Pamiętniki Po burzy wychodzi słońce/ Nicola (*) 26t
Dodaj do ulubionych
1 2 3 4
WSTĘP
Po burzy wychodzi słońce/ Nicola (*) 26t
O mnie: Mam 31 lat i jestem zwyczajną dziewczyną, jakich wiele. U swojego boku mam wymarzonego faceta, z ktorym tworzymy bardzo szczęśliwy i zgodny duet. Jedyne czego nam brakuje do pełni szczęścia to naszego dziecka. O przyjście naszego marzenia na świat walczymy już od lipca 2015. Niestety 23.02.2018 zostaliśmy rodzicami naszego pierwszego dziecka, aniołka Nicoli...
Czas starania się o dziecko: Od lipca 2015
Moja historia: Moje historia zaczyna sie 22 lata temu, kiedy to w wieku 8 lat przeszlam skomplikowane operacje m.in. czesciowa resekcje trzustki na skutek wypadku rowerowego. Pozniej przez lata przeszlam jeszcze kilka innych operacji, ktore byly skutkiem tej pierwszej. W lipcu 2015 zapragnelismy z moją drugą połówką małego cudu. Ze wzgledu na moja przeszlosc oraz bardzo bolesne miesiaczki przeszlam laparoskopie zwiadowcza w celu wykluczenia zrostow na macicy oraz niedroznych jajowodow. Moj ginekolog (mieszkamy na stale wHolandii) zlecil szereg innych badan, a po uzyskaniu zadowalajacych wynikow stwierdzil, ze mamy zielone swiatlo. My w miedzyczasie oczywiscie nie bylismy bezczynni. Tak minelo pierwsze poltora roku staran bez rezultatow. Ani razu nie robilam testow ciazowych, rowno co 27/28 dni dostalam miesiaczke. Pozniej kolejne badania, ktore tez byly w porzadku, sperma super, poziomy hormonow tez. Moj ginekolog zaproponowal po poltora roku bezoowocnych starań inseminacje. No i zaczely sie hormony, zastrzyki, usg szyjki macicy 3 razy w miejscu, jezdzenie 100 km do kliniki, stres i kolejne nie powodzenia. Po ponad dwóch latach od rozpoczecia staran bylam w ciazy dzieki 5 probie inseminacji. Okres spoznial sie o 5 dni, nic nie mowilam kupilam test ciazowy w tajemnicy, bo sama nie wierzylam w powodzenie..... i zobaczylam 2 bardzo rozowe kreseczki... po raz pierwszy w życiu!!!
Moje emocje: Robię co mogę, żeby nie myśleć o tym co czuję.

6 marca 2018, 17:20

Sobota 23 wrzesien dowiedziałam się, że jestem w ciazy. Czekałam niecierpliwe na lubego, az wroci z pracy, zeby moc podzielic sie nowina. Przygotowalam male body z napisem przyszly tata na stole, obok lezal szczesliwy test. Moj Partner, kiedy przyszedl i zobaczyl to wszystko oszalal z radosci... i tak zaczely sie najszczesliwsze 5 miesiecy naszego zycia ! Pierwsze usg potwierdzajace, ze dzidzia tam jest i serduszko bije, pozniej badanie NiPT w 11 tygodniu, badania krwi. Wszystko idealne, same dobre informacje. Przed swietami Bozego Narodzenia w 15 tygodniu wykonalismi usg potwierdzajace plec i okazalo sie, ze bedziemy miec córeczkę. Jedno imie podobalo nam sie od poczatku Nicola i od tej chwili juz tak do niej mowilismy. Po swietach i powrocie z urlopu czekalo na nas na miejscu usg genetyczne 20 tygodnia, ktore potwierdzilo tylko zdrowa, duza dziewczynke, ktora fika bez przerwy w brzuszku. Ja ze względu na silne bóle brzucha (zwiazane z moimi operacjami i naciskiem macicy na inne organy oraz zrostami pooperacyjnymi w jamie brzusznej) nie wrocilam do pracy po świetach, lekarz powiedzial zeby spacerowac i wiecej odpoczywac. Tak tez robilam, jadlam super zdrowo, spacerowam i odpoczywalam. Nie robilam nic co mogloby zaszkodzic, moj maz chuchal na mnie i dmuchal. Cieszylismy się na Nicole jak glupi, ona była naszym spelnionym marzenie, wyczekaną i wystaraną córeczką. 20.02 trafilismy do lekarza bo mi wydawalo sie, ze nie czuje jej ruchów. Mój luby uspokajal, ze ona jest malenka i nie rusza sie jeszcze tak czesto, ale ja wiedzialam, ze cos jest nie tak. Podczas usg uslyszelismy najgorsze zdanie, ktore moga uslyszec rodzice: Serce państwa córki nie bije!!!!!! 23 lutego, równo po 5 miesiącach przyszła na świat nasza Kruszyna, a nasze serca pękły na pół... Nic tego nie zapowiadało, wszystko było idealnie, a ona usnęła po cichu pod moim sercem i już się nie obudziła.

