Pamiętniki Niekończące się oczekiwania
Dodaj do ulubionych
1 2 3 4
WSTĘP
Niekończące się oczekiwania
O mnie: Ćwierć wieku bujam się już po tym świecie. W tym czasie trochę przeżyłam, trochę się nauczyłam, spotkałam męża, wywiało nas z kraju i tak teraz sobie w spokoju żyjemy z dala od wszystkich (chociaż czasami jest nam strasznie tęskno)
Czas starania się o dziecko: Ciężko określić, sporo czasu zajęło mężowi, żeby się ostatecznie zdecydował.
Moja historia:
Moje emocje: "w powietrzu czuję, czegoś mi brakuje"

5 grudnia 2013, 14:45

Jestem w odpowiednim miejscu. Dotychczas nie znalazłam miejsca, gdzie tak po prostu mogę napisać, co mnie dręczy i nie słuchać komentarzy typu "narzekasz, ludzie mają większe problemy". Czasami potrzebuję się uzewnętrznić, a w pobliżu nie mam nikogo takiego, komu mogłabym się zwierzyć.
Marzę o tym, żeby zostać mamą, ale mój mąż okropnie odkłada to w czasie. Ja mogę poczekać, ale muszę wiedzieć jak długo. Jeszcze przed ślubem mi powiedział, że przed nowym rokiem będę już w ciąży, a teraz uznał, że mamy milion innych spraw na głowie i ze staraniami musimy jeszcze poczekać.
Rozumiem, że chce zadbać o to, żeby zapewnić nam jak najlepsze życie, ale jak czasami czytam jak długo te starania mogą trwać, to aż się boję, że zabierzemy się za to za późno.

6 grudnia 2013, 09:09

Dziś planowałam zacząć mierzyć temperaturę, ale pół nocy nie spałam, do tego teściowa zrobiła nam pobudkę o 5 rano dzwoniąc z jakąś głupotą... Planuję zacząć mierzyć od jutra ok godziny 7. Póki co nie mam zielonego pojęcia o tym jak badać szyjkę macicy, ale jeszcze się nauczę :):) Myślę, że po miesiącu obserwacji dostrzegę, że zachodzą tam jakieś zmiany :):) Życzę Wam udanego mikołajkowego dnia i najpiękniejszego prezentu jaki można dostać - upragnionego maluszka :) Może to dziś powstanie, albo dziś na teściku wymalują się piękne dwie kreseczki :):)

8 grudnia 2013, 10:05

Wczoraj byłam zła na cały świat. Nerwy mi popuściły i się rozpłakałam. Wszystko mi się skumulowało. Stres związany z pracą, życie prywatne. Miałam wrażenie, że wszystko wymyka mi się spod kontroli, że nie mogę zapanować nad swoim życiem. Jakaś czarna chmura zawisła nade mną i nie chciała mi odpuścić. Wczoraj jak byłam w pracy, to czułam lekkie kłucia i ciągnięcie w podbrzuszu. Nie wiem czy to nie jest jakiś wytwór mojej wyobraźni, czy to objawy zbliżającej się @. W sumie to zapowiada mi się ciekawy piątek 13....bo właśnie wtedy ma przyjść...

9 grudnia 2013, 09:59

Wczoraj cały dzień spędziłam w pracy, a mimo wszystko humor mi dopisywał.
Wstępnie zaplanowałam, że będę mierzyła temperaturę o 7, bo wtedy mąż wstaje do pracy, jednak na dwa z trzech dni budzę się już przed 7. Dla takiego śpiocha to jest niepojęty szok :) Ale jak już się obudziłam, to przygotowałam mężowi śniadanko i kanapki do pracy.
Jeszcze tylko kilka dni do przyjścia @, a ja głupia robię sobie nadzieję, że może jakiś lokator zagościł u mnie, chociaż nie ma żadnych powodów, żeby tak myśleć. Muszę sobie znaleźć jakieś twórcze zajęcie, żeby się odciąć od tych myśli...może troszkę poćwiczę, skończę robić czapkę na drutach albo przeczytam książkę.

