X

Pobierz aplikację OvuFriend

Zwiększ szanse na ciążę!
pobierz mam już apkę [X]
Pamiętniki ENDOMETRIOZA. MTHFR, PAI. Determinacja - ivf 🌸
Dodaj do ulubionych
‹‹ 4 5 6 7 8

12 stycznia, 18:39

Mój plan na walkę z zimowo - ciążowym spadkiem nastroju działa doskonale ☺️
Wczoraj miałam wręcz idealny, szczęśliwy dzień. Najpierw wizyta u profesor. Chodzę na 7 rano, bo nie ma wtedy jeszcze korków i jest gdzie na spokojnie zaparkować (i to za darmo bo parkomat od 8:00). Poza tym poranny stres i potem z głowy. Była totalnie miła 😳 „Jak się pani czuje?”, „Wszystko dobrze ?”. Morfologię mam idealna, ale w moczu wyszły ciała ketonowe. Mam zalecenie aby jeść więcej białka i ogólnie jeść częściej. Dziewczyny na forum poleciły mi mini kolację taką tuż przed snem. Zbadała mnie ginekologicznie (szok dla mnie ;-)). Dokładnie i z komentarzem „wszystko dobrze, wszystko bardzo dobrze”. Potem badanie detektorem. I tu po raz pierwszy na jakiejkolwiek wizycie w tej ciąży zaszkliły mi się oczy. Puściła serduszko Małej na cały gabinet, przeliczyła tętno i „Serduszko dzidziusia pięknie pracuje”. Nie wiem co mnie tak ruszyło w tym, chyba nie mogę nadal uwierzyć że dobrnęłam do tego momentu, że zimna jak lód, wycofana i nie dająca na początku nadzieji profesor, mówi o serduszku mojego dziecka.
Powiedziała jeszcze raz potem, że wszystko jest bardzo dobrze i bardzo ją to cieszy. Zagadnęła co robię, gdzie pracuje, nawet coś o mojej firmie pogadałyśmy. No szok.
Leki - kontynuacja, progesteron zostaje do końca ciąży z uwagi na mięśniaki. Suplementy - odstawiony kwas foliowy (brałam i tak folian) i Miositogyn. Na następną wizytę mam już przyjść z USG połówkowym, badanie krwi, moczu, powtórzyć toksoplazmozę i skonsultować się z kardiologiem (chociaż tym razem ciśnienie miałam dobre u niej).

Pytałam też o szpital. Wymieniłam moje typy i z nich wskazała IMID. No to będzie IMID. Wiele osób mi poleca, mam blisko, 3 stopień referencyjności. Wybiorę się tam najpierw na połówkowe i wybadam.

Powiedziałam wczoraj szefowi, w sumie w trakcie mojej oceny rocznej jak zorientowałam się że idzie dobrze i da mi taką jaka mnie zadowala. Niepotrzebnie się stresowałam. Zryta głowa po poprzednich miejscach pracy, gdzie zajście w ciążę było bardzo źle widziane. Ucieszył się szczerze, gratulował. Nie powiedziałam kiedy znikam, ale że mówię teraz bo może być różnie. W lutym planuje L4, może nie na cały miesiąc tylko jakoś w kratkę, marzec to urlop aby wynagrodzenie z bonusem wliczyło się do podstawy zasiłku. Od maja jestem po podwyżce, i to nie takiej 200 zł tylko znacznej, więc to nie to, że jestem taka oddana pracy, tylko zależy mi żeby jak najwięcej miesięcy z tą lepszą pensją zaliczyło się do podstawy zasiłku. A że pracuje zdalnie i teraz informacja o ciąży się rozniesie, to nie przemęczam się aż tak, aby to było nie do wytrzymania.

Byłam na 3 treningach w tym tygodniu: Aktywna Ciąża, Zdrowy Kręgosłup i Aktywna Mama. Aktywna Ciąża prowadziła fizjoterapeutka uroginekolgiczna. Zajęcia rewelacja, dużo pracy z dnem miednicy, super wskazówki, fajne pozycje na odciążenie kręgosłupa (to bardziej na późniejszy etap). Zdrowy Kręgosłup jednak nie dla mnie do końca, bo wielu ćwiczeń nie mogłam wykonywać (na brzuchu, czy spinanie brzucha) i instruktorka zaprosiła mnie właśnie na Aktywną Mamę na drugi dzień. Myślałam, że to trening tylko dla mam, ale okazało się że połowa grupy jest w ciąży. Były panie z wózeczkami i z brzuchami, ćwiczenia z piłką, z ciężarkami. Czułam się super 🩷 raz że w tym gronie, dwa że bardzo mi brakowało takiego porządnego treningu.

