Pamiętniki Każdy pragnie dotrzeć do celu, by zaspokoić serca głód...i wszystko przez endometriozę !
Dodaj do ulubionych
1 2 3

26 maja 2019, 12:41

I minął kolejny rok a Dzień Matki jest znowu gdzieś obok mnie....jest on nie dla mnie. Strasznie ciężko mi ma sercu, nie mogę się od paru dni pozbierać a miesiączka szaleje w najlepsze jakby sobie że mnie kpiła i dawała do zrozumienia, że z nią nie wygram ....i nie mam co się łudzić ale gdzieś głęboko to pragnienie jest tak duże, że łudzę się z dnia na dzień ....

28 maja 2019, 17:43

A żeby było ciekawiej kolejna miesiączka przypada w Dzień Ojca , a następna w urodziny. No poprostu - nic tylko siedzieć i płakać .... albo się "cieszyć".

29 sierpnia 2019, 21:03

29 sierpnia - 2 lata temu po raz pierwszy (i na chwile obecną ostatni raz ) zobaczyłam 2 kreski na teście ciążowym. Jak ten czas leci....piękne, niezapomniane wspomnienia..ale jak to napisała W. Szymborksa - Nic dwa razy się nie zdarza i nie zdarzy.....
szkoda....

30 sierpnia 2019, 19:35

No to skoro mnie wzięło na wspomnienia to...dokładnie 2 lata temu zrobiłam po raz pierwszy (i oczywiście jak narazie - ostani) test z krwi, który wskazał ponad 960 ! Piękna beta.... progesteron - 53 .... ta moja niezawodna pamieć - pamiętam każdy szczegół :P nawet to jak byłam ubrana podczas badań bety ....eh
Wspomnienia, wspomnienia i jeszcze raz wspomnienia ....

15 października 2019, 20:12

15 października - kolejna ważna data w życiu kobiet po przejściach...
Pamiętam i ja ...
Powodzenia dla starczek !

16 października 2019, 16:55

Nie piszę za wiele bo nie ma co :P W nawiązaniu do pytań koleżanek z forum odpowiadam :) ps. wybaczcie , że odpisuje w poście....
Tak w wielkim skrócie...po raz sety zmieniłam lekarza tzn. Może to śmiesznie brzmi ...ale mąż mi znalazł lekarza i chodzi ze mną na wizyty.... sama nie mam już sił ... na to wszystko :) a tak mam wsparcie i jeszcze motywację żeby powalczyć :)
U mnie ciągle w kółko to samo - leki, leczenie, badania i w najgorszym wypadku czeka mnie kolejna laparoskopia gdyż poprzednie zostały spartaczone - tak określił obecnie moją sytuację lekarz prowadzący .
Oprócz zawirowań z lekarzami i staraniami to dzień za dniem mija bardzo szybko (praca całkowicie mnie pochłania) + wizyty u innych lekarzy (dermatolog, okulista, ortopeda, endokrynolog).

Wiadomość wyedytowana przez autora 16 października 2019, 16:59

17 października 2019, 09:42

Za kilka dni minie 2 lata odkąd nasze dziecko odeszło do Aniołków....
2 długie lata a ja mam wrażenie jakby to było 2 miesiące temu (nie wiem kiedy ten czas minął). I wiecie co ? .... dopiero teraz zaczynam wracać do siebie, zaczynam powoli myśleć inaczej, zaczynam oswajać się z myślą, że nigdy być może nie będzie mi dane zostać mamą.... nie jest to łatwe ale w pewnym momencie trzeba powiedzieć: STOP. KONIEC. Inaczej człowiek zwariuje..a ja chcę żyć normalnie dla MĘŻA, dla NAS :)
Stałam się zobojętniała na świat i ludzi, cieszę się moim domem, moim mężem i naszym życiem razem. Dostrzegam małe rzeczy, których wcześniej nie wiedziałam.
Tak jak pisałam wcześniej - po raz kolejny zmieniłam lekarza i chyba oboje z mężem stwierdziliśmy, że to ostatni lekarz...specjalizuje się w niepłodności (sam walczył kilkanaście lat o ty aby być ojcem, a jego żona aby być mamą) i teraz mają 3 córeczki.... w dodatku jest naprotechnologiem.....jeżdżą do niego pary z całej Polski z obszernymi teczkami A4 (dokumentacja medyczna) w kolorze zielonym..... hmm...zbieg okoliczności ale ja też do niego chodzę z taką teczką w tym samym kolorze.... chyba każdy pokłada NADZIEJĘ, w lekarzu i w kolorze zielonym hihi :)
Nie wiem co przyniesie czas i najbliższe miesiące - chyba nie czekam już na nic specjalnie ale walczę ...jeszcze walczę.
No a teraz zbieram się do pracy.
Miłego dnia :)

