Forum Starając się - ogólne Poronienia, a kolejne starania...
Odpowiedz

Poronienia, a kolejne starania...

  • AUTOR
    WIADOMOŚĆ
    1 2
Oceń ten wątek:
  • Karmelek211 Autorytet
    Postów: 989 864

    Wysłany: 10 lutego 2015, 15:17

    Cytuj  /     /  Zgłoś
    Witajcie,
    Długo się zastanawiałam czy napisać coś od siebie na forum. Doszłam w końcu do wniosku, że może warto wygadać się komuś, kto przeżył to co ja. Kto zrozumie jak ciężko jest żyć dalej po stracie dziecka, niejednego dziecka ...
    O tym, że chce mieć dzieci wiedziałam już od podstawówki. Moja mama pracowała przez 15 lat w żłobku. Odwiedzałam ją tam często, chciałam pomagać w opiece nad dziećmi, bawić się z nimi, wychodzić na spacery itp. Te młodzieńcze doświadczenia spowodowały, że wybrałam studia pedagogiczne. Na studiach nauczyłam się, że posiadanie dziecka to nie tylko karmienie, wychodzenie na spacery, czy przewijanie to również ciężki trud wychowania i ogromna odpowiedzialność za drugiego człowieka. W brew pozorom to wcale nie jest takie proste być rodzicem, opiekunką czy wychowawcą.
    Po ukończeniu studiów wiedziałam, że muszę znaleźć pracę, ustatkować się , po prostu stworzyć odpowiednie warunki dla dziecka. Zawsze powtarzałam, że nie jest \"sztuką\" zajść w ciążę i urodzić dziecko, \"sztuką\" jest być dobrym rodzicem. Teraz z perspektywy czasu sądzę, że ogromną \"sztuką\" jest utrzymać ciążę i urodzić zdrowe dziecko, a reszta się ułoży...
    Po 9 latach bycia razem z moim chłopakiem postanowiliśmy, że czas wziąć ślub, uwić gniazdko i mieć dziecko. W końcu mamy gdzie mieszkać, mamy dobre prace, jesteśmy odpowiedzialni i rozsądni - idealni rodzice ...
    Po 2 miesiącach od ślubu zaszłam w ciąże. Byłam ogromnie szczęśliwa. Nie wierzyłam, że tak szybko się uda. Myślałam - to cud! Dar od Boga! Moje marzenie się spełniło, niesamowite! Wspólnie z mężem wymyślaliśmy imiona, planowaliśmy jak urządzimy pokój, gdzie pojedziemy już we troje na wakacje, kogo weźmiemy na chrzestnych itd. Nie przeszło mi przez myśl, że coś złego może się wydarzyć ...
    Pamiętam doskonale swoją pierwszą wizytę u ginekologa, nie była idealna. Powiedziałam lekarce, że okres spóźnia mi się 7 dni, a wynik testu jest pozytywny. Lekarka zrobiła usg, wpatrując się w ekran powiedziała: no, no jest, coś tam jest. Dziwnie się poczułam. Pierwszy raz jestem w ciąży i dowiaduje się o tym jakby to był co najmniej jakiś towar... Szybko zmieniłam lekarza na znanego i dobrego ordynatora szpitala wojewódzkiego.
    Kiedy poszłam na kolejną wizytę do nowego ginekologa było już dobrze widać malutkie bijące serduszko. Jak wychodziłam z gabinetu łzy szczęścia płynęły mi po policzkach. Mąż, który na mnie czekał w aucie wystraszył się, że coś się stało. Jak powiedziałam co widziałam, sam miał łzy w oczach. To był 7 tc. Czułam się bardzo dobrze, nic mi nie dolegało, jedynie brzuch mnie bolał, ale lekarz uspokajał, że to nic złego, że nie tylko dziecko rośnie, ale i macica, dlatego boli. Na początku nie chcieliśmy nikomu mówić, że jestem w ciąży, nawet naszym mamom. Podzieliłam się tym tylko z moimi dwoma przyjaciółkami, bo nie mogłam wytrzymać. Chciałam, żeby cieszyły się razem ze mną. Radość nie trwała długo ...
