X

Pobierz aplikację OvuFriend

Zwiększ szanse na ciążę!
pobierz mam już apkę [X]
Pamiętniki starania Z kotem w głowie i na kolanach...
Dodaj do ulubionych
1 2 3

27 stycznia 2015, 10:13

23 dc (11 cs) 10 dpo

Znowu śnieg! Znowu wściekłe mewy piszczą za oknem! Nie mają dziś za dużo do żarcia. Potem wyślę dziewuchy, co by nakarmiły te głodomory! Znowu czeka na mnie pod blokiem zasrany i zaśnieżony samochód! Moje życie jest piękne.

Już już miałam "świetny" pomysł, żeby wykorzystać 10 dpo i zrobić test ciążowy. Ale wraz z pierwszym szczochem puszczonym nieświadomie w kanał szybko mi on przeszedł :D bez żalu spuściłam wodę, dziękując przeznaczeniu, że chroni mnie przed widokiem jednej kreski.Zawsze starałam się tego uniknąć i przez 10 cykli starań zrobiłam może ze 2 testy ciążowe, a teraz coś mnie naszło... :/ baby, to jednak czasem mają głupie pomysły :D poczekam więc do piątku wtedy to będzie "już" 13 dpo to może coś będzie widać, a zależy mi żeby wiedzieć ewentualnie co mam mówić endokrynologowi. No i jutro muszę wybrać się na badanie krwi, bo tak od czwartku to odłożyłam w czasie, że zapomnę całkiem :)

Dziewczyny nadal grzeczne, czasem widać ze tą małą W. miota szatan. Jest nadpobudliwa ruchowo, dość głośna i zachowuje się jakby była doroślejsza niż jest, a nie jak dziecko. 8 latka prosi mnie bym przełączyła kanał z bajkami na program "zdrady" czy tam "zazdrość". No nie wiem, bo nie włączyłam, domyślając się treści jakie ten program niesie i sądząc że to nie program dla ośmioletniej dziewczynki. Zdenerwowałam się i wyłączyłam w ogóle TV i zaproponowałam grę w monopol. A co Wy! Szybko jej uwaga powędrowała w stronę patyczka ze wstążkami i kota-wariata.

No a jak już jesteśmy przy kocie-wariacie (on chyba ma panią-wariatkę, bo ciągle do niego gadam, wprost gęba mi się nie zamyka). Przepraszam, że Was zamęczam swoimi kocimi opowieściami, ale no spójrzcie. No podzielcie mój zachwyt! Czy to nie jest stworzenie IDEALNE?!

IMG_0509_jpg.jpg
how do you print screen

28 stycznia 2015, 09:57

24 dc (11cs) 11 dpo

Odębniłam badania laboratoryjne i wkurzyłam się na swojego ginekologa. Babki w labo pytają mnie czy robimy badania ze skierowania od endo czy od wszystkich lekarzy? Jak to od wszystkich, miałam tylko od endo. A nie, nie, jeszcze doktor Stukan na prolaktynę wystawił, no i czy ma pani tyle czasu, bo po obciążeniu też trzeba zrobić. No dobra mam, niech pani robi.
Ja nie wiem, czemu on mi nie powiedział, że wypisał skierowanie. Gdyby nie to, że miałam robić badania na piątek, to nawet bym nie wiedziała, że czeka na mnie skierowanie od ginekologa! A jeszcze do tego badania prolaktyny należy się przygotować. Zero seksu przed badaniem (u mnie oczywiście był, i to z dużą aktywnością skierowaną na piersi, a to bardzo wpływa na poziom prolaktyny), zero ćwiczeń (a ja ćwiczyłam wieczorem przed badaniem) i wzięłam na noc Bromergon. Hyyhy, to chyba doktorek się za wiele nie dowie, jak zobaczy wynik mojej prolaktyny :D no ale to nie moja wina!

Mam teraz te dziewuchy u siebie. Wczoraj gdy już poukładały się spać, poszłam pogadać do męża gdy ten się kąpał. I ja jak to ja, tak śmiechem-żartem, na twardzielkę, że ja to bym oszalała z dziećmi. Bo jak one syfią, kurzą i noszą piachu z plaży do domu :D a jedzą tak, że okruchy to na 5 metrów od stołu leżą :D Mąż się zaśmiał, że on też średnio ogarnia to, że ktoś mu się po domu szlaja i ciągle coś chce :) a ja w płacz! BO JA CHCĘ TEN SYF! TEN ROZGARIASZ, MŁYN I ROZPIERDUCHĘ! No jak nic za kilka dni okres. PMS w całej okazałości. Weź, ty się durna babo w garść i ogarnij! Hormony nie mogą rządzić! Potem piękny seks w naszej sypialece z bachorami za ścianą. Po cichutku :D haha i znowu płacz jaka to ja jestem SZCZĘŚLIWA!

Oj jestem, jestem :D

4 lutego 2015, 17:18

4 dc (12 cs)

No i mam 12 cykl starań. Zaczął mi się on 1 lutego, więc już nie muszę zaglądać ciągle do swojego wykresu, by sprawdzić w którym dniu cyklu jestem.

Okres miałam bardzo skąpy i w ogóle nie podobny do tego co wcześniejsze. Trwał 3 dni z czego jeden to lekkie krwawienie, drugi normalne średnie, a ostatni to plamienie. To miła odmiana. po co mi 5 dni okresu? Poza tym pierwszego dnia normalnie mogłam funkcjonować, nie leżałam w łóżku z termoforem, ani nie łykałam dziesiątek paracetamolu czy no-spy. Dwa paracetamole mi starczyły na cały dzień.

