Refleksja z ubiegłego tygodnia - dobrze wychodzić do ludzi. Od kilku miesięcy nie miałam ochoty, teraz trochę mi lepiej. Spotkałam się z jedną grupą znajomych, gdzie było aż 4 małych dzieci i miałam obawy czy nie będę cierpieć po tym spotkaniu ale okazało się, że nie. Hmmm nawet pojawiła się myśl czy ja aby na pewno mam w sobie instynkt macierzyński...? Może chcę dziecka dla samej idei? Druga grupa znajomych była bezdzietna więc nie trzeba było się martwić o takie tematy. Jak spotykam osoby bezdzietne w moim wieku lub starsze to trochę się pocieszam tym, że oni jakoś też muszą żyć.
Przy okazji chodzenia na cmentarze oglądałam małe dzieci. W OA mamy szansę (pewności nie ma) na kwalifikację do adopcji dziecka 0-2 lata i o ile początkowo miało być, że tylko niemowlę i koniec kropka to teraz kiełkuje we mnie odczucie, że mogę pogodzić się z tym, że dziecko będzie miało np 1.5 roku, to też są maluszki, może jeszcze będzie dało się je przekonać żeby nas pokochały?
Wiadomość wyedytowana przez autora 4 listopada 2018, 12:41
Projekt ustawy jest dostępny na stronie internetowej Sejmu. Podpisali się pod nim posłowie różnych ugrupowań: z klubów poselskich Prawo i Sprawiedliwość oraz Kukiz'15; kół poselskich Polskie Stronnictwo Ludowe - Unia Europejskich Demokratów, Wolni i Solidarni oraz posłowie niezależni. Przedstawicielem wnioskodawców jest poseł niezrzeszony, wybrany do Sejmu z listy PiS Jan Klawiter.
W uzasadnieniu ustawy czytamy, że jej główne założenia są następujące:
ograniczenie możliwości stosowania metody zapłodnienia pozaustrojowego wyłącznie do małżeństw;
ograniczenie liczby komórek rozrodczych, które mogą zostać zapłodnione, do jednej;
określenie kriokonserwacji (mrożenia) ludzkich zarodków powstałych w procedurze zapłodnienia pozaustrojowego jako czynu niedozwolonego i wprowadzenie sankcji administracyjnych w przypadku stosowania tej procedury;
likwidację anonimowości dawców komórek rozrodczych.
Hitem mijającego tygodnia była wizyta z OA u nas w domu. Spotkanie miało na celu sprawdzenie naszych warunków bytowych. Atmosfera była przyjemna, na luzie, nie czuliśmy aby osoba z OA była formalistą, która odwala swoją robotę i do widzenia. Za miesiąc znowu mają się odezwać i umówimy się z psychologami na rozmowy. We're in game!
Tajemnicą pozostanie czy w tym tygodniu była ovu. Nic się nie zgadzało. Aplikacja wyznaczyła ovu na 18 dc i faktycznie kłuł mnie jajnik. Ale obliczenia na pewno są przekłamane przez invitrowe ekscesy. We wtorek miałam nagłą ochotę na sex - czy to ovu? I potem przez dwa dni troszkę brązowego śluzu. Płodnego śluzu w ogóle nie widziałam. A w piątek taki zjazd nastroju jak w najsoczystszym pms-sie. Nie było mojego słynnego krwawienia ovu. No to może nie było ovu. Sex był wymuszony bardzo
Niestety, zdarza nam się to jak mamy to robić na konkretną datę. Bo mimo naszej historii postanowiliśmy nie zaniedbywać współżycia w dni płodne. Nóż/widelec!Ściemniałam w sierpniu, że muszę się odchudzić i NIC nie zrobiłam od tej pory. W końcu weszłam na wagę i niestety, niestety. Od 4 dni dieta, wracam do tego co mi pomogło ostatnio- mniej więcej niskie IG, nie za mało kcal, nie za dużo i regularne posiłki.
Ogólnie czuję się beznadziejnie ale może to hormony i czekam aż mi przejdzie.
