X

Pobierz aplikację OvuFriend

Zwiększ szanse na ciążę!
pobierz mam już apkę [X]
Pamiętniki starania minionki rozrabiają
Dodaj do ulubionych
1 2 3 4

17 grudnia 2015, 19:18

OK, jestem po wizycie w klinice. Zmęczona maksymalnie, ale spokojna. Miałam sporą obsuwę, bo pan doktor chyba dokładnie magluje wszystkie pacjentki (albo dziś taki rozjechany dzień), ale się w końcu doczekałam. Przejrzał wszystkie wyniki, moje i męża, i powiedział, że wszystko jest w porządku. Że ta nasza prolaktyna nie jest za mocno za wysoka i nie ma co zbijać na takim poziomie. Powiedział, że mam zmniejszyć bromka do połówki, co zresztą juz zrobiłam :P Parametry nasienia może nie rewelacyjne, ale w normie. Jeszcze pobrał próbkę do cytologii i zrobił usg. No i zasugerował inseminację. Powiedział, że możemy jeszcze w tym cyklu, ale że z kasą krucho i wyjeżdżamy na święta, to stwierdziłam, że może za miesiąc...a może nie będzie takiej potrzeby. Jeśli cykl będzie w miarę normalny to owulację powinnam mieć w Wigilię, albo chwilę później ;) Mąż ma urodziny w Wigilię. Ale byłby prezent.
A spokojna jestem, bo pierwszy raz od długiego czasu wiem, że wszystko jest dobrze, jesteśmy zdrowi, nie trzeba robić żadnych badań. Musi się w końcu udać. A jak nie, to bardzo liczę na tę inseminację, bo jednak mimo spokoju moje pokłady cierpliwości w oczekiwaniu na dziecko się wyczerpały :)

27 grudnia 2015, 20:23

Aaaah, to były niezwykłe święta. Nie objadłam się, nie opiłam, owulację miałam w wigilię, podziałaliśmy...ale i tak myślę, że nic z tego. A to dlatego, że wczoraj przeszliśmy sobie z rodzinką grypę żołądkową. Masakra, jeszcze nigdy mnie tak nie przeczyściło. Co prawda zamierzaliśmy spędzić ten dzień w łóżku przed telewizorem, ale nie spodziewałam się, że będzie nam towarzyszył ból brzucha. Nawet kota pogoniło :/
No nic, znów czekamy na okres, a w przyszłym miesiącu idziemy do kliniki i próbujemy pomóc sobie inseminacją.

28 grudnia 2015, 09:00

Jakiś czas przed wizytą w klinice śniła mi się koleżanka z pracy, która zmarła we wrześniu. Potem dowiedziałam się, że leżała w szpitalu, przy którym ta klinika działa. Dziś znów mi się śniła. Czyżby chciała mi dać do zrozumienia, że jeszcze tam wrócę?

29 grudnia 2015, 09:21

Wczoraj cały dzień spędziłam na leniuchowaniu z ovufriend. Z jednej strony fajnie, bo potrzebowałam takiego dnia na nicnierobienie, a z drugiej, jak zwykle gdy mam za dużo czasu, wkręca mi się myślenie o dziecku i jakieś dołki przychodzą. O ile do tej pory jakoś znosiłam te moje leniwe dni i mówiłam sobie, że to fajnie, że mogę sobie na to pozwolić, że ludzie, którzy maja dzieci muszą zasuwać jak dzikie osły, o tyle wczoraj dopadła mnie myśl, że mam tego dość. Chcę być dzikim osłem, chcę mieć dzieci, chcę się czuć potrzebna.

