
Niżej jest właściwy
Wiadomość wyedytowana przez autora 23 października 2015, 13:40
Och, ach, ech. Rano wymioty, po śniadaniu wymioty. Poszłam spać i wróciłam do świata żywych

Na Kwietniówkach 2016 dziewczyny rozmawiają na temat leżaczko-bujaczka Tiny Love 3w1 (taki o http://allegro.pl/tiny-love-lezaczek-bujaczek-lozeczko-3w1-kolory-i5744540751.html). Najpierw byłam sceptycznie nastawiona do kupna tego bo mamy już kosz Mojżesza, ale po głębszej analizie chyba się skusimy na niego (podejrzewam, że używany bo nowe są strasznie drogie). Głównie urzekł mnie fakt, że dziecko w tym może spać, a więc jak pojedziemy do kogoś w odwiedziny to spokojnie możemy to spakować ze sobą i w tym położyć Hanie, jak tylko będzie miała ochotę sobie pospać
nie będziemy musieli rozkładać jakiegoś łóżka i obkładać go poduszkami żeby dziecko było bezpiecznie 
Od kilku dni straaaaasznie (!) swędzą mnie sutki. Nie umiem się opanować żeby ich nie drapać ;p
Po za tym to w poniedziałek wybieram się do Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu na wizytę u kardiologa (miła pani przez telefon powiedziała mi, że jak będę miała odpowiednio skonstruowane skierowanie to przyjmą mnie tego samego dnia) i zobaczymy co tam ciekawego wyjdzie.
Dwa dni temu wieczorem miałam jakąś małą depresję. Wmówiłam sobie, że z Hanią jest coś nie tak, że serduszko Jej nie bije i takie tam. Mąż wziął stetoskop i zaczął szukać. Uśmiechnął się tzn, że znalazł. Kazał mi ściągnąć sobie słuchawki i założyć je sobie. Jako, że ja się nie znam na tym głosach z wewnątrz rozpłakałam się i nawrzucałam mężowi, że nic tam nie słychać, że tylko tak mówi, że słychać żeby mnie uspokoić...i w ten deseń. On cierpliwie zaczekał aż fala żalu minie i ponowie przyłożył stetoskop żeby znaleźć lepsze miejsce. Nagle STUK!
Ja na męża, oczy jak 5 zł, mąż na mnie i zaczyna się śmiać...a ja? W płacz, histeryczny płacz, że to wcale nie była Hania tylko jelita! Ja ryczę a mąż się śmieje, istny cyrk
Jak już się znowu uspokoiłam to mąż wytłumaczył mi, że jelita nie mają tak silnej i pojedynczej perystaltyki
I co ja na to ? A ja w płacz...z radości i szczęścia i sama już nie wiem czego
Przymierzam się do przypomnienia kursu kwalifikowanej pierwszej pomocy i już zapowiedziałam mężowi żeby wyciągnął mi dodatkowo swoje szkolne notatki z PALS (Pediatric Advance Life Support - pediatryczne zaawansowane zabiegi resustytacyjne [strasznie tylko brzmi] ) i ogólnie notatki z pomocy noworodkom, niemowlakom itd. Czy byłybyście chętne do przejrzenia tego, gdybym zrobiła dla Was dokument z potrzebnymi informacjami?
Wiadomość wyedytowana przez autora 26 października 2015, 15:48
Wiadomość wyedytowana przez autora 26 października 2015, 15:48
Ogólnie po za ilością godzin tam spędzonych (5h) i kilkoma wrednymi ludźmi to było całkiem spoko. O 7 wbiliśmy na korytarz i szok, chyba ponad 100 osób. Miły pan z ochrony, który jednocześnie kierował tym całym zamieszaniem po jakimś czasie oznajmił, że można się ustawić do kolejki (bo wcześniej wszyscy siedzieli) a kobiety w ciąży i inni z pierwszeństwem do drugiej kolejki, generalnie kilka okienek i jedna kolejka z my na zmianę z tymi 'normalnymi ludźmi'. Potem kolejka do EKG. Na wszystkich z rejestracji dwa gabinety(jeden żeński, drugi męski) po dwa stanowiska. Oczywiście sajgon z kolejką, ta pani przed tą panią a tamtą przed tamtą, ale nie nie! tamta była przed tamtą. We mnie ciśnienie milion więc przemówiłam, że jeśli dorośli ludzie nie potrafią przypilnować sobie kolejki to ja wyciągam kartę ciąży i wchodzę jako pierwsza. Dziewczyny, w 3 sekundy ustalili kolejkę
A mnie i tak przepuścili
Potem 2 h czekania na lekarza, z gabinetu wysłał mnie jeszcze na UKG, tam ludzie też sapali dlaczego po za kolejnością bo tylko pielęgniarce powiedziałam, że jestem w ciąży i lekarz na skierowaniu napisał, że pilne (bo na UKG też są zapisy w rejestracji, paranoja, ale cóż). Z UKG znowu do doktora. Generalnie holter planowo powinnam dostać w marcu, jeśli jest coś PILNE to za tydzień lub dwa a miły Pan doktor załatwił mi na dziś i takim o to sposobem biegam sobie obklejona. Co mi jest? Konkretów się nie dowiedziałam, może jak wykluczę jakieś inne możliwe ogniska zapalne w organizmie (zalecenie lekarza) i będą wyniki z holtera to coś więcej się dowiem.Ogólnie brawa dla mnie bo teraz rozkminiam co zrobić żeby było dobrze. Tak, nawywijałam i to dosyć nie fajnie ;p w drodze do domu zawieźliśmy babci męża jakiś papierek do wypisania, który potrzebuje na coś tam. Babcia ma kaloryfery żeberkowe do samej ziemi. Serio, nie wiem co zrobiłam ale zajeba...m (to zresztą mało powiedziane) stopą o ten kaloryfer. 3 palce bolą z czego dwa spuchnięte. Na razie w ruch poszedł lód w spreyu bo nie wiem czy mogę jakąś maść. Dzwonie i nie umiem się dodzwonić do lekarki bo nie wiem czy zgodzi się na rtg nawet w tych zajebistych ciuchach no i jaką maść ewentualnie mogłabym użyć.
Jak nie urok to sraczka.
AAAAAAAAA, zapomniałabym!
Zakupiłam dziś dwa smoczki dla Hanulki!
Wiadomość wyedytowana przez autora 26 października 2015, 15:50