Miałam też dom pełen gości, wtedy u mnie było pięcioro dzieci i sześcioro dorosłych plus ja, mąż i kot. Nie miałam głowy do przeżywania tego, że się nie udało. Powiem Wam szczerze, że miałam nadzieję, że to może już. Nawet kilka dni po owulacji postanowiłam jak idiotka zapisać się na wizytę do ginekologa, bo może się udało, to nie będę się stresować, że będę miała trudności z zapisaniem się na pierwszą ciążową wizytę. Oczywiście odwołałam ją już i zwolniłam miejsce drugiej takiej histeryczce jak ja.

Teraz nadal mam dzieci, tyle że już drugi turnus. Teraz mam dwie młodsze, jedna 7 lat, druga 5. Są mało samodzielne i ciągle nad nimi skaczę, mam wolne w pracy, więc daję radę, poza tym jest z nimi nasza wspólna Babcia. To słodkie dziewuszki, ładnie się bawią, są wiecznie uśmiechnięte i wesołe, ale... No nie wiem. Przywiózł je do mnie ich ojciec. Zaprosił nas na chrzciny, a mojego K. na ojca chrzestnego, pokazywał nam mnóstwo zdjęć Jaśka. Mój mąż zachwycony małym, a ja zazdrosna jak cholera... Wyłam pół nocy, bo ja też już o tej porze "powinnam" mieć dziecko! A on ma już 3! A tu mi okres się pojawił. Ech... nie mam czasu za bardzo o tym teraz myśleć.. Dziś tylko poszłam w końcu do tego endokrynologa. Jest zachwycony moimi wynikami. Powiedział, że wypisuje mi skierowanie na badania kontrolne, na wypadek jakbym zaszła w ciążę i mam się natychmiast do niego zgłosić. Powiedział też, żebym w ogóle nie brała do głowy tych wcześniejszych starań, bo nie miało prawa się udać. Teraz mam zacząć od nowa.

No to zaczynam....

7 lutego 2015, 13:52

7 dc (12 cs)

A i jeszcze do tego wszystkiego co powyżej, to nauczyliśmy się cichego seksu na bezdechu. To takie nasze małe osiągnięcia wynikające z dwutygodniowego przetrzymywania dzieci w naszym mieszkaniu.

8 lutego 2015, 23:09

8 dc (12 cs)

Wczoraj późnym wieczorem zmarła Babcia mojego K. Dowiedzieliśmy się o tym gdy nasz dom wypełniał śmiech, muzyka i tańce z dzieciakami... Mąż bardzo to wszystko przeżywa bo jeszcze nigdy nie zaznał jak to jest stracić kogoś bliskiego... Dzisiaj na wariata jechaliśmy na Mazury, by być blisko Dziadka. Wspolnie z Babcią w tamtym roku obchodzili 62 rocznicę ślubu, teraz Dziadek nadal nie moze uwierzyć w to że Babci juz nie ma... Trudne dni przed nami...

11 lutego 2015, 10:12

11 dc (12 cs)

Jesteśmy już w domu. Po wczorajszym pogrzebie i uroczystym obiedzie zajechaliśmy tylko do moich Rodziców po naszego sierściucha i wróciliśmy do Trójmiasta. Byliśmy wykończeni jak cholera. Ale jestem dumna z mojego męża, bardzo dzielnie to wszystko zniósł. Tak samo mój Teść, który stracił matkę. Jesteśmy półtora roku małżeństwem, a ja czuję, że kocham męża rodzinę. To niesamowicie ciepli i wyrozumiali ludzi. Bardzo tolerancyjni. Uwielbiam z nimi spędzać czas. Gdy patrzyłam na ich cierpienie było mi okropnie przykro i płakałam razem z nimi. Moja Teściowa opłakiwała swoją teściową, a wiem, że łatwych stosunków w młodości nie miała z nią. Pomyślałam sobie, że ja za swoją Teściową to bym się zapłakała. Gdzie ja bym znalazła cudowniejszą kobietę? Aż gęsia skórka mnie przechodziła, gdy co rusz zdawałam sobie sprawę, jakie życie jest kruche i nietrwałe... Mąż wczoraj bardzo mi dziękował za wsparcie, za podtrzymanie na duchu Rodziców, bo on już nie miał siły. Nie miał za co, ale cieszę się, że zaczął mi mówić o swoich odczuciach. Gdy poznałam jego wrażliwość w nowej sytuacji to pokochałam go jeszcze bardziej. Zawsze wydawało mi się, że on się niczym nie martwi i wszystko spływa po nim jak po kaczce, a jeżeli coś głębszego odczuwa, to skrzętnie to ukrywa.

Ale czas wracać do normalnego życia. Dzieci pojechały. My wspólnie stwierdziliśmy z mężem, że kot lepszy jest niż dzieci :P Nawet te najsłodsze. Kot w końcu odzyskał swoją ulubioną kanapę, którą wcześniej ktoś ciągle zajmował.

Ja narzekałam na nasze "śniegi" i odśnieżanie auta. Na Mazurach nawet jak wyszłam na chwilę do kwiaciarni to za 5 minut musiałam odśnieżać pozostawione auto. Mniej więcej jazda po tamtych terenach wygląda tak:
IMAG2716_1.jpg
photos upload

Wróciliśmy do domu, a u nas nie ma ani grama śniegu, ani śladu po mrozie. Nie muszę szarpać się z autem, skrobać, chuchać, dmuchać i walczyć bezskutecznie z zimą :D

A co do starań, zapomniałam kompletnie o nich przez ten czas. Ale chyba owulacji jeszcze nie było. Śluz niesprawdzany, testy powinnam wczoraj zacząć chyba robić, ale oczywiście nie zrobiłam. Może dziś zrobię, jak nie zapomnę. Wracam dziś do pracy po długim wolnym i chyba dłużej będę musiała posiedzieć. W ogóle nie mam ochoty na ten cykl...

