X

Pobierz aplikację OvuFriend

Zwiększ szanse na ciążę!
pobierz mam już apkę [X]
Pamiętniki starania minionki rozrabiają
Dodaj do ulubionych
1 2 3 4
WSTĘP
minionki rozrabiają
O mnie:
Czas starania się o dziecko: ponad 3 lata
Moja historia: Zaczęliśmy się starać zaraz po (choć właściwie to jeszcze przed) ślubem. Miałam nadzieję, że pójdzie szybko i wszystko będzie dobrze. Przez prawie dwa lata unikałam dokładniejszych badań, ale w końcu stwierdziłam, że trzeba zrobić coś więcej. Od ponad roku trochę się bujamy po lekarzach.
Moje emocje: zbyt mało miejsca aby wszystkie opisać

10 czerwca 2015, 20:01

No to zaczynamy, może będzie mi trochę łatwiej jak się gdzieś wygadam/wypiszę ;)
Jestem zmęczona ciągłym myśleniem o tym, co jeszcze mogę zrobić, żeby moje marzenie wreszcie się spełniło. Odkąd zaczęliśmy chodzić po lekarzach co chwila doświadczam skrajnych emocji.
Najpierw wizyta u gina, czy wszystko OK - no to działamy. Po trzech miesiącach znów wizyta, bo nic nie wychodzi. Badanie drożności jajowodów - OK, owulacja - OK, no to znów działamy. I znów nic. Badanie nasienia...i tu masakra. Ginekolog stwierdził, że raczej mamy marne szanse, więc jedna wielka załamka. Skierował męża na badania genetyczne i tu nastąpił punkt zwrotny.
Okazało się, że na badania w szpitalu trzeba będzie czekać pół roku. Stwierdziłam, że nie wytrzymam, więc złapałam za telefon i spróbowałam uruchomić znajomości. Udało się i trafiliśmy do koleżanki ciotki męża. Po odebraniu wyników genetyki (wszystko dobrze) i powtórzonych badaniach nasienia (które wyszły duuużo lepiej) umówiliśmy się na wizytę. Pani doktor stwierdziła, że to się kupy nie trzyma i kazała nasienie jeszcze raz, ale już w konkretnym laboratorium. Dodatkowo jeszcze wymazy na chlamydię i ureaplasmę. No i tym razem już wyszło naprawdę dobrze...
No właśnie, mąż jest zdrowy, ja teoretycznie też. Tylko dlaczego, do cholery, nie udaje nam się zajść w ciążę?
Takie myśli mam codziennie, ale staram się nie tracić nadziei. Właśnie kończę pierwszy wykres z ovufiriend i już widzę pewne rzeczy, o których będę musiała porozmawiać z moją lekarką. Mam nadzieję, że w końcu znajdziemy przyczynę i będzie można coś z tym zrobić :)

15 czerwca 2015, 07:09

No i zaczynam nowy cykl...w sumie tego się spodziewałam jak przeczytałam analizę poprzedniego. Wcześniej trochę bawiłam się w zapisywanie temperatury i badanie różnych objawów, ale to było byle jakie i niesystematyczne. Po tym miesiącu jestem mądrzejsza o pewną wiedzę i doświadczenia, więc spokojnie zaczynam od nowa. Może tym razem będzie lepiej...:)

20 czerwca 2015, 13:38

Hej, ho! Dziś wolna sobota, więc sobie coś naskrobię :)
Pospałam sobie dzisiaj prawie do dziewiątej, z małą przerwą przed 6 na mierzenie temperatury. Zazwyczaj jak już się obudziłam o 6, to wstawałam, bo nie mogłam znów zasnąć, ale wczorajsze 10 godzin w pracy, plus prawie dwie na dojazd, zrobiło swoje.
Ostatnio w ogóle dziwnie się czuję. Niby dostałam okres, ale to coś mnie głowa boli, to brzuch, jakieś zawroty, mdłości i w ogóle. Dlatego na wszelki wypadek się dziś przetestowałam, ale nic nie wyszło. Widocznie potrzebuję już wakacji...a to już za tydzień. Moje wielkie plany to: poleżeć trochę bykiem, wrócić do biegania i doprowadzić chałupkę do porządku :) Poza tym będę dalej obserwować cykle, a w sierpniu lub wrześniu pokażę je mojej pani doktor i zobaczymy co dalej.
Mam wrażenie, że w ostatnim cyklu coś mi się poprzesuwało i zastanawiam się, czy to nie przez wiesiołka. Teraz zmniejszyłam dawkę i zobaczymy, co będzie. Mam problem ze śluzem, ale już wiem, że samym wiesiołkiem tego nie załatwię. Dlatego staram się pilnować, żeby pić dużo wody i jem marchewki (gdzieś wyczytałam, że pomagają - raczej nie zaszkodzą ;)). Dodatkowo zaczęłam jeszcze brać magnez i witaminę B6. Aha, i papka z siemienia dwa razy dziennie, a nie raz.
A w ramach terapii na odmóżdżenie i odfiksowanie się od spraw staraniowych zakupiliśmy dziś z mężulem 10 kilo truskawek. Spijamy kawkę i bierzemy się za słoikowanie :)