A w rozwinięciu :
1) Nie życzę żadnej z Was ściągania tych nalepek z Holtera. Boli jak diabli, przy jednej się popłakałam, a mój mąż sadysta się śmiał
Mam od tych wszystkich plastrów odparzenia i jestem ciekawa za ile mi to zniknie.2) Od jutra zaczynam rajd po lekarzach i laboratoriach. Byłam dzisiaj u swojego lekarza rodzinnego po skierowanie do endokrynologa z zaleceniem sprawdzenia hormonów i usg tarczycy. Oczywiście z dopiskami "Pilne" i "Ciąża" - w rejestracji u endo dowiedziałam się, że wtedy z takim skierowaniem osobiście pędzą do gabinetu i proszę doktora żeby mnie przyjął w miarę rozsądnym terminie (ach, NFZ). Oprócz tego dostałam skierowanie do laryngologa (oczywiście w razie czego z takimi samymi dopiskami) i zlecenie wizyty u stomatologa. I jeszcze skierowanie do laboratorium na mocz, crp, tsh, ft3, ft4, morfologię, alat, aspat, glukozę ... i coś tam jeszcze, ogółem pewnie znowu będzie kilka fiolek pobranych i już się cieszę. Mam nadzieję, że te wszystkie wizyty u lekarzy i badania wyjaśnią zachowanie mojego serca. Modlę się też o to, aby to nie było na tyle poważne bo chce rodzić naturalnie.
Z rzeczy przyjemniejszych :
1) Do wizyty u gin zostały już tylko DWA dni

2) Dostałam dzisiaj od siostry 3 duuuuże paczki ciuszków, miałam je przejrzeć już 3 godziny temu ale zajęłam się ogarnianiem szaf z moimi i męża ciuchami ;( układanie ciuchów to następna czynność po sprzątaniu kuchni, której wręcz n-i-e-n-a-w-i-d-z-ę!
Wiadomość wyedytowana przez autora 27 października 2015, 18:44
U ginekologa:
Z Haneczką jest wszystko w jak najlepszym porządku!

