X

Pobierz aplikację OvuFriend

Zwiększ szanse na ciążę!
pobierz mam już apkę [X]
Pamiętniki starania Z kotem w głowie i na kolanach...
Dodaj do ulubionych
1 2 3

24 grudnia 2014, 10:16

Wesołych świąt Wszystkim! Spełnienia marzeń :)

Ja latam dziś jak kot z pęcherzem, przede mną wyjazd na lotnisko, ostatnie małe zakupy (a to rajstopki, a to winko) i podróż do Teściów. Mam nadzieję, że nie będą musieli zbyt długo czekać na nas z kolacją wigilijną :)

Wesołych, wesołych!

29 grudnia 2014, 10:23

26 dc (10cs) 10 dpo

I po świętach. Wczoraj wieczorem udało nam się w końcu dotrzeć do naszego domku :) Terraska, ja na lotnisko pojechałam po brata mojej Mamy. Pisałam o tym we wcześniejszym wpisie :) Teściów i Rodziców mamy 200 km od nas. Mieszkają nawet na jednym osiedlu w naszym rodzinnym mieście. Zelma, czas spędzony w gronie rodzinnym i przyjaciół. Głównie rodziny męża, ale rodzinnym. Niedługo będziemy obchodzić Boże Narodzenie wg kalendarza juliańskiego i wtedy czas głównie poświęcimy mojej rodzince :) a tym czasem czeka mnie znów szukanie prezentów pod choinkę, lepienie pierogów i takie tam świąteczne przygotowania :)

Nadrabiam trochę od rana zaległości na OVU, czytam Wasze pamiętniki, z forum chyba nie nadążę, więc sobie daruję :) Tym bardziej, że gdy tylko wstałam z łóżka zaczęły mnie męczyć straszne mdłości. Jeszcze nie wymiotowałam, ale bardzo bym chciała, żeby mi ulżyło. Po wigilii też tak miałam. Trwało to dosłownie 10 minut i mi przeszło. Jednak to świąteczne jedzenie chyba niezbyt mi służy. Oj ale takie jedzenie jest raz w roku (no u mnie to w zasadzie dwa :D ) i można się "poświęcić" :D

Odwiedzałam kilka razy małego Jaśka. Słodziak. Je, sra i śpi. Czasem się jeszcze drze. Teraz rozumiem jak ważne są hormony matki, żeby stworzyć więź z takim maluchem. Mój mąż jednak bardziej był zachwycony Młodym i roztrząsał się nad nieskoordynowanymi minami mojego ciotecznego brata :D został też poproszony na ojca chrzestnego na co ochoczo się zgodził. Podczas gdy mój mąż spędzał czas nad łóżeczkiem Małego, ja postanowiłam zająć się praktycznie przywitaniem go na tym świecie. Razem z ojcem Jaśka i reszta familii tak opijałam zdrowie Młodego, że rano z bólem odkryłam, że podczas tego opijania rozwaliłam sobie łeb. :D No więc mam sporego krwiaka i otwartą ranę na głowie :D

Koniec tego pisania głupot, czas wracać do życia. Drugie pranie już zajmuje pralkę, trzecie czeka w kolejne, a tu jeszcze zakupy, spotkania towarzyskie i takie tam codzienne me obowiązki :)

30 grudnia 2014, 17:04

27 dc (10cs) 11dpo

Dziś zajęłam się wypełnianiem swoich postanowień na ten cykl, który już się kończy wielkimi krokami :D Moje pozytywne nastawienie nie bierze się znikąd, ot tak. To ciężko wypracowana sprawa. Codzienny wysiłek. Bo przecież mogę się załamać. A to bo nie mam dziecka, a o tej porze roku już wg moich planów miałam mieć berbecia pod choinką. A bo to rozwaliłam samochód na przykrytym śniegiem progu zwalniającym i dzisiaj już pociąg mnie czekał do pracy :D a bo to obiad się sam nie zrobi, a ja nienawidzę gotować. Bo nie mam prezentów na święta, a nawet nie mam czym jechać na te święta, bo samochód rozwalony. No. A bo jutro Sylwester a ja nawet zakupów nie zrobiłam, w Nowy Rok wejdę z pustym żołądkiem a jaki Nowy Rok taki cały rok. A to nie mam czasu żeby podskoczyć do sexshopu, bo pokończyły mi się kreacje, a na Sylwestra wypadałoby coś nowego :P a bo to kręgosłup mnie boli, a to znów sikam fluorescencyjnym żółtym moczem co godzinę i chyba znów mam zapalenie pęcherza i łykam mnóstwo żuravitu by się nie dać choróbsku. A to mój śierściuch rozgryza pierniki ściągnięte z choinki i roznosi po domu, a ja tylko chodzę i sprzątam. Teraz jak na dłoni widać, ile mam problemów. O swoje pozytywne nastawienie codziennie staczam bój z moją paskudną naturą :D dziś poszłam na sanki! A co! Do lasu, by nikt nie widział starej krowy szalejącej po śniegu. No i żeby nie było słychać moich wrzasków. Wybawiłam się przednio :P jutro też pójdę, co tam! Zakupy poczekają, jedzenie potem zrobię, prezenty ze sklepów nie uciekną, a do samochodu kogoś się załatwi.

Kota nie zmienię, więc martwić się nie ma czym :D Dalej będę na każde jego miauknięcie, trudno.

1 stycznia 2015, 19:12

No i zaczynamy Nowy Rok. Wczorajszy Sylwester spędzony w towarzystwie męża. Dużo seksu, miłości, czułości, wspomnień, łez. Rozmów o przyszłości. Piękny rok przed nami.

