przecież stracony dał mi do myślenia. Postanowiłam faktycznie wyluzować, szkoda życia na to żeby żyć od @ do @, żeby do owu móc robić wszystko, a po owu robić wszystko pod kątem "a jeśli jestem w ciąży". Niech teraz mąż skupi się na terminach <3, ja robię sobie urlop od starań...a może wpadnę :D
A tak na poważnie, to postanowienie o wyluzowaniu jest dość mocne, na pewno nie zapomnę o nich, bo się nie da, ale zobaczymy jak przyjdzie owu, czy mnie znowu nie przyciśnie na <3, bo trzeba. W końcy czy się stresuję i staję na rzęsach czy podchodzę do tego na luzie, to nic nie zmienię i ciąży sobie nie wyczaruję.

11 lipca 2016, 22:30

Trzeba jednak słuchać starszych/bardziej doświadczonych :) kiedyś, jeszcze przed moim ślubem znajoma powiedziała mi, że czasem jak mąż coś przeskrobie to trzeba go wyrzucić z sypialni (albo i z domu) i chociażbym nie wiem jak chciała się z tego wycofać, to trwać przy swoim zdaniu i powiedzieć, że nie obchodzi mnie co zrobi, ale ma mi zejść z oczu :) wtedy wydawało mi się to głupie i abstrakcyjne, ale widzę, że jednak skuteczne.
I oto po jednym takim zdarzeniu w poprzednim cyklu (tyle, że to ja wylądowałam na kanapie) mój mąż zrobił zwrot o 180 stopni :D dopytuje kiedy mamy się starać, a nawet twierdzi, że w tym cyklu to codziennie :D w końcu mam ten cudowny czas, że to nie ja się skupiam na owu, tylko on :D chyba też ma trochę dość, bo stwierdził, że jak się tym razem nie uda, to robimy iui (taki plan to mi się zrodził już miesiąc temu :D)
ps. jeszcze tylko 4 dni do urlopu :D

Wiadomość wyedytowana przez autora 11 lipca 2016, 22:29

17 lipca 2016, 20:57

Jeeeest, zaczęłam urlop, niech tylko pogoda się poprawi... :)
miałam dziś koszmarny sen. Co siedzi w ludzkiej głowie, że zwykła popołudniowa drzemka, odsypianie zarwanej sobotniej nocy, może wywołać całą masę dziwnych uczuć. Mianowicie śniło mi się, że jestem matką wcześniaka, który był tak wczesnym dzieckiem, że był malutką....jaszczurką, która z czasem rosła i przeobrażała się w małego człowieczka. Możliwe, że to dlatego, że wczoraj widziałam znajomych z dzieckiem, 1,5 miesięcznym wcześniakiem, który był mniejszy niż niektóre noworodki, ale dlaczego jaszczurka? niepotrzebnie sprawdziłam sennik, bo to dla kobiety oznacza szczęście, które będzie trwać krótko. Niby nie wierzę w senniki, sprawdzam z ciekawości, ale czuję teraz taki dziwny niepokój :(

31 lipca 2016, 22:46

Dzis dobiega konca moj urlop i 13 cs. Od jutra rozpoczynam 14 cs :(
Niestety glowa mowi swoje, ze sie nie udalo, ze musze szukac przyczyny tego ze od tygodnia plamie, a @ dopiero przyjdzie, serce jednak jeszcze do dzis mialo nadzieje ze to wszystko dlatego ze sie udalo. Niestety znowu nie.
I co teraz? Brak mi pomyslow, a bylo ich przeciez troche. Podobno po hsg w ciagu 3 cykli powinnam byc w ciazy, stosujac zel conceive wystarczy 1-2 cykle i jest ciaza, cykl urodzinowy tez zwieksza szanse, cykl urlopowy tez, wiec ja wlasnie koncze urodzinowo-imieninowo-rocznicowo-urlopowy z zelem, (4 cykl) po hsg, a efektow nadal brak. <3 wtedy kiedy mamy chec,a w innym cyklu codziennie tez nic nie zmienily. Jedyne co mnie moze pocieszyc, to fakt ze moja cykle sa regularne i @ jest wtedy kiedy ja wylicze (+/- 1 dzien), wiec nie daje mi zludnych nadziei.
Moze ktos ma pomysl, bo mi juz brak :(

7 sierpnia 2016, 22:03

Pozytywny nastrój do mnie powrócił :) może po tym wpisie do końca tego nie widać, ale przechodze chyba do kolejnego etapu przeżywania starań :)
Cały czas na coś czekamy, ja od roku czekam nieustająco na wiadomość o ciąży (tak jak każda z nas tu obecnych). Natomiast w tym tygodniu czekam na swoją wizytę u mojej doktor i wizytę męża u jego lekarza. Zobaczymy czy jakieś efekty dała kolejna 3-miesięczna kuracja i Jego żołnierzyki się poprawiły. Ja natomiast mam nadzieję, że moja dr zaproponuje mi jakiś plan działania, bo niestety, ale ja nie wierzę, że uda się nam naturalnie, ale wierzę, że jednak się nam uda :). A za miesiąc umówiłam się na wizytę z ovufriend, w końcu uczciwie prowadziłam kalendarz przez 3 miesiące, niech ktoś spojrzy na świeżo na nasze starania.
A i jeszcze jedno, jak to możliwe, że wszyscy moga nam udzielać głupich rad w stylu, może już byście zrobili sobie dziecko, na co czekacie, kuzyn ma już trójkę, a jak mąż żartem do kuzyna powiedział jak urodziło mu się trzecie dziecko, że to jeszcze na pewno nie koniec (mimo, że sam o tym wspominał) to się obraził, że mąż się śmieje z ilości dzieci, a my te nasze rady przyjmujemy z uśmiechem, nieraz przez łzy...