Ja przybrałam aż... 0,5 kg ;]
Mam zmniejszoną dawkę luteiny z dwóch tabletek na jedną na dzień.
Następna wizyta będzie połówkowa -rany, jak ten czas leci

Na razie gin daje mi odpocząć od badań

U endokrynologa:
Wyniki hormonów są okej, tarczyca też.
Na prawdę jestem człowiekiem zagadką bo laryngolog też nic nie widzi niepokojącego.
Generalnie listopad znów jest obfity z wizyty :
12.11 - Zabrze, Śląskie Centrum Chorób Serca, ale wizyta już u pani kardiolog, która specjalizuje się w prowadzeniu kobiet w ciąży
19.11 - ginekolog
między 16.11 a 20.11 - drugie badanie prenatalne
25.11 kontrolna wizyta u endokrynologa (mam zrobić jeszcze jakieś tam badania krwi.
Ogólnie pisałam Wam, że zapisałam się do szkoły rodzenia? Z racji braku wolnych miejsc ze znajomą będziemy chodziły dopiero w lutym ;]
Aaaa no i w moim mieście 7 listopada są warsztaty z kampanii Bezpieczny Maluch - oczywiście zgłoszenie wysłane.
A Hanulka mi się wierci i wierci!

Ps. Dziś przeżyłam kolejny szok. Dziś będąc u mamy jakoś zaczął się temat chrzcin i z ciekawości zadzwoniłam na salę, w której miałam wesele spytać się o cenę za osobę na chrzciny bo jako, że mieliśmy tam wesele mamy jakiś rabat. Pani odpowiadała na moje pytania w końcu zapytała czy już urodziłam. Mówię, ze dopiero w kwietniu na to Pani powiedziała, że raczej już bym powoli musiała rezerwować termin. Rozumiem, że na wesela i komunię trzeba szybciej sale zamawiać...ale na chrzciny?
Wiadomość wyedytowana przez autora 29 października 2015, 16:36
Pati, jedna z kwietnióweczek straciła swoje dziecko ;( Nie umiem sobie nawet w 1% wyobrazić tego co musiała czuć czekając na ostateczny wyrok. Przepłakałam chyba z 3 godziny.
Inessa, najbardziej waleczna i wytrwała kobieta, którą podczytuję odkąd jestem na ovu i bbf ujrzała II kreseczki!
Łzy cisną mi się dalej do oczu.
Ten, kto rozsiał informację, że II trymestr jest taki fajny bo masz więcej energii i znikają mdłości powinien dostać w twarz. Najlepiej krzesłem

Wczoraj przespałam cały dzień (rano położyłam się celowo, bo miałam ochotę przespać ten dzień, a i tak potem przepłakałam cały wieczór), mąż na obiad budził mnie 30 minut.
Wstałam dziś rano, zrobiłam sobie 2 tosty z serem, zjadłam i...całe śniadanie wróciło, tak, do kibelka. Na dodatek od wczorajszego wieczoru bolała mnie głowa. Wzięłam na noc pół tabletki paracetamolu i nic. Rano podczas śniadania wzięłam drugie pół. Pewnie zniknęła gdzieś w otchłani ścieków. Po tym spoufalaniu się z porcelanką poszłam się położyć bo głowa dalej bolała, a nawet i bardziej. Z założenia chciałam spać godzinkę. Spałam prawie 4 ;]
Dzwoniłam dziś umówić się na II badanie prenatalne. 16 listopada o 12.00 ujrzymy Naszą Hanię!