No i jeszcze jedno. Kompletnie wypadłam z obiegu na OF. Nie udzielałam się nigdzie, ledwo wykres nadganiałam. Bardzo Wam dziękuję za wsparcie, Dziewczyny. Jesteście nieocenione! W każdej sytuacji znajdziecie dobre, pocieszające słowo. Dziękuję! Nadrobię wkrótce zaległości w Waszych pamiętnikach, bo już się stęskniłam za Waszymi historiami.. :)

12 lutego 2015, 11:35

12 dc (12 cs)

Idzie oszaleć. Dziś o 8 obudził mnie telefon od Teściowej. Zmarła jej siostra. Miała 53 lata. Jeszcze przed pogrzebem Babci miała operację na woreczek żółciowy. Metodą laparoskopową. W szpitalu zakazili ją sepsą. Dziś w nocy zmarła. W sobotę pogrzeb. Znowu jedziemy na Mazury, tym razem jeszcze głębsze. To jakaś masakra. Mąż przyjął to spokojnie, ale powiedział, że na kolejny pogrzeb to on nie ma siły jechać. Tym bardziej że w niedzielę mamy chrzest Jaśka, a on będzie ojcem chrzestnym. Chyba więc sama pojadę z Teściową, żeby jej nie było przykro.

Wczoraj na wariata między pracą a zakupami na chrzest zaleciałam do domu zrobić test owulacyjny. Negatywny. Kreska jest jakaś, owulka więc na dniach.

Test nr 1 (11.02.2015 r., 11 dc, godz. 18.30)
IMAG2720_1.jpg
image posting

Wczoraj kupiłam też sukienkę na chrzciny. Ale teraz tak sobie myślę, że może jakaś zbyt krzykliwa? Mąż już słuchać nie może, bo u mnie sukienka to raczej produkt jednorazowy. Szczególnie jeżeli chodzi o jakieś okazje. Ale ta to chyba jeszcze na co dzień mi się przyda. No ale ten kolor... K. się podoba, on w zasadzie wybierał. To była jedyna na którą zareagował błyskiem w oku. A że ostatnio taki on poturbowany przez los, to chciałam mu sprawić przyjemność. I teraz siedzę i się zastanawiam, czy to odpowiednie na chrzest. Głupia małpa ze mnie. Która baba słucha się rad ubraniowych swojego męża?!

A sukienka to takie coś -

http://www.mohito.com/pl/pl/collection/all/dresses-5/lj711-42x/a-line-dress

Szczerze, nada się na chrzest dla zwykłego gościa? Podpowiecie?

13 lutego 2015, 10:38

13 dc (12 ds)

Ależ dziś szok przeżyłam! O 6 rano, podczas mierzenia temperatury! 36,54! :o wczorajszy test nadal negatywny. Chyba bo gdzieś go wczoraj zamoczyłam :P znowu dłużej musiałam zostać w pracy a gdy wróciłam do domu czekały mnie świece, wino, włączony film i przygotowana kąpiel. Jakoś średnio komfortowo robiło się test owulacyjny przy świecach :P pewnie stąd moja niezgrabność :D
Test nr 2 (12.02.2015r., 12 dc, godzina 20.30)
IMAG2721_1.jpg
image hosting no sign up

Zrobię test jeszcze dzisiaj i zobaczymy co tam wyjdzie :D

Ogólnie ten miesiąc to jakoś tak nieszczególnie "typowo" staraniowy. Tak dużo się dzieje, że ja nie mam jak uzupełnić lodówki, a co tu mówić o badaniu szyjki macicy czy oglądaniu śluzu. Jak się trafi taki, że ślepy by nie zauważył że płodny to ok, zaznaczam na wykresie, ale tak to jakoś się nie roztkliwiam jak wcześniej nad moimi gaciami czy kawałkiem papieru toaletowego :) no i nie mam czasu myśleć.

Za Waszymi radami spróbowałam z tymi czarnymi rajstopami przymierzyć sukienkę. Do tego czarna torebeczka i szpilki (do restauracji) i kozaki na wysokim obcasie na mszę. Biżuterię średnio lubię, więc raczej będą tylko jakieś malutkie błyszczące kolczyki przy uchu. Może jeszcze zaszaleję i zrobię sobie czarne pazury :D no ale to jeśli będę miała wolny czas, bo teraz to nic nie wiadomo. Dziś wyjeżdżamy na Mazury, jutro pogrzeb (musimy pojechać jeszcze dalej ze 100 km w jedną stronę), potem kolacja walentynkowa w takim pałacyku pod naszym rodzinnym miastem. No a w niedzielę chrzest, obiad i powrót do domu. Nie ma co. Jednak tych pieprzonych paznokci nie dam rady zrobić :D
Reasumując wygląda to na razie tak. Czekam na jakieś dodatkowe sugestie, to ewentualnie się zmobilizuję i ogarnę, by wyglądać lepiej :D
IMAG2754_1.jpg
image uploading

Spadam! Trzeba ogarnąć mieszkanie, spakować się, "zahaczyć" o pracę, zajechać do pralni po gajer męża, przygotować prezent dla Małego... Ile tego jest :D Dam radę!

Miłego weekendu!

17 lutego 2015, 11:30

17 dc (12 cs) 5dpo ?

