Parametry nasienia może nie rewelacyjne, ale w normie. Jeszcze pobrał próbkę do cytologii i zrobił usg. No i zasugerował inseminację. Powiedział, że możemy jeszcze w tym cyklu, ale że z kasą krucho i wyjeżdżamy na święta, to stwierdziłam, że może za miesiąc...a może nie będzie takiej potrzeby. Jeśli cykl będzie w miarę normalny to owulację powinnam mieć w Wigilię, albo chwilę później
Mąż ma urodziny w Wigilię. Ale byłby prezent.A spokojna jestem, bo pierwszy raz od długiego czasu wiem, że wszystko jest dobrze, jesteśmy zdrowi, nie trzeba robić żadnych badań. Musi się w końcu udać. A jak nie, to bardzo liczę na tę inseminację, bo jednak mimo spokoju moje pokłady cierpliwości w oczekiwaniu na dziecko się wyczerpały

No nic, znów czekamy na okres, a w przyszłym miesiącu idziemy do kliniki i próbujemy pomóc sobie inseminacją.
Oczywiście nie umiem sobie po prostu powiedzieć, że znów się nie udało. Durny głos w głowie przeczy wszystkim argumentom i każe mieć nadzieję...jak zwykle w drugiej fazie cyklu
Nastrój chwiejny, podbrzusze boli, nic mi się nie chce. Wczoraj na poprawę humoru wybraliśmy się na "Przebudzenie Mocy". Mogłaby się i w nas przebudzić...
No nic, jutro sylwester we dwoje, bo nie chce nam się nigdzie wychodzić ani nikogo zapraszać. Pomysł męża żeby spędzić ten wieczór bezalkoholowo bardzo mi się podoba. Chyba wreszcie dotarło do niego, że nie tylko ja nie powinnam pić. Mam za to zamiar przygotować jakieś fajne zdrowe przekąski i napoje. Może trochę popsocimy przy okazji...Przydałoby mi się trochę nieprokreacyjnego przytulania
No nic, kombinujemy dalej. Wymyśliłam, że może skoro ja będę musiała wziąć zwolnienie na parę dni, to w takim razie może mąż też mógłby tak zrobić. Nie musiałby wtedy kombinować w robocie. Stwierdził, że to może być dobry pomysł, a potem rozwalił mnie pytaniem: "To w tym miesiącu już chcesz". NIE, KURWA, ZA ROK. ALBO JESZCZE PARĘ LAT POCZEKAJMY AŻ DO KOŃCA ZEŚWIRUJĘ!!!
Ech, nie ma to jak spać do 10 i dostać śniadanie i kawkę do łóżka 
Wczorajsza impreza we dwoje to był świetny pomysł. Mąż wrócił z pracy, wzięliśmy prysznic, potem małe przytulanko-bzykanko i wzięliśmy się za przygotowywanie jedzonka. Było prosto, ale pysznie i zdrowo. Obejrzeliśmy dwa filmy i poszliśmy spać. Właściwie mąż zasnął w połowie drugiego, bo już go oglądał, ale ja miałam problem, bo mniej więcej od godziny 20 ciągle ktoś puszczał fajerwerki. No nic, w końcu zasnęłam chyba około pierwszej.
Podobno jaki Sylwester taki cały rok, więc postanowiłam nie dołować się naszymi niepowodzeniami i wykrzesać z siebie jeszcze trochę nadziei. Powiem, że nawet mi się udało. Zobaczymy, czy się sprawdzi

A tak w ogóle, to życzę wszystkim (sobie też) spełnienia marzeń, a zwłaszcza tego jednego - dzieciowego
ale przede wszystkim spokoju, cierpliwości i wytrwałości w dążeniu do jego spełnienia, bo wierzę, że jeśli tego nam nie zabraknie, to w końcu wszystko się uda.
No to zmiana planu - za parę dni pogonię go na badanie nasienia i zobaczymy, czy w ogóle coś zostało. Potem czekamy, jemy witaminki (Bodymax z żeń-szeniem, który już raz pomógł) i "spokojnie" zbieramy pieniążki na zabieg czy co tam jeszcze.
A z innej beczki - ostatnio często śni mi się podróż. Dziś znalazłam taką interpretację mojego dzisiejszego snu:
Niektórzy śnią o tym, że spóźnili się na pociąg albo przegapili połączenie. Może to oznaczać, że nie są jeszcze gotowi na zmiany, jakie szykuje im los. Powinni się zatem bardziej zmobilizować, przymknąć oko na drobne sprawy, które zajmują im większość czasu, a tak naprawdę są nieistotne – oddalają tylko od postawionego sobie celu. Niektórzy spóźniają się na pociąg z lenistwa. Osoby takie nie mają w życiu wystarczająco dużo pewności, że warto coś zmienić. Chcieliby osiągnąć dużo sukcesów, ale bez żadnego wysiłku.
Wiadomość wyedytowana przez autora 2 stycznia 2016, 10:57
choć trzyma mnie to mniej więcej od Wigilii, to dziś jest apogeum. A może jutro będzie jeszcze ostrzej?Trzeci dzień nowego roku i trzeci dzień walki o dobre "żołnierzyki"
mój mąż był dziś bardzo dzielny i zjadł rybkę na obiad...a kot zjadł jego kabel od telefonu
Nie wiem, co takiego było w dzisiejszej mszy, nie pamiętam słów, które mi to wszystko poukładały, ale słuchając tego zrozumiałam, że moja prośba zostanie kiedyś spełniona. Wierzę, że kiedyś będę mamą, ale wierzę też, że nie do końca jest to zależne ode mnie. Nie poddam się i nadal będę walczyć dopóki nie wykorzystam wszystkich możliwości. Nie wiem do czego to doprowadzi, ale wierzę, że ma to wszystko jakiś sens i cel

