Pamiętniki Pierwsze starania...aniołek 8tc
Dodaj do ulubionych
1 2 3 4 5

8 października 2018, 14:53

Tydz. po zabiegu.

Poszłam do gin. Z medicoveru po przedłużenie L4 I jednocześnie na kontrolę.
Więcej do doktorka nie pójdę...
Strasznie żałuję, że mój prywatny nie jest tak łatwo dostępny.
Poprosiłam o L4 A ten zaczął się śmiać!!! Wyobrażacie sobie?! Zaczął drwic ze mnie, że on nie może robić tego co mu pacjent każe, że to on tu dyktuje warunki... Że on za to odpowiada, że po co mi l4... Że chcieć to ja sobie mogę, no najwyżej mogę poprosić...
Ręce mi opadły poczułam się tak ponizona...z brakiem jakiegokolwiek współczucia... poplakalam się... A on przewrócił oczami... po prostu masakra!!! Gbur i buc. Dawno powinnam szukać innego lekarza w medicoverze, ale ten był na zawołanie o każdej porze praktycznie miał jakiś termin. To z resztą świadczy o tym jakim jest lekarzem.
Choćby skały srały, nie pójdę do niego więcej.
Poczułam się jak śmieć trochę. Drwiacy sposób mówienia i zero empatii. Dałam mu łącznie 3 szanse. I każda zaprzepaścił.
Ostatecznie wystawił to l4 ale na tydzień tylko. Więc we wtorek za tydzień wracam do pracy. Trzeba stanac na nogi...
Co do mojej macicy, stwierdził że wszystko jest ok. I ze mam się wstrzymać 2-3 miesiące ze staraniami.
Nie miałam nawet odwagi pytać o nic więcej bo zadawanie pytań u niego też spotyka się z niechecia. Idealna pacjentka, to taka co nic jej nie jest, nic nie chce i o nic nie pyta.
Lekarz z dupy!!!!

11 października 2018, 14:30

Śnią mi się małe dzieci ostatnio.
Dziś śniło mi się, że byłam uwięziona w jakimś pokoju i pilnowali mnie kilku facetów, żebym nie uciekła, a w drugim pokoju spało półroczne dziecko. Nie moje, ale miałam poczucie odpowiedzialności za nie. Kiedy tylko usłyszałam że płacze pobieglam do niego, żeby je uspokoić bez wzgledu na to czy Ci faceci mnie zaraz zwiażą i zamkną czy ukaraja. Przytulilam maleństwo, była to śliczna czarnowlosa dziewczynka. Płakała, ale jak ja przytulilam to przestała. Nagle w drzwiach zobaczyłam matkę dziecka, która się zjawiła zupelnie olewając małą. Wiedzialm w tym snie, ze matka je porzuciła. Zaczęłam krzyczeć na nią, jaką jest wyrodna matka, jak mogła porzucić swoje dziecko. A ona mi powiedziała, że zachorowała na Odrę... I nie chciała zarazić dziecka więc je oddała. I krzyczała na nią, że dipol roku się na Odrę nie choruje, że jest zła matka, jak tak można. I płakałam krzycząc na nią i tulac to maleństwo. Krzyczalam tez, ze wiem jak to jest wychowywac sie bez ojca, ze dzieci powinny miec pelna rodzine, ze to trauma do konca zycia. Widziałam zebranych wokół mnie tych"zlych" facetów,którzy mnie przetrzymywali i myślałam, że zaraz mnie wyrzuca,albo zrobią coś złego. Ale nie... stali i widzialam w ich oczach wzruszenie.
A ja wiedziałam, że za to dziecko jestem w stanie oddać życie. I czułam jego zapach i wszystkie matczyne uczucia.


Taki sen... dziwny na maksa.
Chyba naprawdę instynkt macierzyński daje o sobie znać. Jak i rozgoryczenie wciąż podświadomie gdzieś daje swój upust.