To są jakieś jaja. Ten mój cały cykl. To już trzeci płodny śluz w tym cyklu. Ja rozumiem że w poprzednich jarałam się nimi jak cholera, ale teraz to nie powód, żeby 3 raz mi występował. Nic nie wiem, jeżeli chodzi o ten cykl. Testów owulacyjnych nie wzięłam na weekend bo zapomniałam, więc nie wiem co gra. Do ginekologa nie mam po co się zapisywać, bo już raz mi powiedział, że wszystko ok, wypisał receptę, skierował na badania i skomentował, że są w normie przez internet. To samo endokrynolog. Obaj zgodnie kazali mi czekać na ciążę. No to sobie czekam w tej "błogiej" niewiedzy.

Dziś Dzień Kota, więc wrzucam tu swojego kici-srici. Słodziak z niego, tak tęsknie wygląda przez okno. To zdjęcie z weekendu, kiedy był u "Babci". Ona zachwycona tym widokiem i woła mnie ta moja najsłodsza na świecie Teściowa: "Córcia, chodź i mi wnusia sfotografuj. Zobacz jak on pięknie patrzy, wydrukuję sobie i postawię przy łóżku, bo to moje najgrzeczniejsze wnusiątko" :D no to ja cyk-cyk, foto gotowe. Na to owo "grzeczne wnusiątko" gdy tylko odeszłam od okna, wpadło w dziki szał. Zeskoczył z parapetu, zaczął biegać po całym pokoju jakby szatan nim miotał, skoczył na stół, zrywając przy tym z niego obrus i tłukąc talerz z ciastem a potem doleciał do firanki, zawiesił się na niej i zaczął wspinać się ku górze :D Obserwowałam to spokojnie w progu pokoju, co mam mu przeszkadzać, skoro on taki grzeczny :D
kici-srici spadło na glebę razem z tą firanką na co nadeszła Teściowa. On jak poparzony wykaraskał się z tej firany i spierdzielił do drugiego pokoju :D a Teściowa z szeroko otwartą gębą patrzy i mówi... "Córcia, nie krzycz na niego, zobacz jak on się musiał przestraszyć, gdy z tą firanką spadał" :D hahaha :D

IMAG2212_1_1.jpg
adult photo hosting

Wszystkiego najlepszego mój Ty Łobuzie :D (dziwne, że jeszcze Babcia z życzeniami nie dzwoniła :P ) :D

18 lutego 2015, 10:12

18 dc (12 dc)

Mam taką radę. Jak nie masz zbyt wielu problemów i nudzi Ci się w życiu, zrób sobie test owulacyjny (kolejny)! Oto zestawienie mojego wczorajszego testu (wieczornego, ten po prawej) i dzisiejszego (z drugiego moczu :P o 9.30, test po lewej)

IMAG2773_1.jpg
upload pic

Dziś mąż jak zobaczył "kolejny" pozytywny test owulacyjny zapytał:

-ZNOWU masz owulację? To ile my tych dzieci będziemy mieli?!

Faceci są tacy słodcy w tej swojej niewiedzy :D

A i mam wieści z frontu walki (nierównej) z moim brzuchem. Kupiłam miesięczny bilet na pociąg (nie na tramwaje i autobusy, którymi można podjechać dosłownie wszędzie). Teraz będę duuużo chodzić :D i to szybkim tempem. Zmotywował mnie do tego kochany Teść, który spytał mnie, kiedy w końcu mu powiemy, że po raz 7 zostanie dziadkiem. I pogłaskał mnie po brzuchu! Mina Teściowej bezcenna :D myślałam, że Teścia zje i wypluje :P no a ja postanowiłam, że wezmę się do roboty :D auto idzie w odstawkę! Tylko na zakupy będę je wyprowadzać i ewentualnie gdy będziemy jeździć do znajomych na obrzeża miasta :P

19 lutego 2015, 08:02

19 dc (12 cs)

Wczoraj wieczorem leżę już gotowa na wszystko w naszej sypialni i czekam na męża. Trochę zdziwiona jestem że nie chciał ze mną się kąpać, bo zawsze robimy to razem. Ale no cóż... Oglądał coś dłużej w TV wiec ok. Oczy mi sie kleją ale czekam nadal. W końcu wkracza do sypialni on. W gaciach! To dla mnie sygnał, że seksu nie będzie. Widzi moje rozczarowanie w oczach. I tu nagle:

- Kochanie, JAJA MNIE BOLĄ!

Czy to było zsomatyzowanie lęku przed WIELOKROTNĄ OWULACJĄ, którą zdiagnozował na podstawie kolejnego testu owulacyjnego?

Nie wiem, poszłam spać, wściekła, że TYLE czekałam. :D na darmo...

23 lutego 2015, 17:12

23 dc (12 cs) 6dpo


Jak Boga kocham - czułam dziś implantację! Yhhh, magiczny 6 DPO. Gratuluję, Feśka, trzeźwości i jasności umysłu. Pewnie to złuszczające się endometrium i lada chwila będzie okres...

Kolejne wariactwo, to kąpiele mojego męża. zawsze gdy idzie sam się kąpać, szaleje z temperaturą. Już chyba się tu na to skarżyłam. Wczoraj go przyłapałam na 40 st., a wylegiwał się w wannie już prawie pół godziny. Nie chcę nawet myśleć, jaka była temperatura wyjściowa. Oczywiście jakby mnie ktoś poparzył (jakbym to ja się w tej wodzie kąpała!) zaczęłam latać po mieszkaniu rwąc z głowy włosy, jak to mój mąż ma wszystko w dupie (czy ja tego nie pisałam w poprzednim cyklu). Że jego staranie się o dziecko sprowadza się tylko do ruchania mnie i nic więcej. Że wszystko olewa. Wzrok męża mówił mi jednoznacznie, że nie wie o czym mówię (a raczej się drę). Potem gdy stygłam w sypialni dobiegły mnie słuchy, jak K. "rozmawia" z naszym kotem (tak, oboje mamy manię i notorycznie gadamy z Uzim i się jego radzimy we wszystkim, mało tego on nam odpowiada).