10 grudnia 2013, 09:34

Pierwszy krok, ale za to jaki! Mój mąż powiedział mi wczoraj, żebym zaczęła łykać kwas foliowy, wybrała się do lekarza i już za jakieś 3 miesiące zaczniemy się starać o maleństwo :):):) Jestem w siódmym niebie. Tak bardzo na to czekałam!! :) Wiem, że to nie już, ale przynajmniej mam świadomość, że jakiś przybliżony termin jest :) Za tydzień wracam do Polski, umawiam się na wizytkę i pierwsze co kupuję to kwas foliowy :)
Oczywiście nie poszło jak po maśle. Mąż wstępnie powiedział mi, że za rok, może dwa (aż mi się łezka w oku zakręciła), a później uznał, że w sumie damy radę :)

11 grudnia 2013, 09:31

Ale mi ten tydzień szybko mija... Za tydzień o tej porze będę już w Polsce i w drodze do domku :):) I tak cały pobyt to przypuszczam, że będzie jedną wielką gonitwą... Mój mąż postanowił zabrać się za sypialnię w naszym mieszkanku (póki co wszędzie są tylko gołe ściany). Nie mam jeszcze żadnych prezentów, ale postanowiłam, że postawię na książki i ubranka...jeżeli chodzi o dzieci. W zeszłym roku to aż mi głowa pękała od wymyślania co komu kupić i żeby dostosować to do jego wieku. Od kilku dni pobolewa mnie dół brzucha i pleców. W piątek powinna przyjść @, więc to pewnie jej zapowiedź. Mój mąż z robienia kroków, przechodzi do marszu :) Uznał, że chce mieć dwójkę dzieci i to rok po roku. Jeszcze 3 dni temu wszystko odwleka, a wczoraj tak się rozpędził :)

12 grudnia 2013, 08:53

Wczoraj na obiad zrobiłam zupę ogórkową. Po 5 minutach od zjedzenia jej zaczął mnie okropnie boleć brzuch, a przez cały wieczór było mi niedobrze. Nie wiem dlaczego tak się stało, skorą mój mąż i szwagier też jedli i nie mieli takich przeżyć jak ja. Dziś przestało mnie boleć podbrzusze. Jutro powinna do mnie zawitać @ i raczej nie zdarza się jej spóźniać. Przypuszczam, że nawet jak nie przyjdzie, to raczej zrobię test w sobotę, bo o różnych porach dnia przychodzi.
Troszkę kiepsko się czuję...chyba jakieś przeziębienie mnie złapało.

14 grudnia 2013, 09:44

Jestem okropnie przeziębiona...z nosa cieknie mi jak z kranu, boli mnie gardło i głowa. Wczoraj miała przyjść @, ale się nie pojawiła...czekam dalej. Zrobiłam test i wyszedł negatywny. Raczej mam regularne cykle, nie wiem czemu się mi przestawiło coś

16 grudnia 2013, 11:43

Wracam do żywych! Czuję się o niebo lepiej. @ dalej nie widać na horyzoncie, chociaż już kilka razy byłam praktycznie pewna, że się pojawi. Swoją drogą, to nie pomyślałabym, że będę pisać swój pamiętnik o braku okresu. Chociaż, w ostatnich dniach to jest głównym wydarzeniem.
Wczoraj pomimo kiepskiego samopoczucia miałam okropną ochotę na serduszkowanie :D Sama nawet nie wiem dlaczego. Może to przez to, że oglądałam w ten dzień "Seks w wielkim mieście"? No, ale nie ma co narzekać, tylko się cieszyć :)
Mąż dziś prawie zaspałby do pracy. Jak szwagier zapukał do drzwi, to w biegu musiałam się ubierać, szczególnie, że już nie mam żadnej czystej piżamy, bo choroba zdziesiątkowała moją garderobę.
Śniły mi się jakieś głupoty....ostatnio mi się śniło, że byłam nieprzygotowana do jakiegoś testu z matematyki (horror, przecież ja zawsze uwielbiałam matematykę, a tu nawet jednego zadania nie mogłam rozwiązać, bo nie znałam żadnego wzoru, aż się wstydziłam sama za siebie w tym śnie). A dziś śniło mi aię, że z mamą i bratem jechałam autobusem i nie mieliśmy biletów, ich kanary spisały, a mnie chcieli zabrać na policję, żeby ustalić dane, bo nie miałam przy sobie dokumentów. Wtedy prawie był mój przystanek i wybiegłam z tego autobusu, a że zobaczyłam, że kanar dość szybko biegł za mną, to zaraz za zakrętem schowałam się w kanale. No jaja! :D Ale mandatu nie dostałam...hahaha :D

