
Dziś wypadła mi niespodziewanie rozmowa o pracę. Myślę, że coś z tego będzie. Jeszcze nie poinformowałam swooich szefów dotychczasowych o moich planach. Nie wiem jak rozstrzygnąć to odpowiednio. Jakoś to będzie. Oby nowa praca wypaliła, a "starzy" szefowie nie obrazili
może jakoś uda mi się zrobić tak by był wilk syty i owca cała 
- Jesteś głupia, a nie brzydka.

Doszłam więc do wniosku, że z facetami to szkoda gadać

Chociaż dzisiaj czuję się już lepiej, więc może rozmowa nie była taka jałowa...
Mimo że pogoda bardzo średnia i dosyć przygnębiająca.Wczoraj mój K przyjechał po mnie do pracy, zajechaliśmy coś zjeść po drodze do domu. Jakoś ostatnio muszę szybciej wychodzić do pracy i zakupy są niezrobione już od tygodnia, więc stołujemy się poza domem. Może jutro się wybierzemy na jakieś uzupełnienie zapasów
po późnym obiedzie mąż obdarował mnie karimatą czym wyraził swoją aprobatę dla mojego pomysłu z jogą. No i nie mam wyjścia, dziś już muszę iść na zajęcia skoro zostałam odpowiednio wyposażona
obdzwoniłam koleżanki i dziś zaczynamy 
Wieczorem wpada do nas zaprzyjaźniona para, pewnie spędzimy miło wieczór w domowym zaciszu. Zapowiada się spokojny weekend...
wczoraj po położeniu się do łóżka wyłam jak bóbr bo mąż zażartował, gdy byliśmy u przyjaciół, że ja to jestem taka głośna baba, że gdy będę rodzić to on ucieka jak najdalej, by nie słyszeć tych wrzasków! Słucham?! Uśmiechnęłam się, ale przed pójściem spać chciałam uściślić ten żart
no i oczywiście rozpłakałam się okrutnie, a mój K. się zdenerwował, że na żartach się nie znam, a teraz wyję i nie cały blok powinien mnie słuchać jak mi prolaktyna skacze. Tak się zdenerwowałam, że nie spałam do 3 a ten mój wyrodny mąż sobie spał. Dziś wstałam dopiero po 10 z tego wszystkiego. Brzuch mnie boli strasynie jak na okres, pożarłam już no-spe forte i paracetamol, bo gdy ból się rozkręci, to nie dam sobie z nim rady i nie będę mogła funkcjonować.Zaczęłam brać bromergon w ostatnich dniach cyklu, czuję się po nim nadzwyczaj dobrze, a już się bałam, że i mnie spotkają te okropne skutki uboczne.
Wczoraj, gdy robiliśmy zakupy w ikei spotkaliśmy bardzo dawno niewidzianych znajomych. W ciąży. Pierwszy raz miałam ze znajomą ciężarną (oprócz tej w rodzinie, co się do niej przyzwyczaiłam). Zauważyłam, że byłam wycofana podczas tego spotkania. Chłopaki gadali o kuchniach jakiś innych pierdołach a ona między to wszystko próbowała wrzucić teksty o pampersach, wyprawce (dziecko do urodzenia za miesiąc). Nie zwracali na nią uwagi, zbywali uśmiechem i dalej gadali o skręcaniu mebli, a ja w ogóle nie podejmowałam tematu. Do tego czułam się fatalnie. Nieumalowana, ubrana jak szmata, zasmarkana, z zarośniętymi brwiami, a ona w 8 miesiącu ciąży wyglądała zjawiskowo! Paznokcie pięknie zrobione, dobry makijaż, w ogóle nie przytyła, wszystko poszło w brzuch. A mąż mówił mi żebym się "zrobiła" przed wyjściem z domu. Wydarłam się, że po krzesła i kilka lamp nie będę się pacykować bo chora jestem, biedna, na antybiotyku. No i miałam za swoje...
No niech ten okres przychodzi! Faza lutealna (jakby przyszedł dziś) wynosiłaby 13 dni, więc całkiem przyzwoicie, a nie tak jak ostatnio. Więc zbijam TSH (co to mi do 5,00 urosło) i tą nieszczęsną prolaktynę i już w Nowym Roku cieszę się ciążą