A 19.11 mam połówkowe u swojej gin
Rano przeżyłam zawał.
Chwilę po 9.30 się obudziłam, ale wyjątkowo nie na siku. Wzięłam sobie telefon żeby poczytać wiadomości. Leżę i czytam. Słyszę, że pod dom podjeżdża jakieś auto, chwilę potem słyszę jak drzwi na ganek się otwierają no to ja wstaję i pakuję się w kapcie, międzyczasie słyszę już dzwonek więc wołam, że już idę. Wychodzę z sypialni (a drzwi do niej mamy na wprost drzwi wejściowych, do przejścia mamy jakieś 8m korytarzem) i słyszę, że drzwi na ganek znowu się ruszają. Już zapaliła mi się lampka w głowie. Podchodzę do drzwi, patrzę – nikogo nie ma, ale słyszę odjeżdżające auto. Otwieram je z zamka, wychodzę na ganek, pustka. Wychodzę na dwór – furtka otwarta a auta nie ma. Sprawdziłam jeszcze czy na ganku nie ma przypadkiem jakiejś kartki (coś mi zaświtało w głowie), ale nic. Czym prędzej do domu, zamykam się już na WSZYSTKIE zamki (a mam ich 3), ze strachu zaczęłam wyć i zadzwoniłam do swojego osobistego ochroniarza, że natychmiast ma brać wolne i wracać do domu. Na szybko mu powiedziałam co jest, a mój R. zaczął się bawić w psychologa, że mam się uspokoić i iść pod schody tam są kije (takie do łopat itd.). No to stoję pod tymi schodami jednocześnie szukam tego kija i gadam z mężem. Słyszę jak drzwi na ganek znowu się ruszają. Ja w 3 sekundy dobiegłam do drzwi zaczęłam je otwierać i słyszę jak znowu auto odjeżdża. Wybiegam na dwór i widzę jak jakieś auto chce wjechać na główną drogę, ale dużo aut jechało, więc nadal z mężem na linii podbiegam do auta i pukam. Babka spojrzała na mnie i otwiera drzwi.
Więc pytam:
- Pani była u mnie teraz?
- A gdzie pani mieszka?- pyta się.
-Tutaj – i wskazuje na dom.
-Nazywa się Pani ...?
Podaje Jej nazwisko a ta do mnie z uśmiechem, że ma coś dla mnie. W myślach chciałam ją zabić a ta się do mnie uśmiecha,pinda. Okazało się, że przyjechała z wypłatą z ZUSu. Wyciągając kase pyta się mnie czy dzwonek działa.
-No działa, i nawet krzyczałam, że już idę a Pani nie było w ciągu sekundy.
Oczy zrobiła jak 5zł, dała kwitek do podpisania i spieprzyła.
Poczta Polska, sponsor wątpliwej rozrywki z samego rana!
Ku*^a.
Z frontu ciążowego :
Brzuchol rośnie

Zaczynają się typowo ciążowe dolegliwości fizyczne – ból pleców, bioder, puchnięcie kostek i kolan, ale i tak najgorszy jest ból żeber...najczęściej wieczorami – też tak macie? Czasami aż oddech jest mi ciężko nabrać.
Mała fika koziołki

W sobotę warsztaty Bezpieczny Maluch, w środę urodziny teściowej a w czwartek Zabrze, kardiolog. Jestem ciekawa co tam wyszło w tym holterze.

Witam się ze szpitalnego łóżka. Z Hanką jest wszystko okej
Po prostu w sobotę od samego rana mnie dusiło, myślałam, że o to od tego smogu bo w piątek miałam trochę spraw do pozałatwiania na mieście. Ale całe popołudnie nie było zmian, no to pomyślałam, że znowu łapie mnie zapalenie tchawicy. Mimo tego pojechaliśmy do brata i bratowej męża a w drodze powrotnej jako że im było bliżej nocy tym było gorzej - na nocny dyżur. Oczywiście jeszcze serce dawało swój popis więc pani doktor stwierdziła, że to od serca i wypisała mi skierowanie do szpitala. W szpitalu sajgon bo lekarka zamiast skierowanie na kardiologię dała mi skierowanie na ginekologię - swoją drogą gdybym wiedziała to bym ją upomniała. Potem o 1:30 miałam konsultacje internisty i z całej wizyty badanie trwało 10 minut a tłumaczeń i ryków lekarza ("no bo przecież jest 1:30 w nocy! ja diagnozy żadnej nie postawię!" - czy lekarz nie powinien być 'ogarnięty' przez cały dyżur? ) chyba z 20 min.Ogółem dziś dali mi holter, mam nadzieję, że jutro już wyjdę a jak nie to się wypiszę na własne żądanie bo mam kontrole u kardiologa w Zabrzu.
Z Hanki taka wiercipiętka, że lekarz nie umiał jej złapać do mierzenia. Wystraszyłam się, że tak długo jeździł głowicą i spytałam czy wszystko okej więc mi wyjaśnił, że mała jest ruchliwa bardzo
Ale udało się! I wyszło, że jestem kolejne 7 dni do przodu więc dzisiaj wg OM mam 18+6 a wg usg 20+5 ;] i teoretycznie termin porodu zmienił się na 23.03.16.Zobaczymy jak to wyjdzie przy prenatalnych.
Dziś się trochę wystraszyłam, bo Mała tylko rano raz czy dwa razy dała mi kopniaka i do 16 był spokój, poszłam do położnej żeby znalazła serducho. Po prostu chyba Mała dziś jest senna jak i ja bo serducho wali tak jak powinno

