X

Pobierz aplikację OvuFriend

Zwiększ szanse na ciążę!
pobierz mam już apkę [X]
Pamiętniki ciążowe Walka. Druga bitwa z życiem o Szczęście.
Dodaj do ulubionych
1 2 3 4

11 września 2015, 09:46

Tydzień 11 (10+3)
Waga : 62,3 kg
Obwód brzucha na wysokości pępka : 87,5 cm
Piersi nawet nie mierzyłam bo bym chyba zawału dostała ;D

W tym tygodniu znowu byłam w szpitalu. W nocy w poniedziałku na wtorek tak mnie strasznie nerka bolała, że prawie płakałam. Po południu pojechałam do rodzinnego a ten od razu dał skierowanie do szpitala. Badania porobili ale nic niepokojącego nie widzieli (zaczynam czuć się jak człowiek zagadka ;) ) i wypuścili mnie wczoraj. Co prawda w prawej nerce zauważyli jakiś zastój, ale to podobno fizjologiczne w ciąży i prawie każda kobieta ma ten zastój w prawej nerce. Spoko, ale mnie do cholery boli lewa!

WIDZIAŁAM DWA RAZY MOJE SZCZĘŚCIE! ;) Najpierw we wtorek przy przyjęciu mnie na oddział, Okruszek miał prawie 3 cm, doktor pokazał mi główkę, nóżki, rączki, no i SERDUSZKO, ja oczywiście łzy w oczach miałam ;) A drugi raz widziałam mój Skarb wczoraj rano i miał już ciut ponad 3 cm! ;) Chyba na tym wczorajszym USG byłam bardziej zestresowana niż przy przyjęciu, bałam się jak Dzidzia zareagowała na leki (bo dostałam no-spe w tabletkach, potem jeden zastrzyk jakiś rozkurczowo-przeciwbólowy a wieczorem w środę podwójną dawkę papaveryny ) ale miły Pan doktor mi wszystko wytłumaczył, pokazał wszystko cierpliwie, że jest wszystko okej żebym się nie stresowała.

I jestem w totalnym szoku! Pozytywnym oczywiście! Leżałam w tym samym szpitalu i na tym samym oddziale co wtedy, jak miałam te plamienia. Cholera, zupełnie inny szpital! Lekarze tłumaczący wszystko, obchody trwające kilka minut a nie kilka sekund, przemiłe panie położne, szok! Dodam, że lekarze ci sami, pielęgniarek/położnych widziałam kilka nowych ale to pewnie z racji tego, że sezon urlopowy się skończył i było ich po prostu więcej na oddziale. Był nawet ten lekarz co mnie wtedy wystraszył z tą betą! Chyba mnie poznał na jednym obchodzie i starał się wolno i wszystko tłumaczyć ;D

Jedyne co mnie osobiście zabolało, ale nie to ze względu, że to ja z nimi musiałam być w sali ale to, że one były ze mną w sali. Jak przyszłam na sali leżały dwie panie. No i ja. Ja z tymi nerkami. Jedna pani z ciążą bliźniaczą (o której dowiedziała się w szpitalu ;D a miała już kilka wizyt u swojego gin ;p) i krwawieniami z powodu krwiaka, ale wszystko po za tym było okej. No i Pani, która czekała na zabieg bo miała pusty pęcherzyk :( Zrobili jej ten zabieg we wtorek wieczorem i w środę wyszła do domu. A w środę rano przyszła kolejna pani do nas na sale... też na zabieg, serduszko się nie wykształciło :(
To jest straszne, że nikt nie pomyśli o tym jak wzajemnie można się czuć. Pewnie ta Pani z bliźniakami próbowała sobie tylko wyobrazić, ja wiedziałam jak one się czuły. Mnie samą rok temu położyli z ciężarną, kiedy ja czekałam na zabieg.
Dlaczego nikt nie wpadnie na dobrą segregację w salach?
Ech.

A no i oczywiście musiałam zmienić termin wizyty u swojej pani ginekolog ;D miałam ją mieć wczoraj ale nie wiedziałam, kiedy mnie wypuszczą tak więc dzielny mąż poszedł do przychodni i powiedział w czym rzecz. Położna znalazła termin na 16.09 ;)
Jestem też już umówiona na prenatalne - 24.09.