6 marca 2018, 19:40

Dzisiaj obudziłam się pierwszy raz od porodu szczęśliwa... no powiedzmy. To szczęście szybko prysnęło... Pierwszy raz od dwóch tygodni przyśnił mi się dobry sen. Pierwszy nie koszmar. Śniło mi się, że rodziłam i się udało. Chwilę później w ramionach trzymałam ślicznego, zdrowego chłopca. A on płakał, tak głośno i wyraźnie. Ten płacz powodował, że czułam się bardzo szczęśliwa. Nigdy bym nie przypuszczała, że płacz dziecka może być kojący.

Niestety to był tylko sen. Ale tak realistyczny... mam wrażenie, że bardziej realistyczny niż ostatnie dni. Cały czas powtarzam sobie, że uda się, że ten sen się spełni. Że będe jeszcze mama dla ziemskiego dziecka.

A na razie TĘSKNIE za Tobą Nicola !!! Mój śliczny Aniołeczku :*

7 marca 2018, 10:12

Czemu ten czas się tak ciągnie? Siedzę i odliczam sekundy. A moje życie zamieniło się w daty. 9 marzec wylot do Polski, 10 marzec pogrzeb Nicoli, 20 marzec wizyta u lekarza.

Czekam na tą wizytę jak na zbawienie. Czytałam mnóstwo innych pamiętników, blogów, opracowań medycznych nawet, żeby poznać wszystkie możliwe przyczyny, że serce Nicoli przestało bić. My zdecydowaliśmy się na wszystkie badania jakie były możliwe. Przed porodem pobrali mi 12 próbówek z krwią... sekcja zwłok, badania łożyska i krwi Nicoli...

Najgorzej jak okaże się, że nie było żadnej przyczyny. Jak pogodzić się z czymś takim?

8 marca 2018, 19:56

Właśnie siedzę nad walizką i staram się skupić na pakowaniu. Jutro lecimy do Polski, bo w sobotę pogrzeb naszej córeczki... Dzisiaj mija dwa tygodnie od porodu i chyba pierwszy dzień kiedy nie płakałam. No przynajmniej do teraz. Cały dzień układałam puzzle i musze przyznać, źe zajęły moją głowę skutecznie. A teraz kiedy przyszedł czas pakowania wszystko wróciło. Obiecuję sobie, że będę silna i dam radę na Twoim pogrzebie mój Aniołeczku. Ale to jest niewyobrażalnie ciężkie, albo ja taka słaba.

Wiadomość wyedytowana przez autora 8 marca 2018, 19:56

9 marca 2018, 21:00

Ciężko, cholernie ciężko... Dzisiaj byłam przez godzinę w chmurach bliżej mojego Aniołka, ale łatwiej nie było. I jeszcze ta śliczna, mała, zdrowa dziewczynka siedząca na przeciwko... rozrywało mi to serce. Nicoluś ześlij mamie trochę sił, żeby jutro dała radę.