Na tym skończę ten wpis, bo robię go od rana, miał być dobry, a do tego czasu jedna sytuacja w pracy popsuła mi humor, więc zostawię ją na oddzielny wpis.

19 stycznia, 14:58

18+1

Czas leci, ja rosnę :-) Byłam na wizycie u prowadzącego w Klinice, wszystko ok, tyję prawidłowo, obrzęków nie mam, ciśnieie super, ilość wód płodowych się zgadza, serduszko Małej super bije. Dr popiera CC z uwagi na te mięśniaki. Tylko nie zna nikogo w IMID obecnie, sugerował inny szpital w którym pracuje inna lekarz z kliniki, ale mam mieszane odczucia. Opinie ma średnie. Mąż, który coś tam wie o szpitalach zaprotestował. Muszę to wszystko dobrze przemyśleć, ale chyba pozostanę przy IMID i pójdę po prostu "z ulicy" (najpierw na kwalifikację oczywiście). Poza tym do IMID mamy naprawdę blisko, jakieś 4 km.
Zapisałam się na połówkowe na 5 lutego, właśnie na NFZ i do IMID. Zobaczymy jakie będę miała odczucia.

No i sytuacja z pracą. Miałam już to olać, ale jednak cały tydzień zżera mi to nerwy i chyba muszę się wypisać. Szef zareagował super, natomiast dziewczyna z którą pracuję już nie. Udawane gratulacje, pretensja dlaczego mówię tak późno (?!?!?!?), "jesteś w ciąży prawie od pół roku i nic nie powiedziałaś!!!". Powiedziałam, kiedy było bezpiecznie i kiedy uznałam za stosowne. Po czym szybko się rozłączyła zasłaniając się wyjściem z psem (rozmowa była poprzez Teams) i więcej nie było tematu. Miało to miejsce tydzień temu w piątek i cały ten czas do teraz poświęciła na jedną rzecz - działania związane z przejęciem MOJEGO stanowiska (nie na zastępstwo, na stałe). Więcej zarabiam, ale mam dużo wyższe kwalifikacje, przeszłam trudną rekrutację aby być tu gdzie jestem. Zamiast zatrudnić na zastępstwo kogoś adekwatnego, możliwe, że wezmą ślizgacza. Ale nie w tym główny problem. Jej plan jest taki aby ona skonsolidowała te dwa etaty, które mamy i za to dostała więcej kasy. Wiem to zarówno od niej (bo się z nią już ścięłam w tym temacie mówiąc jakie będą tego konsewkencje dla mnie) jak i od szefa, bo już chodzą ploty. A szefowi to wszystko jedno byle miał święty spokój. Nasza firma działa tak, że wolą zapłacić za jeden etat 3x niż utrzymywać 3 oddzielne stanowiska. Więc jej wspaniały plan, o ile wypali, zaowocuje tym, że jeden z naszych etatów zostanie zlikwidowany. Czytaj - zapewne mój skoro mnie nie będzie tyle czasu. Oczywiście wiem, że chroni mnie prawo pracy, są różne myki które mogę wykorzystać, ale pracuję m.in. przy zwolnieniach i wiem, że jak kogoś chcą zwolnić to zwolnią choćby płacąc niezłą odprawę. A zmartwienie, czy po macierzyńskim będę miała gdzie wracać, miało być ostatnim na mojej liście. Po to w tej firmie męczyłam się bite 3 lata.
No i aspekt osobowy. Jaką trzeba być hieną, aby nie umieć sobie ogarnąć roboty w inny sposób niż poprzez takie cyrki ?!
Oczywiście żadnych gratulacji, jak się czuję bla bla bla nie usłyszałam. W biurze mnie unikała, wczoraj tylko poinformowała że ona rozważa urlop więc muszę sobie sama zorganizować to i tamto (zwykle to należało do jej osobowiązków).
Mój mąż, który na codzień ma podejście "olej" (tylko wulgarniej), śledząc tą całą akcję darł się, że jak ją spotka, to ją tak dojedzie, że się popłacze. Ja niepotrzebne nerwy i żałuję, że powiedziałam. Trzeba było nie mówić, tylko w momencie jak już chcę zniknąć (to mam wyliczone pod zasiłek) walnąć L4.
Tydzień cały o tym myślę i psuję sobie humor. Niepotrzebnie, wiem. Mam nadzieję, że jak hiena zejdzie mi z radaru to i emocje opadną.
Mam plan B oczywiście już w głowie - wogóle tam nie wracać, tylko jeśli wszystko pójdzie dobrze, Mała się urodzi i nie da nam jakoś nad wyrost popalić, to odczekać ten rok i 4-5 miesięcy i podejść do kolejnego transferu. I zobaczymy, ale miałabym wtedy już 40 lat, w pracy bagno, 2 Zarodeczki jeszcze na Nas czekają. Może to jest jakieś wyjście.