Mój na przykład zaczął się tym, że po porannym mierzeniu temperatury o 6, starym zwyczajem udałam się na małego szczoszka do łazienki. Dobrze, że zapaliłam światło wchodząc tam, bo czasami robię to całkiem po ciemku! A tam pół kafelek na podłodze uwalonych kocim gównem. Szok. Haha, zaraz zaczęłam myśleć jak to się stało. Jak wyobraziłam sobie, jak moje biedne kocię korzystało z kuwetki a jeden ostatni bobek przywarł do kociego odbytu i nie chciał odpaść i jak moje kociątko szurało dupą po podłodze w celu pozbycia się tego stolca spod okolic ogona, to wybuchnęłam takim śmiechem, że zbudziłam męża. Szybko ogarnęłam kibel i wróciłam do łóżka rozbawiona, jaki gówniany początek roku miał mój kot :D sylwester chyba też mu nie przypadł do gustu, okropnie bał się huku wystrzeliwanych fajerwerków i nawet na balkon nie chcieliśmy wychodzić, by je podziwiać, żeby nie stresować dodatkowo kocura :D

Rano mój K. odczytywał smsy z życzeniami noworocznymi od znajomych. A tu - nasi znajomi, którzy starają się już z półtora roku u dziecko, są w ciąży! Smsa podpisali "A. i J. wraz fasolką". I znowu radość, bo komuś się udało. Że A. zbiła swoją prolaktynę i się udało! No i że jest to nadzieja dla nas. Pytanie tylko, ile jeszcze będziemy czekać i czy to "tylko" kwestia prolaktyny i skaczącego TSH. Oby tak było.

Dzień spędziliśmy w łóżku oglądając komedie i wcinając owoce i popcorn :D potem szybka noworoczna wizyta u zaprzyjaźnionej pary. Potem telefon od Siostry, że wpadnie ze swym Ukochanym :D no cóż, gości trzeba przyjąć, chociaż czuję się dość średnio, bo okres zbliża się wielkimi krokami - policzki pieką, jednocześnie odczuwam i ciepło i zimno, mam biegunkę i zatwardzenie, ciągle jem i nadal jestem głodna :D a do szczęścia dzisiaj potrzeba mi tylko tego ....

IMAG2454_1.jpg


2 stycznia 2015, 08:31

30 dc (10cs) 14 dpo

O 6 mierzę temperaturkę dziś. Zaspana spoglądam na termometr i nie wierzę - 36,68?! To przecież jak na mnie dość wysoko. Powinna teraz mi spadać. Jako że w nocy wstałam tylko raz na sikanie o godz. 1 postanowiłam zrobić test. No bo 14dpo. A tu - NIEPOZOSTAWIAJĄCY ZŁUDZEŃ NEGATYW! Hmmm poszłam spać dalej. Teraz sobie tak myślę, że to chyba za szybko na efekty leczenia i owulacji raczej nadal nie ma. Tylko skąd ten skok temperatury? Nie biorę żadnego progesteronu, żeby sztucznie mi podnosił temperaturę w drugiej części cyklu.

A te moje mdłości. Wiem skąd są. Jako że jestem potwornym żarłokiem, to ciągle jem. Postanowiłam ostatnio tak się na noc nie obżerać i idę spać głodna. Wypijam tylko na pół godziny przed snem szklankę wody. Mój żołądek bulgocze wtedy wściekle, a woda przelewa się bardzo głośno z miejsca na miejsce. Mąż wtedy przerażony pyta co mi jest, a potem wygląda przez okno, by sprawdzić, czy jakiś idiota znowu nie ryczy silnikiem kręcąc bączki na placu przed blokiem. Rano się budzę już bez odgłosów z wnętrza mego oszukanego wodą ciała ale chce mi się rzygać. Wiem, bo wczoraj nażarłam się na noc i tak nie miałam :D

Jako że mój wpis w tonie smęcąco-ględzącym to jeszcze ponarzekam na moje cycki. CZY ONE MUSZĄ TAK BOLEĆ?! Nie da się do nich dotknąć! Urosły mi tak, że mąż stwierdził, że on większych to nie chce, a takie to jest maksimum jakie on akceptuje. Yhym.. jakby jego zdanie w tym temacie się najbardziej liczyło.

No to miłego dnia! :D

3 stycznia 2015, 13:39

31 dc (10 cs) 15dpo

Dziś tak na szybko bo się spieszę, a plany mi się pokrzyżowały niespodziewaną imprezą, która przed chwilą się skończyła :P

Robiłam ekspresowe zakupy z mężulkiem, spotkaliśmy się w centrum handlowym z moją siostrą i jej fagaskiem. Prezenty prawie wszystkie kupione! Jeszcze został jeden bachor do obkupienia. Co dać wstrętnemu 11-latkowi, który ma wszystko i jest wiecznie niezadowolony, a uśmiech uważa za oznakę słabości i upokorzenia?! Wysilać się nie będę, bo i tak nic go nie ucieszy :P

Potem Siostra ze swoim Lubym się do nas wprosili na oglądanie komisyjne zakupów. Piwko. Jedno, drugie, dziesiąte... :D tańce, hulańce i śpiewy. Sąsiedzi sobie przypomnieli o naszym istnieniu :D

Ja w sumie wypiłam dwa Radlery dwuprocentowe, ale żebym miała korbę (szajpę, pierdolca - co kto woli) wiele nie trzeba. W zasadzie mi alkohol nie jest potrzebny, żeby się rozluźniać i poczuć swobodniej :P ja zawsze jestem swobodna i raczej nie przejmuję się opinią, że ktoś może powiedzieć, żem walnięta. Bo w sumie to racja :P

Okresu jeszcze nie ma, ale wczoraj brzuch już porządnie bolał mnie na zakupach. Co chwila mnie łapały skurcze jakieś dziwne. Okresowe. Kurka, a myślałam, że się uda. Jaka ja naiwna. Myślałam, że jeden cykl na bromergonie i na euthyroxie tak mnie podkręci, że w ciążę zajdę już w tym cyklu. Jednak do endokrynologa nie pójdę już w ciąży, tak jak przypuszczałam. Ten optymizm to jednak nie taka dobra sprawa :P Zdecydowanie od niego się nie zachodzi w ciążę! Ale chociaż pozwala to jakoś lepiej przeżywać :P :D żeby nie było tak, że tak cudownie sobie z tym radzę sama.... Czuję, że muszę wybrać się na zakupy! Chcę jakąś cudowną sukienkę! Koniecznie! Wtedy moje samopoczucie będzie jeszcze lepsze :P

Także, czekam na okres. Jutro pewnie przyjdzie. Test dzisiejszy podobnie jak wczorajszy. NEGATYWNY. Haha, to do mnie nie podobne. Przez 9 cykli zrobiłam może jeden lub dwa testy ciążowe. A tu jeden cykl, a ja dwa testy! Chyba naprawdę uwierzyłam, że skoro się zaczęłam leczyć, to szybko z tą ciążą mi pójdzie.

