Pamiętniki Pamiętnik zakrapiany rumem ;)
Dodaj do ulubionych
1 2

20 kwietnia, 10:55

I się doczekałam! dzień bety w końcu! :) I wiecie co? dzięki temu, że zrobiłam w piątek test (oczywiście negatywny), dziś czuję po prostu spokój :)
Taka wczoraj refleksja mnie naszła- cały czas wszyscy mnie straszyli, że dziecko to jest takie ograniczenie, że jak się urodzi to już "koniec życia", a tutaj się okazuję, że przychodzi wirus i to jest prawdziwe ograniczenie.. Po tym miesiącu zdałam sobie sprawę, że my z Mężem albo ja sama sporo spędzamy jednak czasu poza domem ... Jesteśmy jednak dosyć aktywnymi ludźmi.. Cieszę się, że możemy razem z Mężem spędzać teraz więcej czasu, ale też brakuje nam wyjścia na randkę - wiem, że niby możemy w domu sobie zorganizować... ale czuję, że tego byśmy potrzebowali.. Do tego martwi mnie wzrost cen, gdzie człowiek się nie obróci tam ceny śmigają w górę (jak chociażby dzisiejsza beta hcg).. Przyszło nam się zmierzyć z bardzo trudnym wrogiem... Z "dobrych" stron całej sytuacji, jeżeli można tylko o takich mówić, to co raz więcej rzeczy robię sama w kuchni :) i tak po wielu już miesiącach odkąd poznałam Akademię Płodności (tak! bardzo lubię Dziewczyny i polecam) w końcu udało mi się zacząć robić chleb z ich przepisu, kiełki :) to tak bardzo cieszy! takie małe kroczki do lepszej płodności, a jeżeli nawet nie, to do zdrowszego życia :) mam nadzieję, że te dobre nawyki już ze mną zostaną :)
Wynik bety negatywny - także „a nie mówiłam... niestety”. Teraz czas na okres i dalszy plan.

Wiadomość wyedytowana przez autora 20 kwietnia, 17:11

24 kwietnia, 17:47

Od czekania na betę chyba tylko gorsze jest czekanie na okres... kiedy wiesz,ze z cyklu i tak nic nie wyjdzie a tylko brak okresu nie pozwala na dalsze działania...

I tak czekam od poniedziałkowego wieczoru, kiedy to leki odstawiłam... Czuje taka czarna dziurę... jeszcze przez to, ze Maz pracuje zdalnie to juz nie wytrzymuje i jest taki ciężki we współżyciu ze szok... czasem nachodzą mnie myśli czy skoro nie radzimy sobie z niepłodnością to nie powinnismy sie rozstać? Czy nasze małżeństwo ma w ogóle sens? Czy nie byłoby nam lepiej każdemu osobno? Albo z kimś innym? Niby nie dzieje sie nikomu krzywda ale wzajemna frustracja obwinianie i siebie i drugiej osoby za niepowodzenia nie sprawi kiedyś, ze po prostu któreś z nas sie spakuje i zamknie za soba drzwi... czy drugie bedzie potrafiło powiedzieć „Zostań”.. nie wiem...

Wczoraj uczestniczyłam z Mężem w teatrzyku „Patrzcie jestesmy perfekcyjnymi rodzicami dwumiesięcznego dziecka i teraz słuchajcie damy Wam wykład jak sprawić zeby dziecko NIE PRZESZKADZAŁO”.... a ja bym tak bardzo pragnęła zeby to dziecko sie u nas pojawiło i niech mi „poprzeszkadza” w życiu...

Siedzę i znowu patrzę w jeden punkt czując w jakiej jestem czarnej otchłani sama...