Tak ma być i już!
Tylko skończyłam ten wpis, wizyta w toalecie, a tam @!
cały dzień się okropnie męczyłam, ale wymiotów tym razem nie było. Mimo wszystko bardzo się ucieszyłam, tym że zaczynam nowy cykl. Czuję, że tamte 9 cykli starań były po prostu stracone, nie miało jak się udać. Problemy z tarczycą, prolaktyną... Mam nadzieję, że więcej ich nie mam i nie będę miała, a już w przyszłym roku będziemy z mężem cieszyć się dzieckiem. Synkiem ?? Tak, ktoś z takim charakterem jak ja pewnie będzie miał synka 
Wiadomość wyedytowana przez autora 4 grudnia 2014, 22:54
Weekend udany
Mąż szczęśliwy. Gdy wróciliśmy do domu, wykorzystaliśmy, że okres już się kończy. Tyyyle dni wstrzemięźliwości! Ach gorąca noc za nami 
Cały czas śpię. Wczoraj od północy do 9, wstałam wrzuciłam pranie z weekendu i poszłam spać dalej. Obudziłam się znowu o 13. Pochodziłam trochę bez celu po domu, rozwiesiłam pranie, teraz kończę śniadanie i wezmę się za mycie okien, bo już ze 3 tygodnie nie były myte, a to długo jak na mnie
potem wpada do mnie koleżanka i wybieramy się na zakupy
o ile znowu gdzieś nie zasnę. Ten weekend był dla mnie tak mało obfitujący w sen (spałam "tylko" po 9 godzin na dobę), że musiałam go odespać. Ach, ta tarczyca. Ale dobrze, że chociaż mam uzasadnienie dla mojego "lenistwa", bo już zaczynałam mieć wyrzuty sumienia. Niby biorę leki, ale lekarz mi napisał maila, że biorąc pod uwagę najnowszy wynik badania, zaleca wizytę u endokrynologa jeszcze raz by zmodyfikować dawkę. Zapisałam się na 15 listopada
a przez ten tydzień się będę mogła jeszcze wyspać 
W szoku jestem, jak pięknie słońce świeci
włączyłam sobie muzykę klasyczną i staram się pobudzić wydzielanie pozytywnych fluidów poprzez uśmiech 
Życie jest cudowne
Wczoraj się cudownie ze wszystkim wyrobiłam, a nawet udało mi się posprzątać wielką szafę w sypialni i zmusić męża do przemeblowania w sypialni
niezbyt był zadowolony, ale udało mi się go przekonać do swojej wizji
połowa sąsiadów pewnie słyszała moje argumenty 
Dzisiaj udało mi się jakimś cudem wstać o 9
ogarnęłam mieszkanie, wstawiłam dwie pralki prania i wybrałam się do pracy
a teraz mam wrażenie, że zaraz zasnę, a za godzinę przede mną zakupy, bo lodówka pusta. A potem jadę do przyjaciółki. Ma problemy sercowe i muszę ją wesprzeć, bo strasznie to przeżywa. A ponoć nieszczęśliwa miłość jest lepsza niż żadna 
Aaa i jeszcze muszę zahaczyć o jakąś aptekę, potrzebuję pojemnik na mocz. Muszę sprawdzić czy antybiotyk przegnał ze mnie bakterię e.coli!!!
Wiadomość wyedytowana przez autora 9 grudnia 2014, 15:23

Ten pamiętnik jest o staraniach i wszystkim, co tego dotyczy, a ja wiecznie wypierająca złe wieści nawet ich nie uwieczniłam tutaj
dzięki Terraska za "impuls" 
Morfologia ok,
Mocz ok (poza bakteriami e.coli; tydzień antybiotyku i dziś ponowne badanie)
APOTO ok
fT4 ok
TSH 5,00 (dostałam na to Euthyrox 25, ale był dostosowany do wcześniejszego wyniku [2,59], więc czeka mnie wizyta u endokrynologa)
PRL (Prolaktyna) 785,2 mU/l normy - 127 - 637
PRL po obciążeniu 5671 mU/l (biorę 1/2 tab. Bromergonu)
No to uzupełniłam swoje braki

Dzisiaj moja niedoczynność musiała poczekać. Musiałam niestety wstać wcześnie rano (8.00!) i zabrać swoje siuśki na przejażdżkę. Zimno! Słońce nie świeci jak wczoraj i do tego doszedł zimny wiatr. Brrr.. Najchętniej nie wychodziłaby dziś z domu, ale niestety trzeba trochę popracować. A jutro i w piątek mam nawet przyjść wcześniej. Jak ja wstanę?! Jak ja przeżyję bez spania do 12-13?!

No a teraz czas nakarmić mój pedantyzm. Sprzątanie!
coś co uwielbiam i działa na mnie kojąco
Mam wyniki badania moczu. Bakterie zniknęły. pożegnałam więc bez żalu e.colę, zostawiła ona po sobie tylko nabłonki płaskie wpw, których wcześniej nie było. Myślę, że to normalne, ale poczekam na komentarz mojego lekarza, co on na to.

Zrobiłam sobie wieczór pełen piany
w wannie moczyłam się dobre półtora godziny... dostałam wór kosmetyków od swojej szefowej. Szczególne nadzieje wiążę z kosmetykami do włosów. Chociaż im to chyba nic nie pomoże. Chyba że zbicie TSH. To samo z suchą skórą. Mąż dołączył się do moich łazienkowych uciech i było bardzo .... intelektualnie
zajęliśmy się jakimiś dziwnymi grami-zgadywankami na smartfonie 
Dziś mija 3 dzień od ostatniego seksu
juupi! ciekawe czy przez ten cały cykl uda nam się wywiązać z tego postanowienia, że lekko to ograniczamy? Pogadam jeszcze z lekarzem o wskazanej częstotliwości współżycia. Jeżeli z punktu widzenia medycznego nie ma żadnych wskazań czy przeciwwskazań wtedy ja jako psycholog podejmę ten temat psychologicznie 
Czas na rozpakowanie zmywarki i na uwodzenie mojego męża
specjalnie chyba nie muszę się starać skoro już od dwóch godzin chodzi nago po domu... ;>
Wiadomość wyedytowana przez autora 10 grudnia 2014, 22:17
Ach! Szafki w mojej kuchni pięknie błyszczą
cały poranek dzielnie nad ich stanem pracowałam. Zostało mi jeszcze w środku powyczyszczać je. W łazience poodsuwać meble i pralkę w celu gruntownego wymycia podłogi. No i jeszcze powinnam nawoskować meble w salonie. A i jutro wygonię męża na małe trzepanie... dywanu
a niech sąsiedzi patrzą jak ten walczy na patio z naszym salonowym potworem
niech da dobry przykład reszcie facetów 
Jutro też postanowiłam wysłać męża małymi krokami na różne badania. Kończy się rok, trzeba zobaczyć jak tam jego zdrówko. Na początek niech sprawdzi sobie morfologię krwi i zrobi ogólny mocz. Za badanie nasienia chyba weźmiemy się chyba w styczniu lub lutym jak nam nic nie wyjdzie ze starań. Nie ma co się niecierpliwić, tym bardziej, że ten mój wynik tarczycowy może trochę się zbijać. Prolaktyna to ponoć szybkie do unormowania, więc raczej nią się nie przejmuję. Powoli coś mu napominam o konieczności takiego badania, tak żeby go psychicznie go nastawić

