Dopiero robiłam test a tu już 24 tydzień! Kiedy to zleciało?!

Brzuszka niby nie widać, niby jest mały ale powoli już mam problemy ze wstawaniem z łóżka czy goleniem się

Kupiłam dzisiaj trochę rzeczy i jutro jak mnie natchnie to zrobię jakieś ozdoby świąteczne, na pewno będę musiała załączyć suszarkę do owoców żeby ususzyć jabłka, kiwi, pomarańcze itd na choinkę

Byłam dziś w aptece po betaloc, luteinę i tą nieszczęsną glukozę - przeżyłam szok kiedy pani podała mi słoiczek z tym proszkiem, aż wymsknęło mi się "boże, aż tyle tego?!"

Boję się tego. Owszem, lubię słodkie ale nie takiego rodzaju ;p nawet z pączka zrzucam nadmiar lukru...cholera, zachciało mi się pączka
Byłam dzisiaj w laboratorium zrobić tą glukozę. O dziwo niezwymiotowałam jej przy piciu...szkoda, że to zrobiłam na 10 minut przed pobraniem ostatniej próbki krwi. Brawo ja.
I szlag trafił całe te siedzenie i moje dążenie do tego żeby jednak niezwymiotować

Jestem ciekawa czy w ogóle kiedykolwiek uda mi się wykonać te badanie bo już na samo wspomnienie robi mi się źle ;P
Poniedziałek, kurwa.
Rano chyba ktoś czuwał nade mną. Ogólnie nie wierze w takie sprawy ale po tej akcji chyba zacznę. Wstałam i poszłam rozpalić ogień w piecu. Robiłam wszystko tak jak zawsze, zaczekałam aż się rozchula żeby dosypać więcej węgla i chciałam jeszcze troche drewna porąbać ale zaczęłam być głodna. Pozamykałam piec (tak jak zawsze) i jak wychodziłam z kotłowni nagle coś (za przeproszeniem) jebło i poczułam ciepło na plecach. Wyskoczyłam z tej kotłowni i obróciłam się za siebie i znowu! Ze wszystkich drzwiczek żywy ogień wybuchał. Ale nagle się uspokoiło. Ja zaczęłam dziękować, że jednak nie zostałam tego drzewa rąbać bo wtedy dostałabym tym wszystkim po twarzy i brzuchu...
Jakoś się ogarnęłam i poszłam robić śniadanie. Do Rafała nie miałam nawet po co dzwonić bo prowadził szkolenie do 14. Zadzwoniłam sobie do bratowej męża pogadać o świętach i zaczęło znowu napieprzać. Chyba z osiem razy pod rząd! Wydygana skończyłam szybko rozmowę i poleciałam po sasiądkę spytać czy ona coś wie jak to uspokoić (na piecu nie było nawet 50stopni) ale niestety ona też się boi swojego i tam nawet nie chodzi ale złapała innego sąsiada, który przyszedł do mnie i mi wytłumaczył skąd takie rzeczy mogą mieć miejsce i że to normalne że czasami tak się zdarza.
Ile strachu się najadłam to moje. Aaa i za nim poleciałam po sąsiadkę to jednak dzwoniłam do męża ale mi odebrał i szybko rzucił że potem zadzwoni. Jak już zadzwonił potem to dostał zjebe, bo wiem, że prowadzi szkolenie i z byle pierdołą bym nie dzwoniła. Powiedziałam mu jeszcze, że sytuacja już dawno opanowana i miło mi, że banda chłopów którzy mają w dupie te szkolenie z pierwszej pomocy (bo siedzą tam z przymusu) jest ważniejsza ode mnie.
Ogólnie to miałam myć okna ale z tego przerażenia zaczął boleć mnie brzuch i potem leżałam.
Po południu przyszedł mi przelew z ZUSu, jak te ciule to liczą to ja nie wiem! Znowu dostałam mniej kasy. Szlag by ich trafił.
W końcu dzwoni Rafał, że wraca ze szkolenia. Chciałam zrobić naleśniki. Wchodzę do kuchni i na stole mi coś mignęło. Myślałam, że miałam jakieś zwidy...jednak to nie były zwidy a prawdziwa myszka... Oczywiście pisku co nie miara, trzasnęłam drzwiami, położyłam się do łóżka w sypialni i z tego wszystkiego zaczęłam wyć.
Standardowo mąż na nockę do pracy a ja z tego wszystkiego spakowałam się do mamy.
Nawet ubieranie choinki mnie wkurwia.
W te święta życzę Wam miłości i tego aby się nigdy nie skończyła, nadzieji - aby była z Wami niezależnie od tego co się będzie działo, wytrwałości w dążeniu do swoich celów, zdrowia i spełnienia marzeń! ;*
MAMY DZIŚ STUDNIÓWKĘ!
<3<3<3<3<3<3

