X

Pobierz aplikację OvuFriend

Zwiększ szanse na ciążę!
pobierz mam już apkę [X]
Pamiętniki starania minionki rozrabiają
Dodaj do ulubionych
1 2 3 4

29 października 2015, 06:35

I jak tu wierzyć, że się cokolwiek uda, skoro własny organizm jest przeciwko tobie? Zero regularności, a jak już się uda wyłapać pozytywne objawy owulacji, to okoliczności nie sprzyjają.
Pierdzielę te naturalne metody i ziółka. Idę do lekarza niech mi przepisze hormony, czy nie wiem co tam zrobi. Dosyć bujania się!!

7 listopada 2015, 09:00

Czuję, ze to będzie kolejny dołujący weekend. Oboje z mężem jesteśmy ostatnio tak zmęczeni po pracy, że nawet rozmawiać nam się nie chce. Wracamy do domu, jemy coś i prawie od razu zasypiamy. Nie mamy czasu na myślenie o dziecku, o robieniu już nie wspomnę. A później przychodzi taki weekend i czasu jest aż za dużo. PMS ma się dziś rewelacyjnie, więc dzziś pewnie będzie piwkowanie na odstresowanie.

8 listopada 2015, 17:16

W sumie nie taki zły ten weekend był...choć jeszcze się nie skończył. Było trochę sprzątania, gotowania, ale też leniuchowania. Dziś jest 33 dzień cyklu. To najdłuższy cykl chyba od czasu studiów. Wtedy panikowałam czy przypadkiem nie jestem w ciąży, a teraz...Ktoś tam na górze ma wredne poczucie humoru. Z jednej strony myślę, że nic z tego, z drugiej mam nadzieję...jak zwykle. I jak tu nie zwariować, skoro co miesiąc człowiek przeżywa takie huśtawki? Pogoda na zewnątrz zachęca do zagrzebania się w koc z czymś gorącym do picia, ale mam dziś jeszcze próbę, więc trzeba będzie się wytoczyć z domku :(

9 listopada 2015, 06:45

Wczoraj przed próbą zatestowałam dla pewności, bo miałam ochotę wypić sobie piwko. Negatyw oczywiście, a piwka i tak nie było, bo mi przeszła ochota :P
Temperatura skacze. Mam nadzieję, że wkrótce przyjdzie @, żebym mogła umówić się na wizytę.

22 listopada 2015, 14:32

Poprzedni cykl trwał 36 dni. Jeszcze nie miałam takiego długiego. Podejrzewam, że był też bezowulacyjny. Właściwie cały czas od paru tygodni pobolewa mnie jajnik. Nastrój cały czas podły, listopadowy. Próbowałam się umówić na wizytę, ale pani doktor nie odpisuje na maila mimo że przypominałam jej się telefonicznie. Nie chce mi się już z nią kontaktować, więc jutro zapiszę się do kogokolwiek. Chcę wiedzieć co dalej, bo skończyłam brać castagnus a prolaktynę nadal mam trochę za wysoką. Chyba troche chaotycznie piszę, ale tak to właśnie wygląda - wielki chaos w mojej głowie, wielka niewiadoma i zmęczenie czekaniem.

24 listopada 2015, 20:15

W wielkim skrócie - mój mąż umówił mnie na wizytę u pani ginekolog :D tej, z którą cały czas się konsultuję i z którą miałam się już nie kontaktować :P
W niedzielę wieczorem powiedziałam mu, że już mi się nie chce i jak chce, żebym do niej poszła, to niech sam załatwi. No i załatwił. Wizytę mam jutro po pracy.

Z moich obserwacji wynika, że dziś powinniśmy poserduchować, ale gdzieś wyczytałam, że lepiej dzień przed badaniem się wstrzymać. Trudno, najwyżej będzie kolejny cykl na straty, ale może się w końcu czegoś dowiem.

25 listopada 2015, 20:49

No i po wizycie. Wszystko dobrze - pęcherzyk rośnie, jeszcze niepęknięty, endometrium ładne, śluzu dużo. Nic, tylko działać...ale padam na pysk :P
Dostałam bromergon i prikaz zbadania mężowych hormonów.