Oczywiście wg OM

I rok od pierwszego wpisu na ovu, jak ten czas leci...
Wiadomość wyedytowana przez autora 10 listopada 2015, 08:48
Będzie w skrócie bo ostatnio jestem strasznie wszystkim zmęczona.
Założyli mi też tam holter w poniedziałek i we wtorek mi go ściągnęli. Byłam dzisiaj u kardiologa w Zabrzu. Nie jest tragicznie ale dobrze też nie jest. Norma dla osób w moim przedziale wiekowym to jest do 500 skurczy (tych komorowych) na dobę...ja mam ponad 11 tysięcy. Pani kardiolog przepisała mi lek (jakiś betabloker) w dawce 25mg. Żeby było śmieszniej żadne z takich leków nie są badane na kobietach w ciąży, ale są mniej i są bardziej bezpieczne. Pani kardio dała mi ten bardziej bezpieczny ale uświadomiła mnie, że jednak dla dziecka są skutki uboczne - mniejsza waga urodzeniowa i hipoglikemia (zmniejszona ilość cukru we krwi, też przy porodzie) ALE też powiedziała mi, że niedawno jedna z jej pacjentek urodziła całkiem zdrowe dziecko (będąc po 3 poronieniach) zażywając w ciąży ten sam lek tylko, że dużo większą dawkę + lek na nadciśnienie. Tak czy siak, jutro spróbuję wbić do swojej gin żeby skonsultowała te leki i zobaczymy. Na razie mam mętlik w głowie. Swoją drogą nie wiem co gorsze - ryzykować, że kiedyś serce mi tak poświruje, że coś mi się stanie na mieście czy jak będę prowadzić auto czy jednak brać ten lek ze świadomością skutków ubocznych u dziecka.
Wczoraj byliśmy na urodzinach mojej teściowej. Oczywiście nie zdążyliśmy dobrze powiesić kurtek a ta z ryjem naskoczyła na męża dlaczego się ogolił. Rozumiecie coś z tego ? Chyba dobrze, że nie chodzi zarośnięty jak dziadek mróz i z włosami jak żul? Potem pseudo-wujek wiecznie wychodził za Nami na dwór tłumacząc, że mamy nie pomagać jego żonie bo ona jest chora psychicznie itd (opowiadałam Wam o tym jak wywalał ją na dwór w samych skarpetkach? albo bił ją ? itp) A rozrywką wieczoru była kłótnia babci i pseudo-babci (de facto rodzonych sióstr) o jakieś tam groby... Ta fajna babcia tylko poinformowała siostrę, że groby ich brata i mamy już wykupione zostały przez kogoś tam(bo były zadłużone) a tamta ze swoją familiją naskoczyła na Nią i awantura na całego.
Co się nawkurwiałam to moje.
Hania została Hanią

Z ważniejszych pomiarów :
HC (obwód główki dziecka) : 167,1 mm
AC (obwód brzuska dziecka) : 154,2 mm
FL (długość kości udowej) : 29,5 mm
HL (długość kości ramiennej) : 30,4mm
Przypuszczalna masa dziecka : 317g
Czynność serca : Uwidoczniono (149 ud/min)
Ruchy : w normie
Płyn owodniowy w normie, pępowina trójnaczyniowa, prawidłowy kształt czaszki, obraz półkul, komór bocznych, śródmózgowia i tylnego dołu czaszki prawidłowy, twarz bez rozszczepu, obraz oczu, nosa i żuchwy prawidłowy, obraz kręgosłupa prawidłowy, klatka piersiowa i płuca prawidłowe, obraz serca prawidłowy, powłoki brzuszne, układ prawidłowy, układ moczowo-płciowy i kończyny : obraz prawidłowy


Wielka stopa!