Byłam dziś w markecie i widziałam na dziale dziecięcym takie cudne spioszki, eh rozczulalo mnie to. Tak bym chciała je kupić... I było tak blisko. Ale no trudno, trzeba żyć dalej.

Tydzień mija spokojnie, odwiedziła mnie siostra z chrzesniakiem, więc było wesoło i przynajmniej nie byłam sama.
Zostały 4 dni wolnego, potem powrót do pracy... eh tak bardzo mi się nie chce tam wracać. W poniedziałek odbieram wynik hist-pat. Jakoś się dziś czymś stresuje i nie wiem czym i czemu, jestem niespokojna i pobolewa mnie brzuch ale właśnie tak stresowo. Dziwne... Bo naprawdę nie wiem czym miałabym się stresować. Może, to przez ten sen?:/ ostatnio mam same dziwne i niespokojne.

Idę się zrelaksować zatem. Dalej robię na drutach, wciagnelo mnie.

21 października 2018, 16:31

20 dni po zabiegu.

Badan hist-pat. dalej nie mam... bylam po 14 dniach w szpitalu, a tam powiedzieli mi, że wyników jeszcze nie ma, ze mam dzwonić. Zrobiłam sobie wycieczkę tylko, eh. Teraz, żeby odebrać wynik muszę wziąć wolne, bo nie po drodze mi, a sekretariat otwarty jest w takich godzinach, ze nie dam rady ani przed pracą, a ni po. Mąż też średnio z czasem. W poniedziałek będę znów dzwonić i pytać, czy są. Po 3 tyg. to już powinny być...

Powrót do pracy... jako tako, na szczęście w pracy za wiele się nie dzieje, pracy mało, po 2 tygodniach przerwy nie musiałam wskakiwać do głębokiej wody:) Ogółem powrót do pracy dobrze mi zrobił, zajmuje mi czas i myśli. Chociaż i tak często myślę o tym co się stało. Nie mówiąc już o tym, że ciągle śnią mi się pierdoły:/ dziś znów śniło mi się moje dziecko, dziewczynka, która zostawiłam w wózku i o niej zapomniałam idąc na imprezę :/ masakra w tym śnię panikowałam, ze jestem złą matką, ze jak mogłam zapomnieć o moim dziecku...
Traumatyczne przeżycia. Ja wiem, ze byłabym najlepszą mamą na świecie dla tej małej kruszynki, wiec po co mi się takie bzdury śnią:(

Wizyta u lekarza... - byłam na kontroli u prywatnego w środę. Wizyta trwała ze 40 min, bardzo wyczerpująco doktor mi wszystko opowiedział, w głowie miałam mnóstwo pytań, nie zdążyłam mu ich zadać, bo odpowiedział na te pytania sam jakby czytał mi w myślach. Każdy lekarz mówi, ze starania za 3 miesiące jak coś, ja bym chciała po 2 miesiączce spróbować, pomimo wszystko.
Macica ok, wymiary ok, jajniki ok. Dominujący pęcherzyk w prawym jajniku. Po ciałku żółtym śladów już nie ma. Powiedział, ze owacja może być z prawego niedługo. O ile będzie, bo to nie wiadomo, w koncu hormony mogą być rozregulowane.
Nie robiłam stężenia bety, bo już mam dość kłucia. Zrobiłam sikacza we wtorek, czyli 2tyg po zabiegu, jeszcze była delikatna druga kreska, cień jakiś. Doktor powiedział, że po miesiączce mogę sobie skontrolować ale z krwi. Wtedy już nic nie powinno być w organizmie. Gdyby była beta wciąż dodatnia to zgłosić się na wizytę.
Niestety jak każdy lekarz, nie zaleca badań po pierwszym poronieniu, nfz nie refunduje. Zaczęłam się zastanawiać, czy może powinnam się zainteresować badaniami na zespół anty fosfolipidowy pomimo wszystko... nie chcę kolejnego poronienia:( nie wiem co robić, gdzie się zgłosić i ile takie badania kosztują i czy warto faktycznie. Chyba potrzebuję prowadzenia za rączkę...
Co do badań hist.pat. mam wysłać doktorowi mmsa z wynikami, powiedział, ze odpisze, mówił, że nie ma sensu żebym wpadała na wizytę specjalnie tylko z wynikami, mogłabym między pacjentkami zajrzeć na chwile, ale po co mam specjalnie jeździć, więc to było spoko, ze tak zaproponował.
Po tej wizycie czułam się bezpiecznie i przyjemnie, zupełnie co innego niz u tego gbura z medicoveru.
W następnej ciąży chyba już nie będę kombinować z dwoma, za duzo nerwów mnie to kosztowało.