Zdjęcie brzuszka będzie w weekend albo w następnym tygodniu bo mój Pan fotograf śpi po nockach ;)

16 września 2015, 14:45

Tydzień 12 (11+1)
Waga : 61,5 kg

Moje Szczęście rośnie i ma się dobrze! ;) To już 3.5 cm Cudu! <3
Po dzisiejszej wizycie coś we mnie pękło. Dotarło do mnie, że to nie jest sen, że na prawdę jestem w ciąży! Dostałam kartę ciąży i to chyba był ten moment gdzie to zrozumiałam ;)
KOCHAM CIĘ OKRUSZKU! <3

Od wczoraj nie wiem jak się nazywam. Serio. Co zjadłam/wypiłam to wszystko zwracałam. W nocy prawie w ogóle nie spałam. Jeszcze jakieś przeziębienie się przypałętało. Próbuję się ratować tą serią specyfików na gardło i do nosa Prenalen.
Miałam dziś strasznie niskie ciśnienie u położnej 90/60 mm Hg, i pewnie (z racji tego, że do teraz byłam na suchej małej bułce i kilku łykach wody) cukier też miałam niski bo strasznie słaniałam się na nogach. Próbowałam ratować się colą, ale tylko na chwilę pomagała. Teraz wcinam kaszkę bananową, zobaczymy.

Dostaliśmy też trochę badań do zrobienia :D ciekawe ile krwi mi spuszczą ;/ a najbardziej jestem ciekawa, z której żyły ;p



GDYBY NIE CHORÓBSKO TO ZE SZCZĘŚCIA SKAKAŁABYM AŻ DO NIEBA! <3 <3 <3 <3 <3

20 września 2015, 13:04

Wpis niżej ;) mój laptop się zawiesił i trzy razy dodał to samo ;)

Wiadomość wyedytowana przez autora 20 września 2015, 13:06

20 września 2015, 13:04

Jeszcze troszkę na dół ;)

Wiadomość wyedytowana przez autora 20 września 2015, 13:06

20 września 2015, 13:05

Tydzień 12 (11+5)
Waga : 62,3 kg
Brzuch : 90 cm (gdzie doszły te 3 cm to nie wiem ;p)

Tyle się działo znowu od ostatniego wpisu, że nie wiem jak to ogarnąć, tym bardziej, że jestem wkurwiona jak osa. To może po kolei.

Środa wieczór :
Panika.
Rotenkopf poszła do łazienki, zrobiła co miała zrobić i szlag! Na papierze plamka żywej krwi, no dobra, może nie tak żywo czerwonej ale była. Oczywiście w płacz i ryk, że znowu zabiłam swoje dziecko i w ten deseń. Mąż się wkurwił, zadzwonił do mojej siostry a ta dzielnie tłumaczyła mi przez telefon, że tak po badaniu może się zdarzać i na szpital mam jechać dopiero jak się rozkręci bo a nóż robi mi się jakaś mała nadżerka albo rzeczywiście mimo tego, że nic nie poczułam pani doktor była trochę niedelikatna i coś tak po prostu za bardzo nacisnęła. Spoko. Uspokoiłam się i poszłam spać.

Czwartek :
Brat męża zadzwonił do niego czy nie pomógłby mu pogrzebać trochę w aucie. Niestety u nas na placu nie było takiej możliwości no to panowie pojechali do domu swoich rodziców.
Szanowna teściowa spytała się, gdzie są ich drugie połówki. M. powiedział, że w pracy a R. zgodnie z prawdą, że źle się czuję.
Szanowna Teściowa : A dlaczego się źle czuje?
R. : Bo jest w ciąży.
SzT: Wiem.
R. : Od kogo?
SzT: Od (jakiejśtambabki, podała nazwisko) pracuje w szpitalu, ona mi powiedziała.

Teraz będzie tytułem wyjaśnień :
Pamiętacie jak opowiadałam, że teściowa wydzwaniała w sierpniu czemu byłam w szpitalu? Sądziliśmy, że wygadała się jej ta nasza właścicielka domu, w którym teraz mieszkamy.
To już wtedy wiedziałam, że ona wie tylko czeka na Nasz ruch.
Tydzień temu w niedziele były urodziny najmłodszej siostry R. Wszyscy gapili się na mnie i mój brzuch mimo, że miałam luźną sukienkę. Kolejny punkt dla mnie, że wiedzą, tym bardziej, ze wszyscy byli dla nas mili jak nie wiem co! Ale ani słowem się nie odezwali. Przed wyjściem na te urodziny powiedziałam, że jeśli sami zaczną temat to im powiemy, a ja nie to niech się pocałują w dupę. I co? Miałam racje! ;)
Jedyny wielki plus tego jest taki, że mój plan się powiódł. Teściowa dowiedziała się o dziecku od OBCYCH osób ;)
Minusy są takie, że na dobrą sprawę mogłabym jakoś wydębić od teściowej nazwisko tej pielęgniarki (bo mąż zapomniał, faceci... ;D) i pójść do dyrekcji. Niestety to mogła być któraś z tych bardzo miłych pielęgniarek więc nie będę tego ruszać.
I standardowo jak w zeszłym roku - żadnych gratulacji, uścisków czy pytań odnośnie dziecka.