Oczywiście nie umiem sobie po prostu powiedzieć, że znów się nie udało. Durny głos w głowie przeczy wszystkim argumentom i każe mieć nadzieję...jak zwykle w drugiej fazie cyklu :(

30 grudnia 2015, 15:57

Już kiedyś pisałam, że nie lubię osoby, którą się stałam. Mam ferie świąteczne i nie potrafię robić nic konstruktywnego, tylko całe dnie wlepiam oczy w monitor jakby to coś miało zmienić. Przeciwnie, pewnie jeszcze pogarsza, o zamiast zrelaksować się przy dobrej książce czy rysowaniu ja siedzę i się nakręcam, co tu jeszcze można zrobić, żeby zajść w ciążę. Niech to się już skończy, niech się wreszcie uda albo nie, tylko niech ten czas szybciej mija między kolejnymi cyklami, żebym wiedziała na czym stoję. Niech przyjdzie miesiączka, żebym mogła umówić się na tę jebaną inseminację i dać się "zapłodnić jak krowa" (jak to ostatnio ujęła moja bratowa, która zresztą sama to przechodziła).

Nastrój chwiejny, podbrzusze boli, nic mi się nie chce. Wczoraj na poprawę humoru wybraliśmy się na "Przebudzenie Mocy". Mogłaby się i w nas przebudzić...

No nic, jutro sylwester we dwoje, bo nie chce nam się nigdzie wychodzić ani nikogo zapraszać. Pomysł męża żeby spędzić ten wieczór bezalkoholowo bardzo mi się podoba. Chyba wreszcie dotarło do niego, że nie tylko ja nie powinnam pić. Mam za to zamiar przygotować jakieś fajne zdrowe przekąski i napoje. Może trochę popsocimy przy okazji...Przydałoby mi się trochę nieprokreacyjnego przytulania ;)

30 grudnia 2015, 17:36

Heh, no i po spacerku i rozmowie z mężem wszystko się popierdoliło. No bo co z tego, że będę jeździć na monitoring owulacji i wyznaczymy z panem doktorem najlepszy moment na podanie nasienia, jak mój mężulo za Chiny ludowe się z roboty nie wyrwie. Nie dość że pracuje tam dopiero nieco ponad miesiąc, to jeszcze zmienił mu się kierownik i już nie jest nie jest nim znajoma.

No nic, kombinujemy dalej. Wymyśliłam, że może skoro ja będę musiała wziąć zwolnienie na parę dni, to w takim razie może mąż też mógłby tak zrobić. Nie musiałby wtedy kombinować w robocie. Stwierdził, że to może być dobry pomysł, a potem rozwalił mnie pytaniem: "To w tym miesiącu już chcesz". NIE, KURWA, ZA ROK. ALBO JESZCZE PARĘ LAT POCZEKAJMY AŻ DO KOŃCA ZEŚWIRUJĘ!!!

1 stycznia 2016, 10:57

Dzień dobry w Nowym Roku :) Ech, nie ma to jak spać do 10 i dostać śniadanie i kawkę do łóżka :)

Wczorajsza impreza we dwoje to był świetny pomysł. Mąż wrócił z pracy, wzięliśmy prysznic, potem małe przytulanko-bzykanko i wzięliśmy się za przygotowywanie jedzonka. Było prosto, ale pysznie i zdrowo. Obejrzeliśmy dwa filmy i poszliśmy spać. Właściwie mąż zasnął w połowie drugiego, bo już go oglądał, ale ja miałam problem, bo mniej więcej od godziny 20 ciągle ktoś puszczał fajerwerki. No nic, w końcu zasnęłam chyba około pierwszej.

Podobno jaki Sylwester taki cały rok, więc postanowiłam nie dołować się naszymi niepowodzeniami i wykrzesać z siebie jeszcze trochę nadziei. Powiem, że nawet mi się udało. Zobaczymy, czy się sprawdzi ;)

A tak w ogóle, to życzę wszystkim (sobie też) spełnienia marzeń, a zwłaszcza tego jednego - dzieciowego :) ale przede wszystkim spokoju, cierpliwości i wytrwałości w dążeniu do jego spełnienia, bo wierzę, że jeśli tego nam nie zabraknie, to w końcu wszystko się uda.