A chyba jednak nie :P Nie mam czasu jednak o tym myśleć. Dziś wyjeżdżamy na święta. Na tydzień :D będzie cudownie i już nie mogę się doczekać :)

A teraz ..... Lecę po tą wymarzoną kiecę :D

4 stycznia 2015, 07:22

32 dc (10cs) 16dpo

Temperatura dzisiejsza pozwala mi przypuszczać że @ nadciąga! No czas najwyższy bo faza lutealna tak mi się wydlużyła z11 na 16 ze szok. :)

Zakupy nie wyszły. Dłużej zajęło mi parkowanie i szukanie miejsca na parkingu podziemnym niż chodzenie po galerii :P prezent i kiecka nadal w odłogu :)

Mam nadzieję że uda się dziś już zacząć nowy cykl. Mam co do niego dobre przeczucia. :)

A i Dziewczyny! Zawsze zapominam, taka gaduła ze mnie egocentryczna. Dzięki Wam za wszystkie miłe słowa w komentarzach mojego pamiętnika :) tyle wsparcie od Was mam. Jeszcze raz dzięki! Mam nadzieje że niedługo po fioletowej stronie wszystkie wylądujemy!

Miłego dnia! :)

5 stycznia 2015, 21:06

1dc (11cs)

Hej, hej, hej! Witam się w dniu nowego cyklu. To już 11 cykl starań.

Od sobotniego wieczóru przebywamy w naszym rodzinnym mieście. Znajomi na każdym kroku. Odzwyczaiłam się od tego, ze gdzie się nie wybiorę to oni są wszędzie! Coś załatwi na mieście to jakiś koszmar, bo wszędzie sie kogoś spotyka i trzeba cho słowo grzecznościowo wymieni :) a biorąc pod uwagę moje samopoczucie w pierwszym dniu miesiączki to trudno o uśmiech. Jestem blada, skurczona z bólu i mam dreszcze. Trochę wymiotowałam. Moja kochana Teściowa jak dziś mnie rano zobaczyła po wstaniu z łóżka natychmiast zrobiła mi uspokajającą herbatkę i skoczyła do apteki po zestaw przeciwbóli! Podniosła mnie na nogi. Kot swoimi wygibasami poprawił humor. Teściowa go rozpieszcza, na wszystko mu pozwala. Kot śpi nawet u niej na blacie kuchennym, gdzie u nas w domu nawet na naszych oczach nie próbuje na niego wejś. Pozrywał też Teściom firanki w salonie i zerwał roletę w kuchni. Nie mówiąc że cała choinka wyłysiała. A nasza w domu stoi nadal piękna nietknięta. Po tygodniu u teściów kot nie będzie chciał wraca do domu :P

Wczoraj wyżyłam się na zakupach. Cudowne kozaki kupiłam sobie :D sukienka również kupiona, ale chyba ją zwrócę bo to zakup na siłę trochę i mąż ją wyśmiał, że babcina. Potwierdzeniem może by fakt, że Teściowa ją pochwaliła. A ma ona 60 lat :P cóż... Dokupiłam bachorom prezenty, dziś pomagałam Mamie w kuchni i trochę ogarnęłam Rodzicom mieszkanie. Także do świąt jesteśmy gotowi. Dziś jeszcze przyjeżdża moja Siostra a jutro reszta gości. Będzie nam bardzo rodzinnie :) Prezenty już czekają pod choinką i nie mogę się doczekać :D jak dziecko się czuję :)

Założenia na NOWY CYKL:

- Badanie nasienia męża
- Kontrola u endokrynologa za 3 tygodnie, badania (USG i krew) (muszę się zapisać!)
- Sprawdzić czy nie mam ZZSK (badania, wizyty u lekarza) - mój Tato na to cierpi i to dosłownie, po wielu latach ledwo wstaje z łóżka rano :( niestety wczoraj mi powiedział, ze u mnie obserwuje podobne pewne symptomy i prosi mnie abym się sprawdziła, bo ZZSK jest dziedziczne.
- martwię się o moje endometrium, będę więc wcina morelę i pi czerwone wino (ble) na jego ewentualną poprawę
- utrzymywać pozytywne myślenie oraz wiarę, że w końcu nam się uda :)
- trochę ruchu dla mnie i dla męża
- witaminki nadal łyka (ja i mąż)
- testy owulacyjne (chociaż się na nich zawiodłam :P ) -- punkt do przemyślenia :D

8 stycznia 2015, 07:22

4 dc (11 cs)

Moja Teściowa mnie wczoraj rozwaliła. "A co na obiad robić KOTKOWI?" Mąż nie wytrzymał i powiedział ze nie gotujemy specjalnie dla kota a on je surową wołowinę, indyka i kurczaka lub świnie podczas przygotowania posiłku dla nas. Teściowa stwierdziła, że "wnusio" (ma pięcioro prawdziwych wnucząt) dostaje mało ryby i poleciała do sklepu mu po mały filecik. Co tu dużo gadać.. U Teściów mamy jak w raju i niemniej nie jest to zasługa milczącego Teścia. :P no i nie to co u mojej Mamusi. To po niej mam despotyczny charakterek, złośliwość i inne takie tam zalety :D

Drugi dzień świąt spędzimy u mojej egocentrycznej Babci. Chociaż ona nie do konca taks ego-centryczna, a własno-podwórkowo-centryczna. Więc pewnie będzie ciągle o małym Jasiu, jego kupach i innych gównianych wyczynac. Wczoraj chcialam się odezwać, że obsrane body to nie wyjątkowy talent do defekacji ale nieprawidłowo nałożony pampers. Ale po co psuć świateczna atmosferę? :)

Koniec wpisu, bo srednio radzę sobie z pisaniem na nowym tablecie od Mikołaja :)