"Ej, kici-srici, słyszałeś, co Pancia mówiła?! Ponoć samo bzykanie nie wystarczy. Co mam jeszcze zrobić, żebyś w końcu miał brata?" (nic, kurwa, nasz kot jest kastratem i w tej materii, nie pomoże!)

Przylzał po pogawędce z sierściuchem do sypialni. Oczywiście znów 220volt we mnie, darcie japy, że niech sobie idzie na kanapę spać (świetny wynalazek!), bo i tak wypalił wszystkie nasze półdzieci! Jak on mógł. A ja jaka biedna jestem, co kilka tygodni na wielokrotne kłucie się narażam, na stres związany z igłami a przecież się panicznie ich boję. A że ćwiczę, żeby dzieci miały piękną matkę-laskę, a to dieta, a to częste wizyty u ginekologa i rozkładanie przed nim nóg. A on nic. I że nawet nie może się poświęcić i wykąpać w temperaturze 36-37 st.! No histeryczka jakaś. No i że ja go wyganiam, że won mi z sypialni! :D do tego pierdolniętego kota-kastrata! Widziałam, że się zagotował. Wkurzony wyszedł z sypialni po drodze zabierając swoją poduszkę. Ja się rzuciłam twarzą w swoją poduchę, że jak on mógł w ogóle wyjść, wyjąc w niebogłosy :D za 10-15 minut, które mi się wydawały wiecznością, wrócił do mej komnaty z szklanką wody i swoją poduchą. I powiedział. Że od kota, woli swoją walniętą żonę! Już miałam drzeć znów japę, że jak on tak może. A potem nagle mnie oświeciło. ON MIAŁ RACJĘ! Nie dałam oczywiście po sobie tego poznać. Do cholery jestem kobietą, muszę zachować twarz :P no to przypomniał mi jak sobie z 5 lat temu obiecywaliśmy, że nigdy nie skończymy dnia kłótnią, że zawsze zrobimy wszystko, by dojść do porozumienia i takie tam.. bla bla bla. No to się pogodziliśmy i wymęczona atakiem histerii zasnęłam jak niemowlę.

A mieliśmy taki piękny weekend. Piątkowy wieczór spędzony na kolacji u przyjaciół. Sobota leczyłam swojego sprzątaniowego pierdolca. Wyszorowałam szczoteczką do zębów wszystkie fugi w naszym mieszkaniu, nawet na balkonie. Moje podłogi i ściany wyglądają jak nowe :P potem wyczyściłam fronty szafek w kuchni, umyłam wszystkie ściany w domu a na koniec sprawę uwieńczyłam umyciem okien. Ależ mnie to odpręża :P niedziela spędzona na mszy, spacerach po gdańskiej starówce, kinie i takich tam. A potem jeszcze ploty i kolacja z przyjaciółką :D no a na koniec własnie powyżej opisana sytuacja :P

Sądząc po powyższym PMS w pełni! :D

* Przepraszam Was wszystkie za te moje wulgaryzmy, ale jakoś tak samo wyszło... A i dziękuję za te miłe słowa pod ostatnim wpisem! Jesteście cudowne :)

24 lutego 2015, 16:33

24 dc (12 cs) 7 dpo

Po kolei.

1. Jestem w szoku! Nie spodziewałam się, że tyle dziewuch się odezwie na mój chaotyczny wpis. I chyba nawet coś zrozumiałyście z tego mojego bełkotu... Trochę jestem przerażona, że tyle osób może i czyta moje wypociny. Przecież ja nie jestem normalna (to chyba ostatnie słowo które komukolwiek przyszłoby do głowy jeśli chodzi o mnie), piszę co mi ślina na język przyniesie, nie myśląc że mogę kogoś urazić czy sprawić jakąś przykrość. Jakby co, to za wszystko przepraszam, ale też w sumie dziękuję za bardzo miłe komentarze moich OF"przyjaciółek" i do tej pory cichutko-podczytujących. W sumie to fajnie, że komuś się humor poprawił chociaż na chwilę, gdy przeczytał mój jakiś wpis. Po to tu jesteśmy, by sobie umilić ten czas oczekiwania na spełnienie naszych marzeń. No i z drugiej strony to mój pamiętnik, a ja taka jestem. A tutaj zapisuję namiastkę swojego życia i siebie w ogóle.

2. Implantacja. Serio ją czułam. Takie ukłucie :P i uczucie swędzenia od wewnątrz w okolicach podbrzusza. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że w ciąży nie jestem. A to wszystko przez to sekretne parzenie worów przez mojego męża. Nie dam rady go upilnować. Wczoraj wieczorem wyszłam z Siostrą do kina. Potem zaszłyśmy na gorącą czekoladę, więc w domu byłam o 23. Tylko przekroczyłam próg mieszkania i wiedziałam, co się święci. Na kanapie siedział on. Mój Pan i Władca. Z czerwonymi plamami na gębie i uśmiechem od ucha do ucha! Czy on robi to specjalnie?! Nie miałam już siły drzeć swojej szanownej japy, niech robi co chce. Kiedyś sam dojdzie do wniosku, że już ma dosyć czekania na pisklaka. Witamin też mu nie podałam. Jak chce, to niech bierze własnoręcznie. Jeżeli trafi nam się jakimś cudem dziecko, to na pewno będzie to TERMINATOR lub CYBORG, który przetrwa te wszystkie tortury serwowane mu przez tatusia!

3. Co do zwierząt. Widzę, że też sobie gadacie ze swoimi. Powiem szczerze, że ja czasami wolę pogadać ze swoim kotem niż z mężem. Efekt zazwyczaj jest ten sam, tylko ja mniej nerwów przy tym szarpię.