Na razie muszę wyluzować, przestać stresować się tą chorą akcją, gdzie Moja Mała jeszcze się nie urodziła, ba, nawet połówkowych nie miałam jeszcze, a tam już takie cyrki w tle.

23 stycznia, 13:55

Odpuściłam temat pracy emocjonalnie na tyle ile mogę. Skupiam się na pokończeniu swoich tematów, żeby nie zostawić syfu, bo przecież nikt tego za mnie nie ogarnie. I samo się nie zrobi.
Ostatnie dni to walka z przeziębieniem. Katar mnie złapał, jakiego w życiu nie miałam. Na szczęście bez gorączki, a więc i bez paniki, umęczyło mnie tylko strasznie. Ale już lepiej.
Dzisiaj mam konsultacje kardiologa (na polecenie profesor no i miałam holter ciśnieniowy). Uważam, że na wyrost, no ale ok, zobaczymy.
I zostało 13 dni do połówkowych. Zaczynam więc o tym myśleć, może nie nakręcać, ale wiadomo, napięcie rośnie :-)

4 lutego, 15:07

20+3
Jutro o 16:00 USG połówkowe 😱 Trochę się stresuje, co objawia się tym, że dziś ugotowałam już garnek barszczu, garnek curry z kurczakiem i gar rosołu. Jak mam stres, ale taki jeszcze pod kontrolą, to kompulsywnie sprzątam lub gotuję. No cóż, przynajmniej będzie co jeść przez najbliższe dni 😉
Zaczęłam czasami czuć ruchy. Albo smyranie, albo coś się tam tłucze, albo takie pukanie od środka. Cudowne uczucie 🩷

W pracy dobrze wszystko wyszło póki co. Plany zagarnięcia mojego stanowiska na zasadzie inni (inna) wezmą sobie dodatki a mnie nikt nie będzie zastępował zostały zablokowane przez HR jako totalnie bezsensowne. Będzie normalnie osoba na zastępstwo, czasowo, jak wrócę to wracam na swoje stanowisko i pracujemy dalej jak było do teraz. Cieszy mnie to, nie będę w tyle głowy miała tej potencjalnej likwidacji.
W lutym jeszcze coś tam dokańczam, bo nie wyrobiłam się ze wszystkim, a w marcu znikam na urlop. No i o ile zdrowotnie wszystko będzie dobrze, to nie mogę się marca doczekać !
Na początku zamawiam większą szafę w Ikea, która już wstępnie sobie zaplanowałam aby pomieściła rzeczy moje, męża i Małej. Potem jak lekarz da zielone światło (profesor to nawet nie pytam ;-) lecimy na kilka dni złapać trochę słońca i spędzić chyba dostatni na dluuugi czas urlop tylko we dwoje. Wracamy, przyjeżdża mój tata, z mężem malują mieszkanie. Potem ma przyjść nowe większe łóżko i zamówiona szafa także sypialnia na Wielkanoc już będzie jak nowa 🌸
Z rzeczami dla Małej jeszcze się wstrzymuje, chociaż w głowie mam już wszystko zaplanowane i umyślane. Mąż dalej w kwestii wyprawki niepomocny, a wręcz wkurzający. Nowy hit od niego: żeby nie kupować ubranek ŻADNYCH bo przecież wszystko dostaniemy jak Mała się URODZI. !!!!!!!!!!!. Nie ma sensu tłumaczyć, że nikt nie będzie za wczasu kupował mi body i pajaców do szpitala, które zresztą trzeba wyprać wcześniej, wyprasować, popakować, opisać. Złośliwie tylko odpowiedziałam, nawiązując do jego siostry, która przy pierwszym dziecku potrzebowała sztabu ludzi do pomocy.
Cóż .. kiedyś już pisałam że jesteśmy trochę jak ogień i woda. W kwestiach życia i organizacji również - ja typowy planowacz, co ma każdy wydatek pod kontrolą, excela na pół życia, listy zadań i planów, a on człowiek chaos, za to dużo bardziej często racjonalny i wyluzowany niż ja 🤡. Grunt, że jakoś się dogadujemy.