Piątek :
Badania ;) miałam ich trochę zleconych po ostatniej wizycie i bałam się ile krwi mi spuszczą ;D I rano szok! Prawie dwa razy zjechałam w przychodni. Nigdy, prze nigdy nie było mi tak słabo. Najpierw do rejestracji a potem jak zobaczyłam igłę. Nawet nie wiem ile krwi mi pobrała pani, ale sądząc po ilościach fiolek na pewno to nie było 5ml ;D
Rany, gdzie te czasy, kiedy mogłam wstać o 8 i nie jeść nic do 14 ;D
A teraz jem i śniadania, i drugie śniadania ;D
Okruszku, widzisz czego fajnego nauczyłeś mamusię? <3

Sobota i dzień dzisiejszy oczywiście głównie opiera się na kłótni o Szefa firmy.
Pamiętacie tą akcję w urodziny mojej Mamy? potem było spoko. Do dzisiaj.
R. wczoraj pojechał na mecz i jak wrócił powiedział mi, że idzie też dzisiaj na mecz na 9. Okej, jeden mecz mogę przeboleć.
Wieczorem okazało się, że tych meczy jest kilka, od 9 do 16! Ja już wkurw. Cholera jasna, siedzimy na kartonach i się przygotowujemy do przeprowadzki! Wczoraj jak R. wrócił do domu po meczu to fochy, dlaczego tak mało popakowałam. To się go spytałam dlaczego ja nie mam prawa do przerwy skoro on sobie jedzie w pizdu ? I zaczęła się haja. Ja już nie wytrzymałam i się rozpłakałam. To nagle usłyszałam, że mam myśleć o dziecku i go nie stresować.
Dobre sobie! To oni mogą nie myśleć o mnie i mnie stresować, tak?!
No i wracając do dnia dzisiejszego. O tym, że te mecze trwają 'troszeczkę' dłużej dowiedzieliśmy się po awanturze, R. powiedział panu szefowi, że przecież się pakujemy itd (nie dalej jak we wtorek byliśmy u nich i gadaliśmy, że zaczynamy się pakować to nagle zaczęło napływać więcej imprez) no to szef wymyślił, że on pojedzie na 9 ale R. musi być o 10 na boiskach bo on musi gdzieś jechać, a o 14 zmieni go inny ratownik. Okej.
Dzień dzisiejszy :
Po śniadaniu organizm domagał się drzemki. R. akurat wychodził na ten mecz. Budzę się o 12 i dzwonie do męża z pytaniem, czemu mnie nie obudził godzinę szybciej bo teraz będzie musiał czekać na obiad. Powiedział, że spokojnie, bo on i tak zostaje do końca bo nagle nie ma go kto zmienić. We mnie ciśnienie 1554762566363! Chyba nie muszę dodawać, że rozmowa skończyła się tym, że krzyknęłam, że wiedziałam, że tak będzie a potem trzasnęłam słuchawką.


Ależ się rozpisałam. Brawa dla wytrwałych ;)
A no i zapomniałam napisać, ze byłam wczoraj u fryzjerki bo już patrzeć na siebie nie mogłam. W domu foch bo wyglądałam jak facet. Okazało się, że Pani pytała mnie czy ułożyć mi włosy w tego irokeza ja jej powiedziałam, że nie bo będę je myła w domu. Po umyciu okazało się, że jednak są tak ścięte jak chciałam ;] I dopiero wtedy uświadomiłam sobie, że przecież ta Pani pytała się mnie czy je ułożyć czy nie ;D

24 września 2015, 07:41

Dziś o 14.40 mam badanie prenatalne.
Mam taki mętlik w głowie, że szok.
Wszystko mnie boli. Głowa, brzuch, serce wali jak opętane.
Boje sie.