11 marca 2018, 23:20

Jesteśmy po pogrzebie. Czy mi lżej lub łatwiej? Niestety nie! Jedyna ulga polega na tym, ze pewien etap oczekiwań, oczekiwanie na pogrzeb, się zakończył. Teraz czasie proszę przyśpiesz. Ja zostałam w Polsce jeszcze na tydzień i jutro moja mama zabiera mnie w góry na kilka dni. Moj Luby musiał wracać do Holandii ze względu na naszą firmę. Wymyślili z moją mamą, że będzie lepiej jak nie będę sama w domu. Chyba boją się, że nie jestem na tyle silna. A ja na nic nie mam ochoty, nawet na nasze piękne góry. Chcę tylko, żeby czas leciał szybciej i już był 20 marzec - czas wizyty u ginekologa. Może czas poznania odpowiedzi? Może ten czas zleci szybciej w tych górach niż w domu? Mam taką nadzieję. Chcę już wiedzieć i móc znowu zacząć się starać. Czasie jesteś moim największym wrogiem!!!

14 marca 2018, 14:15

W górach jest pięknie. Wczoraj miałyśmy piękną pogodę, więc prawie cały dzień spacerowałyśmy. I tak 2,5 tygodnia po porodzie przeszłam około 10 km. Byłam bardzo pozytywnie fizycznie zmęczona. A dzisiaj się zdziwiłam, bo rano nie mogłam praktycznie wstać z łóżka, bo tak boli mnie miednica. Chyba przesadziłam? Mam nadzieję, że sobie nie zaszkodziłam?

17 marca 2018, 01:29

Coś spać nie mogę, więc czytam. Czytam list znaleziony na forum:

Kochana Mamo" Wiem że mnie nie widzisz,nie słyszysz i nie możesz dotknąć...ale ja jestem..istnieje..w Twoim życiu,snach Twoich,Twoim sercu...Istnieje. Kiedy byłem tam na dole,w twoim cieplym brzuchu godzinami zastanawialem sie jak to będzie kiedy będę już przy Tobie,w tym miejscu o ktorym opowiadałaś mi gładząć sie po brzuchu wieczorami kiedy chyba nie mogłaś spać.Ja wsłuchany w twoje opowiesci i kojacy twoj głos chłonąłem każde słowo,każdą informacje a potem cichutko zeby cie nie obudzić kiedy wreszczie usypiałaś marzyłem. Wyobrażałem sobie to cudowne miejsce i ciebie jak wyglądasz.Patrzyłem na swoje dziwne nożki i rączki u których nie wiem czemu było dziesięć palcówi i zastanawiałem sie czy jestem do ciebie podobny...Chyba nie-myslalem-bo ty pewnie jestes piekna a ja taki dziwny,pomarszczony...no i po co mi dziesiec palcow -myślałem? A potem nagle wszystko sie jednego dnia zmieniło.Płakałaś głośno głaszcząc brzuch i juz nie było opowieści.To nie może być prawda-mówiłaś-godzinami . Słuchałem teraz jak płaczesz,krzyczysz,prosisz i błagasz.A ja nie wiedziałem o co i dlaczego? Chciałem Cie barzdo pocieszyc więc wywracałem fikolki żebyś poczuła że ja tu jestem i cię kocham, ale wtedy ty plakałaś jescze bardziej.
A potem nadszedl ten straszny dzień.Zobaczyłem ze ktoś świeci mi po oczach,straszne światlo wpadalo w głąb ciebie, nie wiem skąd a ty powtarzałaś ze będzie dobrze,musi być.Ale płakałaś -słyszałem.Kiedy nagle wszystko zrobiło się czarne a mnie wciągnęło coś i pchało mocno zrobiło się cicho.Ktoś już trymał mnie na rękach ale to nie byłaś ty.A potem usnąłem i kiedy otworzylem oczy,wszystko wkoło mnie zalewał błekit w każdych odcieniach.Byłem ten sam-mały,pomarszczony i z dziesięcioma palcami u rąk.Ale ciebie nigdzie nie było.Obok mnie siedział rudy chłopczyk i uśmiechnął sie do mnie.Witaj-powiedział. Gdzie moja mama-zapytałem? I wtedy on opwiedział mi wszystko.Ze nie kazde dziecko trafia do swoich rodzicow,i ze nie niema zwiazku jak bardzo oni kochali i chcieli,ze teraz tu jest moje miejsce,posrod innych malych Aniolkow.Ze bedzie mi ciebie mamo brakowalo ale musimy oboje nauczyc sie zyc bez siebie.I musialem nauczyc sie tak zyc,Nie, nie bylo mi łatwo,plakałem tak jak ty wtedy i cierpialem tak jak ty wtedy.Ale jest mi tu naprawde dobrze.Mma wielu przyjaciol,wiele zabawy,wiele radosci.Ale nie szalejemy calymi dniami na łace,mamo.Pomagamy starszym ludziom przeprowadzic ich na spotkanie tu w niebie.Znajdujemy ich rodziny,mężow,żony,dzieci żeby mogli się z nimi spotkać.Możesz być ze mnie dumna,mamo.Jestem grzecznym Aniołkiem,naprawdę.No..czasem tylko robimy sobie psikusy i troszkę narozrabiamy kiedy skrzydełkami zachaczamy o klomby kwiatów,ale wiesz... jak się bawimy w berka to czasem nas ponosi...Kiedy tu się znalazłem mój przyjaciel wytłumaczył mi też że nie moge kontaktować sie z toba osobiście..czasem tylko pojawic sie w twoich snach ale nic więcej.Ostatno jednak zaczęłem robić sie powoli przezroczysty i skrzydełka mi nie działają jak kiedyś.Przyjaciel poptarzył,pokiwał smutno głową i zabrał mnie na ziemię.Usiedliśmu na białym krzyżu i naglę CIĘ zobaczyłem,Wiedziałem że to ty,poznałem twoj głos.Stałaś tam w deszczu i płakałaś powtarzając że tak bardzo cierpisz,że tak bardzo tęsknisz,ze nie chcesz już żyć....Przyjaciel popatrzył na moje skrzydełka i powiedział że musimy coś zrobić,żeby Ci pomoc.Bo nie możesz tak dalej cierpieć,musisz żyć bo wobec ciebie jest jeszcze wiele planów które musisz zrobić.że są gdzieś dzieci którym musisz pomoc przejść przez zycie i otoczyć je miłością tak wielką jak tą która teraz powoduje twoj wielki ból.Więc piszę do ciebie mamo ten list,pierwszy i ostatni.Musisz wziąść się w garść,musisz się uśmiechać,zyć,dzielić się radościa z innymi.Ja cie bardzo mocno kocham i wiem ze to zmojego powodu płaczesz ale tak nie można..Każda twoja kolejna łza powoduje że moje skrzydełka znikają.Kiedy ty sie poddasz ja tez zniknę,Tu na górze istnieje dzieki tobie i twoim myslom o mnie.Ale tylko tym dobrym mysłą.Bo kiedy bedziesz cały czas tak strasznie rozpaczać to żał zaleje twoje srece,smutek przesłoni ci świat i bedziesz tylko myslała o tym co straciłas.Zapomnisz o mnie.Nie ,nie zaperzeczaj ze nigdy nie zapomnisz.Pamięć to zachowanie w sobie tych radosnych chwil a ciebie pogrąża smutek-on nie jest dobry.Każdy twoj usmiech to dla mnie radosna chwila.Dzięki tobie mogę zrobić jeszcze tyle dobrego.Zebys widziala tą radosć kiedy znajduję najbliższych ludziom którzy tu trafili...Z twojego szczescia czerpie swoja sile.Prosze mamo żyj dalej i zachowaj mnie w sercu i myslach.Bo nie długo poza smutkiem nie będzie już tam miejsca dla mnie... Kocham cie mamo..I nie jesteś sama-pamiętaj.I nie mów że mnie już nie ma! JESTEM..Zobaczysz mnie w oczach swoich dzieci,usłyszysz w radosnym ich śmiechu,poczujesz kiedy przytulać je bedziesz i kołysać do snu.Ja tam zawsze będę,zawsze przy tobie.Zawsze.Tylko proszę żyj mamo bo smutek powoduje że znikam...a wtedy nic już nie będzie..mnie już nie będzie,,,Kocham cie mamo.