17 grudnia 2013, 08:13

Właśnie zapukała do mych drzwi ta wredna, przekropna @. Nie dość, że bez zaproszenia to do tego jeszcze w nie najlepszym momencie... Ale oczywiście, proszę - rozgość się i spadaj jak najszybciej!!
Dziś wielki dzień - dzień mojego wyjazdu. Teraz to muszę się nafaszerować tabletkami przeciwbólowymi i tak samo przygotować sobie na drogę. Ehhhh...ja to mam szczęście.
Ale ogólnie to rano mąż zaczął szukać kluczyków do samochodu...no i ja po 5 minutach jego desperackiego szukania byłam zmuszona się włączyć w poszukiwania. No i tak biegałam w nerwach, po czym udało się je znaleźć - oczywiście jak to zazwyczaj bywa - były w jednym z bardziej oczywistych miejsc. Ahhh....a nie wspomniałam z tego wszystkiego, że okropnie chciało mi się sikać, ale myślę "Nie, nie mogę, chcę zrobić test i muszę go zrobić rano". Jak już było po akcji poszukiwawczej, to wpadłam do łazienki, nasiusiałam do pojemniczka, patrzę...a tu co? Jakaś krew na majtkach? No to zrobiłam test, nawet nie musiałam sikać do pojemniczka...
Z jednej strony to się cieszę, bo nie byłam na to tak do końca przygotowana. Nie zaczęłam brać kwasu foliowego, do tego przeziębienie zmusiło mnie ostatnio do łyknięcia kilku tabletek. Ale jak wczoraj powiedziałam mężowi, że dalej nie mam @, to zauważyłam że się ucieszył. No nic. Przygotuję się lepiej do tego wszystkiego :)

10 stycznia 2014, 13:13

To mój pierwszy cykl, w którym można powiedzieć, że się staraliśmy. Łkam kwas foliowy, nie zabezpieczaliśmy się i zobaczymy co z tego wszystkiego wyjdzie. Mam ogromną ochotę na coś słodkiego, nawet jabłko z cynamonem nie pomogło...chyba mnie poskręca. Poza tym wczoraj w nocy oficjalnie skończyliśmy nasz wypoczynek i dziś już wracamy do rzeczywistości.

12 stycznia 2014, 13:25

Jeszcze wczoraj myślałam, że czekanie w tym cyklu będzie takie bezproblemowe dla mnie. A najchętniej już dziś nasikałabym na test :| Szkoda mi wydawać kasy na kolejne testy, co innego jakby był jakiś powód, żeby przypuszczać, że może jestem w "odmiennym" stanie...a tu nic a nic! Zero jakichkolwiek objawów itp. No cóż, nie pozostało mi nic, tylko czekać.

13 stycznia 2014, 08:35

Rano już mnie tak okropnie kręciło, żeby zrobić test, że chyba przez godzinę chodziłam po domu z pełnym pęcherzem, ale w ostateczności postanowiłam, że jednak się wstrzymam.

14 stycznia 2014, 09:38

Kolejny poranek wytrzymałam. Nie chcę zobaczyć jednej kreski na teście - już wolę zobaczyć, że przywlekła się do mnie @.
Dziś 29 dzień cyklu - teoretycznie według przeciętnej długości cykli powinnam dostać okresu.
Zeszły cykl trwał aż 33 dni (choroba, stres przed podróżą), także i ten może być nieco dłuższy. Wstępny plan na zrobienie testu to niedziela. 5 dni niepewności...
Już drugi dzień wieczorem mam okropne mdłości. Ale tylko jak się położę i staram się zasnąć.

15 stycznia 2014, 09:21

Brak cierpliwości jednak zwyciężył. No cóż - przynajmniej wiem na czym stoję. @ dalej nie ma, wynik testu negatywny, 30 dzień cyklu, po @ wracam do ćwiczeń, co ma być to będzie. Trudno.

