Pamiętniki Kolejna runda- przegrana...
Dodaj do ulubionych
1 2 3 4

24 lutego 2015, 13:55

Ja to już chyba wszystkiego próbowałam, żeby odwrócić uwagę od wiadomo czego. Co nie zmienia faktu, ze i tak łapie się co jakiś czas, że ZNÓW o tym myślę. Wariatka!

2 marca 2015, 20:22

23dc
Albo raczej 9DWO- czyli 9 dzień wyszukiwania objawów.
Coś tam czuję w podbrzuszu raz na czas... Czasem jak na okres, czasem inaczej... Jest jedna rzecz, która mnie zastanawia- nie bolą mnie piersi. W ogóle nic nie czuję. A zawsze mnie bolą- nawet bez stymulacji i czy innych leków hormonalnych. Wiem, że te odczucia związanie z piersiami powoduje głównie progesteron... Nie wiem już... I niby staram się nie nakręcać...

4 marca 2015, 13:55

25dc
To już ten moment, że zaczynam nakręcać się jak głupia
Kłamałam, że tym razem nie będę się nakręcać bo i tak się nakręciłam :)
Już wszystko jest potencjalnym objawem. Brak objawów to także objaw.
Mam iść na betę w poniedziałek- już widzę jak ja wytrzymam do poniedziałku. Jak do piątku dam radę to będzie sukces.

6 marca 2015, 21:04

27dc
To ten moment...Zaczyna uchodzić ze mnie nadzieja...

7 marca 2015, 09:03

28dc
Moje serce po raz kolejny rozpada się na kawałki.
Wstałam rano i zrobiłam test- 14dpo. Negatywny.
Moje życie to jedna wielka porażka, nie mam po co wstawać z łóżka. Jak pomyślę, że tak naprawdę staram się o dziecko od jakiś 5 lat to dochodzę o wniosku, że ja po prostu nie mam na nie szans...
Mój to cudowny facet, którego kocham ponad wszystko, ale co z tego jak go nigdy nie ma. Siedzę w czterech ścianach i tracę coraz więcej z siebie. Wszystkie moje koleżanki mają dzieci / są w ciąży - inny świat. Pomijając coraz mniejszą ilość wspólnych tematów do rozmowy, to od jakiegoś czasu, każde takie spotkanie przypłacam dużą ilością łez. To tak cholernie boli....

9 marca 2015, 10:00

2 dc

Nie mogę się zebrać w sobie. Powinnam zakasać rękawy i potraktować kolejny cykl jako kolejna nadzieję, ale jakoś nie mogę. Trzecia nieudana inseminacja. Nie wiem co z sobą zrobić.
Mój m mówi, ze podejść do kolejnych- co najmniej jeszcze do trzech, a potem ewentualne in vitro. Ale ja nie jestem już pewna czy dam radę... Jakbym mogła to najchętniej zapadłabym sie pod ziemię. Ostatnio wiele myślałam jak te całe wieloletnie starania wpłynęły na mnie. Zawsze byłam taką silna babką. Byłam pewna siebie, zadowolona ze swojego wyglądu, wygadana, pogodna, towarzyska aż do bólu. Nasz dom był tzw domem otwartym- rzesz znajomych, imprezki spotkanka... A teraz? Unikam ludzi jak mogę. Zdarzyło mi się nawet odwoływać spotkania bo po prostu nie miałam siły przyklejać se uśmiechu na ustach...
Nie wiem co będzie dalej. Gdyby tak można cofnąć czas do momentu kiedy wszystko było prostsze, a rozmowy z moimi znajomymi nie ograniczały się do ich spraw ciążowo-rodzicielskich lub tematów z kategorii "ostatnio kupiliśmy w ikeii".

10 marca 2015, 09:01

Mija kolejny dzień. Nie powiem żebym tryskała optymizmem, ale jest już trochę lepiej. Może dlatego, że w tym tygodniu mam swojego m przy sobie a może po prostu cyklicznie tak to właśnie wygląda.

RofTW- depresji raczej nie mam. Chwile załamania i rezygnacji- owszem, zdarzają się. Zwłaszcza te dwa, trzy dni w miesiącu. I prawdą niestety jest, ze unikam dzieciatych i zaciążonych (zwłaszcza tych drugich). Nie specjalnie lubię opowiadać o swoich zmaganiach. W zasadzie tylko tu na ovu tak szczegółowo to opisuję, ale cóż- syty głodnego nie zrozumie...