27 października 2019, 13:41

2 lata...a mam wrażenie jakby dopiero minęło 2 miesiące...
Tak, dziś mija 2 lata odkąd nasze życie legło w gruzach i nigdy już nie będzie takie samo.
2 lata temu straciliśmy nasze maleństwo i przez ten czas żaden cud się nie wydarzył, nie zaszłam w ciąże - chociaż znajomi i lekarze byli przekonani w 100%, że uda nam się odrazu...no bo przecież" już raz się udało?", teraz to kwestia kilku miesięcy.
Patrząc na to z perspektywy czasu - uśmiecham się do tych słów bo wiem, że niczego nie można nigdy być w 100 % pewnym. Miałam przeczucie głębokie, że nie będzie to takie proste jak mówili wszyscy wokół - i się sprawdził czarny scenariusz (może sama sobie brak ciąży wykrakałam?).
Nostalgiczne wspomnienia mną targają aczkolwiek czuję się spokojnie...bez żalu i bólu....
27.10. - zawsze będzie dla mnie ważnym dniem - to kolejny ważny dzień w ciągu całego roku .

2 listopada 2019, 18:14

Jest na świecie taki rodzaj smutku, którego nie można wyrazić łzami.
Nie można go nikomu wytłumaczyć.
Nie mogąc przybrać żadnego kształtu , osiada ciasno na dnie serca jak śnieg podczas bezwietrznej nocy.

Tak - taki własnie jest mój rodzaj smutku ;) Trafione w sedno.

23 grudnia 2019, 21:51

Łatwo jest wierzyć, kiedy wszystko się układa. Łatwo jest wierzyć, kiedy odnosimy sukcesy, kiedy zdrowie nam dopisuje.
Ważne, by trwać mimo lęku, mimo tego, że los się dziś do mnie nie uśmiecha.
Zapraszać Boga do naszych problemów, upadków i niepokoju. On po to przychodzi na świat, by nieść nam Dobrą Nowinę. I czeka. Czeka na to, byśmy otworzyli Mu serca.
Już jutro przyjdzie na Ziemię.
Do tych miejsc, które są dla nas najtrudniejsze, które najbardziej bolą...
Wielu ludzi poszukuje Boga w spokoju i zadowoleniu życia, w bezlekowosci, w uśmiechu losu, dlatego uciekają od tego, co trudne, co niepokoi, co rodzi trwogę mrożącą krew w żyłach - ale nic bardziej zawodzącego. Bóg rodzi się w tym co najtrudniejsze.

29 grudnia 2019, 17:36

Nie były to dobre święta...nie był to dobry czas.
Kolejny rok minął a w nas nadal wiele bólu i żalu, który ściska gardło.
We wigilię brat męża obwieścił wszystkim wesołą nowinę...TAK - zostanie ojcem. Wiwatom nie było końca. Tylko my staliśmy jak "idioci" nie wiedząc jak się nawet zachować. Siostra męża też w ciąży z 3 dzieckiem.
Mąż ma 5 rodzeństwa - każdy ma dzieci. My nie. Czujemy się wyobcowani, a całe święta łzy napływały nam do oczu i dławiły w gardle. Nawet mąż się ugiął... przerósł go ciężar.
Nie chce słyszeć, nie chce widzieć....chce się odciąć od wszystkiego...chcę zacząć ZNOWU ŻYĆ !