17 stycznia 2014, 14:16

Dla odmiany z poprzedniego wpisu - @ się pojawiła. Zawitała do mnie wczoraj wieczorem. Na początku była bardzo delikatna (co muszę przyznać, że mnie bardzo zaskoczyło), ale za to dziś rano już się tak zadomowiła, że myślałam, że zacznę przez nią chodzić po ścianach. Jednak przeżyłam! Teraz jest już o wiele lepiej.
Dziś jeszcze dam swojemu organizmowi trochę odpocząć i nie będę się katowała ćwiczeniami. Ale jutro już bez wymówek!
Jeżeli chodzi o oczekiwanie maleństwa, to mam nadzieję, że ten walentynkowy czas będzie sprzyjał i doczekam się małej istotki pod sercem :):)

Wiadomość wyedytowana przez autora 17 stycznia 2014, 14:16

18 stycznia 2014, 12:25

Pierwszy dzień ćwiczeń za mną. Zaliczyłam ponad 3,5 km i wg bieżni spaliłam 110 kcal. Ale to nie najważniejsze, ważne że zrobiłam coś dla swojego zdrowia :)
Dziś zauważyłam, że @ powinna się pojawić 13-14 lutego...czyli będzie albo wielka radość, albo wielkie rozczarowanie... Ale póki co, muszę pomyśleć co tu zrobić, żeby ten czas jak najszybciej mi przeleciał...

19 stycznia 2014, 09:12

Poddaję się! Składam broń i czekam...
Mąż zdecydował, żeby jednak się jeszcze wstrzymać ze staraniami. Ja już nie mam siły z nim walczyć i nie mam zamiaru naciskać, bo później cokolwiek by się nie powiodło, to zawsze będzie moja wina... Poza tym decyzja o dziecku powinna być podjęta przez dwie osoby, a nie jedną.
Pojawię się tu jak mój mąż w końcu dojrzeje do tej decyzji....myślałam, że jego 30 lat to najwyższy czas....ale najwidoczniej się myliłam.

21 stycznia 2014, 10:51

Już lepiej...uzgodniliśmy z mężem, że wstrzymamy się jeszcze do czerwca. Jeżeli nic się nie zmieni, to będziemy się starać. Zobaczymy co z tego wszystkiego wyjdzie. Może mąż dostanie natchnienia wcześniej...
Mam dziś okropnego lenia, najchętniej zaszyłabym się gdzieś w kącie i przespała cały dzień.
Ahhhh...jeszcze mój szanowny szwagier się spodziewa kolejnego dzieciątka. Dobrze, że nie siedzę w Polsce, bo musiałabym tolerować jego żonę, która pewnie obrośnie w piórka i będzie kroczyła z głową podniesioną dumnie niczym paw....a ja na ten widok pawia jedynie mogłabym puścić. Tak tak....czasami łamię wszelkie granice człowieczeństwa - nic na to nie poradzę. Oczywiście życzę im zdrowia i żeby wszystko było dobrze, ale wiem, że ona teraz będzie miała pole do popisu: zaczną się pytania typu "Kiedy wy?" albo "może się postaracie o kuzynostwo dla naszych dzieci?". Już rzygam tęczą :|

23 stycznia 2014, 12:58

Ja to nie wiem, ale moje hormony chyba sfiksowały....

Wczoraj ze względu na to, że dwa piętra niżej była impreza, a ludzie darli się pod moim oknem, to nawet nie podjęłam próby zaśnięcia. Oczywiście mojemu mężowi udało się zasnąć w ciągu 5 minut od zamknięcia oczu...norma.
Wymyśliłam sobie, że założę słuchawki i coś sobie oglądnę. Zaczęłam od dwóch seriali, a że czasu do końca imprezy było jeszcze sporo (impreza miała się skończyć o 1), to włączyłam film. Obiło mi się ostatnio o uszy, że reklamowali "P.S. Kocham Cię", a że ja wcześniej nigdy tego nie oglądałam (jakoś tytuł nie zaintrygował mnie na tyle, żeby się zainteresować), to uznałam że może czas oglądnąć. I co? Nie żałuję. Aż wstyd się przyznać, ale po 5 minutach już ryczałam i do końca filmu niewiele się zmieniło... Nie wiem czy to film był aż tak wzruszający, czy to ja się tylko tak rozczulam i rozklejam.
Po filmie to byłam w takim stanie, że jedyne czego mi było trzeba, to mocno przytulić się do męża i tak zasnąć.
1 2 3 4
Fundusze Europejskie: Inteligentny Rozwój Narodowe Centrum Badań i Rozwoju Europejski Fundusz Rozwoju Regionalnego