Zeby nie było tak całkowicie depresyjnie to nie moge sie juz doczekać aż zaczniemy kolejny cykl z Panią Doktor... takie światełko w tunelu 🙂

Wiadomość wyedytowana przez autora 24 kwietnia, 17:50

28 kwietnia, 13:57

Czekam na okres... dalej... i tak sobie czekam i czekam, a że jestem z tych niecierpliwych to napisałam maila do mojej Pani doktor ile jeszcze mam czekać czy aby nie przyjechać na wizytę, bo już sama nie wiem co się tam znowu u mnie dzieje... Na co otrzymałam maila zwrotnego (w błogiej nieświadomości, żyjąc, że coś może być nie tak z moją macicą, wysłałam Pani Doktor zdjęcia z mojego hsg, które wyszło dobrze..) i otrzymałam odpowiedź: "Macica ma T shaped" eeee że co? Mam macicę w kształcie litery T? I tak sobie od wczoraj myślę, co to w ogóle ma znaczyć? Doktor google zmolestowany, ale informacji jak na lekarstwo, dowiedziałam się tylko, że "rzadka wada budowy macicy".... czyli jestem "wyjątkowa" jednak... Początkowo ja przeczytałam maila od Pani Doktor to pomyślałam - "oooo, mamy nowy trop, może po skorygowaniu uda się zajść", potem mnie jakoś strach przed zabiegiem, przed rekonwalescencją obleciał.. Myśli mi się wczoraj kotłowały... Dziś po przemyśleniu sytuacji, widzę w tym szanse, na to, że może ten zabieg pomoże i w końcu się nam uda! Jedno mi trzeba przyznać, że cały czas uparcie twierdziłam, że coś w środku musi być nie tak i u mnie laparoskopia to krok niezbędny- myślałam, że mogę mieć endometriozę, a tu niespodzianka - wada w budowie macicy (tego to przez minute nawet nie zakładałam, a o wiele nieprawidłowościach/ schorzeniach czytałam). Także takie u mnie "niespodzianki". Wczoraj też powiedziałam Mężowi, że Jego argument (bądź też rady niektórych w stylu "Wyluzuj") że wszystko u mnie przez głowę (niby twierdził, że muszę wyluzować), to argument nie trafiony, bo być może u mnie "wszystko przez macicę". Także nie powiem mini satysfakcję mam hihihi. Czekam z utęsknieniem na wizytę żeby zbombardować moją Panią Doktor pytaniami :) Całe życie człowiek się uczy!

Wiadomość wyedytowana przez autora 28 kwietnia, 13:58

1 maja, 21:10

Jestem po konsultacji z moja Panią Doktor- mamy do skorygowania kształt mojej macicy podczas histeroskopii, beda to nacięcia od gory po bokach tak aby uzyskać większa objętość i sprawić zeby była jak najbliżej normalnego kształtu. Ta Kobieta jest tak fantastyczna, ze mnie uspokoiła - to nic, ze beda cięcia w macicy, jakos sie tego nie boje! Bilans poprzedniego cyklu stymulowanego - prawa strona zostały małe pęcherzyki, z lewej strony jeden pęcherzyk pękł, drugi nie... Propozycje Pani Doktor były dwie - biorę antykoncepcję zeby sie pecherzyki wchłonęły i potem ruszamy z cyklem na gonadotropinach, opcja druga czekamy cierpliwie do laparoskopii z histeroskopia (wstępny termin lipiec). Wybrałam opcje nr 2, z uwagi na fakt ze refundacja jest tylko na 3 razy a wykorzystywać teraz gdy nie wiadomo co tam w środku siedzi, to jest dla mnie ryzykowne, wole troche poczekać zeby zmaksymalizować szanse. Zapytałam tez czy moge cos zrobic w międzyczasie to Pani Doktor zleciła mi badanie KIRow. Z racji tego, ze moje cykle sa bezowulacyjne często i gęsto to Pani Doktor wpisze mnie jako pacjentkę chętna gdy ktoś zrezygnuje z zabiegu, takze musze byc w gotowości 🙂 ciesze sie, bo wiem, ze bede spokojniejsza wiedząc co tam u mnie w środku i bedziemy mogli świadomie podjąć decyzje co dalej. A poki co właśnie - czekanie... Wczoraj tez dostałam okres, ale zamiast byc normalnym okresem, to rozkręcić cos sie nie moze i cieliste kawałki wylatują.. takze nie ma nudy...