A teraz czas na naleśniki! Same się nie zrobią niestety
do tego koktajl bananowo-malinowy
a potem ruszam na jogę
trzeba dbać o swoją kondycję psycho-fizyczną
a na tym się dzień nie kończy, bo zapowiedziała się moja siostra z partnerem na wieczór do nas 
... a ja najchętniej po prostu poszłabym spać w najlepsze
Ca za piękny dzień! Słoneczna niedziela
gdyby nie zakwasy po piątkowej jodze, byłoby idealnie!Na obiad dziś robię pyzy z mięsem, przychodzi siostra z partnerem :)Wieczorem spotkanie z przyjaciółką.
Wczoraj miałam takie piękne ambitno-sprzątaniowe plany... Powoskować salonowe meble, wyczyścić wnętrza szafek w kuchni, zagonić męża do wytrzepania dywanu... Zamiast tego było leżenie i oglądanie filmów. Wojennych, potem romantyczno-dennych. Oczywiście na każdym płakałam jak bóbr. Ale czego spodziewać się po kimś co płacze na reklamie czekoladek merci... ?

A potem mój mąż mnie wkurzył
zawsze jak wariatka pilnuję, żeby nie kąpał się w gorącej wodzie. Udało mi się sposobem nawet przekonać go do brania prysznica
(nawet nie pytajcie co ja muszę robić z nim pod tym prysznicem
) a on kocha gorące kąpiele. Korzystając z mojej nieuwagi, poszedł sobie mój K. do łazienki i urządził tam saunę! Gdy z niej wylazł, para buchnęła wprost do przedpokoju. Wtedy wkroczyłam do akcji ja z moją rozdartą paszczą! Jak on mógł zabić nasze pół-dzieci?! Kurde, ze dwa miesiące udawało mi się go upilnować, a tu... Wylazł z czerwonymi plamami na całym ciele od gorącej wody, ale z takim bananem na gębie... No jak dziecko!
i to "tuż" przed owulacją! No syna z tego nie będzie, wszystkich przegonił. Moje wywody skomentował, że jestem szurnięta i żebym poszła na terapię do swoich koleżanek 
W takim razie czas na podsumowanie planu staraniowego na ten cykl.
-K. nie pije w ogóle, ja wypiłam w zeszły weekend dwa (no dobra 4) drinki

-seks jest co 3 dni
nawet fajnie to wychodzi, bo to bardzo wpłynęło na jakość stosunków 
-aktywność fizyczna - ja wprowadziłam, mój to tylko gra w fife na xboksie (chyba źle mnie zrozumiał)

-K. cały czas łyka suplementy, aż mu w gardle stają

-testy owulacyjne - już niedługo pójdą w ruch

-zajęcia odwracające uwagę w drugiej części cyklu (jeszcze w niej nie jestem ale ... to będą święta, sylwester i takie tam
)- pozytywne nastawienie - ciągle jest - uśmiech ciągle jest

Czyli nie jest tak źle, gdyby nie ta kąpiel to byłoby idealnie
I znowu wychodzi słońce
pogoda zdecydowanie mnie satysfakcjonuje, wcale nie potrzebuję mrozu i śniegu do świąt 
Dzisiaj byłam u endokrynologa. Mogłam sobie w końcu ponarzekać, mówiłam o tym moim spaniu, tak suchej skórze, ze aż mnie swędzi przy jej naciąganiu. O moich smutnych włosach
aach jak dobrze sobie pomarudzić. Zwiększył mi dawkę euthyroxu. Teraz zamiast 25 mam brać 50. Za 6 tygodni kontrola. A przed wizytą mam zrobić usg i hormony tarczycy. Oczywiście, za 6 tygodni to ja będę w ciąży
dostałam też końską dawkę witaminy D, ma mi to wszystko pomóc. Za jakiś tydzień już pożegnam się z tą moją sennością. Lekarz powiedział, że powinnam ten czas wykorzystać na.... spanie. Skoro mi się chce spać, to czemu mam tego nie robić ?!
W sumie racja, dziś odpuszczam sobie pójście do pracy! Pośpię sobie, a co!
A już niedługo wrócę do żywych.Wczoraj tak się chwaliłam, jak to ja potrafię swoje dzikie popędy seksualne hamować
yhym. No jakoś mi nie wyszło
w ogóle jakaś kurde niewyżyta jestem pod każdym względem. Ten mój mąż to jakiś biedny jest. Z jednej strony molestuję go na tle seksualnym, a z drugiej drę się o wszystko, co mi nie pasuje. Wszyscy nasi znajomi nie mogą się nadziwić skąd we mnie tyle rozbuchanej energii. Ja nawet jak mówię to potrzebuję 10 metrów kwadratowych, żebym mogła to robić spokojnie
a jeszcze bardziej się dziwią, że mojemu K. to się nie udziela i potrafi zachować stoicki spokój wobec moich "wyczynów" 
A i żeby nie było, że ciągle jestem taka pozytwno-nakręcona wariatka (tego już nie musicie czytać, bo to są tak zwane pierdoły, ale chyba mi się nazbierało i muszę znaleźć ujście, bym się nie absorbowała nieprzyjemnymi odczuciami)