26 listopada 2015, 17:20

Wiedziałam, że tak będzie. Dzień po wizycie u lekarza, po jednej dawce leku ja już mam milion myśli na minutę, już się nastawiam, że może teraz się uda. Już bym chciała wszystko teraz, natentychmiast. A później będę ryczeć jak przyjdzie okres. Ech, głupie babskie myślenie. Tylko cierpliwość i spokój mogą mnie uratować...Co ja gadam?! Przecież i tak już się nie odkręcę i przez najbliższe dwa tygodnie, albo dłużej, będę myśleć czy może przypadkiem tym razem się nie udało. A potem będę ryczeć i się upiję, i będę ryczeć jeszcze bardziej. Ech, ja się chyba nigdy nie nauczę :/

27 listopada 2015, 17:44

No, w końcu mężulo poszedł zbadać hormony. I co? Wyszła mu za wysoka prolaktyna. Dobraliśmy się jak w korcu maku :P Jeszcze się skończy tak, że będziemy łykać te same cukierki ;)

28 listopada 2015, 13:52

OK, no to jesteśmy po owulacji. Najprawdopodobniej była wczoraj rano, choć pewnie ovufriend zaznaczy inaczej. W każdym razie nie wydaje mi się, żebyśmy super trafili z serduchem. Zresztą musiałby się wydarzyć jakiś cud przy tej naszej hiperprolaktynemii ;) Czyli spokojnie (pomijając czas na PMS) czekamy ma okres i zajmujemy się przygotowaniem do świąt. Dziś zaliczone pierwsze prezentowe zakupy :)

30 listopada 2015, 07:31

Ale mnie nosi!!! Nie wiem, czy to przez ten bromergon, czy jakiś inny powód. Na PMS trochę za wcześnie, choć kto to wie...
Ogólnie to mam wrażenie, że po tych tabletkach jestem jakaś dziwna. Z jednej strony totalna obojętność, nic mi się nie chce, a z drugiej jakieś takie dziwne napięcie i podenerwowanie. Nie podoba mi się to. Mam nadzieję, że nie będę musiała ich łykać zbyt długo.

3 grudnia 2015, 06:52

Trochę przestało nosić, a zwiększyłam dawkę bromergonu z pół tabletki do całej. Więc to raczej nie wina prochów tylko pogody i przemęczenia.
Temperatura spada, brzuch pobolewa przedokresowo. Czekamy cierpliwie na @ :P

3 grudnia 2015, 19:57

Jebany PMS!!! Mam ochotę coś rozpierdaczyć!!!
Prawy jajnik boli. Dziwne, bo po owulacji. Ale w zeszłym miesiącu było to samo. Dziś dwa razy zdeptałam kotę. Mam wrażenie, że specjalnie włazi mi pod nogi :( Pierwsze sprawozdanie z realizacji planu rozwoju zawodowego się nie chce wypocić. Bleh!
Mężu zrobił mi podwójną melisę. W zamian dostał do poczytania o swoich wynikach badań i adres nowo otwartej olsztyńskiej kliniki leczenia niepłodności.
Bierę ziółka i idę na serial.

P.S. Kota wzięta trzy miesiące temu jak nie mogłam się ogarnąć po wyjeździe mężula do Niemcuf. Uratowała moją psychikę i małżeństwo ;)

6 grudnia 2015, 08:01

Mikołajkowa niedziela, a ja oczywiście wstałam o szóstej. Temperatura powoli spada i brzuch nadal pobolewa. Niby wyjątkowo spokojnie czekam na okres, ale ta durna nadzieja zawsze gdzieś tam siedzi. No ale nic, bromka biorę niecałe dwa tygodnie, więc pewnie trzeba będzie jeszcze trochę poczekać na efekty. Poza tym muszę mężowi jeszcze powiercić dziurę w brzuchu, żeby się zapisał do kliniki. A co? Ja ze swoją prolaktyną coś robię. Nie zamierzam starego konia umawiać na wizytę lekarską (choć w sumie powinniśmy iść razem), niech też się pofatyguje i weźmie odpowiedzialność za nasze potomstwo. Dostanie dziś słodycze do buta (to oczywiście poważne traktowanie dorosłego mężczyzny) i kopniaka w zad, żeby jutro zadzwonił.

W piątek udało mi się dokończyć sprawozdanie ze stażu, więc ten weekend mam spokojny, bez myślenia, że muszę coś jeszcze zrobić na poniedziałek :) Wczoraj znów ogarniałam zakupy prezentowe i mam już prawie wszystko. Jeszcze tylko dla taty i braci, ale to najmniejszy problem. Po zakupach wróciłam do domku i zrobiłam szybki obiad, bo po południu mężu szedł na imprezę zakładową. Posprzątałam kuchnię, a potem wzięłam się za lepienie reniferów z masy solnej. Właśnie się dosuszają w piekarniku :)