    Tego pamiętnego dnia źle się czułam, w pracy bolał mnie brzuch, dostałam dziwnych wzdęć. Brzuch zrobił się twardy, a ból dość tępy i rozlany. Poszłam do toalety i zauważyłam plamienia. Wpadłam w panikę i zaczęłam płakać. Koleżanka uspokajała mnie i mówiła, że w ciąży miała krwawienia, ale wszystko było dobrze i urodziła zdrowe dziecko. Zadzwoniłam do swojego lekarza, który kazał mi natychmiast jechać do szpitala. Zadzwoniłam po męża, żeby ze mną pojechał, bardzo się bałam. Nie mogłam się opanować. Pomyślałam: Boże,nie rób mi tego, błagam! Szpital pamiętam jak przez mgłę. Najpierw papirologia, potem niecierpliwe czekanie na lekarza i badanie. Rozpoznanie: poronienie... To było straszne, jak najokrutniejszy koszmar. Lekarz mówił: niestety, nie widać akcji serca płodu, ciąża się nie rozwija. Zanosiłam się od płaczu, wpadłam w histerię, nie rozumiałam co mówił do mnie. Wyszłam z pokoju badań i wpadłam w ręce męża, który pytał co się dzieje. Nie mogłam mówić... Siedzieliśmy na szpitalnym łóżku i razem płakaliśmy. Następnego dnia, miałam kolejne badanie, potwierdzenie rozpoznania i zabieg wyłyżeczkowania. Jechałam na salę zabiegową, cały czas płacząc. Pielęgniarka trzymała mnie za rękę mówiąc: wszystko będzie dobrze, czasem tak się dzieje, proszę się uspokoić i nie płakać. Jak mogłam nie płakać, skoro cały świat zawalił mi się pod nogami. Moje marzenie zostało mi zabrane, ot tak po prostu. Cały czas w myślach powtarzałam, Boże dlaczego? Dlaczego zabrałeś mi dziecko? Co złego zrobiłam? Za jakie grzechy tak cierpię? Samego zabiegu nie pamiętam, ponieważ miałam ogólne znieczulenie. Pamiętam, że przywiązali mi ręce i nogi, przyszedł anestezjolog, który w pośpiechu wypełniał ze mną ankietę potrzebną do znieczulenia, lekarz rozmawiał z pielęgniarkami o głupotach, a ja leżałam sama ze swym bólem...
    Po wyjściu ze szpitala spędziłam w domu 2 tyg. Nie wstawałam prawie w ogóle z łóżka, nie chciałam, żeby ktoś mnie odwiedzał, nie miałam ochoty na rozmowy. Całymi dniami płakałam. Mąż był przy mnie, wspierał mnie bardzo. Z perspektywy czasu myślę, że tylko dzięki niemu wyszłam z domu i wróciłam do pracy. Powtarzał mi, że nie mogę się poddawać, że muszę się ogarnąć, bo przecież muszę mieć siłę, żeby zajść ponownie w ciążę.
    I tak po dwóch miesiącach znowu zobaczyłam dwie kreseczki na teście. Na początku byłam w szoku, że tak szybko się to stało, trochę się martwiłam, ale nie chciałam popadać w paranoję. Starałam się opanować i myślałam teraz będzie dobrze. Poszłam do lekarza, dziecka nie było jeszcze widać. Dostałam progesteron, miałam się oszczędzać i przyjść za 2 tyg na wizytę. Nie doczekałam... Po 3 dniach zaczęłam plamić, zadzwoniłam do swojego ginekologa, kazał zwiększyć dawkę progesteronu, zrobić betę, miałam się oszczędzać. Dostałam krwawienia. Beta słaba. Rozpoznanie: poronienie ciąży biochemicznej... Tym razem nie chciałam zostać w szpitalu. Lekarz stwierdził, że nie muszę. Poronienie w trakcie, nie ma konieczności czyścić macicy, bo ciąża była wczesna. Jak się wtedy czułam? Nawet nie jestem w stanie tego opisać... Na wizycie kontrolnej zapytałam ginekologa dlaczego tak się dzieje, o co chodzi? Jaka była odpowiedź: tak bywa, ale proszę się nie martwić jest Pani młoda i zdrowa, jeszcze urodzi Pani dziecko. Proszę teraz odpocząć, zająć się czymś innym, a za 6 miesięcy zacząć dopiero kolejne starania. Już wtedy zastanawiałam się dlaczego nie chce zrobić jakiś badań, może jest jakaś przyczyna, którą można leczyć i nie będę musiała już cierpieć. Niestety lekarz nie zlecił wykonania dodatkowych badań, nic.