Co do in vitro poważnie o tym myślimy. Sprawdzałam nawet jakie warunki musimy spełnić i generalnie z tym mogę mieć problem, bo co prawda leczę się już od ponad 4 lat, niestety pierwsze lata były u innego lekarza, który zwinął praktykę i ślad po nim zaginął więc generalnie mam udokumentowany rok z ogonkiem.

Ten cykl raczej bez nadziei na szczęśliwy finał. M w domu będzie tylko na weekendy, więc ani inseminacja ani naturalne celowanie w owulke nic nie da..

7 kwietnia 2015, 11:39

1dc
Nie powinnam być specjalnie zaskoczona. Ten miesiąc i tak był spisany na straty. Generalnie się nie łudziłam (i dobrze mi z tym było) z wyjątkiem jednego dnia- bo @ spóźniła mi się o 1 dzień.

Przede mną kolejny miesiąc, w którym raczej "nie utrafimy" bo m jest w domu tylko na weekendy. O Inseminacji czy wizycie w sprawie in vitro nie ma w ogóle co wspominać.

Biegam, jeżdżę na rowerze, zapisałam się na prawko(!!!), planuje wakacje... Musze jeszcze coś wymyślić, żeby doba zrobiła się za krótka na myślenie o wiadomo czym....

7 kwietnia 2015, 11:39

1dc
Nie powinnam być specjalnie zaskoczona. Ten miesiąc i tak był spisany na straty. Generalnie się nie łudziłam (i dobrze mi z tym było) z wyjątkiem jednego dnia- bo @ spóźniła mi się o 1 dzień.

Przede mną kolejny miesiąc, w którym raczej "nie utrafimy" bo m jest w domu tylko na weekendy. O Inseminacji czy wizycie w sprawie in vitro nie ma w ogóle co wspominać.

Biegam, jeżdżę na rowerze, zapisałam się na prawko(!!!), planuje wakacje... Musze jeszcze coś wymyślić, żeby doba zrobiła się za krótka na myślenie o wiadomo czym....

7 maja 2015, 13:35

1dc....znowu

Chyba uczę się z tym żyć.

Już nie płaczę.

A jutro w ogóle będzie dobry dzień- ostatni dzień w pracy i mykam za miasto.

11 maja 2015, 14:25

Zaczęłam łykać clo. Dam szanse ostatniej inseminacji.

22 maja 2015, 17:39

16dc
Jestem 2 dni po 4 inseminacji. Inseminacja na pękniętym pęcherzyku. Wszystko w zasadzie jak przy poprzednich razach, tylko wyniki nasienia trochę się pogorszyły- obstawiam, że to przez antybiotyk. Póki co zero emocji. Pewnie się pojawią- za 2 tygodnie. A może już przywykłam.

2 czerwca 2015, 10:16

27dc.
Test- wynik negatywny.
4 inseminacja- nieudana.
Teoretycznie mogłabym się jeszcze połudzić 2, 3 dni, ale po pięciu latach i ja się czegoś nauczyłam.

Jestem rozczarowana i pewnie rozgoryczona- takich uczuć nie da się wyplenić ot tak. Ale nawet łza nie poszła- czyli jednak można się uodpornić.

Skupię się na prawku, które własnie robię i na zbliżającym się bardzo wolno urlopie. Jesienią może back to school- studia to dobry zajmowacz czasu i myśli. Wolę czekać na te realne rzeczy, na które mam wpływ.

7 marca 2016, 16:16

Wracam prawie po rocznej przerwie. Dzisiejszy dzień można uznać za pierwszy dzień nowej walki. Walki o nazwie in vitro. Pierwszy krok poczyniony- umówiłam się na pierwszą wizytę w klinice- 21 marca. Hmmm właśnie sie zorientowałam, że to pierwszy dzień wiosny, czyli dobry znak. Kurcze, żeby tylko mi tej energii nie zabrakło w dalszych staraniach....

8 marca 2016, 20:14

Wypełniłam dzisiaj ankietę z kliniki. To jakaś paranoja! 28 stron powtarzających się bzdurnych pytań. Ale przebrnęłam do końca choć nie jestem pewna czy to ma ręce i nogi. Mój m też swoją wypełnił nie szczędząc sarkastycznych uwag (bo wiedza o zaburzeniach miesiączkowania w rodzinie, to podstawowa wiedza każdego faceta) Ja płakałam ze śmiechu. Ale i jemu udało się dobrnąć do ostatniej strony...

12 marca 2016, 19:15

Kolejny krok zrobiony. Badania... Wszystko to już robiliśmy wcześniej, ale wiadomo, że muszą być one aktualne.
Tak więc mężuś- standard. Ja- cały "panel hormonalny". Zapomniałam, że będzie też badanie prolaktyny (czyli godzina czekania o pustym żołądku). Jak o 12 wyleciałam z tej całej kliniki to myślałam, że pochłonę konia z kopytami.
No nic. W poniedziałek wyniki, a potem już wizyta....