31 grudnia 2019, 13:24

Ostatni dzień 2019 roku...
Rok temu powiedziałam do męża...że nie wiem co zrobię jak za rok o tej samej porze będziemy nadal bez dziecka...
i rok minął, i jestem w tej samej sytuacji, w tym samym miejscu i dziecka nie ma ....nawet w ciąży nie jestem i co zrobiłam? no nic... bo co zrobię? wyrwę sobie włosy z głowy? ucieknę z tego świata? No nie da się....
Nie liczę na jakieś cuda w 2020 roku, za wiele rozczarowań mnie dotknęło...ale w głębi serducha i głębi mózgu tli się ta nadzieja i to pragnienie aby zostać rodzicami tutaj na ziemi.

20 stycznia, 12:37

Jak ten czas szybko mknie...już prawie koniec stycznia a tym samym pierwszego miesiąca Nowego Roku.
U mnie to samo co zawsze...lekarz - badania i tak w kółko.
Na chwilę obecną gdybym miała podsumować robione notorycznie w kółko badania to...wszystko wychodzi raczej na plus.
Przeciwciała przeciwjądrowe - ujemne
Przeciwciała przeciwplemnikowe - ujemne
Przeciwciała jajnikowe - ujemne
Przeciwciała przeciwko endomysium (celiakia) - ujemne
Badanie nasienia - w porządku
Hashimoto - uśpione
Winowajca - endometrioza???, która też jest raczej uśpiona...wszelkie markery nowotworowe w normie, nic nie jest podwyższone. No chyba ona...bo co innego to już nie wiem .

8 maja, 18:41

8 maja dla mnie będzie zawsze osobistym świętem...dziś nasze dziecko skończyłoby 2 lata. Maj jest dla mnie zawsze przygnębiający...1 maja zmarła moja babcia, 5 maja dziadziuś - najdroższe memu sercu osoby. 8 maja miało urodzić się teoretycznie nasze dziecko... zamiast cieszyć się pięknem rozwijającej się wiosny popadam w nostalgię i tak już chyba zawsze zostanie.

12 maja, 15:57

Odpowiadając na Wasze pytania:)
Ogólnie trzymam się dobrze, jestem zobojętniała na wszystko i wszystkich - taka moja barwa ochronna przed światem...ale są dni kiedy jest źle... czuję głęboki ból i rozpacz...a informacje o ciążach i dzieciach wśród rodziny i znajomych są dla mnie ciężkim tematem. Staram sobie to układać w głowie ale nie zawsze się da... przed oczami mam wizję tych szczęśliwych rodzin i porównuje do naszej małej 2 osobowej rodziny. I to boli. Bardzo boli. Czuję się wówczas bardzo nie-kobieco, jak jakiś wyrzutek społeczeństwa. A świadomość, że nigdy się może nie udać dławi mnie żywcem. Odrzucam od siebie tą myśl.
Zmieniłam lekarza - po raz ostatni. Wszystkie badania książkowe. Lekarz proponuje laparoskopię (3 w moim wypadku) w celu zdiagnozowania mojego "środka".
Poszłam dodatkowo na terapię pijawkami. Jestem po pierwszej sesji. Może one dopomogą?
Tracę siły i serce do tego wszystkiego.
In vitro nie wchodzi w grę. Adopcja? - sama nie wiem. Nie jestem gotowa.

26 maja, 14:44

"Mama – to najpiękniejsze słowo w języku świata. Oznaczają miłość...miłość prawdziwą, która nie zdradza.
Miłość to wierność i wielka ofiara, a wszystko to dla dobra i szczęścia swojego dziecka".

Życzyłabym sobie i wszystkim parom borykającym się z problemem niepłodności za rok móc również obchodzić Dzień Matki (tutaj na ziemi).
1 2 3
Fundusze Europejskie: Inteligentny Rozwój Narodowe Centrum Badań i Rozwoju Europejski Fundusz Rozwoju Regionalnego

Projekt OvuFriend: "Opracowanie nowych w skali światowej rozwiązań w obszarze uczenia maszynowego wspierających w planowaniu rodziny i pokonywaniu problemu niepłodności" współfinansowany przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju w ramach programu Inteligentny Rozwój 2014-2020.