    Mijały kolejne miesiące. Niby doszłam do siebie, niby było dobrze, ale myślałam o tym wszystkim cały czas. W między czasie moje koleżanki zachodziły w ciąże, inne niedawno urodziły, a ja byłam sama i bardzo cierpiałam. Niektórzy, którzy nie wiedzieli co przeszłam pytali kiedy będziemy mieli dziecko. Nie byłam w stanie im tłumaczyć co się dzieje. Zazdrościłam kobietom z wózkami jednocześnie ich nienawidząc, że one mają dziecka, a ja nie.Były takie dni, że wpadałam histerię i płakałam cały dzień, czasem budziłam się w nocy i zanosiłam się od płaczu. Stałam się bardziej nerwowa, bez przyczyny złościłam się na męża, na ludzi w moim bliskim otoczeniu. Miałam koszmary, śniły mi się dzieci, martwe dzieci... Bałam się tego stanu. Bałam się również tego co będzie dalej, czy sobie poradzę jeśli zajdę ponownie w ciążę. Uczyłam się na studiach o etapach żałoby po stracie dziecka, jak pomóc w takiej sytuacji, jak się zachowywać, lecz sama nie potrafiłam przełożyć tego na siebie-paradoks ... Po sześciu miesiącach od drugiego poronienia przyszedł dzień, w którym nie dostałam miesiączki. Dziwnie się czułam, nie wiedziałam czy się cieszyć czy bać. Podeszłam do tego z dużą rezerwą. Wspólnie z mężem postanowiliśmy się nie cieszyć, wiem dziwnie brzmi. Nie chciałam kolejnej nadziei, że będzie dobrze, bo nie wiedziałam czy będzie dobrze i nikt nie mógł mi tego obiecać. Nie rozmawialiśmy już o imionach, o tym jak będzie wyglądało nasze życie z dzieckiem itp. Mijały dni, a ja nadal nie dostawałam miesiączki, bolały mnie piersi, brzuch. Zrobiłam chyba z 6 testów. Każdy pozytywny. Pojechałam do lekarza. Ten sam scenariusz, progesteron i beta co 3-4 dni. Pierwsza beta wysoka, a za parę dni spadek i plamienie... Potem krwawienie, szpital i rozpoznanie: poronienie w toku ... Już nie pytałam Boga dlaczego, pomyślałam Boga nie ma... Nie chciałam już z Nim rozmawiać i modlić się do Niego... Bardzo krwawiłam, lekarze kazali mi zostać w szpitalu. Leżałam na oddziale z świeżo upieczonymi matkami, słyszałam płacz nowonarodzonych dzieci to było dla mnie straszne. Nie spałam 3 noce, chciałam stamtąd uciekać, uciekać jak najszybciej do domu! Po powrocie do domu nie czułam nic, nie myślałam o niczym... Wiedziałam jedno, zmieniam lekarza! Tak też się stało. Pojechałam do lekarza, którego poleciła mi znajoma. Miała podobne doświadczenie, ale w końcu się udało, urodziła całego i zdrowego synka, właśnie z pomocą tego lekarza. Bardzo mi się spodobało jak opowiedziała mi o pierwszej wizycie u niego. Szczególnie to co jej powiedział: Pani jest od tego, żeby zajść w ciążę, a ja od tego aby ją utrzymać. Proszę się nie martwić, zrobię wszystko, aby została Pani matką, wiem jak bardzo ważne jest to dla Pani. Może właśnie tego mi brakowało, zainteresowania i empatii ze strony lekarza.
    Od trzeciego poronienia mija 6 m-cy, a ja jestem po kilku szczegółowych badaniach. Czekam na kolejne badania które będę miała robione w szpitalu. Nowy lekarz jest niesamowity! Rozmawia ze mną, tłumaczy, na każdej wizycie jest trochę jak terapeuta. Czuję, że mnie rozumie. Na razie wyniki są w porządku, nie znamy jeszcze przyczyny, szukamy dalej. Nie wiem co będzie dalej... Jedno wiem, nie chcę marzyć, bo moje marzenia, które się spełniają są ulotne ...
    Chciałabym, aby ludzie mogli rozumieć ból kobiet, które straciły swoje dzieci. To jest naprawdę bardzo ciężkie przeżycie i to, że normalnie dalej funkcjonujemy nie oznacza, że zapomniałyśmy...
    Po ostatniej wizycie lekarz dał nam zielone światło, powiedział, że musimy ponownie spróbować i spr co będzie.Zaczynamy walczyć od nowa :-) Jestem po monitoringu owulacji. Owulacja była najprawdopodobniej w sobotę 07.02 lub niedziele 08.02, ponieważ jeszcze w piątek był widoczny pęcherzyk, a w poniedziałek pozostał tylko płyn. Martwię się tylko, ponieważ współżyłam z mężem 04.02, 08.02,09.02., nie wiem czy plemniki dały radę.... Jeśli któraś z Was przeżyła podobną historię, która zakończyła się sukcesem bądź nadal walczy, piszcie!!
    Pozdrawiam gorąco :-)