I dłuuugie nogi - po tatusiu


I najsłodsze zdjęcie
:
Tydzień 21/22 (20+4/21+1)
Hania wczoraj zaliczyła swój pierwszy koncert
TABU 
I właściwie to jedyna pozytywna rzecz na cały wczorajszy i dzisiejszy dzień.
Wczoraj od rana pobolewał mnie dziwnie brzuch, ale sądziłam, że to z 'podniecenia', że idę na koncert ulubionego zespołu(oczywiście za zgodą ginekologa). Na dodatek wiecznie miałam uczucie parcia na pęcherz, a jak szłam do łazienki i skorzystałam z toalety(dosłownie 2 krople) to od razu chciało mi się znowu. No i Hania była jakaś spokojna, za bardzo spokojna.
Potem przy szykowaniu się (jako, że mąż miał nockę z gliną od 20 do 4 nad ranem to zostałam u rodziców na noc) usłyszałam od Niego, że jak się coś stanie to będzie to w 100% tylko i wyłącznie moja wina. I cały humor szlag trafił! Na dodatek żeby się nie rozpłakać starałam się nic nie mówić to się nasłuchałam, że on nie rozumie o co mam focha. Zajebiście mówić takie coś osobie, która i tak ma już jedno dziecko na sumieniu.
Chciałam już zrezygnować z tego wyjścia, ale pomyślałam o przyjaciółce, która miała iść ze mną a też rzadko wychodzi (jest w moim wieku) bo ma 2letniego synka. Na koncert w końcu poszłam, nawet Hanulka potańcowała sobie w brzuszku