Dziś uroniłam łzę. Do końca nie wiem dlaczego, nie chcę też za bardzo o tym myśleć. Ale sprawa wygląda tak, że ogólnie nasza rodzina wie, chcielibyśmy mieć dziecko. Wcześniej nas ciągle wypytywali, a my nie chcieliśmy i mówiliśmy o tym wprost. Tak samo wprost powiedzieliśmy, że tak, no już byśmy chcieli. Ale gdy okazało się, że mam problemy z tarczycą i prolaktyną, to stwierdziłam, że nikomu tłumaczyć nie będę. Wie o tym tylko moja mama, siostra i przyjaciele, bo jesteśmy z nimi bardzo blisko i mamy od nich serdeczne wsparcie. Reszta się nie dopytuje, ale widzi, że jestem jakaś nieswoja, nie ukrywam że łażę po lekarzach, biorę jakieś tam leki (chociaż nie mówię w jakim celu). A teraz do sedna. Dzwonię dziś do swojej Babci (prawie jak codziennie), pytam jak zdrowie, bo tydzień temu pękło jej naczynie krwionośne w oku i przestała widzieć. Teraz stopniowo jej wzrok wraca, ale to następuje bardzo powoli. No i ona opowiada mi o tym swoim widzeniu, potem dalej coś o swojej ciężarnej (termin na początek stycznia) synowej. A że była dziś u lekarza, że biedna miała dwa światła do przejechania i się nasiedziała 15 minut w samochodzie. No to Babci mówię, żeby się cieszyli, że mają dwie sygnalizacje świetlne na całe miasto, bo ja dziś rano to prawie godzinę do Gdyni jechałam do lekarza, więc 15 minut to wcale nie tak dużo. babcia przyznała rację i dalej tam opowiada, opowiada, a to jak pies coś zrobił, jak dzieci do szkoły, jak ta ciężarna musi pojechać w jednym samochodzie wymienić koła, a w drugim dokręcić śruby u mechanika. Ale dobrze, że zna tam jednego pracownika, bo inaczej to by źle jej te koła powymieniali "alby" śruby dokręcili. A jeszcze w piecu trzeba napalić, a nie ma komu, bo syn za granicą, synowa w wysokiej ciąży a Babcia słabo widzi. A w piwnicy ciemno. No i tak pół godziny. Między czasie tych zapierających dech w piersiach opowieści przeczytałam ulotkę vigantola, rozwiesiłam pranie, zrobiłam sobie herbatę i wypiłam wszystkie swoje leki i suplementy. Co chwila wtrącając do "rozmowy" swoje - "yhym...tak..". Babcia w końcu mówi, że w końcu to ona musi iść do pieca i tam nie da rady ze mną rozmawiać, więc kończymy. "Pozdrawiam Ciebie, K. i Waszego kotka, trzymajcie się Kochani, buziaki od nas" tak zakończyła. "ok, Babciu, papa, Wy też się trzymajcie". Kiedy zabrałam słuchawkę od ucha i już dotykałam przycisk zakończ na wyświetlaczu usłyszałam: " A! A., a co u Ciebie?" Tyle że mój telefon już się rozłączył.
No i w tym momencie pojawiła się ta łza. Pewnie bym powiedziała, że super,że wszystko ok. Ale tak jakoś dotknęło mnie to jak Babcia ciągle (bo dziś to nie pierwszy raz) gada o sobie, swoim domu (wnukach, ciężarnej synowej, sąsiadach, psie), a pytanie co u mnie pojawia się, gdy rozmowę trzeba kończyć. Wiedziała, że byłam u lekarza, a nawet nie zapytała. Ważne że ona była u lekarza, że synowa była dziś u lekarza i tyle. Przecież ja bym powiedziała, że fantastycznie. No kur.... Znowu się rozkleiłam. W sumie to nie wiem, o co mi chodzi. Koniec szklenia oczu, czas spać!
Wiadomość wyedytowana przez autora 15 grudnia 2014, 12:32
Wyczuwam podekscytowanie nadchodzącą owulacją
oczywiście, zdaję sobie sprawę, że dopiero mija 19 dni od rozpoczęcia kuracji bromergonem i euthyroxem (i to złą dawką!) i raczej nic z tego nie będzie, ale było by miło, gdyby jednak wyszło. Zresztą pomarzyć dobra rzecz. Dzieciak spłodzony teraz urodziłby się we wrześniu (tak jak mój mąż)
a najgorsze i najcięższe miesiące ciąży wypadły by na lato. Super wizja
no ale chociaż nie musiałabym szukać okryć wierzchnich w postaci płaszczy i kurtek dla ciężarnej (czyli dla mnie!). No jakaś wariatka, ze w ogóle o tym myślę. Ale dzisiaj jakoś mnie naszło na marzenia 
Wczoraj wieczorem mój mąż otrzymał wyniki z morfologii i badania moczu. O tak profilaktycznie zrobił. A tam lekka niedokrwistość (chociaż dzień przed badaniem "poważnie" się skaleczył, a nawet niewielkie rany wpływają na wynik). Nie zwracam więc na to uwagi. Najwyżej kupię mu żelazo i będę podawała co dwa dni, co by się wypróżnić mógł komfortowo (to przecież takie ważne w życiu faceta). No ale coś co mnie zastrzeliło - cholesterol - tak wysoki, że miałam ochotę go zabić (zanim zdąży mi zejść na zawał)! No więcej latania po KFC, amerykańskich restauracjach w celu owalenia wielkiego hamburgera z wołowiną! A co najlepsze on w ogóle się nie przejął tymi wynikami!Powiedział, że mam nie histeryzować i poczekać na komentarz lekarza!
Dodatkowo zauważyłam, że ma właśnie jakieś żołądkowe problemy przez to jedzenie. Ciągle pierdzi jak stary pies który już nie kontroluje swoich zwieraczy! Już drugą noc ma szlaban na spanie ze mną w sypialni. Bo ja nie będę się tam dusić! Niech sobie sra gdzie indziej. W pakiecie wygoniłam też kota. Strasznie chrapie i mam go dość w nocy