18 marca 2018, 10:31

Ostatni dzień w Polsce i strasznie mnie to cieszy, bo to najdłuższe rozstanie z moim lubym ever! Stwierdziliśmy jednogłośnie, że też ostatnie na tak długo. Wczoraj zrobiliśmy całą rodziną urodzinową niespodziankę mojej starszej siostrze. A ja ponad dwie godziny bawiłam się z jej 4 letnią córeczką. Później jak wróciliśmy do domu płakałam z godzinę. Z Nicolą nie będzie dane mi się bawić...

19 marca 2018, 20:49

W ramionach mojego Lubego wszystko jest łatwiejsze i uśmiech się też przybłąkał. A jutro wyczekana wizyta u gin. Ciekawe co powie...

20 marca 2018, 19:02

Pierwsza tak wyczekana wizyta u ginekologa za nami. Jednak chyba byla przyczyna dlaczego nasza córeczka nie żyje. Nie była to infekcja ani zadne wady genetyczne. Powiedzial nam lekarz ze w czasie badania lozyska wyszlo, ze te zyly ktore doprowadzaja pokarm i tlen byly zapchane ?! I to mogło być przyczyną. Nie za bardzo póki co to rozumiem... Do następnej wizyty nasz lekarz ma skonsultować to ze specjalistą od tego i zobaczyć co da się zrobić, jakie badania mi zrobić, żeby zapobiec temu w przyszłości.

A teraz siedzę i próbuje znaleźć jakiekolwiek informacje więcej bo póki co nic nie rozumiem... wiem że w Polsce robi się usg dopplera na przepływy po 26 tygodniu, tutaj chyba też ale dla nas to było za wcześnie... Po tej wizycie mam więcej pytań niż odpowiedzi !!!

Moze można było temu zapobiec dzięki tabletkom rozrzedzajacym krew?
Jesli cos bylo nie tak czemu ta lekarka dwa tygodnie wczesniej nic nie widziala?
I czy moja corka umierala powoli z glodu?

Jestem wkurwiona na siebie, że zamiast pytać o wszystko to ryczałam !!! Muszę wszystko spisać na kartce i zapytać 12 kwietnia.

20 marca 2018, 19:31

Zapomniałam napisać, że dostaliśmy zielone światło na staranie się od pierwszego cyklu. To znaczy możemy zacząć od razu brać hormony i próbować z ta inseminacja. W Holandii wszystko inaczej...

My z Lubym postanowiliśmy, że chcemy przynajmniej dwa cykle spróbować normanie. A póki co badania!

21 marca 2018, 16:48

Nowy dzień i nowa siła. Nawet słońce świeci, więc wlałam trochę optymizmu w moje myśli. Naczytałam się wczoraj, dzięki poradą dziewczyn z forum ułożyłam plan działania. Wiem, że muszę zrobić badania na trombofilię oraz syndrom AFL. To dopiero 12 kwietnia.

A teraz mam zamiar cieszyć się małymi rzeczami i przejmować głupotami. Na przykład jak wcisnąć sie w bikini sprzed ciąży? W poniedziałek jedziemy na wakacje odpocząć i przewietrzyć głowy.