Dziś rano pojechałam z mamą na zakupy. Zaczął boleć mnie brzuch, ale tak dziwnie znowu to poszłam do ubikacji i jak się załatwiłam to ból zelżał. Dobrze, że Hania od rana daje znać o sobie bo jak wróciłam do domu to po skorzystaniu z toalety na papierze miałam mokrą plamę zabarwioną jak by krwią (czystej krwi nie było, ale kolor był taki wiecie...) ja już łzy w oczach i widzę siebie w szpitalu ale opanowałam się i sprawdziłam czy to nie z macicy/szyjki (tylko śluz z resztkami luteiny, na szczęście). Wzięłam no-spe forte i po jakimś czasie ból przeszedł i mocz już nie jest taki podbarwiony. Obstawiam, że znowu będę miała krwinki z moczu jak ostatnio. Jeszcze trochę się poobserwuję, jak nic nagłego się nie zdarzy to w poniedziałek pójdę do laboratorium.
Jako, że mąż ma dzisiaj drugą nockę z gliną (20.00-04.00) to spakowałam się na cały weekend do rodziców. Miał wstać po wczorajszo-dzisiejszej nocce i tu przyjechać a stąd jechać na dzisiejszą nockę. Zadzwonił 'przyjaciel', że jest potrzebny na zabezpieczenie 'spoko, skończy się o 17'. Zgadłyście, jest 17.55 a Jego dalej nie ma ;/ Będzie koło 19. Nie wiem jak on ma zamiar zjeść obiad... w zasadzie mam już to w dupie. Już mam dość takich sytuacji. Tak, rozmawialiśmy o takich sytuacjach. Zawsze były postanowienia, że już się nie da tak wrobić... Wychodzi jak zawsze. I oczywiście dopóki sama się nie upomnę to żadnego sms'a w stylu 'jak się czuje?' czy 'wszystko w porządku?'.
W zasadzie nie chciałam Wam tu znowu smęcić, ale w rodzinie wszyscy trzymają Jego stronę, a najbardziej moja mama. Rozumiem, że kasa się przyda, ale do jasnej cholery jak tak będzie robił jak Hania będzie na świecie to niech potem nie ma pretensji, że Mała będzie do Niego wołać per wujek.
Wiadomość wyedytowana przez autora 21 listopada 2015, 18:01
Och, tyle się działo, że gratulacje dla tej, która będzie w stanie to wszystko przeczytać ;P
W niedzielę rano o 5 obudził mnie ból nerki. Myślałam, że po prostu źle spałam, ale o 7 już nie dałam rady i wzięłam no-spę i poszłam wziąć prysznic. Wyszłam z łazienki i natychmiast musiałam wrócić żeby oddać kibelkowi tabletkę. Cały dzień raz bolało a raz nie. Po południu pojechałam z mężem na dyżur. Mimo, że siedziała tam znajoma lekarka to wysłała mnie na urologię do szpitala. Lekarz przy ekspresowym usg widział zwapnienia ale nic z tym nie zrobił. Nie zlecił żadnych innych badań, nie dał żadnych leków a do domu wysłał z zaleceniami żeby zażyć najsłabszą no-spę. Już nie wspomnę o tym, że opis badania napisał na odwrocie skierowania i napisał tam same bzdury. Dobrze, że dał mi chociaż zdjęcie z usg.
Poniedziałek sobie przeleżałam więc jakoś było okej, po za tym, że dostałam pismo z ZUSu, że moja szefowa nie napisała na którymś tam l4 daty dostarczenia go przeze mnie do niej. Zadzwoniłam a ta do mnie, że za późno go jej dałam. Gówno prawda ale już nie miałam sił się z nią kłócić. Przez jej focha będę miała kilka dni mniejszą 'dniówkę'. No i nastał wtorek.
We wtorek rano było jeszcze wszystko okej. Mąż miał wizytę u lekarza więc wybrałam się z Nim do centrum. Jak był u lekarza to ja piłam sobie herbatę u rodziców. Wrócił i pojechaliśmy na zakupy - w środę miałam robić pierogi z babcią Rafała. W sklepie zachciało mi się do toalety ale tak dziwnie znowu. Mieliśmy w planach jechać na stacje więc spoko. Na stacji oczywiście dwie kropelki i zaczął się ból. Pomyślałam, że wpadnę 'na dziko' do mojego rodzinnego co by przepisał mi coś w zastrzyku. Niestety powiedział, że nie może ale da mi skierowanie do szpitala gdyby mi do wieczora nie przeszło - podobno od tego bólu mogą zacząć się skurcze ;/ I skierowanie na mocz gdybym jednak nie pojechała na szpital. Nie wiem czy to wyczuł ale jak tylko wróciliśmy do domu to się zaczęło. Wieczny ból i parcie na pęcherz. Pewnie komicznie to wyglądało jak siedziałam na ubikacji (bo nie wiedziałam na ile mam pełny pęcherz i czy z bólu 'nie popuszczę') i piłam duszkiem wodę (na szybko chciałam jakoś napełnić nerki itp). Jak doszło do tego, że nie umiem podnieść nogi i mąż musiał mnie niemal sam wkładać do wanny (chciałam ocieplić tą nerkę) to stwierdziłam, że może jednak pojedziemy. Dzielny mąż mnie spakował a ja się myłam. W drodze do szpitala myślałam, że zejdę z tego świata - okropne uczucie, nie wiem czy to możliwe ale czułam cały pęcherz, układ moczowy itd. Mało tego doszedł strach o Hanię bo miałam cały twardy brzuch. Do szpitala mam raptem 10km a i tak musieliśmy zatrzymać się na stacji bo parcie na pęcherz było tak silne, ale oczywiście nic nie poleciało ;/