Kota mnie zaczepia, żeby od niej coś napisać, więc piszę - w piątek znów dostała tabletkę na odchcicowanie. Miała permanentną rujkę, więc trzeba było przełożyć sterylizację i pofaszerować hormonami :( Jeszcze ze trzy tygodnie i pewnie po świętach pójdzie na wycięcie. Swoją drogą zastanawiam się, co taka kota myśli, jak się czuje w kwestii potomstwa. Czy też pragnie tego tak bardzo jak my? A my, niedobrzy, chcemy tu ją wycinać...Może jak zeżre opłatka w Wigilię, to mi powie ;)

Dobra, starczy tego, bo zaczynam bredzić :P

7 grudnia 2015, 06:28

Wczoraj cały dzień coś wisiało w powietrzu. Nie żeby coś mnie specjalnie wkurzało, ale cały dzień chodziłam rozdrażniona...No i wybuchło. Dwa krótkie słowa, zupełnie bez znaczenia wypowiedziane przez męża głośniej niż zwykle. Nie będę opisywać dokładnie, o co chodzi, bo to bez znaczenia. Fakt, że jakoś wyjątkowo mocno mnie to dotknęło. Pewnie przez PMS, ale skutek taki, ze się gniewam :( Dobrze, że chociaż na próbę pojechałam, to mogłam się wykrzyczeć, a chłopaki z zespołu zarazili pozytywną energią, więc jak wróciłam, to przynajmniej już mnie nie trzęsło.

Wczoraj co jakiś czas czułam dziwne kłucie w podbrzuszu, więc oczywiście się nakręciłam. Zrobiłam test i wyszedł negatywny - OCZYWIŚCIE. Sprawdzałam go jeszcze parę razy, bo się naczytałam, że niektórym dziewczynom dużo później się coś tam pojawiło, ale u mnie nic. Dziś temperatura wyższa, ale może to efekt niewyspania, bo spałam na kanapie i kot po mnie łaził. Pożyjemy, zobaczymy.

8 grudnia 2015, 06:04

OK, w miarę wyspana, pogodzona z mężem zaczynam kolejny dzień. Temperatura spada, a wczoraj dość mocno okresowo bolał brzuch, więc wkrótce na pewno powitamy starą przyjaciółkę ;)

9 grudnia 2015, 06:50

28dc, temperatura znów trochę niższa, brzuch coraz częściej i mocniej pobolewa, ale przynajmniej nerw trochę mniejszy po wczorajszej siatce. Godzina wygłupów i wyżycie się na piłce w dobrym towarzystwie to to, czego potrzebowałam :)

10 grudnia 2015, 16:51

Dziś taki piękny dzień, a ja zdycham. Od rana bolą mnie zatoki, jestem zmęczona i przymulona :( Temperatura spada, w podbrzuszu kręci, prycholi na twarzy i plecach masa, wzruszam się każdą pierdołą, a @ nie przychodzi. Gdzie jesteś pieprzony małpiszonie?!

Wiadomość wyedytowana przez autora 10 grudnia 2015, 17:43

11 grudnia 2015, 20:03

No i przyszedł małpol :P Dziś rano na pierwszej lekcji oznajmił bólem brzucha, że właśnie nadchodzi. W sumie to się nawet ucieszyłam, bo przynajmniej ładny 29-dniowy cykl. No i dzień nie był jakiś straszny. Wzięłam tabletki i nawet za mocno brzuch nie bolał. Czas szybko mijał i przed 17 byłam w domu...a raczej na pętli mpk, bo tu się zaczęła jazda. Chyba ze 20 minut czekałam na autobus, a potem stwierdziłam, że lepiej pójść na piechotę, bo mi kolana zamarzały ;) Poza tym musiałam jeszcze zajść na pocztę, ale coś mi się po drodze popieprzyło, więc zamiast dojść do domu w pół godzinki, włóczyłam się w kółko jeszcze drugie tyle. Efekt - zmęczona, wkurzona, z bolącym brzuchem i pełnym pęcherzem dotarłam do domu o wpół do siódmej. Dobrze, że mąż zrobił obiad i skoczył po piwko. Teraz siedzę w ciepełku z pełnym brzuchem i się relaksuję :)

Jutro rano pójdę zbadać czy mi prolaktyna po tym bromergonie trochę spadła. A na czwartek jesteśmy umówieni do naszej nowootwartej Olsztyńskiej kliniki leczenia niepłodności. Zobaczymy, co nam powiedzą :)

12 grudnia 2015, 20:39

Ło matko!! Właśnie sprawdziłam dzisiejszy wynik prolaktyny, a tam 6,47 (wynik sprzed miesiąca to 25,6). Zmniejszę dawkę bromka znów do połówki, a w czwartek jeszcze popytam na wizycie, co dalej.
1 2 3 4