24 września 2015, 15:26

Ciocie! Wszystko jest okej! ;) szczegóły i fotki później bo siostra zaprosiła nas na herbate ;)

24 września 2015, 21:24

Badanie prenatalne :
FHR : 155 uderzeń na minutę
CRL : 63,4 mm
Kość nosowa : obecna
Przepływ na zastawce trójdzielnej : prawidłowy
Anatomia płodu : wszystko jest tak jak być powinno ;)

Ryzyko :
Trisomia 21 ryzyko podstawowe 1:1482 ryzyko skorygowane 1:7412
Trisomia 18 1:17497 / <1:20000
Trisomia 13 <1:2000 / <1:20000

myślę, że wypisałam wszystko co najważniejsze ;)

a5d1c95123c08cfcmed.jpg
ae8e8e91791150c8med.jpg

Na 70% będzie DZIEWCZYNKA! ;) Hanna, Hanusia, Haneczka <3

Na początku sobie spała i już chciałam pytać doktora czy wszystko jest w porządku ale Dzidzia ruszyła nóżką a im dłużej trwało badanie tym bardziej się wierciła ;)

ps. Wybaczcie, że tak długo czekałyście, ale mój mąż powiedział, że dopóki nie wyjdzie do pracy to nie dostanę laptopa :D

26 września 2015, 15:42

Tydzień 13 (12+4)
Przepraszam Was, jeśli moją nieobecnością tutaj wzbudzam jakieś niepokoje - po prostu jestem w trakcie pakowania do przeprowadzki, która już lada moment! ;)

Mimo, że dziś mamy w planach duże pakowanie to mam chwilkę żeby coś napisać z racji tego, że szybko strasznie się męczę ;( najgorsze jest to, że od kilku dni a właściwie już będzie ponad 10 zauważam straszny dyskomfort w klatce piersiowej. Serce bije jak oszalałe i tak strasznie ciężko a tętno i ciśnienie mam w porządku. Może w poniedziałek przejadę się do lekarza rodzinnego.
Martwi też mnie moja skóra. Od kilku dni, szczególnie w nocy mam się zadrapać! Jak nie nogi to ręce. U mnie jest o tyle też gorzej, że mam strasznie dużo pieprzyków na ciele i boję się, że coś się stanie jak któregoś rozdrapie. W nocy byłam już tak zdesperowana, że chciałam szukać szczotki ryżowej.
W ogóle ta noc była kiepska. Strasznie się męczyłam tym snem. Tak, męczyłam się snem. Tak bardzo mi się chciało spać a jednocześnie tak często musiałam chodzić do łazienki, że spałam dzisiaj do 9, jak ostatnio wstaję o 6-7. Dopiero o 13 udało mi się coś zjeść tak żeby tego od razu z prędkością światła nie zwrócić ;/
Ale cały czas mówię, że ZNIOSĘ WSZYSTKO DLA HANI! <3
Strasznie się cieszę, że mogę już mówić do brzuszka po imieniu a nie tak bezosobowo, nawet jeśli za kilka tygodni okaże się, że jednak Hania będzie Aleksandrem to wcale mi to nie przeszkadza ;)

Jeszcze kilka dni i wejdziemy w II trymestr!
Muszę w końcu zasięgnąć opinii kilku lekarzy co z tym farbowaniem włosów. Podobno szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko, a ja tak strasznie nie lubię mieć ciemnych włosów! Jeśli jednak okaże się, że nie mogę się zafarbować to trudno. Przeżyję ;)

29 września 2015, 12:55

Tydzień 14 (13+0)
MAMY II TRYMESTR! <3

Wczoraj dostałam skierowanie od lekarza rodzinnego do szpitala żeby sprawdzili co z tym moim sercem, pojechałam w końcu do niego bo rano już prawie zjechałam od tego ucisku w klatce, mało tego byłam na pogrzebie więc nie miałam się gdzie położyć. Ile czasu tam spędziłam to już nawet liczyć nie chce... Doszli do wniosku, że mam dodatkowe skurcze nadkomorowe, niby ma je każdy człowiek, ale do cholery ja leżąc czuję się jak bym maraton przebiegła! Na całe szczęście nie chcieli mnie zostawić w szpitalu.