Niestety wróciły koszmary - dziś śniło mi się, że 31.12.2015r o 18.50 urodziłam, dziecko ważyło 825g i nikt mi go pokazać nie chciał. O samym porodzie dowiedziałam się z informacji na biurku jak się obudziłam w nieznanym miejscu.
Oczywiście mąż wybudzał mnie z tego snu a potem uspokajał jak zaczęłam płakać. Mam nadzieję, że nie obudziłam gości.
No właśnie, goście

Od wczoraj na tydzień gościmy u siebie moich kuzynów z drugiego końca Polski więc moja aktywność tutaj troszkę zmaleje. Jeden z nich przyjechał z dziewczyną, która ma licencjata z położnictwa
(27 tyg. i 0 dni)
Miesiąc: 7
Trymestr: 3
Wiek płodu: 25 tydzień
Data porodu:
5 kwietnia 2016
(pozostało 91 dni)
Witam w Nowym Roku!
Wcześniej nie dałam rady się tu zameldować bo do niedzieli miałam gości
brzuch dziennie z zakwasami ze śmiechu
szkoda, że już ich nie ma ;(Tak, nowy rok - nowe problemy i depresje. Daliśmy się nieźle omamić, swoją drogą szybciej by to nie wyszło więc w zasadzie nie wiem jak to uznać. Chodzi o okna. Poprzednie lokatorki twierdzą, że wkłady wymieniane były dwa lata temu...przyszły srogie mrozy i od środka mam lód na oknach ;/ w domu zagrzać nie idzie do porządku bo te okna to koszmar jak się okazało. Póki temperatura była na plusie to było spoko, nagle minus na termometrach i wszystko szlag trafia. Kolejnego wkurwa mam na tą anomalię pogodową, temperatura w plusie nawet do 8 i nagle w niecałą dobę spada do -16 ;/ Nigdy nie lubiłam zimy ale teraz już w ogóle. Nawet z łóżka wstawać mi się nie chce a jest tyle do zrobienia... Dziś jest lepiej ze mną bo pierwsze dwa dni ( takie mrozy zaczęły się z soboty na niedzielę) chodziłam i wyłam, już szukałam nowego lokum...powyłam, powyłam i dałam się namówić na nowe okna i lepsze ogrzewanie. Fakt, to kolejny kredyt ale nie pozwolę na to, żeby Hania na następną zimę marzła. Ja też muszę się nauczyć, że nie mogę od razu się załamywać jak tylko wyjdzie jakiś problem i wbić sobie do głowy, że wszystko ma swoje plusy i minusy. Teraz zimą jest ciężej ale przyjdzie wiosna i lato i ogródek będzie tylko dla mnie, na co moi rodzice mieszkający na bloku nie mogą sobie pozwolić.
Martwi mnie fakt, że z moich piersi jeszcze nie poleciała ani kropelka czegokolwiek i standardowo ubzdurałam sobie, że to zły znak.
Brzuch nadal nie wygląda na taki wiek jak powinien ...
Dobrze, że czwartek mam wizytę

Hanusia czasami tak się bawi w brzuchu, że jestem w ogromnym szoku
nie wiem gdzie mam położyć ręce żeby czuć tą moją Królewnę 
Aaaaaa, no i wczoraj udało mi się zrobić tą krzywą cukrową
było kiepsko ale już dałam radę ;]Wiadomość wyedytowana przez autora 5 stycznia 2016, 11:23
Jesteśmy po wizycie!
Hanulka waży ... 1370g!

Wg usg wychodzi, że jestem 2 tygodnie do przodu ;]
Ja ważę 69kg czyli zaczęłam przybierać, ale i tak wychodzi, że od początku ciąży na razie mam 1 kg na plusie

Morfologia też jakaś lipna mi wyszła ale gin powiedziała, że tragedii nie ma.
Mam zmniejszoną dawkę luteiny do 50mg/doba.
Następna wizyta dopiero 1 lutego.
A tutaj ja i mój wiecznie swędzący więc podrapany brzuchol


Tydzień 30!