Pozdrawiam z lampka wina! Mamy majówkę ... i pomysleć, ze za kilkanaście dni mieliśmy pakować sie na wakacje... w styczniu podczas kupowania wakacji myslalam o tym zeby wziąć pełne ubezpieczenie w tym to od kosztów rezygnacji (gdyby ciąża) a tu zonk! Ciąży jak nie było tak nie ma.. ale jest koronawirus, który psuje wszystko..
powoli myślimy z Mężem nad nowym terminem urlopu.. to zawsze ładuje nasze akumulatory!

25 maja, 19:22

Czekamy... czekamy na laparoskopię z histeroskopią i drożnością... W międzyczasie zrobiłam badanie KIR i z wynikiem trochę hmmm wpadłam w konsternację, bo wyszedł mi kir BX no i super, bo Mąż nie musi robić badania HLA-C , ale wyszło mi, że nie ma wszystkich KIRów (ponoć normalne), ale oczywiście jak to ja zastanawiam się czy mam wszystkie te które są potrzebne... Któraś coś by mi pomogła z interpretacją? Wrzucam zdjęcie wyniku: https://zapodaj.net/8fb79a757a05d.jpg.html

Z góry dziękuję za każdą pomoc z tym wynikiem :)

9 czerwca, 19:07

Nie dzieje sie nic ... cykl bez stymulacji... ciągnie sie i ciągnie... chyba chce pobić jakis rekord juz ma 40 dni... w lipcu mam laparoskopię z histeroskopia Pani Doktor naprawi mi macice... ciekawe czy dojdzie do skutku czy jednak moj cykl mi w tym przeszkodzi... poki co to ciesze sie, bo to moze byc ta kropka nad „i” która sprawi ze sie uda!
Ostatnio czuje ze na każdym kroku ludzie bez dzieci sa dyskryminowani ... nawet teraz przy bonie na wakacje... nie masz dziecka - nie dostaniesz ani złotówki... co z tego ze płacimy podatki, ciagle wszystko ma wyższa cenę... niby prorodzinnie a niestety osoby, które pragną i walczą o dziecko nie sa wspierani .. tak ostatnio z Mężem czujemy sie jakos osamotnieni w całej sytuacji, zwłaszcza, ze doszliśmy do etapu, ze Znajomi narzekają na to ze maja dzieci, dziecko to u Nich wymówka i pretekst zeby nie przyjechać i odwołać spotkanie na godzine przed, bo przecież „dziecko” ... Mówią otwarcie, ze juz nie chca więcej dzieci, ze gdyby teraz przydarzyła sie ciąża to byłaby to najgorsza rzecz w życiu, zeby sie załamali... a my- marzymy o tym... zeby chociaz jedno dziecko miec .. zeby ta „straszna” ciąża nam sie przytrafiła... czasem tez mysle czy my bedziemy tacy sami? Czy dla nas tez to dziecko bedzie takim „ciężarem” czy bedziemy jednak widzieć w Nim szczęście i bedziemy potrafili sie Nim cieszyć! Wiem, ze ciąża, poród, rodzicielstwo to nie tylko tęcza, ale chce! Chce chociazby miałoby byc cieżko. Tak, dla Tego Dziecka dam sie nawet „pokroic” mówiłam nie raz i niedługo moje słowa sie spełnia! I miejmy nadzieje,ze te nacięcia macicy pomoga!