W szpitalu standard - bez zbędnych słów Rafał poszedł założyć mi historię choroby a ja na górę. W szpitalu się już poryczałam z tego wszystkiego. Lekarz wziął mnie na usg, szybko sprawdził co w tej nerce i zadzwonił po pielęgniarkę żeby przyszła z zastrzykiem (pyralgina+ 2xpapaveryna) jak dostałam ten zastrzyk to po kilku minutach dopiero zaczął kontynuować badanie. Potem pytał o tą niedzielę. Wystarczyło, że usłyszał nazwisko tego urologa i już wiedziałam, że źle trafiłam. Jeszcze ta jego zdziwiona mina jak mu odpowiedziałam, że nie zlecił żadnych badań ani nic mi nie dał. Godzinę później dostałam zastrzyk ze spasmalgonu bo po tamtym tylko brzuch mi zelżał. Na wieczornym obchodzie lekarz powiedział, że nie wie jak urolog tego nie widział, no chyba, że nie chciał. Czyli gdyby tamten odpowiednio zareagował to tego ataku by nie było.
O północy musiałam dostać kolejny zastrzyk - dolantyna. I teraz najlepsza część historii. Budzę się o 1 z masakrycznymi zawrotami głowy. Mojej współlokatorki nie było więc postanowiłam wstać sama i pójść do położnej. Jakoś tam dotarłam i zdążyłam powiedzieć, że strasznie mi się kręci, zrobiłam szybki przegląd gdzie mogę...i zwymiotowałam do umywalki. Wstyd jak nie wiem, ale wolałam tam niż na podłogę. A położna? Ze stoickim spokojem zadzwoniła do lekarza go poinformować. Potem jak już skończyłam to wyjaśniła mi, że mogę to mieć zarówno od zastrzyku jak i od samej kolki. Potem o 2 powtórka z rozrywki ( z tym, że nie doleciałam do ubikacji tylko znowu do umywalki; jak dobrze, że miałam pierwsze łóżko
) Chwile po 2 znowu zasnęłam. I od 6 cały dzień na zmianę przespałam i wymiotowałam. Nawet po wodzie. Rano dostałam kolejny zastrzyk z podwójnej papaveryny i dwie kroplówki. Miałam jeszcze konsultacje u urologa. Tak, u tego samego co w niedzielę
tym razem jakoś sensowniej do mnie przemawiał i nagle coś znalazł! Zalecił rezonans (wszyscy zgodnie twierdzą, że bezpieczny), który miałam mieć robiony w dniach następnych (mieli to ustalać w czwartek rano), ale od nocy czułam się już dobrze, zupełnie jak by nic mi nie było bo jeszcze wieczorem w środę dostałam kolejne dwie kroplówki a wcześniej kroplówkę z pyralginą. Więc nie było sensu robić tego rezonansu bo jest szansa, że kroplówki rozbiły te kamyczki). No i takim o to sposobem jestem w domu od wczorajszego ranka. Oczywiście u rodziców - ale to sama mama wyszła z tą inicjatywą bo Rafał znowu ma nocki i było by kiepsko gdybym dostała kolejnego ataku.Lekarze mnie wypuścili bo nie są w stanie przewidzieć kiedy nastąpi kolejny, czy w ogóle będzie to też nie wiadomo. Z Hanią jest wszystko dobrze
Lekarz mówił, że Ona nie będzie czuć tego co ja, bo ja strasznie się bałam czy ją też coś boli przeze mnie ;(A teraz najlepsze. Prawdopodobnie w poniedziałek będę miała psiaka
Bichon'a
z włosiem.Ze dwa tygodnie temu mąż miał nockę i dostali wezwanie do błąkających się dwóch piesków. Pieski wcale nie wyglądały na zabłąkane - czyste, zadbane, rasowe (!), parka, i dziwnie kręciły się w okół pana zgłaszającego a sam pan miał na podwórku takiego samego pieska. Dziwny traf, nie? Ewidentnie pan chciał się pozbyć piesków - grunt, że zrobił to w taki sposób. No to Rafał i Jego kompan zawieźli pieski do schroniska. Rafał chciał już mi go do domu przywieźć ale się nie zgodziłam. No i temat jakoś ucichł. Wczoraj tak siedzimy i gadamy z moją mamą i nagle wrócił temat psiaka. Nawet moja mama powiedziała, że to dobry pomysł. Ja zostałam w szoku. Moja mama takie coś? Największy wróg zwierząt domowych! Nawet nie zaprzeczyła jak Jej powiedziałam, że okej, weźmiemy tego psiaka żebym lepiej się czuła w domu ale jak tylko znowu tfu tfu wyląduję w szpitalu to ona z tatą go dostaną pod opiekę.
Rafał zajechał do schroniska, powiedział, kim jest i w jakiej sprawie przyjechał. Okazało się, że pieski właśnie kilka dni temu skończyły kwarantannę i miały te zabiegi - kastracje i sterylizację i że będą do wzięcia od poniedziałku/wtorku. Jak się okazało tą suczkę bierze ten kolega ze zmiany