O rajciu, trochę mnie tu nie było, ale to przez kilka spraw. Najgłówniejszym powodem była...przeprowadzka!
Tak, przeprowadziliśmy się do bloku
Głupia jestem, co ? Ogródek, domek z perspektywą, że będzie nasz a ja się wyprowadziłam na mieszkanie w bloku. I jest mi o NIEBO lepiej. Możemy wyjść na ile Nam się podoba, wracamy do domu i jest ciepło, nie trzeba od razu pędzić do kotłowni, do tego wiecznie straszącego mnie pieca. Nie musimy mieć rozstawianych pułapek na myszy (skoro już o nich mowa - wyobraźcie sobie, że w drugim dniu przeprowadzki przewoziliśmy sofy. Ja stałam na klatce schodowej i otwierałam chłopcom drzwi co by nie wietrzyć klatki. Nagle idzie do mnie mój mąż i trzyma coś w ręce...tak! Mysz. Byłam bliska załamania
jeszcze za nim weszli do klatki z tymi sofami i pościelami wszystko trzepali na przyczepce, wyglądało to dosyć dziwnie, ale cóż
) no i za ścianami mam sąsiadów
Akurat nad nami jest rodzinka, ile dzieci dokładnie to nie wiem, ale fakt jest faktem, że są ruchliwe, wiecznie biegające i wrzeszczące dzieci...a ja siedzę z typowym bananem na ryju i mam zaciesz 
Mało tego!
Mąż niedawno wyszedł do pracy na noc. Tak! Zostałam sama w domu
Jeszcze nie wiem co będę robić - czy obejrzę sobie 'Wspaniałe Stulecie' bez głupich docinków męża, czy uzupełnię terminarz, czy po prostu pójdę spać bo...Jestem chora ;( Podejrzewam standardowe u mnie zapalenie tchawicy, okaże się jutro jeśli pójdę do lekarza (a pójdę jeśli ta noc będzie tak samo koszmarna jak dzisiejsza). Byłam wczoraj ale byłam u innego lekarza bo ten 'mój' był do dzisiaj na urlopie.
Moje 'wicie gniazdka' osiągnęło hard level. Przy przeprowadzce okazało się, że szafy (30to letnie, które dostaliśmy od teściów) nie mieszczą się w drugim korytarzyku prowadzącym do sypialni no i zostaliśmy bez szaf. Wracając w niedziele od mojej siostry wstąpiliśmy do Agaty Meble, żeby ZOBACZYĆ co mają, a potem w tygodniu rozejrzeć się za innymi i porównać. Te ZOBACZYĆ skończyło się na tym, że wyszliśmy z szafą 2,5m x 2m i kupioną komódką dla Hani, która ma dojechać do salonu najdalej w połowie lutego
Fakt jest faktem, że będziemy musieli zacisnąć pasa, ale w końcu mamy swoje szafy i wiemy w jakim są stanie.Z wyprawki brakuje mi jeszcze tylko zakupić ręczniki do kąpieli, staniki do karmienia dla siebie i jakieś papcie oraz piżamę dla siebie do szpitala. Rozważam jeszcze zakup kilku pół śpioszków dla Hanulki, a moja mama robi dla Niej sweterki

Wiadomość wyedytowana przez autora 19 stycznia 2016, 19:09
Powoli zaczynam wychodzić z tego bałaganu przeprowadzkowego (Feśka pewnie uporała by się z tym w jeden dzień - serio, zazdroszczę Ci tej organizacji!
).Ogólnie jest mi co raz ciężej coś robić, a jako pani 'szybko, szybko' nie umiem zrobić jednej rzeczy i usiąść odpocząć przed kolejną to i potem muszę żreć no-spę bo z brzucha mam kamień.
Zabieram się za pakowanie torby do szpitala i czerpię informacje z różnych źródeł co by mogło mi się przydać. Ciuszki Hanusi są już posortowane rozmiarami, czekają aż przyjdzie komoda żebym mogła je uprać i schować już do komódki

Z wyprawki zostały mi już takie serio drobnostki - stanik do karmienia, jakieś pantofelki do szpitala, podkłady - ceratki do łóżeczka i to chyba było by wszystko. Pewnie z czasem wyjdzie czego nie mam

W poniedziałek wizyta, wiec dzisiaj byłam w laboratorium oddać krew i mocz. Oczywiście mam sińca na pół ręki i mega bułe ;/
A to my :


