Dodaj do ulubionych

Pamietniki / Tytuł: Znalazłam drogę do szczęścia, teraz szukam kolejnej ścieżki :)

Autor: Wiaterek
Wstęp

O mnie: Zawsze myślałam że pozytywna. Niestety życie weryfikuje nasze sprawy. W tym momencie przerażona dziewczyna z najprawdziwszym strachem ze nigdy nie zostanie Mamą :-(

Czas starania się o dziecko: Od kwietnia 2015

Moja historia: Od 1 kwietnia dostałam umowę na czas nieokreślony i w zasadzie od tego momentu zaczęliśmy się starać. Udało się w pierwszym cyklu. Niestety radość nie trwała długo - 14 czerwca zaczęłam plamić. Szpital i ta straszna diagnoza - nie ma akcji serca. 15 czerwiec- zabieg. Płacz, strach, zwątpienie. No bo "dlaczego ja?" Po pierwszej @ zielone światło. Jeden cykl nieudany. Po [email protected] zaczynam brać Castagnusa i 8 dpo cień na teście. Wszystko pięknie aż do 11t1d. Rutynowa kontrola i z miny lekarza już wiem, że coś jest nie tak. Serduszko przestało bić. W sercu druga ogromna dziura. Od razu badania genetyczne nasze, potem po zabiegu również dziecka. Kariotyp dziecka przychodzi szybciej - kariotyp nieprawidłowy żeński, trisomia 21. Moja córeczka... Wada nie dziedziczona, wiec przyczyny dwóch strat prawie na 100% są różne.

Moje emocje: Boje się najbardziej na świecie...

11 listopada 2015, 17:54

Wczoraj dowiedziałam się że moje drugie dziecko nie żyje. Zaczynam pisać bo nie potrafię się uporać ze strachem,z bólem i sprzecznymi emocjami. Dlaczego? Co ja złego zrobiłam, że znów się nie udało. Bo przecież było dobrze. Dziecko bardzo ładnie rosło, serduszko mu pięknie biło. A teraz go nie ma. To znaczy jeszcze jest i to nadal w moim brzuchu bo przecież zabieg dopiero za tydzień. I co ja mam zrobić ze swoim życiem? Teraz badania? A jak wyjdzie, że nigdy nam się nie uda?

11 komentarzy (pokaż)
12 listopada 2015, 13:24

Udało się załatwić zabieg... na poniedziałek. Niby dobrze, że trochę wcześniej. Oprócz tego oddaliśmy krew na kariotypy. Wynik za 4 tygodnie. Za tydzień wizyta u gina po zabiegu i wszystkie badania żeby wykluczyć autoimmunologie jako przyczynę poronienia. Jestem przerażona ilością badań potrzebnych do diagnostyki, ale nie poddam się i za jakiś czas znów postaramy się o dziecko.

1 komentarz (pokaż)
14 listopada 2015, 16:20

Wczoraj było... nieźle. Wstąpiła we mnie nadzieja. Dzisiaj... ech, szkoda gadać. Od rana coś. Jestem rozdrażniona, smutna, zła. Zbliża się dzień rozstania. I to jest mój drugi najgorszy moment w życiu. A pierwszy był zaledwie kilka miesięcy temu...

Boje się. Ten strach mnie przytłacza. Boje się żyć, boję się cieszyć, boje się powrotu do normalności. Bo co to za normalność?

Wpisałam dziś moje Aniołki w Księdze Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach. Nawet nie wiedziałam, że coś takiego istnieje. I to też jest straszne, że zmuszona jestem dowiadywać się takich rzeczy. Że jest grób dziecka utraconego. Że inni mają podobne sytuacje. Że tak jak my szukają przyczyn tego co się stało. Że też nie wiedzą jak dalej żyć...

Ponoć czas leczy rany i ja jestem w stanie w to uwierzyć, ale chyba nie dziś. Dziś mam tylko ogromny żal do świata, że po raz drugi muszę nieść swój Krzyż...


Wiadomość wyedytowana przez autora 14 listopada 2015, 16:19

2 komentarze (pokaż)
16 listopada 2015, 20:32

Jestem podwójna Aniołkowa Mamą. Chciałabym jeszcze zostać potrójna Ziemska...


Wiadomość wyedytowana przez autora 16 listopada 2015, 20:33

3 komentarze (pokaż)
18 listopada 2015, 08:39

Najgorsze są poranki. Budzę się z pustką pod sercem i myślę... Potem zaczynam się trząść jak w gorączce. R. mnie przytula, głaszcze, mówi, że doczekamy swojego maleńkiego szczęścia. A mi się serce ściska, że przecież tym razem miało być... Miałam mieć dziś usg pierwszego trymestru, ale znów musiałam odwołać....