23 czerwca, 11:05

Zaczynam odliczać powoli do laparoskopii z histeroskopią i drożnością.... jak dobrze pójdzie, to za miesiąc o tej porze będę już po! Czy szczęśliwsza? pewnie poniekąd tak, że już mam to za sobą... ale boję się.. nie tyle bólu, czy tego, że będzie nieprzyjemnie itd. na to jestem przygotowana, ale na diagnozę nie.... wiem, że w histeroskopii będzie mi moja Pani Doktor korygować kształt macicy, ale co wyjdzie jeszcze jakie tam mam "kwiatki" ... endomendy wrednej się obawiam najbardziej... ale czas pokaże... Ale czy będzie w ogóle w terminie ha! oto jest pytanie, gdyż termin planowany wypada mi na 40 dc (tak!) ale moja Pani Doktor robi mi jeszcze podgląd i oby wyszło czysto i dała zielone światło na zabieg w tym terminie... moje cykle są raczej bezowulacyjne i przekraczają 40 dni, więc co do zasady to termin jest odpowiedni, ale czy mój organizm nie spłata mi figla i tym razem zaskoczy mnie owulacją.. zobaczymy... trochę jeszcze niepewności przede mną. Z miłych rzeczy to udało nam się wyskoczyć na kilka dni nad nasze polskie Morze :) ach, uwielbiamy go! świat jest piękny, zakątki mniej lub bardziej rajskie, ale nasz Bałtyk ma swój niepowtarzalny urok. Tak sobie korzystaliśmy z Mężem z wolnych chwil tylko we dwoje, staraliśmy się wykorzystać ten czas w pełni, zresztą jak każdy wyjazd w czasie starań, bo może to będzie ostatni taki, tylko jednak na plaży myślałam o tym jak tutaj dobrze mają dzieciaczki... nie da się mam wrażenie wyłączyć, jakoś zapomnieć o staraniach... nawet jak się żyję i cieszy tym życiem, to i tak wcześniej czy później przychodzi ten "cień"...
Muszę sobie jakoś głowę zająć żeby nie odliczać i nie myśleć tak o laparo-histero-drożności... Trzymajcie kciuki za ten termin, żeby nie trzeba go było zmieniać.

2 lipca, 17:58

Byłam dzis na usg kontrolnym, dzis moj 20 dc i okazało sie, ze jest pęcherzyk 18 mm, endo słabe 6 mm, dostałam pregnyl na pekniecie zeby sie ładnie zgubił i za 14 dni pojawił okres a za 20 dni laparo-histero-drożność. Takze pięknie juz tak blisko.
Zabiegami sie nie przejmuje jakos za to Maz mi ostatnio daje popalić, nie ma dnia bez kłótni, fochów, nieodzywania sie do siebie... i jak tu żyć? Wyć mi sie chce... a jeszcze umówił sie z Kumplami na męski wypad... w tydzien po moim szpitalu.. wszystko fajnie ale moze ja bede jeszcze potrzebować pomocy... ale nie .. zero empatii w koncu to „moja choroba” jak to ostatnio w złości powiedział.. zle jakos jest...

19 lipca, 12:06

1-szy cyklu - niby nic a - burzy cały plan... w środe miałam miec robiona laparoskopię z histeroskopia ... i teraz czekam do jutra zeby ustalić o ile przesunie sie wszystko.. ech. Życie, zycie ... mam tylko nadzieje ze nie bede musiała długo czekać ... w pracy wszystko przygotowałam na moja nieobecność ... od poczatku sierpnia Koleżanka idzie na urlop... oby sie wszystko dobrze poukładało...