25 marca 2018, 23:31

Jutro lecimy na nasze wakacje, więc walizki spakowane czekają w salonie. Normalnie pewnie skakałabym pod niebo, że lecimy do raju. A teraz... no nie to nie tak, że się nie cieszę. Cieszę się, tylko tak umiarkowanie. Najbardziej z tego, że to hotel tylko dla dorosłych, jest tam ciepło i 15 dni będziemy razem. Dużo czasu, żeby w innych realiach naładować serca i dusze do kolejnej walki, żeby nasze marzenia się spełniły. Mam zamiar przez ten czas tu nie zaglądać, odciąć się na chwilkę od tego wszystkiego. Zapomnieć nie, bo nigdy nie zapomnę. Tylko na chwilę ustawić reset. Zobaczymy jak się uda.

Juz ponad miesiąc minął od porodu. Są chwile lepsze i gorsze. Ale na pewno banał, że czas leczy rany jest prawdziwy. Dwa dni temu był ten gorszy dzień, na szczęście wielkie ramiona mojego Ukochanego pomagają w tych dniach. A czasami po prostu muszę się wypłakać, muszę wyrzucić te negatywne emocje. Zdjąć maskę „jest lepiej, radzę sobie” i rozsypać się totalnie, żeby następnego dnia było lepiej.

Życzę nam dziewczyny dużo siły na kolejny tydzień starań. A od jutra będę wysyłać wam w myślach słońce.

6 kwietnia 2018, 15:21

2DC

Wczoraj po równo 6 tygodniach od porodu przyszła miesiączka. Tak więc rozpoczynamy pierwszy miesiąc starań o nowe życie. Dajemy sobie z Lubym dwa cykle naturalnie, bez inseminacji. Mam nadzieję, że się uda. Dziewczyny proszę o kciukasy.

A teraz biegnę korzystać z ostatnich dni wakacji.

11 kwietnia 2018, 22:55

7DC

Dzisiaj wyjątkowy dzień, mamy rocznicę z Lubym. Postanowiliśmy spędzić dzień na lenistwie, w swoich ramionach. Jeszcze dochodzimy do siebie po zmianie czasu z wakacyjnego (-6 godzin) na holenderski. Ale oczywiście siły na amory znajdą się zawsze :P W końcu trzeba trenować przed owulacją.

Jutro wizyta u ginekologa, usłyszę jaki plan działania ma mój lekarz. Ja będę obstawać przy diagnostyce w kierunku trombofilii. Chcę też mu powiedzieć, że dwa cykle chcemy spróbować naturalnie. Wakacje oraz sukcesy innych dziewczyn z forum o poronieniach naładowały mnie pozytywną energią oraz wiarą, że się uda. Postanowiliśmy z Lubym, że te dwa cykle nie będziemy nic testować, sprawdzać, mierzyć ... po prostu damy się ponieść :P Serduszkowanie raz dziennie i tyle :P hahahaha zobaczymy jak długo utrzyma się wakacyjny ogień.



13 kwietnia 2018, 18:58

9DC

Wczoraj byliśmy na wizycie u ginekologa i muszę powiedzieć, że myślałam że jestem już silna, że już jest „dobrze”. Ale po wizycie się tak rozkleiłam, że aż sama się zdziwiłam. No i noc nie przespana. Jednak nawet jak się wydaje człowiekowi, że już prawie ok jest wszystko wraca w najdziwniejszym momencie, cała falą.

Potwierdziła się przyczyna śmierci Nicoli, liczne skrzepy w żyłach oraz naczyniach krwionośnych łożyska. Lekarz dwa razy podkreślał, że było tego naprawdę dużo. Pobrali mi wczoraj 14 próbówek krwi na pełną diagnostykę pod kontem trombofilii, zespołu antyfosfolipidowego igg i igm oraz badanie na pełen screening przeciwciał ANCA. O tym wcześniej nie słyszałam, a wujek google też za dużo nie pomógł. Znalazłam coś takiego:

Badanie ANCA zleca się w celu oceny stanu pacjenta z objawami mogącymi wskazywać na autoimmunizacyjne zapalenie naczyń.

Czy któraś z was miała wykonywane to badanie pod kontem porodu martwego lub poronienia? I mogłaby się ze mną podzielić informacjami?

