Niektórzy podsumowują rok w liczbach, więc u nas to są setki zjedzonych tabletek (przeze mnie i przez męża)...od których dorobiłam się chyba wrzodów...dziś cały dzień umieram pod kocem...męczą mnie wymioty, miałam wrażenie, że moja mama pod nosem się uśmiechała z nadzieją, że to wymioty ciążowe, ale nie ma przecież nawet takiej opcji...to raczej skutki uboczne metforminy, które często występują na początku leczenia.
Kolejna liczby to: 19 cs i 0 pozytywnych testów oraz 0 zrobionych "bet".
Mam nadzieję, że przyszły rok będzie lepszy od tego i zakończymy go we trójkę...w to wierzy bardzo mój mąż, a ja niekoniecznie...ja nie wierzę już w nic.
I jeszcze jedno, niby nic mówimy, a jednak cała najbliższa rodzina się domyśla, bo z życzeń świątecznych wszyscy życzyli nam "spełnienia marzeń", nikt nie wspomniał nawet o dziecku...
Kochane, każdej, która dotrwa do tego miejsca mojego smutnego wpisu życzę właśnie spełnienia najskrytszych marzeń, a Tobie zuzaczu spokojnych kolejnych 8 miesięcy :*
Chciałabym powiedzieć, że daję sobie czas do czerwca, albo zajdę w ciążę, albo złożę wypowiedzenie w pracy, chociaż bliska jestem napisania go już w tej chwili. Niby podjęliśmy z mężem decyzję, że jak trafi się okazja lepszej, albo chociaż innej pracy, to odłożymy starania.
Tak się nie da żyć...

Ja mam wrazenie ze ciagly stres w pracy znacznie utrudnia mi zajscie w ciaze.
Jak tylko wydaje mi się, że zrobiłam krok w przód, to życie robi za mnie dwa kroki w tył.
W tym tygodniu miało być nasze pierwsze iui. Niestety dr stwierdziła we wtorek, że pęcherzyk 17 mm jest jeszcze za mały, a dziś zamiast zobaczyć, że urósł, to zobaczyłam, że maleje. Tak więc mój pierwszy cykl z clo spisuję na straty, bo owulacji w ogóle nie było. Swoją drogą dość kiepsko zniosłam clo, jajniki bolały mnie jakby urósł w nich co najmniej pęcherzyk wielkości piłki do tenisa, a tu takie coś, takie nic.
Niestety moja dr kolejny raz mnie rozczarowała...i nie wiem czy w ogóle jest sens do niej wracać. Nie mogłam się z nią skontaktować przez tydzień, ok zdarza się, jak już się udało to we wtorek podała mi nowe wymagane badania do iui. Ciekawa jestem czy jakby pęcherzyk był ok, to czy iui by się odbyło czy nie ze względu na brak wszystkich badań. To nic, wszystko wczoraj szybko załatwiłam, a wyniki i tak dopiero za tydzień, a dziś jeszcze przed usg stwierdziła "mamy jeszcze sporo czasu". Kurde, przecież ja pojechałam do niej z nadzieję, że jutro zrobimy iui.
W całej tej sytuacji jest taki plus, że okazuje się, że mogę liczyć na osoby po których najmniej się tego spodziewałam i jeszcze rok temu przez myśl mi nie przeszło, że te konkretne osoby będą cokolwiek wiedziały o naszych staraniach, bo grono osób, którym coś mówiliśmy jest bardzo wąskie.
Wiadomość wyedytowana przez autora 26 stycznia 2017, 22:40

Ciekawa jestem co teraz, mam nadzieję, że moja dr zleci mi jakąś mega dawkę clo i w końcu wyhoduję pęcherzyk nadający się do IUI. tak w ogóle czy pęcherzyk 17 mm faktycznie się do niczego nie nadaje? sprawdziłam w dokumentacji, że przy 17,8 mm rok temu dostałam pregnyl i taki był ponoć idealny..,a teraz jest do niczego?
ps. dziś przyjęliśmy księdza po kolędzie i mój mąż na pytanie jakie mamy plany na przyszłość wyskoczył z odpowiedzią: może za rok przyjmiemy księdza we trojkę. Ehh optymista...

