Pamiętniki Starania pomimo... Uda się? Uda!
Dodaj do ulubionych
1 2 3 4 5

3 maja, 13:21

- 2 cs - 8dc -
Chciałam tylko napisać, że muszę zrezygnować z tej pracy. Poczytałam stare wpisy i widzę, że już od dawna atmosfera tam była do bani. A wczoraj wieczorem zadzwoniła do mnie kumpela, że jej w poniedziałek nie będzie :/ Super, wracam po półtora roku do pracy i od razu mam być sama. Jak ja nawet hasła do programu księgowego nie pamiętam. Gdybyśmy się jeszcze nie lubiły albo coś, ale gdzie tam, niby takie z nas kumpele. I do tego ona do mnie "musiałam wziąć wolne, bo już mam dość". Czyli zaczyna się jej standardowe zrzędzenie, które pamiętam, że dość mocno skłaniało mnie do odejścia. Także oficjalnie postanawiam, że na pełny etat do tej firmy już nie wrócę. Mam ten rok na pół etatu. To jest mój czas na zajście w ciążę, w której OD RAZU pójdę na L4, potem macierzyński i jeśli wszystko pójdzie ok, to wówczas znów pół etatu. A potem nara. Nie mam zamiaru tracić zdrowia na chore zagrywki, na nastawionego na kasę szefa, który nie potrafi zadbać o nasze bezpieczeństwo w dobie pandemii, na wieczną spychologię z każdej strony, koniec z tym. Mogę sobie przychodzić na 3,5 h, robić swoje i uciekać do domu, ale już za długo mówię o odejściu stamtąd i nic za tym nie idzie. Jak już będę miała swoją wymarzoną dwójeczkę, to mogę zacząć nową pracę. Mam nadzieję, że nie złamię się w międzyczasie. I że maleństwo #2 nie każe na siebie zbyt długo czekać :) Robaczku, chodź do mnie! Na L4 będzie nam na pewno spokojniej :)

4 maja, 19:10

- 2cs - 9dc -
Najciężej było wyjść z domu. W pracy było już ok, a 3,5 godziny zleciały jak z bicza strzelił. Nawet będąc tam pomyślałam, że dziwnie byłoby się tak szybko stracić i może nawet w ciąży bym trochę popracowała.. Gdyby nie wirus to na pewno bym tak zrobiła. Choć nie, bo jestem na połowie etatu, a ponoć tylko do trzech miesięcy nie liczą nowej wysokości L4. Miesiąc już przeleciał na zaległym urlopie. Wiem, że w życiu to tak jest, że pewnie nie uda się wstrzelić w ten okres, żeby kasa była lepsza... Ale... Czy to ważne? Najważniejsze, żeby się udało. Kochanie, mama bezustannie Cię nawołuje, chodź do nas ❤️ Niby jeszcze Cię nie poznałam, nie miałam Cię w ramionach, a jednak już za Tobą tęsknię..

9 maja, 11:28

- 2cs - 14dc -
Jestem taka szczęśliwa. Te wszystkie medytacje robią mi dużo dobrego w głowie. Muszę kiedyś tu spisać kilka kluczowych zdań, które mocno mi pomagają. Tak czy siak, mocno wierzę w kolejną ciążę. Jestem na nią przygotowana całą sobą. A do tego nie czuję już tej okropnej presji bo w pracy jest naprawdę spoko. Nie mam problemu porobić tam miesiąc, dwa, czy dłużej. Mam spoko nastawienie, nie pozwalam sobie wejść na głowę i myślę, że bardzo dużo od tego zależy. Także jak nie w tym cyklu, to w kolejnym, a może i jeszcze następnym, ale spotkamy się maluchu, z każdym dniem jesteśmy bliżej naszego spotkania 💙💛💚