    Wiadomość wyedytowana przez autora: 10 lutego 2015, 15:28

    Foto_Anna lubi tę wiadomość

    Rozalia nasza Gwiazdka z nieba<3
    Moje Aniołki 09.2013 [*] 12.2013 [*] 08.2014 [*]
    3277f92879.png



  • Mordeczka Autorytet
    Postów: 7186 1658

    Wysłany: 10 lutego 2015, 15:51

    Cytuj  /     /  Zgłoś
    Aż się wzruszyłam :(
    Ciężkie przeżycia:(
    Trzymam kciuki i wierzę że szczęśliwie do nosisz maleństwo :* <3

    Gabrysia 5.02.2016 ❤
    Starania o 2 maluszka ❤ 6 cs
  • Karmelek211 Autorytet
    Postów: 989 864

    Wysłany: 10 lutego 2015, 16:07

    Cytuj  /     /  Zgłoś
    Też wierzę, że się uda, bo inaczej bym zwariowała :(
    Teraz tylko czekać, aż nie dostanę okresu :-)

    Rozalia nasza Gwiazdka z nieba<3
    Moje Aniołki 09.2013 [*] 12.2013 [*] 08.2014 [*]
    3277f92879.png



  • Mordeczka Autorytet
    Postów: 7186 1658

    Wysłany: 10 lutego 2015, 16:21

    Cytuj  /     /  Zgłoś
    Dasz rade kochana :) Cierpliwości i spokoju życzę :*

    Gabrysia 5.02.2016 ❤
    Starania o 2 maluszka ❤ 6 cs
  • Karmelek211 Autorytet
    Postów: 989 864

    Wysłany: 10 lutego 2015, 16:25

    Cytuj  /     /  Zgłoś
    :-) Dziękuję :*

    Rozalia nasza Gwiazdka z nieba<3
    Moje Aniołki 09.2013 [*] 12.2013 [*] 08.2014 [*]
    3277f92879.png



  • odrobinacheci Autorytet
    Postów: 1376 1403

    Wysłany: 10 lutego 2015, 16:51

    Cytuj  /     /  Zgłoś
    Ja uważam, że czasami natura jest mądrzejsza od nas i w przeciwieństwie do człowieka nie stara się czegoś podtrzymać na siłę.
    Teraz prowadzi Cię już specjalista więc może znajdzie przyczynę waszych niepowodzeń. No to życzę Ci, abyś nie dostała tej wrednej @ przez najbliższe 9 miesięcy :)

    Wiadomość wyedytowana przez autora: 14 kwietnia 2016, 10:00

    Udało się w 23CSPP <3 Córka/ Elena <3
    eLYHp2.pngmUTmp1.png
  • nick nieaktualny

    Wysłany: 11 lutego 2015, 18:56

    Cytuj  /     /  Zgłoś
    Karmelek211 wrote:
    Też wierzę, że się uda, bo inaczej bym zwariowała :(
    Teraz tylko czekać, aż nie dostanę okresu :-)
    Karmelku przeczytałam Twój komentarz i Twoją historię wyżej i boję się,że jeśli jednak przyjdzie okres to znowu się podłamiesz...
    Czy masz plan na kolejną ciążę? Chodzi mi o to jak będzie prowadzona.Czy lekarz nie wspominał o heparynie albo acardzie? Skoro nie znacie przyczyny szkoda byłoby kolejną ciążę prowadzić na lekach ,które nie pomogły lub pomogły za mało...

  • Karmelek211 Autorytet
    Postów: 989 864

    Wysłany: 12 lutego 2015, 13:32

    Cytuj  /     /  Zgłoś
    CZEKOLADOWA, tak lekarz mówił, że będzie dużo leków, może nawet szpital przez pierwsze tygodnie. Wspominał właśnie o heparynie. Wcześniejsze ciąże prowadził inny lekarz, który dawał mi tylko duphaston, ale i to nie pomagało, bo po 2-3 dniach zaczynało się plamienie, a w konsekwencji tego krwawienie i poronienie... :( Oby teraz się wszystko się ułożyło. Oczywiście, martwię się co będzie jak przyjdzie @, póki co staram się o tym nie myśleć. Dziś jest taki piękny dzień, mój mąż ma wolne, cieszę się, że możemy pobyć razem, ot tak po prostu :)

    Rozalia nasza Gwiazdka z nieba<3
    Moje Aniołki 09.2013 [*] 12.2013 [*] 08.2014 [*]
    3277f92879.png