4. I na koniec, Feśka zapamiętaj sobie, bo chyba już Cię ponosiło, gdy myślałaś, że to cholerne pasmo nieszczęść się skończy: nigdy nie jest tak źle, żeby nie mogło być gorzej. Dziś rano zadzwoniła do mnie siostra cioteczna. Jej mąż (są małżeństwem pół roku i mają 5letniego syna) spadł wczoraj późnym wieczorem ze schodów. Trafił do szpitala nieprzytomny z pękniętymi kośćmi czaszki i krwiakiem. Potem helikopterem go przetransportowano do innego szpitala, bo w tamtym nie widzieli szans na pomoc dla niego. Jego stan jest krytyczny. Przepłakałam pół dnia, szefowa przyniosła mi kwiaty na poprawę humoru i wysłała szybciej do domu, bo się przecież do niczego nie nadaję. Wracając do domu wszystko sobie przemyślałam. Przecież on wyjdzie z tego. Jest pod specjalistyczną opieką, była szybka reakcja, jest młodym silnym facetem. Ma oddaną żonę i fajnego syna. Nie ma nad czym płakać, bo wszystko będzie dobrze. Pomodliłam się za niego żarliwie, łzy mi już stawały w oczach, ale się opanowałam. Będzie dobrze i koniec. Wybudzi się.

Niech ten luty się już skończy. Mam go serdecznie dość.

Wiadomość wyedytowana przez autora 24 lutego 2015, 16:35

25 lutego 2015, 17:13

24 dc (12 cs) 8 dpo

Wczoraj gdy tylko oddałam się z poświęceniem szorowaniu czystego i tak mieszkania dostałam smsa od siostry ciotecznej (M.). Wychowywałam się z nią w dzieciństwie bo ona była jedynaczką, a nas było dwie i tak jakoś było nam raźniej, blisko mieszkałyśmy, wspólna Babcia i Dziedek i takie tam rodzinne zawiłości. Ale odkąd wyjechałam na studia nasz kontakt ogranicza się do spotkania raz w roku :P nawet sobie życzeń na święta nie składamy. No jakoś tak wyszło, mimo że się nie pokłóciłyśmy ani nic. Myślę, że ona chciała się odciąć zupełnie od rodziny, bo jej ojciec kompletnie pogrążył się w chorobie alkoholowej. Tu w Trójmieście mieszka ode mnie około 15 minut spacerkiem, a autem to jakieś 5 minut ze staniem w korkach :P oczywiście jak raz w roku się spotkamy z M. to jest piękna rozmowa, wspólne wyjście jakaś tam rozrywka. Tym bardziej zdziwiłam się gdy nagle dostałam smsa od M. o treści:

"Hej Siostra, co nam słychać? Śniłaś mi się dzisiaj :D i chyba proroczy sen miałam, bo zostałam w nim ciocią :)"

Eeeeeee... Nadmienię, że ona o staraniach nic nie wie, ale i tak jej nic nie odpisałam :P może jutro zadzwonię i jak już się ona pierwsza odezwała to zaproponuję jakieś spotkanie :P

Mąż wrócił z pracy, wysłuchał mojego biadolenia że martwię się o W. (tego od upadku ze schodów). A nawet w geście solidarności chwycił za odkurzacz i ćwiczył ze mną mojego pedantycznego pierdolca. Gdy lekko wymęczyłam się tym sprzątaniem zabrał mnie na spacer. Poszliśmy nad morze, trochę ochłonęłam a wracając przechodziliśmy obok KFC i nie mogłam się powstrzymać żeby nie wciągnąć czegoś fast foodowego :D opierdzieliłam co miałam zjeść, zapiłam kolą. K. nagle zrobił wielkie oczy. Spojrzał na zegarek i ...

"O mój Boże! Misia! Ty jesteś już osiem dni w ciąży! Nie możesz tego gówna wpierd***ć"

E! E! Sory, nie osiem a siedem! No ale i tak przyznam, że byłam pod wrażeniem. On jednak na prawdę się interesuje tym całym procesem poczęcia, a nie tylko mnie bezmyślnie bzyka! No pomijając gotowanie własnych jaj.

No i czas na objawy. Przecież to typowy wpis z nagłówkiem x DPO :P

Co do implantacji. Wtedy mnie fantazja poniosła. Dalej boli mnie tak samo. Ewidentnie złuszcza mi się śluzówka i już niedługo @. Stąd to łaskotanie.
W nocy K. próbował mnie jak zawsze przez sen złapać za piersi. No ale jak tylko dotknął to od razu się obudziłam z wrzaskiem, że BOOOOLI. Chyba jeszcze nigdy mnie tak cyce nie bolały. A przecież co cykl się skarżę na niesprawiedliwość związaną z rozmiarem moich piersi a dolegliwościami bólowymi. Mogłoby kiedyś przestać. To znaczy ja wiem, kiedy przestanie. Kiedy przyjdzie do mnie małpiszon. I wtedy znowu się wkurwię.

Mówię Wam, kobiecie nie dogodzisz.

26 lutego 2015, 17:06

26 dc (12 cs) 9dpo

Znów kąpaliśmy się oddzielnie. Coś jakiś dystans czuć w naszej relacji i taki "strach"(?)... Wchodzi mąż do sypialni, w której ja już leżałam i czytałam romantyczną książkę, gdzie to chłopaki kadety ruchali kurę w dupę. Zerkam znad knigi, a tam on. Jak Pan Bóg go stworzył. Bez gaci. Myślę sobie "mam cię kutafonie, jednak zmiękłeś" i cieszę się w duchu. Na zewnątrz nie daję po sobie poznać, żem zadowolona. Wiecie. U nas brak gaci to taka gra wstępna :P odkładam książkę, zakładam swoją opaskę na oczy i odwracam się dupą do małżonka jednoznacznie dając mu znać, ze "dziś nie kochanie" :D


On: Dalej się gniewasz za te bolące jajca?
Ona: Nie, po prostu dziś mnie bolą cycki. Dobranoc.