Mijający tydzień obfitował w wiele trudnych momentów, emocjonalnie był bardzo wyczerpujący ale doszło to do mnie dopiero dziś. Osoba z rodziny zachowała się wobec mnie paskudnie i z jednej strony czuję, że jest to jakaś pochodna tego, że ta osoba cierpi, może ma depresję ale nic do tej osoby nie dociera i jak to ma być tak, że ona będzie mnie chłostać żeby się wyżyć to ja tak nie mogę. I dlatego mam w sobie taki wewnętrzny konflikt bo i muszę siebie ochronić (mało mam problemów?) i wypadałoby zrozumieć drugą stronę. W pracy jeden dzień to był koszmar - sytuacja typu, że powiedzmy klient przez godzinę miał pretensje do mnie, coś w stylu dlaczego Pani nie dopilnowała żebym zrobił to czy tamto. I tutaj byłam w kropce bo na usta cisło się - ja mogę tylko wskazywać co i gdzie pan ma robić ale jak pan nie pójdzie na wyznaczony termin to jak mam to niby sprawdzić? Poza tym starałam się tak odpowiadać żeby nie wyszło, że się tłumaczę. Bardzo wiele mnie to kosztowało. A potem ta godzina skutkowała opóźnieniem i potem presją, że inni czekają i też mają przecież swoje sprawy.
Spotkałam też kilku starych znajomych, jedna osoba - o matko ja ja jej nie lubię spotykać. Osobowość (mnie) przytłaczająca. Bardzo inteligentna i bardzo pewna siebie. Ma podstawy do tego - najlepsza na egzaminach, dokładna itd. Ale ona zawsze musi to podkreślać sto razy - ja zrobiłam to najlepiej ze wszystkich, jak on mógł tego czy tamtego nie zrobić i ja musiałam poprawiać, mnie dziękowali... Hmmm ciężko się tego słucha, jak na mój gust niech wykonuje swoją pracę bo robi to świetnie i wystarczy;) O swoim dziecku opowiada używając wyłącznie fachowych określeń np moje dziecko cierpli na zaburzenia równowagi i koordynacji ruchowej zwanej dezintegracją sensoryczną i obawiam się na przyszłość, że będzie kandydatem do ADHD lub będzie wymagała większej pomocy podczas edukacji szkolnej. Słuchałam tego i sobie nieładnie pomyślałam, że mając taką matkę sama bym dostała tej dezintegracji. Jak to dziecko ma 2 lata to bym mu jeszcze dała szansę na rozwój... Ale co jak tam wiem, nie jestem matką. Nie wiadomo też jaką tą matką będę. Mam też inną koleżankę, której dziecko wymaga stałej rehabilitacji ale jakoś normalnie o tym opowiadała, tak po ludzku....
Tyle rzeczy może pójść nie tak podczas starań o dziecko - od braku ciąży przez nieprawidłową ciążę, chore dziecko a nawet zdrowe ale i tak z problemami. Lepiej o tym nie rozmyślać zbyt dużo....
Wiadomość wyedytowana przez autora 18 listopada 2018, 12:31
http://adopcjanie.blogspot.com/
To tylko 3 wpisy sprzed lat. Opublikował też książkę pt Nie podejmujcie pochopnej decyzji o adopcji - boję się jej przeczytać. Zrozumiałam, że on wini zachowania córek (dorosłe już prawie - narkotyki, brak chęci do nauki, do pracy itp) tym, że takie miały predyspozycje genetyczne, pochodziły z rodzin patologicznych, miały FAS czy tam RAD i na to już nie było rady, ich mózgi nie działały prawidłowo. Ponoć na 3000 rocznie adopcji w Polsce, do sądu wpływa ok. 100 wniosków o rozwiązanie adopcji... Moja myśl jednak była taka.... Czyż nie znamy historii, że biologiczne dzieci z tzw dobrych rodzin też sprawiają kłopoty? Poza tym nie wiadomo jakim rodzicem był autor książki.... Ale jednak jeżeli to wszystko geny to nie mamy na to wpływu...
A kurna moje przyjaciółki zamiast powiedzieć mi - wszystko będzie dobrze, mówią - no tak wszystko się może zdarzyć, dziecko uszkodzone też.