Odebraliśmy dzisiaj klucze do domu! ;) Czekamy aż wybije 1 października i heja z przeprowadzką! ;)

Ogólnie dzisiaj od rana znowu strasznie mnie mdli ale mimo wszystko staram się jeść normalnie ;]

1 października 2015, 14:53

Tydzień 14(13+2 / w zasadzie od badania prenatalnego powinnam dodawać 3 dni, więc 13+5 ;) )

Sajgon z domem. Okazało się, że jak poprzednia lokatorka wypowiedziała umowę to przyjechali i zabrali licznik, tak więc jesteśmy bez prądu...w poniedziałek jest transport mebli a podłogi trzeba jakoś zrobić ;/ Byliśmy dziś w Tauronie i mam nadzieję, że jutro przyjedzie pan i założy nam licznik bo jak nie to nie wiem co zrobimy.

Byłam dziś oddać krew na badanie bilirubiny. Drapie się jak bym pchły miała ;p jest to śmieszne ale i tragiczne zarazem bo nogi mam całe w wybroczynach i sińcach.
Oczywiście moje żyły dały popis, a jak już się pielęgniarka wbiła to przez zrost. Przez godzinę nie czułam ręki ; )

Dostałam też wyniki PAPP-y. Jest wszystko dobrze! ;) Co prawda ryzyko skorygowane trisomii 21 jest mniejsze od tego po badaniu usg, ale i tak jest wysokie i w normie, specjalnie dzwoniłam się upewnić ;)

No i dawno nie dodawane zdjęcie brzucha ;) Gdyby nie fakt, że od ciągłego wymiotowania schudłam to osiwiałabym bo mam wrażenie, że brzuch mi nie rośnie. Trochę też pomaga fakt, że jak leże to już nie mam płaskiego brzucha tylko jest już wypukły no i talerze biodrowe mi się skryły ;) więc tylko to trzyma mnie przed tym żeby nie zwariować i dzielnie czekać do 8.10 na wizytę.
227f77f27ce802a1med.jpg
Urósł? Chociaż troszkę? No fakt, wielkie cycki też mogą zaburzyć mój punkt widzenia bo są ogromne a przy tym mój brzuch gdzieś może się traci ;] Ooooby.


- Hahaha, za 9 dni będziesz stara! - tak mnie pocieszył dziś mój mąż ;)

3 października 2015, 14:14

Tydzień 14(15) (13+4/14+0)

Skończyły się żarty ;) muszę ostro zabrać się za pakowanie, sprzątanie i ogólnie ogarnięcie przeprowadzki, więc nie martwcie się jeśli jakiś czas się będę się odzywała, oczywiście jak tylko będę mogła to napiszę chociaż jedno zdanie, że jest okej ;) Myślę, że do czwartku powinnam już siedzieć w domu i pachnieć ;)

Trochę ponarzekałam na swój brzuch i od wczoraj zauważyłam jak się powiększa, głównie jeszcze to widzę dopiero jak się położę, ale jednak! ;)

Moja teściowa na prawdę ma coś nie halo w głowie.
Wczoraj po podpisaniu umowy poprosiłam męża, żeby do Niej zadzwonił. Głównie po to, żeby spytać, kiedy Jego młodszy brat robi urodziny. Bo A. ma urodziny w czwartek a ja w sobotę.
No i dzwoni.
Mąż: Kiedy A. robi urodziny i czy w ogóle je robi?
T: W niedzielę jedenastego.
M: No to jak będziecie się wybierać w sobotę na kawę to nie na X tylko do Y na ulicę Z.
T: My sobie musimy i tak porozmawiać ale teraz nie mam czasu!!!
I rzuciła słuchawką ;]
Oczywiście woli wyjaśnienia X to ulica gdzie teraz jeszcze mieszkamy, Y to wioska do której się wyprowadzamy no i Z ulica tego domu.
Zadzwoniła potem jak mąż był w pracy. Te 'musimy sobie porozmawiać' odnosiło się do tego, że teściowa ma focha, że nie zadzwoniliśmy do siostry męża z życzeniami urodzinowymi.
Ja z nią nie gadam, bo i tak jak już pisałam do niej to nie raczyła odpisywać, nawet na sms z gratulacjami po urodzeniu Małej a mąż nikomu (no chyba, że na mój dosadny rozkaz) oprócz mi nie składa życzeń (taki typ ;p). W ogóle co ją obchodzi komu składamy albo komu nie?! I się znowu zastanawiam czy to ona zrobiła śledztwo kto złożył M. życzenia, czy sama M. się poskarżyła ;) Najlepsze i tak było potem.
Teściowa : A nowego adresu nie będę notować. Dopiero jak przyjedziecie osobiście to sobie go zapamiętam albo zanotuje.
Zostałam bez słowa jak mąż opowiadał mi to po przyjściu z pracy. I w dalszym ciągu nie wiem co to miało znaczyć. Niech się cieszy, że się dowiedziała w ogóle, bo miałam plan, żeby nic jej nie mówić i żeby dowiedziała się dopiero jak by w sobote przyjechała na stary adres i pocałowała by klamkę ;) taka fajna ze mnie synowa :D

