No i udało się testy z dzisiaj też pozytywne

BBF wyliczył że dziś zaczynam 6tc (5 tyg i 0 dni)
Czuję się dobrze piersi zrobiły się bardziej wrażliwe ale nie jest to męczące, dość szybko się denerwuję czyli hormony zaczęły szaleć

a dziś mam strasznego lenia i śpiocha mogłabym dziś przespać cały dzień i jeszcze jedno piję ciągle piję jakbym miała kaca, a jak za długo siedzę to boli mnie krzyż. I to by było tyle jeśli chodzi o moje dolegliwości


Cieszę się i boje zarazem mam nadzieję że fasolinka zdrowo rośnie i będzie rosła do końca ciąży.
O moim stanie wie już kilka osób (mąż oczywiście
moje dwie siostry i najlepsza koleżanka) choć chciałabym pochwalić się już całemu światu to lękam się, ale wiem też że kolejne trzy tygodnie ciężko będzie mi trzymać to w tajemnicy 
Jeśli chodzi o moje objawy to nadal spokojnie; piersi dalej bolą czasem krzyż i raz jestem senna a raz nie mogę zasnąć piję nadal hektolitry wody bo mnie suszy

Mój nastrój też zmienia się co chwilę np. wczoraj rano wstałam zła jak osa od rana mnie wszystko wkurzało nawet to że dzieci śniadanie chciały głupia ja, później z kolei pełna energii optymizmu zadowolona radosna i mogłabym podbić świat a wieczorem znowu nerwowa i niecierpliwa ach te hormony

Wczoraj pokazałam testy mojej mamie...
M: jesteś w ciąży ?
J: na to wygląda, ale wizytę mam dopiero 11 sierpnia.
M: aaa.....
Podsumowując reakcja "żadna"
Wierze że będzie dobrze nie ma innej opcji

piersi nadal bolą coraz częściej dokuczają mi mdłości kilka dni temu pojawiały się delikatne i tylko wieczorami a dziś ledwo jak wstałam z łóżka myślałam że skończy się na przytulaniu z klozetem zaraz po tym jak wzięłam łyka kawy ale udało się je wyhamować przekąsiłam kilka ciastek i przeszło

kawę dopiłam...
piersi nadal bolą już nawet śpię w staniku bo bez mam wrażenie że cycki mi się urwą

Wczoraj robiłam warsztaty make up u mnie w domu bo mąż w delegacji i z dziećmi nie miałby kto zostać wszystko fajnie się udało ale po tych wszystkich przygotowaniach pokazach itd. wieczorem bolał mnie brzuch i byłam strasznie zmęczona o 22 już byłam w łóżku i chyba zaraz potem zasnęłam

Dzisiaj zapowiada się raczej spokojny dzień i pewnie większość dnia będę odpoczywać
Właśnie gotuję dla siebie zupke warzywna

Tak wiem że to nie pora obiadu ale do rana za daleko

z dnia na dzień jestem coraz bardziej senna, ledwo wstanę a już bym się najchętniej położyła często też mam zawroty głowy wczoraj prawie się przewróciłam tak mnie zakręciło.
Do wizyty został ponad tydzień ale po moich objawach wiem że musi być dobrze także czekam spokojnie na wizytę i
Pierwsza wizyta doczekałam się wreszcie i bardzo się bałam ale na szczęście okazało się że wszystko jest dobrze dzidzia ma prawie 2cm i pięknie pulsowało serduszko termin pozostaje bez zmian czyli 18.03.2016
Dostałam kartę ciąży zlecenie na badania krwi i moczu oraz skierowanie na USG genetyczne.
Wieczorem trochę plamiłam ale to chyba skutek badania bo tylko trochę i tylko przy podcieraniu, później już nic się nie działo więc jestem dobrej myśli.
Kolejna wizyta 10.09 na 16:40 i już się nie mogę doczekać muszę się jeszcze tylko zarejestrować na te genetyczne
Wiadomość wyedytowana przez autora 13 sierpnia 2015, 10:45
jestem za to bardziej rozdrażniona i łatwo można wyprowadzić mnie z równowagi albo krzyczę albo ryczę

nie jestem już tak bardzo senna za to np codziennie ok 5 budzi mnie pełen pęcherz i mam już problem żeby znowu zasnąć.
Dzisiaj jak wstałam do toalety to nagle zrobiłam się bardzo głodna więc już nie mogłam wyleżeć i wstałam