  • aaagaaatka Autorytet
    Postów: 1664 879

    Wysłany: 12 lutego 2015, 15:00

    Cytuj  /     /  Zgłoś
    Karmelku wiele nas łączy. Ja poroniłam 2 razy - rok temu puste jajo płodowe (8t), pół roku temu ciąża biochemiczna (5t). Też nie poznałam do tej pory przyczyny. I tez muszę poszukać lekarza, któremu ufam, bo Ci na których trafiłam do tej pory to szkoda gadać. I jestem przerażona, że historia się może powtórzyć...
    Ja miałam owulację 6lutego, więc podobnie - natomiast niestety nie mam lekarza, który w razie powodzenia miałby jakiś plan na prowadzenie kolejnej ciąży. Ale dzisiaj postanowiłam, że niezależnie od tego czy teraz się uda czy nie - idę do kolejnego lekarza - bardzo polecanego w Internecie.
    Kiedy testujesz? Ja zamierzam 18.02 i przy okazji zapraszam na forum Lutowe Staraczki :)

    f2w3sek2i28gayyb.png
    Bóg podarował mi tak cenny prezent
    On musiał Cię zrobić z chmur i anielskich skrzydeł <3

    02.02.2014 [*] , 15.09.2014 [*]
  • naataszaa Koleżanka
    Postów: 104 18

    Wysłany: 12 lutego 2015, 17:32

    Cytuj  /     /  Zgłoś
    Witam Cię karmelku :) bardzo wzruszyła mnie Twoja historia, przykro mi, że tak źle Cię los traktuje .. ale musisz sie trzymac i wierzyc, ze sie uda!! Moja historia troche sie rozni, bo ja mialam ciaze pozamaciczna i niestety mam tylko jeden jajowód .. 5 cykl staran i nic.. mam nadzieje ze w marcu nie zawita do mnie ta wredna małpa ;)

    Dlaczego właściwie tęsknimy za tymi, którzy w gruncie rzeczy nie mogą za Nami tęsknić. ... ?
    Aniołek 9tc [*] 07/10/2014 (ciąża pozamaciczna)
    Aniołek 5tc [*] 13/05/2015 (ciąża biochemiczna)
    Aniołek 7tc [*] 05/12/2016 (ciąża biochemiczna)
  • Greeta Debiutantka
    Postów: 7 1

    Wysłany: 13 lutego 2015, 08:39

    Cytuj  /     /  Zgłoś
    Karmelek trzymaj się dzielnie. .
    jestem po trzykrotnym poronieniu. .obecnie mam torbiel endometrialna.
    Jestem załamana:(

  • Karmelek211 Autorytet
    Postów: 989 864

    Wysłany: 13 lutego 2015, 20:59

    Cytuj  /     /  Zgłoś
    naataszaa - Twoja historia też jest smutna,dla każdej kobiety która traci swoje maleństwo, niezależnie w jaki sposób to tragedia!! Tylko ten, kto tego nie przeżył, nie rozumie co to znaczy! Życzę Ci z całego serca, aby się udało! Abyś zobaczyła dwie kreseczki na teście i się uśmiechnęła! Bo należy nam się szczęście-szczęście jakim jest dziecko :)

    greeta - współczuję Ci :( A skąd to cholerstwo Tobie się wzięło? Nie załamuj się! Ja mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze i będę miała upragnioną dzidzię! Wierzę, że i Tobie się uda! Głowa do góry :)

    POTĘGA PODŚWIADOMOŚCI jest równie silna jak najlepszy lek, dlatego musimy wierzyć i czekać z cierpliwością, że i nas los SZCZĘŚLIWIE doświadczy! Nie widzę innego zakończenia :)
    3majcie się Kochane i czekam tylko na dobre wiadomości :)

    naataszaa lubi tę wiadomość

    Rozalia nasza Gwiazdka z nieba<3
    Moje Aniołki 09.2013 [*] 12.2013 [*] 08.2014 [*]
    3277f92879.png



  • Karmelek211 Autorytet
    Postów: 989 864

    Wysłany: 13 lutego 2015, 21:01

    Cytuj  /     /  Zgłoś
    aaagaaatka wrote:
    Karmelku wiele nas łączy. Ja poroniłam 2 razy - rok temu puste jajo płodowe (8t), pół roku temu ciąża biochemiczna (5t). Też nie poznałam do tej pory przyczyny. I tez muszę poszukać lekarza, któremu ufam, bo Ci na których trafiłam do tej pory to szkoda gadać. I jestem przerażona, że historia się może powtórzyć...
    Ja miałam owulację 6lutego, więc podobnie - natomiast niestety nie mam lekarza, który w razie powodzenia miałby jakiś plan na prowadzenie kolejnej ciąży. Ale dzisiaj postanowiłam, że niezależnie od tego czy teraz się uda czy nie - idę do kolejnego lekarza - bardzo polecanego w Internecie.
    Kiedy testujesz? Ja zamierzam 18.02 i przy okazji zapraszam na forum Lutowe Staraczki :)
    aaagaaatka - 3mam kciuk, żeby nam się udało!! Zaczęłam nawet znowu się modlić o to, aby wreszcie Bóg pozwolił na to, żebym była szczęśliwa!