18 maja, 14:56

- 2cs - 23dc -
Końcówka cyklu. Nie lubię tego czasu. Dziś w ciemności sprawdzałam termometr, pipczał dość szybko więc wiedziałam, że temperatura będzie niska. Patrzę, chyba 36,52 ale jednak włączam latarkę w fonie dla pewności i jednak nie: 36,92°C. Już byłam zmartwiona nawet nie zmarnowanym cyklem, ale krótką FL. W tamtym cyklu niby tylko 9 dni, w tym owulka 15 dc więc mamy niby dopiero 8 dpo. Boję się troszkę, że tu już mam wykupione CLO, a tu jeszcze inne rzeczy nie wyregulowane. Tak więc temperatura jeszcze dziś fajna, aż się boję sprawdzać przez kolejne dni. Brzuch okresowo pobolewał mnie wczoraj i dziś rano ale naprawdę minimalnie, tak jak przy pierwszej ciąży więc staram się tym nie martwić ale znów nie lubię tego uczucia. Tak więc CLO od przyszłego cyklu.. Udało mi się załatwić receptę przez teleporadę ale musiałam się zobowiązać, że do końca cyklu skończę karmić... Z tym jest mi bardzo ciężko bo na dobrą sprawę nie wiem czy nie karmię ostatni raz w zyciu.. I ta myśl, że może robię to na marne.. Prześladuje mnie ta myśl dość mocno. Tak czy siak, ostatnio karmiłam do spania w piątek 15.05. Dzień później chciałam sprawdzić czy weźmie butelkę zamiast piersi i nie będzie się po niej domagał. Udało się. Więc dzień później uznałam, że dam pierś bo grzecznie udaje się ją zastąpić. Ale jakoś tak wyszło, tak pojadł na kolację, że nie domagał się już niczego. Szok. Ale zobaczę jeszcze, teoretycznie do 1 dc mogę karmić, bo CLO mam brać od 2 dc. Pojedyncza dawka. Także działamy. W tym aktualnym, 2. cyklu znów ładnie zaszła owulacja, więc z tego się cieszę. Tylko jeszcze ta faza lutealna.. Jeśli nie uda się zajść w tym cyklu, to proszę chociaż o ładną 12-dniową FL. Myślę, że to rozsądna prośba 😉
***
Wiem co jeszcze chciałam dodać. Żeby zaczarować rzeczywistość, tak jak przy pierwszej ciąży, a raczej przed nią, kupiłam smoczusia dla swojego przyszłego dziecka 💛💚
Jeden kupiłam Brunkowi, żeby miał świeżaczka na wypadek gdyby miał potrzebę skoro mu chcę pierś zabrać (😭), a drugiego, rozmiar mniejszego kupiłam przyszłemu maluszkowi. Nie mogę się doczekać kiedy będę mogła go użyć ❤️

Wiadomość wyedytowana przez autora 18 maja, 15:01

19 maja, 14:27

- 2cs - 24dc -
Jestem na siebie trochę zła. Niby chcę wierzyć i wierzę. Ale zazwyczaj wiary mi wystarcza do kilku dni po owulacji. Kiedy zbliża się @ to jestem jak na szpilkach. Tu mnie zakuło, tam coś poczułam, to chyba małpa, no tak, małpa idzie, to na pewno małpa. I tak za każdym razem. I siedzę w swoich poprzednich wykresach i szukam jakiejkolwiek różnicy, która mogłaby odróżniać obecny wykres, od wszystkich poprzednich. I taka walka wewnętrzna, taki niepokój. Nie lubię takiej wersji swoich starań. Dziś temperatura wciąż wysoko. Obudziłam się o 4:20 i wynosiła 36,87°C. Poleżałam 40 min próbując zasnąć i sprawdziłam znów: 36,94°C. Nie wiem która jest wiarygodniejsza bo zwykle mierze o 5:00-5:30. No i dawaj w stare wykresy - ojej, jeszcze nigdy nie było tak wysoko w 24 dc, no tylko w tym szczęśliwym. Ale zważywszy na to, że dziś dopiero 9 dpo, no to nic nadzwyczajnego.. No i tak się męczę sama ze sobą.

Wczoraj wieczorem uznałam, że dam jeszcze pierś małemu. Trochę possał ale nie było mu łatwo więc poprosiłam męża, żeby szybko naszykował butelkę. Dobrze, że się kiedyś namęczyłam, żeby małego tej butli nauczyć. Tak czy siak, później, jak już się kładłam spać, to poczułam dziwne mrowienie w piersiach. Coś podobnego do tego jak się dziecko zasysa i mleko nagle tak falowo wypływa. Albo jakby piersi rosły, ciężko wytłumaczyć to uczucie. I tak sobie myślę.. Może to coś znaczy.. A może to tylko taka reakcja na to, że karmiłam po 3 dniach przerwy.. Ciężko wyczuć.. Tak czy siak jak zwykle wymyślam sobie te objawy ciążowe i nie jest mi z tym dobrze.. Ależ jestem ciekawa jutrzejszej temperatury. Najchętniej bym w ogóle olała to całe mierzenie w przyszłym cyklu, ale przez CLO i chęć podejrzenia owulki nie bardzo mogę..

Dzieciaczku, chodź już do mnie. Nie mogę się Ciebie doczekać 💚💛

Wiadomość wyedytowana przez autora 19 maja, 14:29

20 maja, 20:52

- 3cs - 1dc -
Czy muszę coś dodawać?

Nie spodziewałam się tej mendy po godzinie 18:00. Przyszła nagle, bez żadnej zapowiedzi, bez żadnego skurczu, bez niczego. Zabrała mi moją nadzieję. Nadzieję na to, że uda się zajść karmiąc. Że nie będę musiała odstawiać małego.. Niestety muszę. I czuję się okropnie. Aż odechciewa mi się starać. Do tego ta krótka FL. Znów 9 dni. Może jednak nie mam już żadnych szans i tylko się oszukiwałam? Jest mi zajebiście przykro. Nie wiem jak zniosłam 17 cykli przy pierwszych staraniach. Teraz niby dopiero 2 za mną, a czuję się jakby się sumowały, mój żal jest tak duży jak po 19. nie 2. Nawet już w ten Clostilbegyt nie wierzę. I nie wiem czy w takim wypadku jest sens go brać.................. Eh....……
Nie spodziewałam się takiej reakcji. Cały wieczór beczę. Chyba naprawdę zaczęłam wierzyć, że się udało. Naiwna, niczego się przez te wszystkie miesiące nie nauczyłam?!