21 czerwca 2015, 06:25

Nie mogę spać :(
Nie wiem, czy to wczorajsze zbyt długie spanie, czy stres, bo mi kocur zachorował...od piątej przewracanie się na boki, teraz już kawka i Ovufriend.
Skutek jest taki, że dopatrzyłam się czegoś dziwnego na moim poprzednim wykresie. Nie wiem dlaczego zaznaczone mam lekkie krwawienie w środę, potem parę dni przerwy, a w poniedziałek @ na całego. Nie przypominam sobie, żeby tak było...niestety moja pamięć nie sięga tak daleko jak miesiąc wstecz, więc nie dam sobie ręki uciąć, że nie było. Ech, olać to. Zobaczymy jak się ten ułoży.

21 czerwca 2015, 13:46

Buuu, co za popierniczona pogoda. Dawno już nie było takiej zimnej wiosny...choć właściwie to zaraz lato się zaczyna.
Siedzę pod kocem i faszeruję chemikaliami, bo coś mnie na poważnie rozkłada. Zastanawiam się tylko czy to ja zaraziłam kota, czy kot mnie - mamy podobne objawy...pewnie byłam pierwsza, bo u mnie w pracy sporo osób porozkładało.Wygląda na to, że dzień spędzę na czytaniu pamiętników. Broniłam się przed tym, ale w końcu i mnie dopadło.
Chyba znów zaczynam świrować, bo dziwne myśli mnie nachodzą...a może to przez gorączkę. Nie ważne, dzieciofaza czy gorączka, dziś przyszło mi do głowy, że chciałabym mieć...minionka. Nigdy nie potrafiłam ubrać tej myśli w słowa. Mówiłam 'chcę mieć dziecko', ale jakoś mi to nie grało. Czytałam też jak dziewczyny piszą o 'fasolkach' i też nie pasowało mi to do nas. A dziś tak jakoś samo mi się nasunęło na myśl i strasznie mi się spodobało. Może niektórym to się wyda głupie i dziecinne, niedojrzałe, niestosowne, czy jakie tam jeszcze, ale ja dziś pierwszy raz naprawdę uwierzyłam, że kiedyś nam się uda, że to, że będziemy rodzicami to jest jak najbardziej realna sprawa.
Tak więc, czekamy na ciebie minionku ;)

Wiadomość wyedytowana przez autora 21 czerwca 2015, 13:47

27 czerwca 2015, 09:35

To był bardzo ciężki tydzień. Nadal nie jest mi lekko, ale powoli zaczynam się uspokajać.
W zeszłą sobotę mój kot zaczął niedomagać - mniej jadł, nie załatwiał się i nie wychodził na dwór, tylko spał. W poniedziałek poszliśmy do weta, dostał leki i trochę się poprawiło. We wtorek kolejna wizyta, leki, próba założenia wenflonu (nieudana, bo na żadnej łapie nie dało się znaleźć dobrej żyły), kroplówka podskórna i pobranie krwi...wieczorem telefon od pani weterynarz z informacją, że kot ma białaczkę. W środę pojechałam jako opiekun na wycieczkę, więc do weta zabrała go koleżanka. Jak zadzwoniłam po południu, pani doktor potwierdziła, że nie da się już nic zrobić. Wróciłam w czwartek po południu i od razu zabraliśmy go na uśpienie...mąż od razu wyszedł z gabinetu, ja zostałam do końca. Potem ryczeliśmy oboje.
Dziś moje myśli powoli zaczynają krążyć wokół tematu dziecka, ale to już nie to, co było wcześniej. Nie mam już tego zapału i jest mi jakoś tak bardziej wszystko jedno. Wiem, że w końcu wszystko wróci do normy, ale jest mi ciężko. Niesamowite jak bardzo można zżyć się z małym wrednym futrzakiem... :(