    Rozalia nasza Gwiazdka z nieba<3
    Moje Aniołki 09.2013 [*] 12.2013 [*] 08.2014 [*]
    3277f92879.png



  • nick nieaktualny

    Wysłany: 15 lutego 2015, 12:27

    Cytuj  /     /  Zgłoś
    aaagaaatka wrote:
    Karmelku wiele nas łączy. Ja poroniłam 2 razy - rok temu puste jajo płodowe (8t), pół roku temu ciąża biochemiczna (5t). Też nie poznałam do tej pory przyczyny. I tez muszę poszukać lekarza, któremu ufam, bo Ci na których trafiłam do tej pory to szkoda gadać. I jestem przerażona, że historia się może powtórzyć...
    Ja miałam owulację 6lutego, więc podobnie - natomiast niestety nie mam lekarza, który w razie powodzenia miałby jakiś plan na prowadzenie kolejnej ciąży. Ale dzisiaj postanowiłam, że niezależnie od tego czy teraz się uda czy nie - idę do kolejnego lekarza - bardzo polecanego w Internecie.
    Kiedy testujesz? Ja zamierzam 18.02 i przy okazji zapraszam na forum Lutowe Staraczki :)

    A czy badaliście może nasienie? Naczytałam się już sporo i obiło mi się o uszy ,że przy ciążach biochemicznych jak i pustych jajach często jest problem z nasieniem,plemniki bywają "wadliwe"

  • czekolada Autorytet
    Postów: 1442 469

    Wysłany: 15 lutego 2015, 13:56

    Cytuj  /     /  Zgłoś
    Karmelek jak czytałam twoją historię łza w oku stoi ;-( bardzo mi przykro że los doświadczył Cię aż 3 razy...:-( Ja mam za sobą jedno poronienie ale cały czas mi jest z tym ciężko i przeszłam taka samo jak Ty za pierwszym razem. Myślę, że z czasem mija nienawiść do kobiet w ciąży i małych dzieci ale zazdrość i pytanie dlaczego Nam się udało się na pewno zostanie. I pomimo czasu nie zapomni się :-(
    Życzę Ci z całych sił aby teraz doszło do szczęśliwego finału :-)

    Karmelek211 lubi tę wiadomość

    Jakub <3
    f2wli09klx6li47m.png
    f2w3rjjgfdv6rpfo.png
  • Shibuya Autorytet
    Postów: 1968 1549

    Wysłany: 15 lutego 2015, 14:10

    Cytuj  /     /  Zgłoś
    Ja też się popłakałam...
    z całego serca życzę, żeby się w końcu udało!!!
    kiedy powinnaś dostać @? Będę trzymać ciuki i koniecznie daj znać jak poszło :)