8 sierpnia 2016, 20:22

Już prawie skończyłam porządki w szafie. Niestety popsuły mi trochę humor, bo część rzeczy musiałam odłożyć na gromadkę: nigdy już się w to nie zmieszczę :/ część na taką, którą ma każda kobieta: założę jak schudnę, ale stworzyłam też nową gromadkę bluzek z rozszerzanym dołem, w których rzadko chodzę, czyli: będą idealne jak będę w ciąży. I to pokazuje jak już ześwirowałam.
ps. nie jest tak źle, bo jednak większość ubrań została w mojej szafie.

10 sierpnia 2016, 16:57

I caly dobry nastrój poszedł....
Teraz mogę sobie wrzucić na luz i czekać na cud, bo jak to określiła moja gin, będziemy mieć dzieci, bo jestem młoda i mamy się starać ale żeby się nam udało naturalnie to byłby właśnie cud :(
Już prawie trzymałam w ręku skierowanie na iui,j uz mówiłam że jesteśmy pewni tego i zdecydowani, ale zawsze jest jakieś ale...na USG okazało się że w tym cyklu nie zanosi się na owulację u mnie, jak się okazuje w cyklu z HSG też nie było. Czyli mam już dwa cykle w tym roku o których wiem ze są do niczego, ciekawe ile takich bezowulacyjnych miałam a nie wiedziałam, przeciez do tej pory zawsze na USG miałam piękne pęcherzyki. A bez potwierdzenia że mam owulację gin nie skieruje mnie na iui.
Więc zamiast skierowania na iui dostałam skierowanie do szpitala w celu poszukiwania przyczyn co się stało z moimi jajnikami :( wszystko rozumiem i nie musiała mnie przekonywać do swoich słów że nie sztuką zrobić iui, tylko trzeba zrobić tak żeby byla ciąża, ale tak mi dziś żal tego wszystkiego.
bye bye ciążo :(

Wiadomość wyedytowana przez autora 10 sierpnia 2016, 16:55

12 sierpnia 2016, 23:04

Trochę przemyślałam sprawę i znalazłam jakiś pozytyw w całej sytuacji. A mianowicie, to cały czas miałam poczucie, że jestem niedobadana, że coś nam umyka. Znalazłam w necie dokładny opis jak będą wyglądały moje dwa pobyty w szpitalu i...nie mogę się doczekać :) Tak więc jeszcze 2,5 tygodnia oczekiwania, mam nadzieję, że @ przyjdzie w terminie tak jak ją wyliczyłam i zaczynam maraton :D moja natura hipochondryka, który lubi się badać wygrała.
Poza tym postanowiłam prowadzić wykres również w tym cyklu, zobaczę jak wygląda gdy nie ma owulacji, póki co jest bardzo płasko.
A i jeszcze jedno, wyniki męża się poprawiają, nie jest to jeszcze idealnie jak powinno być, ale lekarz stwierdził, że jest lepiej, widać efekty, że leki działają, więc kolejne 3 miesiące clo czekają męża. Co najważniejsze, mąż cieszy się jak dziecko, odzyskał wiarę, że się uda i ciągle dopytuje czy wykupiłam mu leki, żeby mu nie zabrakło, żeby jeszcze podrasować lepiej swoje plemniczki :D

25 sierpnia 2016, 11:41

Dawno, dawno temu miałam takie piękne cykle... W sumie nie tak dawno, ale to co się teraz dzieje, to już przebija wszystko. Zawsze byłam pewna, że potrafię rozpoznać kiedy mam plamienie, a kiedy to już @, a teraz co? już drugi taki cykl, kiedy "plamię" od kilku dni i nie jestem pewna czy @ już się zaczęła czy nie. Normalnie bym to olała, ale tym razem muszę do swojej gin napisać: dziś mam pierwszy dzień @, ale czy juz pisać czy poczekać tego nie wie nikt. Jeszcze trochę i bardziej niż ginekolog będzie mi potrzebny psychiatra.

28 sierpnia 2016, 17:25

Czekam, nadal czekam z niecierpliwością na @. Dziś powinnam dostać @ żeby było wszystko zgodnie z planem, ale niestety plany maja to do siebie że się zawsze komplikują. Termin w szpitalu zarezerwowany na wtorek jako 3 dc i co teraz? Mam nadzieję że nie będę musiała czekać do kolejnego miesiąca :( czy te starania nie mogłyby być trochę łatwiejsze? Już chyba przyjęłam lekcje pokory...
1 2 3