7 października 2015, 12:53

Tydzień 15 (14+1/14+4)

Przeprowadzka, przeprowadzka, przeprowadzka. Na razie nie umiem się na tyle ogarnąć żeby zrobić coś konkretnego. Wkurzam się, że tego dźwignąć nie mogę, tamtego przesunąć, zawsze byłam raczej taka Zosia-samosia a teraz w głównej mierze jestem uzależniona od kogoś, głównie od męża ;] Ale powoli a do przodu, byle zdążyć do soboty ;p

Jutro wizyta i boję się bo... w ogóle nie czuję strachu, jakoś nie dopuszczam do siebie, że coś się może stać. Boję się tej beztroski. Niepokoję się.

8 października 2015, 22:01

Tydzień 15 (14+2/14+6)

Dzisiejszy poranek był koszmarny. Dostałam takiego ataku paniki, że zanosiłam się od płaczu i bałam się wyjść z domu. Ogólnie cały wczorajszy dzień byłam zestresowana dzisiejszą wizytą, a strach ten spotęgował guzek, który wyczułam wczoraj wieczorem koło krtani.

Na całe szczęście moje obawy się nie potwierdziły. Hania ma się dobrze, jest na tyle duża, że głowica USG już Jej 'nie widzi' całej ;) Pani doktor powiedziała, że skoro nie tak dawno temu miałam robione badanie prenatalne to ona tylko sprawdzi obwód główki i serduszko. Oczywiście Mała nie chciała współpracować i leżała pleckami do nas, więc Pani doktor musiała trochę się namęczyć żeby uchwycić główkę. I z tego pomiaru wyszło, że znowu mamy kolejny dzień do przodu ;)
W moim moczu wyszła bardzo duża ilość krwinek czerwonych, mam kontrolować mocz. Na dodatek jak się okazało, nie przybrałam ani pół kilograma. Pani doktor powiedziała, że dopóki Hania rośnie to nie będzie się czepiać mojej wagi. Kolejna wizyta 29.10.

A teraz instrukcja pt.: "Jak wyprowadzić z równowagi samą siebie"
1) Poukładaj stos ciuchów w szafie.
2) Po zakończonej pracy zorientuj się, że nie masz na palcu obrączki.
3) Zacznij szukać, ciuch po ciuchu.
4) Znajdź ją w niemalże ostatnim poskładanym ciuchu.

9 października 2015, 20:51

Łapię solidnego doła. Od rana, co chwilę jakieś kłótnie z mężem. Plany zmieniały się co chwile. Przyjechałam do domu sama bo mąż na 14 do pracy miał, miałam rozpalić w piecu. Nigdy tego nie robiłam, ale myślałam sobie, że to nic trudnego. Troche węgla, drewna i papieru. No cóż, przeliczyłam się. Kupa żelastwa mnie pokonała. W domu zimno jak cholera, dobrze, że chociaż wodę można w bojlerze zagrzać przez prąd. Rozwyłam się w końcu i tyle znowy było ze sprzątania. Właściwie wyje co chwile. Już prawie chciałam dzwonić i odwoływać jutrzejszych gości i urodziny spędzić w łóżku.
Przez ten pierdolony piec wbiłam sobie do łba, że będę kiepską matką.

12 października 2015, 19:38

Tydzień 15 (14+6/ tydzień 16 : 15+3)

Urodziny, urodziny i po urodzinach. W sobotę moje, a w niedziele brat męża odprawiał swoje, tak więc cały weekend wyżerka ;)
W piątek też trochę mnie zaszokowała wypłata, ale zajarzyłam, że to już ten czas, kiedy zaczyna płacić mi ZUS. No to dziś dzwoniłam do ZUSu i dowiedziałam się tego, czego chciałam, więc zostaje mi czekać.