Ps. Prosze trzymajcie za mnie kciuki zebym sie nie spiła jak podczas opijania Jaska! Tam takie towarzystwo i tematy, ze ciezko mi sie powstrzymać. W takich sytuacjach towarzyskich albo jestem zlosliwa albo pije :D

13 stycznia 2015, 23:00

9 dc (11 cs)

Jest dokładnie jak napisała Mik@ w komentarzu do wpisu wyżej. Gdy patrzę na swojego kocurra to myślę, że tak wygląda idealny kot. Ten pysk, (jeszcze) smukła sylwetka, słodkie łapki i sposób poruszania się z gracją :D chociaż wolałabym mieć psa, ale za leniwa na to jestem :P dlatego postanowiłam adoptować jakiegoś kociaka i tak oto pojawił się u mnie Uzi. Bidulek miał wtedy 5 tygodni, ledwo chodził i trzeba było go trochę podleczyć. Teraz padalec jeden zapomniał jak go bida cisła i chodzi jak pan po włościach. Z mężem czasem na niego rzeczem "Nasz Dziedzic", bo potomka u nas brak :P

Wczoraj trochę poćwiczyłam na piłce. Zakwasy mnie ogarnęły dzisiaj, ale daję radę. Dziś była mała powtórka. Rano poczyniłam pewne postępy jeżeli chodzi o walkę z moim pedantyzmem i perfekcjonizmem (okropne połączenie). Nie wyrobiłam się z odkurzaniem i myciem podłóg (bo niespodziewanie stwierdziłam, że warto umyć okna skoro temperatura sprzyjająca a nie były myte już będzie ze 3 tygodnie!). Normalnie bym stanęła na rzęsach i nie zjadła śniadania (zawsze najpierw u mnie jest sprzątanie a dopiero potem jedzenie) ale bym wysprzątała wszystko łącznie z balkonem. A tu chwila refleksji - jeżeli wezmę się za odkurzanie i mycie podłóg, to nie zjem śniadania i głodna pójdę do pracy. A tam dopiero koło 13 zjem pierwszy posiłek. No i co ?! Ha! Udało się! Zjadłam śniadanie! Bez żalu i wyrzutów sumienia zostawiłam te pieprzone podłogi, ledwo zmieściłam się wsiadając do auta, tak mnie duma rozpierała, że nie jestem taka jebnięta jak o mnie się mówi :D po pracy wróciłam i jak narkomanka szorowałam podłogi, potem usiadłam na kanapie, ogarnęłam spojrzeniem lśniącą podłogę i zaciągnęłam się cudownym zapachem czystości :P zawsze robię to gdy męża nie ma w domu, bo zawsze gdy widzi mnie sprzątającą straszy mnie że wezwie odpowiednie służby z białym kaftanem dla mnie :D potem obiadzik i wieczorem przybyła moja przyjaciółka na ploty... Trochę się zebrało nam na żale do życia. Ale my to raczej nawet jak się żalimy to tak na wesoło i z humorem.

Jutro czeka mnie wizyta w urzędzie, potem praca i kino z szanownym małżonkiem, co by się odchamić. Co teraz grają, nawet nie wiem, bo nie sprawdzałam, a dobrze byłoby się zorientować. Mąż to raczej chce się odstresować, tak sobie teraz myślę, a nie odchamiać. Stresuje się badaniem nasienia coś tak mi napomina. Ciągle mu powtarzam, że od małego trzepanka jeszcze nikt nie umarł, ale on mówi, że ze wstydu to już tak :D oj tam, niech nie przeżywa, da sobie radę :D

14 stycznia 2015, 19:57

10 dc (11 cs)

WPIS W TONIE MANIAKALNO-DEPRESYJNYM (z góry przepraszam, ale potrzebuje Dziewczyny Waszych rad!)

Otóż. Dziś dopiero 10 dc. Dopiero bo normalnie moje cykle trwają 32 dni. Obudziłam się normalnie, śniadanko, urząd, powrót na szybko do domu. Herbatka, kurier, wizyta w kiblu, a tam... Zbita w kulkę grudka śluzu. Taka niezbyt rozciągliwa, ale kleista :D Aha... chyba płodne mam. Ale coś mnie oświeciło, że coś za szybko. Lecę więc z kibla do przedpokoju i kalendarza z gaciami opuszczonymi do kolan i mało się nie zabijam. No co jest kurka mać?! O! zrobię test owulacyjny! Lecę do kibla znowu i z szuflady wyciągam testy. Liczę. Mam ich 7. Coś mało. Znowu lecę do kalendarza, by sprawdzić, do kiedy mi starczą, gdybym zaczęła dziś robić. Nie, nie, nie. Ta owulacja to za szybko. Wracam do kibla (gacie ciągle udaje mi się utrzymać mistrzowsko na wysokości kolan, nadal żyję) i wrzucam testy do szuflady. Gacie naciągam na dupę, idę do pracy. W pracy... jakieś kłucie lewego jajnika, takie delikatne i niezbyt bolesne. Potem szybkie gotowanie obiadu dla męża, wysłałam go do kolegów, bo jutro mam rozmowę kwalifikacyjną i nie chciałam iść do kina, bo się przygotowuję trochę. Coś mi mokro w gaciach więc spaceruję w stronę łazienki, a tam co ? Doznania podcierania po wypróżnieniu pęcherza.... niezapomniane. Taki poślizg, że aż nie wiedziałam o co chodzi, że tak gładko. A tu... Najpiękniejszy na świecie śluz płodny. Przezroczysty, błyszczący i rozciągliwy tak bardzo, że palców mi zbrakło by go rozerwać! (przepraszam za te wszystkie opisy, ale właśnie w ten sposób chyba u mnie moja śluzowa mania się objawia i muszę znaleźć jej ujście). No w tamtym cyklu miałam ekstra śluz ale teraz?! Teraz ?! w 10 dc? Przecież mąż miał zrobić badanie nasienia w piątek. WHO zaleca wstrzymanie się od seksu od 2 do 7 dni. Obstawiałam, że w sobotę zaczną mi się dni płodne, gdzieś wtorek owulacja... Dlatego to badanie miało być przed dniami płodnymi!

