Cześć dziewczyny, dawno mnie tu nie było na tym forum ale również tutaj znalazłam dużo wsparcia psychicznego i może to co napisze doda komuś wiatru w żagle.
Po pierwsze bardzo to przykre co was spotyka, każda strata małego wyczekiwanego cudu niesie smutek , żal i nie zrozumienie dlaczego nas to spotyka. Jesteście wojowniczkami, to na pewno i wierzę że każda z was doczeka się uprawnionego dziecka.
Po krotce, od 2017 przez rok staraliśmy się z mężem o dziecko, udało się po 12 cyklach, w styczniu 2019 urodził się zdrowy syn, poród szybki bez komplikacji, ciąża bez grama problemów, leków itp.
We wrześniu 2020 zaszłam w ciążę bardzo nieplanowaną która w 8 tygodniu się zakończyła, serce przestało po prostu bic. Pobyt w szpitalu w trakcie COVID, łyżeczkowanie, bardzo źle wspominam psychicznie. Diagnoza, "to po prostu statystyka"
Przez długi czas nie chcieliśmy się starac a te stratę przeszłam bardzo źle psychiczne. 2023 rok, marzec jest ciąża, planowana - za pierwszym cyklem, ale dzidziuś rozwija się wolno, długo czekamy na bicie serca, i jak już zaczyna bić to bardzo wolno, niemiarowo a jego wygląd jest dziwny, taki nieregularny i "poszarpany". Dr nie daje za dużych nadziei, niestety ciąża kończy się w 10tc. Znowu szpital, czyszczenie. W szpitalu bardzo niechętnie mnie przyjmują, i czekam ponad tydzień na zabieg. Bardzo nieudane czyszczenie bo za dwa tygodnie wdaje się stan zapalny i znowu muszę się zgłosić na łyżeczkowanie. Kosztuje mnie to masę stresu przykrości. Lekarz w szpitalu mówi że jestem zdrowa, że mam już jedno dziecko i nic nie może mi dolegać. Mam wtedy 37 lat. W październiku 2023 próbujemy jeszcze raz i się udaje. Tym razem trafiam do innej lekarki i dostaje acard. Serce bije, ciąża się rozwija dobrze. W 11tc wieczorem idę do toalety się za przeproszeniem wysikać a tam morze krwi, bez żadnego bólu, bez zapowiedzi zaczynam krwawić. Szybko na izbę, lekarz robi USG i niestety dzidziuś się zatrzymał. To była najgorsza noc w moim życiu, czekaliśmy w nocy aż szyjka się otworzy sama żeby na zimno nie skrobać. To mnie dobiło psychiczne, jest grudzień a mój stan psychiczny po prostu siada. Ale po powrocie do domu zapisuje się do dr która zajmuje się takimi beznadziejnymi przypadkami. Termin jest już za miesiąc a to chyba cud bo zazwyczaj czeka się pół roku na wizytę u niej.
Przychodzi styczeń 2024, na wizycie wylewam morze łez, pobieramy wymaz na ureoplasme, jest USG i plan leczenia. Ale najpierw pakiet badań: cała immunologia, mutacje genetyczne, kariotyp. + Zalecenia suplementacji miovella dla mnie.plus NAC i dla męża też suple i zakaz starań . W marcu kolejna wizyta i monitoring. Kariotyp poprawny, za to mam mutacje PAI -1 i mthfr. Do tego brakuje mi receptorów implantacyjnych, mam nie idealny KIR i co najważniejsze moje komórki NK są na bardzo wysokim poziomie. To one powodują że nie choruje a moje ciąże okazują się byc zwalczane przez system immunologiczny. Dostaje serie wlewek z nasyconych kwasów tłuszczowych i od kwietnia mamy się starać po monitoringu. Od owulacji jestem na progesteronie, acardzie, heparynie i sterydzie. W kwietniu się udaje chociaż pani dr mówiła że owulacja była nieidealna ivzeby się nie spodziewać sukcesów nawet jeśli dojdzie do zapłodnienia. I tak tez się dzieje. Na teście dwie kreski ale za chwilę radość się kończy i można sobie przypisać ciążę biochemiczna. W maju mamy dużo wydarzeń stresów itp. ale od owulacji znowu ten sam pakiet. Udaje się zajść w ciążę w czerwcu i do końca ciąży jestem obstawiona lekami. Przyjmuje też wlewki do 16tc a heparynę do 6 tygodni po porodzie. W marcu 2025 rodzi się mój wyczekany synek który jest największym cudem i w jego oczach odnajduje wszystkie dzieci które poszły przed nim do gwiazd. Piszę do ku pokrzepieniu, wierzę ze trzeba znaleźć konkretnego lekarza który zajmie się holistycznie pacjentem, dobierze leczenie i zleci alternatywne formy wspomagania. Nigdy bym nie przypuszczała że po pierwszej ciąży coś zepsuje się w moim organizmie i da takie efekty. Urodziłam w wieku 39 lat i nawet przez myśl mi nie przeszło że moze jestem "za stara" bo mój wiek biologiczny to zaledwie 20 lat

Tule was wszystkie i życzę powodzenia w znalezieniu rozwiązania. Niech wasi partnerzy was wspierają i będą dla was oparciem.