Powiedzieliśmy rodzicom o problemach z płodnością. Częściowo bo oni by nas zamęczyli dobrymi radami. Moja mama stwierdziła, że dla ciąży zrobiłaby wszystko - od ivf i adopcji zarodka aż do dawcy itd itp. Łatwo powiedzieć...
Okazało się, że raczej w grudniu mogę jednak przygotować się do ivf (zielonazestrachuzielonazestrachu). I kto wie czy do 2 tygodni nie zadzwonią z OA celem spotkania.
Ok sadzę, że podczas rozmów z psychologami, podczas kursów dojrzeję do decyzji co do adopcji. Człowiekowi może się wydawać, że to jest droga dla niego ale to nie jest takie proste jak się wydaje.
Wpis sprzed tygodnia o koleżance - przy pani psycholog doszłam do wniosku, że ona mi przypomina moją mamę - moja mam jest taka, że wszystko wie najlepiej a inni to nic nie wiedzą he he. Byłam na takim wykładzie ostatnio ze znanym profesorem psychiatrii i on tłumaczył, że czasami w obcych osobach widzimy jakieś ważne figury ze swojego życia i dlatego różnie reagujemy na ludzi.
Może jest mi pisana bezdzietność...
Aktualnie kombinuję jakby tu zmienić nastawienie żeby cieszyć się życiem mimo tej całej niepłodności.
Aaaaa - powiedzieliśmy rodzinie o niepłodności ale bez szczegółów. Reakcja to mieszanina niedowierzania, zapewnienie, że będą się modlić za nas i wspierać, propozycji pożyczki na in vitro, udzielania tysiąca dobrych rad, jedna osoba nic nie powiedziała, była skrępowana. Trochę to wyszło źle a trochę dobrze ale przynajmniej trochę skupili się na nas a nie na pierdołach. Sorry, że tak piszę ale czasem odnoszę wrażenie, że ciekawsze dla mamy są historyjki o Kasi, Basi, Krysi niż moje. Moja mama ma trochę podejście - jakież Ty możesz mieć problemy, masz wszystko, ja to miałam w życiu problemy. Ehhh ... rodzina....
Nie chce mi się chodzić do pracy:) Dlaczego nie mogę być utrzymanką? Albo mieć bogatego męża? Chodziłabym wówczas do pracy 3 razy w tygodniu żeby zarobić na waciki, o

Plan na ten tydzień - więcej spać? Może przez to jestem taka zdechła. Podejrzewałam, że piję za mało płynów ale to nie to. To teraz spanie.
Acha - ponieważ nie wiem co mam robić z adopcją to postanowiłam nic nie robić. Może rozwiązanie przyjdzie samo.
Wiadomość wyedytowana przez autora 2 grudnia 2018, 20:15
Dzięki przeszczepieniu macicy pobranej od zmarłej kobiety, zapłodnieniu in vitro i cięciu cesarskiemu, niemal rok temu przyszła na świat zdrowa dziewczynka o masie 2,55 kilograma – informuje „The Lancet”.
Trwającą 10 godzin operację przeszczepienia macicy przeprowadzono w Sao Paulo (Brazylia) we wrześniu 2016 roku. Będąca biorcą 32-latka urodziła się bez prawidłowej macicy i pochwy, ale z rozwiniętymi jajnikami i jajowodami – cierpiała bowiem na występujący u jednej na 4500 kobiet zespół Mayera, Rokitansky’ego, Küstera i Hausera (MRKH).
Około 6 miesięcy po operacji kobieta zaczęła miesiączkować. Musiała przyjmować leki zapobiegające odrzuceniu przeszczepu. Dzięki zapłodnieniu pozaustrojowemu15 grudnia 2017 roku udało się jej zostać matką (przed wszczepieniem do macicy zarodki pozostawały zamrożone przez 7 miesięcy). Dawczynią macicy była 45-letnia matka trojga dzieci, zmarła w wyniku krwotoku mózgowego.
Dziewczynka, która wkrótce będzie obchodzić pierwsze urodziny, rozwija się prawidłowo. Podczas cięcia cesarskiego, wykonanego w 35. tygodniu ciąży, matce usunięto przeszczepioną uprzednio macicę. Dzięki temu nie będzie już musiała przyjmować leków zmniejszających odporność, a zaoszczędzone fundusze posłużą do przeprowadzenia kolejnych zabiegów.