Najgorsze są poranki.

1 komentarz (pokaż)
19 listopada 2015, 20:48

Dzis zaliczylam fryzjera, lekarza i salon meblowy. Jakos jak mam duzo zajec to sie lepiej czuje ze soba. Mniej mysle :/ Lekarz dal mi skierowania na duzo badan zwiazanych z zespolem antyfosfolipidowym choc, jak to on twierdzi, obstawialby genetyke. Ja nie jestem tego taka pewna i ciesze sie, ze nie obstawal za bardzo przy swoim i zgodzil sie ze mna ze trzeba zrobic wszystkie badania. Jakby tak nie zareagowal to bym sie chyba klocila w tym gabinecie :)

A od soboty bedziemy miec juz lozko wiec nastepne dziecko splodzimy nie na podlodze, a po Bozemu, na lozu malzenskim :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 19 listopada 2015, 20:48

3 komentarze (pokaż)
21 listopada 2015, 16:43

Wczoraj pojawiła mi się laktacja. Strasznie mnie to sieklo, nie spodziewałam się tego. Rozmowa z siostra i pije szałwie żeby się skończyło.

Dziś przyszło łóżko, nawet fajnie to wygląda więc się całkiem ucieszyłam :-)


Wiadomość wyedytowana przez autora 21 listopada 2015, 16:44

3 komentarze (pokaż)
25 listopada 2015, 14:32

Pierwsze 2 badania zrobione. Nie obyło się bez niespodzianek, ale mam nadzieję, że i z tym sobie poradzę. Jutro lekarz i dalsza część badań. Teraz ze względu na ogromną ilość wkłuć w moje biedne żyły będę wyglądać jak narkomanka.

Dziś w poczekalniach pełno kobiet w ciąży. Zazdroszczę im tych brzuchów, zazdroszczę tego szczęścia i uczucia, że wszystko zmierza w dobrym kierunku. Dla mnie kolejna ciąża będzie pełna strachu, obaw i przypuszczeń, że coś jest nie tak. A ja po prostu chciałam, żeby wszystko było dobrze...

Wczoraj jak przeglądałam artykuły naukowe o zakrzepicy, przypomniały mi się pewne sytuacje, które mogą, acz nie muszą, świadczyć o tym, że i mnie ten problem dotyczy. Otóż po pierwszym poronieniu, kiedy badano mi krew aby określić czy poziom bhcg spada czy rośnie, musiałam oddać krew dwa razy bo w pierwszej probówce zrobił się... i tu uwaga - skrzep. Skrzep!!! Wyczytałam, że problem ten może pojawić się przy nadmiernej krzepliwości krwi lub gdy płynu, który zapobiega krzepnięciu jest za mało. Serio, nie słyszałam, żeby komuś krew zakrzepła w probówce. Druga sprawa to ból nogi w ciąży, dokuczliwy, w pewnym momencie wręcz nie do wytrzymania. Ja wzięłam to za rwę kulszową, albo coś związanego ze zwiększoną ilością krwi w organizmie, a to mogło znaczyć, że za kilka dni moje dziecko będzie niedotlenione.

Wszystkie dziewczyny, taki apel do Was. Jeżeli straciłyście dziecko raz, to gnębcie swoich lekarzy o badania, albo zróbcie je na swój koszt. Ze swojego doświadczenia wiem, że to nie jest tak, że pierwsze to na pewno genetyka. Jeśli nie macie jeszcze dzieci, pierwszą ciąże straciłyście - zbadajcie się. Może to uratować życie Waszemu drugiemu dziecku. W mojej głowie ciągle jest pytanie czy gdybym się zbadała to mogłabym je uratować?...

0 komentarzy (pokaż)
26 listopada 2015, 13:00

Miałam córeczkę... I była chora. Moje biedne maleństwo :(


Wiadomość wyedytowana przez autora 26 listopada 2015, 15:49

1 komentarz (pokaż)
29 listopada 2015, 21:39

Bola mnie jajniki jak na ovu... Co prawda czulam ten bol tylko raz w ostatnim cyklu ciazowym, ale wiem, ze to to. Czuje takie klucie co jakis czas i jakby bulgotanie? Dziwne to. Po pierwsze nie spodziewalam sie w ogole owulacji, a po drugie na pewno nie tego, ze ja bede odczuwac. Szczerze mowic myslalam, ze wtedy mialam ten bol po Castagnusie, a tu sie okazuje, ze chyba mi sie cykle popierdzielily kompletnie. Moze faktycznie nie powinnam byla wtedy zachodzic w ciaze?