Achhh... miłego wieczoru
No kurde! Ten mój K. przesadza! Tak się zaabsorbował tym, ze jego plemniczki muszą dojrzewać a nie być bezmyślnie wystrzelane w jamę mojej szyjki macicy, że aż mnie irytuje

Wieczorem około 22 już wypachniona i czyściutka położyłam się do sypialni rzucając tylko pytanie, czy dzisiaj dalej męczą go te wstrętne pierdy. Gdy obwieścił, że już tak nie sra, powiedziałam, że w takim razie MOŻE spać w sypialni
a on dalej pogrążony w odmętach internetu. Poczytałam sobie gazetkę na uspokojenie, "czemu on jeszcze nie przychodzi?". Żeby nie pomyślał, że już śpię. Zadzwoniłam do koleżanki i rozmawiałam głośniej by mój samiec zwrócił na mnie uwagę. W końcu wziął prysznic, wskoczył w swoje obrzydliwe kalesony i z rozbrajającym uśmiechem wkroczył do sypialni. Hmmm cóż, mam chcicę, więc co tam te kalesony. Przecież je ściągnę! No to się tulę, przymilam, wzdycham. W końcu opowiadam mu kawał, którym wprost daję mu do zrozumienia, że potrzebuję "wydupczenia", a on na to, że jest zmęczony
a bo jakieś umowy miał trudne do podpisania, dokumenty do sprawdzenia. Bla, bla, bla
i chciał GADAĆ! No ktoś mi męża podmienił!
A faktycznie moje podejrzenia wzbudził już od progu, gdy wrócił z pracy i oświadczył, że się bierze za siebie i będzie zbijał ten cholerny cholesterol. No nic, więc sobie pogadaliśmy, pośmialiśmy, poprzytulaliśmy się troszkę, pocałowaliśmy i poszliśmy spać.A tak bardziej staraniowo-objawowo.
- Dość mam już tego wstawania w nocy na sikanie! Wstaję ze 2-3 razy. Strach pomyśleć, co będzie ze mną gdy już będę w ciąży! W dzień też latam jak kot z pęcherzem. A nic mi nie jest, bo się badałam przecież.
- Dziś już 14 dzień cyklu, a mój śluz jest totalnie do dupy. W zasadzie może nawet i jest w dupie, bo go nie ma. Płodnego nie ma. Bo jakiś tam taki białawo-kremowy jest.
- Dziś zaczynam testowanie owulacyjne
od 15 do 17 nie piję nic, bo nie wolno!
akurat ostatnia godzina pracy, pół na powrót do domu. A te następne pół godziny jakoś sobie zajmę.- Wieczorem czekam na męża, aż wróci z firmowej kolacji wigilijnej. Jak mu dobrze, rozbijać się po luksusowych hotelach, gdy jego zona w tym czasie walczy z woskowaniem mebli! Tak dziś to zrobię w końcu
Potem kąpiel, wskakuję w dziki seksowny strój, a gdy mój K. wróci, nie będzie miał wyjścia
w końcu dziś 3 dzień wypada 
Cóż, czas do pracy!