No i tak na zakończenie...
Przestawiłam się na życie od nowa i nowe nadzieje. Jeszcze nie mierze temp itp, wciąż mi się nie chce ale jeszcze nie musze:)
Trzeba zostawić smutki za plecami i iść do przodu... BĘDZIE DOBRZE!!!
Na zawsze kocham mojego aniołka.

23 października 2018, 14:08

Odebrałam wynik hist.-pat.

W zasadzie to się spodziewałam tego, ze nic tam nie będzie, wiec to jedno zdanie po łacinie nie jest dla mnie zaskoczeniem.

Residua Ovi partim necroticans.

Z tego krótkiego zdania, bez zaglądania w neta zdążyłam wydedukować, co to znaczy - resztki jaja płodowego częściowo martwicze. Potem tylko sprawdziłam tylko dla potwierdzenia.
Chyba nie ma sensu nawet tego doktorowi wysyłać. Wynik nic nie mówi, to jak stwierdzenie, że byłam w ciąży.

Biję się z myślami, czy nie zrobić tylko badania na trombofilię. Gdyby tam, coś wyszło to miałabym podstawy do tego, żeby iść do genetyka czy immunologa i walczyć os kierowania na nfz. Ale nie wiem, czy mi się chce. Z drugiej strony to jest 400 zł, jestem w stanie tyle wydać. Juz kariotypów nie chce robić na wlasna reke na tym etapie, bo to nic nie zmieni. Ale gdyby się okazało, ze mam jakies mutacje. Ciagle w glowie mam ten zespol antyfosfolipidowy. Mąż mnie namawia, żebym poszla zrobic te badania... Kurde z jednej strony dla świętego spokoju mogłabym zrobić, a z drugiej ... juz tez sobie wkrecalam wcześniej ze mam niedrożne jajowody albo inne problemy z płodnością i kasy na głupie badania, które nic nie wniosły sporo poszło, a było wszystko ok, tylko trzeba było czasu...statystyki mówią, ze do roku zachodzi w ciążę 90% par, nam sie udało po 9. W zasadzie pierwszy miesiąc starań to jak nie starania, bo nawet nie wiedziałam, kiedy mam owulacje, a jeden raz w dni płodne to nie starania:P nie trafiamy tez po prostu zawsze, mąż pracuje.

Tylko nie chcę, żeby się sytuacja powtórzyła :(
Potrzebny reset głowy... pozytywne myślenie, dużo afirmacji i rezygnacja z grupy: po poronieniu i tego portalu:P :D
Łatwo mówić, trudniej zrobić:P Ale już lepiej idzie:P Uczę się robić na drutach, zadziej tu zaglądam, bo zajmuje mi głowę coś innego przynajmniej:D

Kurde własnie sobie zdałam sprawę, że wywieram sama na sobie ogromną presję...bo musi być dziecko!
Najlepiej teraz, zaraz, bo młodsze siostry mają... bo znajomy oznajmił, ze jego żona spodziewa się czwartego dziecka, bo wszystkie kuzynki w rodzinie młodsze i starsze maja już dzieci... a na koniec bo kiedy po poronieniu leczyłam rany ta głupia Megan Markle oznajmiła, ze będzie Royal baby na wiosnę :D :D serio... a potem ten mój znajomy wyskoczył ze zdjęciem na Facebooku wstawiając kolejne co tygodniowe zdjęcie z weekendowej wyprawy z cala rodzinka, tym razem do Grecji z podpisem, ze 4 dziecko w drodze. W tym samym czasie koleżanka ze studiów też oznajmiła radosne nowiny.