I taki zestaw skomponowałam wczoraj w Pepco

(31 tyg. i 0 dni)
Miesiąc: 8
Trymestr: 3
Zaczęłam dziś Hanulkowe pranie. Chciałam zacząć je robić jak przyjdzie komoda, ale raczej nie zapowiada się na to, że przyjdzie szybciej niż ten 17 czy 20 luty. Wieszając pranie postanowiłam, że jutro jadę np. do Jyska kupić kolejną suszarkę bo z jedną przy dziecku będzie kłopot, jedna pralka i jeszcze miałam problem ją zmieścić na tej suszarce. O ja naiwna! Myślałam, że z każdego rozmiaru będę miała jedną pralkę, tak akurat. Zaczęłam od rozmiaru 56, zrobiłam te jedno pranie a jeszcze jedno samych ciuszków mnie czeka. Do tego 'na dzień dobry' muszę wyprać pościele i rożki. Myślałam, że przy Hani super sprawdzi się suszarka bębnowa, którą mamy ale jak na złość na większości ciuszków jest oznakowanie, że nie wolno ich suszyć takim sposobem ;/
Zamówiłam dziś też tiul do pomponów (dzięki, Malika!
) i filec (filc? ;p) do literek nad łóżeczko
generalnie artystką nie jestem ale chciałabym coś własnoręcznie zrobić dla Hani, zobaczymy co z tego wyjdzie 
Na wczorajszej wizycie
Hania jest dalej do przodu - wczoraj wg OM byłam w 30+6 a wg USG 31+5
ile dokładnie waży to nie wiem, ale grunt, że rośnie
Gin powiedziała, że na następnej wizycie (26 lutego) będzie dokładnie wszystko mierzyć 
Hanusia leży już główką w dół
Ja chce czy nie muszę brać magnez i no-spę na twardniejący (podobno w normie) brzuch. Nie lubię brać magnezu bo łapią mnie skurcze w łydkach po nim, dziwne, nie? Z powodu tego twardniejącego brzucha nadal mam luteinę. Morfologia jakoś nie zachwyca, ale mogło być gorzej.Och, och! Nie mam się w co ubrać na urodziny babci męża. 75 lat, impreza w restauracji więc trzeba jakoś wyglądać

Tydzień wcześniej siostra męża robi roczek córki...ale robi je w domu, po za tym jakoś nie chce mi się tam iść więc mam to w dupie w co się ubrać ;]
Za 15 dni zaczynam szkołę rodzenia

Tiulowe pompony :

Filcowe serce zrobione na rozgrzewkę, dlatego też jest ta dzika fioletowa mulina do czerwonego filcu ;p :

Taki robię bałagan przy pracy
:
A to są moje dzisiejsze łowy w SH :


Wczoraj, wieczorem zostaliśmy w końcu zaproszeni na roczek siostrzenicy męża. Oczywiście ja nie jestem z tych, którzy na każdą, tym bardziej tak oczywistą imprezę muszą mieć oficjalne zaproszenie, ale skoro cała rodzina dostała zaproszenie (z błędem
) to i ja się takowego spodziewałam. Co prawda brat męża dostał te zaproszenie w locie, kiedy był u rodziców po coś tam i bez swojej żony więc ja nie spodziewałam się, że przyjadą do Nas tak oficjalnie, ale to w jaki sposób Nas zaprosili przeszło ludzkie pojęcie.Wróćmy do wczorajszego wieczoru. Godzina 22 i mąż mi mówi "mamy jeszcze ciuszki dla Hani" i się uśmiecha...ale tak dosyć dziwnie. Ja patrzę na Niego jak na osła i pytam "skąd?"
- Od M. - odpowiada.
Ja jeszcze większe zdziwko i sobie myślę, że rychło w czas.
- Skąd wiesz?
- Napisała mi właśnie na fb. - kontynuuje i czyta mi wiadomość.
Było coś na zasadzie : Cześć, chcieliśmy was zaprosić na roczek T. ale nie wiemy gdzie was szukać. Roczek jest wtedy i wtedy o tej i tamtej, reszta szczegółów jest w zaproszeniu u rodziców. U rodziców też są ciuszki po T.
Szczęka mi opadła chyba do samej piwnicy ;] Najlepiej napisać, że 'nie wiedzą gdzie nas szukać' niż spytać się o adres