Dziewczyny! Może Wy będziecie bardziej obiektywne i jesteście bardziej doświadczone. Lepiej byłoby przełożyć to badanie na po owulacji? A może najlepiej poczekać do dnia spodziewanej @ czyli na początek lutego? Moja histeria jest totalnie głupia i bezpodstawna, ale uzasadniam ją moją nadmierną potrzebą kontroli wszystkiego. Skoro już sobie zaplanowałam, że owo badanie będzie wtedy i wtedy to tak ma być. I skoro jak zaplanowałam owulację na przyszły tydzień, to znaczy że też tak ma być! :P

Ja nie wiem, jest jeszcze druga opcja... Że to moja podświadomość wyprodukowała ten śluz :P Żeby przesunąć to badanie nasienia. Nie pisałam tutaj tego, bo ja to zawsze bardziej pozytywne rzeczy staram się zapamiętywać a te co mnie przerażają po prostu odsuwam... Gdy byłam w listopadzie u gino-endo powiedział mi, że najlepiej zrobić badanie męża, a gdy wyniki będą ok, wtedy mnie na HSG by chciał widzieć. Wczorajszy wpis Terraski o sono-HSG mi przypomniał o tym i już w nocy nie mogłam zasnąć, a potem budziłam się zlana potem...

No nic, więcej nic nie napiszę, bo zezuję tu okropnie. Podczas zmiany soczewek przed chwilą, mój cudowny kot jedną mi zwyczajnie pożarł. I teraz mam problem, bo więcej soczewek w domu nie mam, a okulary gdzieś zostawiłam u kogoś i nie odnalazłam już :P więc założyłam jedna soczewkę i tak sobie tu pykam ledwo ledwo :P ale lepiej widzieć na jedno oko i zezować niż nic :P

Wiadomość wyedytowana przez autora 14 stycznia 2015, 19:58

16 stycznia 2015, 10:37

12 dc (11 cs)

Postanowiłam wrzucać tu zdjęcia testów, bo przez tą moją fotomanię niestety trudno mi odnaleźć kolejne testy owulacyjne. A tu będę miała względny porządek (może).

Test nr 1 (11 dc,godzina 17, po 2h niepicia)

IMAG2580_1.jpg
image hosting more than 5mb

Test nr 2 (12 dc, godzina 10, po 4h niepicia)

IMAG2582_1.jpg
image hosting without account

A i jeszcze co do tabletek anty. Ja wcale nie uważam, że to one mi zaszkodziły. Przecież tabletki musimy zażywać codziennie by miały swoje antykoncepcyjne działanie. Hormony w nich zawarte szybko wyłażą z organizmu szczególnie jeżeli chodzi o współczesne nowoczesne tabletki. Lekarze nawet nie zalecali mi specjalnego czasu na niestaranie się po odstawieniu anty. Widocznie już wcześniej miałam problemy z THS lub prolaktyną, raczej nie zrobiło mi się to po tabletkach. A nawet jeśli, to wątpię czy to ma związek przyczynowo-skutkowy :)

Miłego dnia! :)

18 stycznia 2015, 17:22

14 dc (11cs)

W piętek jeszcze przed zajęciami z jogi wykorzystałam seksualnie męża pod choinką. Uznałam, że to fajny pomysł. Chyba się pomyliłam, niestety ale leżenie pod choinką, wpatrywanie się w bombkę, w której widzisz swoje odbicie (wieeelki nos) podczas seksu było totalnie nietrafione. Zamiast się skupić, śmiałam się okrutnie. Mąż nie wiedział o co chodzi, ale odruchowo zarządził zmianę pozycji na "mniej klasyczną" i już tak ta moja zniekształcona morda w bobce nie działała na mnie.

Gdy w wróciłam z zajęć, odwiedziła nas ta para :D nie miałam żalu, skoro swoje plany prokreacyjne jednak udało mi się zrealizować. Mało tego, zaprosiłam jeszcze swoją Siostrę i jej fagasa :)

Wczoraj świętowaliśmy oficjalnie ukraiński Nowy Rok, a raczej bawiliśmy się na Małance (taki nasz Sylwester) :) oszczędzałam się w tańcu, co by mój kręgosłup i kolano nie odczuły za bardzo następnego dnia skutków imprezy. Ogólnie wybawiliśmy się okrutnie :) dziś tak leżeliśmy i rozmyślaliśmy, jakich mamy cudownych przyjaciół i fajną zgraną paczkę :) że każdy każdemu pomaga, troszczy się, stara się zrozumieć, wesprzeć. Gdy składaliśmy sobie życzenia wcale nie czułam przykrości, że ktoś mi życzy dziecka. Wiem, że tak jest, że oni też nie mogą się doczekać i kibicują nam bardzo. Jeden z kumpli (fotograf) powiedział, że ma nadzieję, że w tym roku przewiduje gdzieś na październik/listopad zlecenie od nas, żeby uwiecznić naszego dzieciaka. Koniecznie synka. I tego sobie i nam życzy. No moje słodziaki. Taka byłam rozczulona nimi wszystkimi.

Teraz tak bardziej staraniowo:

Dziś temperatura poszła do góry. Wypity wczoraj alkohol powinien ją skutecznie obniżyć, ale umiarkowany wysiłek fizyczny (tańce, hulańce) podwyższyć. Więc wychodzi na zero :P zapisałam ją taką jaką mi wskazał termometr i jej wierzę na słowo :)

Owulacja wyznaczona została na czwartek. Program chyba brał bardziej pod uwagę temperaturę niż testy owulacyjne, które w czwartek oba (o 10 i 17 były negatywne) a w piątek ( o 10 negatywny, a ten wieczorny przez męża oglądającego na żywo test oceniony jako pozytywny) taki jak wyzej. W sobotę test o 10 rano nie miał już nawet cienia cienia drugiej kreski. Więc owulacja raczej była, a u mnie bardzo szybko zmienia się poziom LH. Może gdybym zrobiła test np. nie o 17 ale o 20 to byłby już całkiem pozytywny. No chyba, że owulacji w ogóle nie było, bo jeszcze prolaktyna nie wyrównała się. Trzeba więc poczekać na kolejne temperatury. Zobaczymy, czy będą wyższe niż w pierwszej fazie.