USG genetyczne mam zaplanowane na 8.09 a wizytę u mojego dr na 10.09 trzeba czekać jeszcze ponad 2 tygodnie a czas znowu jakby wolniej płynie...
Maż w delegacji i wszystkie obowiązki na mojej głowie a ja taka leniwa jestem że masakra i jeszcze teście... mam ochotę ich wysłać na księżyc, jak ja nienawidzę jak oni się do wszystkiego wcinają a szczególnie jak nie ma męża to mam wrażenie że mnie normalnie pilnują i rejestrują każdy mój ruch.
Dwa dni później wizyta u mojego doktorka, w między czasie muszę zrobić jeszcze badania krwi i moczu.
Mąż wraca dzisiaj z delegacji i mam nadzieję że już nigdzie go nie wyślą bo bardzo bym chciała aby towarzyszył mi podczas tych wizyt.
Teście nadal nie wiedzą o moim stanie i nie mamy zamiaru ich na razie informować bo to jedyne osoby które zamiast cieszyć się naszym szczęściem będą widzieć jedynie problemy i wytykać nam ciążę do samego porodu, tak jak było to poprzednim razem, więc dowiedzą się jak zauważą

Od samego rana było mi duszno nie mogłam złapać tchu, słabo mi się robiło i do tego czułam przez większość dnia jakby mi się jelita ściskały takie kolki w brzuchu szczypanie od środka, ciężko opisać to uczucie.
Dzisiaj też pierwszy dzień szkoły i mój synek właśnie zaczął 3 kl, aż mi się wierzyć nie chce że ten czas tak szybko leci.
Jutro do szkoły na 8 więc dzisiaj trzeba wcześniej się położyć. Dzieci już śpią, ja już po kąpieli i spacerku z pieskami więc też zaraz zmykam.
Mąż był w domku całe dwa dni i znowu pojechał, więc wszystkie obowiązki spadły na mnie, ale najbardziej mi przykro że na wizyty nie będziemy mogli pojechać razem a tak mi na tym zależało.
Muszę jeszcze ogarnąć w tym tygodniu lub najpóźniej w przyszłym na początku badania krwi i moczu, przekładam to z dnia na dzień i za chwilę "zaśpię".
Brzuch mi też bardziej zaczyna odstawać i zastanawiam się jak długo jeszcze uda mi się ukrywać przed teściami. Dzisiaj jak miałam iść z psami wpadła teściowa zapytać czy maż już dojechał na miejsce a ja w dresiku i dość obcisłej bluzeczce (w ciągu dnia chodzę w luźnych kieckach) i tak na mnie dziwnie spojrzała że w sumie nie wiem czy coś jej zaświtało czy może to tylko moja wyobraźnia

Wyjdzie w praniu, bo jeśli faktycznie spostrzegła to za długo nie będzie milczała w tym temacie

Teraz już kończę, bo się rozpisałam i mnie tu północ zastanie

Nie dość że wracają mdłości to chodzę nerwowa, zła i leniwa całymi dniami. Zaczynam coraz bardziej odczuwać brak męża, jestem już chyba trochę zmęczona tym że wszystko jest na mojej głowie. Mąż zawsze mnie bardzo wspiera i wyręcza z wielu domowych obowiązków a teraz muszę wszystko sama ogarniać, nawet te cholerne zakupy których nigdy nie lubiłam.
I takim oto sposobem w domu skończył się np. chleb bo oczywiście zapomniałam kupić wczoraj a dzisiaj zapomniałam iść do sklepu.
Na to wszystko jeszcze mój mózg zrobił sobie chyba wolne, mam taka sklerozę że czasem czuje się jak staruszka nie potrafię się skupić na niczym, a o tym jak mi słowa uciekają to nie wspomnę czasami nie mogę nawet zdania złożyć porządnie bo nagle ucieknie mi jakiś wyraz i nie mogę ruszyć z miejsca.
W godzinach popołudniowych (16-19) tak mnie muli że mogłabym spać na stojąco a później jak minie to nie mogę zasnąć i kręcę się jak opętana w łóżku do 2 w nocy a rano znowu problem ze wstaniem. Jutro muszę wstać o 6:30 i już czuję jaka to będzie męczarnia

Pewnie mogłabym dzisiaj tak narzekać jeszcze długo i długo...
W szpitalu najpierw pobranie krwi, później ankieta u psycholog-genetyk i na końcu USG które ze wszystkich zabiegów trwało najkrócej bo całe 2 min.
Na szczęście maleństwo jest zdrowe wszystkie wskaźniki w normie rączki i nóżki na miejscu serduszko biło 168 ud/min. Jestem bardzo szczęśliwa bo strasznie bałam się tego badania.
22.09 odbiór i omówienie wyników z krwi.
Nie dostałam fotki bo zabrakło papieru do druku

Jutro mam wizytę u mojego lekarza więc dokładniej obejrzę maleństwo, a na pewno dłużej

i fotka też pewnie będzie. Jestem spokojna jutro będę szła bardziej na luzie bo wiem że maleństwo sobie tam ładnie rośnie.
W piątek wraca mąż i już mam nadzieję, że go nigdzie nie będą wysyłać bo jestem mega zmęczona samotnością i wszystkim co związane z brakiem mężulka