Myślałam, że po docinkach przy chrzcie coś im się ułożyło w głowach ale widać jednak nie
Na chrzciny zostaliśmy (jak większość rodziny) zaproszeni tydzień przed, telefonicznie, oczywiście o podobnej porze 
Ach, rodzinka.
Wiadomość wyedytowana przez autora 5 lutego 2016, 10:32
(32 tyg. i 3 dni)
Miesiąc: 8
Trymestr: 3
U mnie znowu się troszkę podziało.
W poniedziałek wylądowałam w szpitalu, puścili mnie wczoraj. W niedzielę nic nie robiłam właściwie a brzuch to miałam jak kamień, napisałam w poniedziałek rano do ginki, że mimo zaleconej dziennej dawki nospy i magnezu od poprzedniego dnia mam twardy brzuch i nad ranem doszły bóle okresowe. Zwiększyła mi jeszcze tą dawkę i dopisała, że jak nie przejdzie albo bóle się nasilą to mam jechać na szpital. Po południu mąż zaczął robić obiad to ja wskoczyłam pod prysznic, wyszłam, zjadłam obiad i położyłam się spać. Obudził mi straszny ból w podbrzuszu, wyskoczyłam do łazienki i po skorzystaniu zobaczyłam podbarwiony śluz. Wystraszyłam się nie na żarty i pojechaliśmy na IP.
Trafiłam na zajebistą zmianę, która ani nie wmawiała mi, że panikuję a nawet mówili, że dobrze, że przyjechałam a mało tego żebym się tak nie stresowała rozśmieszali mnie
Standardowo papierologia i sru na badanie.Szyjka okej, twarda, długa (3,7) i zamknięta

Hania ważyła wtedy 2099g!
I tym samym termin wyskoczył na 21 marca 
Lekarz sam się zdziwił, że mam mały brzuch jak na takiego klocuszka

No ale ogólnie żaden lekarz nie jest w stanie mi powiedzieć skąd te twardnienia. Po obserwacji z nakazem odpoczywania do domu
No-spa i magnez na stałe włączyły się w moją dzienną dietę ;]Akurat na forum też zaczął się temat ciąży donoszonej i aż z ciekawości sobie posprawdzałam.
Mi kalendarz na belly pokazuje, że ciążę donoszoną mam :
Przy terminie z OM (5 kwietnia) 37+0 mam 15 marca (i tam mi właśnie pisze, że ciąża donoszona),
Przy terminie z prenatalnych (2 kwietnia) 37+0 mam 12 marca,
Przy terminie porodu z poniedziałku (21 marca) 37+0 mam (cholercia!) 29 lutego!
Co do porodu, nie boję się go - w końcu kobiety zostały do tego stworzone, boję się jakichś komplikacji...
Ogólnie to chyba złapałam znowu jakąś depresję bo zamiast się cieszyć (głupia ja! tzn cieszę się, ale strach jest mocniejszy) to boję się, że będę złą matką, że nie usłyszę Jej płaczu jak będę spać, że nie będę umiała Jej odpowiednio ubrać, że po prostu dam plamy na całego, albo co gorsza, że nie rozpoznam akcji porodowej i nie zdążę do szpitala pod opiekę.
Na dodatek już chodzę spięta bo jutro czeka mnie dziwny dzień, huśtawka nastrojów gwarantowana.
Jutro mamy z mężem półtora roku po ślubie, ale też "1 urodzinki". Gdyby moja pierwsza ciąża przebiegła pomyślnie to Nasze dziecko świętowałoby jutro pierwsze urodziny.
To nie tak miało wyglądać.
Maleństwo, wszystkiego anielskiego z okazji Twoich pierwszych również anielskich urodzinek! Mama i Tata bardzo za Tobą tęsknią i jednocześnie dziękują za Twoją opiekę nad siostrzyczką. Dołożymy wszystkich starań, żeby Hania o Tobie też pamiętała i znalazła choć troszkę miejsca w swoim serduszku dla Ciebie.
Kochamy Cię!
(34 tyg. i 0 dni)
Miesiąc: 8
Trymestr: 3
Czy ja ostatnie dni ciąży spędzę tylko na płakaniu, denerwowaniu się i lataniu jak popieprzona żeby wszystko grało i buczało jak powinno?
Przez te ostatnie 10 dni działo się tyle, że gdyby to samo się działo gdybym nie była w ciąży to pewnie teraz leżałabym na detoksie po zatruciu alkoholowym.
Począwszy od wiecznych kłótni z mężem o to, że nie ma go w domu, a jak był w domu to mi nic nie pomagał, a jak już pomagał to nawet się z tego cieszyć nie mogłam.
Potem jakoś udało Nam się dojść do porozumienia, na całe szczęście bo już w głowie widziałam Nas na sali sadowej, nie wiem czy rzeczywiście było tak kiepsko czy moje hormony wszystko wyolbrzymiły.
Teraz w niedzielę odbywały się pierwszy urodziny siostrzenicy męża. Niby okej, ale cały czas w głowie gdzieś była myśl, że to my mogliśmy robić wtedy urodzinki Naszemu dziecku (bo tak po prawdzie jubilatka urodziła się w styczniu tylko z racji, że jakiś tam mało ważny wujek matki dziecka był na wyjeździe, głupota, nie?), na dodatek Mała spadła ze schodów, dobrze, że siedziałam plecami do nich bo ze stresu chyba sama zaczęłabym rodzić.
Chwile po powrocie do domu dostałam telefon od mamy, że mój dziadek umarł.
Tak więc jeszcze w czwartek czeka mnie pogrzeb, a międzyczasie trochę się życie nasze rodzinne przewróciło do góry nogami bo mama jeździ załatwia wszystko ze swoim rodzeństwem a ktoś musi pilnować mojego Księcia jak siostra jest w pracy, druga siostra ma dziś rozprawę w sądzie i idę z nią żeby nie męczyć już mamy.
Na froncie ciążowym też nie najlepiej. W nocy boli mnie WSZYSTKO. Kostki i kolana mają mi wybuchnąć, dosłownie czuje takie pulsowanie), biodra i kręgosłup rozpiera mi jak na zmianę pogody, zgaga od byle gówna, i bolące CAŁE żebra. Jęczę i stękam jak stara baba. Jednej nocy już nie wytrzymałam i powiedziałam sama do siebie (bo oczywiście mąż w pracy) że mam serdecznie dosyć tego wszystkiego już, a rano się z tego powodu popłakałam bo miałam wyrzuty sumienia. Za dnia bolą mnie pięty (!) no i te zajebiste żebra. ŻADNA pozycja nie przynosi ulgi, żadne rozmasowywanie, ciepłe/zimne okłady...totalnie nic.
Aaaaaaale w piątek mam wizytę! Zobaczę moją Księżniczkę!
(34 tyg. i 3 dni)
Miesiąc: 8
Trymestr: 3
Wieści z wizyty :
Ja ważę 75kg, czyli od 1 lutego przybrałam 3 kg, ale gin nic nie powiedziała. Od 15 marca mam pozwolenie na poród
Wody w normie, z szyjką nic się nie dzieje. Teraz informacja, po której zbierałam szczękę z podłogi - Hania waży 3kg 
Wymiary główki i brzuszka wskazują na ok 39 tydzień i oczywiście nie byłabym sobą gdybym nie zaczęła myśleć o wodogłowiach itp, no ale skoro gin powiedziała, że jest wszystko okej to znaczy, że jest