Wiadomość wyedytowana przez autora 27 czerwca 2015, 09:36

28 czerwca 2015, 16:54

Dziś jest dużo lepiej. Może dlatego, że wczoraj cały dzień przepłakałam. Kręciłam się po mieszkaniu robiąc porządki, nie mogłam znaleźć sobie miejsca, wszystko przypominało mi mojego kocura, więc postanowiłam nie hamować emocji. To mi chyba pomogło, bo dziś jest w miarę OK.
Dzisiaj z kolei postanowiłam przeanalizować i uporządkować coś, co nie dawało mi od jakiegoś czasu spokoju - mój poprzedni cykl. Skasowałam go i wprowadziłam dane od nowa, tym razem od dobrej daty, bo wcześniej coś popieprzyłam (dobrze, że miałam ją zapisaną w notesie). No i trochę mi się poprzesuwało, bo owu z 20 dnia na 15. Niestety Ovufriend zmieniło mi go na 'bezowulacyjny' i nie uwzględnia w statystykach.
No i patrząc na ten poprzedni i obecny wykres, okazuje się, że niekoniecznie mam późne owulacje. Problem w tym, że z moich obserwacji wynika, że dobry śluz, otwarta szyjka i pozytywny test owu w ogóle mi się nie zgrywają. Ech, jakaś jestem popieprzona. W ogóle, to w środę chyba po raz pierwszy w życiu miałam rozciągliwy śluz. Czyli terapia wiesiołkiem, siemieniem, jedzenie marchewek i picie dużej ilości wody działa ;)
No nic, kończymy ten cykl, obserwujemy jeszcze jeden, a potem do gina. Ten cykl spisuję na straty, bo ani objawy się nie zgrywają ani nie mam ochoty na serduchowanie.

Wiadomość wyedytowana przez autora 28 czerwca 2015, 17:06

30 czerwca 2015, 06:33

Jak dobrze wstać skoro świt...
Hehe, dziś zaczynają mi się wakacje, więc postanowiłam...się nie wysypiać. Chcę wrócić do biegania dlatego wstałam wcześnie i piję kawkę. (Nie)stety dziś nie pobiegam, bo mężulo ma niespodziewane wolne, więc raczej przewiduję inne ćwiczenia, ale wstać i się przestawić nie zaszkodzi ;)
Wykres skacze. Po zmierzeniu temperatury przesunął mi prawdopodobny dzień owulacji. Zobaczymy, co powie za parę dni.

1 lipca 2015, 09:21

No i mamy pierwszy lipca. Zaczyna się miesiąc rocznicowy i tak sobie myślę, że naprawdę muszę wyluzować. Potrzebuję wakacji nie tylko od pracy, ale też od ciągłego myślenia o dziecku. Jestem fizycznie tym zmęczona, wszystkie mięśnie mam napięte, boli mnie głowa i wszystko mnie drażni.
Dlatego miesiąc lipiec zrobię sobie takim trochę miesiącem miodowym. Wracam do biegania (dziś zaliczone), będę czytać książki, zajmę się domem...na pewno jeszcze coś wymyślę.
Nie zrezygnuję całkowicie ze starań, bo nadal będę obserwować cykl i brać witaminki, ale poza tym jak najmniej myślenia. Zbieram siły na dalsze, konkretniejsze już mam nadzieję, działania. Kończę ten cykl, spisuję następny i sru - do lekarza.