takimi oto słowami lekarz mnie poinformował o tym, że jeśli się IUI nie uda, to będzie trzeba robić in vitro. ps. nowy lekarz
i mój nowy dr twierdzi, że nie mam insulinooporności i mam za wysoką dawkę Euthyroxu...ale może tu zaufam mojemu endo...A tak poza tym to wg USG owulacja była i inseminacja powinna być zrobiona
ehh, już wiem, że nie wrócę do tamtej dr...
Wiadomość wyedytowana przez autora 8 lutego 2017, 13:23
dziś mieliśmy nasze pierwsze iui i tak bym chciała żeby ostatnie. W końcu to jakaś szansa po długim okresie bezradności. Z jednej strony bardzo wierzę że się uda, a z drugiej boje się myśleć jakie ciężkie do zniesienia będzie rozczarowanie jeśli się nie uda. Na wszelki wypadek zapisałam się na iui w marcu i kwietniu.I co najważniejsze urósł ładny pęcherzyk i to bez stymulacji
i ładne endometrium
Przez ostatnie 3 dni troszkę gorzej się czułam, ale to wszystko przez to, że za wcześnie poczułam wiosnę i trochę mi przewiało zatoki i dzisiaj mąż tradycyjnie zapytał jak się czuję i moja odpowiedź, że dobrze chyba go nie ucieszyła, bo stwierdził, że jakbym się czuła kiepsko, to byłby dobry znak, a tak to nie wróży mu to ciąży...ehh faceci
Edit: koniec złudzeń, właśnie przyszła @.
Wiadomość wyedytowana przez autora 9 marca 2017, 12:31
Zaczyna do mnie docierać że mogę nie mieć dzieci...Nigdy.
Kiedyś marzyłam o zrobieniu oszałamiającej kariery, ale odłożyłam plany zawodowe dla powiększenia rodziny. Czas chyba jednak przestawić myślenie ponownie na polany zawodowe.
Wiadomość wyedytowana przez autora 23 marca 2017, 18:33

Czas zrobić przerwę...odpuścić.
mówi się, że wyrządzone zło i dobro do nas wraca, ale trudno mi się z tym zgodzić, no chyba, że tylko zło do nas wraca. Tak więc, mąż twierdzi, że jestem nawet za uczciwa, jak na obecne czasy, a odpłaciło mi się to tym, że straciłam we wtorek rower. Ktoś sobie nim po prostu odjechał, mimo, że był przypięty i nie miał kartki z napisem "weź mnie", jakiś facet, na oko 20-30 lat, zamiast pójść do pracy i normalnie zarobić, woli po cichu, w nocy okradać innych z rzeczy, na które sami ciężko pracowali i ma wszystko gdzieś. Sprawę zgłosiłam, zaniosę jeszcze nagranie z monitoringu na policję, a następnie kupię sobie kolejny rower.
A odnośnie starań, to 3 IUI nie było, bo niestety pęcherzyk za słabo przyrastał, w związku z tym udałam się na wizytę do swojego dr prowadzącego, który stwierdził, że nie wie o co chodzi, bo owu miałam normalnie. Nie wiem czy dobrze zrobiłam, ale uparłam się na stymulację, mimo, że mnie straszył skutkami, zniechęcał i stwierdził, że wymuszam leki... na 40 minut spędzonych w gabinecie, 30 poświęcił na robienie psychoanalizy mojej osoby, czepianiu się każdego mojego słowa i twierdzeniu, że się sama leczę i diagnozuję (mimo, że IO rozpoznał mi endokrynolog). Wizyta zakończona, do doktora nie wrócę, co najwyżej tylko przy monitoringu go spotkam, bo coś jest nie tak i wcale nie sprzyja to zajściu w ciążę, jeżeli wychodzę po wizycie w klinice z płaczem,a wizyta sprowadza się do tego, że próbuję wymusić receptę (co akurat jest najmniejszym problemem w moim przypadku i jeśli chodziłoby tlyko o receptę w ogóle bym do niego nie poszła, a chciałam porady/zaleceń). Tydzień później byłam na wizycie u innej dr z Kliniki, żeby się upewnić czy stymulacja jest naprawdę złym pomysłem u mnie i tu spotkałam się z innym podejściem na zasadzie "spróbujmy". Dlatego od wczoraj biorę letrozol. Zobaczymy co z tego wyjdzie.