1 stycznia 2016, 15:00

No to pięknie się nam rok zaczął. Mąż leży (właśnie zasnął) z, "już tylko" nieco ponad 39-stopniową gorączką (było 40). Chuj bombki strzelił, choinki nie będzie. Kolejna lekcja pokory i cierpliwości...a tak się uparłam na tę inseminację w tym miesiącu.

No to zmiana planu - za parę dni pogonię go na badanie nasienia i zobaczymy, czy w ogóle coś zostało. Potem czekamy, jemy witaminki (Bodymax z żeń-szeniem, który już raz pomógł) i "spokojnie" zbieramy pieniążki na zabieg czy co tam jeszcze.

2 stycznia 2016, 10:09

Temperatura spada. A więc kwestia trzech dni i znów przyjdzie stara "przyjaciółka" małpa. Czekamy...

A z innej beczki - ostatnio często śni mi się podróż. Dziś znalazłam taką interpretację mojego dzisiejszego snu:
Niektórzy śnią o tym, że spóźnili się na pociąg albo przegapili połączenie. Może to oznaczać, że nie są jeszcze gotowi na zmiany, jakie szykuje im los. Powinni się zatem bardziej zmobilizować, przymknąć oko na drobne sprawy, które zajmują im większość czasu, a tak naprawdę są nieistotne – oddalają tylko od postawionego sobie celu. Niektórzy spóźniają się na pociąg z lenistwa. Osoby takie nie mają w życiu wystarczająco dużo pewności, że warto coś zmienić. Chcieliby osiągnąć dużo sukcesów, ale bez żadnego wysiłku.

Wiadomość wyedytowana przez autora 2 stycznia 2016, 10:57

3 stycznia 2016, 15:44

Temperatura nadal spada. Dziś dzień wzruszania się wszystkim...dosłownie wszystkim :P choć trzyma mnie to mniej więcej od Wigilii, to dziś jest apogeum. A może jutro będzie jeszcze ostrzej?

Trzeci dzień nowego roku i trzeci dzień walki o dobre "żołnierzyki" ;) mój mąż był dziś bardzo dzielny i zjadł rybkę na obiad...a kot zjadł jego kabel od telefonu :P

5 stycznia 2016, 17:51

PMS znów się pięknie rozwija. Wkurw na wszystko i wszystkich. Siedzę i gadam do brzucha: "Obrzydliwe sadło. A nie mogłaby być ładna ciąża?"

6 stycznia 2016, 20:47

Nie wiem od czego dziś zacząć...może tak - byłam dziś w kościele, pierwszy raz od długiego czasu. Poszłam tam, podobnie jak jakiś rok temu, trochę z ciekawości, ponieważ ostatnio znów zaczęłam czytać Pismo Święte, trochę z nudy. I, podobnie jak przed rokiem, wyszłam spokojna i pewna, że wszystko będzie dobrze. Tyle że rok temu myślałam "Będzie dobrze. Jeśli będę wierzyć i modlić się wystarczająco żarliwie, Bóg wysłucha mnie i da mi dokładnie to, o co poproszę." Przez takie myślenie o mało nie zwariowałam, a rok 2015 był dla mnie naprawdę ciężki. Modliłam się klepiąc różaniec, modliłam się swoimi słowami, chodziłam do kościoła, nie chodziłam do kościoła, dziękowałam Bogu za to, co mam, a jednocześnie chciałam więcej. Byłam zła, że nie daje m tego, o co proszę. Dziś wreszcie dotarło do mnie, że to tak nie działa.
Nie wiem, co takiego było w dzisiejszej mszy, nie pamiętam słów, które mi to wszystko poukładały, ale słuchając tego zrozumiałam, że moja prośba zostanie kiedyś spełniona. Wierzę, że kiedyś będę mamą, ale wierzę też, że nie do końca jest to zależne ode mnie. Nie poddam się i nadal będę walczyć dopóki nie wykorzystam wszystkich możliwości. Nie wiem do czego to doprowadzi, ale wierzę, że ma to wszystko jakiś sens i cel :)
1 2 3 4