Aaaaaa powinnam częściej zastanawiać się nad moim śluzem! Piękniutki mój! Ach, cudownie rozściągliwy! Prawdziwy! Pierwszy raz od odstawienia tabletek antykoncepcyjnych taki widzę
Wiadomość wyedytowana przez autora 17 grudnia 2014, 14:14

Wczoraj tak szalałam ze sprzątaniem, że myślałam, że już umrę jako pedantyczna bohaterka. Nasze mieszkanko wygląda idealnie. Pozostaje tylko udekorowanie choinki (no trzeba ją kupić!) i reszty domu
chociaż święta spędzamy 200 km od domu to i tak chciałabym żeby nasze gniazdko było świąteczne 
Wrócił mój szurnięty mąż z korpo-wigilii . Jakiś bardziej szurnięty niż ja! Przyniósł mi jakieś tam pralinki. No cudowne, smaczne, jakieś z drobinkami prawdziwego złota, z kaktusem, reszty nie pamiętam. Było ich tylko 8. Zżarłam większość ja, zostawiłam mu ze dwie
idziemy się kąpać, a ja chciałam zaprogramować pralkę na następny dzień by się wyprało i sprawdzałam jego kieszenie. I tam patrzę, a tu jakiś rachunek. Zawsze sprawdzam, czy to ważne, czy się przyda w razie jakiegoś zwrotu czy gwarancji, tym bardziej, że suma z paragonu to prawie 400 zł. I patrzę co to takiego, a to kuuuuuurrr..... te pieprzone czekoladki!!! Myślałam, że go zabiję! Toć to mój rachunek za prąd
drę się potwornie na niego, a on ze skruszoną miną tłumaczy że w hotelu częstowali ich takimi czekoladkami i nie mógłby sobie darować jakbym ich nie spróbowała, więc kupił mi takie!!!! No kuuur...... Teraz moja kupa będzie jedną z najwartościowszych jakie miałam i może będzie świecić mi prosto z klopa drobinkami szczerego złotego pyłu! 
Gdy się uspokoiłam, to stwierdziłam, że to nawet słodkie. Tak, te czekoladki też, ale mój mąż taki słodziak z niego czasem

Potem w końcu seks. Cuuuudowny! Mąż mówił, że jeszcze nigdy nie czuł takiej wilgoci ode mnie
śluz robi swoje! Może dzieci z tego nie będzie, ale jak narazie wystarcza mi mój śliczniutki śluz.Wczoraj robiłam test owulacyjny około 17 po dwóch godzinach niepicia niczego. I test cudownie negatywny. Do owulacji mam jeszcze trochę czasu.
Aa.... czas do pracy!
Wiadomość wyedytowana przez autora 18 grudnia 2014, 11:08
trochę się pomęczyłam i padłam. Spałam do 9 i postanowiłam zacząć kurację. Nie mam zamiaru rozłożyć się na święta. Herbata w miodem i cytryną plus koktajl owocowy mają mnie postawić na nogi. Narazie nie chcę nic innego brać. Położę się i przeleżę ten dzień pod kołderką 

Kocham herbatę. Mogłabym ją pić hektolitrami
Chociaż teraz ograniczyłam picie jej do 2, no max 3 na dzień. A tak to piję wodę.Wczoraj gdy wyszłam do pracy, zaczął boleć mnie okropnie brzuch. No prawie identycznie jak na okres. I było mi niedobrze. Do tego dreszcze, wrażenie, ze się pocę jak świnia (ona się poci? czemu takie porównanie mi przyszło do głowy?). Gdy dotarłam do pracy, szefowa porażona moim wyglądem dała mi Neosine (przeciwwirusowy), zrobiła miętę. Miałam luz. Mięta trochę pomogła, ale nie na długo. Zjadłam zupę pomidorową (mimo że nie przepadam za zupami). No było mi trochę lepiej.
Po powrocie do domu trochę odpoczęłam, a gdy mąż wszedł do domu wyciągnęłam go na spacer (pod pretekstem zakupów). Niech się zacznie trochę ruszać. Pracę ma za biurkiem, siedzi więc na dupie cały czas. Do pracy ma jakieś 200m do przejścia od domu. Stąd ten cholesterol. Więc powiedziałam mu że trzeba w końcu się rozejrzeć za czymś na choinkę (w tamtym roku olaliśmy choinkę i nie ubieraliśmy, siostra przyniosła gotową udekorowaną suszonymi owocami, cynamonowymi pałeczkami i innymi pierdołami, bo nie mogła patrzeć jak olewamy tradycję
). Prezenty w ogóle nie kupione! K. zgodził się, że faktycznie mamy parę zakupów pilnych i możemy POJECHAĆ! Nie, nie, Kochaniutki! Pieszo! Zacznij chodzić, bo Ci niedługo nogi zanikną pod rosnącym brzuchem! Niechętnie, ale się zgodził. Prezenty w ogóle nie kupione nadal. Choinka jako-tako. Mamy tylko bombki, kupiliśmy ich z 50. Nie chcemy jakiejś wielkiej choinki. Nie mamy czubka i kokard na nią jeszcze... Znając nas to będzie łysa, bo nie będzie nam się chciało poszukać reszty
no nic, poniedziałek mam wolny dzień od pracy więc może wtedy się tym zajmę jeżeli nie zabraknie mi czasu, bo przecież jeszcze trzeba kupić prezenty... Bleeeeee a my do tego wszystko mamy razy dwa, bo w styczniu obchodzimy jeszcze raz święta wg kalendarza juliańskiego jako grekokatolicy. Może na drugie Boże Narodzenie mi się bardziej zachce ogarnąć, bo teraz zupełnie nie mam ochoty na to. A tu pierogi czekają. Obiecałam Teściowej, że zrobię na wigilię i przywiozę. No a jak moja Mama podpatrzy, to i dla niej będę musiała na 6 stycznia zrobić!
właśnie na dzisiaj miałam zaplanowane lepienie pierogów. A tak mi się nie chce....Żeby poczuć klimat świąt, włączyłam sobie jakieś tam piosenki świąteczne i staram się przestawiać na tryb bożonarodzeniowy
może zadziała, a pierogi same się zrobią 
Dobra, dosyć tego pisania głupot. Czas na sprawy poważne.
- Śluz jest cudowny, dalej rozściągliwy. Obfity. Nadal mnie kręci jak cholera.