Ja dzisiaj już w lepszym nastroju ogarniam życie i cieszę się na weekend. I oczywiście czekam na następny piątek, bo poznam diagnozę i poznam specjalistę od problemowych ciąż, z którym mamy ustalić na podstawie wyników ewentualny plan działania na wypadek ciąży.

Wiadomość wyedytowana przez autora 13 kwietnia 2018, 19:00

25 kwietnia 2018, 20:02

21DC 6DPO

Tak długo mnie tu nie było, że zupełnie nie wiem od czego zacząć. Po pierwsze byłam przez dwa tygodnie na przymusowym detoksie od ovu, gdyż przez czyjś błąd zostaliśmy pozbawieni internetu.

Po drugie minęły już dwa miesiące i 2 dni od porodu, czas ucieka szybciej, coraz rzadziej płacze a częściej się uśmiecham. Ten cykl jest też naszym pierwszym cyklem starań o drugie dziecko. Pod wpływem porad koleżanki z forum jednak postanowiłam testować się testami owulacyjnymi. Owulacja była w miniony czwartek. Teraz czekanie...

A pojawiają się dziwne objawy, które mogą zwiastować ciążę albo moje ciało znowu mnie robi w balona. Wczoraj wieczorem mój H powiedział, że chyba mam gorączkę bo strasznie ciepła jestem. Zmierzyliśmy a tam 37,2, brak objawów przeziębienia czy innych problemów zdrowotnych. Rano taka sama temperatura. Oprócz tego śluz w dużych ilościach (basen w majtkach), a od rana tkliwość sutków i lekko powiększone piersi. No tak... moje ciało chce mnie zestresować, więc całe szczęście, że jeszcze jest po trzecie !!

Po trzecie: kupujemy dom !!! Hahaha :) To bardzo spontaniczna decyzja, bo chcieliśmy kupić coś w tym roku, ale nie sądziliśmy że tak szybko... Pojawił się dom marzeń, odbyły się oględziny. Po długiej rozmowach zdecydowaliśmy się. Już jesteśmy po spotkaniach w banku, oferta wybrana. We wtorek podpisujemy umowę przedstępną kupna, a za dwa tygodnie będziemy wiedzieć czy jest nas. Choć wstępne rozmowy w bankach były bardzo optymistyczne.

No nic trzymajcie proszę kciuki, żeby udało się być. To by było spełnienie marzeń, o poprzednią ciążę staraliśmy się ponad dwa lata.

26 kwietnia 2018, 21:33

22DC 7dpo

Wszystkie dziwne dolegliwości się utrzymują. Testować zamierzam się w sobotę :) Wczoraj zrobiłam eksperyment i wykonałam test owulacyjny, który wyszedł pozytywny i dzisiaj powtórzyłam, tak z ciekawości. I co? I znowu pozytywny! Tak tak nie wkręcam sobie, ale jednak trochę wkręcam. I w ogóle się nie nastawiam, ale jednak tak !

Jak żyć?

28 kwietnia 2018, 12:14

23DC 9dpo

Testowałam z samego rana i zobaczyłam tylko biel. Muszę powiedzieć, że się trochę załamałam. Było smutno, więc położyłam się spać. Jednak sen ma leczące właściwości. Obudziłam się i już lepiej. Słońce świeci, wrzucam uśmiech na usta i idę na lody. Przecież nikt nie mówił, że uda się za pierwszym razem.

Wiadomość wyedytowana przez autora 28 kwietnia 2018, 15:58

1 2 3 4
Fundusze Europejskie: Inteligentny Rozwój Narodowe Centrum Badań i Rozwoju Europejski Fundusz Rozwoju Regionalnego

Projekt OvuFriend: "Opracowanie nowych w skali światowej rozwiązań w obszarze uczenia maszynowego wspierających w planowaniu rodziny i pokonywaniu problemu niepłodności" współfinansowany przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju w ramach programu Inteligentny Rozwój 2014-2020.

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)