Zdezorientowany K. wyłączył światło i również odwrócił się dupą. Za chwilę słyszę.

On: Owulacja!
Ona: Że co?
On: Tak będzie miała na drugie nasza córka!

Myślałam, że go uduszę z miłości :D no i radosny seks gotowy :)

Dziś zaspałam, ale mężulo wyręczył mnie w robieniu śniadania i spokojnie wyrobiłam się na swój pociąg. Nie chcę się złamać i wsiąść do samochodu, bo potem znowu z niego nie będę mogła wysiąść. A zdecydowanie te szybkie spacery mi służą. Wychodzi mi ich tak około pół godziny dziennie (drugie prawie pół godziny spędzam w pociągu- po 12 min w jedną stronę). Potem wieczorem ćwiczenia w domu. Czasem spacer wieczorem lub basen i raz w tygodniu dwie godziny jogi. Waga minus pół kilograma :P ale w sumie to bardziej o ten brzuch mi chodzi niż o wagę.

Czasami jestem zmęczona. Po kija robiłam ja tą specjalizację dodatkowo z psychologii dziecięcej? Zaczęłam nową pracę. Kilka godzin w tygodniu. Z dziećmi, bo w pierwszej specjalizacji nie mogłam znaleźć. Moja Szefowa nie jest za szczęśliwa bo to oznacza, że mogę być mniej dla niej dyspozycyjna w mojej stałej robocie. Ale bez przesady, jestem tam tylko po ok. 4 godziny dziennie, więc chyba mam mnóstwo czasu żeby się czymś innym zająć. Dała mi podwyższkę, żebym tylko była na jej wyłączność. W końcu zrozumiała, że to nie chodzi o pieniądze ale o jakiś tam rozwój. I tak obserwując siebie zauważam, że obce dzieci i ich problemy to ok, jestem w stanie normalnie rozwiązywać i mieć kontakt z rodzicami. Ale jeśli chodzi o moją rodzinę ? Ech... denerwuję się jak tylko z najmniejszą rzeczą do mnie dzwonią. No zazdrość i nic więcej. Przed chrztem zawołali mnie do Jaśka, bo mały dopiero co wrócił ze szpitala po zapaleniu płuc i miał jakieś takie gwałtowne ruchy i bardzo płakał, a wychodził zdrowy przecież od lekarza w szpitalu. No to przyszłam i poobserwowałam go. Faktycznie, miał nadmierny odruch Moro, zaburzenie poczucia bezpieczeństwa i był niespokojny. Dałam im parę rad i ok. Mały uspokoił się, ale teraz znowu coś. Jak ja mam coś im poradzić na telefon. Niezbyt grzecznie odpowiedziałam mamie małego, że wróżką nie jestem i żeby skonsultowała to z lekarzem rodzinnym. Teraz siedzę i biję się z myślami jaką jestem wredną zawistną małpą. No po prostu nerwy mi puściły. Zawsze jak jest jakaś rozmowa o życiu to pada tekst "poczekajcie jak będziecie mieli dzieci, to wtedy zobaczycie" a teraz raptem ja jestem specem od dzieci? A spadać wszyscy ode mnie!

Pogadamy gdy będę miała dzieci.

26 lutego 2015, 21:23

cd 26 dc (12cs)

No dobra. Zmiękłam. Oddzwoniłam i wypytałam o co chodzi z Małym. Nagrali mi kilka filmików tak jak ich poprosiłam i wysłali. Popatrzyłam i pogadałam z nimi. Masakra. Oni tresują 2 miesięcznego dzieciaka. Dyplomatycznie powiedziałam, że to są kwestie wychowawcze i indywidualne, a mały ma prawo tak reagować. S. (matka) chyba pojęła, że więcej nic nie powiem, bo nie chcę przekraczać granic. To ich sprawa, a "nieetycznym" jest angażowanie się psychologa w "pomoc" rodziny i przyjaciół.

Tylko skończyłam rozmowę a tu wpada mąż do domu z pracy. A to miał w ręku. Dla mnie. (Zalma, przewiń zdjęcie i nie patrz, przepraszam Cię za to. Odkąd zaczęłaś walczyć skutecznie z cukrem, to zawsze mam wyrzuty sumienia gdy słodzę herbatę 4 łyżeczki herbatę i wcinam słodkości :( )

IMAG2828_1.jpg
click image upload

Ojej jakże się ucieszyłam. A on na to, że "masz będziesz miała do kawy"! Ej skąd on wie, że ja kawę piję?! Nie znoszę kawy! Śmierdzi mi i zawsze chce mi się po niej rzygać :P ale kilka dni taka kawa rozpuszczalna kremowa z mlekiem za mną chodzi, że sobie robię po filiżaneczce. Gadzina jedna wyczaiła w zmywarce brudne naczynia :P to dopiero detektyw z tego mojego K.
Zapowiedział mi, że przyjedzie po niego kumpel i jadą na jakiś tam mecz oglądać. A to sobie jedź myślę, będę miała wolny wieczór na książki i prasowanie. Ledwo drzwi zamknęły się za nim, ja już rozstawiłam sobie stanowisko pracy do prasowania a tu dzwonek do drzwi. To musiał być ktoś od nas, bo nie słyszałam żeby ktoś dobijał się domofonem do nas. A jak sąsiad. Taki z którym mam bardzo średni kontakt. Nasz kot atakował ich psa, a oni staszyli nas że na policję to zgłoszą :P ubezpieczyliśmy więc kota i już się nie baliśmy konsekwencji. Założyliśmy siatkę na balkon bo w sumie faktycznie szkoda psa, nie jego wina, że ma takich głupich panciów. No i stoi sąsiad w progu. Zdziwiona jestem o co mu chodzi. A on chce porozmawiać, bo uwaga... spotkał mego męża godzinę temu na patio i ten powiedział, że jestem psychologiem a on go POTRZEBUJE! acha.... rozumiem więc to ciastko i nagły wyskok na męski wieczór.