- Wczoraj ze względu na moje złe samopoczucie i negatywny test owulacyjny (ale pojawiła się już blada kreseczka) seksu nie było. Romansowałam za to z gorącym termoforem. Smyrał mnie nieśmiało swoim gorącym dotykiem po brzuszku

- Kot mój ma mnie za swojego odźwiernego. Poluje na mewy i gołębie. Głośnym miauczeniem domaga się wypuszczenia na balkon. Potem lata jak wściekły, przepłasza te ptaszyska. A później dumnie paraduje z ogonem podniesionym do góry po balustradzie balkonu. Nieraz słyszę pod naszymi oknami okrzyki zachwytu, jaką on to ma równowagę, że chodzi tak po okrągłej poręczy, obraca się w drugą stronę na niej i staje na dwóch łapach
a prawda jest taka, że nasz balkon jest osiatkowany, tyle, że z dołu ludzie tego nie widzą
Nieraz sąsiedzi do nas przyłazili, żeby nas ostrzec, że zaraz nam kot poleci z balkonu. Siatkę musieliśmy założyć, bo nasz koteczek atakował psa sąsiadów z mieszkania obok
poza tym, po co mam się stresować, że kocur pójdzie i nie wróci. Latem wszystko spoko. Drzwi na balkon są cały czas otwarte, a zimą? Masakra. Ciągle otwieraj bo miauczy, żeby go wypuścić na balkon, a później otwieraj bo się drze, żeby go wpuścić. I tak w kółko. Można oszaleć. Czasem nawet nie zdążę usiąść na kanapie, bo już muszę otwierać drzwi
ostatnio mąż stwierdził, że nie może się doczekać, kiedy będziemy mieli dziecko, bo to co się porobiło z nami przez tego kota to już kliniczny pier-do-lec
ten sierściuch za nami łazi krok w krok, nawet jak wychodzimy do toalety. Nie wspominając, że gdy my się kąpiemy to on zawsze leży na brzegu wanny i moczy łapy
a my tylko siedzimy i-Ojej popatrz! Jaki słodziutki nasz puci-puci!
- Och, jak łapkę pięknie trzyma na ogonku!
Yhhh, dziecko ty nasze kochane, przyszłe jeszcze niedoszłe! Przychodź szybciej, bo matka z ojcem totalnie ześwirują na punkcie swojego kota i będziesz mieć ciężko w życiu!
Porada dnia z Ovu

Chcecie poprawić parametry nasienia? Weźcie zimny prysznic 30 minut przed gorącą nocą. Zimna woda stymuluje ciśnienie krwi i poprawia ruchliwość plemników.
Yhym... w sam raz dla mojego ukropo-lubnego męża

hmm.. taaak... wezmę go z zaskoczenmia
Ciężarna synowa mojej Babci urodziła! Miała termin na 5 stycznia, a Mały wyszedł na świat dzisiaj! Zdrowiutki, 10 pkt, 3450g, 55 cm
Mam Brata! Ciotecznego, ale zawsze Brata
24 lata młodszego
od rana chodziłam podekscytowana wiadomością, że S. pojechała do szpitala, bo ZACZĘŁO SIĘ!
już rozmawiałam z S. przez telefon. Słyszałam Małego... Ach.. popłakałam się... Cudowne skrzeczątko!Wczoraj po lepieniu pierwszej części pierogów pojechaliśmy na wigilię ze znajomymi. Było z 40 osób, ale bardzo miło i rodzinnie. Wszyscy zdziwieni tym, że Sylwestra chcielibyśmy spędzić tylko we dwoje. Nigdy nie mieliśmy takiego sylwestra. Zawsze z ludźmi. A to nasz 7 wspólny sylwester
oczywiście optymistycznie zakładamy, że w przyszłym roku jeż będzie z nami berbeć nasz, więc nici z wchodzenia w Nowy Rok podczas seksualnego uniesienia 
Lecę dalej walczyć z tymi pierogami, ale chyba zostanie mi roboty na jutro, bo kurczę dziś mamy urodziny koleżanki. Muszę jeszcze zatankować samochód, bo to dalszy kawałek drogi do niej, a totalnie niezrobiona jestem w kwestii makijażu. Nawet nie wiem, w co mam się ubrać

A no i jeszcze temat staraniowy podejmę:
- Mąż dalej nie pije. A ja wczoraj owaliłam butelkę wina. Sama. Hmm.. cudowny seks po alkoholu
dziś urodziny więc chyba na zasadzie załamania kontroli znów sobie wypiję
a co tam!- Śluzik wczoraj nadal piękny, rozciągliwy na jakieś 5 centymetrów!!!! Wow!! Pierwszy raz takie rzeczy widzę :o
- Testy owulacyjne nadal jakieś takie negatywne, ale dzisiaj chyba nadal będziemy płodzić naszego Malucha