Od wczoraj do środy mąż ma nocki. W końcu nastał czas, kiedy musiałam zostać sama w nocy w nowym domu. Spodziewałam się, że tak będzie jak było. Jak R. wychodził z domu to czułam się jak małe dziecko, które zostaje pod opieką a jego rodzice wychodzą. Jak tylko zamknęłam drzwi to z płaczu zaczęłam się zanosić. Ogarnęłam się i położyłam do łóżka, biorąc po drodze największy i najostrzejszy nóż jaki mam w domu. Byle jakiś stukot, byle coś i ja już panika. Mam to od dziecka, że się panicznie boję być sama w domu szczególnie na noc więc właściwie powinnam się przyzwyczaić, ale chyba nie da się przyzwyczaić do strachu o swoje życie. Znowu zaczęłam płakać i wyłam tak długo, aż zasnęłam. O 2 w w nocy obudził mnie pęcherz, a ja kretynka godzinę debatowałam sama ze sobą czy chce mi się na tyle sikać żeby wstawać do łazienki. O 2:50 już nie dawałam rady i w asyście noża poszłam -brzmi śmiesznie ale prawdziwie ;) I tak od tej 3 do 6 sobie tylko drzemałam. W końcu nastała 6:20 i mój mąż wrócił do domu ;) Mogłam spokojnie zasnąć koło Niego. Spaliśmy tak sobie do 11 ;)
Dziś stchórzyłam i jadę do rodziców na noc. Gdyby to chodziło tylko o mnie to spoko, mogę zostać w domu i do czwartkowego poranka wyć jak głupia, ale szkoda mi Małej bo pewnie Ona odczuwa ten strach. Postanowiłam, że raczej teraz na te nocki będę jeździła do rodziców na noc, potem przez dłuższy czas mój mąż ma same dniówki więc bardziej przyzwyczaję się do domu i otoczenia a na przyszły miesiąc mój mąż ma pogadać z kierowniczką o mniejszą ilość zmian nocnych.

Z frontu ciążowego :
Brzucho ROŚNIE! ;)
Od kilku dni jem słodkie! Biorąc pod uwagę ostatnie miesiące to jem nawet sporo tych słodkości np. wczoraj aż dwa kawałki ciasta ;] A teraz jem sobie na zmianę delicje i pierniczki, kiedy mój mąż walczy z anteną (w końcu pojechaliśmy do nc+ i wzięliśmy normalną telewizję, bo w mieście spokojnie wystarczała nam antena pokojowa ale tutaj łapie same programy czeskie :D )
Mdłości nadal się pojawiają.
Cycki dalej swędzą.

Do wizyty dni : 17.

15 października 2015, 12:46

Dzień Dziecka Utraconego (*)

Maleństwo, pamiętaj, że kochamy Cie nad życie i tęsknimy jeszcze bardziej. Gdybyś żył miałbyś 8 miesięcy. Dziękuję, że pozwoliłeś Nam na to, abyśmy mogli postarać się o rodzeństwo dla Ciebie. Wierzę, że czuwasz nad Nami.

16 października 2015, 13:42

Tydzień 16 (15+3/16+0)

Jedna wielka masakra!
Chodzę jak bomba zegarowa, która w końcu wybuchnie.
Właściwie nie wiem na ile jest to depresja a na ile kurwica z nerwicą. Tylko bym leżała w łóżku i beczała, a skoro nie mogę leżeć i płakać to chodzę i klnę jak szewc.
Najgorzej było wczoraj. Zamiast wybierać zabawki dla Maleństwa kupowaliśmy mu znicz. Czym te wszystkie Aniołki zawiniły, że zamiast z ludźmi tutaj żyją w Niebie ?!