No świetnie pomyślałam, cieszę się w chu... :P

I własnie dlatego się spinam... i jeszcze mnóstwo innych spraw na głowie przyziemnych, które nie pozwalają nam na urlop i wyjazd w ciepłe kraje, czy gdziekolwiek... żeby się opić trzema łykami wina ( :D ) pod palmami. Więcej mi nie trzeba tego alko :D jestem bardzo ekonomiczna:D

Nie no serio, nie ma sensu się spinać wiem. Cel - popracować nad tym ;)!

A teraz myśl na pocieszenie... a rodźcie sobie te dzieci:D ja przynajmniej mogę się wyspać :D
a jak nie wyjdzie do pól roku, to przynajmniej w tym roku też zaliczę ulubiony koncert:D

A na koniec skończę z kotem na kolanach i mając 60 lat będę zrzędzić na sąsiadów :P

Hura:D

3 listopada 2018, 10:30

5 tyg po zabiegu.
(33dni)

Wygląda na to, że zbliża się okres, bo pojawiło się pierwsze plamienie.
Ten cykl po zabiegu chyba był owulacyjny i tak bo raz po raz mierzyłam temperaturę i po tym jak pojawił się sluz plodny temp skoczyła do góry. Gin.mi mówił na wizycie że jest dominujący pęcherzyk w prawym jajniku i chyba owulacja parę dni po tej wizycie wystąpiła. Nie żeby mnie to jakoś ruszało. Nie mam ochoty na serduszkowania wogole. Odpoczywam psychicznie. Rzadko tu zaglądam, bo po co. Abonament się skończył, więc nie zapisuje obserwacji, narazie mam to w nosie. Do starań wrócimy w grudniu. Narazie jest mi dobrze w tej blogiej nieświadomości i dobrze nie czytając o poronieniach, staraniach itd. Niestety ale musze:) Reset się udaje póki co.

Wiadomość wyedytowana przez autora 3 listopada 2018, 10:32

25 listopada 2018, 13:14

Dawno mnie tu nie było, ale dobrze mi z tym.

Obecnie jestem w 21 dc - musiałam sprawdzić w kalendarzyku, bo oczywiście tego nie liczyłam:)
Powinnam była być po owulacji. Raz z ciekawości zrobiłam test owu, żeby sprawdzić moje przypuszczenia i akurat tego dnia były dwie grube krechy, to było w 15 dc.
Temperatury nie mierzyłam, tzn tylko jednego dnia jakieś 3 dni po teście i była wysoka, wiec nie wiem kiedy dokładnie była ta owulacja. Tak czy siak nie staraliśmy się.
Pierwsza @ po zabiegu pojawiła się idealnie 13 dni, po pierwszej owulacji, tak sobie oszacowywałam kiedy mogłaby przyjść i faktycznie się zjawiła. Trwała tyle co zwykle 5 dni, była trochę bardziej obfita, niż zwykle, ale bez nadmiernych bóli itp. wiec wszystko w porządku.