- Pozytywne nastawienie się nadal utrzymuje. Dziś nasz Mały urodzony, zwolnił brzuszek swojej mamusi, żeby kolejny brzuszek (najlepiej mój) mógł zostać zamieszkany. Natura nie znosi przecież próżni!
- Wczoraj po seksie jak idiotka leżałam z poduszką pod dupą, coby cenny płyn ustrojowy mojego męża zbyt szybko nie wypływał
mąż drugi wariat ciągle mi ją poprawiał
śmieszyło mnie to tak bardzo, że w zasadzie całe nasienie i tak wypłynęło 

Ovu wyznaczył mi owulację. Na piątek (16dc). Spodziewałam się jej w niedzielę. Testy owulacyjne mi jej jakoś nie pokazywały, chociaż w piątek gdy patrzę na zdjęcia widzę, ze wtedy była najmocniejsza kreska. No ale to nie była kreska świadcząca o pozytywnym teście. Więc chyba nie wyłapałam jej testami. Może powinnam robić dwa razy dziennie, żeby nie przegapić. Czy mam tyle chęci i aż tak mi zależy? Nie sądzę.
zobaczymy w następnym cyklu
Oznak owulacji jakiś szczególnie nie miałam. Nic nie bolało, nic nie kuło mnie w jajnikach
tylko ten cudowny śluzik. Mam nadzieję, że wystarczy 
W sobotę po urodzinach koleżanki mieliśmy taki cudowny seks, jak nigdy w życiu
męża uszczęśliwiłam założeniem szpilek i bodystocking
ogień 
Wczoraj nasze szczęście osiągnęło apogeum. Poszliśmy po choinkę. Ubieraliśmy ją pół dnia. Nawet nie spodziewałam się, że tak fajnie nam wyjdzie. Potem pojechaliśmy w końcu na zakupy. Większa część prezentów kupiona. Kupiłam też cudowne body dla Małego, urodzonego w sobotę. W wigilię zalecimy do niego w odwiedziny. Dziś moja siostra odbiera go i jego mamusię ze szpitala (tatuś za granicą, w wigilię odbieramy go z lotniska i razem jedziemy do rodzinnego miasta).
Gdy wczoraj ubieraliśmy choinkę, co chwila łzy napływały mi do oczu i płakałam ze szczęścia. Ja, mąż, nasz szurnięty kot, kolędy, świąteczna atmosfera. Jesteśmy tacy szczęśliwi. Bo czego nam brakuje? Mamy pracę, jakieś pieniądze, zdrowie (jako takie, ale ok
), fajnych przyjaciół, wspierającą rodzinę, własne gniazdko... 
Wczoraj wieczorem wpadli do nas Sąsiedzi. Przynieśli nam pierniki na choinkę
z uciętych gałęzi naszej jodły postanowiłam zrobić trzy stroiki, jeden dla nas, drugi dla przyjaciół i trzeci dla naszych Sąsiadów. Przerosłam sama siebie. Nigdy nie byłam typem "artystki" i "estetki" a tu patrz! 
No to teraz chwalę się naszą pierwszą choinką


image hosting gif
A tu body dla Malucha


image url upload
Będę miała córkę. Dziś postanowiłam wybrać się do lumpa na dole. Bo dostawa była. Chciałam sobie coś na święta kupić może... No nic specjalnego nie było, ale mężowi udało się na lato kupić spodenki na lato jeszcze z metką. W fajnym kolorze. Chociaż on pewnie powie, że "pedalskie" czy jakie tam. Zabrałam się też za wieszaki dziecięce bo nowoupieczona mamuśka prosiła by jakieś spodenki Jaśkowi poszukać (tak będzie się nazywał
). No to nawet znalazłam takie na rozmiar 62. Myślę nawet spoko, miękkie imitujące jeans i do tego na gumeczce, nogawki ściągane. Tylko ta gumeczka taka jakaś lekko różowawa, no biała ale różowawa. Gadam więc z ekspedientką. Ona ma syna i mówi, że no raczej jednak dla dziewczynki te spodenki. Mówię jej - wrzuci to Pani na wagę. A ta - 83 grosze. Mówię - no to wezmę. Przychodzę do domu. Porównuję spodenki męża z innymi jego spodenkami. No idealnie trafiłam w rozmiar. Ja to mam oko - się cieszę. Biorę do maleńkie tyci tyci spodenki. A tam SERDUSZKA - tyci tyci serduszka! Na pierwszy rzut oka nawet ich nie widać... No ale stwierdziłam, że przecież nie dam Jaśkowi czegoś z takimi SERDUSZKAMI! Wyjście jest tylko jedno. Będę miała córkę i po kłopocie. 83 grosze nie mogą się zmarnować. Co to, to nie!Teraz lecę do pracy
już nie mogę się doczekać! PREZENTY! Ja oczywiście też wiozę dwie torby prezentów
Potem do domu, ostateczne ogarnianie mieszkania. Wypad do galerii bo brakuje nam 3 prezentów dla dzieciaków. Z pierogami się uporałam i mam całą szufladę w zamrażarce wypełnioną
.... jeszcze trochę i święta!