pogodziłam się z tym, że nie mamy zbyt dużego wpływu na to czy się nam uda czy nie, że długa droga przed nami, pełna wizyt, badan, miesięcy rozczarowan, a mimo to zawsze....coś. tym razem mój ledwie dwudziestoletni szwagier ogłosił, że jego dziewczyna, przepraszam "narzeczona" jest w ciąży...i z głupkowatym uśmieszkiem mówi że w marcu urodzi mu się syn (bo to ledwie 4 tydzień). Studia nieskończone, żadnej pracy, mieszkania, określonych planów na przyszłość, w głowie siano i dziecko w drodze, a człowiek ma wszystko i walczy o ciążę już tyle czasu. Ktoś może pomyśleć że jestem zawistna, ale szczerze mówiąc mam naprawdę dość.Ps. Szczerze współczuję dziewczynie, bo już teraz dała z siebie zrobić służącą, praczkę, sprzątaczkę i kucharkę, w czasie, w którym większość facetów nosi swoje dziewczyny na rękach...
I jeszcze jedno letrozol mi nie pomógł, owu brak i tylko mi rozreguluje się cykl.
Wiadomość wyedytowana przez autora 13 czerwca 2017, 07:28
Nie mam za bardzo co podsumować. Myślałam, że już będę trzymać swój upragniony skarb w ramionach, a jednak nie było mi to dane. 3 inseminacje za nami. Okazało się, że od letrozolu moje jajniki kompletnie zgłupiały i w 22 dc pojawił się pęcherzyk 14 mm, w 24 dc 17 mm, a w 26 dc pozostał po nim tylko ślad. IUI zrobione na pękniętym pęcherzyku, zobaczymy co będzie, chociaż mi nadziei brak.
Stwierdzam też, że nie jestem jeszcze gotowa na ivf. Pojechaliśmy na wizytę dot. ivf w badaniu klinicznym, zawsze to jednak ogranicza koszty, ale ja od początku nie byłam przekonana, mojemu m. lekarz się zupełnie nie spodobał i nie będziemy podchodzić do zabiegu. Jak się nic nie zmieni i ja do tego dojrzeję, to zrobimy u siebie w mieście.
I zrobiłam jeszcze jeden "milowy" krok, a dokładnie powiedziałam swojej mamie o naszych problemach. I powiem szczerze, że kamień spadł mi z serca, o wiele lżej mi się zrobiło. I tchnęła we mnie trochę nowej nadziei, że damy radę, że wszystko się ułoży. Poczułam się trochę jak małą dziewczynka, której mama mówi, że przecież będzie dobrze, to musi być dobrze, bo mama ma zawsze rację.
Dwa lata temu na początku września podjęliśmy decyzję: to już czas na dziecko. Jacy byliśmy naiwni, że za 9 miesięcy urodzi się nam śliczny bobas, że o tej porze, to może już będziemy myśleć o rodzeństwie.