3 lipca 2015, 11:13

Self Fertility Massage - takie coś znalazłam na YouTube. Nie wiem, czy pomaga, ale raczej nie zaszkodzi się troszkę pomasować i zrelaksować :)

https://www.youtube.com/watch?v=UpJLfLHe0B0

3 lipca 2015, 23:32

Ależ trudne jest to odzwyczajanie się od Ovufriend...a niech to, i tak jutro wyjeżdżam do rodziców i będzie przymusowy odwyk od internetu.
Dzisiejszy dzień, mimo upału i ogólnej nudy, zakończył się bardzo pozytywnie. Męża coś dziś tknęło i stwierdził, że najwyższy czas zintegrować się z sąsiadami. Posiedzieliśmy przy piwku i było bardzo miło. Z racji tego, że my już bezkotowi, przyszli z psem...i się zakochałam. Od dłuższego czasu rozmawiamy o tym, że pieseła byśmy chcieli, ale na razie to było takie gadanie. Po dzisiejszym wieczorze jestem pewna, że kiedyś weźmiemy.
Po rozmowie z nimi jakoś też inaczej patrzę na pewne rzeczy, ale o tym innym razem, bo piwko mi szumi w głowie i czas spać ;)
Aha, zrobiłam sobie dziś ten masaż - nie wiem, czy to dobrze, źle, czy normalnie, że bolał mnie prawy jajnik...zobaczymy. Coraz bardziej zaczynam się obawiać jakiejś torbielowatości :(
Ech, grunt to nie panikować i uzbroić się w cierpliwość. Jeszcze jeden cykl...

8 lipca 2015, 11:08

No i jestem z powrotem. Odwyk od internetu nie trwał długo, ale i tak jest mi z tym fajnie. Temperaturę i objawy zapisywałam w notesie, teraz przeniosłam do komputera.
U mamusi trochę odpoczęłam, ale nie mogłam się doczekać powrotu do domu. Wyjazdy do mojej rodzinnej miejscowości zawsze mnie jakoś dołowały. Prawie wszyscy znajomi wyjechali, rodzice mają swój rytm dnia, więc przez te parę dni w zasadzie przesmradzałam się z kąta w kąt próbując nie zwariować i nie myśleć za dużo.
Obawiam się, że mam początki depresji - niby funkcjonuję normalnie, ale nic tak naprawdę mnie nie cieszy, jestem jakaś taka zobojętniała. Jeśli mi się nie poprawi za jakiś czas, chyba będzie trzeba zgłosić się do specjalisty.
Na razie czekam spokojnie na okres - nowy cykl, nowa nadzieja...niech moc będzie z nami ;)

9 lipca 2015, 18:31

Stwierdzam nielubienie mycia okien. Dziś zmusiłam się do umycia jednego - w sypialni. Nie chce mi się więcej. Jestem zmęczona, rozdrażniona i napompowana jak balon - @ zbliża się wielkimi krokami. Choć moje upasione boczki to raczej nie wynik zbliżającej się @, tylko dwóch miesięcy bez biegania. No nic, dupę w troki i biegamy...do owulacji ;)

Z innej beczki - u mężula kiepsko z pracą, a co za tym idzie, zachowuje się jakby miał PMS. Wczoraj mieliśmy poważną rozmowę, czy raczej jeden z moich wykładów, ale atmosfera trochę się oczyściła. Potem wypiliśmy trochę winka i poszliśmy spać. Nie wiem jak to wygląda u innych facetów, ale porozmawiać o czymś poważnie z moim to graniczy z cudem. Ale jestem w tym coraz lepsza - już nie rozklejam się i nie zacinam, na spokojnie mówię, co mi leży na wątrobie i, co najlepsze, to działa :)

10 lipca 2015, 10:30

Pier****y PMS dziś jest w świetnej formie. Od rana płacz i spięcia z mężem. Co jeszcze mi dzisiaj zafunduje?

10 lipca 2015, 16:03

No i zafundował :P Małpa właśnie przyszła - dzień przed wyznaczonym terminem.

Zaczynam nowy cykl z mieszanymi uczuciami. Z jednej strony - nadzieja, że wreszcie coś się uda, albo że chociaż po tym cyklu coś się wyjaśni u lekarza, z drugiej - zmęczenie, poczucie, ze jak do tej pory się nie udało, to dlaczego teraz miałoby być inaczej. Mam nadzieje, że to drugie jest wynikiem kiepskiego samopoczucia z powodu okresu i szybko przejdzie. W każdym razie mam taką myśl - w tym cyklu musi się udać, jeśli nie, to czuję, że się posypię. Modlę się o siłę, cierpliwość...i cud.