Z tego wszystkiego kupiłam już sobie olejek migdałowy i te liście malin. Myślicie, że mimo braku odpowiednich tygodni ale biorąc pod uwagę rozmiary Hani mogę już zacząć się masować i pić tą herbatę?
A to my we wtorek,kiedy wchodziłyśmy w 35 tydzień :
Wiadomość wyedytowana przez autora 26 lutego 2016, 12:38
(36 tyg. i 0 dni)
Miesiąc: 9
Trymestr: 3
Im więcej lekarzy, tym większy bałagan.
27 lutego Babcia mojego męża odprawiała urodziny w restauracji. Wiadomo, jedna pozycja, niewygodne krzesła spowodowały, że miałam brzuch jak kamień. Po imprezie wzięłam no-spe i z nadzieją, że przez noc przejdzie poszłam spać.
Wstajemy rano i szok bo brzuch jaki był taki jest. No to jedziemy : no-spa, magnez i kąpiele. Nic. Cały dzień chodziłam z nadzieją, że coś popuści a tu tylko gorzej bo w ogóle nie czułam Hani. Pozbieraliśmy się i pojechaliśmy na IP. Standardowo zostałam przyjęta na oddział jeszcze za nim lekarz mnie zobaczył. Leżąc na ktg zapisały się jakieś skurcze i co najlepsze - chyba cały oddział słyszał jak Hania wariuje a ja? Miałam tak twardy brzuch, że na serio nic nie czułam. Dostałam magnez w kroplówce i jakoś puściło. Puściło. Jeszcze w następnej dobie dostałam spasmalgon. No ale swoje 3 dni przeleżałam. Podczas wszystkich badań wyszło, że Hania może już ważyć nawet 3200-3400g. Na obchodzie spytałam lekarza co będą robić gdyby zaczęły się regularne skurcze itp, powiedział, że na pewno nie będą powstrzymywać bo dziecko jest duże i przygotowane. Przy wypisie pytałam innego lekarza czy to, że Hania ma taką wagę i rozmiary dziecka gotowego przyjścia na świat jest równoznaczne z tym, że płucka i inne narządy wewnętrzne też są gotowe? Odpowiedział mi, że dzieci po 34tc szczególnie z taką wagą bardzo dobrze sobie już radzą.
Puścili mnie w środę a w piątek w nocy byłam tam z powrotem!