Trzymajcie kciuki zeby w środe rano były tylko plamienia to pójdzie zgodnie z planem 😉

Wiadomość wyedytowana przez autora 20 lipca, 17:37

21 lipca, 18:39

Jutro laparo-histero-drożność, ale szybko zleciały te miesiące czekania, zreszta u mojej wspaniałej Pani Doktor juz jestem 4 miesiące i czuje, ze to była najlepsza decyzja podczas tych starań! Zastanawiałam sie długo nad udaniem sie do kliniki leczenia nieplodnosci, bo bałam sie, ze ledwo przyjdę i juz bedzie mi proponowane in vitro na start, a ja to jestem z tych osób, ktore lubią byc przygotowane i miec wszystko pod kontrola, takze przed in vitro to ja wiem, ze chce byc przebadana wzdłuż i wszerz, zreszta jestem świadoma, ze to nie jest jakas czarodziejska metoda, która zawsze sie udaje i warto zwiększać sobie szanse na sukces. Jak w koncu sie przekonałam zeby isc do kliniki to miałam dylemat pomiędzy lekarzem A i moja Panią Doktor, rozum mówił A (zreszta terminy krótsze), serce moja Pani Doktor - wybrałam sercem i nie żałuje. Teraz nabrałam takiego spokoju ze jestem w dobrych rękach i tylko kwestia czasu jak sie uda i cierpliwie czekam. Ciekawe co znajdzie mi jutro Pani Doktor ... podejrzewam endomende ale moze jakimś cudem mnie intuicja myli... oby! Na pewno bedzie korekta kształtu macicy. Poki co luz, dom wysprzątany, w pracy ogarnięte, teraz moge spokojnie isc do szpitala. Trzymajcie kciuki!

22 lipca, 10:25

Jestem juz po i ... nie moge przestać myślec o tym żebym zjadała pizzę! Teraz najgorsze czekanie na omówienie diagnozy, ale dam rade, dziekuje za kciuki!

22 lipca, 20:22

Jestem po rozmowie z moja Panią Doktor - obie jestesmy zdziwione ale nie ma sie do czego doczepić ... korekta macicy zrobiona,moge wychodzić do domku! 🙂🙂🙂

28 lipca, 13:03

Tyle się działo, że nawet wpisu nie zrobiłam żadnego już po tak po przemyśleniu wszystkiego. Dziś jestem już 6 dni po laparo-histeroskopii i moje przemyślenia:
1. Dobrze, że nie obawiałam się samego zabiegu, nie przeżyłam go jakoś źle, tutaj pozytywne nastawienie u mnie było jak najbardziej właściwe. Byłam w najlepszych rękach mojej Pani Doktor, więc wszystko poszło dobrze. Sam pobyt w szpitalu, pomimo iż bez Męża, też wspominam dobrze, może poza tym, że z narkozy niestety zrobiło mi się niedobrze i zaliczyłam wymioty... Generalnie sama wstałam do łazienki już kilka godzin po operacji i cały czas byłam skupiona na tym że na noc już będę w swoim domu i to mnie jakoś mobilizowało.
2. Nie martw się na zapas, jak facet musi to się mobilizuje i robi co musi. Najbardziej bałam się dwóch rzeczy, po pierwsze diagnozy- dałabym sobie rękę uciąć, że mam endometriozę, ale niespodzianka nie ma :) :) :) a druga rzecz, to że mój Mąż sobie nie poradzi ... po pierwsze z opieką nade mną a po drugie z ogarnianiem domu.. to typ słomianego zapału .. I ku mojemu zdziwieniu poradził sobie w miarę, bo po pierwsze nawet pierwszego dnia po byłam w stanie sama siebie ogarnąć, jedynie co robił mi śniadania, zresztą nie czułam się źle, jedynie przy siadaniu/ wstawaniu, rany ciągnęły i bolały, ale do wytrzymania, gorzej się czuję jak mam pierwszy dzień okresu. Niestety drugiego dnia już była kłótnia z Mężem o pierdołę i finał był taki, że pojechałam do sklepu samochodem na mini zakupy, a dzień później odkurzyłam dom... A miałam się oszczędzać... Z jedzeniem też sobie nie oszczędzałam, bo skoro się dobrze czuję... no i w niedzielę wieczorem zaczął się armagedon.... ból brzucha, cała noc nieprzespana, przed 4 nad ranem Męża posłałam do apteki do miasta obok... od rana wymioty i to takie albo żółte albo zielone... totalnie mnie odcięło... musiałam się czymś zatruć... Także teraz już grzecznie znowu siedzę na tyłku... Oczywiście jestem zła na siebie,że tak sobie pofolgowałam i za szybko uznałam, że już jest wszystko dobrze, a cały zabieg to przecież nic.... Ale na Męża trochę też, bo mógł mnie bardziej wspierać a czułam, że już oczekuje żebym więcej w domu robiła... ale człowiek mądry po fakcie... Niestety wycierpiałam się dużo ... ale na szczęście już za mną... Także warto się oszczędzać i być egoistą jeśli chodzi o zdrowie.
Teraz czekam na zielone światło od Pani Doktor żeby ten cykl jeszcze naturalnie wykorzystać jak tam coś rośnie, a co tam! może taki naturalsik niespodzianka skoro już moja macica jest naprawiona. Trzymajcie kciuki!