    Karmelek211 lubi tę wiadomość

    km5s8ribzosjb8kh.png
  • nick nieaktualny

    Wysłany: 16 lutego 2015, 08:46

    Cytuj  /     /  Zgłoś
    Hej nie zawsze chce mi sie czytac takie dlugie posty ale twoj przeczytalam ze wzruszeniem i współczuciem.
    Nie przeszlam poronienia ale w październiku mialam usuwana ciąże pozamaciczna z ktora chodzilam w wielkim bolu lewej strony przez 3tyg opisze w skrocie, staralismy sie 3lata , wielki bol pojawil sie we wrześniu trafilam na miejski szpital lezalam 4dni badalo 3lekarzy mialam krwotok diagnoza ciaza pozamaciczna oczyscic mialam sie sama wyszlam ze szpitala 3dni bylo ok i znowu ten bol nie moglam chodzic siedziec pewnego dnia polecial mi taki ciagnacy skrzep z krwia zaczelam plakac ze juz po wszystkim nie moglam spac ketonal i inne tabletki nie dzialaly czekalam az moj lekarz skonczy urlop poszlam do niego diagnoza ciaza jest nadal procz tego guz na jajniku 8cm trzeba operowac, tego samego dnia jechalam do szpitala 40km dalej lekarz byl w szoku ze sama chodze caly czas mialam goraczke okazalo sie ze mam juz 2L krwi ciaza sie rozwijala w jajowodzie bylam taka zdesperowana ze zapytalam czy moga ją wrzucic w macice lekarz spojrzal i mowil ze przeszczepu to jeszcze nie robia, byla operacja po wypadku skonczyli o 2 w nocy i chcieli mnie wziac na stol nie chcialam wolalam czekac do rana i tak sie stalo po godzinie 10 trafilam na stol nie udalo sie uratowac jajnika i jajowodu kroili mnie jak na cesarke przez miesiac nie wiedzialam co ze soba zrobic w grudniu kolezanka poprosila abym pojechala do psychologa, trafilam na kretynke wyobrazcie sobie jak zrobila wywiad ciagnela temat mojego psa ktory umarl w listopadzie majac 19lat zamiast jakos porozmawiac o tej ciazy nawet mogla podniesc na duchu ale nie wolala zebym plakala z powodu psa :/
    22grudnia bylam u ginekologa powiedzial ze jest pęcherzyk okoloowulacyny i tak w swiateczny tydzien nie dawalam mezowi spokoju czasem rano popołudniu i wieczorem, 8 stycznia mialam wizyte u ginekologa mowil ciaza moze byc za dzien dwa, 10 i 11 zaczelam plamic w poniedziałek polecialm po test i 2kreski tak sie poplakalam i klebek mysli nagle czy wszystko jest ok, w tym samym dniu bylam u lekarza nawet nie wzial mnie na usg, stwierdzil ciaze prawidlowa przez szyjke macicy dal mi luteine i tak do dzisiaj ja biore, w 6tyg na usg widzialam serduszko, w srode mam drugie usg jestem bardzo zestresowana czy dziecko nadal zyje, nie wiem co zrobie jak strace malenstwo na pewno zalamie sie psychicznie.
    dodam ze starajac sie czyli juz od grudnia zaczelam brac kwas foliowy a maz magnez i cynk.
    nie zalamuj sie widzisz jaka ja mialam przygode mam dopiero 24lata a tak zle potratktowana przez okrutny los co nigdy bym sie nie spodziewala ze beda mnie operowac

    naataszaa lubi tę wiadomość

  • naataszaa Koleżanka
    Postów: 104 18

    Wysłany: 16 lutego 2015, 16:42

    Cytuj  /     /  Zgłoś
    Staraczka23 wrote:
    Hej nie zawsze chce mi sie czytac takie dlugie posty ale twoj przeczytalam ze wzruszeniem i współczuciem.
    Nie przeszlam poronienia ale w październiku mialam usuwana ciąże pozamaciczna z ktora chodzilam w wielkim bolu lewej strony przez 3tyg opisze w skrocie, staralismy sie 3lata , wielki bol pojawil sie we wrześniu trafilam na miejski szpital lezalam 4dni badalo 3lekarzy mialam krwotok diagnoza ciaza pozamaciczna oczyscic mialam sie sama wyszlam ze szpitala 3dni bylo ok i znowu ten bol nie moglam chodzic siedziec pewnego dnia polecial mi taki ciagnacy skrzep z krwia zaczelam plakac ze juz po wszystkim nie moglam spac ketonal i inne tabletki nie dzialaly czekalam az moj lekarz skonczy urlop poszlam do niego diagnoza ciaza jest nadal procz tego guz na jajniku 8cm trzeba operowac, tego samego dnia jechalam do szpitala 40km dalej lekarz byl w szoku ze sama chodze caly czas mialam goraczke okazalo sie ze mam juz 2L krwi ciaza sie rozwijala w jajowodzie bylam taka zdesperowana ze zapytalam czy moga ją wrzucic w macice lekarz spojrzal i mowil ze przeszczepu to jeszcze nie robia, byla operacja po wypadku skonczyli o 2 w nocy i chcieli mnie wziac na stol nie chcialam wolalam czekac do rana i tak sie stalo po godzinie 10 trafilam na stol nie udalo sie uratowac jajnika i jajowodu kroili mnie jak na cesarke przez miesiac nie wiedzialam co ze soba zrobic w grudniu kolezanka poprosila abym pojechala do psychologa, trafilam na kretynke wyobrazcie sobie jak zrobila wywiad ciagnela temat mojego psa ktory umarl w listopadzie majac 19lat zamiast jakos porozmawiac o tej ciazy nawet mogla podniesc na duchu ale nie wolala zebym plakala z powodu psa :/
    22grudnia bylam u ginekologa powiedzial ze jest pęcherzyk okoloowulacyny i tak w swiateczny tydzien nie dawalam mezowi spokoju czasem rano popołudniu i wieczorem, 8 stycznia mialam wizyte u ginekologa mowil ciaza moze byc za dzien dwa, 10 i 11 zaczelam plamic w poniedziałek polecialm po test i 2kreski tak sie poplakalam i klebek mysli nagle czy wszystko jest ok, w tym samym dniu bylam u lekarza nawet nie wzial mnie na usg, stwierdzil ciaze prawidlowa przez szyjke macicy dal mi luteine i tak do dzisiaj ja biore, w 6tyg na usg widzialam serduszko, w srode mam drugie usg jestem bardzo zestresowana czy dziecko nadal zyje, nie wiem co zrobie jak strace malenstwo na pewno zalamie sie psychicznie.
    dodam ze starajac sie czyli juz od grudnia zaczelam brac kwas foliowy a maz magnez i cynk.
    nie zalamuj sie widzisz jaka ja mialam przygode mam dopiero 24lata a tak zle potratktowana przez okrutny los co nigdy bym sie nie spodziewala ze beda mnie operowac