W sobotę zaczynam już kolejny semestr nauki, w szkole od 9:35 do 16:10 ciężko wrócić ale cóż trzeba jakoś to ogarnąć
Mąż był i znowu go nie ma, a ja mam tyle teraz na głowie...
Wczoraj pierwsze spotkanie dzieci przystępujących do I Komunii Świętej i siedzieliśmy w kościele od 18 do 19:30, i myślałam że mi pęcherz pęknie

Odebrałam wczoraj moje pierwsze zwolnienie i jestem w szoku bo lekarz wypisał mi wolne aż do 10 listopada.
Właśnie... w czwartek byłam na wizycie dzidziulek spał i nie chciał nawet się poruszyć. Nie ruszało malucha nic, nawet szturchańce przez brzuch które zapodał doktorek.
Także wiem tylko tyle że serduszko bije i ogólnie ok.
Z badaniami prawie wszystko ok poza TSH które wynosi 3,72. Jestem zdziwiona bo nigdy nie miałam problemów z tarczycą, nawet w poprzednich ciążach.
Dostałam skierowanie do endokrynologa, ale najbliższy termin jest na 27 października. Wczoraj próbowałam dostać się prywatnie do poleconej pani dr. ale niestety się urlopuje i dopiero 8 może mnie przyjąć wydaje mi się że trochę za długo musiałabym czekać, przecież to 3 tyg...
No nic będę szukała dalej.
Jutro zebranie w szkole, a tak mi się nie chce. W kolejny czwartek zebranie RR, a że jestem w tej nieszczęsnej trójce to też muszę iść.
No a na to wszystko żeby nie było zbyt kolorowo, to jeszcze dzieciaki się pochorowały.
Od wczoraj mamuśka bawi się w lekarza i faszeruję moich małych pacjentów syropkami, kropelkami i nebulizacjami...
Mam nadzieję że damy radę zwalczyć te kaszle i katary jak najprędzej. Bo tylko mi jeszcze wizyt w przychodni brakuje...
Jeszcze jedno w niedzielę powiedzieliśmy teściom o ciąży...
Nie byli pocieszeni, powiedzieli do męża że jest nieodpowiedzialny i chyba nie wie co robi. W tym momencie ja "przejęłam pałeczkę" bo już nie wytrzymałam i powiedziałam, żeby nas nie oceniali bo była to świadoma i przemyślana decyzja, że oboje bardzo chcieliśmy tej ciąży i teraz jesteśmy szczęśliwi i chcę szczęśliwie donosić i urodzić zdrowe dziecko.
I chyba poskutkowało, bo w mgnieniu oka zmienili ton, i zaczęli pytać... na kiedy termin, czy znamy płeć itd.
Wstawię za chwilę fotki maluszka i brzuszka

http://naforum.zapodaj.net/thumbs/5bcff1c8eb7b.jpg
http://naforum.zapodaj.net/thumbs/e96a762de635.jpg
http://naforum.zapodaj.net/thumbs/d76739485f46.jpg
Wiadomość wyedytowana przez autora 16 września 2015, 09:06
Ogarnęłam trochę kuchnie i akwarium bo już się prosiło od dłuższego czasu.
Zeszło mi z nim dobre 2 godzinki, bo żeby nie dźwigać wielkich wiader, wybierałam wodę miseczką
trochę się przy tym na spacerowałam (ok 100 l wody, a miska 2- litrowa)Później poszłam z dziećmi na zakupy bo w lodówce zostało tylko światło

Mój dzielny 8-latek pomógł mi przytachać sprawunki do domu, żeby mamusia się nie umęczyła

Dzieciaczki już lepiej się czują katarki prawie zlikwidowane, a kaszelki ładnie się wykrztuszają i nie męczą już cały dzień. Leki będę podawała jeszcze jutro i w sobotę, żeby były pełne 5 dni kuracji. I mam nadzieje, że pożegnamy się na dobre z chorobą

Dzisiaj zebranie w szkole więc trzeba było doprowadzić się do porządku

Pofarbowałam włosy, zrobiłam hennę i regulację brwi. Jestem z siebie dumna, bo zabierałam się za to od dłuższego czasu, a teraz wreszcie wyglądam jak "LUDŹ"