14 lipca 2015, 09:46

Wracam po weekendzie - z jednej strony fajnym fajnym, bo świętowaliśmy urodziny taty, był grill, dobre jedzonko, winko i fajne zabawy; z drugiej, mój mąż cały czas zamulał. Nie lubię, kiedy jest taki, ale rozumiem, że nie w głowie mu zabawa, kiedy nie wiadomo co będzie z pracą.

W niedzielę wracaliśmy z moim bratem i zajechaliśmy na chwilę do jego teściów. Okazuje się, że ich druga córka jest w ciąży...już dawno się tak nie zdołowałam. Bez sensu to jest, niby życzę im jak najlepiej, ale...wiadomo :( Potem jeszcze wieczorem zobaczyłam zdjęcie znajomej i wydaje mi się, że też brzuszek było widać. Przez to wszystko wczoraj pokłóciliśmy się z mężem. Zamiast go wspierać tylko na niego warczę. Zachowuję się jak wredna egoistyczna małpa. Dobrą stroną tych naszych zgrzytów jest to, że ostatnio więcej rozmawiamy i szybko się godzimy, a wczorajsze godzenie było wyjątkowo fajne ;)

15 lipca 2015, 07:56

Wszystkie znaki na niebie i ziemi mówią „odpuść” - kolega z pracy od lat bezskutecznie próbujący poderwać koleżankę, moje wysiadające kolana i zmęczenie bieganiem, wpis Koci z 5 grudnia 2014...to ostatnie bardzo mi pomogło. Odkąd to przeczytałam czuję jakiś taki spokój. Wiem, że nie można za bardzo się spinać, bo wtedy wszystko się sypie. Niestety, w sprawie zachodzenia w ciążę na razie jeszcze nie do końca mi to wychodzi. Ale powoli się uczę i mam nadzieję, że będzie coraz lepiej.

Wczoraj wieczorem zasypiając myślałam, jak zwykle, o tym wszystkim i uświadomiłam sobie, że od paru lat tak naprawdę „nie żyję”. Ciągle na coś czekam, ciągle myślę o tym, co będzie jutro, za tydzień, za rok. Czekam na „ważne" wydarzenia, a kiedy już nadchodzą nie cieszę się nimi, bo znów myślę, co dalej. Przestałam cieszyć się tym, co tu i teraz. Muszę się tego nauczyć od nowa…

P.S. jeśli ktoś to czyta ;) - link do artykułu, który wstawiła Kocia
http://gosc.pl/doc/2258479.Jezu-Ty-sie-tym-zajmij

Wiadomość wyedytowana przez autora 15 lipca 2015, 08:21

20 lipca 2015, 09:12

10dc
Po weekendzie we dwoje :) Oczywiście nie obyło się bez spięć, ale ogólnie było fajnie.
Dziesiąty dzień cyklu, a u mnie nic. W zeszłym miesiącu w tym dniu miałam powódź, w tym susza. Głupi ten mój organizm, nie wiadomo czego się po nim spodziewać :( I weź tu człowieku bądź mądry i cokolwiek zdziałaj, jak co miesiąc inaczej...

24 lipca 2015, 17:52

15 dzień cyklu, a owulacji ani widu ani słychu...no dobra, może nie tak ani, bo zaczynają mnie boleć jajniki, a wczoraj miałam trochę śluzu rozciągliwego. Ale testy negatywne wychodzą. W tym miesiącu mam szczególne parcie bo nie dość że rocznicowy, to jeszcze nam się w związku zawirowało :( Mąż znalazł pracę...w Niemczech. Za tydzień wyjeżdża i nie będzie go pewnie przez 6 tygodni, więc byłoby fajnie gdyby się udało.

A jak się nie uda, to zapiszę się na jakąś siłownię albo coś sobie wynajdę sama do ćwiczenia i będę ostro przez te 6 tygodni zasuwać, bo mam dość mojej kluchowatości...no i jak mężulo wróci, to będę laska ;)

26 lipca 2015, 17:08

No dobra, temperatura dziś trochę wyższa, test owulacyjny jak ta lala, serducho było rano...i teraz milion myśli na sekundę: A może poprawić wieczorem? A może lepiej rano, żeby chłopaki się jeszcze trochę wzmocniły? A jak się nie wstrzelimy? Ech, głupia jestem, nie umiem wyluzować :(

Aaa, prawy jajnik napieprza jak szalony!!

Wiadomość wyedytowana przez autora 26 lipca 2015, 17:46

1 2 3 4