16 marca 2016, 13:55

Wyniki odebrane. Nic specjalnie zaskakującego. Moje raczej w normie jedynie AMH trochę mnie nurtuje bo wyniosło 9 co jest dość wysoko aczkolwiek na rozpisce mam, że wszystko co jest powyżej 1.2 to norma. Poczytałam trochę na ten temat i często jest sugerowane PCO przy takim AMH. Wcześniej jak się leczyłam, mój gin też wspominał, że mimo iż same wyniki hormonów mam w normie to stosunek czegoś tam do czegoś (już zapomniałam konkrety) sugeruje PCO i zapisywał mi metforminę. Podwyższoną też mam oczywiście prolaktynę, ale tu zaskoczenia nie było. To co może dawać do myślenia to fakty, że nawet jeśli mam to pco, to wszystkie moniotoringi jakie przechodziłam (a było ich mnóstwo)zawsze wykazywały owulację z jednym dominującym pęcherzykiem, który pękał podręcznikowo wręcz. Bądź tu mądry...
Wyniki mojego m też raczej bez trzęsienia ziemi. Nie są one za dobre (zwłaszcza ruchliwość 13%), ale nie ma znowu jakiejś tragedii.
Gdybym miała zabawić się w doktora, to muszę stwierdzić, że trochę tu nie tak, trochę tam, a rezultat taki, że od ponad 5 lat potomka brak.

22 marca 2016, 09:31

Po wizycie. Chyba wszystko jasne... najbardziej przeraziła mnie ilość papierzysko do wypełnienia. Formularze, druki ankiety. 200 raz wpisywać te same informacje, żeby+++++ na sam koniec dostać kolejną "encyklopedię" do zapoznania się / wypełnienia / podpisania.
Dostałam receptę na antykoncepcję, ale to od nowego cyklu dopiero. Lekarz dawał do zrozumienia, że nieźle rokujemy, choć są pewne "ale". ha- gdyby nie było ale to by nie było invitro.
Na razie nie ma jeszcze żadnego spinania, ale to wszystko co wczoraj usłyszeliśmy- przebieg, pobranie, transfer, leki, zastrzyki i w ogóle...To jakiś matrix. Gdyby ktoś mi powiedział 10 lat temu kiedy zabezpieczałam się przed ciążą na prawo i lewo, ze będzie mnie czekać coś takiego... W życiu bym nie uwierzyła...

22 marca 2016, 09:31

Po wizycie. Chyba wszystko jasne... najbardziej przeraziła mnie ilość papierzysko do wypełnienia. Formularze, druki ankiety. 200 raz wpisywać te same informacje, żeby+++++ na sam koniec dostać kolejną "encyklopedię" do zapoznania się / wypełnienia / podpisania.
Dostałam receptę na antykoncepcję, ale to od nowego cyklu dopiero. Lekarz dawał do zrozumienia, że nieźle rokujemy, choć są pewne "ale". ha- gdyby nie było ale to by nie było invitro.
Na razie nie ma jeszcze żadnego spinania, ale to wszystko co wczoraj usłyszeliśmy- przebieg, pobranie, transfer, leki, zastrzyki i w ogóle...To jakiś matrix. Gdyby ktoś mi powiedział 10 lat temu kiedy zabezpieczałam się przed ciążą na prawo i lewo, ze będzie mnie czekać coś takiego... W życiu bym nie uwierzyła...

22 marca 2016, 09:31

Po wizycie. Chyba wszystko jasne... najbardziej przeraziła mnie ilość papierzysko do wypełnienia. Formularze, druki ankiety. 200 raz wpisywać te same informacje, żeby+++++ na sam koniec dostać kolejną "encyklopedię" do zapoznania się / wypełnienia / podpisania.
Dostałam receptę na antykoncepcję, ale to od nowego cyklu dopiero. Lekarz dawał do zrozumienia, że nieźle rokujemy, choć są pewne "ale". ha- gdyby nie było ale to by nie było invitro.
Na razie nie ma jeszcze żadnego spinania, ale to wszystko co wczoraj usłyszeliśmy- przebieg, pobranie, transfer, leki, zastrzyki i w ogóle...To jakiś matrix. Gdyby ktoś mi powiedział 10 lat temu kiedy zabezpieczałam się przed ciążą na prawo i lewo, ze będzie mnie czekać coś takiego... W życiu bym nie uwierzyła...
1 2 3 4