Dotychczas przeprowadzono 39 przeszczepień macicy pobranej od żywej dawczyni (w tym od matek „przekazujących” macicę własnym córkom). W rezultacie urodziło się 11 dzieci. Natomiast 10 poprzednich przeszczepień macic pobranych od zmarłych dawczyń nie powiodło się lub doprowadziło do poronienia.
Konieczność pobrania macicy od żywej dawczyni bardzo ograniczała możliwość przeszczepień (w grę wchodziły głównie osoby spokrewnione oraz przyjaciółki), zwiększała koszty (skomplikowana operacja i długotrwała hospitalizacja) i była ryzykowna dla dawczyń ze względu na rozległość operacji chirurgicznej. Liczba ludzi, którzy zgadzają się na pobranie narządów po śmierci jest znacznie wyższa niż godzących się na pobranie przeszczepu za życia. Jak wykazały badania, macica nadaje się do przeszczepienia nawet po 8 godzinach odcięcia od dopływu dostarczającej tlenu krwi.
Praca. Zastanawiam się czy zmienić na nieco lepiej płatną. Stanowisko i zakres obowiązków to samo. Ale w mojej obecnej mam trochę jak pączek w maśle - swoboda, można wymknąć się wcześniej bez konsekwencji (czasem korzystam), nikt nie robi problemu jak biorę urlop z dnia na dzień, szef nie patrzy na mój budżet, szef jest uczciwy - sam mi podnosi pensję jeżeli firma ma większe dochody. Nie w każdym miejscu tak jest. Z drugiej strony ponoć dobrze jest zmienić raz na czas miejsce pracy...
Mąż - on jest fajny ale zadaniowy, to taka męska cecha? Odnośnie adopcji pełne wsparcie ale nie czyta, nie rozkminia jakie mogą być problemy, mówi, że na rozmowach z psychologami w OA pójdziemy na żywioł (ja chciałam przegadać parę kwestii żeby wyglądało, że mamy wspólny front i td).
Grudzień - niech się skończy, niech będzie nowy początek. Kto by pomyślał, że 2018 będzie jednym z najgorszych w moim życiu?
Wiadomość wyedytowana przez autora 9 grudnia 2018, 09:15
Wczoraj dostałam informację od koleżanki, że urodziła drugie. Mój rocznik. O ile czyjeś dzieci mnie nie ruszają to ta sytuacja trochę mnie podłamała. Jej wszystko wychodzi a ja?

Mam już dość czytania o tym, że dzieci do adopcji są tylko z deficytami, że nawiązywanie z nimi więzi będzie żmudne i być może nieowocne

W tym tygodniu idę do lekarza od ivf - entuzjazm na niskim poziomie. Mamy też rozmowę w OA - stresik jak wypadniemy.
Wczoraj z racji pracy musiałam rozmawiać aż z trzema kobietami na wczesnym etapie ciąży, bły młode i dopiero się dowiedziały.
Życie kopie po dupsku ile może.
Ktoś tu napisał, że czekam w dwóch kolejkach po dziecko. A owszem, tak wyszło. Nie planowałam, że w jednym miesiącu te kolejki się zbiegną co prawda...
Byłam u doktora od ivf - mam dalej brać DHEA i w styczniu trzecia stymulacja. Trochę się cieszę. Trochę wiem, że szanse marne. Chociaż jak liczyłam w kalkulatorze on line jakie mam szanse to o ile przedtem miałam ok. 30% to teraz z 25% - nie tak źle. Ale wiem, że raczej będę cudem jeżeli zaskoczę, moje wyniki przewidywały, że powinno mi się udać a skoro dwa razy klapa to raczej nic z tego nie będzie. Na dzień dzisiejszy wiem, że na pewno, na 100% nie będzie czwartego podejścia. Chcę zakończyć ten temat, pożegnać się z ivfem.
A na koniec to co ważne - byliśmy na 1 spotkaniu z psychologiem z OA. Pomijając fakt, że zapomniała, że przyjdziemy (może to był test jak reagujemy na stresujące sytuacje?) to przeżyliśmy. Pytano nas jak się poznaliśmy, mieliśmy wzajemnie mówić jakie pozytywne cechy widzimy we współmałżonku. Trochę nam to ciężko szło. Ale to nie było łatwo żeby tak opowiadać przed obcą osobą.