Dalej chodzę 2-3 x w tygodniu na zajęcia Aktywna Mama i Aktywna Ciąża. Zależy jak czas pozwala mi wyrwać się z pracy, bo są w środku dnia. Super sprawa, super mi te zajęcia robią na głowę przede wszystkim. No i na ciało mam nadzieję też szybciej wrócić do formy.

No i najważniejsze. Mamy imię 🥰🌸 Wahaliśmy się między dwoma, które obojgu nam się zawsze podobały. Laura lub Lena. Ja byłam bardziej za Laurą, ale mąż, upierał się na Lenę i cały czas dumnie to powtarzał łącząc z naszym (czyli jego) nazwiskiem. Przekonało mnie zdrobnienie, którego od Laury nie miałam.
Będzie więc Lenka 🩷

6 lutego, 13:06

20+5
Mała została oszacowana na 444 gr ! Ma podobno bardzo długie nogi 😀 Wiadomo po kim ;-) ja co prawda średnia (170), ale nóg na pewno nie mam krótkich, za tą Mąż 192 i wybitnie długonogi. Pęka teraz z dumy, chociaż wiadomo, wszystko może się jeszcze zmienić (chociaż z tymi proporcjami to bym celowała raczej w wysoką dziewczynkę). Ułożona jest główką do dołu, nogi ma po prawej stronie u góry mojego brzucha, czyli tam gdzie czasem czuję to pukanie.
Serduszko zdrowe, profil chowała więc nie do oceny, mózg ok, kręgosłup ok. Są dwie rzeczy, które mnie oczywiście troszkę zmartwiły - Mała ma lekkie poszerzenie miedniczek nerkowych, po 4 mm w każdej nerce. Lekarz kazał się nie przejmować, bo może się to do końca ciąży zmienić, a jak nie to po porodzie do ukończenia pierwszego roku życia u 90% dzieci to samoistnie zanika. Ale wiadomo, chciałabym aby wszystko było idealnie. Druga rzecz to moje łożysko. Z przodu i nisko jest. Też kazał się nie przejmować, że się raczej podniesie, ale martwię się co jeśli nie. Leżenie plackiem do końca ciąży 😣 A planowałam wiosnę, urlop, remont. No nic. Nic się tu nie da przewidzieć. Ograniczam dźwiganie, bo nadal zdarza się mi się „wyskoczyć” samej do Lidla i spontanicznie „a wezmę zgrzewkę wody”.
Dziś zbadałam jeszcze krew, mocz i tokso, bo w czwartek wizyta u profesor. Zobaczymy co ona powie na te wszystkie wyniki.

Z innych rzeczy dobrych - mięśniaki nie rosną, ten największy nawet zmalał :-)

Wiadomość wyedytowana przez autora 7 lutego, 10:45

8 lutego, 08:46

Wizyta u profesor 🤓

Poszerzone miedniczki nerkowe - nie przejmować się na razie, to nieznaczne poszerzenie, do 5 mm jest ok.