Sąsiad rozstał się ze swoją partnerką po kilku latach związku i dziś się wyprowadzał. Potrzebował rady i wsparcia. A ja tylko zastanawiałam się z kim zostanie pies? I że znowu będziemy mieli nowych sąsiadów :D musiałam zająć czymś myśli, bo widok płaczącego i zasmarkanego mężczyzny z powodu złamanego serca wywołuje u mnie odruch wymiotny. Nie udało się. Zrzygałam się w środku jego wynurzeń. Zmieszał się i pożegnał... na zawsze :P

Mąż dostanie zjebkę za to, że zwala mi świrów na łeb. Przecież on straszył mojego kici-srici policją! :D

Wiadomość wyedytowana przez autora 26 lutego 2015, 21:25

27 lutego 2015, 08:03

27 dc (12 cs) 10 dpo

Po co ja robiłam ten cholerny test?! Jest cień cienia! Mąż też go widzi. Cała się trzęsę a tu do pracy trzeba...

Wiadomość wyedytowana przez autora 27 lutego 2015, 08:03

27 lutego 2015, 16:46

cd 27 dc (12 cs) 10 dpo

Ok, ochłonęłam trochę. Zelma miała rację. Zanurkowałam do kosza po poranny test.

IMAG2836_1_2.jpg
image hosting 15mb





Czy Wy też widzicie tam cień cienia? Może oboje z mężem mamy zwidy jakieś? Ile ja się dziś w pracy naoglądałam takich bladziochów. Ponoć z tego dzieci nawet się rodziły. Na razie w to nie wierzę. Nawet nie wkurzyłam się, że kociątko-Uziątko pożarło mój test, gdy na chwilę wyszłam po lepszy aparat do zrobienia zdjęcia testowi. Przecież kot jest realny i mój, a ten bladzioch... kij wie co to jest. Więc zdjęcie jest z telefonu z ciemnego kibla, bo nie pozapalałam wszystkich żarówek.

No nic test testem. Ale wpis typowy dla x DPO musi być.

Senność zupełnie mi przeszła. Trochę oczy mnie pieką, ale te emocje na bank nie dałyby mi zasnąć. Trochę o tym pomyślałam i zapisałam się na wariata do endokrynologa. Powiedział, że w razie ewentualnego pozytywnego testu mam do niego przyjść jak najszybciej ze świeżymi badaniami, na które mnie skierował, żeby dopasować dawkę leków do ciąży. Mam przyjść szybciej do niego niż do ginekologa. Bo moja tarczyca ma dostosowaną dawkę dla mnie, a nie dla "dwojga" i to może skutkować poronieniem. Zapisałam się na 6 marca, najwyżej odwołam wizytę. Ale lepiej chuchać na zimne.

Swędzące sutki. To nowa przypadłość której doświadczam. Cały czas się po nich drapię, co nie jest łatwe przez to że ubrana jestem w kilku warstwach oraz bolące jak cholera piersi! Staram się, żeby nikt tego nie widział, ale dziś nakryła mnie na drapaniu sutków Szefowa. Z miejsca zaczęła krzyczeć:

-No! W końcu! Będę babcią!

I uciekła do siebie. Po paru minutach przyszła i mówi, żebym szła do domu, bo wyglądam blado (wcale dziś nie rzygałam, chociaż troszkę mnie mdli, ale nie mogę nic jeść, bo tym bardziej chce mi się rzygać jak na jedzenie patrzę). Po chwili mojego zaprzeczania, że wszystko jest ok, stwierdziła:

- Dziś wieczorem przywiozę Wam mojego Młodego. Jutro w wolnej chwili go odstawicie. Muszę ze starym pogadać, bo już przegina z tym nieróbstwem, a Wy się podszkolicie do rodzicielstwa. Nawet nie wiesz jak mnie sutki swędziały w ciąży. W każdej.

Szczęka opadła mi do samej ziemi. No to mam dzisiaj jeszcze synka szefowej. K. będzie zachwycony, bo ostatnio narzekał, że dawno go nie widział, ale ja jestem trochę zmęczona... Na pewno nie będę się grzdylem zajmować. Mam nadzieję tylko że nie przyjedzie głodny, bo to w stylu mojej Szefowej. Po niej nigdy nie wiadomo, czego się spodziewać (Terraska, nadal chcesz się zamienić na szefów?)...


O i jeszcze 5 strona tego różowego gówna...

Wiadomość wyedytowana przez autora 27 lutego 2015, 16:49

28 lutego 2015, 06:48

Ciąża rozpoczęta 1 lutego 2015

Dziewczyny! Bardzo Wam wszystkim dziękuję za wsparcie i zapraszam na fioletową stronę. A oto dzisiejszy test, który sprawił, że uwierzyłam :)


IMAG2885_1.jpg
how to screenshot on windows

Wiadomość wyedytowana przez autora 28 lutego 2015, 06:51

Przejdź do pamiętnika ciążowego i czytaj kontynuację mojej historii
1 2 3