Pierdzielę te naturalne metody i ziółka. Idę do lekarza niech mi przepisze hormony, czy nie wiem co tam zrobi. Dosyć bujania się!!

Temperatura skacze. Mam nadzieję, że wkrótce przyjdzie @, żebym mogła umówić się na wizytę.
tej, z którą cały czas się konsultuję i z którą miałam się już nie kontaktować 
W niedzielę wieczorem powiedziałam mu, że już mi się nie chce i jak chce, żebym do niej poszła, to niech sam załatwi. No i załatwił. Wizytę mam jutro po pracy.
Z moich obserwacji wynika, że dziś powinniśmy poserduchować, ale gdzieś wyczytałam, że lepiej dzień przed badaniem się wstrzymać. Trudno, najwyżej będzie kolejny cykl na straty, ale może się w końcu czegoś dowiem.

Dostałam bromergon i prikaz zbadania mężowych hormonów.
Jeszcze się skończy tak, że będziemy łykać te same cukierki
Czyli spokojnie (pomijając czas na PMS) czekamy ma okres i zajmujemy się przygotowaniem do świąt. Dziś zaliczone pierwsze prezentowe zakupy
Ogólnie to mam wrażenie, że po tych tabletkach jestem jakaś dziwna. Z jednej strony totalna obojętność, nic mi się nie chce, a z drugiej jakieś takie dziwne napięcie i podenerwowanie. Nie podoba mi się to. Mam nadzieję, że nie będę musiała ich łykać zbyt długo.
Temperatura spada, brzuch pobolewa przedokresowo. Czekamy cierpliwie na @
Prawy jajnik boli. Dziwne, bo po owulacji. Ale w zeszłym miesiącu było to samo. Dziś dwa razy zdeptałam kotę. Mam wrażenie, że specjalnie włazi mi pod nogi
Pierwsze sprawozdanie z realizacji planu rozwoju zawodowego się nie chce wypocić. Bleh!Mężu zrobił mi podwójną melisę. W zamian dostał do poczytania o swoich wynikach badań i adres nowo otwartej olsztyńskiej kliniki leczenia niepłodności.
Bierę ziółka i idę na serial.
P.S. Kota wzięta trzy miesiące temu jak nie mogłam się ogarnąć po wyjeździe mężula do Niemcuf. Uratowała moją psychikę i małżeństwo
W piątek udało mi się dokończyć sprawozdanie ze stażu, więc ten weekend mam spokojny, bez myślenia, że muszę coś jeszcze zrobić na poniedziałek
Wczoraj znów ogarniałam zakupy prezentowe i mam już prawie wszystko. Jeszcze tylko dla taty i braci, ale to najmniejszy problem. Po zakupach wróciłam do domku i zrobiłam szybki obiad, bo po południu mężu szedł na imprezę zakładową. Posprzątałam kuchnię, a potem wzięłam się za lepienie reniferów z masy solnej. Właśnie się dosuszają w piekarniku 
Kota mnie zaczepia, żeby od niej coś napisać, więc piszę - w piątek znów dostała tabletkę na odchcicowanie. Miała permanentną rujkę, więc trzeba było przełożyć sterylizację i pofaszerować hormonami
Jeszcze ze trzy tygodnie i pewnie po świętach pójdzie na wycięcie. Swoją drogą zastanawiam się, co taka kota myśli, jak się czuje w kwestii potomstwa. Czy też pragnie tego tak bardzo jak my? A my, niedobrzy, chcemy tu ją wycinać...Może jak zeżre opłatka w Wigilię, to mi powie 
Dobra, starczy tego, bo zaczynam bredzić
Dobrze, że chociaż na próbę pojechałam, to mogłam się wykrzyczeć, a chłopaki z zespołu zarazili pozytywną energią, więc jak wróciłam, to przynajmniej już mnie nie trzęsło.Wczoraj co jakiś czas czułam dziwne kłucie w podbrzuszu, więc oczywiście się nakręciłam. Zrobiłam test i wyszedł negatywny - OCZYWIŚCIE. Sprawdzałam go jeszcze parę razy, bo się naczytałam, że niektórym dziewczynom dużo później się coś tam pojawiło, ale u mnie nic. Dziś temperatura wyższa, ale może to efekt niewyspania, bo spałam na kanapie i kot po mnie łaził. Pożyjemy, zobaczymy.
Temperatura spada, w podbrzuszu kręci, prycholi na twarzy i plecach masa, wzruszam się każdą pierdołą, a @ nie przychodzi. Gdzie jesteś pieprzony małpiszonie?!
Wiadomość wyedytowana przez autora 10 grudnia 2015, 17:43
Dziś rano na pierwszej lekcji oznajmił bólem brzucha, że właśnie nadchodzi. W sumie to się nawet ucieszyłam, bo przynajmniej ładny 29-dniowy cykl. No i dzień nie był jakiś straszny. Wzięłam tabletki i nawet za mocno brzuch nie bolał. Czas szybko mijał i przed 17 byłam w domu...a raczej na pętli mpk, bo tu się zaczęła jazda. Chyba ze 20 minut czekałam na autobus, a potem stwierdziłam, że lepiej pójść na piechotę, bo mi kolana zamarzały
Poza tym musiałam jeszcze zajść na pocztę, ale coś mi się po drodze popieprzyło, więc zamiast dojść do domu w pół godzinki, włóczyłam się w kółko jeszcze drugie tyle. Efekt - zmęczona, wkurzona, z bolącym brzuchem i pełnym pęcherzem dotarłam do domu o wpół do siódmej. Dobrze, że mąż zrobił obiad i skoczył po piwko. Teraz siedzę w ciepełku z pełnym brzuchem i się relaksuję 
Jutro rano pójdę zbadać czy mi prolaktyna po tym bromergonie trochę spadła. A na czwartek jesteśmy umówieni do naszej nowootwartej Olsztyńskiej kliniki leczenia niepłodności. Zobaczymy, co nam powiedzą