Nisko położone łożysko - utrzymany zakaz współżycia (już zapomniałam co to seks hehe), zakaz dźwigania do 6kg, ćwiczyć i spacerować mogę normalnie. Mam zrobić USG za 3 tygodnie i pojawić się na wizycie (za 4 tygodnie nie mogę, więc kolejna za 3 tygodnie a potem następna za 5 tygodni). Nie powinnam też być badana teraz ginekologicznie, chyba że w nagłej i niezbędnej sytuacji w szpitalu. Oby taka nie nastąpiła.

Z konsultacji kardiologa, morfologii, moczu była bardzo zadowolona - wszystkie wyniki są dobre.

Mam już 7 kg na plusie i to duży skok ostatnio, więc też mam tego pilnować - dorzucić sobie jeden spacer 30 min dziennie. No z tymi spacerami to dramat, przyznaję. Przez tą pogodę czasem robiłam 2-3 tys kroków, gdzie przed ciążą ZAWSZE minimum 10 tys. Zegarek często mi pokazuje wydatek energetyczny na poziomie 1500 kcal a jem duuuuzo więcej, nic dziwnego więc, że przytyłam. A jak powiedział mój Mąż, jak marudziłam że jestem już gruba, „gruba to Ty dopiero będziesz”. 😂

I wogole znowu było bardzo miło i rozmownie 🙃

Zjadłam właśnie tosta z awokado, jajkiem i łososiem i uciekam na ten krótki spacer, bo o 10:00 mam spotkanie on-line.

Dobrego Tłustego Czwartku Wszystkim 🍩🍩🍩
I pamiętajcie - najpierw sałatka, potem pączek i potem spacer 🥗🍩🚶‍♀️

Wiadomość wyedytowana przez autora 8 lutego, 08:48

18 lutego, 22:11

Tata wrócił dzisiaj z delegacji i na powitanie otrzymał od Małej kopniaka 🥹🩷. Pierwszy raz kopnęła tak mocno, że i on był w stanie to poczuć przez brzuch.
A wczoraj taka spokojna była, że aż zaczęłam się martwić.
Poza tym u nas dobrze i spokojnie. Byłam na szkoleniu z pierwszej pomocy i bezpiecznego przewożenia niemowląt. Dla mnie nieogara w temacie - rewelacja.
W pracy kończę tematy i zaraz uciekam na urlop/ L4, ale w międzyczasie zgarnęłam jeszcze podwyżkę, pochwale i bonus 🙌 W marcu ruszam więc do Ikei na zakupy do domu - wymieniam szafę, montujemy nową szafkę w łazience, pralkę wymieniamy na pralko - suszarkę i jakoś po mału zaczynamy się urządzać.

23 lutego, 08:19

Dzisiaj ponarzekam. Ten tydzień, to poza pierwszym trymestrem i w szczególności listopadem, chyba najsłabszy dla mnie czas - fizycznie. Bolą mnie plecy, nie mogę się wyspać, a poduszka ciążowa to u mnie jakaś porażka. Nie potrafię na tym spać. Do poleżenia w ciągu dnia ok, ale w nocy ja się jakoś z tego wygrzebuję i budzę w dziwnej pozycji jeszcze bardziej obolała. Dodatkowo brzuch mi bardzo wyskoczył i jakoś podniósł się do góry, więc wieczorami oprócz bólu pleców mam ból żeber. Jak się za dużo najem to i ból przepony. To dopiero 24 tc więc strach pomyśleć, co będzie dalej. Jestem jeszcze aktywna i sprawna, ale na te bóle bardzo narzekam. Może pogoda, może gorszy tydzień, może dalej będzie jednak lepiej, ale drażnią mnie po mały wszystkie ciążowe mity i porady. Drugi trymestr "złoty czas", "korzystaj", "w pierwszym trymestrze nie ma apetytu a w drugim jest" (u mnie na odwrót) itp. Każdy człowiek jest inny, każd ciąża jest inna, każde dziecko jest inne - to są moje wnioski.

Nie mieszczę się w kostium kąpielowy, tzn mieszczę ale sutki to mam tak ledwo ledwo zasłonięte, więc chyba podjadę dzisiaj do Decathlonu i kupię typowo ciążowy. Może basen i pływanie trochę pomogą na te plecy.