Mamusia przywiozła mi dzisiaj zupkę, ucieszyłam się że będę miała obiad na dwa dni z głowy.
Odgrzałam, zjadłam a po 10 min zauważyłam że zupa sfermentowała. Czułam że ma lekko kwaskowaty posmak, ale myślałam że taka właśnie ma być i tak oto najadłam się kwaśnej zupy.
Lata mi po jelitach do teraz, mam wzdęcie i okropne gazy, ale póki co żadnej biegunki czy innych rewolucji.
No a jutro jestem skazana na gotowanie
No więc zaczynamy 16 t.c.
Szalony tydzień za mną mnóstwo spraw na głowie, a męża nadal brak.
Z tego wszystkiego zapomniałam że we wtorek byłam umówiona do poradni genetycznej po odbiór i omówienie wyników z testu PAPPA dzisiaj będę próbowała dzwonić i umówić się na inny termin, bo wczoraj już nikt nie odbierał.
Za dwa tygodnie wizyta u endokrynologa i mojego ginekologa, już się nie mogę doczekać.
Wczoraj umówiłam się jeszcze na pobranie krwi na 2.10, bo przed wizytą chcę powtórzyć wynik TSH i dodatkowo zrobię ft3 i ft4, zobaczymy co z tego wyjdzie.
Mąż miał wrócić wczoraj, ale oczywiście w firmie zawsze popsują plany i wraca dopiero dzisiaj, ale co z tego jak w poniedziałek znowu ma jechać.
Wiadomość wyedytowana przez autora 25 września 2015, 07:59
Za tydzień wizyta u lekarza prowadzącego i endokrynolog i oczywiście jak zwykle zaczynam się stresować i łapać schizy.
Piersi od wczoraj wieczór nie czuję, ale to ponoć normalne. Nie czuję jeszcze maleństwa, a przynajmniej to co czasem czuje, to nie jestem pewna czy to jelita czy dzidziulek i też się martwię.
Tak wg nie czuję się jak na ciążę i to też niby normalne w II trymestrze, jednak nie przestaję się martwić cały czas boje się że pójdzie coś nie tak

Najchętniej położyłabym się spać i wstała dopiero w następny czwartek

Mąż oczywiście był i pojechał na kolejne dwa tygodnie i wróci dzień po wizycie, przykro mi że kolejny raz muszę sama jechać do lekarza

Jutro idę jeszcze raz na pobranie krwi żeby powtórzyć TSH i dodatkowo chcę zrobić ft3 i ft4
żeby mieć świeże wyniki na wizytę u endo...
Mam nadzieje że wyniki się poprawiły i nie będę musiała brać żadnych leków.

Maleństwo rośnie idealnie mierzy ponad 11 cm, serduszko ślicznie pukało 157 ud/min.
I zamiast dziewczynki będzie mały siuraczek

Czyli trzeci synek do kompletu, trochę byłam zaskoczona bo od początku miałam przeczucie na dziewczynkę. Ciąża też jest zupełnie inna niż poprzednie, i nawet chiński kalendarz mówił że będzie córka, a tu taki psikus

Jednak nie to jest najważniejsze, naprawdę ważne jest to że maluszek rośnie sobie zdrowo i tak będzie dalej

Dzisiaj wreszcie zobaczyłam też jak sobie podskakuje, odbijał się na nóżkach jak na sprężynkach. Fantastyczny widok, jestem mega szczęśliwa.
Teraz mogę już spokojnie planować i kupować wyprawkę i oczywiście zacząć myśleć nad imieniem dla małego królewicza

Byłam tez u endokrynologa i dostałam zlecenie na USG tarczycy i inne badania, ale też receptę na leki bo tarczyca jednak niedomaga i trzeba jej pomóc.
Myślałam że nie będę musiała brać żadnych leków itd. ale trudno, czego się nie robi dla dobra dziecka

A oto moje maleństwo

http://naforum.zapodaj.net/thumbs/e69b32056195.jpg
i oczywiście siuraczek

http://naforum.zapodaj.net/thumbs/1dfc74542d9d.jpg
a to ja i mój brzuszek
http://naforum.zapodaj.net/thumbs/bf4517d0a989.jpg

Zaczęło się w niedzielę z rana Filipek zaczął wymiotować i gorączkować prawie do 39*C w poniedziałek w miarę mu przeszło. W nocy zaczął Alanek całą noc się biedaczek męczył i kolejny dzień, wczoraj już było dobrze i myślałam że na tym koniec. Jednak bardzo się pomyliłam, właśnie siedzę i pilnuję go, bo znowu zaczął wymiotować

Z lepszych wieści to:
Umówiłam się na USG połówkowe na 6.11
Maleństwo nadal rzadko i słabo czuję, muszę się bardzo skupić na "głosach" z wewnątrz

Pewnie przez to że łożysko jest na przedniej ścianie, czekam już bardzo na takie konkretne kuksańce i mam nadzieję że niedługo będę maluszka czuła często i porządnie


Gratuluję i trzymam kciuki :):)