Wiadomość wyedytowana przez autora 28 lipca, 13:07

30 lipca, 09:48

Nie mogę dojść do siebie... przez to zatrucie boje sie jeść.. zanim cos wezme do ust zastanawiam sie trzy razy zeby znowu nie miec zatrucia.. jem mało, staram sie pic dużo wody,ale cały czas jestem słaba od tego fatalnego poniedziałku .. dzis jade zdając szwy i na wizyte kontrolna a jutro jade do pracy - nie wiem jak dam rade, ale jak wrócę to chyba padnę... na cały weekend... jeszcze jest mi tak strasznie przykro ... moj Maz pojechał wczoraj z Kumplami w gory... niby to było wczesniej planowane, ale ja naiwna do konca miałam nadzieje, ze wybierze mnie... ta samotność w nieplodnosci mnie dobija... czuje, ze sama walczę, sama musze znajdować siły, nie wiem czy to ma sens, bo pózniej pewnie i tak sie skończy na tym, ze w ciąży, z małym dzieckiem bede dalej sama... mam dzis czarne barwy przed oczami... ale jak tu nie miec jak na ściąganie szwów po operacji, która robiłam dla dziecka, które nawet sie jeszcze nie poczęło... jedno wiem na pewno kocham juz to dziecko bezgranicznie chociaz nie ma go jeszcze z nami...

A jakies rady co mnie moze na nogi postawić po takim zatruciu?

Wiadomość wyedytowana przez autora 30 lipca, 09:51

1 sierpnia, 08:53

Mam plan, wykonam go sam... tak jakos ostatnio mi kotłuje sie w głowie... a moja głowa ostatnio przezywa istna burze.... na wizycie nic nowego nie udało sie wymyślić... Pani Doktor nadal mówi,ze Ona sie nie ma do czego doczepić... i plan ustalilysmy (tak- My czyli Pani Doktor i ja, bo Maz ma to w dupie i w najlepsze bawi sie z Kolegami) ten cykl staramy sie naturalnie - czyli generalnie spisujemy go na straty, bo Męża nie ma .. oby tylko szybko okres przyszedł! Potem zaczynam stymulacje gonadotropinami (max 2 cykle), wizyta u immunologa i w zależności co znajdzie bądź nie, dołączamy leki, albo ivf odrazu ... co ja na to? Chce miec dziecko... dam z siebie ile tylko moge zeby sie udało! Najgorsze, ze zaczęłam myślec, czy ja nie jestem psychicznie zablokowana przez tego mojego Męża... jak mam byc szczera, to boje sie ze bede sama ogarniać dziecko... wiem, ze dam sobie rade, tylko boje sie tego, ze bede tak zmęczona samotnym macierzyństwem w małzeństwie, ze nie bede w stanie sie tym wszystkim cieszyć... poza tym z roku na rok niestety widze,ze jestem co raz słabsza... teraz tez nie moge dojść do siebie, cały czas brakuje mi sił... a jeszcze jestem sama od srody ... juz nawet mi sie odechciało seksu, chociaz mamy duża przerwe z racji laparoskopii z histeroskopia... ostatnio moja najlepsza przyjaciółka jest kanapa.. wczoraj byłam w pracy .. kazdy mnie irytował ... robiłam ledwo co, cały czas marzyłam tylko zeby wrócić juz do domu i sama siedziec... nie musieć udawać, ze jest dobrze... jutro wraca moj Maz ... szczerze to jestem tak wściekła, ze nie odwołał tego wyjazdu a jeszcze go przedłużył, ze jeszcze mnie to zatruwa... czuje ze potrzebuje urlopu ... ale jak ja gdzieś chce jechac to jest hasło „covid” ... tak, jak pasuje to dobra wymówka... czasem sie zastanawiam, co sie stało, ze sie tak zepsuło... zawsze mi wyjazdy Męża nie przeszkadzały, ale teraz ten raz mi nie pasuje, bo nie zostawia sie kogoś kto jest w potrzebie...