27 lutego, 17:10

Byłam dzisiaj na USG podejrzeć jak tam łożysko (i Małą oczywiście!) i wspaniałe wieści :-) Łożysko poszło do góry, nie ma cech przodowania, prawie 4 cm od szyjki, sama szyjka 4,5 cm. Pięknie! Mięśniaki też nie rosną. Mała za to ma już 662 g, idealnie odpowiada wielkością dacie transferu (23+5), dalej ma długie nogi i jak się dzisiaj okazało - również długie paluszki u rąk (to akurat po mnie). Nie chciała pokazać buźki, zasłaniała się rączkami i przytulała do łożyska🥲 Pani Doktor powiedziała, że Super Dziewczynka. Poszerzone miedniczki nerkowe też są już w normie, także ze szczęścia prawie wyfrunęłam z gabinetu.
Wraz z pogodą i nie opuszczeniem wczorajszych zajęć z fizjo lepiej się też czuję. Plecy odpuściły, robię raz dziennie taki klęk odciążający odcinek lędźwiowy. Jutro krzywa, morfologia i mocz, potem praca, w czwartek rano profesor.

Wiadomość wyedytowana przez autora 27 lutego, 17:11

1 marca, 07:50

24+1

Jestem po krzywej cukrowej, morfologii i moczu. Oraz już po wizycie u profesor z tym wszystkim. Morfologia i mocz super, ale krzywa standardowo hipoglikemia. 73-107-54. Przed wizytą u profesor się już podłamałam, zestresowałam i popłakałam, ale kazała się tym bardzo nie martwić. Najważniejsze, że nie ma cukrzycy. Mam po prostu zwiększyć liczbę posiłków i jeść później kolację, trzymać niski IG, bo też możliwe że cukier poleciał tak w dół po glukozie. Na codzień nie jem słodyczy. Uspokoiłam się, ale i tak na poniedziałek jestem zapisana do dietetyka, żeby mi podpowiedziała jak to lepiej wyregulować.
Ogólnie profesor zadowolona. Przyrost wagi też spowolniłam i powiedziała, że jest w normie oraz racjonalny 🤓

Poród. Przed ciążą i w sumie aż do teraz byłam święcie przekonana, że tylko CC, bo boję się komplikacji. Nie wiem czy działają hormony ciążowe, czy po prostu więcej poczytałam o możliwych komplikacjach po CC (szczególnie przy mojej macicy, całej w mięśniakach, z łożyskiem z przodu), ale jeśli Mała będzie dobrze ułożona i nie będzie innych wskazań do CC typowo medycznych, to chcę próbować naturalnie. Nie wierzę, ale napisałam już do położnej, z którą ostatnia rodziła moja koleżanka. Pozycję wertykalne, ochrona krocza (leciutko pękła i obtarta), wanna, wszystko na czym mi zależy. Do tej decyzji przyczyniły się też zajęcia Aktywna Ciąża z fizjoterapeutką. Jestem tam najstarsza, a serio chyba najbardziej sprawna… Poza tym jestem zadaniowcem, więc może dam radę ? Chciałabym po porodzie szybko wrócić do biegania, do ćwiczeń z dużymi ciężarami. Po SN to jednak dużo szybciej byłoby możliwe.
Na poniedziałek umówiłam się też do uro- fizjo na indywidualne konsultacje.
Na ten moment plan jest taki: jak wszystko będzie w porządku to rodzę z dedykowaną położna w Szpitalu Południowym, nastawiając się na wygibasy i ochronę krocza co by hardcorowo nie pęknąć ;-) Jak Mała będzie ułożona miednicowo, będzie szacowana na bardzo dużą (na razie nie jest, jest tylko długa), itp wskazania do planowanego CC - w 30-32 tc idę na kwalifikacje do CC do IMIDu i tam cesarka (bo wiem, że robią dobrze i robią trudne). I jakoś ten plan do mnie przemawia, bo wygenerowałam go sama na podstawie zebranych info, intuicji, przekonań i przeczuć. Najgorzej jak wszyscy wokół mi truli „tylko cc, mojej koleżance pękł odbyt”.
W planowanym CC nie podoba mi się to, że robią je totalnie na zimno, bez rozpoczęcia akcji porodowej. Ja sama jestem z CC, ale u mojej mamy normalnie zaczął się poród, a więc ruszyła też cała kaskada hormonów. A tu ciach i wyciągają tego Maluszka z otchłani brzucha.
Nie wiem tylko jeszcze co na to wszystko Mąż, bo on ogólnie przerażony i jak zawsze niedoinformowany. Myślał że CC to takie hop siup i jest dziecko na świecie.