Śluz i szyjka macicy - od wczoraj (soboty) totalnie już niepłodne.

Wnioski - cykl mi się bardzo zmienił. Okres bardzo krótki i nieobfity, prawdopodobna owulacja w 11 dc.
Ciekawe jak będzie z fazą lutealną, czy dalej 16 dni, czy krócej, czy dłużej.

Ach a teraz czas do kina! Znajomi wybrali za nas jakiś film i zarezerwowali miejsca. Mamy tylko stawić się na miejscu i dobrze bawić :D no zobaczymy co to za film i czy przypadnie do gustu :)

19 stycznia 2015, 10:30

15 dc (11 cs)

Jestem już po USG tarczycy. Jest idealnie wszystko. Jakby kto nie wiedział to idealna tarczyca na papierze wygląda tak:

Wymiary tarczycy: Płat prawy: 1,5 x 1,4 x 3,4cm - objętość ok: 3,6ml Płat lewy mniejszy : 1,2 x 1,2 x 3,5cm - objętość ok: 2,5ml Cieśń: 2,2mm Echogeniczność i struktura miąższu w normie, bez zmian ogniskowych. Przepływy miąższowe nieznamienne, nie są wzmożone. Okoliczne węzły chłonne bez zmian. WN. Bez cech AITD w badaniu usg.

Mi wystarczyło, że Pani dr powiedziała, że mam ładną tarczycę. Nie znoszę odpowiadać na pytanie, dlaczego zostałam skierowana na dane badanie.

"Od prawie roku bezskutecznie staram się zajść w ciążę"

Ciekawe, ile jeszcze stron tego pieprzonego różowego pamiętnika będę musiała zapisać, żeby spełnić nasze marzenie?

20 stycznia 2015, 10:09

16 dc (11 cs)

OF zmieniło mi termin owulacji na bardziej prawdopodobny, czyli na 13 dc. Ja uważam, że owu była w nocy z 12 na 13 dc, bo test o 10 rano 13 dc był już jednoznacznie negatywny.

Wczoraj mimo mojego obniżonego nastroju, niestety musiałam normalnie funkcjonować. A może i stety. Wczoraj Fagas mojej Siostry poprosił nas, żebyśmy odwiedzili z nim jego nowo zakupione mieszkanie w stanie deweloperskim i pomogli mu skonfrontować jego pomysły z życiem. Zrobiliśmy mu małą burzę mózgów i pewnie wprowadzi on tam kilka zmian jeżeli chodzi o wyposażenie. Późno wróciliśmy do domu. Mąż chciał oglądać jakieś tam Hobbity i inne stwory, a ja pogrążyłam się w czeluściach internetu. Jako osoba która wzrusza się na reklamie merci, ale jej własne życie średnio ją emocjonuje, postanowiłam sobie zadać psychiczny ból i wypłakać się nad cudzym losem a nie nad swoim skoro nie umiem. Wyłam jak bóbr czytając o martwych porodach, okrucieństwie ludzi wobec zwierząt, porzuconych rodzinach przez wyrodnych rodziców. Mój los to bajka, moje życie to kraina szczęśliwości, a jedynym moim problemem jaki mam jest to, że dzisiaj spadł śnieg i muszę wyjść 5 minut szybciej na parking, żeby odśnieżyć auto. Moja terapia mi pomogła. Bardzo szybko. Dziś tylko jeszcze wyżyję się sprzątając mieszkanie przed wyjściem do pracy i pewnie moja równowaga powróci całkowicie.

Ciągle pada, śniegu coraz więcej i mimo że nie lubię zimy, może uda mi się jakoś wykorzystać zimową aurę i pośmigać na sankach z jakiejś górki :D

IMAG2614_1.jpg
free upload

21 stycznia 2015, 15:25

17 dc (11 cs)

Wróciłam do domu od ginekologa! Jupi! Bromergon działa! Miałam owulację! Pierwsza dobra wiadomość ginekologiczna od dłuższego czasu :D wszystko jest pięknie - obraz na USG typowy dla drugiej fazy cyklu (czyli endometrium ok, brak pęcherzyka dominującego). Jestem po owulacji. Pogadałam z doktorkiem o testach owulacyjnych i temperaturze. Spojrzał na mój wykres i stwierdził, że wszystko się zgadza i że owulacja była z 12 na 13 dc. Lekarz stwierdził, że sądząc po kreskach na testach owu to mam "szybko przebiegającą" owulację i stąd takie wahania hormonu LH :) To, że cykl się mi zaczął zmieniać, ocenił bardzo pozytywnie.
Poskarżyłam się też trochę na moją temperaturę w drugiej fazie cyklu. Ale powiedział, że nie są ważne konkretne wartości tylko bardziej "wizualny efekt", bo niestety narzędzia do pomiaru temperatury są bardzo zawodne i należy je traktować z przymrużeniem oka i bardziej orientacyjnie. Czyli już nie martwię się swoją temperaturą. Dziś rano nie byłam za szczęśliwa, gdy zobaczyłam "tylko" 36,54.

Mąż zadowolony z dobrych wieści i z tego, że wychodzę na prostą :D jeszcze tylko pozostają moje tarczycowe sprawy, które mogą prowadzić do poronień w ewentualnej ciąży. Jutro robię badania, wieczorem będzie wynik, a 30 stycznia idę na kontrolną wizytę do endokrynologa z kompletem badań :) Oczywiście, wróciła moja nadzieja na to, co wcześniej pomyślałam będąc u edno. Że na kontrolę już przyjdę w ciąży :P wtedy będzie już 15dpo więc... Może jakiś test sobie strzelę przed wizytą :D

No cudowny przypływ energii dostałam! Pierogi zrobię mojemu K.! Święta były już dawno, więc pewnie się stęsknił za nimi :D

22 stycznia 2015, 10:56

18 dc (11cs)