Psychicznie czuje sie juz troche lepiej. Dzwonila dzis kolezanka, jedna z dwoch z ktorymi trzymam kontakt jeszcze od liceum. Oni staraja sie o dziecko juz 2 lata. Ma zespol policystycznych jajnikow, zaburzona gospodarke hormonalna, brak naturalnej owulacji. Teraz sie leczy, jest stymulowana wiec pewnie w koncu zaskoczy. Ja problemow z zajciem w ciaze nie mam, za to utrzymanie jej to zupelnie inna sprawa. Fajnie by bylo jakby nam sie udalo w podobnym czasie zajsc w ciaze i je szczesliwie donosic. Wierze, ze sie w koncu uda. W koncu wiele dziewczyn ma 2 straty i potem rodza zdrowe dzieci.


Wiadomość wyedytowana przez autora 30 listopada 2015, 11:21

1 komentarz (pokaż)
3 grudnia 2015, 18:23

Nauka przynajmniej pozwala oderwać myśli od tego wszystkiego. Między innymi dlatego nie przekładałam terminu tego egzaminu, choć nie czuje się dobrze przygotowana...

Uświadomiłam sobie dzisiaj, że zapomniałam pojechać odebrać wynik badania histopatologicznego. Ale w sumie co to zmieni? Nic nowego to badanie nie wzniesie.

Mama nadal dzwoni codziennie i podtrzymuje mnie na duchu. Czekam na te telefony. Wyszłabym już do ludzi, napiłabym się piwa. Tyle czasu nie piłam... Czasami napijemy się lampki wina, ale trochę się boję przesadzić. Ostatnio po 3 kieliszkach dopadły mnie skurcze macicy i... to było straszne. Mieliśmy już do szpitala jechać. Na szczęście przeszło. Ale piwa bym się napiła. W ogóle mam ochotę się upić i zapomnieć. Ale to po egzaminie.

1 komentarz (pokaż)
8 grudnia 2015, 12:09

Przeciwciała allo mlr - hamowanie 0%. No i załamka normalnie. Nie dość, że wada genetyczna dziecka, to jeszcze immunologia. Niby lekarz dzisiaj mówił, żeby się tym tak bardzo nie przejmować bo wiele dziewczyn ma to hamowanie na poziomie 0% i rodzą dzieci, ale taka niepewność zostaje. Mój chłop załapał mega doła. Próbowałam go trochę rozluźnić więc zaczęłam mówić, że jesteśmy tak bardzo podobni, że nawet mój układ immunologiczny nie rozpoznaje go jako "wroga". No i tak go zaczęłam pocieszać, ze sama się poryczałam :/
Zapisałam się do immunologa - hematologa. Nie wiem co z tego wyjdzie. Ponoć to się leczy jakimiś szczepionkami z limfocytów partnera, albo wlewami z immunoglobuliny, ale nie ma udokumentowanych badań, że to na coś wpłynie. Chyba będziemy próbować najpierw z duuuużą dawką progesteronu, acardem, clexane i może z czymś co mi zagłuszy trochę układ odpornościowy? No nie wiem, zapiszę się jeszcze do Pani Profesor z Warszawy. Jest ginekologiem i immunologiem jednocześnie więc może mi pomoże?


Wiadomość wyedytowana przez autora 8 grudnia 2015, 20:40

1 komentarz (pokaż)
28 grudnia 2015, 10:38

No to tak. Po długim oczekiwaniu mam wszystkie wyniki badań. Wyszła insulinoodporność, ale z tym zawalczę dietą. Dodatkowo mam mutacje MTHFR A1298 C Heterozygota i wychodzi na to, że chyba zespół antyfosfolipidowy bo jedno z badań wyszło dodatnie. Czyli nadal zostaje przypisana do żelaznego zestawu: progesteron, clexane, acard i może encorton + dodatkowo ze względu na mutację 5-15 mg kwasu foliowego. Sama nie wiem. Jeszcze 10 dni do lekarza, tej profesor z Warszawy. Zobaczymy co mi powie...

Na razie pochwalę sie Wam, że dieta i ćwiczenia przynoszą rezultaty. Dziś Waga o 3 kg mniej :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 19 lutego 2016, 09:13

0 komentarzy (pokaż)
15 stycznia 2016, 13:04

Kolejne 1,5 kg mniej :) jeszcze tylko 7,5. Nie bardzo się tą wagą przejmuję. Wymiary jednoznacznie wskazują na to, że tłuszczyku jest coraz mniej, za to przybywa masy mięśniowej. Nie ukrywam, że lepiej się czuję, chociaż jak sobie wyobrażę, że czekolada odpada u mnie już do końca życia to żal ściska serce. Ale czego się nie robi? Motywację mam silną. Wiem, że w ciąży nie będzie wolno mi ćwiczyć tak jak teraz, ale przerzucę się na spacery. Dłuuuugie spacery. I moje dziecko/dzieci będą miały szczupłą Mamusię :)