Wyprawka i remont. Mój Tata mam dużo urlopu i spore kombi, więc w drugiej połowie marca przyjeżdża do nas, kupi ze mną meble i zrobią mały remont - malowanie, nowe listwy, mniejszy i okrągły stół, duża szafa, nowe łóżko, szafka w łazience co by kapsułki do prania nie stały na podłodze (małe rączki prędzej czy później by tam dosięgły), wymiana pralki na pralko - suszarkę. Jak to wszystko będzie gotowe to mogę myśleć o poważnych zakupach wyprawkowych, typu dostawka, półka na lampkę nocną, akcesoria i ciuszki. W kwietniu chce mieć wszystko mniej więcej kupione, poprane, poprasowane, tak aby maj przeznaczyć dla SIEBIE, na wyciszenie się i spokój dla głowy.

Ja. Staram się nie zapominać o sobie w tym wszystkim. Byłam u fryzjera, nie wyglądam już jak miotła ;-) kupiłam dwie sukienki w Zarze, które pomieszczą i brzuszek i potem pociążowe kilogramy, a jednocześnie wyglądają całkiem fajnie. W przyszłym tygodniu, jak dostaniemy finalne zielone światło od lekarza, lecimy na (chyba) ostatnie krótkie wakacje tylko we dwoje. Lazurowe Wybrzeże 🩵 Upałów nie będzie, ale będzie słońce, spacery, knajpki. No tak w naszym stylu, bo z Małą formuła wakacyjna na pewno się zmieni. Cieszę się, tylko jak zawsze mam lekki stres, że się nie wyrabiam przed wyjazdem z niczym.

Praca. 10 dni roboczych do ciążowego L4. Co oznacza zamykanie tematów, przygotowanie ich do przekazanie, trochę trupów z szafy ;-) ale dam radę. Koleżanka hiena, która chciała „przejąć” moje stanowisko w niczym nie pomaga, a wręcz utrudnia i stara się komplikować mi życie. Ale mam to w d***e.

Mąż. Mąż mnie trochę wkurza. Mam wrażenie, że przez to, że ja się w miarę dobrze czuję i jestem cały czas aktywna, on bagatelizuje mój stan. No ok, daje radę, ale naprawdę jest inaczej niż przed ciążą. Jak nie dośpię, to już nie dam rady w ciągu dnia, nie wypiję 5 kaw. Jak chodzę na zajęcia z fizjo, to też bez zrozumienia PO CO. Chyba oczekiwałam więcej troski z jego strony, mimo że wcześniej nigdy jej nie potrzebowałam/ nie lubiłam/ związałam się z nim wiedząc, że nie jest typem super opiekuńczym i mi to odpowiadało. W kwietniu zapisałam nas na szkołę rodzenia, głównie po to aby jego w to wszystko bardziej zaangażować. Zobaczymy jak mu pójdzie.

Ostatnia rzecz, o której chce napisać to emocje. Dalej to wszystko do mnie nie dociera. Jestem w wirze przygotowań, ale emocjonalnie nadal z dystansem. Momenty euforii to są dosłownie sekundy, po których natychmiast ustawiam się do pionu. Uwierzę w to wszystko tak z serca, chyba jak Ją bezpiecznie sprowadzę na świat i przytulę.
No i nie zapomniałam o tym, co mnie spotkało rok temu. 3 marca rocznica absolutnie najgorszego dnia mojego życia. Jestem po 2 poważnych rozstaniach związkowych, kilku odejściach bardzo bliskich ukochanych osób z rodziny, ale nic, ale to nic nie może się równać z bólem po stracie Dziecka. Nawet takiego kilku tygodniowego w brzuszku. Przerobiłam to, pogodziłam się z tym, nie żyje przeszłością, na codzień nie myślę o tym za często, nie płaczę, ale coś na zawsze we mnie zgasło.

Wiadomość wyedytowana przez autora 1 marca, 07:53

‹‹ 4 5 6 7 8