Wiadomość wyedytowana przez autora 23 grudnia 2018, 11:03
Wszystkim forumowiczkom awansem życzę wszystkiego najlepszego w nadchodzącym roku 2019
Dziękuję za dobre słowa! :* 1,5 roczniaki to sa jeszcze tak malutkie dzieci, ze ozywiście ze Was by pokochalo. Bardzo się cieszę ze Wasza droga postępuje, powodzenia raz jeszcze! Pisz jak bylo.
na pewno się uda przekonać, takie dziecko do 2 lat bardzo szybko się przyzwyczaja do dorosłego i do miłości której teraz w domu dziecka mu brak. trzymam kciuki za szybką procedurę :*
Fantastyczne informacje! Twoimi pokladami miłości na pewno przekonasz! Moja kolezanka,4 msc po skończonym kursie dostala 4 msc dziewczynie, wiec moze i Was "czas" zaskoczy. Trzymam kciuki
Dzieci bardzo szybko potrafią pokochać, gorzej z nastolatkami czy takimi dużymi 10letnimi dziećmi. Ale takie maluszki kilku letnie zakochują się od razu . Ty w nich też, wierz mi ;) przerabiam właśnie te miłości wśród dzieci swoich znajomych ;) trzymam kciuki! :)
Można nie przepadać za cudzymi dziećmi, ale bardzo pragnąć mieć własne. A z tym pragnieniem to bywa też tak, że jest ono jeszcze silniejsze jak tego czegoś (nie koniecznie dziecka) mieć nie możemy ;-) niestety w Polsce kobiety są często definiowane przez pryzmat posiadania/nie posiadania dziecka. Czasem pytam się znajomej czy teściowej "co słychać" i zaraz słyszę "Tosia już chodzi do przedszkola" a "Franek ma alergię na coś tam". Serio? Ja ostatnio nie przepadam za towarzystwem innych kobiet (dzieciatych) , bo nie chce mi się wysłuchiwać historii o trudach macierzyństwa czy o tym jak wspaniałe są te dzieciaki.
Zycze powodzenia, trzeba byc dobrej mysli I miec nadzieje :-)
Dzięki dziewczyny :)
W adopcji wydaje mi się, że ważne jest by takie dziecko się przyzwyczaiło do nowych rodziców i umiało wytworzyć silną więź, prawie jak z prawdziwymi, dlatego do dwóch lat to jeszcze ok. Masz rację, że to też są maluszki :) Fajnie, że coś rusza do przodu :)
Wszedzie odczytam komentarz ;) poki co wstrzymuje sie z testem. Zobaczymy. Pozdrawiam ;)
Super! Zdaj koniecznie relacje :) Moja nauczycielka z gimnazjum teraz adoptowała troje rodzeństwa. Jestem pełna podziwu, że jest taka odważna. Ale powiem Ci, że moim skromnym zdaniem nikt nie zrobi tego lepiej niż ona. Patrząc z boku pomyślałam "może tak właśnie miało być?"
Myśląc o adopcji na początku wydaje się, że to będzie tak samo jakby się urodziło własne i myśli się, że najlepiej niemowlę i udajemy, że to własne. Ehh to jednak chyba tak nie jest... Najważniejsze jest dziecko adoptowane, jego dobro i potrzeby. Pomagając takiemu dziecku, starając się mu pomów można realizować swoją potrzebę rodzicielstwa. Może być różnie i na pewno nie będzie łatwo.
Cześć cieszę się że w końcu się doczekałaś tego pana z ośrodka. bardzo ważne są wasze odczucia. Jak jesteś zadowolona to bardzo dobrze. My też będziemy czekać ile będzie trzeba, liczę na przyszły rok bardzo. Na temat mojego taty mam taka samą opinie jak ty, tylko nie mam odwagi mu tego powiedzieć. On wielu rzeczy nie rozumie a ja już nie mam siły by po raz kolejny to wszystko wałkować. Wychodzę jednak z założenia, że nie chciał sprawić mi przykrości.