5 sierpnia, 10:45

Dzis juz 2 tygodnie po laparo-histeroskopii, tak sie ciesze, ze sie udało w zaplanowanym terminie zrobic, chyba moge zacząć grać w toto lotka, bo ustalić zabieg przy moich cyklach 29-50 dni to jest to sukces. Dzis bedzie pozytywny wpis, po ostatniej fali negatywnych emocji, taki sie przyda. Czuje juz, ze wracam do sił! Mysle ze moze jutro spróbuje wrócić do ćwiczeń, przed zabiegiem ćwiczyłam regularnie i było mi z tym dobrze psychicznie przede wszystkim! A zgubić kilka kilogramów tez bym bardzo chciała, brakuje mi jeszcze zrzucić 4 kg i bedzie waga sprzed slubu (niestety przytyłam 7 kg - nawet nie wiem jak?) dzis moj 18 dc ale u
Mnie te owulacje to roznie bywają... od powrotu Męża co dziennie sa ❤️ Kto wie? To nasz jedyny cykl naturalny po zabiegu .. następny zeby nie tracić juz czasu bedzie na gonadotropinach ... tak bym chciała zeby ten cykl zakonczyl sie takim naturalnym cudem .. nie nastawiam sie, bo potem cieżko znosi sie porażkę ... dlatego chciałabym zeby ten cykl nie był za długi żebym nie zdążyła sie nakręcić... w życiu u nas dobrze, Maz grzeczny, miły, widac, ze po tym jak prosto z mostu powiedziałam, co czuje, co mysle i jak przeżyłam to wszystko, chyba cos tam zrozumiał i przemyślał... jedyne co to ❤️ Po laparo-histeroskopii poki co tak średnio... dziwne jakies uczucie mam podczas jakbym była od środka czymś wypełniona i takie troche mnie boli.. brakuje mi takiego porządnego orgazmu .. ale chyba jeszcze bede musiała chwile poczekać.. a poki co działamy zeby ten cykl wykorzystać w pełni.

9 sierpnia, 11:14

Miałam dzis piękny sen.. śniło mi sie, ze urodziłam córeczkę - piękna! Była taka realna, bylysmy w szpitalu ale nie pamiętałam porodu - chyba był tak lekki 😁 oby sen stał sie proroczy i obysmy juz byli blisko!
1 2
Fundusze Europejskie: Inteligentny Rozwój Narodowe Centrum Badań i Rozwoju Europejski Fundusz Rozwoju Regionalnego

Projekt OvuFriend: "Opracowanie nowych w skali światowej rozwiązań w obszarze uczenia maszynowego wspierających w planowaniu rodziny i pokonywaniu problemu niepłodności" współfinansowany przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju w ramach programu Inteligentny Rozwój 2014-2020.