Zawsze uważałam, że in vitro jest dobre, że ludzie decydujący się na ivf naprawdę się kochają i na pewno dużo przeszli w drodze do szczęścia, że to jest piękne jak potrafią się wzajemnie wspierać, a już na pewno, że dzieci z ivf są kochane ponad wszystko, a przeciwnicy ivf powinni zachować swoje mądrości dla siebie, jeżeli temat ich nie dotyczy. Natomiast nigdy nie myślałam, że ten temat będzie mnie dotyczył, że będę podejmować decyzję o ivf w wieku 29 lat

ps. prawdopodobnie w tym cyklu mam przestymulowane jajniki (4 pęcherzyki) i dr dziś zabronił nam
...Bylam pewna ze tego chce, ze jestem gotowa, a w tej chwili jestem przerażona. Niby wiem co nas czeka, a to tak naprawdde droga w nieznane. Chce mi sie plakac, bo niby liczylam sie z tym, ze jest takie ryzyko, ze dojdziemy do tego etapu, ale gdzieś w glebi wierzylam ze uda sie nam ot tak, bez wysiłku, albo cudem - przypadkiem. Mialam mimo wszystko nadzieje, ze dr powie na wizycie: jeszcze za wczesnie na ivf, jeszcze macie czas, to na pewno blokada psychiczna (to probuja nam wmowic znajomi), ale nie, nic takiego nie powiedzial, za to zaczal wyciaga starte dokumentów ktore musimy podpisac.
Nie jestem az tak silna jak myslalam. Chcialabym uciec na koniec swiata, zapomniec o tym wszystkim, zaczac cale zycie od nowa, bez tych wszystkich problemow, ktore mam teraz.
biorę cały czas leki żeby wydłużyć cykl i ruszyć z ivf, obecnie jest 35 dc i czuję się fatalnie. Humor mam taki, że mogłabym zabić każdego kto mi wejdzie w drogę, w szczególności swojego szefa. Coraz bardziej sie obawiam, że zanim zaczniemy procedurę to ja powiem o parę słów za dużo w pracy i rzucę wypowiedzeniem. Wiem, że to w dużej mierze efekt leków i staram się to jakoś kontrolować, ale jeśli czeka mnie kolejne leczenie i wydłużenie cyklu o kolejne dwa tygodnie to nie wiem jak to zniosę. I coraz bardziej boję się myśleć jak zniosę stymulację do ivf, skoro wcześniej o wiele łagodniejsza stymulacja do iui wykańczała mnie psychicznie
nie mam już na nic siły, nic mnie nie cieszy, jestem ciągle poddenerwowana i do tego zrobiłam się bardziej płaczliwa. Niech to się wreszcie skończy
Wszystkie dokumenty do icsi podpisane, nawet udało mi się uzyskać zadowalający posiew, mimo, że niejałowy, leki odstawione tak jak dr kazał, nowe leki zaczęłam brać i co? chyba przegapiłam swoją @
miałam się zgłosić na badania 2 dc i zacząć stymulację, dr obstawiał, że wypadnie to w poniedziałek. Ja natomiast cały czas uznawałam, że @ jeszcze się nie zaczęła, a to zwykle plamienie lub lekkie krwawienie ale nie miesiączkowe (nawet silniejsze miałam w czasie brania leku i byłam pewna, że to @, a na wizycie okazało się, że nie) i dzisiaj nagle koniec. Zero plamienia, zero krwawienia, idealnie jakby był środek cyklu.Może przegapiłam, bo nie miałam punktu odniesienia, zawsze naturalne cykle kiedy potrafiłam bez problemu rozpoznać 1 dc. I co ja mam teraz zrobić? zadzwonić na konsultację i powiedzieć dr, że nie rozpoznałam @? czy czekać cierpliwie może jeszcze przyjdzie? najbardziej jestem zdenerwowana tym, że mam kolejny miesiąc w plecy, a część badań będę musiała przez to powtórzyć
miało być tak pięknie, a ja jak zwykle nawaliłam
Ja również podsumowałam swój rok, jako wielkie niepowodzenie:( Życzę Ci spełnienia tego największego marzenia w Nowym Roku.Niech ten Nowy Rok będzie tym naszym Rokiem.
Oj dziękuję Ci bardzo Kochana;*wywolalas uśmiech na mojej twarzy. Oby 2017 rok był dla Ciebie łaskawy i niech w koncu pojawia się te upragnione 2 kreseczki.Wiem ze jest ci ciężko i nadzieji coraz mniej ale musisz wierzyć;* ja polecam modlitwę do św.Dominika mi to przyniosło ukojenie no i stał się cud teraz oby tylko trwał dalej. Ściskam Cię mocno przesyłam ziarenko wiary i ogrom wiruskow <3