22 maja, 12:48

- 3cs - 2 dc -
Jednak 21.05 uznaję za 1dc bo cały wieczór był spokój, noc też, nawet rano termometr kremowy, wstałam i wtedy się tak naprawdę zaczęło. Podpytałam nawet o to ginkę i też powiedziała, żeby dopiero dziś tratować jako 2dc i dziś zacząć CLO. Nie wierzę, że znów go biorę. Używałam go tylko raz, w szczęśliwym cyklu. Ale jakoś nie wierzę, żeby miało się udać. Nie teraz. Nie tak jak ostatnio za pierwszym razem. Trochę jestem zła na siebie za ten brak wiary, bo po co w takim razie to robię, no ale na przeczucia nie wpłynę. Generalnie wciąż wierzę, że w niedalekiej przyszłości się uda, ale nie mam pojęcia jak. Czy spróbuję inseminacji? Czy podejmę się in vitro? Nie czuję tego in vitro kurde.. Nie przemawia do mnie. Tyyyyle pieniędzy, dziwne procedury... Jestem w 100% za IVF ale nie czuję żeby to było dla mnie.. Ciekawe czy desperacja mnie popcha do zmiany zdania.. Jak się nie uda, to sama nie wiem czy się zdecyduję. Tak bardzo chciałabym uniknąć tego dylematu. Nawet nie wiem ile to na dobrą sprawę kosztuje. A ile trwa? Nie mam pojęcia. Ile ja bym dała, żeby zajrzyc w kryształową kulę i wiedzieć co mnie czeka. Nawet gdyby nie spodobało mi się to, co widzę, to wolałabym już wiedzieć. Nie wiem czy afirmować.. Z jednej strony daje mi to dużo spokoju, z drugiej ryje beret jak przez ileś dni sobie wmawiam, że się uda, a potem przychodzi ta menda..

Generalnie nastrój mam ok, ale jestem strasznie zagubiona. Nie wiem co robić, co myśleć, jak się nastawić. Czy mam siłę walczyć? Czy mam na to pieniądze? Czy jest sens tracić na to energię? Nie lepiej skupić się na synku? Głowa mała...

Dzisiaj, 13:53

- 3cs - 13dc -
Ależ mi się ten cykl dłuży! Już 8. dnia miałam wrażenie, że jestem co najmniej w 18. Nic nadzwyczajnego się nie dzieje, a nie wiem czy kiedykolwiek zdawało mi się być w dłuższym cyklu. Nawet owulak pierwszy raz tak szybko po porodzie wyszedł mi pozytywny, a i tak mam takie durne wrażenie. Siedzę na apce dużo mniej, więc znów - tym bardziej powinno lecieć.. Tak czy siak jutro mam monitoring. Ciekawe czego się dowiem. Musiałam wziąć urlop i przy okazji umówiłam się na laminację rzęs. Pierwszy i ostatni raz byłam w tym gabinecie parę dni przed porodem i przedłużałam rzęsy 😁 Dzięki temu mam śliczne zdjęcia z 1. miesiąca życia Brunka, potem było tylko gorzej 😅 Teraz nie mam czasu się nawet malować i gdyby nie makijaż permanentny brwi, starszylabym ludzi, nawet tusz olałam. Tak mi się zapodobało bycie na macierzyńskim i ten dystans do swojego wyglądu 😉 No ale w pracy mi trochę brakuje dobrego wyglądu, więc idę jutro spróbować tej całej laminacji. Mam nadzieję, że się wyluzuję i w ogóle będzie fajnie. Tak rzadko robię coś dla siebie. Jutro ma być dobry dzień! Dobre informacje i wreszcie lepszy wygląd 😉

PS. Mój przyszły dzidziulku, już nie będę Cię pospieszać. Przyjdziesz do nas, kiedy będziesz gotowy bądź gotowa 💛💚

Wiadomość wyedytowana przez autora Dzisiaj, 13:56

1 2 3 4 5
Fundusze Europejskie: Inteligentny Rozwój Narodowe Centrum Badań i Rozwoju Europejski Fundusz Rozwoju Regionalnego

Projekt OvuFriend: "Opracowanie nowych w skali światowej rozwiązań w obszarze uczenia maszynowego wspierających w planowaniu rodziny i pokonywaniu problemu niepłodności" współfinansowany przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju w ramach programu Inteligentny Rozwój 2014-2020.