Co u mnie... zrobiłam badania genetyczne na trombofilię wrodzoną. I okazało się, że mam 2 mutacje: MTHFR_1298A-C w układzie heterozygotycznym i PAI-1 4G w układzie heterozygotycznym.
Poczytałam trochę o tych genach, przetrzepałam fora, zasięgnęłam różnych opinii no i wychodzi na to, że problem tkwi w kwasie foliowym który się nie przyswaja w normalnej formie, tylko koniecznie potrzebny jest metylowany, no i drugi gen, który może (choć nie musi)powodować zwiększona krzepliwość krwi, problemy z zagnieżdżaniem zarodka.
Ponoć jako, że są oba w układzie hetero, odziedziczyłam je po jednym z rodziców. Można by dużo pisać o tym na co te 2 mutacje wplywaja, ale najpierw udam się do genetyka.
Faktem jest, że prawdopodobnie czekają mnie zastrzyki z heparyna. Powinnam przyjmować metylowane witaminy z grupy B i kwas foliowy metylowany. Podobno w tej kombinacji, poziom homocysteiny powinien być ok. Trochę się załamałam tymi wynikami, bo jednak nie jest wszystko ok i druga ciąża też może skończyć się podobnie:/
W każdym razie jutro dzwonie i umawiam się do genetyka, a potem nie wiem co dalej.

A poza tym to, jestem na etapie liczenia kalorii:/ chcę schudnąć, bo moja waga rośnie a poziomy cholesterolu są do dupy. Wzięłam się za ćwiczenia 40-50 min 5x w tygodniu. jak tylko znajdę trochę czasu to robię interwały, nie jest lekko. Pierwsze 30 min to była mordęga, bo nie miałam kompletnie siły w mięśniach, teraz już trochę lepiej:D Zaraz się zabieram do kolejnego treningu:)

Ogólnie moja kondycja psychiczna ma się dobrze:) Nie mam czasu się nudzić, bo znalazłam sobie dużo zajęć w wolnym czasie, które mnie cieszą. W pracy jest szansa na zmianę stanowiska, ale nie chcę brać udziału w tym wyścigu szczurów, bo nie zależy mi na menadżerskiej ścieżce, a ta pozycja do tego zmierza. Chociaż moja obecna praca jest tak nudna, ze oszaleć idzie. Ale jako, że moim priorytetem jest dziecko, to dodatkowy stres nie jest mi potrzebny.

Wracając do starań, to mam cale pudło suplementów, wydaje na nie grube hajsy:/ i już sama nie wiem za co się brać. Czy sam Fembion wystarczy, czy kupować dodatkowo witaminy B12 i B6? Czy z Fembionem, w którym jest kwas foliowy metylowany, brać dodatkowo jeszcze 1 tabletkę kwasu foliowego? Czy mogę łączyć z tym Inofem,który w składzie ma tez kwas foliowy tylko zwykly?:/ Zwykły i tak mi się nie przyswaja. Zwariować można. Co ja mam brać????????? :o


4 grudnia 2018, 23:12

2 tc.

Jestem w szoku, bo druga @ o zabiegu przyszła szybko i z nienacka:) żadnych przedluzajacych się plamien, no nic, zaskoczyła mnie w pracy, dobrze że akurat tego dnia wzięłam podpaski ze sobą w razie w.bo się tak rozchulalo, że nie mogłam uwierzyc:) Chyba jest wszystko dobrze, czuje się świetnie, żadnych boli brzucha i piersi wogole ale to wogole nie bolą przed okresem od poronienia. A wcześniej miałam z tym problemy. Ciekawe, że się tak pozmienialo:) Może, to przez to, że ćwiczę woda nie zatrzymuje mi się w organizmie i nie czuje się napuchnieta. Ale żeby nie było tak kolorowo to wkurw w trakcie okresu mi nie przeszedł i hormony szaleją na moja psychikę, bo mam ochotę czasem się poryczec jak mi coś nie wychodzi:P
W tym cyklu planujemy zaczac się starać znów, płodne wypadną mi niestety przed świętami w tygodniu, więc nie wiem jak to będzie z dostępnością mojego męża i jego delegacjami. Szkoda, bo w święta można się zrelaksować:) Chociaż nie mam ciśnienia na 2 ciaze, bo się boję znów że się sytuacja powtórzy. Poza tym mam cel schudnąć... gdyby mi się udało zafasolkowac, to wyzwanie zostanie odłożone :D i moje hektolitry potu pójdą na marne:D