Cóż za piękny dzień mi się zaczął! Słońce świeci za oknem, bezchmurne niebo... Wstałam więc bez żalu na te badania tarczycowe. Mina mi zrzedła gdy zobaczyłam przez okno zmrożony na sopel lodu samochód. Naskrobałam się, że jutro to chyba zakwasy będę miała. Na marne. W laboratorium dowiedziałam się, że system im nie działa i nie pobierają materiałów, bo nie mogą go wprowadzić. A jak mi się spieszy to mam do Gdyni jechać, bo tam wszystko działa. O nie, dziękuję, nie przepadam za jeżdżeniem do Gdyni. Wracam do domu. A tu telefon. Zadzwoniła Pani od domu tymczasowego od której adoptowaliśmy naszego kocurra. Od tego czasu czasem pomagam im przy zwierzakach. Głownie w weekendy, ale teraz jakaś awaryjna sytuacja. Nie było komu pojechać do zgłoszonych kotów na ogródkach działkowych i czy ja bym nie mogła. No to cóż, pojechałam. Okropieństwo, co zobaczyłam. Matka kotka, zmasakrowana. Może rozszarpana przez jakiegoś psa (nie chcę wierzyć, że przez kogoś innego). Dwa małe kotki obok niej też martwe. Dwa żyły! Były takie maleńkie, jak mój gdy przybył do naszego domku. Zawiozłam je do weterynarza, były nawet w dobrym stanie. Mają zostać na obserwacji, a potem ktoś od nas je odbierze do domu tymczasowego. Zawsze jest mi przykro, że nie mogę dać im domu, ale mój kocur to dość agresywne i zaborcze stworzenie. Atakuje zajadle nawet spore psy jeżeli zobaczy, że je głaszczemy. Niestety, ale pisany jest mu los "jedynaka". Więc pomagam jak mogę, jakimś przelewem, karmą, zabawkami :D I to wcale nie tak, że to, że zajmuję myśli i działania przykrymi sprawami tego świata i to doprowadzi mnie do depresji. Jest totalnie na odwrót. Gdy wychodzę z domu starców (pisałam pracę mgr na temat seniorów i badałam ich w ds i się jakoś przywiązałam do chodzenia tam) mimo, że tam śmierdzi, jest sporo nieszczęścia i niewiele nadziei, czuję że żyję. Że moje "problemy" to nie są problemy, że nie ma co się użalać nad sobą i martwić tym, że temperatura mi spada i zaraz dostanę @. Wtedy czuję, że jestem szczęśliwym człowiekiem, bo jak na razie, te wszystkie możliwe paskudne przeżycia mnie omijają. To są małe sprawy, komuś pomogą, a i sprawiają, że ja sama doceniam swoje życie i zaczynam się z niego bardziej cieszyć.

W tym tygodniu usłyszałam na górze, że moja średnio zrównoważona sąsiadka, znowu wprowadza w życie swoją metodę wychowawczą wobec dzieci i gdy są niegrzeczne to wystawia je na klatkę schodową :D poszłam do niej pod pretekstem, że przeszkadzają mi odgłosy z klatki i okazało się, że te dzieciaki się po prostu nudzą, a ona ma takie poglądy, że skoro mają siebie nawzajem, to ona nie musi im gospodarować czasu na zabawę. Zapytałam, czy mogę zabrać jej dzieci na patio, bo spadł śnieg i moglibyśmy się pobawić. Ona ochoczo się zgodziła wydać dzieci obcej babie. Zdziwiona była, by zaproponowałam jej, by spisała moje dane z dowodu i co jakiś czas wyjrzała przez okno. Myślicie, że wyjrzała? Wg mnie ani razu. Chociaż za bardzo byłam zajęta zabawą z dzieciakami w bitwę śnieżną :D Gdy odstawiałam dzieci do ich domu, najmłodsze płakało, że nie chce iść do domu, bo "mamusia się tak nie bawi z nami jak pani". Zrobiło mi się przykro i zaproponowałam, że jak będę miała wolną chwilę to mogę z nimi wychodzić gdzieś jak mama im pozwoli. I wcale nie dołowałam, że "o Boże, ludzie mają dzieci, a potem nie mają dla nich czasu" tylko doceniłam, że miałam fajne dzieciństwo, wspaniałych rodziców i zaspokojone wszystkie potrzeby.

Czasem mój mąż jest w szoku, że tak się angażuję w sprawy które mnie nie dotyczą bezpośrednio i że bezinteresowna pomoc tylko mnie narazi na jakąś krzywdę bo ktoś kiedyś to wykorzysta. No ale kto? 16-latka chora na raka? Po 3 chemii? Staruszek ślepy i ledwo słyszący? Czy może te bidulki kociaczki? Ja pomagam im swoim optymizmem, a oni paradoksalnie dają mi go jeszcze więcej. Czyli to wcale nie jest bezinteresowna pomoc :P

A co do tej matki-sąsiadki już mam pewne plany :D postaram się ją jakoś bardziej zaangażować w macierzyństwo, że się nawet nie obejrzy, a będzie miała najszczęśliwsze dzieciaki pod słońcem :D

Ale się rozpisałam, a zaczęło się od badania, wezwania do kotów... :) no, ale u góry gdzieś jest wpis MiK@, że do depresji się doprowadzę poprzez otaczanie informacjami negatywnymi, a że dziś miałam na prawdę makabryczny widok od rana na kocie nieszaczęście, to postanowiłam to opisać. Więcej nie będę, bo wiem, że ludzie nie lubią. Mój mąż nawet niespecjalnie chce słuchać o moich "poczynaniach", nie wspomnę o Mamie. Tylko Teściowa mnie rozumie, bo całe swoje życie pozazawodowe zajmowała się samotnymi seniorami przykutymi do łóżka i dokarmiając bezdomne kociaki :)

Wiadomość wyedytowana przez autora 22 stycznia 2015, 11:04

23 stycznia 2015, 08:28

19 dc (11 cs) 6dpo

I dopadło mnie choróbsko! Gardło napierdziela zdrowo, jak przy anginie, zatkany nos, bolące zatoki. Dobrze, że gorączki nie mam. Chociaż jak wczoraj wieczorem, po tym jak dwie godziny leżałam plackiem na kanapie bez ruchu, mąż dał mi zmierzyć temp. i zobaczył na wyświetlaczu 37 to stwierdził, że "mam gorączkę" :P W nocy ciągle się budziłam, a dziś nie mogę "poleniuchować" w domu jak wczoraj, bo zadzwoniła Szefowa, że mam być dziś już na 9.