4 dni temu byliśmy kupić nc+, i do jasnej cholery do dzisiaj nie umiemy potrafić złapać sygnału. Kolejna kupa żelastwa, która wygrywa z ludzkim umysłem.
Do 22 zostałam sama na placu boju z moim ulubionym piecem. Chyba nie muszę dodawać, że w tej sprawie też jestem wkurwiona bo zamiast chwycić się porządnie roboty to będę tam musiała biegać co 30 minut. Ja nie wiem czy to żelastwo czuje kto siedzi przy nim czy jaki grzyb? Mąż wrzuci ot tak sobie łopatkę węgla i śmiga jak ta lala, ja wrzucę 1/5 i mi gaśnie kretyn.
Deszcz nie pada to chciałam iść do ogrodu przekopać te wszystkie chwasty zwane kwiatkami, no ale znając mnie raz mi coś pójdzie nie tak i się wkurwię i wrócę do domu :)
No ale ten ogród i całe podwórko trzeba doprowadzić do ładu i składu bo aż wstyd patrzeć na to, co te poprzednie lokatorki zrobiły. Wiecie jak to wygląda? Ja to widzę tak :
Pojechały sobie na zakupy. Znalazły kwiatek, który im się spodobał. Wzięły 10 sztuk. Jednego zasadziły tu, drugiego tam, ósmego jeszcze gdzie indziej. Mało tego, rajki pod płotami wyglądają jak by je tworzył (bez urazy) ktoś z parkinsonem albo zezem. W jednym miejscu rajka ma metr szerokości, za chwile raptem pół metra a za chwile 2m! Nie wiem czy taki był zamysł, ale wygląda to okropnie.

Psychicznie nastawiam się też na zjebkę na następnej wizycie z powodu mojej wagi. Wychodzi na to, że jem jak opętana a na wadze znowu -0,5 kg. Z jednej strony super, że nie będę musiała zrzucać dużo po porodzie ale z drugiej martwię się o Hankę. Z czego ona urośnie jak za chwilę będę miała tylko skórę na kościach ?

I weź tu dogódź kobiecie. Ciężarnej kobiecie.

17 października 2015, 18:27

Dziewczyny, chyba CZUŁAM dzisiaj Hankę! <3
Dlaczego chyba :
Czy dziecko może kopać co kilka sekund (!) w to samo miejsce? Śpię sobie i koło 7.30 rano czuje pod pępkiem takie właśnie jak by stukanie, ale to było na tyle częste (albo mi się zdawało przez zaspanie) że najpierw pomyślałam, że to jakieś skurcze. Obróciłam się na drugi bok (głupia ja, zamiast budzić męża to poszłam dalej spać :D) i poczułam, że mam pęcherz pełny ale chciałam jeszcze podrzemać. I znowu to się działo! Zupełnie jak by Mała dawała mi znać - Matka, ciasno tu mam, idź się do cholery wysikać! No to poszłam i jak wróciłam to wszystko się uspokoiło. I potem cały dzień czuje takie pojedyncze stuknięcia ale w tym samym miejscu.
Co o tym myślicie? To Hanka czy moje jelita robią sobie jaja? :D

20 października 2015, 12:07

Tydzień 17 (16+0/16+4)

Brzucholek rośnie, powoli bo powoli ale rośnie ;) Wagę schowałam żeby się nie stresować. Ogólnie wczoraj znowu miałam dzień mdłości i wymiotów, pobiłam rekord - dwa tygodnie był spokój ;)
Wczoraj wieczorem wzięłam sobie na noc no-spe bo po sprzątaniu miałam twardy brzuch.

I jakoś leci ;)

Pisałam Wam, jak napaliłam się na wózek i wycofali wariant kolorystyczny na którym mi najbardziej zależało ?! Adamex Pajero Alu pomarańczowy. I dupa! Nie ma ;(
Mąż wziął mnie wczoraj do dwóch sklepów dziecięcych. W tym pierwszym słaby wybór, ale w drugim...ach! Zakochałam się w dwóch innych wózkach.
1) Adamex Galactic - co prawda wszystkie wózki w sklepie mieli w kolorach szarości albo brązu ale miła Pani znalazła mi w swoich katalogach od producentów wariant z kolorem pomarańczowym! ;) Ale na stronie też już go nie mają ;/
więc raczej padnie na
2) Camarelo Sevilla - tylko nie wiem jaki kolor, pomarańczowego oczywiście nie mają, ale z żywych kolorów mają ładny zielony (!) i czerwony (ten akurat do auta będzie pasować) ;)
http://camarelo.pl/w6.html
Muszę tylko do sklepu zaciągnąć moją siostrę, która ze swojego 14miesięcznego doświadczenia już wie na co patrzeć przy wyborze wózka dziecięcego ;)

Serioo?!, tak jak Ci pisałam, jeśli Hania okażę się Aleksandrem to nic się nie stanie bo koloru różowego nie lubię, więc ciuszków podejrzewam, że będę miała mało ;) najważniejsze żeby bobas urodził się zdrowy ;)
Czkawka? Na to nie wpadłam ;p

Wiadomość wyedytowana przez autora 20 października 2015, 12:08

1 2 3 4