Zrobiłam dziś badania na Wit b12,,homocysteine i kwas foliowy, wyniki mają być po 3 dniach. No ciekawe co mi tam wyjdzie...
Nie chce przesadzić z dawkami witamin. Niestety kupiłam chyba końskie dawki, że dopiero potem przeczytałam że nadmiar też może szkodzic:P Mam Wit b6 50mg i b12 1000mcg, więc na wszelki wypadek Wit b6 biorę co 3 dni. Odstawilam fembion, bo zawiera też zwykły kwas foliowy obok metylowanego, a różne źródła mówią żeby nie brać zwykłego wogole.
Niestety w domu mam mnóstwo supli teraz, których nie wykorzystam.

6 grudnia 2018, 09:40

Wyniki : Wit B12 592, norma:197-771 pg/ml
Kwas foliowy : 35,54 ng/ml norma : 4,6 - 18,7 :/
Homocysteina 8,64 niby w normie ale w ciąży powinna być poniżej 8 przy suplementacji

Wit D nie robiłam, bo w lipcu miałam robiona i była po środku normy przy suplementacji 2000j i dalej taka dawkę utrzymuje,więc nie spodziewam się zmian.
Niestety potwierdziło się,że przy tej mojej mutacji MTHFR zwykły kwas foliowy się odkłada i magazynuje i nie wydala z moczem. Od teraz biorę tylko metylowany kwas i za jakiś miesiąc zrobię powtórkę badań, mam nadzieję, że będzie ok.
Jeśli chodzi o przedawkowanie witamin, to są szkodliwe bo zarówno Wit b6 jak i b12 i kwas foliowy wzajemnie na siebie oddziaływuja, powodując zmiany w poziomie homocysteiny. Tak samo niedobór. Wszystkie te witaminy muszą zostać przekształcone w aktywne formy ,żeby działały. Jeśli mam uszkodzony gen to uposledza tą funkcję i nie przekształca w formy aktywne, w związku z czym za dużo kwasu foliowego się odkłada i się nie przyswaja. Jeśli zacznę brać za dużo Wit b12 i syntetyczny kwas foliowy to homocysteina będzie wzrastać, uszkadzac naczynia krwionośne, źle wpływać na procesy krzepnięcia. Dużo by pisać na ten temat. Następnym razem wrzucę ciekawe linki ma ten temat.



19 grudnia 2018, 19:04

17 dc. I chyba 1 D.p.o lub w trakcie.

Chcieliśmy zacząć starania już i zrobiliśmy start w niedzielę... Ale... w poniedziałek męża wysłali znów pół Polski dalej i na całe 5 dni :/ I jestem taka zła, bo tak bardzo ten czas się marnuje... w zeszłym miesiącu też to cały tydzień nie było, ale wtedy się jeszcze nie mogliśmy starac. Mam nadzieję że chociaż nam to na dobre wyjdzie i jak już się uda to nie będzie problemów z donoszeniem ciąży. Ale w styczniu.... Nie odpuszczę, znów trzeba kombinować z urlopem męża w dniach plodnych, no paranoja :/
Ja zaczęłam od dziś urlop az do nowego roku... yh czemu ta owulacja nie mogla wypasc tak jak w zeszlym roku w swieta...przynajmniej mąż byłby w domu.
Pamiętam jak zaczęliśmy się wtedy starac, ale byłam wtedy kompletnie zielona kiedy mam owulacje i kompletnie się nie wstrzelilismy.
Kurczę to już rok... masakra... Nie tak sobie wyobrażałam ten rok...gdybym nie straciła dzidzi nosilabym teraz okrągły brzuszek, święta byłyby takie magiczne... niestety...
Ciekawe ile nam znowu zejdzie zanim się uda. W tą wigilię będę życzyć mężowi żebyśmy zostali rodzicami... po raz 2.