    Czytając Twoją historię przypomina mi się moja.. jest bardzo podobna .. i też mam 24 lata :)
    Pozdrawiam i gratuluję :)

    Karmelek211 lubi tę wiadomość

    Dlaczego właściwie tęsknimy za tymi, którzy w gruncie rzeczy nie mogą za Nami tęsknić. ... ?
    Aniołek 9tc [*] 07/10/2014 (ciąża pozamaciczna)
    Aniołek 5tc [*] 13/05/2015 (ciąża biochemiczna)
    Aniołek 7tc [*] 05/12/2016 (ciąża biochemiczna)
  • Karmelek211 Autorytet
    Postów: 989 864

    Wysłany: 17 lutego 2015, 22:59

    Cytuj  /     /  Zgłoś
    To jest straszne,co nas spotkało ;( Kobiety nie powinny tego przechodzić!
    Powili zbliżam się do testowania,ale boję się,że w tym miesiącu raczej nic z tego ... Obym się myliła i oby się ta wredna @ nie pojawiła 22.02. Trzymajcie kciuki :) Dziękuję wszystkim za wsparcie i życzę dużo szczęścia :)

    Rozalia nasza Gwiazdka z nieba<3
    Moje Aniołki 09.2013 [*] 12.2013 [*] 08.2014 [*]
    3277f92879.png



  • ampoule Ekspertka
    Postów: 191 85

    Wysłany: 20 lutego 2015, 12:41

    Cytuj  /     /  Zgłoś
    Karmelku i ja sie mogę dołączyć z podobna historią... Rok temu w lutym puste jajo płodowe a teraz dwie ciąże biochemiczne pod rząd. Boje sie ze nigdy nie będę mamą a mój stan psychiczny jest fatalny... Ale staramy sie walczyć dalej. Trzymam mocno za Ciebie kciuki! <3

    [*] 01.02.2014 - 6/7 tc.
    [*] 11.01.2015 - 5 tc. ciąża biochemiczna
    [*] 13.02.2015 - 5 tc. ciąża biochemiczna
    12.02.2016 urodził się Nasz Ukochany Synek Filip <3
1 2
Zgłoś post
Od:
Wiadomość:
Zgłoś Anuluj

Zainteresują Cię również:

Suchość pochwy - najczęstsze przyczyny, objawy i leczenie

Suchość pochwy to wstydliwa dolegliwość, która dotyka wielu kobiet. Kiedy się pojawia? Jakie są najczęstsze przyczyny problemów z odpowiednim nawilżeniem pochwy? Czy suchość pochwy można leczyć? 

CZYTAJ WIĘCEJ

Metody leczenia endometriozy - techniki leczenia, skuteczność, koszty

Endometrioza jest w dalszym ciągu bardzo tajemniczą chorobą. Nic dziwnego, że zarówno diagnostyka, jak i leczenie nie należą do łatwych. Jakie metody stosuje się w zależności od postaci endometriozy? Na czym polegają? Czy są one skuteczne? Jakie czynniki zwiększają szanse na powodzenie leczenia operacyjnego? Czy leczenie endometriozy jest drogie? 

CZYTAJ WIĘCEJ

"Nie mogę zajść w drugą ciążę" - czym jest niepłodność wtórna?

Gdy wspomnienia z porodu zaczną blednąć, a pierworodny synek lub córeczka wyrosną z etapu pieluch i kaszek, pojawienie się myśli o dalszym powiększeniu rodziny najprawdopodobniej będzie tylko kwestią czasu. Niestety, nie każdej kobiecie udaje się zajść w ciążę po raz drugi. Dlaczego tak się dzieje? Czym jest niepłodność wtórna i jak sobie z nią radzić? 

CZYTAJ WIĘCEJ
Fundusze Europejskie: Inteligentny Rozwój Narodowe Centrum Badań i Rozwoju Europejski Fundusz Rozwoju Regionalnego