Pani profesor kazała zbadać hormony pod kątem PCO i zapowiedziała, że kolejna ciąża na metforminie, clexane i acardzie. Od siebie dołożę jeszcze progesteron, bo chcę mieć świadomość, że zrobiłam wszystko co w mojej mocy, żeby dziecko miało szanse dotrwać do porodu. Biorę kwas foliowy 15 mg (aż skończę opakowanie, potem zmniejszamy dawkę na 5 mg), femibion, koenzym Q10, witaminy z grupy B, witaminę D3 no i acard, a do tego stosuję dietę o niskim IG, ćwiczę. Nie chcę mieć sobie nic do zarzucenia, gdyby coś... ale nie, to się już tym razem nie stanie. W końcu ile razy można?

1 komentarz (pokaż)
18 stycznia 2016, 09:37

Termin porodu pierwszego Aniołka. Od tygodnia chodzę zdenerwowana, nie mogę się skupić. Cały czas myślę... Dzisiaj pękłam. Rano powiedziałam mężowi, że dziś jest ten dzień i wybuchłam płaczem. Tak strasznie chciałabym mieć moje dziecko przy sobie...

7 komentarzy (pokaż)
11 lutego 2016, 15:17

Jak dziś weszłam na wagę to mi się wierzyć nie chciało. Prawie 8 kg mnie!!!Jeszcze tylko 4 do wymarzonej wagi :) Dobrze by było dojść do tej wagi przed ciążą, która, mam nadzieję, będzie za miesiąc. Zaczynam się bać. Bo co jak znowu mnie to spotka? Ale nie mogę tak żyć, robię przecież wszystko, żeby było dobrze. Z badań wyszło PCO o niewielkim nasileniu, ale jednak. Dostałam metforminę. Progesteron mam ładny (19,5) więc suplementacja go jest chyba trochę na wyrost. No ale zobaczymy :)

3 komentarze (pokaż)
6 marca 2016, 13:41

ilość kilogramów na minusie - prawie 10 :) Jest mega :) Wczoraj stwierdziłam, że robi się ze mnie laska. Czekam na owu. To już dzisiaj albo jutro (obstawiam dzisiaj). Cykl się ładnie skrocił do stanu sprzed ciąż. Jestem bardzo zadowolona z tego faktu, bo szczerze to nie wierzę, że obydwoje moich dzieci miało wady genetyczne. Może zbytnią optymistką, albo psymistką jestem, ale moim zdaniem odpowiedzialnym za pierwsze poronienie był mój niestandardowy klinicznie zespół antyfosfolipidowy. Zastanawiam się czy Clexane 40 to nie za mała dawka, ale chyba muszę spróbować. Nie chcę się leczyć na własną rękę (ale progestron chyba sobie sama dołożę, oczywiście bez wiedzy męża, bo on jest zdania, że skoro mam lekarza, który daje mi jakieś leczenie to mam się trzymać zaleceń w 100%) bo moja Pani doktor nie każe suplementować niepotrzebnych rzeczy. M.in. progesteronu, jeżeli wyjdzie na ładnym poziomie. Tylko czy taki progesteron zaszkodzi? Chyba nie :)

0 komentarzy (pokaż)
16 marca 2016, 16:21

7 dpo - progesteron 16,5 ng/ml. Nie jest źle, ale w poprzednich cyklach miałam koło 19. Nie czuję się nic ciążowo chociaż dzisiaj piersi jakby bardziej jędrne. Ostatnio koleżanka mi powiedziała, że ból piersi i ogólnie PMS przed @ może świadczyć o za małej ilości progesteronu. Przed pierwszą ciążą miałam mega objawy przed @. Paliły mnie piersi, bolał kręgosłup, byłam wściekła na wszystko i wiecznie głodna. Z tego wszystkiego po poronieniu została mi tylko ogromna chęć na słodycze. Czasami się zastanawiam czy mojego pierwszego dziecka nie dało się uratować... Może wystarczyło brać progesteron?

0 komentarzy (pokaż)
20 marca 2016, 09:54

b34fa37ea89e.jpg

Nawet się nie boję. Jestem jakoś dziwnie spokojna. Sama nie wiem czemu. Pierwszy dzień wiosny a we mnie rośnie nowe życie. Niech rośnie i rośnie i już za 9 miesięcy moje malutkie Szczęście będzie ze mną <3

6a64c379f90c.jpg
A tu jeszcze efekty mojej walki ze zbednymi kilogramami :-)


Wiadomość wyedytowana przez autora 20 marca 2016, 10:35

1 komentarz (pokaż)
20 marca 2016, 09:54

Ciąża rozpoczęta 20 lutego 2016

2 komentarze (pokaż)
UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)