Wiadomość wyedytowana przez autora 19 grudnia 2018, 19:05

26 grudnia 2018, 22:40

24 dc

I po świętach, dużo obzarstwa, 2 dni lenistwa a jutro wizyta u genetyka.

Usiłuje się umówić do endokrynologa...ale coś brak terminów:/ no i muszę zrobić badania tarczycy wcześniej. Może się zmobilizuje w pt. i zrobię rano póki mam wolne.
Z ciekawostek... To nie wyczekuje ciąży, bo przecież musiałby to być jakiś cud, że zaskoczyłoby za jednym razem od tak, daleko od owulacji. Ale... mam obrzydzenie do wina :D znowu... I teraz nie wiem... czy to przypadek, świąteczne przejedzenie, czy to mój wczesny objaw :D bo ostatnio mialam to samo... ale nie nakrecam sie. W Sylwestra sie dowiem:) przy przyjdzie okres czy nie.

Wiadomość wyedytowana przez autora 27 grudnia 2018, 16:49

10 stycznia, 22:07

9 dc

Z poprzedniego cyklu nic nie wyszlo, było do przewidzenia. Chociaż się i tak ludzilam, eh ta naiwność.

Teraz też wyszły znów małe komplikacje, bo w pracy męża znów mieli go wysłać poza dom, znów tydzień w delegacji... przerabane, owulacja za tydzień a tu taki klops... zrobilam mezowi awanturę, że daje z soba robic co chca w tej firmie, ze mu nie zalezy, ze gdyby mu zalezalo stanalby na glowie, zeby byc ze mna i działać... i jak widać podziałami, bo zaraz po tym złożył wniosek o urlop... 1 dzień.... środa... A więc w domu będzie we wtorek wieczorem, w środę i w czw rano pojedzie znów do klienta... to mamy tyle żeby działać, potem ewentualnie w piątek gdyby tej owu jeszcze nie było... ale nie sądzę. Masakra powiem wam... no ale zobaczymy.

A co w nowym roku... ćwiczę, szydełkuje, przechodzę na dietę od poniedzialku:D nawet wykupilam plan dietetyczny :D nie chodzi mi o to, żeby drastycznie schudnąć, chodzi mi głównie o zdrowie i o to, żeby nie jeść tłusty i zmienić styl żywienia na zdrowszy, nauczyć się przygotowywać inne posiłki niż tylko ziemniaki, mięso, sos :D i tłuste kurczaki:) cholesterol rośnie z roku na rok i problemy z cukrem. Miałam za cel zrzucić 6 -7 kg. O ile nie zajde w ciążę :)

W środę mam wizytę u gin. Ale zastanawiam się, czy iść...niby nie muszę, dowiedzialabym się jedynie, czy jest ta owulacja, czy jej nie ma... kusi mnie ta informacja:D ale... 180zl... no i też, w sumie, żeby pokazać mu wyniki badań genetycznych. Genetyk wystawił mi opinie, że mutacja, która posiadam, nie jest bezpośrednią przyczyną poronienia i, że nie zagraża mi zakrzepica, zlecila metylowany kwas foliowy i tyle. I pewnie moj gin tez nie stwierdzi, ze potrzeba mi zastrzykow z heparyna. I nie wiem... co robic. Środa to ten dzień starań, a wizyta o 19.30...

Wiadomość wyedytowana przez autora 10 stycznia, 22:19

1 2 3 4 5
Fundusze Europejskie: Inteligentny Rozwój Narodowe Centrum Badań i Rozwoju Europejski Fundusz Rozwoju Regionalnego

Projekt OvuFriend: "Opracowanie nowych w skali światowej rozwiązań w obszarze uczenia maszynowego wspierających w planowaniu rodziny i pokonywaniu problemu niepłodności" współfinansowany przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju w ramach programu Inteligentny Rozwój 2014-2020.

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)