Rano miałam jakieś takie dziwne skurcze. Olałam sprawę bo nie były regularne. Przyszła godzina 15 i zaczęły się najpierw co 30 min, potem co 15 (kąpiele tego nie wyciszyły) i jak już doszło do 7-10 minut siostra zawiozła mnie do szpitala (bo R. w pracy). Lekarz, który mnie przyjmował stwierdził, że szyjka skrócona i jest rozwarcie na opuszek, no ale...dał mi kroplówkę z magnezem! Myślałam, że go rozszarpie no ale nie będę wchodziła w kompetencje lekarza. Rano na po obchodzie inna lekarka mnie badając stwierdziła, że szyjka jest długa i zamknięta! Powiecie mi jak to możliwe? Poszłam do łóżka bo położna zapowiedziała mi, że będę miała za jakiś czas ktg. Przed ktg przyszła i zasadziła mi zastrzyk rozkurczowo-przeciwbólowy (bo głupia ja się przyznałam, że kroplówka na niewiele się zdała/ swoją drogą źle mi go zrobiła i teraz walczę z bólami w nodze ;/) i pytam czy ma sens skoro za chwilę idę na ktg. Powiedziała, że tylko chcą sprawdzić tętno dziecka. Tu mnie trafił kolejny szlag, okej, cieszę się, że opiekują też się Hanią no ale przyjechałam ze skurczami więc je też wypadałoby mieć pod kontrolą. Na ktg tak czy siak skurcze się zapisały. Przyjechał mąż i poszliśmy do dyżurki lekarskiej. Kolejny lekarz. Dowiedziałam się, że to wcale nie były skurcze (wtf?!), a to co się pisało na ktg to mogło być od ruchów dziecka. Dowiedziałam się też, że rozwarcie na opuszek to nie rozwarcie (!) bo każdy lekarz ma inne palce. Szkoda tylko, że nie popatrzył w kartę kto w nocy mnie badał. Lekarz, który jest solidnej postury. Pytałam czy idzie to w stronę porodu czy raczej tego, że poleżę sobie tutaj kilka dni na obserwacji i tyle. Powiedział, że to drugie. No to się wkurwiłam i wypisałam na własne żądanie. Nie uśmiechało mi się tam leżeć kolejnych dwóch dni bez żadnych badań (bo weekend)i dostawać pierdolca bo tam nic innego niema do roboty jak spać, spać, spać.
Co raz bardziej też meczą mnie wszechobecne bóle żeber, kostek, kolan, kręgosłupa, całej nogi, bioder..ach, ciąża!

Zamówiliśmy furę dla Hani!
Miał być czerwony Camarelo Sevilla, a będzie... pomarańczowy Camarelo Figaro! 

(38 tyg. i 4 dni)
Miesiąc: 9
Trymestr: 3
Noooo, trochę mnie nie było.
Moja wina, przyznaję bez bicia.
Najpierw miałam paskudny humor, potem jakoś nie miałam o czym pisać a jak już miałam to nie było czasu.
Najważniejszym wydarzeniem znów był szpital.
We wtorek byłam u swojej ginekolog na normalnej kontroli. Badanie ginekologiczne wyjątkowo mnie bolało ale były dobre wieści - szyjka prawie zgładzona i rozwarcie na półtora palca. Po wizycie pojechaliśmy z mężem do mojej mamy na herbatę. Poszłam do łazienki i jak usiadłam na toalecie to dosłownie zalałam się krwią. Słyszałam, że po takim badaniu może być krwawienie tylko, że ze mnie pociekło jak z kranu (dosłownie) żywią, czystą krwią. Szybki telefon do gin i decyzja o szpitalu.
Pojechałam, przy usg okazało się, że to na szczęście tylko z szyjki. Doktor, który mnie przyjmował wspomniał coś o kroplówce oksy ale najpierw dał mnie na obserwacje na trakt porodowy. Niestety po jakimś czasie skończył się jego dyżur i przyszedł inny - totalny gbur, który nie ma dobre opinii w moim mieście. Ten stwierdził, że nie ma postępu i odesłał mnie na patologię, mówiąc, że nie mam żadnego rozwarcia! Rozumiecie coś z tego? Bo ja nie.
No i ogólnie znowu sobie poleżałam do czwartku.
Wg USG szpitalnego Hania może już mieć 4200g