No cóż, słyszałam, że spadek odporności organizmu sprzyja zagnieżdżeniu zarodka :D Kochany ewentualny Zarodku, jeżeli jesteś to zagnieżdżaj się na zdrowie, ja wszystko zniosę, nawet to spuchnięte gardło i brak możliwości przełykania! :D

23 stycznia 2015, 17:07

cd 19 dc

Plany planami, a życie i tak swoje... Dziś mieliśmy wychodzić świętować pewną okazję u znajomego. Lecz moje samopoczucie raczej bardziej skłania do tego by się położyć do łóżka i porządnie wygrzać. Agania, dziękuję bardzo za "szamańskie" sposoby :D Przynoszą ulgę, no i nie mają skutków ubocznych. Zelma, no jesteś moim promyczkiem! Kocham te linki przesyłane przez Ciebie.

Ech, na jogę też raczej się nie wybiorę, bo po co mam potem rozgrzana wychodzić na zewnątrz. Mimo, że parking od wejścia dość blisko, to lepiej nie kusić losu, skoro już teraz różowo nie jest.

Nie wiem, czy mąż sam pojedzie na imprezę do kumpla. Zawsze tam zostawaliśmy na noc, bo dojazd tam to istny koszmar. Nie cierpię tych (przepraszam za wyrażenie) zadupiastych osiedli. Pewnie skoro my nie pojedziemy, to wszyscy zwalą się do nas. Ostatnio już słyszałam, że nasz dom to "centrum zarządzania wszechświatem". Wszyscy tu się spotykają, rozmawiają, ustalają coś, stołują się, śpią i inne takie. Ogólnie mi to nie przeszkadza, bo gdy mam dość, po prostu mówię wszystkim, że potrzebujemy trochę czasu dla siebie i każdy to rozumie :D poza tym zawsze ktoś jest w drodze do nas i pyta, czy czegoś nam po drodze nie załatwić, kupić i takie tam inne udogodnienia, jak rozpakowana zmywarka czy wyrzucone śmieci :) mimo, że w Trójmieście nie mamy jakiejś rodziny poza moją siostrą, to chętnych do opieki nad naszym kotem jest wielu i wciąż deklarują, że czekają na pisklaka, co by jeszcze nim się zająć :)

Chyba, że wszyscy mnie dzisiaj zaskoczą i spotkanie obejdzie się bez nas i nie u nas :P tak czy siak, dzisiaj bunkruję się w oddzielnym pokoju i nie mam zamiaru wychodzić i zarażać ani się od kogoś ani innych.

Dzwoniła do mnie Teściowa narzekając, że wyjeżdża na dwa tygodnie na Mazury i będzie opiekować się swoją matką, jej najmłodsza córka (16lat) a moja szwagierka ma ferie i pewnie będzie jechać z nią. Znając moją "uroczą" Szwagierkę, zaproponowałam Teściowej, żeby wysłała ją do nas na tydzień, to Teściowa odpocznie od gotowania kilku obiadów dziennie, żeby dogodzić małolacie i noszenia jej tego do łóżka, bo ona śpi do 13-14. U mnie sobie ona nie pośpi...... :D hyhy. Teściowa, nawet się ucieszyła, ale obawiała, że Młoda nie będzie chciała do nas przyjechać, bo ja nie podsuwam niczego pod nos :D a tu zonk, ponoć Młoda ochoczo wsiądzie w autobus i już w niedzielę mam ją odebrać z dworca. To trochę ją tu wychowam z mężem :D damy jej wycisk, dziewczę wróci do domu i sama będzie rodzicom pomagać w domu, a nie tylko wymagać i wymagać. Chociaż z doświadczenia wiem, że to efekt krótkotrwały jest, bo za dwa tygodnie wszystko wraca do normy i Młoda znów prezentuje postawę roszczeniową... No zobaczymy :)

26 stycznia 2015, 10:41

22 dc (11cs) 9 dpo

Szybki wpis, bo dorzucili mi na ferie jeszcze jedno dziecko. Tym razem prawdziwe, a nie jakąś tam dorosłą 16latkę. Mam na stanie dodatkowo 8letnie dziecko. I to na psychotropach i z problemami wychowawczymi :P mój dom z centrum zarządzania wszechświatem zamienił się w poprawczak :P ale dam radę. Dziewczynki ładnie mi we wszystkim pomagają, razem oglądamy bajki, gramy w różne gry i przygotowujemy posiłki. Nawet poszły spać o przyzwoitej porze, a słyszałam że przed 1 w nocy nie zasypiają :)

Najważniejsze, że nie maltretują mojego kocurra, a ładnie wypełniają mu czas przez co i on jest grzeczniejszy i tak namiętnie nie łazi za mną krok w krok :)

Mąż również zadowolony, że w domu w końcu jakieś inne życie niż tylko niekończonce się wizyty znajomych, a i tak jest wesoło. W sobotę wieczorem odwiedziło nas mnóstwo znajomych, piątek dali nam wolny, więc ta sobota to ze zdwojoną siłą było :D już czułam się lekko lepiej, więc z chęcią spotkałam się z ludźmi, tym bardziej, że spotkanie zaczęło się w kuchni, gdzie mam blatów pod dostatkiem i wszyscy tam gotowali, piekli i szykowali różne przysmaki. A ja tylko konsumowałam :D teraz odwrotnie, ja muszę przejąć stery i ogarnąć coś na obiad dla dzieciaków. Upiekę indyka :D

Teraz spadam do pracy, a dziewczyny idą nad morze z Sąsiadką :D

a co do tematów około-prokreacyjnych. Niestety, objawy mam identyczne jak te w zeszłym cyklu. Takie nagłe, dość silne kłucie w jajnikach/macicy. Może nawet jakieś takie lekkie skurcze? Temperatura sobie skacze na wykresie, ale grunt, że utrzymuje się nad linią temperatury podstawowej :)

Co ma być to będzie, a teraz nawet tak sobie myślę, że nie wyobrażam sobie siebie w ciąży. Szczerze mówiąc to nawet bardzo boję się tego stanu. Ale o tym albo później, albo wcale... :P

Miłego dnia!
1 2 3