Od jutra święta. Jakoś nigdy nie przepadałam za Wielkanocą więc teraz też jakoś nie czuję ich. Z racji tego, że w każdej chwili mogę wylądować na porodówce tak się ustawiliśmy, że całe święta po za domem

Wesołych Świąt, dziewczynki! ;*
O 2.27 przez cesarskie cięcie na świat przyszła Hania

4310g i 61cm

Poród nie należał do najłatwiejszych, ale też bardzo traumatyczny nie był.
W nocy z 1 na 2 kwietnia około godziny drugiej poczułam mokro, ale papierki nic nie wskazały. Do godziny 5 cały czas musiałam się przebierać aż w końcu papierki zabarwiły się na niebiesko. Spakowaliśmy się i pojechaliśmy na IP.
Dali mnie na porodówkę i obserwacja. Wg lekarza to nie wody bo pęcherz wyczuwalny, główka wysoko, na usg wychodzi dużo wód. No okej, nie będę wchodzić w kompetencje lekarzy. O godzinie 7 pobrali mi krew, z której wyszła infekcja (crp 3,6) no ale dalej obserwacja. Skurcze na ktg się pisały, rozwarcie nic nie postępowało. Późnym popołudniem mąż poszedł rozmawiać z lekarzami żeby coś zaczęli robić na co jeden odpowiedział, że nic robić nie będą żeby to było wszystko naturalnie. O godzinie 17 przyszły kolejne wyniki badań - crp 15. I tu padłą decyzja, że trzeba doprowadzić do porodu. Padła też decyzja o oksytocynie, tak więc zbadali (rozwarcie nadal na 3 cm, a szyjka mimo 3 zastrzyków dalej nie taka jak być powinna) i o 19 podali oksytocynę i przebili pęcherz. Zaczął się hardkor. Z dwóch łóżek wywaliłam nogami osłonki, miałam wrażenie, że w środku pękają mi kości i że między skurczami nie ma ani sekundy przerwy. O 23 podali mi ZZO, ja ucieszona, że idzie w końcu w dobrym kierunku ale jak się potem okazało lekarz zalecił małą dawkę, żebym trochę zregenerowała siły. Rzeczywiście godzinka drzemki dobrze zrobiła, ale co z tego jak zeszło zzo to masakra zaczęła się od nowa. O 2 w nocy (po 8h od oksy) przyszedł lekarz i zbadał...stwierdził brak postępu porodu i natychmiastowe CC.
W trakcie całej doby faszerowali mnie antybiotykami żeby zbić infekcje ale nie udało im się to zbytnio. Podczas CC Mała łyknęła się wód, zachłysnęła się nimi więc miała problemy z oddychaniem, momentalnie skóra miała nie taki kolor jaki mieć powinna i napięcie mięśniowe było słabsze więc pkt miała 7/8/9. W późniejszych badaniach wyszło, że Mała ma wylew 2 stopnia więc czeka Nas kontrola. Jedziemy też do Katowic do poradni audiologicznej z racji mojej opryszczki w ciąży.
Przez to wszystko nie podali mi Jej do piersi i pobyt w szpitalu minął na butelce. Dopiero od wczoraj jakoś moje piersi się ogarnęły ale i tak nocki muszą być z dodatkiem mm.
Bejbi blues też się przypałętał, płakałam o wszystko - nawet na widok męża jak przyjeżdżał w odwiedziny. Pierwsza kąpiel w domu to była jedna wielka masakra. Dobrze, że zadzwoniłam wcześniej po moich rodziców żeby mama pomogła mężowi przy kąpieli. Nie wiem czy czułam, że będzie kiepsko bo ze stresu to zapomniałam, gdzie dałam ręcznik Małej, nie umiałam skompletować piżamki (może było by łatwiej gdybym nie musiała grzebać w koszu w szafie bo komoda Hani cała była w rozmiarze 56), a potem zaczął się ryk Małej, a ja siedziałam na łóżku i zanosiłam się płaczem, mój tata też prawie dostał zawału. Druga kąpiel była już ciut lepsza bo daliśmy cieplejszą wodę ale i tak przy ubieraniu larma było co niemiara.
Ogólnie sądzę, że z każdym dniem idzie Nam co raz lepiej, ale oczywiście to musi potrwać.
Wybaczcie, że tak jakoś chaotycznie ale na razie mój umysł cały czas myśli o Hani, czy już śpi czy pojadła sobie i tak w kółko.
Wiadomość wyedytowana przez autora 9 kwietnia 2016, 12:04
Nie martw się tą glukoza nie jest taka straszna, ja miałam uczucie jakby mi spływał cukier po gardle ale oprócz tego było ok :)